Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LOVE ME GREEN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LOVE ME GREEN. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 maja 2014

Projekt DENKO - kwiecień 2014



        
           Kwiecień dobiegł końca i pora pokazać co udało mi się zużyć, a właściwie wykończyć, w ciągu tego miesiąca. Ostatnio zużycia szły mi dosyć kiepsko i dlatego denkowe posty publikowałam co dwa miesiące. W kwietniu udało mi się wykończyć siedem produktów, a ponieważ wiosnę mamy w pełni więc sfotografowałam swoje denka na łonie natury czyli na pobliskiej łące:



1. SYLVECO Regenerujący krem do stóp - sprawdził się na szorstkiej skórze stóp, dobrze ją nawilżał i natłuszczał. Pisałam o nim tutaj. Czy kupię ponownie? Tak.

2. BIOFFICINA TOSCANA Aktywna odżywka - oczywiście jest to odżywka do włosów. Mimo, iż adresowana jest do włosów zniszczonych, a moje zniszczone nie są, byłam z tej odżywki zadowolona. Więcej przeczytacie o niej tu. Czy kupię ponownie? Jeszcze nie wiem. Odżywka zasługuje na ponowny zakup ale przeszkodą może być wysoka cena.

3. BIOFFICINA TOSCANA Delikatny szampon - szampon rzeczywiście jest bardzo delikatny i nadaje się do wszystkich rodzajów włosów. U mnie sprawdził się znakomicie. Recenzję znajdziecie tutaj. Podobnie jak odżywka zasługuje na ponowny zakup, jest jednak dosyć drogi.

4. LOVE ME GREEN Organiczny rewitalizujący krem do rąk - długo trwało zanim go wykończyłam ale u mnie kremy do rąk zużywają się bardzo powoli. Pewnie dlatego, że oprócz kremów używam do rąk również olejków. O tym kremie pisałam tutaj. Byłam z niego zadowolona ale ponownie go nie kupię podobnie jak innych kosmetyków tej marki. Dlaczego? Wyjaśnienie tu.

5. SYLVECO Tymiankowy żel do twarzy - kolejny dobry produkt polskiej firmy. Żel dobrze oczyszczał skórę, radził sobie również ze zmywaniem makijażu. Więcej o nim przeczytacie tutaj. Czy kupię ponownie? Tak. Zamierzam też wypróbować jego rumiankową wersję.

6. FITOKOSMETIK  Błękitna glinka wałdajska - uwielbiam tę glinkę i często robię z niej maseczki. Pisałam o niej tu. Czy kupię ponownie. Oczywiście, że tak.

7. LA SAPONARIA Mydło roślinne lipa i ślaz - o tym mydełku pisałam całkiem niedawno tutaj. Jest to dobre i delikatne mydło naturalne. Z pewnością kupię je ponownie.

Muszę przyznać, że jestem zadowolona z kwietniowych zużyć. Wykończenie siedmiu kosmetyków to, jak na moje możliwości, całkiem niezły wynik. Pamiętacie może, że miesiąc temu obiecałam, że w kwietniu nie kupię żadnych kosmetyków. Słowa dotrzymałam! W kwietniu nie wydałam na kosmetyki nawet złotówki. Zużywałam zapasy i testowałam (i nadal testuję) kosmetyki otrzymane w ramach współpracy. W maju skuszę się jednak na jakieś nowości, nie wiem tylko jeszcze jakie tzn. wiem jakiego rodzaju produkty chcę kupić, tylko jeszcze nie wybrałam marki. Jest ich przecież tak dużo do wypróbowania :)


  

poniedziałek, 3 lutego 2014

Projekt DENKO - grudzień 2013 i styczeń 2014



              Dziś znów denko dwumiesięczne. W końcu grudnia okazało się, że mam tak mało opróżnionych opakowań, że lepiej będzie dać sobie jeszcze miesiąc czasu na zużycia. W grudniu i styczniu wykończyłam dziewięć produktów. Oto one:




1. GAIIA  Mydło Szlachetne Kurkuma-Paczula-Wetiwer - bardzo dobre mydło naturalne. Pisałam o nim bardzo dawno tutaj. Zasługuje na ponowny zakup.

2. FENIQIA Mydło Perfumowane Eukaliptus - wszystkie mydła tej marki oceniam bardzo wysoko. Recenzja tego mydełka znajduje się tutaj. Czy kupię ponownie? Chciałabym ale chyba to się nie uda. Czytałam gdzieś, że firma Feniqia likwiduje się, a więc jej produkty są już prawie niedostępne.

3. SANOFLORE  Jedwabisty olejek do ciała, twarzy i włosów - jest to tzw. suchy olejek o pięknym i dosyć trwałym zapachu. Idealny na lato. Więcej o tym olejku tutaj. Z pewnością kupię go ponownie.

4. PLANETA ORGANICA Szampon Tybetański - objętość i siła - ciekawy szampon z ekstraktami z wielu ziół tybetańskich i o pięknym orientalnym zapachu. Byłam z niego zadowolona i z pewnością kupię go ponownie. Recenzja tutaj.

5. LOVE ME GREEN  Organiczny Witalizujący Szampon do Włosów - całkiem przyjemny i delikatny szampon. Więcej na jego temat można przeczytać tu. Czy kupię ten szampon ponownie? NIE. Dlaczego? Wyjaśnienie znajdziecie tu.

6. OL`VITA  Olej z nasion pietruszki - używałam tego oleju na noc do ciała, twarzy i włosów. Z efektów byłam zadowolona. Dodatkowe plusy są takie, że jest to produkt polski, całkowicie naturalny i niedrogi. Więcej przeczytacie tu. Czy kupię ponownie? Oczywiście, że tak.

7. KALLOS  Maska do włosów Carota - o tej masce pisałam tutaj. Muszę przyznać, że włosy po jej użyciu wyglądały dobrze ale nie kupię jej więcej ze względu na chemiczny skład.

8. PAT&RUB  Rewitalizujące masło do ciała - kosmetyk ten wygrałam w blogowym rozdaniu i był to mój pierwszy kontakt z tą marką. Bardzo mi się podobało działanie masła na skórę, a także jego zapach. Efekt jest taki, że nabrałam ochoty na kolejne produkty tej marki. Recenzję znajdziecie tutaj. Kosmetyk zasługuje na zakup. Mam też ochotę na przetestowanie innych maseł (i nie tylko maseł) PAT&RUB.

9. l`ORIENT Savon Noir a la Rose de Damas - uwielbiam czarne mydło. Wraz z rękawicą kessą stanowią wspaniały duet do peelingu. To mydło miało dodatkowy atut w postaci pięknego różanego zapachu. Używałam go głównie do twarzy ale raz czy dwa użyłam też do ciała. Niestety, szybko się skończyło gdyż słoiczek zawierał tylko 100 g mydełka. Jeśli chcecie przeczytać więcej o tym kosmetyku, zajrzyjcie, proszę, tu. Czy kupię to mydło ponownie? Oczywiście, że tak. Savon Noir, tego lub innego producenta, zawsze gości w mojej łazience.



 Zdaję sobie sprawę z tego, że zdenkowanie dziewięciu produktów w ciągu dwóch miesięcy to nie jest dużo. No cóż, takie mam "moce przerobowe" i nic na to nie poradzę. Najważniejsze, że wszystkie kosmetyki są zużywane do końca i nic się nie marnuje. W końcu o to chodzi w Projekcie DENKO.
 

piątek, 1 listopada 2013

Projekt DENKO - wrzesień i październik 2013


      
              
                 Październik dobiegł końca i przyszła pora na denko. Tym razem jest to denko dwumiesięczne. We wrześniu niewiele kosmetyków udało mi się wykończyć. Pustych opakowań miałam tak mało, że nie było sensu o tym pisać. Teraz, po dwóch miesiącach, też nie mam ich zbyt dużo. Wykończyłam osiem kosmetyków. Oto one:





1. SANOFLORE Zmysłowy Balsam Ujędrniający - bardzo dobry krem do twarzy. Można go stosować na dzień i na noc. Moim zdaniem powinien dobrze sprawdzić się w miesiącach zimowych. Pisałam o nim tutaj. Zasługuje na ponowny zakup.

2. Ol`Vita Olej Arganowy zimno tłoczony - jest to olej nieoczyszczony, a więc o niezbyt ładnym zapachu ale zachowujący wszelkie składniki dobroczynnie działające na skórę. Z pewnością jeszcze nie raz go kupię.

3. JOANNA Naturia Szampon z pokrzywą i zieloną herbatą - szampon zawierający SLES i inne substancje syntetyczne. Używałam 2-3 razy w miesiącu w celu dokładnego oczyszczenia włosów. Jeszcze nie wiem czy kupię ponownie.

4. LOVE ME GREEN Organiczny Nawilżający Balsam do Ciała Karite Exotique - balsam niezły ale opakowanie mało ciekawe. Gdy balsamu było jeszcze około 4 cm od dna butelki pompka przestała dozować. Pompka działała, prawdopodobnie ciśnienie balsamu było już zbyt małe i balsam nie mógł się już wydostawać z butelki przy pomocy pompki. Żeby wybrać resztę kosmetyku musiałam rozciąć butelkę z twardego plastiku. Ten balsam jest po prostu zbyt gęsty żeby pakować go do butelki. Jego opakowaniem powinien być słoiczek. Recenzja tu. Moim zdaniem produkt nie zasługuje na ponowny zakup.

5. SANTE NATURKOSMETIK Szampon Henna Volume - dobry, naturalny szampon. Dokładnie oczyszcza włosy, zmywa też oleje. Więcej na jego temat tutaj. Z pewnością kupię go ponownie.

6. LOVE ME GREEN Organiczny Relaksujący Olejek do Masażu - spośród czterech kosmetyków tej marki, jakie miałam okazję poznać, najbardziej chyba spodobał mi się ten olejek. Używałam go zamiast balsamu do ciała. Pisałam o nim tu. Czy kupię ponownie? Nie, jest zbyt drogi.

7. Mydełko greckie - całkiem przyjemne, oliwkowe mydełko. Dobrze oczyszcza skórę i nie wysusza jej. Recenzja tutaj. Jego ponowne nabycie raczej nie będzie możliwe, chyba, że trafi mi się wyjazd do Grecji :)

8. PLANETA ORGANICA Złota Ajurwedyjska Maska do Włosów. Organiczna - dobrze sprawdziła się na moich włosach, które po prostu ją polubiły. Więcej o masce przeczytacie tu. Czy kupię ponownie? Jasne, że tak :)

I to już wszystko. Osiem wykończonych produktów w ciągu dwóch miesięcy to raczej nie jest rekord świata, ale nie udało mi się osiągnąć lepszego wyniku. Może listopad okaże się pod tym względem lepszy? Przekonamy się za miesiąc. 

niedziela, 30 czerwca 2013

LOVE ME GREEN - małe podsumowanie.



                W końcu kwietnia br. otrzymałam propozycję współpracy od producenta kosmetyków LOVE ME GREEN. Zgodziłam się na tę współpracę i w maju otrzymałam przesyłkę zawierającą cztery pełnowymiarowe opakowania kosmetyków i próbki. Wczoraj napisałam recenzję ostatniego z tych kosmetyków.

Zazwyczaj, po zakończeniu współpracy, nie robię żadnych podsumowań. Jednak tym razem uważam, że jest to potrzebne. Zaraz wyjaśnię dlaczego.

Jak zazwyczaj bywa przy takich współpracach, kosmetyki do testowania otrzymałam nieodpłatnie. Jednak fakt, że za nie nie płaciłam nie powoduje, że przestałam logicznie myśleć, wyciągać wnioski, zadawać pytania. 

Do czego zmierzam? Przede wszystkim do ustalenia kto jest producentem kosmetyków LMG. Na stronie sklepu internetowego (klik) możemy przeczytać, że są to kosmetyki francuskie ale nie jest podana nazwa francuskiego producenta. Na opakowaniu każdego z kosmetyków też widniej napis "made in france". Chcąc to wyjaśnić wysłałam maila do przedstawicielki firmy z zapytaniem o producenta. Odpowiedź dostałam taką, jaką dostała Łucja z Agulkowego Pola (klik) tzn. że nie mogą ujawnić nazwy francuskiego laboratorium ze względu na konkurencję. Wolne żarty. Czyżby konkurencja dotyczyła tylko producenta tych kosmetyków? Wszak każdy producent kosmetyków czy czegokolwiek innego zmaga się z konkurencją. Takie są prawa kapitalizmu. Poza tym prawo nakłada na producentów kosmetyków obowiązek umieszczania na opakowaniach jednostkowych swojej nazwy i adresu. I tu mamy ten wymóg prawny spełniony. Spójrzmy:


To jest dno butelki zawierającej balsam do ciała LMG.



Dno butelki z szamponem.



Dno butelki z olejkiem.





Fragment tubki z kremem do rąk.

Jeśli na opakowaniu kosmetyku umieszczona jest nazwa i adres tylko jednej firmy, to oznacza, że ta właśnie firma jest producentem kosmetyku. Kto więc produkuje kosmetyki LMG? Odpowiedź jest prosta, tym producentem jes EVOLVE Sp. z o.o. Sp.K z Piaseczna. Być może firma EVOLVE współpracuje z jakimś francuskim laboratorium, korzysta z ich usług, być może na zasadach podwykonawcy, ale czy to oznacza, że te kosmetyki są francuskie? Czy jeśli firma produkująca samochody Mercedes otworzy ich montownię w Polsce to będzie to oznaczało, że Mercedes jest polskim samochodem? Chyba nie. Podobnie jest z kosmetykami.

W mailu, który otrzymałam jako odpowiedź na moje pytanie o producenta są takie fragmenty

"Firma Evolve z Piaseczna jest dystrybutorem kosmetyków w Polsce i w innych krajach i to właśnie ona zamówiła polskie kody kreskowe."

A dalej:

"Bardzo długi czas poszukiwaliśmy laboratorium, w którym moglibyśmy produkować nasze kosmetyki. W końcu nam się to udało, a nie było to łatwe ze względu na dużą konkurencję. W związku z tym pragniemy zachować w tajemnicy nazwę i położenie tego laboratorium."

Czy nie uważacie, że te dwa fragnenty przeczą sobie nawzajem? Z pierwszego wynika, że spółka Evolve jest tylko dystrybutorem kosmetyków LMG. W takim razie na opakowaniach powinna być umieszczona nazwa i adres francuskiego producenta oraz nazwa i adres polskiego dystrybutora.
Drugi fragment wyraźnie wskazuje, że producentem jest spółka z Piaseczna, bo co innego oznacza stwierdzenie: "Bardzo długi czas poszukiwaliśmy laboratorium, w którym moglibyśmy produkować NASZE (podkr.moje) kosmetyki." ? 

I jeszcze sprawa certyfikatu. Producent twierdzi, że kosmetyki LMG produkowane są zgodnie ze standardami ECOCERT. Powstaje więc pytanie dlaczego te produkty nie posiadają certyfikatu, skoro spełniają wszystkie wymogi ECOCERT-u? Dla mnie to jest dziwne. Może jednak te wymogi nie są tak całkowicie spełnione? 

Następne pytanie jest takie. Po co to całe zamieszanie z certyfikatem, na który kosmetyki LMG zasługują ale go nie mają, z tajemniczym (może wirtualnym?) francuskim producentem? O co tu chodzi? No cóż, znane powszechnie porzekadło mówi, że jak nie wiadomo o co chodzi, to znaczy, że chodzi o pieniądze. 
Wszystkie zauważyłyśmy, że te kosmetyki są drogie. Powiedzmy sobie szczerze, ile osób zgodziłoby się zapłacić 100 zł np. za krem do twarzy wiedząc, że jest on ponoć naturalny, ale nie posiada żadnego certyfikatu i produkowany jest przez nieznaną (przynajmniej z produkcji kosmetyków) spółkę z Piaseczna? Chyba niewiele. Co innego jeśli jest to krem francuski. Wszak francuskie kosmetyki od dawna cieszą się dobrą opinią i klientki chętniej zapłacą za nie wysoką cenę. 

Według mnie cała ta dziwna sytuacja ma wszelkie znamiona tzw. marketingowej ściemy obliczonej na naiwność potencjalnych klientek i, niestety, nas, blogerek. Bo niby co usprawiedliwia tak wysokie ceny? Certyfikatu nie ma. Nie zauważyłam też, żeby w składach kosmetyków roiło się od jakichś wyjątkowo drogich składników. Jeśli już jest jakiś drogi składnik np. olej arganowy to jest on raczej nisko w składzie, czyli jest go niewiele. Myślę, że ceny te podyktowane są po prostu chęcią dużego zysku na kosmetykach, które oceniam pozytywnie, ale na tak wysokie ceny nie zasługują. 

Taka dziwna polityka marketingowa firmy, pełna tajemnic i niejasności podkopuje zaufanie i do niej i do jej produktów. Skoro, na dobrą sprawę, nie wiadomo czy jest ten francuski producent, czy też go nie ma, to powstają i inne wątpliwości np. co do składów kosmetyków (brak certyfikatu, na który, ponoć, zasługują).

Ciekawa jestem, co Wy o tym wszystkim myślicie?





 

sobota, 29 czerwca 2013

LOVE ME GREEN Organiczny Rewitalizujący Krem do Rąk



                 Od czasu gdy przestawiłam się na kosmetyki naturalne, nie zawsze używam kremów do rąk. Często zastępuję je olejkami i z efektów jestem zadowolona. Nie mniej jednak przyjemnie jest od czasu do czasu zmieniać kosmetyki, a także poznawać nowości, a więc chętnie przetestowałam Organiczny Rewitalizujący Krem do Rąk LOVE ME GREEN.




Producent tak opisuje ten krem:
"Dzięki specjalnie skomponowanej formule ten organiczny krem do rąk skutecznie regeneruje i chroni dłonie. Unikalna receptura sprawia, że szybko się wchłania nie pozostawiając uczucia tłustego filmu na skórze dłoni. Efekt działania kremu utrzymuje się jeszcze długo po jego zastosowaniu, pozostawiając skórę przyjemnie gładką i aksamitną. Łagodnie rozjaśnia przebarwienia."

Aktywne składniki kremu to sok z aloesu, gliceryna, olej sezamowy i ekstrakt z kwiatów frangipani.


Całkowity skład kremu (INCI): Aqua (Water), Sesamum Indicum Seed Oil*, Butyrospermum Parkii Butter Extract*, Cera Alba (Beeswax), Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Glycerin, Hexyldecanol, Hexyldecyl Laurate, Potassium Palmitoyl Hydrolyzed Wheat Protein, Caprylic/Capric Triglyceride, Benzyl Alcohol, Parfum (Fragrance), Helianthus Annuus Seed Oil, Sorbic Acid, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Plumeria Alba Flower Extract.
* - z upraw ekologicznych.



Krem zamknięty jest w miękkiej, estetycznej tubie o pojemności 75 ml. Tubka z zamknięciem na klik pozwala na łatwe i wygodne dozowanie kosmetyku mającego lekką, kremową konsystencję, co sprawia, że łatwo rozprowadza się go po skórze.  Jest bardzo wydajny. Ilość kremu zbliżona wielkością do ziarna grochu, lub niewiele większa, wystarcza do posmarowania obydwu dłoni. Jeśli wyciśniemy z tubki zbyt dużą ilość kremu, wówczas maże się po skórze i potrzebuje znacznie więcej czasu na wchłonięcie. Użyty we właściwej ilości wchłania się szybko i nie pozostawia na dłoniach tłustej warstwy. Ma ładny zapach kwiatów frangipani nie utrzymujący się długo na skórze. Nie zauważyłam żeby rozjaśniał przebarwienia ale ręce po jego użyciu rzeczywiście są gładkie i aksamitne. Spodobał mi się ten krem i jego działanie, zastrzeżenia mam jedynie do ceny. Moim zdaniem 49,90 zł za krem do rąk, to cena zbyt wygórowana. Ciekawa jestem, jakie jest Wasze zdanie na temat tej ceny.



niedziela, 23 czerwca 2013

LOVE ME GREEN Organiczny Relaksujący Olejek do Masażu



           Gdy kilka lat temu przestawiłam się z kosmetyków chemicznych na naturalne, dokonałam kilka małych kosmetycznych odkryć. Te odkrycia polegały na tym, że poznałam produkty, które świetnie sprawdzają się jako kosmetyki, a o których przedtem wcale lub niewiele wiedziałam. Jednym z takich odkryć były właśnie oleje. Doceniłam je i bardzo polubiłam. Zawsze mam w domu kilka różnych olejków. Używam ich do ciała zamiast balsamów, do twarzy zamiast kremów, zwłaszcza na noc, a zimą także na dzień. Używam ich również do pielęgnacji włosów. Dlatego bardzo się ucieszyłam gdy wśród kosmetyków LOVE ME GREEN, jakie otrzymałam do testowania, znalazłam również olejek. Jest to Organiczny Relaksujący Olejek do Masażu.



Na stronie producenta możemy przeczytać:
"Aby zaspokoić wszelkie potrzeby skóry powstał organiczny olejek do masażu wzbogacony w olej arganowy. Stosowanie tego produktu daje uczucie komfortu i odprężenia. Skóra jest głęboko odżywiona, a świeży i subtelny zapach odpręża ciało i zmysły. Ekstrakt z kwiatów plumerii łagodzi stres poprzez swoje działanie kojące oraz relaksujące nerwy i mięśnie ciała." 


 
Producent zapewnia, że olejek nie zawiera parabenów, fenoksyetanolu, silikonów, EDTA, pochodnych olejów mineralnych z przemysłu petrochemicznego i etoksylowanych produktów. Zapach na bazie olejków pochodzenia roślinnego. Bez żadnych środków konserwujących. Produkt jest testowany dermatologicznie ale nie jest testowany na zwierzętach.

Skład olejku:




Substancje aktywne to: ekstrakt z frangipani, olej sezamowy, olej morelowy i olej arganowy.
100 ml olejku zamknięto w prostej buteleczce z przezroczystego plastiku, co ułatwia orientację w ilości kosmetyku jaką jeszcze mamy do dyspozycji. Butelka zaopatrzona jest w zamknięcie z małym otworkiem i zatrzaskiem. Dzięki takiemu rozwiązaniu nie grozi nam wylanie na dłoń nadmiernej ilości olejku.




Organiczny Relaksujący Olejek do Masażu ma żółto-złocistą barwę. Gdy otworzymy butelkę uwalnia się jego piękny zapach egzotycznych kwiatów frangipani (Plumeria alba/rubra). Polubiłam zapach frangipani, myślę jednak, że zwolenniczki lekkich i świeżych woni mogą nie być nim zachwycone.
Olejek jest dosyć rzadki i łatwo rozprowadza się po skórze. Nie wchłania się natychmiast, pamiętajmy jednak, że jest on przeznaczony do masażu. Pozostawia na skórze delikatny, tłusty film ale taka jest natura olejków. Nie przeszkadza mi to wcale, wręcz przeciwnie, lubię to.
Skóra po wmasowaniu olejku LOVE ME GREEN jest miękka i delikatna, a zapach frangipani dosyć długo pozostaje na jej powierzchni.



 Ponieważ olejek świetnie spisuje się na skórze, postanowiłam sprawdzić, co zdziała na włosach. Nie potrafię powiedzieć czy poprawi on trwale kondycję włosów gdyż nałożyłam go na włosy tylko dwa razy. Na tej podstawie stwierdziłam, że włosy po jego użyciu są miękkie, jedwabiste i błyszczące. Dobrze się układają. Być może po dłuższym olejowaniu nim włosów efekty byłyby lepsze.
Moim zdaniem Organiczny Relaksujący Olejek do Masażu LOVE ME GREEN jest bardzo dobrym kosmetykiem. Spełnia moje oczekiwania jeśli idzie o jego działanie, zapach też przypadł mi do gustu. Uważam jednak, że kosmetyk ten ma jeden minus. Jest nim cena. Myślę, że 70 zł (dokładnie 69,90) za 100 ml olejku nie posiadającego certyfikatu to jednak zbyt dużo. Jeśli nie zdecyduję się na zakup następnej butelki olejku, to tylko ze względu na cenę. 

piątek, 14 czerwca 2013

LOVE ME GREEN Organiczny Witalizujący Szampon do Włosów



                Dzisiaj przedstawię kolejny kosmetyk marki LOVE ME GREEN, a mianowicie Organiczny Witalizujący Szampon do Włosów.




Szampon przeznaczony jest do wszystkich rodzajów włosów, a producent tak o nim pisze:
"Ten organiczny szampon do włosów jest bardzo delikatny, dodaje miękkości, elastyczności i wyzwala ich blask. Jego działanie oczyszczające nie podrażnia skóry głowy. Włókno włosów jest odżywione aż po cebulki, dzięki czemu włosy stają się miękkie i jedwabiste."

Skład szamponu wygląda tak:



Składniki aktywne szamponu to sok z aloesu, miód i gliceryna.

Moja opinia:
Opakowanie szamponu to prosta, plastikowa i przeźroczysta butelka z ładną, pastelową etykietą. Jej pojemność to 200 ml. Lubię kosmetyki w przeźroczystych opakowaniach gdyż zawsze wiem ile produktu mam jeszcze do dyspozycji. Butelka ma zamknięcie z zatrzaskiem, z dozowaniem szamponu nie ma żadnych problemów.





Szampon LOVE ME GREEN ma ładny zapach kwiatów frangipani. Jego gęstość określiłabym jako średnią. Obficie się pieni i dobrze oczyszcza włosy. Zgadzam się z producentem co do tego, że szampon jest delikatny i nie podrażnia skóry głowy. Włosy są miękkie i błyszczące, dobrze nawilżone ale nie obciążone. Być może jest to zasługa soku z aloesu zajmującego wysoką, drugą pozycję w składzie. Zauważyłam, że moje włosy po umyciu tym szamponem lekko się puszą. Nie jest to problem gdyż i tak po umyciu zawsze nakładam na włosy odżywkę do spłukiwania. Odżywki nie używam tylko wtedy gdy testuję jakiś szampon. Wiadomo, trzeba przecież zaobserwować działanie szamponu na włosy i skórę głowy.
I jeszcze jedno. Szampon LOVE ME GREEN niezbyt dobrze zmywa oleje. Dopiero po trzecim namydleniu olej był całkowicie usunięty z włosów. Nie uważam tego za jakąś wielką wadę, wszak wiele szamponów nie radzi sobie ze zmywaniem olejów i dlatego zawsze mam w łazience szampon, który dobrze to robi.




Podsumowując: uważam, że jest to dobry szampon. Na moich włosach sprawdził się dobrze. Natomiast zastrzeżenia mam co do ceny (49,90zł za 200ml). Moim zdaniem powinien być nieco tańszy

środa, 5 czerwca 2013

LOVE ME GREEN Balsam do Ciała




               Wśród kosmetyków LOVE ME GREEN, które otrzymałam do testowania, znajduje się balsam do ciała. LOVE ME GREEN  produkuje trzy rodzaje balsamu, mi przypadł w udziale Organiczny Nawilżąjący Balsam do Ciała Karite Exotique



Dobrze się stało, że dostałam właśnie ten balsam gdyż moja sucha skóra bardzo potrzebuje nawilżenia.

Na stronie producenta możemy przeczytać:
"Organiczny balsam do ciała opracowany w celu nawilżenia*, odżywienia i ochrony skóry. Jego stosowanie daje efekt długotrwałego nawilżenia i odnowy warstwy lipidowej - nawet bardzo suchej skóry. Balsam wyjątkowo szybko się wchłania pozostawiając na powierzchni skóry naturalny połysk, nie zostawiając tłustego filmu. Skóra staje się jedwabiście gładka.
* Nawilżenie górnych warstw naskórka." 

Ponadto producent zapewnia, że produkt nie zawiera parabenów, Phenoxyethanol, Silikonów, EDTA, mineralnych olejów pochodzących z przemysłu petrochemicznego, etoksylowanych produktów. Zapach na bazie olejków pochodzenia roślinnego. Konserwanty akceptowane przez ECOCERT.



 Skład balsamu (INCI) przepisany z opakowania:
Aqua (Water), Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Caprylic/Capric Triglyceride, Dicaprylyl Ether, Octyldodecanol, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil*, Arachidyl Alcohol,  Cera Alba (Beeswax), Behenyl Alcohol, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Squalane, Parfum (Fragrance), Benzyl Alcohol, Arachidyl Glucoside, Hippophae Rhamnoides (Seabuckthorn) Fruit/Berry Oil, Xanthan Gum, Lupinus Albus (Hydrolyzed Lupine) Protein, Dehydroacetic Acid, Benzoic Acid, Sodium Hydroxide, Sorbic Acid, Sodium Benzoate, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Limonene, Linalool, Citral, Geraniol, Citronellol, Farnesol, Cinnamal, Eugenol, Benzyl Benzoate, Cinnamyl Alcohol.
* from organic farming"

Bardzo długi ten skład. Prawdę powiedziawszy wolę kosmetyki zawierające mniejszą ilość składników. Dlaczego zaznaczyłam, że jest to skład przepisany z opakowania? Dlatego, że różni się on od składu tego balsamu widniejącego na stronie producenta. Uznałam, że skład wypisany na opakowaniu jest bardziej wiarygodny. I tu ciekawa sprawa. Balsam nosi nazę Karite Exotique. Moim zdaniem taka nazwa wyraźnie sugeruje, że w składzie kosmetyku znajdziemy masło karite (Butyrospermum Parkii). Niestety, w składzie balsamu masła karite nie ma. Jest natomiast w składzie na stronie producenta. Różnic zresztą jest więcej. Wracając do masła karite, to jeśli producent miał jakieś powody aby usunąć je ze składu (prawdopodobnie chodziło o cenę kosmetyku), to należało również zmienić jego nazwę. Pozostanie przy dotychczasowej nazwie jest po prostu nie w porządku.  Zupełnie jak ta odżywka do włosów o nazwie ARGAN, tyle, że bez arganu. Pamiętacie? Tyle tylko, że odżywka kosztowała grosze, co też nie jest usprawiedliwieniem, a balsam, o którym mówimy, jest kosmetykiem drogim. Uważam, że producent kosmetyków wyraźnie aspirujących do miana produktów ekskluzywnych, powinien wystrzegać się tego typu nieścisłości.

Co mogę powiedzieć o samym balsamie? Zamknięty jest w plastikowej butelce z bardzo ładną etykietą. Butelka zawiera 200 ml balsamu i jest zaopatrzona w pompkę. Pompka działa bez zarzutu i dozuje potrzebne porcje balsamu.
Balsam ma lekką, kremową konsystencję i piękny, delikatny, żółty kolor. 



Zapach balsamu też bardzo mi się podoba. Jest to delikatny orzechowo - migdałowy aromat. Wyczuwam w nim również lekką nutkę wanilii. Zgodnie z obietnicą, balsam szybko się wchłania. Nie widzę, co prawda, połysku na skórze, ale prawdą jest, że nie pozostawia tłustej warstwy. Nie mam też zastrzeżeń co do wydajności. Używam tego balsamu codziennie od trzech tygodni i mam jeszcze trochę więcej niż pół butelki.
A jak działa na skórę?  Gdy dostałam ten balsam byłam prawie pewna, że nie będzie dobry dla mojej skóry. Już od dawna nie kupuję żadnych balsamów czy mleczek do ciała. Są to kosmetyki zbyt słabe dla mojej suchej skóry. Używam maseł (kupnych i własnej roboty) i olejków. Są to produkty bardziej treściwe i potrafią zaspokoić potrzeby mojej skóry.
Jednak tu balsam LOVE ME GREEN całkowicie mnie zaskoczył i to pozytywnie. Bardzo dobrze sobie radzi z moją suchą skórą! Jest ona gładka, rzeczywiście nawilżona, nie ma widocznych objawów suchości. Po prostu balsam świetnie spełnia swoje zadanie. Uważam więc, że jest to dobry kosmetyk. Szkoda tylko, że z tym masłem karite, którego nie ma, tak nieciekawie wyszło.


czwartek, 30 maja 2013

LOVE ME GREEN - próbki kosmetyków


                
                W ramach współpracy z firmą LOVE ME GREEN (klik) otrzymałam cztery pełnowymiarowe kosmetyki i aktualnie je testuję. Oprócz nich w paczce znalazłam kilkanaście próbek produktów tej marki i, oczywiście, systematycznie je zużywam. Dziś kilka słów o niektórych kosmetykach z próbek.
Nie będą to, rzecz jasna, recenzje gdyż kosmetyków w próbkach jest zbyt mało, żeby można było je porządnie przetestować ale pierwszymi wrażeniami mogę się podzielić.

LOVE ME GREEN ma w swojej ofercie dwa kremy do twarzy: Organiczny Regenerujący Krem do Twarzy na Dzień i Organiczny Regenerujący Krem do Twarzy na Noc. Dostałam po dwie próbki każdego z tych kremów, a każda z nich zawierała 4 ml kosmetyku.



Kremy pięknie pachną ale każdy inaczej. Krem na dzień odznacza się zapachem, który producent określa jako Karite exotique. Jest to zapach lekko orzechowy, wpadający w migdał. Z kolei krem na noc otuli nas zapachem o nazwie Frangipani. Frangipani to egzotyczny kwiat o białych lub czerwonych płatkach i pięknym zapachu. Drzewo Frangipani rośnie na wyspach Polinezji i w niektórych rejonach Indii. Nazwa Frangipani pochodzi od nazwiska francuskiego markiza Frangipani (XVI w.), który jako pierwszy wykorzystał  esencję tych kwiatów do produkcji perfum.




Obydwa kremy mają lekką konsystencję, szybko i dobrze się wchłaniają. Krem na dzień wchłania się do pełnego matu, a ten na noc, prawie do matu. Niewątpliwym ich plusem jest też wydajność. Wystarczy niewielka ilość każdego z kremów aby dokonać aplikacji na skórę twarzy, szyi i dekoltu.

Innym, ciekawie zapowiadającym się kosmetykiem, jest Organiczny Energetyzujący Peeling do Twarzy.



Ma konsystencję przezroczystego żelu z widocznymi ciemnymi drobinkami. Te drobinki to sproszkowane łupinki orzechów arganowych i to one usuwają martwy naskórek z powierzchni skóry.




Jak widać na zdjęciu, żel nie jest zbyt gęsto usiany ciemnymi punkcikami i, prawdę powiedziawszy, trochę wątpiłam czy dobrze oczyści skórę. A jednak poradził sobie. Przede wszystkim, w trakcie masowania nim twarzy, peeling zmienia swą postać. Z żelu przemienia się w białą, kremową emulsję. Oczyszcza skórę delikatnie, a jednocześnie skutecznie. Zabieg oczyszczania uprzyjemnia nam piękny, pomarańczowy zapach kosmetyku.
Spodobał mi się ten peeling. Być może skuszę się na zakup pełnowymiarowego opakowania, ale, jeśli to zrobię, to dopiero wówczas, gdy zużyję peelingi, które obecnie mam na stanie.
Tyle, na podstawie próbek, mogę powiedzieć o kosmetykach LOVE ME GREEN do pielęgnacji twarzy. Żeby ocenić ich działanie na skórę należałoby używać ich znacznie dłużej. Pierwsze wrażenia są, w moim przypadku, pozytywne i zachęcają do zaopatrzenia się w pełnowymiarowe opakowania kosmetyków.

sobota, 18 maja 2013

Paczuszka od LOVE ME GREEN



            LOVE ME GREEN to nowa marka francuskich kosmetyków naturalnych wchodząca na polski rynek. Bardzo lubię poznawać wszelkie naturalne, kosmetyczne nowości, więc gdy otrzymałam propozycję testowania produktów LOVE ME GREEN zgodziłam się natychmiast. Wczoraj dotarła do mnie paczuszka z kosmetykami, a w niej takie wspaniałości:






Cztery pełnowymiarowe kosmetyki:

  • Witalizujący Szampon do Włosów
  • Nawilżający Balsam do Ciała Karite Exotique
  • Relaksujący Olejek do Masażu
  • Rewitalizujący Krem do Rąk
Oprócz tego w paczuszce znalazłam:


   
  • dwie próbki Regenerującego Kremu do Twarzy na Dzień
  • i dwie próbki Regenerującego Kremu do Twarzy na Noc

oraz trochę próbek innych kosmetyków LOVE ME GREEN


  

Prowansja to najpiękniejszy region Francji i właśnie tam powstają kosmetyki LOVE ME GREEN. Natomiast składniki tych kosmetyków pochodzą z ekologicznych upraw w najczystszych regionach całego świata. Więcej o tej marce można przeczytać tu , natomiast wywiad z założycielką marki, panią Katarzyną Lerch znajdziecie tutaj.

LOVE ME GREEN jest marką zupełnie mi nieznaną, z tym większą radością wezmę się za testowanie. Teraz mogę o tych kosmetykach powiedzieć tylko tyle, że pięknie pachną. Po testach będą, oczywiście, recenzje.


 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...