Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maski do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maski do włosów. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 lipca 2016

PAT&RUB Maska do włosów tłustych



     Maska do włosów tłustych PAT&RUB  już od dawna mnie kusiła i w końcu doczekała się miejsca w moim koszyku zakupowym. Trochę musiała poczekać w kolejce zanim dostała miejsce na łazienkowej półce. Teraz poziom maski w pojemniku zbliża się do dna, a więc mogę już podzielić się z Wami swoją opinią na jej temat.



Producent zapewnia, że "Maska do włosów tłustych Pat&Rub działa kompleksowo na skórę głowy oraz włosy:
  •  Przywraca równowagę skórze głowy, wzmacnia i uelastycznia włosy
  •  Za pośrednictwem organicznego kompleksu ziół reguluje wydzielanie sebum.
Maska do włosów tłustych reguluje pracę gruczołów łojowych skóry i wydzielanie sebum, zapobiega przetłuszczaniu się włosów, łagodzi podrażnienia skóry głowy, oczyszcza. Organiczny kompleks ziół dodaje włosom blasku i sprężystości, wzmacnia je i regeneruje."

Sposób użycia: stosuj 1-2 razy w tygodniu przed umyciem włosów. Maskę należy wmasować w skórę głowy i nałożyć na włosy. Można zwilżyć wcześniej włosy, aby maska łatwiej się rozprowadzała. Pozostaw na 10-20 minut, a następnie umyj włosy szamponem z linii Łagodność-Blask-Wzmocnienie. Używanie odżywki po tym zabiegu nie jest już konieczne.




Składniki aktywne maski:
  • woda z mięty* - ma własności antyseptyczne,
  • zielona glinka - regeneruje, pobudza krążenie, odżywia,
  • ekstrakt z łopianu* - wzmacnia, oczyszcza,
  • ekstrakt ze skrzypu* - wzmacnia,
  • ekstrakt z mydlnicy* - łagodzi i goi,
  • proteiny pszeniczne* - regenerują i wzmacniają,
  • naturalna witamina E* - dodaje blasku, chroni przed promieniami UV,
  • witaminy B3 i B6 - stymulują wzrost,
  • betaina roślinna* - nawilża,
  • witamina C - chroni kolor,
  • inulina* - naturalny kondycjoner
* - surowce z certyfikatem ekologicznym.




Maskę otrzymujemy w plastikowym słoiczku z odkręcanym wieczkiem. Zawiera on 250 ml kosmetyku. Po odkręceniu wieczka okazało się, że słoiczek zabezpieczony jest jeszcze dodatkowym wieczkiem z folii aluminiowej dzięki czemu mamy pewność, że nikt przed nami z tego kosmetyku nie korzystał.
Maska ma postać kremu o przyjemnym zapachu, w którym wyczuwam nutę cytrusową i miętową. Miły, orzeźwiający zapach. Na zdjęciach widać, że maska jest koloru szarego, jednak w rzeczywistości ma ona barwę zieloną, a właściwie jest to kolor tzw. zgniłej zieleni. Ta zieleń to niewątpliwie zasługa glinki zielonej znajdującej się wysoko w składzie.
Zgodnie z zaleceniami producenta maskę nakładam na włosy przed umyciem. Maska dosyć ciężko rozprowadza się po włosach ale tu idę za radą producenta i nakładam ją na włosy lekko zwilżone wodą. To znacznie ułatwia rozprowadzanie kosmetyku. Po 10-20 minutach maskę spłukuję i myję włosy szamponem.
Po wysuszeniu włosy prezentują się bardzo dobrze. Są miękkie, jedwabiste i błyszczące. Ładnie odbite od nasady sprawiają wrażenie większej objętości. Nie zauważyłam natomiast żeby maska miała jakikolwiek wpływ na wydzielanie sebum, a więc na przetłuszczanie się włosów. Przetłuszczają się tak jak zawsze i nadal muszę myć je codziennie. Niewątpliwym plusem tej maski jest jej łagodność dzięki czemu nie podrażnia skalpu, a mój jest naprawdę wrażliwy. Na moje włosy ten kosmetyk działa jak dobrej jakości odżywka z tym, że odżywki można kupić znacznie taniej. 




Całkowity skład (INCI) ze strony sklepu: Aqua, Illite, Mentha Piperita Leaf Water, Cocamidopropyl Betaine, Betaine, Glycerin*, Saponaria Officinalis Extract, Arctium Lappa Root Extract, Equisetum Arvense Extract*, Talc, Bentonite, Inulin, Sodium Cocoamphoacetate, Parfum, Benzyl Alcohol, Salicylic Acid, Sorbic Acid, Hydrolyzed Wheat Protein, Niacinamide, Calcium Pantothenate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Pyridoxine HCI, Maltodextrin, Silica, Sodium Starch Octenylsuccinate, Xanthan Gum, Sodium Phytate, Citric Acid, Citral, Limonene, Linalool.

Zazwyczaj skład kosmetyku przepisuję z jego opakowania. Dzisiaj przepisałam go ze strony sklepu, a to dlatego, że producent nie umieścił całkowitego składu na opakowaniu maski. Są tylko wymienione składniki aktywne. To za mało. Skład całkowity też powinien się tam znaleźć. Wymaga tego prawo. 

Znacie tę maskę do włosów? Jeśli tak, to jak się u Was sprawdziła? 
         

poniedziałek, 2 lutego 2015

l`Orient Hair Mud Mask




          Jakiś czas temu poszukiwałam w sklepach  dobrej, naturalnej maski lub odżywki do włosów. W Mydlarni u Franciszka znalazłam produkt, który wydał mi się odpowiedni. Jest to Wzmacniająca maska do włosów i skóry głowy z białą glinką, witaminą B5 i minerałami z Morza Martwego marki l`Orient.




Producent tak pisze o masce:
"Nawilża i koi podrażnienia skóry głowy, działa przeciwłupieżowo. Wzmacnia cebulki, pobudza porost. Wpływa również na kondycję samych włosów; sprawia, że są grubsze, gładkie i intensywnie lśniące.
Sposób użycia: niewielką ilość nałożyć na mokre włosy, wmasować we włosy i skórę głowy, po 2 minutach obficie spłukać wodą."




 Maskę otrzymujemy w estetycznym słoiczku z białego plastiku. Mieści się w nim 180g kosmetyku. Ma on kolor jasnego beżu i konsystencję dosyć rzadkiego kremu. Taka konsystencja odpowiada mi gdyż dzięki niej maskę z łatwością rozprowadza się po włosach, a jednocześnie nie jest na tyle rzadka, żeby z włosów ściekała. Używanie jej uprzyjemnia subtelny, kwiatowy zapach.
Maskę nakładam na umyte, mokre włosy i pozostawiam na kilka minut po czym spłukuję ciepłą wodą. Sprawia ona, że włosy bardzo łatwo się rozczesują, a po wyschnięciu są rzeczywiście gładkie i pięknie błyszczą. Nie elektryzują się nawet wówczas gdy czeszę je plastikowym grzebieniem. Jest  delikatnym kosmetykiem i nie podrażnia skóry głowy, co w moim przypadku natychmiast by się objawiło dokuczliwym swędzeniem. Nie potrafię powiedzieć czy wzmacnia cebulki i pobudza porost włosów. Nie wiem też czy działa przeciwłupieżowo gdyż łupieżu nie posiadam.




Skład maski (INCI): Deionized Water, Kaolin, Glycerin, Dead Sea Mud (Silt), Nettle Extract, Polyquaternium-7, Rosmarinus Officinalis Extract, Palm Kernel Oil, Lemon Oil, Jojoba Oil, Wild Thyme Extract, Ylang Ylang, Panthenol (Vitamine B5), Linseed Oil, Triethanolamine, Carbomer 941 (Carbopol), Fragrance, PHT, Disodium EDTA, ACNIBO.
W składzie mamy dosyć dużo naturalnych składników jak: woda dejonizowana (demineralizowana), glinka kaolinowa, błoto z Morza Martwego, ekstrakty z pokrzywy, rozmarynu, dzikiego tymianku, olej jojoba, lniany, witaminę B5. Są też jednak składniki których, w moim przekonaniu, nie powinno być w kosmetykach naturalnych np. triethanolamine, carbomer 941, disodium EDTA. Są też dwa tajemnicze składniki: PHT i ACNIBO. Nie udało mi się znaleźć żadnych informacji na ich temat, nie mam pojęcia co to jest. Nie przepadam za takimi tajemnicami w składach.
Mimo, że te niepożądane składniki mogą działać na skórę drażniąco lub alergizująco, to na mojej wrażliwej skórze głowy nic takiego, na szczęście, nie miało miejsca. Dlatego uważam tę maskę za delikatną. W sumie jestem z jej działania zadowolona ale następnego opakowania nie zamierzam kupić. Wolę kosmetyki o bardziej naturalnym składzie.


poniedziałek, 15 września 2014

ANNE MARIE BORLIND Maska do włosów Intensiv - Seide



          Kosmetyki marki ANNE MARIE BORLIND kusiły mnie od dawna tym bardziej, że czytałam pozytywne opinie o tych produktach. W końcu kupiłam Maskę do włosów Intensiv-Seide. Chciałam kupić również szampon do włosów tłustych tej marki ale, niestety, nie było go wówczas w sklepie. Zamówiłam więc samą maskę.




O masce możemy przeczytać:
"Głębokie działanie olejków roślinnych: migdałowego, kukurydzianego, rycynowego regeneruje strukturę włosów i zapobiega ich rozdwajaniu. Wyciągi z alg morskich i roślinna witamina E oraz nienasycone kwasy tłuszczowe dostarczają włosom i cebulkom włosowym niezbędnych do prawidłowej pracy i wzrostu składników odżywczych. Włosy po zastosowaniu maski są idealnie gładkie, lśniące i wyraźnie wzmocnione. Poprawia się również kondycja skóry głowy i jej nawilżenie.
Dla wszystkich rodzajów włosów."



W powyższym opisie widzimy powszechnie spotykany błąd. Jest tam mowa o działaniu olejków: migdałowego, kukurydzianego i rycynowego. Tymczasem są to oleje, a nie olejki. Nazwa "olejki" zarezerwowana jest dla olejków eterycznych. Kto jak kto, ale producenci kosmetyków naturalnych i sklepy je sprzedające powinny o tym wiedzieć.

Wróćmy jednak do maski. Otrzymujemy ją w miękkiej, plastikowej tubie o pojemności 125 ml. Tuba ma wygodne zamknięcie na zatrzask, co umożliwia otwieranie jej jedną ręką. Maska ma postać białego kremu o delikatnym zapachu, w którym wyczuwam lekką waniliową nutę. Bez problemu rozprowadza się po włosach.  



Producent zaleca, aby nakładać maskę na mokre, umyte włosy, pozostawić na 5 minut i spłukać. Tak właśnie robię, pozostawiam ją na włosach może nawet odrobinę dłużej niż 5 minut. Po spłukaniu maski włosy bardzo dobrze się rozczesują i rzeczywiście są gładkie i lśniące. Trudno mi natomiast powiedzieć czy są wzmocnione. W tej kwestii jakiejś szczególnej różnicy nie zauważyłam. Zauważyłam natomiast, że po wyschnięciu włosy ładnie się układają i są lekko uniesione u nasady. Nie potrafię też stwierdzić czy skóra głowy jest lepiej nawilżona. Z całą pewnością maska jest delikatna i mojego wrażliwego skalpu nie podrażnia. Podsumowując: jest to niezły produkt ale nie zauważyłam w jego działaniu niczego szczególnego. Jest to kosmetyk dosyć drogi (42,90 zł/125 ml), a działa podobnie jak wiele znacznie tańszych masek czy odżywek.



Skład maski (INCI): Aqua (Water), Brassica Alcohol, Cetyl Alcohol, Glycerin, Prunus Amygdalus Dulcis Oil (Sweet Almond), Zea Mays Oil (Corn), Brassicyl Isoleucinate Esylate, Ricinus Communis Seed Oil (Castor), Sucrose Stearate, Aroma (Fragrance), Isoamyl Laurate, Benzyl Alcohol, Glyceryl Caprylate, Betaine, Behenyl Alcohol, Pentaclethra Macroloba Seed Oil, Limonene, Hydrolyzed Wheat Protein, Arginine, Tocopherol, Linalool, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate.

Maska do włosów Intensiv-Seide  ANNE MARIE BORLIND posiada dwa certyfikaty. Są to BDIH i EcoControl.           

sobota, 12 lipca 2014

Moje najnowsze nabytki



     Na samym początku muszę się pochwalić. Nie wiem czy pamiętacie, że w marcu przyrzekłam sobie iż w kwietniu nie kupię żadnych kosmetyków. Słowa dotrzymałam ale to jeszcze nie wszystko. W maju i w czerwcu również nie wydałam na kosmetyki nawet złotówki. Wytrzymałam aż trzy miesiące bez kosmetycznych zakupów! W tym miesiącu powiedziałam sobie, że dosyć tej "ascezy" i pozwoliłam sobie na zakupy ale niezbyt duże. Zobaczcie co kupiłam:




Maseczka do twarzy z płatków róży HESH. Od dawna miałam na nią ochotę i teraz wreszcie mam okazję ją wypróbować. Drugi nabytek to Maska do włosów Intensiv - Seide ANNEMARIE BORLIND. Jest to mój pierwszy kosmetyk tej marki, z przyjemnością go wypróbuję. Również po raz pierwszy goszczą w mojej kosmetyczce "przedstawiciele" marki LAVERA. Są to: Puder sypki transparentny - Trend Sensitiv 2014 oraz Szminka do ust - Trend Sensitiv. Jeśli idzie o tę szminkę, to już wiem, że nie będę miała z niej pożytku, nie trafiłam z kolorem. Pozostałych produktów jeszcze nie używałam. Zakupy te zrobiłam w sklepie Skarbiec Natury.

Po kolejne zakupy wybrałam się do sklepu  Blisko Natury.




W największym pojemniku znajduje się masło shea nierafinowane. Małe pojemniczki skrywają wosk pszczeli, masło aloesowe i masło kakaowe łupane. Nie ukrywam, że produkty te posłużą mi do ukręcenia kremiku. Jaki to będzie krem? Tego Wam teraz nie zdradzę. Pochwalę się dopiero po zrobieniu kremu i to pod warunkiem, że będzie to produkt udany. Do koszyka dorzuciłam jeszcze olej malinowy tzn. z pestek malin. Naczytałam się tyle dobrego o tym oleju, że musiałam go kupić. Zobaczymy jak się sprawdzi na mojej skórze i włosach.
I to już wszystkie lipcowe zakupy, więcej w tym miesiącu nie będzie. Być może w sierpniu skuszę się na jakieś nowości ale do sierpnia mamy jeszcze trochę czasu.  

piątek, 5 lipca 2013

PLANETA ORGANICA Złota Ajurwedyjska Maska do Włosów. Organiczna



                 Poznałam już kilka kosmetyków rosyjskiej marki  PLANETA ORGANICA  i muszę przyznać, że podbiły one moje serce. Podobają mi się ich naturalne składy, piękne zapachy i dobre działanie na skórę i włosy.
Dzisiaj przyszedł czas na recenzję kolejnego kosmetyku tej marki, a mianowicie na Złotą Ajurwedyjską Maskę do Włosów.





Od producenta możemy się dowiedzieć:
"Gęsta, złota maska do włosów stworzona na bazie indyjskich ziół, wykorzystywanych w starej, ajurwedyjskiej nauce dla przywrócenia włosom piękna i zdrowia.
Organiczny olej drzewa Nim (Miodla Indyjska) bogaty jest w witaminę E i niezbędne aminokwasy, co sprawia, że ma on silne działanie nawilżające, odżywcze i regenerujące.
Czerwony Sandałowiec dodaje wytrzymałości i stymuluje rozwój włosów.
Centelle Asiatica  zawiera Asiaticoside, który wykazuje silne działanie antyoksydacyjne, poprawia krążenie, wzmacnia cebulki włosowe.
Owoce Acai zawierają wszystkie znane witaminy i minerały."




Skład maski: Aqua with infusions of Organic Melia Azadirachta Seed Oil, Hydrocotyle Asiatica Extract, Euterpe Oleracea  Fruit Extract, Organic Santalum Album Oil, Cedrus Atlantica Bark Oil, Juniperus Communis Fruit Extract, Bambusa Vulgaris Leaf/Stem Extract, Cetearyl Alcohol, Amodimethicone, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Cetyl Ether, Mica, Titanium Dioxide, Silica, Guar Hydroxypropyl Trimonium, Pafum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid.

Ponadto producent zapewnia, że w jego kosmetykach nie znajdziemy SLS, parabenów, substancji modyfikowanych genetycznie oraz substancji pochodzących z przerobu ropy naftowej.




 


Po otwarciu plastikowego pojemnika z maską (300 ml) zauważymy przede wszystkim jej piękny zapach i wygląd. Zapach jest typowo orientalny, kojarzący się z kadzidłem. Maska ma kolor beżowo - złocisty z błyszczącymi, złotymi drobinkami. Ma konsystencję kremu dzięki czemu łatwo rozprowadza się po włosach i nie ścieka z nich. Jest bardzo delikatna i nie podrażnia mojej wrażliwej i skłonnej do podrażnień skóry głowy. Używam jej 2-3 razy w tygodniu. Moje włosy ją polubiły. Są po niej miękkie i błyszczące, łatwo się rozczesują. Czytałam na innych blogach, że na włosach pozostają złote, błyszczące drobinki. Ja na swoich włosach tego nie zauważyłam. Być może dlatego, że mam krótkie włosy i może dlatego drobinki wypłukują się dokładniej niż z włosów długich.

Maska ajurwedyjska zawiera w swoim składzie jeden silikon (Amodimethicone). Jest to silikon lekki, łatwo się zmywa delikatnym szamponem. Ma właściwości antystatyczne i ochronne i stosowany jest głównie w kosmetykach do włosów.
Wypróbowałam już dwie maski Planeta Organica, pierwsza to była maska marokańska. Obie odpowiadały moim włosom. Wypróbuję jeszcze inne produkty tej marki, a w tajemnicy Wam powiem, że paczuszka z nimi już do mnie idzie.



Czy Wy też używacie kosmetyków Planeta Organica? Jeśli tak, to ciekawa jestem jak je oceniacie.

czwartek, 9 maja 2013

KHADI Szampon - peeling ziołowy



            Szampon ten kupiłam dosyć dawno, bo na początku stycznia. Długo zbierałam się do napisania recenzji, a to dlatego, że sprawił mi trochę kłopotu. Oto "bohater" dzisiejszego postu:



 O szamponie tym możemy przeczytać:
"Proszek do mycia włosów jest bardzo łagodny, jednocześnie skutecznie oczyszcza włosy i skórę głowy".

Skład szamponu: Sapindus Mukurossi Peel Extract (Reetha), Acacia Concinna (Shikakai), Emblica Officinalis (Amla), Adatoda Vasika (Bansa), Eclipta Alba (Bhringaraj), Azadirachta Indica (Neem), Ocimum Sanctum (Tulsi), Trigonella Foenum-Greacum (Methi, Bockshornkllee), Lawsonia Enermis (Henna), Citrus Medica Limonum (Citrozone), Rosa Sinensis (Hibiscus), Syzygium Cumini (Jamun), Mangifera Indica (Mango)

 Skład wspaniały, to przecież plejada indyjskich ziół do pielęgnacji włosów! Tylko jak używać tego proszku? Na stronie sklepu znalazłam taki sposób użycia: "Wsyp kilka łyżek proszku do szklanki wody i gotuj przez 10 minut. Przelej do szklanego naczynia i odstaw na całą noc. Następnego dnia odcedź wodę od ziół i użyj jej zamiast szamponu na mokre włosy. Pozostaw na kilka minut na włosach i następnie spłucz."
Dziwny wydał mi się ten przepis, a przede wszystkim bardzo niedokładny. Bo co to znaczy "kilka łyżek"?  2-3 łyżki to już jest kilka, 5 czy 6 to też kilka. Czyli właściwie nie wiadomo jakie powinno być stężenie tego wywaru. Poza tym, jeśli to ma być szampon - peeling, to co ma spełniać rolę peelingującą jeśli odcedzimy zioła? Zamówiłam jednak ten szampon. Trochę liczyłam na to, że może na opakowaniu będzie podany dokładniejszy sposób użycia. Niestety, tak nie było.

Opakowanie szamponu to estetyczna, metalowa puszka z zieloną etykietą zawierająca 150 g ziołowego proszku. W środku znajdowała się torebka foliowa z proszkiem.





Szampon stał przez jakiś czas i czekał na swoją kolej, a ja go nie używałam, bo nie bardzo wiedziałam jak się do tego zabrać. W końcu postanowiłam spróbować.
Do rondelka wlałam szklankę wody, wsypałam trzy kopiaste łyżki ziół i gotowałam.





Powstała brunatna zawiesina z kremową pianką. Wyglądało to trochę jak kawa z pianką. Tylko zapach nie przypominał kawy, była to ostra ziołowa woń. Gotowałam 10 minut po czym przelałam szampon do szklanego słoiczka i pozostawiłam na noc.
Następnego dnia rano, przed myciem głowy, poszłam do kuchni odcedzić szampon. Tu czekała mnie niespodzianka. Mój szampon przybrał konsystencję pasty, zioła wchłonęły całą wodę. I jak to cedzić? Żeby mikstura dała się przecedzić dolałam trochę chłodnej, przegotowanej wody i przecedziłam. Umyłam tym włosy, rozczesałam i czekałam aż wyschną. Niestety, po wyschnięciu włosów okazało się, że ten szampon to kompletna porażka! Włosy po umyciu wyglądały dużo gorzej niż przed myciem! Wróciłam do łazienki i umyłam głowę tradycyjnym szamponem, żeby wyglądać jak człowiek.

Pierwsze podejście do tego szamponu skończyło się niepowodzeniem. Zdenerwowało mnie to i nawet, w pierwszym odruchu, chciałam wyrzucić resztę proszku. Powstrzymałam się jednak. Szampon znów poszedł w odstawkę i czekał na kolejny eksperyment. W końcu doczekał się.

Tym razem do szklanki wody wsypałam też trzy łyżki proszku. Były to łyżki mniej kopiaste niż poprzednio. Nie miałam cierpliwości gotować tego przez 10 minut i poprzestałam na pięciu czy sześciu. Przelałam zawiesinę do porcelanowej miseczki i zostawiłam na noc. Następnego ranka okazało się, że szampon ma postać gęstej zawiesiny. 




Nie bawiłam się już w żadne cedzenie. Doszłam do wniosku, że to nie ma sensu. Na lekko zwilżone włosy nałożyłam ziołową zawiesinę i wtarłam ją trochę w skórę głowy. Weszłam do wanny i przez całą kąpiel zioła pozostawały na włosach. Na końcu jeszcze trochę zwilżyłam włosy wodą i myłam je jak tradycyjnym szamponem. Oczywiście ten szampon nie wytwarza żadnej piany, wszak nie zawiera żadnego detergentu. Tylko sproszkowane zioła i woda. W trakcie tego mycia włosy pod palcami były bardzo tępe. Obficie je spłukałam żeby usunąć dokładnie drobinki ziół. Nie nakładałam żadnej odżywki gdyż chciałam zobaczyć efekt tego mycia. Włosy całkiem dobrze się rozczesały. Po wyschnięciu okazało się, że wyglądają bardzo ładnie. Były miękkie, jedwabiste i błyszczące. Teraz byłam naprawdę zadowolona i nie miałam już ochoty na wyrzucanie pozostałego proszku :)

Nie będę tego szamponu używała codziennie gdyż trochę za dużo z nim zachodu. Mam zamiar raz w tygodniu urządzić sobie takie mycie głowy, tym bardziej, że zioła indyjskie to wspaniała odżywka dla włosów.




sobota, 23 marca 2013

KALLOS Maska do Włosów CAROTA



           Jakiś czas temu, a dokładnie w listopadzie ubiegłego roku, kupiłam dwie maski do włosów marki KALLOS. Jedną z nich była maska o nazwie Argan, pisałam o niej tutaj. Druga nosi nazwę Carota.





Maska Argan rozczarowała mnie gdyż okazało się, że kosmetyk o nazwie ARGAN nie zawiera nawet odrobiny oleju arganowego. A jak jest z maską CAROTA?
Jej skład jest taki:
Aqua (woda), Cetearyl Alcohol (emolient tworzący na włosach i skórze warstwę okluzyjną), Cetrimonium chloride (substancja kondycjonująca włosy, ma działanie antystatyczne),  Dipalmytoylethyl Hydroksyethylmonium Methosulfate (humektant o działaniu zmiękczającym i antystatycznym), Cyclomethicone (mieszanka silikonów), Linum Usitatissimum (len zwyczajny), Zea Mays (kukurydza zwyczajna), Dimethiconol (silikon lotny, emolient),
Parfum (substancje zapachowe), Benzyl Alcohol (konserwant, składnik kompozycji zapachowych), Methylchloroisothiazolinone (konserwant, może działać alergizująco), Methylisothiazolinone (konserwant, może być przyczyną alergii), Isopropyl Mirystate (emolient, substancja natłuszczająca, nawilżająca, wygładzająca), Daucus Carota (marchew zwyczajna), Citric Acid (kwas cytrynowy), CI 12085, CI 11680 (barwniki), Hexyl Cinnamal (substancja zapachowa).






Ze składu kosmetyku wynika, że znajdują się w nim w zasadzie tylko trzy składniki naturalne, a mianowicie: marchew, len i kukurydza. Są one, niestety, skąpane w morzu chemii. I dziwna rzecz z tą marchwią.  Maska nosi nazwę "Carota", co sugeruje, że jest ona oparta na bazie marchewki. Tymczasem rzeczona marchewka znajduje się na samym końcu składu, co oznacza, że jej ilość w produkcie jest wręcz symboliczna i właściwie nie mająca znaczenia dla działania kosmetyku. Poza tym okreslenie Daucus Carota (marchew) jest bardzo ogólnikowe. Nie wiemy, czy maska zawiera olej z nasion marchwi czy macerat olejowy, a może sok czy ekstrakt... Bardzo to tajemnicze. Tak samo potraktowane są pozostałe dwa naturalne składniki czyli len i kukurydza.





Moja opinia:
Maska ma ładny, pomarańczowy kolor. Zapach - w miarę przyjemny lecz ani trochę nie kojarzący się z marchewką, za to wyraźnie wyczuwa się chemię. Kremowa konsystencja maski sprawia, że łatwo rozprowadza się ją po włosach i nie ścieka z głowy. Włosy po jej użyciu łatwo się rozczesują, są gładkie i lśniące. Do zalet tej maski zaliczyłabym jeszcze jej dobrą wydajność.
Czy jeszcze kiedyś kupię kosmetyki Kallos? Nie wiem. Prawdę mówiąc zraziłam się do tej marki. Kupiłam dwie maski i co? Jedna to maska Argan bez arganu, druga to Carota ze śladową ilością owej karoty, a przecież marchew nie jest surowcem drogim. Faktem jest, że te maski są bardzo tanie ale czy to usprawiedliwia mijanie się z prawdą? Odnoszę wrażenie, że Kallos jest firmą niepoważną i lekceważącą swoje klientki, a chyba nikt nie lubi być lekceważony.




sobota, 23 lutego 2013

Moje kosmetyki do włosów



    ... czyli, jak mawiają blogerki - włosomaniaczki, kosmetyki włosowe. Nawiasem mówiąc bardzo mi się podoba określenie "kosmetyki włosowe" :)
Czy uwierzycie, że kiedyś zestaw moich kosmetyków włosowych składał się "aż" z jednego szamponu? Od czasu do czasu zdarzało mi się kupić jakąś odżywkę i byłam przekonana, że to wystarczy. Oczywiście były to kosmetyki chemiczne, a na ich skład nie zwracałam wówczas najmniejszej uwagi.
 Ten stan trwał bardzo długo, a dokładnie do czasu gdy kilka lat temu zaczęłam stopniowo przestawiać się z kosmetyków chemicznych na naturalne. Po pewnym czasie zdecydowałam się na prowadzenie tego bloga. Wiadomo - prowadzenie bloga nieodłącznie wiąże się z czytaniem innych blogów o podobnej tematyce. I tak trafiłam również na blogi włosomaniaczek. Zobaczyłam dziewczyny prezentujące na zdjęciach swoje piękne, zadbane, długie włosy, poczytałam w jaki sposób o nie dbają i postanowiłam spróbować. No i się zaczęło... Dzisiaj mój zestaw kosmetyków włosowych wygląda tak:





Oczywiście nie jest to stały zestaw. Kupuję różne szampony, odżywki, maski gdyż chcę poznać jak najwięcej produktów. W każdym razie moja obecna pielęgnacja włosów jest o niebo lepsza niż kiedyś.

Co wchodzi w skład tej "kolekcji"?

Szampony:



  1.  JOANNA Naturia szampon z pokrzywą i zieloną herbatą. Jest to szampon z SLS-em. Myję nim włosy dwa razy w miesiącu aby dobrze je oczyścić i usunąć resztki mikstur, którymi je traktuję.
  2. SANTE Szampon z henną. Zawiera również miód i piwo. To moja nowość, jeszcze go nie używałam.
  3. BABYDREAM Szampon dla dzieci. Używam go do zmywania z włosów olejków wówczas, gdy aktualnie używany szampon naturalny nie radzi sobie z tym zadaniem. Pisałam o nim tu.
  4. COSLYS Energetyzujący szampon i żel pod prysznic 2 w 1 ze zbożami. Recenzja klik.
  5. KHADI ziołowy szampon w proszku. Jeszcze go nie używałam ale chyba wkrótce to zrobię.
  6. URTEKRAM Ekologiczny szampon do włosów z wodorostami. Dopiero dwa razy myłam nim włosy, a więc trudno jeszcze coś powiedzieć. Zapowiada się dobrze. 

Odżywki i maski:


  
  1. KALLOS Maska do włosów Carota. Kilka razy ją używałam ale to zbyt mało by napisać recenzję.
  2. FITOMED Odżywka normalizująca ekstraziołowa do włosów tłustych i skłonnych do łupieżu. Nie zachwyciła mnie ta odżywka, o czym pisałam tu. Znalazłam jednak na nią sposób i zużyję ją do końca.
  3. HESH Maska do włosów Tulsi. Interesująca, ziołowa maska. Zużywam już drugie opakowanie. Recenzja klik.
  4. KALLOS Maska do włosów Argan. To ten słynny argan bez arganu. Recenzja klik.
  5. PLANETA ORGANICA Gęsta, złota, ajurwedyjska maska do włosów. To też moja nowość, jeszcze jej nie używałam.
  6. PLANETA ORGANICA Gęsta, czarna, marokańska maska do włosów. Na moich włosach sprawdza się znakomicie. Recenzja klik.  

Olejki i henna:



  1.  HESH Bhringraj olej do włosów. Bogactwo indyjskich ziół na bazie oleju kokosowego. Ciekawy olejek o ostrym, ziołowym zapachu. 
  2. NEWSKAJA KORONA Olejek łopianowy z kiełkami pszenicy i olejem jojoba. Zbyt krótko go używam żeby coś konkretnego o nim powiedzieć. Gdy zużyję go więcej będzie recenzja.
  3. KHADI  Henna jasny brąz. Gdy kilka lat temu zrezygnowałam z chemicznych farb do włosów, zaczęłam używać tej właśnie henny i jestem jej wierna do dziś. Kolor mi odpowiada, henna dobrze pokrywa siwe włosy więc jestem zadowolona i nie zamierzam z niej rezygnować.

Jak już pisałam wyżej, podziwiam piękne, długie włosy dziewczyn włosomaniaczek. Moje włosy nie są długie. Są krótkie, a właściwie bardzo krótkie. Ale kto powiedział, że o krótkie włosy nie należy dbać? Też powinny być zdrowe, zadbane, lśniące czyli, po prostu, piękne.
Nie uważam się za prawdziwą włosomaniaczkę. Moja wiedza na temat pielęgnacji włosów wcale nie jest imponująca. Nie potrafię, na przykład, określić porowatości swoich włosów. Moja pielęgnacja odbywa się tak trochę po omacku, metodą prób i błędów. Ale i tak widzę efekty. Mam wrażenie, że proces przerzedzania się moich włosów został powstrzymany, a kilka razy zdarzyło mi się widzieć malutkie baby hair. I o takie właśnie efekty chodzi.
 

 
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...