Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oleje i olejki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oleje i olejki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 czerwca 2017

Kosmetyki od BIOLINE



       BIOLINE  to polska firma tworząca kosmetyki naturalne, którą poznałam zaledwie kilka miesięcy temu. Są to kosmetyki wolne od chemii i przyjazne środowisku naturalnemu. Produkowane są z naturalnych składników pochodzenia roślinnego, w tym składników certyfikowanych przez ECOCERT. Nie są testowane na zwierzętach i nie zawierają składników pochodzenia zwierzęcego. Potwierdza to certyfikat VIVA! Dla wegan i wegetarian. BIOLINE ma w swojej ofercie kilkadziesiąt produktów. Ja skusiłam się na dwa spośród nich. Jednym z nich jest Eliksir przeciwzmarszczkowy ANTI AGING.


Zdaniem producenta eliksir anti aging o lekkiej i dobrze wchłaniającej się konsystencji oraz zapachu gorzkiej pomarańczy, to wyjątkowa kompozycja trzech olejów roślinnych o silnym działaniu przeciwzmarszczkowym. Stworzony z myślą o skórze suchej, dojrzałej, wrażliwej i naczynkowej, wykazuje właściwości odżywcze, regenerujące i nawilżające.
Skład kosmetyku jest krótki i wygląda tak (INCI): Passiflora Incarnata (Passion) Seed Oil, Perilla Ocymoides (Perilla) Seed Oil*, Opuntia Ficus-Indica (Prickly Pear) Fruit Oil, Citrus Aurantium Amara Peel Oil, Tocopherol, Limonene+Linalool+Geraniol+
* - składniki organiczne
Mamy tu olej z męczennicy cielistej (Passiflora Incarnata), olej z pachnotki (Perilla Ocymoides) i olej z opuncji figowej (Opuntia Ficus-Indica).



Olej otrzymujemy w butelce z grubego szkła. Zakrętka z pompką w kolorze złota, złote napisy i logotyp firmy sprawiają, że jest to opakowanie o eleganckim wyglądzie. Bardzo ładnie prezentuje się na łazienkowej półce ale niedługo cieszyłam się tą ozdobą. Okazało się, że trafiła mi się butelka z kiepską pompką. Trzeba nacisnąć pompkę kilka razy, żeby uzyskać porcję eliksiru. Tyle, że po tych kilku naciśnięciach uzyskana porcja oleju jest tak duża, ze wystarcza nie tylko na twarz, szyję i dekolt ale również na ręce. Na całe ręce, a nie tylko na dłonie. To było oczywiste marnotrawstwo eliksiru. Żeby tego uniknąć przelałam go do buteleczki z kroplomierzem. Nowa butelka nie wygląda tak efektownie ale przynajmniej mogę dozować olej tak jak ja chcę, a nie jak chce pompka.
Zgodnie z zapewnieniami producenta Eliksir przeciwzmarszczkowy Anti Aging ma lekką konsystencję i dobrze się wchłania. Używam go tylko na noc. Rano skóra rzeczywiście jest miękka, wygładzona i nawilżona. Przez pewien czas używałam go solo, a potem zaczęłam go tuningować i robię to do tej pory. W zagłębieniu dłoni umieszczam jednorazową porcję eliksiru i dodaję do niego odrobinę kwasu hialuronowego lub żelu aloesowego. Mieszam palcem i wklepuję w skórę twarzy, szyi i dekoltu. Taka mieszanka jeszcze lepiej działa na skórę. Jest jeszcze lepiej nawilżona i odżywiona, a także gładka i aksamitna w dotyku. Lubię czasem trochę ulepszać gotowe kosmetyki. W ten sposób często uzyskuje się bardzo dobre wyniki.

Drugim produktem BIOLINE na jaki się skusiłam jest Czarne mydło Savon Noir.


Opakowanie mydła również prezentuje się elegancko. Jest to pudełko z czarnego, sztywnego plastiku, a złote napisy i logo dodają mu uroku. Opakowanie zawiera 200 ml mydła.
Zużyłam już wiele opakowań mydła Savon Noir i najczęściej był to produkt marki Alepia ale kilka razy miałam też mydło innych producentów i też byłam z nich zadowolona. Z mydła od Bioline nie jestem zbyt zadowolona. Zapach ma typowy dla Savon Noir, kolor też ale konsystencja jest inna. Przywykłam, że czarne mydło ma konsystencję pasty, mazi i można łatwo rozprowadzać je po skórze. Mydło od Bioline jest bardzo gęste, zbite. Wyjmuje się z pojemnika kawałek mydła i mydli się nim skórę niczym mydłem w kostce. Gdy mydło jest rzadsze rozprowadza się je po skórze, a piana pokazuje się dopiero w trakcie masażu rękawicą kessą. Tu piana jest od razu i jest mniej obfita niż przy mydle rzadszym. Nie bardzo mi to pasuje.

Skład mydła (INCI): Potassium Olivate, Aqua, Potassium Palmate, Potassium Cocoate, Olea Eurpaea Oil, Potassium Carbonate, Glycerin.



Oczywiście zużyję to mydło do końca ale następnego raczej nie kupię. Eliksir przeciwzmarszczkowy Anti Aging uważam za zakup udany i uważam, że warto kupić go ponownie. W przyszłości będę chciała poznać także inne produkty tej marki. Kosmetyki BIOLINE kupiłam w tym sklepie.
Czy znacie już kosmetyki tej marki? Jeśli tak, to co o nich sądzicie?      


sobota, 2 lipca 2016

Projekt DENKO - maj i czerwiec 2016




 
     Dwa wiosenne miesiące, maj i czerwiec, dobiegły końca. Przez ten czas wykończyłam kilka kosmetyków. Zobaczcie jakie:





Kosmetyki do pielęgnacji twarzy





1. ANTIPODES  Serum bogate w przeciwutleniacze Worship - świetne serum i bardzo żałuję, że już się skończyło. Nie ma jednak co narzekać gdyż jest to kosmetyk bardzo wydajny, wystarczył mi prawie na pięć miesięcy. Więcej na jego temat przeczytacie tu. Z całą pewnością zasługuje na ponowny zakup.


2. ANTIPODES  Nawilżający krem na dzień Vanilla Pod - kolejny świetny kosmetyk tej nowozelandzkiej marki. Krem świetnie nawilża, a ponadto urzekł mnie jego zapach. Recenzję znajdziecie tutaj. On również zasługuje na ponowny zakup.



Pielęgnacja ciała




3. ALTERRA  Olej do ciała brzoza i pomarańcza - bardzo przyjemny kosmetyk. dobrze się wchłania, nawilża i odżywia skórę pozostawiając na niej zapach pomarańczy z delikatną ziołową nutą. Pisałam o nim tutaj. Czy kupię go ponownie? Raczej tak. 

Mydełka




 4. CZYSTE MYDŁO Mydło kastylijskie Peeling Kawowy - mydełko delikatnie peelinguje skórę nie wysuszając jej. Najlepsze mydło peelingujące w kostce jakie do tej pory miałam. Recenzja tutaj. Warto kupić je ponownie.

5. TEA NATURA Mydło kokosowo - oliwne z lawendą - bardzo dobre mydło naturalne. Do jego produkcji użyto tylko dwa oleje: kokosowy i oliwę z oliwek. Na temat mydełek tej marki pisałam tu. Z pewnością kupię je ponownie.

6. ELKO Mydło naturalne z pyłkiem kwiatowym - jest to jeszcze jedna polska marka mydeł naturalnych. Mydełko wytwarza mniej piany niż większość mydeł ale wystarcza ona do porządnego umycia całego ciała. O tym mydle pisałam tu. Czy kupię je ponownie? Tak. Będę też chciała wypróbować inne mydła tej marki. 

Zauważyłyście zapewne, że nie udało mi się zużyć do końca żadnego kosmetyku do włosów. Tak właśnie jest jak się ma zaczętych kilka produktów tego samego rodzaju. W tej chwili mam otwarte trzy szampony (czwarty czeka w kolejce) i dwie odżywki. Używam ich na przemian i dlatego wykańczanie długo trwa. Jeśli idzie o szampony, to lubię tak właśnie je używać. Kiedyś jednak się skończą i pewnie niektóre z nich znajdą się w następnym denku.


niedziela, 8 maja 2016

ALTERRA Olej do ciała brzoza i pomarańcza




        Będąc posiadaczką suchej skóry zawsze mam na stanie mazidła do ciała i to przeważnie więcej niż jedno. Nie to, żebym robiła jakieś duże zapasy tych kosmetyków. Najczęściej mam dwa różne produkty, w porywach trzy. Dawniej w pielęgnacji mojej skóry dominowały oleje ale ostatnio używałam maseł, kremów, balsamów. Nie znaczy to, że zrezygnowałam z olejów. Po prostu z ciekawości sięgałam po inne produkty ale pewnego razu będąc w Rossmanie zwróciłam uwagę na Olej do ciała brzoza i pomarańcza od ALTERY. Co prawda Alterra produkuje kilka olejów do ciała ale ten skusił mnie swoim bogatym składem, a więc wrzuciłam go do koszyka.


Skoro już wspomniałam o bogatym składzie to mamy tu całą gamę wartościowych olejów: olej sojowy, olej z pestek moreli, olej z pestek winogron, oliwa z oliwek, olej jojoba, olej awokado, olej makadamia, olej z rokitnika, olej słonecznikowy. Chyba wszystkie wymieniłam. Przyznacie, że jest ich sporo. Oprócz olejów w składzie kosmetyku znajdują się też ekstrakty ziołowe z tytułową brzozą na czele. Jest to ekstrakt z liści brzozy (Betula Alba Leaf Extract). Brzoza posiada liczne właściwości lecznicze i pielęgnacyjne. W takim ekstrakcie znajdują się betulina i kwas betulinowy. Są to naturalne antyoksydanty chroniące skórę przed wolnymi rodnikami, a więc opóźniające procesy starzenia. Pobudzają też syntezę kolagenu i elastyny, a także łagodzą objawy atopowego zapalenia skóry.


 
Nie jestem znawcą ziół. Moja wiedza na ich temat nie jest imponująca i dlatego zdarza mi się, że wśród składników kosmetyku znajduje się nazwa, którą widzę po raz pierwszy i nie mam pojęcia co to jest. Tak było i tym razem. Nieznana mi nazwa to Ruscus Aculeatus. Okazało się, że jest to ruszczyk kolczasty zwany również myszopłochem kolczastym. Roślina ta zawiera saponinę o nazwie ruscyna. Ruscyna zapobiega nadmiernemu poszerzaniu się naczyń żylnych, ich nieszczelności i kruchości. Działa też przeciwzapalnie. Stosowany jest w kosmetykach ujędrniających i antycellulitowych, a ten olej ma również działanie antycellulitowe. Poza tym w składzie oleju znajdują się olejki eteryczne, które nie tylko zapewniają kosmetykowi ładny zapach ale mają również działanie pielęgnujące.

Całkowity skład kosmetyku wygląda tak:


Olej do ciała brzoza i pomarańcza otrzymujemy w szklanej butelce z pompką. Butelka zawiera 100 ml oleju i zapakowana jest w kolorowy kartonik. Podoba mi się szata graficzna tych opakowań. Jest kolorowa, wesoła i bardzo przyjemna dla oka.
Olej ma ładną, złocistą barwę i jest dosyć rzadki. Odpowiada mi taka konsystencja gdyż pozwala łatwo wmasować kosmetyk w skórę. Używam tego oleju tylko do ciała czyli zgodnie z jego przeznaczeniem. Olej dosyć szybko się wchłania ale pozostawia cieniutką, tłustą warstewkę. No cóż, to jednak olej. Bardzo dobrze nawilża i natłuszcza skórę pozostawiając ją mięciutką, aksamitną i sprężystą. Ma on również działanie antycellulitowe. Podoba mi się, że producent nie obiecuje likwidacji cellulitu (czyli gruszek na wierzbie) i pisze, że kosmetyk "łagodzi efekt skórki pomarańczowej". Czy rzeczywiście łagodzi nie wiem gdyż cellulitu nie posiadam. Aplikację oleju uprzyjemnia jego zapach. Jest to zapach pomarańczy z lekką nutką ziołową w tle. Zdecydowanie jednak dominuje pomarańcza. Szkoda, że zapach nie pozostaje zbyt długo na skórze. Podsumowując muszę powiedzieć, że zadowolona jestem z tego kosmetyku. Prawdopodobnie jeszcze kiedyś go kupię, a może wypróbuję też inne oleje do ciała tej marki.
Olej do ciała brzoza i pomarańcza od ALTERRY jest kosmetykiem wegańskim i certyfikowanym przez BDIH.



Używacie olejów do pielęgnacji ciała czy wolicie balsamy?    

sobota, 28 lutego 2015

WELLNESS & BEAUTY Olejek do kąpieli sezamowy



    
           W  Rossmanie coraz częściej można znaleźć kosmetyki z przyzwoitym, naturalnym składem. Niedawno pisałam o szamponach i odżywkach do włosów amerykańskiej marki Petal Fresh (klik) ale warto też zwrócić uwagę na jedną z marek własnych Rossmanna, a mianowicie WELLNESS & BEAUTY. Jest to cała seria kosmetyków do pielęgnacji ciała i w ofercie Rossmanna znajduje się już od dłuższego czasu. Ja jednak, będąc w tym sklepie, nie zwracałam na nie uwagi. Do czasu. Tak było dopóty, dopóki nie przeczytałam recenzji Olejku sezamowego do kąpieli WELLNESS & BEAUTY  na blogu Angel Kosmetyki bez tajemnic. Postanowiłam wówczas, że muszę go mieć i  przy najbliższej bytności w Rossmanie zaczęłam rozglądać się po półkach w poszukiwaniu tego olejku. W końcu znalazłam, a przynajmniej tak mi się wydawało. Na jednej z półek stało kilka olejków tej marki ale tego, o który mi chodziło, nie było. Nie było też innych kosmetyków Wellness & Beauty. Kontynuowałam więc poszukiwania i w końcu, na drugim końcu sklepu znalazłam! Tym razem naprawdę był. Olejek do kąpieli sezamowy.



Producent tak opisuje kosmetyk:
"Pozwól w czarujący sposób rozpieścić swoje zmysły - dzięki specjalnej mieszance cennego oleju sezamowego i ekstraktu z prawdziwej wanilii. Delikatnie pachnący olej do kąpieli zapewnia ciału i zmysłom poczucie komfortu. Chroniąca skórę witamina E i oleje pielęgnacyjne zapobiegają wysuszeniu skóry i sprawiają, że skóra jest wyczuwalnie miękka i gładka." 




Z reguły nie przepadam specjalnie za zapachem wanilii w kosmetykach ale Angel tak zachwalała zapach tego oleju, że postanowiłam się skusić. Przyniosłam więc z Rossmana małą buteleczkę z przezroczystego plastiku, w której znajdowało się 150 ml oleju. Butelka posiada metalową zakrętkę i, niestety, nie jest wyposażona w pompkę, a po otwarciu ukazuje się nam dosyć szeroki wlot butelki. Nie uważam jednak tego za wielki minus gdyż olej przeznaczony jest do kąpieli, a w tej sytuacji nie musimy odmierzać go po kropelce. Wspomniałam o braku pompki tylko dlatego, że używam tego oleju nie do kąpieli, a po kąpieli. Służy mi jako balsam do ciała.





Skład kosmetyku jest bardzo prosty. Oto on:
INCI: Carthamus Tinctorius Seed Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Sesamum Indicum Oil, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Polysorbate 20, Parfum, Tocopherol, Tocopheryl Acetate.
Prosty, naturalny skład. Mamy tu trzy wartościowe oleje. Na pierwszym miejscu widzimy olej z krokosza barwierskiego o działaniu odżywczym i regenerującym. Na drugim miejscu mamy olej słonecznikowy działający na skórę przeciwrodnikowo, przeciwzapalnie i normalizująco. Trzeci olej, sezamowy, idealny dla skóry suchej, wrażliwej i dojrzałej. Poza tym jest tu jeszcze ekstrakt z wanilii, witamina E i emulgator Polysorbate 20 otrzymywany z oleju kokosowego.





Jak już wspominałam używam tego olejku po kąpieli w charakterze balsamu do ciała. Na skórze pozostaje cieniutka, tłusta warstwa ale nie przeszkadza mi ona wcale. Najważniejsze, że moja skóra jest świetnie nawilżona i odżywiona. gładka i miękka, a na dodatek pięknie pachnie. Zapach wanilii połączony z sezamem spodobał mi się bardzo. Lubię otulić się tym zapachem i cieszę się, że dosyć długo pozostaje na skórze.
Dodatkowym atutem tego kosmetyku jest jego cena. Kupiłam go w grudniu kiedy to produkty marki WELLNESS & BEAUTY  sprzedawane były w cenach promocyjnych. Zapłaciłam za niego 6,49 zł. Teraz zapewne jest o kilka złotych droższy ale nadal jest to niewygórowana cena.
Znacie kosmetyki tej marki? Jeśli tak, to co o nich sądzicie? 

niedziela, 14 grudnia 2014

Świąteczna niespodzianka




              Gdy wczoraj wróciłam z pracy zastałam w domu przesyłkę. Była to tzw. bąbelkowa koperta, w której znajdował się jakiś przedmiot. Zdziwiłam się gdyż żadnej przesyłki się nie spodziewałam. Otworzyłam kopertę i zobaczcie co z niej wyjęłam:




Niewielka, zapakowana w świątecznym stylu, paczuszka i piękna kartka świąteczna z życzeniami. Byłam ciekawa, co znajduje się w paczuszce więc szybko ją otworzyłam. Jej zawartość była taka:




Dwa mydełka Savon Du Midi. Jedno o nazwie Zioła Prowansalskie, a drugie to Pomarańcza & Grapefruit. Tubka zawiera Regenerujący krem do rąk z bio-żurawiną i bio-olejem arganowym Lavery, a w maleńkiej, szklanej buteleczce znajduje się Olejek eteryczny pomarańczowy Primavera.
Z pewnością chcielibyście wiedzieć od kogo dostałam tę przemiłą paczuszkę. Otóż przysłała ją Bianka. Ta sama, która prowadziła blog Naturalna Bianka.
No właśnie, problem w tym, że prowadziła, a nie prowadzi. Wielka szkoda. Bianka potrafi pisać ciekawe teksty i bardzo lubiłam zaglądać na jej bloga. Próbuję ją namówić na powrót do blogowania ale ona twierdzi, że brakuje jej na to czasu. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się przekonać ją do tego, żeby choć od czasu do czasu coś napisała.

Bianko, bardzo dziękuję Ci za wspaniały prezent i serdeczne, prosto od serca, życzenia. Zrobiłaś mi wspaniałą niespodziankę. Jeszcze raz dziękuję. 
 

niedziela, 23 listopada 2014

Moja aktualna pielęgnacja twarzy




          Nigdy jeszcze nie pisałam tego rodzaju postu ale widywałam takie na innych blogach i chętnie je czytałam. Dlatego postanowiłam też napisać taki post pokazując jednocześnie kosmetyki jakich aktualnie używam.

Wiadomo, że w pielęgnacji cery bardzo ważne jest jej oczyszczanie. Do codziennego oczyszczania używam takich kosmetyków:


 
Jak widać na zdjęciu moje oczyszczanie twarzy nie wymaga wielu kosmetyków. Do mycia używam naturalnych mydeł w kostce. Na zdjęciu mydełko Aleppo zawierające 20% oleju laurowego. Po umyciu twarzy mydłem przecieram ją lub spryskuję tonikiem. Do niedawna uważałam, że najlepszym tonikiem jakiego używałam jest Tonik Aloe Vera do cery wrażliwej Santaverde (klik) ale wygląda na to, że przebił go chorwacki Tonik z Komórkami Macierzystymi Róży Alpejskiej marki Nikel (klik). Z przyjemnością używam tego toniku ale, niestety, wkrótce się skończy. Napis na granatowej butelce widocznej na zdjęciu sugeruje, iż zawiera ona hydrolat z kwiatów pomarańczy. Kiedyś faktycznie zawierała ten hydrolat, a obecnie znajduje się w niej samorobiony tonik z czerwoną koniczyną. Używam go na przemian z tonikiem Nikel.

Po oczyszczeniu twarzy aplikuję na nią kosmetyki pielęgnacyjne.


 
Pod oczy stosuję krem organiczny krem Skin Blossom (klik), a na twarz aplikuję Organiczny odżywczy krem Skin Blossom (klik) lub Krem Przeciwzmarszczkowy Bio Logical (klik). Są to kremy lekkie. Jesienią i zimą stosuje przeważnie kremy bardziej treściwe. Jednak te dwa kremy zostały mi po lecie i nie chcę zaczętych kremów trzymać aż do wiosny. W tej sytuacji sama czynię je bardziej treściwymi dodając do nich po kilka kropli któregoś z tych olejów:




Na noc aplikuję na twarz jeden z tych olejów zamiast kremu lub Krem Ultraodżywczy Cicabaume marki Italchile (klik) z dodatkiem Żelu Regenerującego Aloe Vera marki Santaverde (klik).
Codzienne oczyszczanie cery mydłem i tonikiem nie jest wystarczające i od czasu do czasu trzeba zafundować jej bardziej dogłębne oczyszczanie. W tej roli niezastąpione są peelingi.




Peelingi do twarzy stosuję przeważnie raz w tygodniu, czasem dwa razy. Aktualnie mam do dyspozycji gotowy Delikatny peeling do twarzy marki Italchile (klik). Ma on postać kremu zawierającego maleńkie drobinki ziaren ryżu. Peeling dobrze oczyszcza skórę. Peeling - maska z kawą Wake Up marki Wild Earth (klik) ma postać proszku, który należy zmieszać z wodą lub olejem (lub z jednym i drugim). Pełni on rolę peelingu i maski. Ten produkt również dobrze oczyszcza skórę. Trzecim używanym przeze mnie peelingiem jest czarne mydło Savon Noir i rękawica Kessa. Nakładam Savon Noir na twarz i pozostawiam je na kilka minut, a potem bardzo delikatnie masuję skórę kessą. Moim zdaniem ten rodzaj peelingu jest najbardziej skuteczny. Wspaniale rozprawia się z zamkniętymi zaskórnikami występującymi na nosie w postaci małych, czarnych kropek.

Po dogłębnym oczyszczeniu cery za pomocą peelingu należy jej się porządne odżywienie co zapewniają dobrze dobrane do rodzaju cery maseczki.




W mojej pielęgnacji zdecydowanie królują maseczki glinkowe. Mam na myśli te, które robię ze sproszkowanych glinek. Obecnie mam tylko dwie glinki: marokańską rhassoul i błękitną glinkę kambryjską. Mieszam je z wodą lub hydrolatem i dodaję trochę któregoś z moich olejów. Od czasu do czasu do takiej maseczki dodaję spirulinę, która też ma świetne działanie na skórę. Na zdjęciu widnieje też maseczka różana marki Hesh. Użyłam jej dopiero jeden raz i jeszcze nie wyrobiłam sobie opinii na jej temat. 

Zawsze wydawało mi się, że moja pielęgnacja twarzy jest raczej skromna, taka mało rozbudowana. Jednak gdy na potrzeby tego postu powyciągałam swoje wszystkie "twarzowe" kosmetyki i zrobiłam im fotkę grupową, to okazało się, że jest ich tyle:


   
 Jak sądzicie? Czy taka ilość kosmetyków do pielęgnacji twarzy to przesada? Można to jeszcze uznać za coś w rodzaju normy?
  

niedziela, 16 listopada 2014

Nowość w mojej pielęgnacji...czyli olej z wiesiołka




               Niedawno minęło pięć lat od chwili gdy odkryłam i doceniłam kosmetyczną wartość olejów roślinnych. Od tej pory zawsze mam w domu kilka ich rodzajów i staram się poznawać ich jak najwięcej. Toteż gdy firma OLINI zwróciła się do mnie z propozycją przetestowania oleju z wiesiołka zgodziłam się bez wahania tym bardziej, że dużo czytałam o jego dobroczynnym działaniu.


 
W Polsce rośnie wiele odmian wiesiołka ale olej pozyskuje się tylko z jednej odmiany, a mianowicie z wiesiołka dwuletniego (Oenothera Biennis). Olej ten zawiera wyjątkowo duże ilości niezbędnych, nienasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT) - kwasu linolowego (LA) i gamma-linolenowego (GLA). Oprócz nich w oleju z wiesiołka znajdziemy również inne kwasy tłuszczowe: oleinowy, palmitynowy i stearynowy, a także fitosterole, białko, witaminę E i minerały. 

Wiesiołek ma wiele właściwości leczniczych. Oto niektóre z nich:
  • wzmacnia odporność,
  • działa odtruwająco,
  • zmniejsza poziom cholesterolu i obniż ciśnienie krwi,
  • obniża poziom cukru we krwi,
  • łagodzi dolegliwości kobiece,
  • pomaga w chorobach reumatycznych,
  • zapobiega chorobom nowotworowym i wspomaga ich leczenie,
  • poprawia stan skóry.
Olej z wiesiołka można stosować wewnętrznie i zewnętrznie. Ja używałam go tylko do celów kosmetycznych, a więc zewnętrznie.


 
Przede wszystkim wykorzystałam go do pielęgnacji cery. Na noc używałam go solo, zamiast kremu. Kilka kropli oleju aplikowałam na oczyszczoną i zwilżoną tonikiem twarz i wklepywałam go w skórę tak jak krem. Rano dodawałam 2-3 krople oleju do aktualnie używanego kremu. Olej z wiesiołka dodawałam też do maseczek glinkowych. Efektem jest dobrze odżywiona i nawilżona skóra. Jest gładka i napięta. Nic dziwnego, wszak olej wiesiołkowy usuwa ze skóry toksyny i szkody poczynione przez wolne rodniki. Można więc powiedzieć, że działa na skórę odmładzająco. Poza tym olej dobrze się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy dlatego dobrze się sprawdza jako dodatek do kremu na dzień. Nie podrażnia mojej cery i nie zatyka porów. Dla mojej cery jest to jeszcze jeden dobry, pielęgnacyjny olej.




Czytałam, że olej z wiesiołka wspomaga leczenie w różnego rodzaju problemach skórnych. Jest zalecany przy trądziku, egzemie, łuszczycy i atopii. Stosując go w pielęgnacji twarzy nie miałam możliwości przekonać się o tych jego właściwościach gdyż mam cerę mieszaną i w zasadzie bezproblemową. Inaczej jest ze skórą na ciele. Jest sucha, a jesienią i zimą staje się bardzo sucha i sprawia mi niespodzianki w postaci czerwonych, łuszczących się i swędzących plam. Teraz też wyszły mi takie plamy na nogach w okolicach kostek. Zaczęłam smarować je olejem z wiesiołka. Mniejsze z nich już po jednej aplikacji przestały swędzieć, a po kilku dniach wszystkie plamy były wygojone. Oleju używałam też na całe ciało zamiast balsamu. Moja sucha skóra piła ten olej niczym gąbka wodę, a jej stan w znacznym stopniu się poprawił. Potwierdza to, że olej z wiesiołka ma działanie lecznicze w przypadku problemów skórnych.




Olej z wiesiołka ma kolor żółty i nie jest zbyt gęsty. Jest wrażliwy na wyższe temperatury i dlatego należy przechowywać go w lodówce.
Olej produkowany przez firmę OLINI powstaje z nasion polskiego wiesiołka z rejonu Gór Sowich. Tłoczony jest na zimno, niefiltrowany i nieoczyszczony. Zachowuje więc swoje wszystkie dobroczynne właściwości. Wszystko wskazuje na to, że olej ten będzie często gościł w mojej łazience, a właściwie w lodówce, zwłaszcza w chłodnych porach roku.




sobota, 1 listopada 2014

Moje DENKO - wrzesień i październik 2014




             Znów minęły dwa miesiące i pora pokazać kolejne denko. Na początku października miałam zaledwie dwa puste opakowania, a jednocześnie kilka kosmetyków było na ukończeniu. Warto więc było poczekać jeszcze jeden miesiąc i teraz jest tych opakowań więcej. Zobaczcie, co udało mi się wykończyć w ciągu września i października:




1. RECEPTURY BABUSZKI AGAFII  Balsam do włosów wzmacniający - niestety, wzmocnienia włosów nie zauważyłam. Moim zdaniem jest to przeciętna odżywka do włosów. Jej niewątpliwym plusem jest przystępna cena. Recenzję znajdziecie tutaj. Czy kupię ponownie? Jeszcze nie wiem.

2. VERDESATIVA Szampon do włosów przetłuszczających się Konopia i Drzewo Herbaciane - dobry, naturalny szampon. Więcej na jego temat przeczytacie tutaj. Zasługuje na ponowny zakup.

3. SANTAVERDE Aloe Vera tonik do cery wrażliwej - fantastyczny tonik. Wielka szkoda, że już się skończył. Pisałam o nim tu . Warto kupić go ponownie.

4. BIO LOGICAL DELICIOUS Morelowy krem do ciała i do rąk - kosmetyk z rodzaju tych, co to nie wiadomo kiedy wreszcie się skończą. Duży słój kremu (500 ml) wystarczył mi na pół roku. Nie żałuję jednak, że go kupiłam. Byłam z niego bardzo zadowolona i z pewnością jeszcze kiedyś go kupię. Recenzja tutaj.

5. DIY Krem magnezowy - samorobiony krem z magnezem. Używałam go głównie do stóp. Z jego działania jestem tak bardzo zadowolona, że z pewnością zrobię go ponownie. Więcej na temat tego kremu przeczytacie tu.

6. CHANDRIKA  Ajurwedyjskie mydło z imbirem i limonką - mydło o niezupełnie naturalnym składzie ale przyjemne w użyciu. Będę chciała poznać jeszcze inne mydełka tej marki. Recenzję możecie przeczytać tutaj.

7. Olej migdałowy - jest to olej prawie zawsze obecny w mojej łazience. Używam go do pielęgnacji twarzy i ciała. Czasem dodaję go do kremów do twarzy lub do kosmetyków samorobionych. Jest również w składzie pokrzywowego peelingu do ciała, o którym pisałam w poprzednim poście. Z pewnością kupię następną butelkę.

8. LASS NATURALS  Mydło z limonką i imbirem - bardzo ciekawe, indyjskie mydełko. Z wyglądu i zapachu kojarzy się z galaretką owocową. Recenzji tego mydełka jeszcze nie napisałam. Z pewnością kupię je ponownie, a także inne mydła tej marki.

9. TERRACTIVE  Islandzka maska błotna z wodorostami - całkiem przyjemna maseczka chociaż muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś lepszego. Recenzję znajdziecie tu. Mimo iż nie uważam jej za kosmetyk wybitny, to pewnie od czasu do czasu ją kupię. Mam też ochotę wypróbować pozostałe maseczki z tej serii. 




Większość tych opakowań wylądowała w koszu ale nie wszystkie. Zostawiłam sobie, oczywiście, słoiczek ceramiczny, słoik po kremie do ciała Bio Logical i butelkę po toniku Santaverde gdyż jest szklana i ma świetnie działający atomizer. Przydadzą się na kolejne samoróbki.

wtorek, 21 października 2014

DABUR Vatika Olej do włosów z czosnkiem




           Pisałam niedawno o mydle Chandrika (klik), które otrzymałam do przetestowania od ZIELONEGO SKLEPU. Razem z tym mydełkiem dostałam też Olej do włosów z czosnkiem Vatika  marki DABUR



O oleju tym możemy przeczytać:
"Olej do włosów z dodatkiem czosnku, cytryny i rozmarynu to nowość firmy Dabur. W swoim unikalnym połączeniu składniki te pomagają poprawić kondycję szczególnie zniszczonych i osłabionych włosów. Wnikając we włókna włosa olej Vatika wzmacnia, rewitalizuje i odbudowuje strukturę włosa przywracając włosom piękno i zdrowy blask. Olejek stosowany regularnie co najmniej 2 razy w tygodniu sprawi, iż włosy na długo pozostawać będą piękne i zdrowe." 




Skład oleju: Paraffinum Liquidum, Elaeis Guineensis Oil, Phenyl Trimethicone, Parfum (Amyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Lilial. Coumarin, Hydroxycitronellol, Linalool, Limonene), Butyl Methoxydibenzoylmethane, Eruca Sativa Seed Extract, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, Citrus Medica Limonum Oil, Tocopheryl Acetate, Allium Sativum Bulb Extract, BHT, D&C Yellow No 11 (CI 47000)




Skład raczej kontrowersyjny jak na kosmetyk aspirujący do miana produktu naturalnego. Na pierwszym miejscu mamy parafinę, nieco dalej silikon (Phenyl Trimethicone), a nawet filtr przeciwsłoneczny ( Butyl Methoxydibenzoylmethane). Po co filtr w oleju do włosów? Przecież z naolejowanymi włosami z domu nie wychodzimy. Otóż filtr dodaje się dlatego, że kosmetyk stojąc przez dłuższy czas na półce sklepowej lub na nasłonecznionej witrynie mógłby, pod wpływem promieni słonecznych, zmienić kolor, a być może i właściwości, a zabezpiecza przed tym właśnie filtr przeciwsłoneczny.

Zanim zdecydowałam się na testowanie tego oleju zapoznałam się z jego składem, a więc moja decyzja o testowaniu była w pełni świadoma. Dlaczego się zdecydowałam? Otóż kilka lat temu miałam indyjski olej do włosów, o ten, w którym również na pierwszym miejscu w składzie była parafina. Olej nie tylko poprawił kondycję moich włosów ale spowodował ogromny wysyp baby hairs. Nie wiedziałam, oczywiście, czy ten wysyp jest zasługą parafiny czy też ziół wchodzących w skład oleju. Potem przetestowałam wiele różnych olejów np. kokosowy, arganowy, migdałowy i inne. Jedne z nich działały na moje włosy lepiej, inne gorzej ale żaden nie spowodował wysypu małych włosków. Dlatego postanowiłam wypróbować po raz drugi olej z parafiną.


 
Olej Vatika zamknięto w plastikowej, przezroczystej butelce o pojemności 200 ml. To dużo jak na olej używany tylko do włosów. Ma on żółtą barwę. Wydawałoby się, że skoro olej jest z czosnkiem, to ma zapach czosnku, a włosy nim potraktowane również pachną czosnkiem. Nic podobnego. Olej ma bardzo ładny i wyraźny zapach nie mający nic wspólnego z wonią czosnku.
Stosuję go 2-3 razy w tygodniu. Niezależnie od tego jakiego oleju używam do olejowania włosów, robię to zawsze wieczorem i olej zmywam dopiero rano. Tak samo jest w przypadku oleju Vatika. A jak działa na moje włosy? Bardzo dobrze. Włosy po jego użyciu są gładkie i błyszczące, wyglądają na dobrze odżywione. Jednak najbardziej ucieszyło mnie to, że olej Vatika spowodował ogromny wysyp baby hairs. Na głowie sterczy mi śmieszny jeżyk złożony z dużej ilości króciutkich włosków. I dobrze, niech rosną i niech ich będzie jak najwięcej.

Nie potrafię wyjaśnić i w ogóle zrozumieć dlaczego akurat oleje z parafiną wywołują u mnie wzrost nowych włosów. Myślę, iż jest to zasługa parafiny, a nie czosnku gdyż ten ostatni plasuje się na samym końcu składu, a więc jest go w oleju bardzo niewiele. Jak widać można mieć czasem pożytek z kosmetyku z nie do końca naturalnym składem. Uważam, że jeśli taki kosmetyk nam służy, to nie ma nic złego w używaniu go. Dlatego od czasu do czasu będę kupowała jeden z indyjskich olejów z parafiną w celu poprawienia stanu moich włosów nie tylko pod względem jakościowym ale również ilościowym. W końcu im więcej włosów na głowie tym lepiej.


   


sobota, 27 września 2014

Olej abisyński - prawdziwe olejowe cudeńko




             Zapewne pamiętacie, że w swojej pielęgnacji uwielbiam stosować oleje gdyż kilka razy już o tym pisałam. Z przyjemnością testuję coraz to nowe rodzaje olejów, a mimo to jeszcze wiele spośród nich pozostało do poznania. Gdy więc skontaktował się ze mną pan Piotr reprezentujący firmę JAST Surowce kosmetyczne   z propozycją przetestowania oleju abisyńskiego, chętnie się zgodziłam i otrzymałam taką oto buteleczkę oleju:




 Olej abisyński otrzymuje się z rośliny o nazwie modrak abisyński (Crambe Abyssinica) rosnącej na terenach wschodniej Afryki i w rejonach śródziemnomorskich. Obecnie roślina ta jest uprawiana np. w USA, a także, w niewielkich ilościach w Polsce.




 Olej abisyński zawiera bardzo dużo nienasyconego kwasu erukowego, dzięki któremu odznacza się wyjątkowymi właściwościami pielęgnacyjnymi.
Szukając informacji na temat tego oleju znalazłam taki jego opis:
"Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry zapewnia intensywne nawilżenie nawet gdy skóra jest bardzo wysuszona i widoczne jest wiele zmarszczek. Poprawia kondycję skóry, redukuje zmarszczki. Pozostawia skórę gładszą, elastyczną i miękką w dotyku. Olej ten szybko i łatwo penetruje naskórek, co pomaga w uzupełnieniu utraconych lipidów i jednocześnie nie zostawia tłustego filmu." (ZSK)




Olej otrzymałam w butelce z białego szkła. Butelka ma duży otwór więc dozowanie było utrudnione. Przelałam więc go do innej butelki z kroplomierzem i teraz mogę dozować go według uznania i bez zbędnego marnotrawstwa.

 Olej abisyński jest dosyć rzadki, rzadszy niż inne oleje. Ma jasnożółtą barwę, można ją nazwać słomkową. Jest bez zapachu, co może być ważne dla osób nie przepadających za typowo olejowymi woniami. Odnosiłam wrażenie, że jest to olej mniej tłusty od innych. Z początku myślałam, że mi się to po prostu wydaje ale zrobiłam mały eksperyment. Naolejowałam nim włosy i spróbowałam umyć je szamponem Verdesativa (klik ), który niezbyt dobrze radził sobie ze zmywaniem olejów. Okazało się, że  zmył olej bardzo dobrze, po drugim namydleniu włosy skrzypiały pod palcami. Chyba rzeczywiście ten olej jest mniej tłusty od innych. 
 To by tłumaczyło dlaczego olej abisyński jest tak dobrze wchłaniany przez skórę. Jeśli nie przesadzimy z ilością wchłania się do matu. Używam go do twarzy na dzień i na noc. Wieczorem solo, a rano dodaję 2-3 krople do kremu na dzień. Pięknie się wchłania i rzeczywiście nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Nie zauważyłam redukcji zmarszczek ale rzeczywiście jest dobrym nawilżaczem i powoduje, że skóra jest gładka i elastyczna. Używam go czasem do ciała zamiast balsamu. Przy wcieraniu go w skórę nie odczuwa się śliskości tak charakterystycznej dla większości olejów. Skóra jest prawie tępa i, podobnie jak na twarzy, nie pozostaje na niej tłusta warstwa. Mnie delikatny, tłusty film na skórze nie przeszkadza ale są osoby, które tego nie znoszą.

 2-3 razy w tygodniu używam oleju abisyńskiego do olejowania włosów. Aplikuję olej na noc, a rano zmywam szamponem i celowo nie stosuję masek czy odżywek żeby nie maskować działania oleju. Po wyschnięciu włosy są miękkie, gładkie i błyszczące. Miłym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że włosy, mimo iż nie stosowałam odżywki, nie elektryzowały się nawet wówczas gdy czesałam je plastikowym grzebieniem. Jak dla mnie jest to świetny olej i z pewnością będzie częstym gościem w mojej łazience.




  Firma  JAST Surowce kosmetyczne, od której otrzymałam olej abisyński, zajmuje się hurtową sprzedażą naturalnych surowców kosmetycznych. Można go jednak kupić w sklepach z półproduktami np tu lub tu. Dodatkowym atutem tego oleju jest przystępna cena. Naprawdę warto go wypróbować.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...