Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZDROWY STYL ŻYCIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZDROWY STYL ŻYCIA. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 listopada 2016

Sezon na dynię




       Sezon dyniowy w pełni. Wystarczy pójść na targ żeby zobaczyć, że tam aż pomarańczowo od dyń. Różnej wielkości i kształtu, do wyboru, do koloru. Większość rolników sprzedających na targach warzywa ma w ofercie również dynie i to w dużych ilościach. Już od jakiegoś czasu miałam zamiar kupić dynię ale wiadomo jak to jest. Pokupuję inne warzywa, siaty są już ciężkie, a tu jeszcze w perspektywie dźwiganie kilku kilogramów dyni. Odpuszczam więc i obiecuję sobie, że następnym razem już na pewno kupię. I tak było do soboty kiedy to znów wybrałam się na targ i zobaczyłam te ogromne ilości dyń, a wśród nich taką, jakiej jeszcze nigdy nie widziałam. Dynia miała kształt dosyć grubego walca. Skórę miała ciemnozieloną (ciemniejszą niż skórka ogórków), natomiast miąższ miała w bardzo żywym kolorze pomarańczowym i w ogóle nie miała pestek. Pani, od której kupiłam tę dynię, powiedziała, że jest to odmiana francuska. Kupiłam kawałek dyni ważący około 2,5 kg. Żałuję, że nie zrobiłam jej zdjęć ale pomyślałam o tym dopiero wtedy gdy dynia była już w garnku, a więc trochę za późno.




Z dyni postanowiłam zrobić dżem. Nie z samej dyni lecz z dyni i jabłek. Dżemik wyszedł przepyszny. Następnego dnia na śniadanie były kanapki z chlebka żytniego na zakwasie własnego wypieku, masełka i dżemiku dyniowo- jabłkowego. Coś pysznego. Dżem jest bardzo łatwo zrobić i o jego wykonanie może pokusić się nawet mało doświadczona kucharka. Nie podaję przepisu gdyż wystarczy wpisać w Google hasło "dżem z dyni", a pokaże się mnóstwo stron z przepisami. Ja również wykorzystałam jeden z nich. Dynię można łączyć nie tylko z jabłkami ale również z innymi owocami np. z bananami, pomarańczami czy brzoskwiniami. Każdy może znaleźć przepis odpowiedni dla siebie.




Z dyni można przyrządzić ogromną ilość potraw gdyż jest to warzywo uniwersalne. Można z niego przygotować dania słodkie i słone, łagodne w smaku i pikantne. I warto je robić gdyż dynia ma mnóstwo wartości odżywczych. Przede wszystkim zawiera karoten, co łatwo poznać po jej kolorze. Zawartością karotenu dynia dorównuje marchewce ale, w odróżnieniu od marchewki, nie kumuluje szkodliwych pozostałości nawozów sztucznych np. azotanów czy metali ciężkich. Można więc przygotowywać z niej posiłki dla małych dzieci. Miąższ dyni zawiera wiele witamin np. C, PP, witaminy z grupy B (głównie B1 i B2). Kolejna zaleta tego warzywa to zawartość wielu pierwiastków budulcowych: wapń, żelazo, potas, magnez, fosfor i miedź. Niezbędne kwasy organiczne i pektyny to kolejne substancje wspierające zdrowie człowieka. 


Jednak nie tylko dyniowy miąższ ma cenne wartości odżywcze. Na uwagę zasługują również pestki dyni. Znajduje się w nich witamina E czyli wspaniały antyoksydant oraz witamina A i C, a także te witaminy które zawiera miąższ. Nie można nie wspomnieć o tłuszczach znajdujących się w pestkach i zawierających bezcenne nienasycone kwasy tłuszczowe i o wielu cennych pierwiastkach. Czy to nie wystarcza, żeby dynia była częstym gościem na naszym stole? Dla mnie wystarcza i staram się żeby przynajmniej w sezonie dyniowym uwzględniać to ciekawe warzywo w domowym menu. Wczoraj na przykład składnikiem naszego obiadu była dynia pieczona w ziołach.


Przyrządziłam tę dynię według tego przepisu. Tym razem kupiłam dynię piżmową.  Jest to danie bardzo łatwe w wykonaniu i smaczne. Może być przekąską lub dodatkiem do obiadu. Ja podałam ją do drugiego dania obiadowego zamiast tradycyjnych ziemniaków. Bardzo nam smakowało. Polecam ten przepis.
Przy okazji nadmienię, że dżem, który zrobiłam w sobotę, już zniknął. Nie było tego dużo, tylko kilka słoiczków i nie ma już ani jednego. Czeka mnie więc ponowny zakup dyni (może znów trafię na odmianę francuską) i pichcenie następnej porcji tego specjału. Z przyjemnością to zrobię i z jeszcze większą przyjemnością będę go jadła :)

sobota, 2 sierpnia 2014

DIY - Krem magnezowy



           
                  Pewnie myślicie, że na punkcie magnezu, a zwłaszcza jego suplementacji przez skórę, odbiło mi całkowicie. Niedawno pisałam o gotowym kremie magnezowym do ciała (klik ), potem o oliwie magnezowej (klik ), którą bardzo łatwo można zrobić samemu, a teraz znów samorobiony krem magnezowy. Nie dziwcie się mojej fascynacji tą formą suplementacji magnezu. Po prostu efekty jej stosowania przeszły moje najśmielsze oczekiwania, ale po kolei.
Pisząc recenzję Magnezowego kremu do ciała ZECHSAL (klik) pochwaliłam się, że stosując ten krem pozbyłam się uciążliwych i bolesnych nocnych skurczów mięśni nóg. Nie było to dla mnie zaskoczeniem gdyż na to liczyłam, tego oczekiwałam. Zaskoczył mnie natomiast zupełnie inny efekt. W ubiegłym roku zaczął dokuczać mi ból prawej pięty. Ponieważ ból nie tylko nie ustępował ale się nasilał poszłam do lekarza. Prześwietlenie wykazało, że w mojej pięcie utworzyły się tzw. ostrogi piętowe. Lekarz przepisał mi zastrzyki. Były one bardzo bolesne i dobrze, że były tylko trzy, bo gdyby było ich więcej, to pewnie już na czwarty bym nie poszła. Czy pomogły? W niewielkim stopniu i na krótko. Silny ból szybko powrócił i znów chodzenie było katorgą. Każdy krok oznaczał ból. I tu właśnie spotkała mnie wspaniała niespodzianka.
 Od napisania recenzji kremu ZECHSAL upłynęło może półtora tygodnia gdy pewnego ranka wstałam z łóżka i gdy tylko stanęłam na podłodze dotarło do mnie, że, po raz pierwszy od długiego czasu, nie boli mnie pięta! I tak jest do dzisiaj. Wreszcie mogę normalnie chodzić, a ból jest przeszłością. Takiego efektu się nie spodziewałam, było to dla mnie całkowite zaskoczenie. Nadal używałam kremu ZECHSAL ale, niestety, w tubie było już go niewiele. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie dałoby się samemu ukręcić kremu z magnezem. Poszperałam w internecie i tutaj znalazłam przepis na taki kremik. Znalazłam i zrobiłam.






 Nie trzymałam się ściśle przepisu, posłużył mi on raczej jako inspiracja. 

Składniki mojego kremu:
  • 150 ml chlorku magnezu,
  • 40-45 ml wody destylowanej,
  • 50 g wosku pszczelego,
  • 50 g masła aloesowego,
  • 50 ml oliwy z oliwek,
  • 170 g masła karite
Zaczęłam od rozpuszczenia chlorku magnezu w wodzie. Niestety, nie udało mi się rozpuścić 150 ml chlorku w 25 ml wody jak jest zalecane w przepisie. W tej sytuacji dolałam trochę wody, całość podgrzałam i chlorek pięknie się rozpuścił.
Następnie wszystkie tłuszcze umieściłam w małym rondelku i stopiłam w kąpieli wodnej.



 
Stopione tłuszcze odstawiłam do przestygnięcia, a roztwór chlorku magnezu podgrzałam. Gdy płyny były dobrze ciepłe, ale nie gorące, przelałam je do wysokiego, plastikowego pojemnika od blendera i miksowałam końcówką do ubijania piany z białek. Składniki bardzo szybko połączyły się i krem miał wygląd i konsystencję gęstego majonezu. 





Po 5 minutach miksowania krem był gotowy. Przełożyłam go do słoiczków i odstawiłam aby ostygł. Krem powinien stygnąć w cieple gdyż inaczej może się rozwarstwić. Wówczas należy go ponownie stopić i zmiksować. Wnioskuję z tego, że nie należy przechowywać go w lodówce. Mój stoi w łazienkowej szafce.

Jeśli chcemy żeby krem miał ładny zapach, możemy w trakcie miksowania dodać ulubionego olejku eterycznego. Masła i płynny olej też możemy dobierać według własnego upodobania. Mój krem po wystygnięciu uzyskał taką dosyć zbitą konsystencję. Myślę, że jest to zasługa wosku pszczelego. Być może należało dać go mniej lub nie dawać wcale. Następny kremik zrobię chyba bez wosku.

Kremu własnej produkcji używam już od kilku tygodni i stwierdzam, że działa nie gorzej niż krem ZECHSAL, a kosztuje znacznie mniej. Codziennie po kąpieli wmasowuję go w stopy, a czasem również w podudzia. Skurcze mięśniowe nie powróciły, ból pięty też się nie pokazuje. I właśnie o to mi chodzi i dlatego zachwycam się przezskórną metodą suplementacji magnezu i jej efektami.

poniedziałek, 21 lipca 2014

DIY - naturalny dezodorant... czyli alternatywa dla ałunu



       
             Kilka lat temu, chyba już prawie pięć, zrezygnowałam z antyperspirantów na rzecz ałunu lub dezodorantów produkowanych na bazie ałunu. Z ich działania jestem zadowolona i nie zamierzałam zamieniać tych dezodorantów na inne. Do czasu... Niedawno dowiedziałam się o innej, naturalnej możliwości likwidowania przykrego zapachu potu, a tą inną możliwością jest olejek magnezowy zwany też oliwą magnezową.
Magnez jest pierwiastkiem niezbędnym dla utrzymania w zdrowiu ludzkiego organizmu. Ma wpływ na mnóstwo procesów zachodzących w naszym ciele i na utrzymaniu w zdrowiu wielu narządów w tym również serca.







Oliwę magnezową możemy używać w charakterze naturalnego dezodorantu. Działa jak ałun, a więc nie hamuje wydzielania potu ale likwiduje jego nieprzyjemny zapach gdyż wchodzący w jej skład chlorek magnezu ma silne działanie antybakteryjne. Dodatkową korzyścią jest to, że jednocześnie dostarczamy naszemu organizmowi magnez przez skórę. Oliwę można kupić gotową ale nie jest to produkt tani. Natomiast bardzo tanio można zrobić ja samemu. Jest to proste jak przysłowiowa konstrukcja cepa.
Do zrobienia oliwy potrzebne są tylko dwa składniki:
  1. Chlorek magnezu sześciowodny - czysty do analizy (CZDA),
  2. Woda destylowana. 







Wykonanie:
Najczęściej spotyka się przepisy proponujące użycie chlorku magnezu i wody w stosunku 1:1. Należy więc odmierzyć np. 100 gram chlorku i 100 gram, czyli ml wody. Chlorek wsypać do miseczki lub innego pojemnika. Ja użyłam tym razem po 50 gram składników.
Wodę podgrzewamy tak, żeby była dobrze ciepła, wlewamy do naczynia z chlorkiem i czekamy aż chlorek rozpuści się w wodzie. Żeby było szybciej zamieszałam plastikową łyżeczką. I to wszystko, oliwa gotowa. Prawda, że proste?





 Z początku nasz roztwór będzie mętny ale jeśli damy mu trochę czasu to ustoi się i będzie wyglądał jak woda. Oliwa magnezowa tak naprawdę nie jest oliwą ani jakimkolwiek olejem. Otrzymała taką nazwę dlatego, że podczas wcierania jej w skórę mamy wrażenie tłustości podobne do tego, jakie jest przy wcieraniu olejów. Jest całkowicie bezzapachowa. Jeśli wolimy pachnący dezodorant, można do niej dodać ulubionego olejku eterycznego. Możemy też zamiast wody użyć do rozpuszczenia chlorku dowolnego hydrolatu lub naparu ziołowego. Gotową oliwę przelewamy do buteleczki, najlepiej takiej z atomizerem i spryskujemy skórę pod pachami. Ponieważ nie posiadam butelki z atomizerem, przelewam swoją oliwkę do butelki z pompką. Spryskuję oliwą palce i wcieram w skórę pod pachami. Chcąc zwiększyć suplementację magnezu, możemy oprócz pach wmasować oliwę w każdą inną część ciała. Ja na przykład wcieram ją w skórę nóg. I jeszcze jedna ważna rzecz. Oliwy magnezowej nie należy stosować na skórę podrażnioną czy mającą zadrapania lub inne uszkodzenia np. po depilacji. W takiej sytuacji oliwa będzie solidnie piekła.
Jeśli robimy oliwę po raz pierwszy lepiej jest zrobić ją o połowę słabszą czyli użyć 1 części chlorku i 2 części wody, np. 50g chlorku i 100ml wody. Chodzi o to, żeby skóra miała możliwość przyzwyczaić się do działania oliwy. Skóra nieprzyzwyczajona może, choć nie musi, zareagować np. pieczeniem czy swędzeniem.






 

Na początku postu napisałam, ze niedawno dowiedziałam się o tym, jak samodzielnie zrobić oliwę magnezową. Skąd się dowiedziałam?  Stąd.  Bardzo ciekawa stronka, warto poczytać.

Chlorek magnezu CZDA można kupić na Allegro i w niektórych sklepach internetowych. Ja kupiłam go tutaj. Wodę destylowaną można kupić na stacji benzynowej. Za litrową butelkę zapłaciłam coś około 2 zł. Można też kupić wodę w aptece ale jest tam kilkakrotnie droższa. 

Jestem bardzo ciekawa czy zdecydujecie się na zrobienie i wypróbowanie oliwy magnezowej.

niedziela, 8 czerwca 2014

Prosty i przyjemny sposób na uzupełnienie niedoboru magnezu w organizmie



         
            Magnez jest pierwiastkiem niezbędnym dla naszego zdrowia. Bierze on udział w wielu procesach zachodzących w ludzkim organizmie i dlatego jego niedobór musi negatywnie odbić się na zdrowiu. Niestety, w dzisiejszych czasach bardzo wiele osób cierpi na niedobór tego pierwiastka. Objawów tego niedoboru jest bardzo dużo ale chyba najbardziej znanym objawem są skurcze mięśniowe np. skurcze mięśni łydek często sprawiające bolesną pobudkę w środku nocy. Inne objawy to np. wzmożone wypadanie włosów, łamliwość paznokci, zaburzenia depresyjne i wiele, wiele innych.

Zapotrzebowanie dorosłego człowieka na magnez wynosi 300 - 400 mg dziennie. Dawkę tę powinniśmy przyjmować w pożywieniu. Niestety często, z różnych powodów, tak się nie dzieje. Z jednej strony wiele osób odżywia się bardzo nieracjonalnie, a z drugiej pokarmy zawierają tego cennego pierwiastka coraz mniej w wyniku sztucznego, chemicznego nawożenia gleby, a także stosowania dużej ilości chemicznych konserwantów i różnych "poprawiaczy" smaku, koloru, zapachu w żywności przetworzonej. Mimo to warto spożywać produkty będące dobrym źródłem magnezu jak: kakao, kaszę gryczaną, orzechy, płatki owsiane, ciecierzycę, ryby morskie i, obowiązkowo, zielone warzywa. Jednak jeśli to nie wystarcza możemy bardzo łatwo zapewnić sobie większy dowóz magnezu. Można dostarczyć go przez skórę, a więc za pomocą stosownych kosmetyków. Takie kosmetyki oferuje sklep MAGVITA. W ramach współpracy z tym sklepem wybrałam do przetestowania jeden z tych kosmetyków, a mianowicie Balsam magnezowy na bazie masła karite marki ZECHSAL.




ZECHSAL to holenderska firma produkująca kosmetyki magnezowe na bazie najczystszego chlorku magnezu. Produkty te są czyste i bardzo skoncentrowane. Chlorek magnezu znajdujący się w tych kosmetykach wydobywany jest z Morza Cechsztyńskiego, śródlądowego i bardzo słonego zbiornika wodnego o powierzchni 600 tysięcy km kwadratowych. Morze to wyparowało około 250 milionów lat temu pozostawiając w głębi Ziemi pokłady cennych minerałów między innymi chlorku magnezu.



Wybrałam ten kosmetyk dlatego, że od lat trapią mnie nocne skurcze mięśni nóg. Kiedyś były to skurcze łydek, a ostatnio są to skurcze mięśni stóp, bardzo dokuczliwe i bolesne. Bywa, że skurcze te budzą mnie po kilka razy w ciągu nocy. Przyczyn takich skurczów może być wiele ale najczęściej są one spowodowane niedoborem magnezu. W moim przypadku jest to bardzo prawdopodobne tym bardziej, że wypijam morze kawy, która, jak wiadomo, wypłukuje magnez z organizmu. Próbowałam suplementacji doustnej ale efekty były takie sobie. Dlatego właśnie postanowiłam wypróbować jeden z magnezowych kosmetyków.

O balsamie, a właściwie o kremie, jak wynika z napisu na opakowaniu, możemy przeczytać:
"Balsam do ciała na bazie masła Karite (Shea) z dodatkiem chlorku magnezu. To odżywczy balsam, który łączy w sobie lecznicze właściwości czystego magnezu z odżywczymi właściwościami masła karite. Szczególnie nadaje się do cery suchej lub podrażnionej, przywraca skórze jędrność oraz miękkość jednocześnie zapewniając równowagę magnezową w organizmie. Zechsal krem do ciała jest w 100% naturalny."




Skład kremu (INCI): Aqua, Glycerin, Distarch Phosphate, Helianthus Annuus Hybrid Oil, Magnesium Chloride, Glyceryl Stearate Citrate, Myristyl Myristate, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Alcohol, Dicaprylyl Ether, Cetyl Palmitate, Polyglyceryl-3 Stearate, Dipotassium Glycyrrhizate, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Glyceryl Caprylate, Parfum, Xanthan Gum.




Krem zamknięty jest w plastikowej tubie o pojemności 150 ml i wygodnym zamknięciu. Konsystencja kosmetyku jest typowo kremowa, kolor biały. W użyciu jest bardzo przyjemny tym bardziej, że odznacza się miłym, delikatnym zapachem. Niestety, nie bardzo wiem jak opisać ten zapach słowami. Podczas aplikacji kremik trochę się maże ale jest to cecha wielu kremów do ciała więc nie ma tragedii. Po nieco dłuższym wcieraniu go w skórę wchłania się dobrze i nie pozostawia tłustej warstwy, natomiast skóra jest mięciutka, gładka i dobrze nawilżona.
Używam tego kremu prawie cztery tygodnie, a więc mogę już coś na jego temat powiedzieć.  Przez pierwsze dwa tygodnie stosowałam go codziennie na całe ciało. Teraz aplikuję go tylko na nogi, a resztę ciała traktuję innym mazidłem.  Nie dlatego, że obawiam się przedawkowania magnezu gdyż ewentualny nadmiar tego pierwiastka wydalany jest przez nerki, a przedawkowanie możliwe jest u osób z niewydolnością nerek i osób w podeszłym wieku.  Robię tak ze względów oszczędnościowych, chcę żeby krem starczył mi na dłużej. W końcu 150 ml dla kosmetyku do całego ciała to nie jest dużo.
  A co z moimi skurczami mięśniowymi? Otóż jest znacznie lepiej. Skurcze nocne nie zdarzają mi się już wcale. Czasem w ciągu dnia odczuwam skurcz mięśni stóp ale jest on bardzo słaby i szybko mija. Wygląda na to, że suplementacja magnezu poprzez skórę zdała egzamin. Krem jest bardzo dobrym produktem zarówno pod względem kosmetycznym jak i leczniczym.




Producent zapewnia, że produkty Zechsal są w 100% naturalne, nie są testowane na zwierzętach i nie zawierają konserwantów. Na ulotce dotyczącej kremu widnieje logo certyfikatu BDIH ale na tubie tego logo nie ma. Nie wiem więc czy kosmetyk posiada ten certyfikat czy też nie. Być może dotyczy on tylko niektórych składników kremu np. chlorku magnezu, który wydobywany jest z głębokości 1600 m i odznacza się wyjątkową czystością.
Krem magnezowy na bazie masła karite nie jest jedynym kosmetykiem produkowanym przez ZECHSAL. Możemy urządzić sobie kąpiel magnezową rozpuszczając w wodzie płatki magnezowe podobnie jak każdą sól kąpielową, możemy myć głowę szamponem magnezowym czy zastosować olejek magnezowy. Całą gamę kosmetyków magnezowych można obejrzeć tutaj.



piątek, 31 stycznia 2014

Błonnik Witalny



            Jakiś czas temu, jeszcze w ubiegłym roku, napisał do mnie pan Paweł reprezentujący firmę MAPA ZDROWIA  i zaproponował przetestowanie błonnika witalnego. Zgodziłam się na tę współpracę i w Wigilię Bożego Narodzenia dostałam paczuszkę z błonnikiem niczym gwiazdkowy prezent.



Krótko o błonniku, tak dla przypomnienia. Błonnik nie jest jednolitą substancją. Jest to kompleks substancji pochodzenia roślinnego. W jego skład wchodzą celulozy, hemicelulozy, pektyny, gumy, śluzy, ligniny itp. Błonnik nie jest trawiony przez ludzki układ pokarmowy, a więc nie jest też przyswajalny. Mimo to ma bardzo duże znaczenie dla zdrowia człowieka. Błonnikowi zawdzięczamy:
  • mniejsze wchłanianie cholesterolu i trójglicerydów i, co za tym idzie, obniżenie ich poziomu we krwi,
  • obniżenie poziomu glukozy we krwi,
  • obniżenie ciśnienia tętniczego krwi,
  • przeciwdziała zaparciom i biegunkom,
  • zmniejsza poczucie głodu,
  • oczyszcza organizm z toksyn,
  • wspomaga proces odchudzania,
  • zapobiega nowotworom przewodu pokarmowego.
Niezłe efekty jak na taką niestrawną i nieprzyswajalną substancję. 


Skoro wiadomo iż błonnik pochodzi z roślin, to oczywiste jest, że jego najlepszym źródłem są warzywa i owoce. Niestety, większość z nas jada zbyt mało warzyw i owoców co oznacza niedobory błonnika. W tej sytuacji warto sięgnąć po suplement diety np. po Błonnik Witalny. W suplemencie tym znajdziemy tylko dwa składniki, a mianowicie: nasiona babki płesznik (Plantago psyllium) 80% i łupiny z nasion babki jajowatej (Plantago ovata) 20%

Błonnik otrzymałam zapakowany w torebkę z dosyć sztywnej folii wyposażoną w zamknięcie strunowe. Jest to dobre rozwiązanie gdyż pozwala na szczelne zamknięcie torebki. Doceniłam to zabierając swój błonnik do pracy. Nigdy nic mi się nie wysypało.

Torebka zawiera 360 g błonnika, co wystarcza na miesięczną kurację. Błonnik należy zażywać dwa razy dziennie. 6 g (11ml) błonnika należy wymieszać w szklance letniej wody i wypić przed posiłkiem ale nie później niż 5 minut od przyrządzenia napoju. Z odmierzeniem potrzebnej ilości błonnika nie ma żadnego problemu gdyż do torebki dołączona jest plastikowa miarka ułatwiająca to zadanie.



  Po wsypaniu do szklanki z wodą ziarna błonnika szybko opadają na dno. Ja odstawiałam szklankę na ok. 5 minut i w tym czasie ziarna wytwarzały śluz przypominający ten z siemienia lnianego. Wtedy wystarczyło zamieszać płyn łyżeczką i wypić. Po wytworzeniu śluzu ziarna nie mają już tendencji do natychmiastowego opadania. Moim zdaniem taki płyn jest właściwie bezsmakowy.



Całkowite oczyszczenie organizmu zapewnia trzymiesięczna kuracja Błonnikiem Witalnym. Ja stosowałam go tylko przez miesiąc. Co mi to dało? Dosyć często męczyły mnie zaparcia. Błonnik uregulował te sprawy i w tej chwili o swoich zaparciach mogę mówić w czasie przeszłym.
Mam wrażenie, że jelita w znacznym stopniu oczyściły się ze złogów. Świadczy o tym takie uczucie lekkości w środku jakiego przedtem nie miałam. Dzięki błonnikowi rzeczywiście mniej jadałam. Pęcznieje on w żołądku i na jedzonko pozostaje mniej miejsca. Mniejsze porcje mi wystarczały, a to sprzyja utrzymaniu w ryzach wagi ciała. Czy schudłam? Niewiele, około 1,5 kg. To schudnięcie wcale nie musi świadczyć o ubytku tkanki tłuszczowej. Równie dobrze może być efektem oczyszczenia jelit. W każdym razie i tak weszłam w jedną parę spodni spośród kilku wiszących bezużytecznie w szafie gdyż jakiś czas temu z nich "wyrosłam". Niestety, nie wiem czy obniżył mi się poziom cholesterolu we krwi. W tym celu należało zrobić odpowiednie badania przed i po stosowaniu błonnika, a ja ich nie zrobiłam.


Podsumowując muszę powiedzieć, że z działania Błonnika Witalnego jestem bardzo zadowolona. Ma mnóstwo zalet i jedną wadę. Tą wadą jest cena,
 360 g kosztuje 127 zł. Kupić można go tutaj.




 

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Zdrowy, pożywny i pyszny koktajl



         
                Dziś chciałabym zaproponować Wam koktajl. Tak jak mówi tytuł postu, koktajl jest pożywny, zdrowy i, oczywiście, pyszny. Jego wykonanie jest dziecinnie proste, nie potrzeba też wielu składników. Oto te składniki:




Do przygotowania koktajlu potrzebujemy:
  • jedno dojrzałe awokado,
  • jedną limonkę,
  • miód,
  • trochę świeżej mięty,
  • wodę. 


Wykonanie:
do blendera wkładamy miąższ awokado, dodajemy sok z limonki, miód, wodę i trochę listków świeżej mięty. Miksujemy i gotowe. Koktajl powinien być na tyle rzadki, żeby można było go pić. Jeśli jest zbyt gęsty należy dolać jeszcze trochę wody, jeśli jest taka potrzeba dodać jeszcze trochę miodu i ponownie zmiksować. Gotowe. Koktajl możemy rozlać do szklanek. Prawda, że proste? Z jednego owocu awokado powinno wyjść około 0,5 litra koktajlu. Ponieważ mamy teraz upalne lato dodaję do szklanek z koktajlem kostki lodu. 
 



Najlepsza do koktajlu jest świeża mięta, ale w ostateczności, gdy nie ma się świeżej, to można dać suszonej. 
Moim zdaniem taki koktajl jest dobrym sposobem na jedzenie awokado. Awokado jest owocem kalorycznym, zawierającym dużo tłuszczu, a więc pożywnym. Koktajl może być np. podwieczorkiem dla dzieci i dla dorosłych.

Awokado posiada tak dużo wartości odżywczych, że naprawdę warto uwzględniać je w swojej diecie. Zawiera wszystkie aminokwasy egzogenne niezbędne organizmowi do tworzenia zasobów białka. Jest owocem tłustym ale są to zdrowe tłuszcze pomagające regulować poziom cholesterolu, a zwłaszcza podnosi poziom HDL czyli tzw. dobrego cholesterolu. Jest doskonałym źródłem karotenoidów, witamin C i E, selenu, cynku, fitosteroli. Zawiera też dużo kwasu foliowego ważnego zwłaszcza dla kobiet w ciąży. Jest bardzo dobrym źródłem błonnika oraz antyoksydantów opóźniających procesy starzenia. Jedzmy więc awokado. Nasze zdrowie na tym z pewnością skorzysta.


wtorek, 18 czerwca 2013

Czy można żyć bez pszenicy?



                Pewnie tak, tylko po co? Wyczerpującą odpowiedź na to pytanie znajdziemy w książce Dieta bez pszenicy.





Autorem tej książki jest amerykański kardiolog, dr William Davis.




Dr Davis jest lekarzem zorientowanym przede wszystkim na profilaktykę. Słusznie uważa, że lepiej zapobiegać chorobom niż je leczyć. Wśród swoich pacjentów, i nie tylko wśród nich, propaguje dietę bezpszenną.
Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież ludzie jedzą pszenicę od tysięcy lat i nikt nie uważał jej za szkodliwą. Dlaczego więc teraz miałaby szkodzić? Dlaczego dr Davis tak się do niej przyczepił?

Odpowiedź jest prosta. To, co dzisiaj uważamy za pszenicę, to jest zupełnie inna roślina niż ta, którą jedli nasi przodkowie przed wiekami.  Pierwszą uprawianą odmianą pszenicy była samopsza. Wystarczy powiedzieć, że jej kod genetyczny liczył zaledwie 14 chromosomów. Kod współczesnej pszenicy zawiera przeszło 40 chromosomów. A przecież te zmiany nie nastąpiły dzięki siłom natury. Dokonała ich ingerencja człowieka. Zmieniając kod genetyczny pszenicy osiągnięto odmiany dające większe plony, odporne na choroby i działania niekorzystnej pogody. Krótko mówiąc zadbano o interes rolników i przetwórców pszenicy. Szkoda tylko, że nikt nie zainteresował się wpływem tych zmian na zdrowie konsumentów. A ten wpływ jest ogromny i, niestety, negatywny. Oto jeden przykład: czy wiecie o tym, że dwie kromki pełnoziarnistego (ponoć zdrowego) chleba mogą podwyższyć poziom glukozy we krwi bardziej niż dwie łyżki cukru? Ważna informacja dla diabetyków, prawda? A jednak diabetykom ciągle zaleca się dietę z dużą ilością "zdrowego" pełnoziarnistego pieczywa. 

Spis treści tej ciekawej książki da nam pewne pojęcie o szkodliwym wpływie pszenicy na zdrowie.







Dr Davis namawia swoich pacjentów do wykluczenia pszenicy z ich diety. Jedni się na to zgadzają, inni nie. Po pewnym czasie u chorych, którzy zrezygnowali z pszenicy, doktor stwierdza bardzo dużą poprawę zdrowia. Poza tym ci ludzie są szczuplejsi. Chudną nie stosując żadnych diet odchudzających, bez liczenia kalorii i poświęceń.
W książce Dieta bez pszenicy znajdziemy również rozdział z przepisami na bezpszenne potrawy. W mojej ocenie są to takie typowo amerykańskie przepisy, chociaż niektóre z nich można zrealizować i u nas. Wskazują jednak kierunek, w jakim powinniśmy pójść chcąc się zdrowo i bezpszennie odżywiać.

Pszenica jest w naszym życiu wszechobecna. To nie tylko chleb i bułeczki. To również makarony, naleśniki, pierogi, domowe ciasta i inne mączne potrawy, które większość z nas bardzo lubi. Zdaję sobie sprawę, że całkowite wyeliminowanie pszenicy jest trudnym zadaniem. Warto jednak sobie to przemyśleć i przynajmniej maksymalnie ograniczyć spożycie tego, tylko pozornie zdrowego, zboża.




sobota, 29 grudnia 2012

Zielona herbata dla zdrowia



                 Zielona herbata jest w świecie zachodnim coraz bardziej popularna. Większość z nas wie, że powinno się ją pić ponieważ jest zdrowa, a jest zdrowa, bo zawiera antyoksydanty. I właściwie na tym, u większości ludzi, kończy się wiedza na temat tego napoju. Ze mną, do niedawna, było podobnie. Teraz już wiem trochę więcej o właściwościach zielonej herbaty.


Zdjęcie: Google

Zielona herbata ma wiele prozdrowotnych właściwości ale w moim przekonaniu najważniejsze jest jej działanie antynowotworowe. Postaram się krótko wyjaśnić na czym to działanie polega.
Wszyscy nosimy w swoich organizmach komórki rakowe w postaci tzw. mikroguzów. To, czy te mikroguzy rozwiną się do postaci guzów rakowych i zaczną rozprzestrzeniać się po organizmie w postaci przerzutów, zależy przede wszystkim od nas samych. Jeśli zdecydujemy się na zdrowe odżywianie z dużą ilością surowych warzyw i owoców, to nasze szanse na chorobę nowotworową wyraźnie zmaleją. Tu też duże usługi może nam oddać zielona herbata.
Każdy chirurg usuwający pacjentom guzy nowotworowe powie nam, że są one bardzo silne ukrwione. Bez tego ukrwienia mikroguzy nie mogą rozwinąć się w groźne nowotwory. Muszą utworzyć nową sieć naczyń krwionośnych zapewniających im pożywienie. Aby to osiągnąć wytwarzają związek chemiczny, który zmusza naczynia krwionośne do zbliżenia się do guza i do wytworzenia nowych odgałęzień. To zjawisko nosi nazwę angiogenezy. I tu ogromne pole do popisu ma właśnie zielona herbata. Jest ona bogata w polifenole, w tym katechiny, mające zdolność ograniczania rozwoju nowych naczyń krwionośnych, niezbędnych nowotworowi do wzrostu i tworzenia przerzutów. Ponadto antyoksydanty znajdujące się w zielonej herbacie aktywują w wątrobie enzymy eliminujące toksyny z organizmu i przyśpieszają samoistną śmierć komórek rakowych.Te ciekawe informacje znalazłam w książce  Antyrak. Nowy styl życia, o której pisałam tutaj. Dla mnie są to wystarczające powody do tego, żeby włączyć do swojej diety zieloną herbatę.
Kupuję zieloną herbatę liściastą Herbapolu. Można ją dostać np. w Rossmanie.



 
W estetycznym, kolorowym kartoniku znajdziemy celofanową torebkę zawierającą 100g suszonych, herbacianych liści. Żeby ułatwić sobie parzenie herbatki kupiłam bardzo praktyczny kubek z zaparzaczem:



Zaparzacz jest to bardzo gęste, druciane siteczko, do którego wsypujemy suchą herbatę. Zalewamy gorącą wodą, przykrywamy wieczkiem i czekamy aż się zaparzy.


 
Po kilku minutach wyjmujemy zaparzacz i już możemy delektować się herbacianym naparem.


 
 Zieloną herbatę włączyłam na stałe do swojej diety. Pilnuję tego, żeby każdego dnia wypić przynajmniej jeden kubek tego napoju. Czasem są to dwa lub nawet trzy kubki dziennie. Zielona herbata z powodzeniem może zastąpić nam kawę, gdyż, podobnie jak ona, zawiera kofeinę, a jednocześnie, w odróżnieniu od kawy, pójdzie nam na zdrowie.
Zielonej herbaty nie należy zaparzać wrzącą wodą gdyż to powoduje u niej goryczkę. Po zagotowaniu wody należy chwilę odczekać i dopiero zalać herbatę. Najkorzystniej jest parzyć ją przez 10 minut, gdyż wtedy uwalniają się z niej katechiny, i wypić w ciągu godziny od zaparzenia. Później herbata zaczyna stopniowo tracić swoje cenne właściwości.
Oprócz działania antynowotworowego zielona herbata przeciwdziała również chorobom sercowo - naczyniowym, stanom zapalnym, a nawet chorobie Alzheimera. Wspomaga również odchudzanie.
Trudno sobie wyobrazić, żeby roślina o takich właściwościach nie znalazła zastosowania w kosmetyce. Jej dobroczynne działanie obejmuje również skórę. Działa bakteriobójczo, przeciwzapalnie, zmniejsza obrzęki, przyspiesza gojenie się ran. Zmniejsza przetłuszczanie się skóry, działa nawilżająco, a zawarte w niej antyoksydanty działają przeciwzmarszczkowo. Nic więc dziwnego, że możemy znaleźć ją w wielu gotowych kosmetykach.  Możemy też wykorzystać ją w kosmetyce domowej. Okłady z zielonej herbaty są pomocne przy opuchniętych oczach. Możemy stosować ją jako naturalny tonik właściwie do każdej cery. Jeśli robimy sobie maseczki z glinek, to do zwilżenia glinki, zamiast wody, możemy użyć zielonej herbaty.
Zielona herbata to kolejny, wspaniały dar Natury i powinniśmy wykorzystywać go na wszelkie możliwe sposoby. Czy Wy też pijecie zieloną herbatę? Czy stosujecie ją kosmetycznie? Może macie jakieś inne pomysły na kosmetyczne zastosowanie zielonej herbaty?




  
 
 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...