piątek, 8 stycznia 2016

Moje kosmetyczne hity roku 2015




    Trudno jest wybrać kosmetyczne hity gdyż w ubiegłym roku przetestowałam wiele dobrych kosmetyków. Po przejrzeniu swoich postów z roku z roku 2015 zdecydowałam, że na miano absolutnych hitów zasługują te oto kosmetyki :


Pielęgnacja twarzy




  • SYLVECO Oczyszczający peeling do twarzy - ten peeling zdobył moje serce od pierwszego użycia. Dobry, naturalny kosmetyk i do tego w przystępnej cenie. Recenzja tutaj.
  • ABELLIE  Organiczny krem witalizujący - świetny krem z aloesem i produktami pszczelimi: z miodem, woskiem pszczelim i mleczkiem pszczelim. Recenzję znajdziecie tu. Żałuję tylko, że kosmetyków tej marki nie można już znaleźć w polskich sklepach.
  • ANTIPODES Vanilla Pod Nawilżający krem na dzień - jestem zachwycona tym kremem. Recenzji jeszcze nie ma ale będzie.


 Pielęgnacja włosów



  • LAVERA Odżywka do włosów cienkich i delikatnych z bio-wyciągiem z kwiatów chmielu - nie wiem czy pamiętacie ale w podobnym poście w styczniu ubiegłego roku pisałam, że mam już kosmetyk, który ma szansę być hitem roku 2015. To była ta odżywka Lavery. Moje włosy bardzo ją polubiły. Recenzja tutaj.
  • BIOEARTH  Szampon przeciwłupieżowy do włosów przetłuszczających się - dobrze oczyszczający, a jednocześnie delikatny szampon. Polubiłam go i ja i moje włosy. Więcej o nim możecie przeczytać tutaj.
  • APEIRON NATURAL CARE Szampon Keshawa do włosów delikatnych i przetłuszczających się - kolejny szampon, który wysoko cenię. Podobnie jak poprzedni dobrze oczyszcza włosy i jednocześnie jest delikatny. Delikatność szamponów jest dla mnie bardzo ważna ze względu na wrażliwy skalp. Recenzję szamponu znajdziecie tutaj.

Pielęgnacja ciała




  • DELIDEA BIO COSMETICS  Rewitalizujący krem do ciała - bardzo przyjemny krem o pięknym zapachu miodu i cynamonu. Tutaj napisałam o nim więcej. Żałuję tylko, że jest do kupienia wyłącznie w zestawie i nie można nabyć go solo.
  • BIOLAVEN ORGANIC  Balsam do ciała - ten balsam miło mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się, że będzie taki dobry. Jest kolejnym dowodem na to, że można wyprodukować dobry, naturalny kosmetyk nie rujnując jednocześnie naszych kieszeni. Recenzja jest tutaj.

Mydła naturalne


 

  • W roku 2015 poznałam dwie polskie marki mydeł naturalnych. Są to SZTUKA MYDŁA i 94b hand made. Nie potrafię powiedzieć, które z tych mydeł są lepsze. Obie firmy produkują wspaniałe mydła naturalne. Mycie ciała tymi niewielkimi kosteczkami to prawdziwa przyjemność. Naprawdę warto je kupować.
To już wszyscy moi ulubieńcy roku 2015. Oprócz nich miałam też inne dobre produkty ale te, moim zdaniem, były najlepsze. Czy Wy też miałyście w ubiegłym roku kosmetyki, które szczególnie przypadły Wam do gustu?

środa, 6 stycznia 2016

Projekt DENKO - listopad i grudzień 2015



   Rok 2015 mamy już za sobą i przyszedł czas na pokazanie kosmetyków, które wykończyłam w ciągu ostatnich dwóch miesięcy tego roku. Nie ma tego zbyt dużo ale troszkę się uzbierało. Zobaczcie:



Przyjrzyjmy się po kolei pustym opakowaniom, a zaczniemy od tych, które zawierały kosmetyki do pielęgnacji twarzy.




1. AVALON ORGANICS  Tonik normalizujacy z witaminą C - bardzo dobry tonik o pięknym, cytrusowym zapachu. Więcej na jego temat przeczytacie tutaj. Jak najbardziej zasługuje na ponowny zakup.

2. EcoSpa Hydrolat rozmarynowy ekologiczny - pielęgnuje włosy i skórę głowy. Detoksykuje, odblokowuje pory, tonizuje, wygładza i rozświetla cerę. Używałam go jako toniku, a także do rozrabiania maseczek glinkowych. Nie napisałam recenzji tego hydrolatu. Z pewnością zagości w mojej łazience jeszcze niejeden raz.

3. EcoSpa  Olej z awokado zimnotłoczony ekologiczny - jest to bardzo wartościowy olej zawierający nienasycone kwasy tłuszczowe, aminokwasy i proteiny, a także dużo witamin. Jest dosyć gęsty ale dobrze wchłaniany przez skórę. Zalecany jest dla skóry wrażliwej, dojrzałej i problematycznej. Wspomaga leczenie egzemy i łuszczycy. Używałam go do twarzy zamiast kremu na noc dodając odrobinę kwasu hialuronowego. Recenzji tego produktu też nie napisałam. Czy kupię go ponownie? Z pewnością tak.
 a
4. JAST Surowce kosmetyczne  Olej abisyński - bardzo ciekawy olej, mnie zachwycił. Przede wszystkim jest jakby mniej tłusty od innych i bardzo dobrze wchłaniany jest przez skórę. Używałam go do twarzy na noc, a czasem również na dzień. Kilka razy wmasowałam go w ciało, świetnie zastępował balsam.  Recenzję tego oleju znajdziecie tu. Z pewnością do niego powrócę. 

Pielęgnacja ciała.




5. BIOLAVEN ORGANIC  Balsam do ciała - moja skóra polubiła ten balsam. Kosmetyk ma ładny, winogronowy zapach, który, jak dla mnie, mógłby być trochę mniej intensywny. Z początku mi to nie przeszkadzało ale gdy zużyłam już więcej niż połowę butelki zapach zaczął trochę mnie drażnić. Mógłby być trochę słabszy. Nie zmienia to jednak faktu, że na skórę balsam działa bardzo dobrze i zamierzam kiedyś do niego wrócić. Recenzja tutaj

6. ALEPIA Czarne mydło Savon Noir - niejeden raz wspominałam, że najlepszy peeling do ciała jaki znam to ten, który wykonujemy przy pomocy Savon Noir i rękawicy kessy. Opinię tę podtrzymuję nadal. O różnych odmianach Savon Noir pisałam już kilka razy np. tu, tutu. Czy kupię ponownie? Oczywiście, że tak, a nawet już kupiłam. Stoi w szafce i czeka na pierwsze użycie.


Pielęgnacja włosów





7. APEIRON NATURAL CARE  Szampon Keshawa do włosów delikatnych i przetłuszczających się - bardzo delikatny szampon, a jednocześnie skuteczny. Dobrze oczyszcza skalp i włosy, zmywa również oleje. Byłam z niego bardzo zadowolona i z pewnością zasługuje na ponowny zakup. Recenzja tutaj. Szampon Keshawa jest jedynym kosmetykiem włosowym jaki wykończyłam w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Jakoś zaniedbałam ostatnio stosowanie odżywek. Za to co kilka dni nakładam na włosy maskę, a do odżywek z pewnością powrócę.

Mydełka w kostkach.




8. 94b hand made Mydła Migdał i Delikates - recenzję tych mydełek dopiero zamierzam napisać, a więc dziś powiem tylko tyle, że są to świetnej jakości mydła naturalne. Dodatkowym plusem jest to, że są to produkty polskie. Warto kupić je ponownie. 

9. SZTUKA MYDŁA  Mydło dyniowe Dynjo - kolejne dobre mydło naturalne rodzimej produkcji. Mydełko dobrze oczyszcza skórę i nie wysusza jej. Podobnie jak poprzednie kostki, to również zasługuje na ponowny zakup. Recenzję znajdziecie tutaj.

10. NAJEL  Mydło Aleppo z olejem z czarnuszki - nie napisałam recenzji tej kostki ale nie zmienia to faktu, że to mydełko, jak wszystkie alepowe, jest świetne. Do jego produkcji użyto tylko pięciu składników: woda, oliwa z oliwek, olej laurowy, olej z czarnuszki i wodorotlenek sodu. Oczywiście warto je kupić ponownie. 

To tyle kosmetyków zużyłam i wykończyłam w listopadzie i grudniu 2015 roku. Zobaczymy, co przyniosą w tej kwestii pierwsze dwa miesiące Nowego Roku. 

niedziela, 3 stycznia 2016

PAT&RUB Otulający scrub cukrowy do ciała



       Pat&Rub to znana marka polskich kosmetyków naturalnych. Poznałam dopiero kilka jej produktów. Kiedyś miałam Rewitalizujące masło do ciała (klik) i byłam z niego zadowolona, a jesienią bieżącego roku kupiłam kilka kosmetyków tej marki. Wszystkich tych kosmetyków aktualnie używam ale o jednym z nich mam już wyrobioną opinię. Jest to Otulający scrub cukrowy do ciała.




 Peeling całego ciała robię raz w tygodniu i bardzo to lubię. Jest to dla mnie takie relaksujące, domowe spa tym bardziej, że robię także wówczas peeling twarzy i nakładam na nią maseczkę. Nadal uważam, że najlepszy peeling jaki znam to ten wykonany czarnym mydłem Savon Noir i rękawicą kessą. Jednak dla urozmaicenia, a także z ciekawości używam też gotowych peelingów cukrowych lub solnych, a czasem samorobionych.



Producent pisze, że jest to "Cukrowy scrub do ciała o ciepłym, naturalnym zapachu karmelu, wanilii i cytryny. Delikatnie złuszcza, ekspresowo nawilża i poprawia wygląd skóry. (...) Kryształki cukru złuszczają martwy naskórek, a oleje i masła roślinne sprawiają, że skóra staje się nawilżona i odżywiona. Pięknie wygląda i pachnie. Po użyciu scrubu skóra nie potrzebuje już użycia balsamu ani masła do ciała."
W składzie scrubu znajdziemy kilka wartościowych substancji. Oto one:
Kryształki cukru trzcinowego* - złuszczają martwy naskórek i wygładzają skórę,
Oliwa i masło z oliwek* - wygładzają i koją,
Masło shea* - nawilża i zmiękcza,
Olej babassu* - uelastycznia, nawilża, jest naturalnym filtrem UV,
Masło z awokado* - natłuszcza i regeneruje, chroni przed czynnikami zewnętrznymi np. promieniami słonecznymi,
Masło kakaowe* - uelastycznia i koi podrażnienia,
Wosk pszczeli* - uelastycznia i zmiękcza,
Naturalna witamina E* - antyoksydant.
* - surowce naturalne i z certyfikatem ekologicznym.
Pełny skład peelingu jest taki:




Byłam bardzo ciekawa tego peelingu, a to dlatego, że czytałam o nim bardzo różne opinie. Od pełnych zachwytu do bardzo krytycznych. Gdy tylko dotarła do mnie przesyłka z kosmetykami Pat&Rub postanowiłam jeszcze tego samego dnia wypróbować peeling co też uczyniłam. I co? Niestety, to była kompletna porażka. Przede wszystkim scrub był bardzo zbity. Trzeba było mocno wbijać w niego palce żeby choć trochę nabrać. Fatalnie rozprowadzał się po skórze, po prostu od niej odpadał, a po skończonym peelingu bardzo trudno było go spłukać. Na skórze pozostawała biała, tłusta maź. Producent radzi stosować go na suche lub wilgotne ciało. Próbowałam na suche, na wilgotne i na całkiem mokre. Efekt za każdym razem był podobny. Wykonałam ten peeling ale zużyłam sporo kosmetyku, a tyle czytałam o jego wspaniałej wydajności.
Scrub po prostu był zbyt gęsty. Być może znajduje się w nim zbyt wiele maseł w stosunku do płynnych olejów. Postanowiłam dać mu drugą szansę ale przedtem trochę go ulepszyć. Skoro był zbyt gęsty to oczywistym wydało mi się, że należy go rozrzedzić. Przełożyłam zawartość pojemnika do miski, dolałam ok. 50 ml oliwy z oliwek i całość porządnie wymieszałam łyżką i przełożyłam z powrotem do pojemnika. Nie użyłam żadnego miksera z obawy, że mogę przy okazji zmielić znajdujące się w kosmetyku kryształki cukru. Scrub w tej wersji był już znacznie lepszy. Bez problemu rozprowadzał się po skórze i od niej nie odpadał. Łatwiej też się spłukiwał chociaż jeszcze miejscami pozostawiał tę białą, tłustą maź, którą trzeba było dokładniej zmywać. Rozrzedziłam go więc po raz drugi. tym razem dodałam 25 ml oleju krokoszowego. Akurat kupiłam butlę tego oleju do celów kulinarnych, a wiadomo przecież, że część zużyję kosmetycznie. Teraz peeling jest jeszcze rzadszy ale nie na tyle żeby spływał mi z ciała. Teraz jego użycie nie stanowi już problemu, a tej białej mazi po spłukaniu też już prawie nie ma.




Nie chcę jednak powiedzieć, że ten scrub to samo zło. Ma piękny zapach. Karmel i wanilia przełamane cytryną dają świetny efekt. Swoje zadanie też wypełnia dobrze. Cukier trzcinowy złuszcza martwy naskórek, a oleje i masła natłuszczają i odżywiają skórę. Pozostawia tłustą warstewkę dzięki czemu nie trzeba już stosować żadnego balsamu czy masła do ciała. Gdy kilka godzin po peelingu dotknie się skóry, to jest ona gładka, miękka i jedwabista. Tłustej warstwy już prawie nie ma. Wchłonęła ją skóra, a pewnie częściowo też ubranie. Uważam więc, że jest to kosmetyk skuteczny ale w swej oryginalnej wersji był uciążliwy w użyciu. Poza tym wkurza mnie to, że kosmetyk raczej nie tani wymaga przeróbek. Ja kupiłam go dosyć tanio gdyż trafiłam na korzystne promocje ale jego cena regularna to 89 zł. Fakt, że plastikowy słoik, w którym otrzymujemy scrub zawiera 500 ml produktu. To nie jest mało. Na plus trzeba też zaliczyć to, że posiada certyfikat NaTrue.
Jest to mój pierwszy scrub marki Pat&Rub. Ciekawa jestem, czy pozostałe też mają taką nieudaną konsystencję. Może kiedyś odważę się kupić któryś z nich. 

czwartek, 31 grudnia 2015

Witamy Rok 2016!



    Za kilka godzin powitamy Nowy, 2016 Rok. Z tej okazji życzę Wam wszystkiego najlepszego. Powodzenia w każdej dziedzinie życia, sukcesów dużych i małych, dużo radości w życiu codziennym.
Szczęśliwego Nowego Roku!


 

niedziela, 27 grudnia 2015

Paczuszka od Bianki




   Gdy dzień przed  Wigilią, czyli w środę, wróciłam z pracy, w domu czekała na mnie niewielka paczuszka. Przysłała ją Bianka. Zobaczcie, co znajdowało się w paczuszce:


Były tam dwa mydełka marki 94b hand made. Jedno to mydło z glinką marokańską rhassoul, a drugie to mydło z miętą i cytryną w trukwie. Bianka wie, że mam bzika na punkcie naturalnych mydeł i że mydlane kostki zawsze sprawią mi radość. Dzięki Biance poznaję tę markę mydeł. Nie tak dawno, bo w listopadzie dostałam od niej trzy mydełka tej marki (klik), a teraz znowu dwa. Bardzo jestem ciekawa nowych mydełek, a zwłaszcza tego w trukwie gdyż takiego mydła jeszcze nigdy nie miałam. 
Ale to nie wszystko. W przesyłce, oprócz mydełek, znajdowała się kartka świąteczna z pięknymi życzeniami, takimi od serca. Te życzenia ucieszyły mnie chyba jeszcze bardziej niż mydełka. Bardzo dziękuję Ci, Bianko, za piękny prezent. 

       

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt!







Kochani, życzę Wam wesołych, radosnych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia. Wszystkiego najlepszego! 

środa, 16 grudnia 2015

APEIRON NATURAL CARE Szampon Keshawa do włosów delikatnych i przetłuszczających się



     Bardzo lubię poznawać nowe marki naturalnych kosmetyków, zarówno krajowe jak i zagraniczne. Jedną z takich marek jest Apeiron Natural Care, którą poznałam, a właściwie dopiero poznaję, dzięki sklepowi Ecco Verde. Apeiron jest marką niemiecką, a ja myślałam, że australijską. Skąd wzięło się u mnie takie przekonanie? Otóż gdy po raz pierwszy robiłam zakupy w Ecco Verde kupiłam, między innymi, mydełko marki Apeiron (klik). Na opakowaniu zobaczyłam napis Made in Australia i na tej podstawie wywnioskowałam, że jest to marka australijska. Przy kolejnym zamówieniu kupiłam szampon i też napisałam, że jest to produkt australijski (klik). Dopiero gdy jedna z komentatorek zapytała skąd wiem, że jest to australijska marka, przyjrzałam się sprawie dokładniej. Stwierdziłam, że na butelce z szamponem znajduje się napis Made in Germany. W internecie znalazłam potwierdzenie, że Apeiron jest firmą niemiecką, a jej siedziba znajduje się w miejscowości Wallenhorst w Dolnej Saksonii. Mydełko było wyprodukowane w Australii dla firmy niemieckiej.
Wróćmy jednak do szamponu.




Firma Apeiron specjalizuje się w produkcji łagodnych kosmetyków naturalnych. Twórcy tych kosmetyków zdają sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych czasach coraz więcej ludzi ma różnego rodzaju problemy skórne, a ich wrażliwa skóra wymaga łagodnych, delikatnych produktów do pielęgnacji. Takim właśnie potrzebom Apeiron stara się wyjść naprzeciw. Tajemnicą tych kosmetyków nie jest duża ilość i różnorodność składników aktywnych ale staranna selekcja i kombinacja tychże składników.W ten sposób można uniknąć niepotrzebnych obciążeń i podrażnień skóry, a więc osiąga się to, że kosmetyki działają łagodnie i delikatnie, a przy tym skutecznie. 



Szampon zamknięto w butelce z białego, nieprzezroczystego plastiku o pojemności 200 ml. Szata graficzna butelki jest skromna. Na etykiecie w kolorze zszarzałej zieleni mamy białe napisy. Skromnie i elegancko.

Zgodnie z filozofią firmy APEIRON NATURAL CARE w składzie szamponu nie znajdziemy ogromnej ilości składników aktywnych. Jest ich tylko kilka i są to głównie ekstrakty ziołowe. Znajdziemy tu ekstrakt z szałwii (Salvia Officinalis Extract), który spotkać można w wielu kosmetykach i to nie tylko tych do włosów. Szałwia ma działanie przeciwzapalne i antyseptyczne, ściągające i oczyszczające ale też redukuje łupież i nadmierny łojotok, oczyszcza i zwęża pory. Pokrzywa (Urtica Dioica) i skrzyp polny (Equisetum Arvense) to zioła od wieków stosowane w pielęgnacji włosów. Ekstrakt z pokrzywy wzmacnia włosy i zapobiega ich wypadaniu, oczyszcza skórę i poprawia jej metabolizm, redukuje nadmierny łojotok. Skrzyp również wzmacnia włosy i zapobiega ich wypadaniu, oczyszcza skórę i przyspiesza jej regenerację. Rumianek (Chamomilla Recutita) delikatnie oczyszcza i ujędrnia skórę, zmiękcza ją i działa przeciwzapalnie. Mamy tu jeszcze jedno wspaniałe zioło, a mianowicie bhringraj (Eclipta Alba) zwane też fałszywą stokrotką. Bhringraj to znane indyjskie zioło i chyba każda włosomaniaczka o nim słyszała, a pewnie i stosowała. Nazwę bhringraj można tłumaczyć jako władca włosów, co już ma wymowne znaczenie. Bhringraj zapobiega wypadaniu wlosów i wzmacnia cebulki włosowe, zapobiega też przedwczesnemu siwieniu. Poprawia ogólną kondycję włosów, sprawia, że stają się puszyste, błysczące, elastyczne i dobrze nawilżone.

 
Pod względem konsystencji i koloru szampon przypomina mi miód. W rzeczywistości ma barwę bardziej intensywną niż widać to na zdjęciu. Zapach delikatny, ziołowo - kwiatowy i bardzo przyjemny. Pieni się dobrze i jest wydajny. Można nim zmywać oleje z włosów. Przeznaczony jest do codziennego stosowania i tak właśnie go używam. Jest delikatny. Dobrze oczyszcza ale skóry nie drażni, nie powoduje swędzenia. Moich krótkich włosów ten szampon bardzo mocno nie plącze, nawet nie zawsze używam po nim odżywki. Nie wiem natomiast jak by to wyglądało u osób z długimi włosami. Po wyschnięciu włosy są błyszczące, miękkie i dobrze się układają. Moim zdaniem jest to bardzo dobry szampon, jestem z niego zadowolona. Szkoda tylko, że już niewiele zostało go w butelce.
Warto dodać, że szampon posiada certyfikat BDIH.




Pełny skład szamponu (INCI): Aqua, Coco-Glucoside, Sodium Coco Sulfate, Salvia Officinalis Extract*, Chamomilla Recutita Extract*, Urtica Dioica Extract*, Equisetum Arvense Extract, Eclipta Alba Leaf Extract, Maris Sal, Glyceryl Oleate, Parfum (natural), Citric Acid, Alcohol, Benzyl Alcohol**, Geraniol**, Linalool**, konserviert mit: Benzoic Acid, Sorbic Acid.
* składniki pochodzące z certyfikowanych upraw organicznych,
** składniki naturalnych olejków eterycznych. 
      

środa, 9 grudnia 2015

Co kupiłam w Dniu Darmowej Dostawy




     Dzień Darmowej Dostawy to szansa na zrobienie niewielkich zakupów, nawet w kilku sklepach, bez ponoszenia kosztów przesyłki. Tegoroczny DDD przypadł na 1 grudnia. Nie szalałam zakupowo i odwiedziłam tylko dwa sklepy. Pierwszym z nich był sklep Matique.


W Matique kupiłam Oczyszczającą maseczkę z hibiskusa od Balm Balm i dwa mydełka rumuńskiej marki Deja Vu. Jedna z kostek to mydło z marchewką i szałwią, a druga to mydło cytryną, pomarańczami i goji. Zobaczymy jak mydełka sprawdzą się w praktyce. Na maseczkę skusiłam się gdyż czytałam o niej dużo dobrego. Mam nadzieję, że też będę z niej zadowolona.

Odwiedziłam również sklep z surowcami i półproduktami kosmetycznymi EcoSpa i wybrałam kilka produktów.



W EcoSpa kupiłam: hydrolat różany, glicerynę roślinną, potrójny kwas hialuronowy 1,5%, kwas mlekowy, olej z pestek granatu i susz z płatków róży. Jako gratis dostałam glinkę czerwoną.

I to już wszystko. Ciekawa jestem, czy też robiłyście zakupy w DDD? Jeśli tak, to pochwalcie się swoimi nowościami.  

wtorek, 1 grudnia 2015

BIOEARTH Aktywny krem nawilżający do twarzy



    Kosmetyki do pielęgnacji twarzy staram się dobierać wyjątkowo starannie. No cóż, czas nieubłaganie płynie i na twarzy widać coraz więcej efektów jego upływu. Przybywa zmarszczek, skóra jest coraz bardziej wysuszona. Mam cerę mieszaną ale policzki, do niedawna o skórze normalnej, coraz bardziej przypominają suchą. Niedawno wdrożyłam etapowe oczyszczanie twarzy (klik) i staram się "dokarmiać" i nawilżać cerę dobrymi kosmetykami naturalnymi. Aktualnie używam Aktywnego kremu nawilżającego włoskiej marki BIOEARTH.



Producent twierdzi, że zimno, wiatr, słońce i zanieczyszczenia atakują skórę i przyspieszają proces jej starzenia poprzez zmniejszanie nawodnienia tkanki łącznej. Całkowicie zgadzam się w tej kwestii z producentem. Aktywny krem nawilżający firmy Bioearth ma za zadanie nawilżyć skórę twarzy i dekoltu oraz uspokoić i zregenerować ją bez natłuszczenia. Krem szybko się wchłania i pozostawia skórę nawodnioną, elastyczną i witalną. Naturalna formuła z Aloe Vera i olejkami roślinnymi działa intensywnie regenerująco i nawilżająco. Krem idealny dla każdego typu skóry, szczególnie dla normalnej, suchej i odwodnionej.


 
Krem zamknięty jest w białym, plastikowym słoiczku o pojemności 50 ml dodatkowo zapakowanym w kartonik. Po odkręceniu zakrętki możemy zobaczyć, że krem zabezpieczony jest dodatkowym plastikowym wieczkiem.

Miałam już jeden kosmetyk marki Bioearth, a mianowicie szampon przeciwłupieżowy, o którym pisałam tu. Szampon ten skusił mnie w dużej mierze tym, że zamiast wody miał w składzie sok z aloesu. Tak samo jest w tym kremie. 




Aloes dobrze służy mojej skórze, a więc bez wahania wrzuciłam kremik do koszyka zakupowego. Oczywiście sok z aloesu nie jest jedynym składnikiem aktywnym tego kremu. Mamy tu wartościowe oleje roślinne jak olej z wiesiołka, który poprawia elastyczność skóry, reguluje jej wilgotność, przemianę komórkową i pracę gruczołów łojowych. Olej makadamia przeciwdziała wolnym rodnikom. Szczególnie polecany jest dla skór suchych, wrażliwych i dojrzałych. I wreszcie olej arganowy przeciwdziałający procesom starzenia się skóry, poprawiający jej jędrność i elastyczność.
Są tu jeszcze inne, interesujące składniki aktywne jak skwalan (Squalane) otrzymywany z oliwy z oliwek. Zapewnia on prawidłowe nawodnienie skóry, a także jej miękkość i elastyczność, ułatwia przenikanie składników aktywnych w głąb skóry. Wykazuje też działanie ochronne przed bakteriami i grzybami i jest dobrym antyoksydantem. Kolejny składnik nawilżający to pantenol zwany też D-pantenolem lub prowitaminą B5. Pantenol bardzo łatwo przenika do głębszych warstw skóry, poprawia barierę lipidową naskórka i jest skutecznym nawilżaczem. Działa też łagodząco i przeciwzapalnie. Jest pomocny w leczeniu oparzeń. Często spotykamy go w składzie kosmetyków po opalaniu. Glukonolakton jest jednym z kwasów PHA. Delikatnie usuwa zrogowaciałe komórki naskórka dzięki czemu poprawia się struktura i koloryt skóry. Glukonalakton jest skutecznym antyoksydantem i nawilżaczem, zwiększa też skuteczność działania innych kosmetyków. W kremie znajdziemy też witaminę E (Tocopherol) i pochodne witamin E i A (Tocopheryl Acetate i Ascorbyl Palmitate), a jak wiemy, witaminy te są silnymi antyoksydantami. 



Konsystencja tego kosmetyku jest w zasadzie typowa dla większości kremów, a jego delikatny zapach określiłabym jako owocowy z nutą kwiatową w tle.
Używam tego kremu na dzień, a od niedawna również na noc. Wklepuję go w oczyszczoną i zwilżoną tonikiem skórę twarzy. Nie muszę chyba dodawać, że pod pojęciem "skóra twarzy" kryje się również skóra szyi i dekoltu. Tuż po wklepaniu kremu na twarzy pozostaje cieniutka, tłustawa i lekko lepiąca się warstewka ale pozostaje tylko przez chwilę. Bardzo szybko się wchłania i znika, a więc można przystąpić do nakładania makijażu. 
Krem rzeczywiście dobrze nawilża skórę. Pozostawia ją nawodnioną, gładką i miękką. Nie powoduje żadnych podrażnień, a aplikuję go na całą twarz, a więc i pod oczy. Krótko mówiąc jest to bardzo dobry krem. Spełnia moje oczekiwania, a więc nie żałuję, że go kupiłam.




Aktywny krem nawilżający od BIOEARTH jest kosmetykiem testowanym dermatologicznie i posiadającym certyfikat ICEA. Kupiłam go w sklepie Ecco Verde. W tej linii kosmetyków BIOEARTH znajduje się również krem typu anti-aging. Zapowiada się równie interesująco i pewnie też się na niego skuszę.       
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...