Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peelingi do twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peelingi do twarzy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 marca 2019

ORIENTANA Naturalny kremowy peeling do twarzy Papaja i Żeń-szeń Indyjski



      Nie ma chyba wątpliwości, że oczyszczanie to najważniejszy element pielęgnacji twarzy. Bez porządnego oczyszczenia cery wszelkie inne zabiegi pielęgnacyjne nie mają sensu. Uważam jednak, że codzienne, poranne i wieczorne oczyszczanie to za mało i dlatego 1-2 razy w tygodniu funduję mojej buzi peeling. Przeważnie do tego celu używam gotowych preparatów. Aktualnie jest to Naturalny peeling do twarzy kremowy Papaja i Żeńszeń Indyjski od ORIENTANY.



Producent tak o nim pisze: 
Naturalny peeling do twarzy na bazie wyciągów roślinnych i naturalnych cząstek złuszczających. Dzięki drobinkom pestek moreli i orzecha doskonale złuszcza naskórek, a dzięki olejkom i ekstraktowi z papai i żeńszenia indyjskiego (ashwagandha) doskonale pielęgnuje skórę twarzy. Peeling ma konsystencję kremową dzięki bazie jaką jest masło shea. Regularne stosowanie pozwala na utrzymanie gładkiej i miękkiej skóry.

Działanie Peelingu do twarzy papaja i żeń-szeń indyjski:

  • nawilża i odżywia skórę,
  • rozjaśnia przebarwienia,
  • wyrównuje koloryt skóry,
  • działa przeciwstarzeniowo,
  • regeneruje skórę i pobudza mechanizmy obronne, 
  • koi przesuszoną i ściągniętą skórę,
  • po użyciu skóra jest miękka i gładka.




Bardzo lubię takie kremowe peelingi gdyż z reguły znajduje się w nich mnóstwo naturalnych składników pielęgnujących co oznacza, że taki peeling oprócz swojej głównej funkcji czyli oczyszczania twarzy również ją pielęgnuje. Tak jest i w tym przypadku. Substancjami ściernymi są tu drobinki pestek moreli oraz puder z łupin orzecha włoskiego. Składnikiem pielęgnującym niewątpliwie jest Ashwagandha (Withania Somnifera) zwana też żeń-szeniem indyjskim, a konkretnie ekstrakt z korzenia tej rośliny posiadający właściwości odmładzające, odżywcze, regenerujące i przeciwzapalne. Drugim ważnym składnikiem jest ekstrakt z liści papai (Carica Papaya Leaf Extract). Liście papai zawierają witaminy i antyoksydanty oraz enzym papainę wybielający przebarwienia. Ekstrakt ma też działanie odżywcze oraz bakteriobójcze i grzybobójcze. W składzie peelingu znajdziemy oleje: słonecznikowy, z kiełków pszenicy, migdałowy, masło shea, olej z awokado, olej z nasion marchwi, olejki eteryczne.
Cały skład peelingu jest taki:


50 g peelingu otrzymujemy w słoiczku z dosyć grubego plastiku, który dodatkowo zapakowany jest jeszcze w kartonik, na którym napisano skład i inne potrzebne informacje. Peeling ma konsystencję gęstego, treściwego kremu. W pierwszej chwili myślałam, że będę musiała go rozrzedzić olejem ale postanowiłam użyć go najpierw w oryginalnej postaci. I dobrze zrobiłam. Już po pierwszy użyciu okazało się, że żadne rozrzedzanie nie jest potrzebne. Peeling łatwo rozprowadza się po twarzy i nie ma z tym żadnego problemu. Dobrze spełnia swoją rolę. Oczyszcza skórę i pozostawia ją gładką, nawilżoną i odżywioną. Zazwyczaj po usunięciu z twarzy peelingu nakładam na nią maseczkę gotową lub samorobioną. Czasem jednak pozostawiam na twarzy peeling, który dzięki zawartości składników pielęgnujących, działa jak maseczka. Muszę jeszcze dodać, że produkt ten posiada bardzo przyjemny zapach. Producent pisze, że jest to zapach słodki, owocowy, natomiast ja go odbieram jako woń kwiatową. Zresztą, jak zwał tak zwał. Najważniejsze, że zapach mi się podoba. Używam tego kosmetyku 1-2 razy w tygodniu i jestem z niego bardzo zadowolona. Kolejny produkt Orientany na który warto się skusić.

  
Znacie peeling tej marki?

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

BIOLOVE Peeling do twarzy z pokrzywą



   Peeling to stały element pielęgnacji mojej twarzy i zawsze mam w domu jakiś kosmetyk do tego celu służący. Aktualnie używam Peelingu do twarzy z pokrzywą polskiej marki BIOLOVE.



O peelingu przeczytałam tylko tyle: Peeling do twarzy pokrzywa, delikatne złuszczanie i pielęgnacja. Niewiele ale nic więcej nie udało mi się znaleźć.

W składzie peelingu znajdziemy sporo wartościowych substancji. Są to oleje: z pestek winogron, rycynowy, jojoba i olej tamanu. Jest tam też ekstrakt z pokrzywy i z aloesu. Tych ekstraktów jest raczej niewiele gdyż znajdują się nisko w składzie. Substancją ścierną jest tu korund (Alumina). Są też trzy barwniki. Jeden z nich (CI 73015) jest syntetykiem i może wywoływać reakcje alergiczne.
Całkowity skład peelingu jest taki:


W plastikowej tubie otrzymujemy 75 ml peelingu o konsystencji lekkiego kremu i ładnym, seledynowym kolorze. Posiada też przyjemny zapach. Moim zdaniem jest to zapach kwiatowy ale jest słabo wyczuwalny.


Gdy po raz pierwszy nałożyłam peeling na twarz wydał mi się tak delikatny i gładki, że pomyślałam "Cóż to za peeling, jest jak krem". Dopiero po chwili masowania skóry okazało się, że wcale nie jest taki gładki jak mi się na początku wydawało. Jak już wspomniałam materiałem "ściernym" jest tu korund. Jego drobinki są bardzo małe ale skuteczne. Peeling jest delikatny ale bardzo dobrze oczyszcza twarz. Sprawia, że skóra jest wyjątkowo gładka i ta gładkość pozostaje przez cały czas, aż do następnego peelingu, a robię go przeważnie raz w tygodniu.


Producent zaleca ten peeling do cery tłustej. Ja mam cerę mieszaną w kierunku suchej i ten kosmetyk doskonale się na niej sprawdza. Co dla mnie ważne, nie powoduje przesuszenia cery ani uczucia ściągnięcia. Bardzo lubię oczyszczać twarz peelingiem Biolove, uważam go za jeden z lepszych jakie dotychczas miałam. Podoba mi się w nim to, że jest delikatny, a zarazem skuteczny.


Znacie kosmetyki Biolove? 

wtorek, 29 sierpnia 2017

BANIA AGAFII Nagietkowy scrub do twarzy



      Wszystkie wiemy jak ważne jest dokładne oczyszczanie twarzy. Bez porządnego oczyszczania nie ma mowy o właściwej pielęgnacji cery. W moim przekonaniu codzienne oczyszczanie (poranne i wieczorne) nie jest wystarczające i dlatego systematycznie robię peelingi. Systematycznie czyli przeważnie raz w tygodniu, chociaż czasem zdarza się i częściej. Peeling usuwa nie tylko zanieczyszczenia skóry ale również martwe komórki naskórka dzięki czemu buzia jest wygładzona i wygląda młodziej. Najczęściej używam peelingów mechanicznych. Aktualnie jest to Nagietkowy scrub do twarzy rosyjskiej marki BANIA AGAFII.


O tym kosmetyku przeczytałam: 
Nagietkowy scrub do twarzy stworzony do delikatnej pielęgnacji cery suchej i wrażliwej. Naturalne składniki delikatnie oczyszczają skórę, likwidują złuszczanie się naskórka, uspokajają ją i nawilżają sprawiając, że skóra staje się miękka i elastyczna. Kwiaty nagietka to naturalny scrub stworzony dla cery suchej i wrażliwej. Olej z nasion marchwi bogaty w witaminy A i C nawilżające skórę, a organiczny wosk pszczeli ochrania ją przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych.


W przezroczystym, plastikowym słoiczku zamknięto 100 ml peelingu. Kolor kosmetyku jest dokładnie taki jak widać na zdjęciu. W peelingu zatopione są pokruszone płatki nagietka ale nie one są głównym składnikiem ściernym. Jest nim sól. Powszechnie wiadomo, że sól wysusza skórę ale w tym przypadku tak nie jest. W składzie peelingu znajdują się oleje i gliceryna, które zapewne nie dopuszczą do przesuszenia, a poza tym peeling przebywa krótko na skórze więc sól raczej nie zdąży jej wysuszyć. Peeling ma konsystencję kremową. Moim zdaniem jest odrobinę za gęsty ale nie ma tragedii tym bardziej, że zawsze peeling aplikuję na twarz spryskaną tonikiem lub hydrolatem co powoduje jego lekkie rozrzedzenie.

 
Nagietkowy scrub do twarzy nie jest bardzo mocnym zdzierakiem. Jest w sam raz do delikatnej skóry twarzy i, co najważniejsze, jest skuteczny. Mimo iż w jego składzie znajduje się masło shea i oleje, to nie jest kosmetykiem bardzo tłustym. Bardzo dobrze oczyszcza skórę pozostawiając ją miękką, gładką i prawie bez tłustej warstwy. Jego używanie umila bardzo ładny, kwiatowy zapach. Prawdę powiedziawszy wątpię w to, że źródłem tego zapachu są naturalne olejki eteryczne ale nie zmienia to faktu, że zapach bardzo mi się podoba. Po takim gruntownym oczyszczeniu cery pozostaje tylko nałożenie maseczki i buzia znacznie zyskuje na wyglądzie. Podsumowując jestem zadowolona z peelingu nagietkowego i nie żałuję, że go kupiłam.

     
Skład: Salt, Glycerin, Butyrospermum Parkii, Cocamidopropyl Betain, Calendula Officinalis Flower, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Daucus Carota Seed Oil, Organic Cera Alba, Tocopherol, Parfum.

niedziela, 5 marca 2017

Nowości marca




       Moje zasoby kosmetyczne powoli się zmniejszają. Jedne produkty już się skończyły, inne skończą się wkrótce, a więc trzeba było pomyśleć o uzupełnieniu braków i niedoborów. Zrobiłam więc niewielkie zakupy. Oto co kupiłam:



Kilka lat temu na polskim rynku kosmetycznym pojawiły się rosyjskie kosmetyki naturalne. Szybko zdobyły popularność i na większości blogów kosmetycznych (na moim też) można było znaleźć mnóstwo recenzji rosyjskich produktów. Teraz ten największy szał już minął ale kosmetyki rosyjskie mają już ugruntowaną pozycję na polskim rynku. Można je kupić nie tylko w sklepach internetowych. Coraz częściej widuję je w sklepach stacjonarnych. Są to sklepy zielarskie, a czasem też drogerie.
Ponieważ już od dawna nie miałam żadnego rosyjskiego kosmetyku postanowiłam odnowić tę znajomość i kupiłam kilka rosyjskich produktów. Oto one:



Kupiłam Szampon witaminowy do włosów tłustych - mroźne jagody od Natura Siberica i taki sam balsam do włosów. Są to duże butle po 400 ml każda. Kupiłam też Tonik do twarzy anti - age tej samej marki. Kolejnym rosyjskim kosmetykiem jest Scrub do twarzy nagietkowy marki Bania Agafii.
Kupiłam też dwa polskie produkty.



Pierwszym jest Woda różana od Make me BIO. Jest to mój pierwszy kosmetyk tej marki. Czytałam bardzo pochlebne recenzje tego hydrolatu i skusiłam się. Drugim produktem jest Mydło z masłem shea - neem, eukaliptus, drzewo herbaciane marki Orientana. Miałam już kiedyś dwa kosmetyki do twarzy od Orientany. Od tej pory firma znacznie poszerzyła swoją ofertę i niektóre z jej produktów mocno mnie kuszą i pewnie skuszą. Wszystkie kosmetyki kupiłam w tym sklepie.
To już wszystkie moje nowości. Następne będą w kwietniu, no, może w końcu marca.   

piątek, 3 marca 2017

DIY - peeling enzymatyczny




        Jakiś czas temu zrobiłam zakupy w sklepie z surowcami kosmetycznymi EcoSpa. Gdy dotarła do mnie paczuszka znalazłam w niej, oprócz zamówionych produktów, gratis w postaci zestawu do samodzielnego wykonania peelingu enzymatycznego. Zestaw przez pewien leżał, w końcu doszłam do wniosku, że trzeba wreszcie zrobić ten peeling. No i zrobiłam.


Okazało się, że peeling jest bardzo łatwy do zrobienia. Składa się tylko z dwóch substancji: enzymu z dyni i wielkocząsteczkowego kwasu hialuronowego roztwór 1%.

Te dwa składniki wystarczy połączyć w odpowiednich proporcjach i peeling gotowy. Dla uzyskania 30 ml peelingu zmieszałam 27 ml kwasu i 3g enzymu z dyni.

  
Każdy z tych składników miał postać przezroczystego żelu i taką samą konsystencję i wygląd ma gotowy peeling. Przełożyłam go do szklanego słoiczka.


O peelingu z enzymem z dyni przeczytałam:
"Enzym z dyni bardzo delikatnie złuszcza rozluźniając wiązania pomiędzy martwymi komórkami skóry bez jej podrażnienia. Enzym z dyni to bogactwo minerałów i różnorodność witamin (przede wszystkim A, E i C), roślinnych kwasów tłuszczowych, które korzystnie wpływają na stan skóry, a także źródło dużej ilości cennych fitosteroli skutecznie wygładzających zmarszczki, regenerujących skórę i działających przeciwalergicznie. Kwas hialuronowy to jedna z najpopularniejszych substancji nawilżających, dodatkowo pełni rolę promotora przenikania. Peeling sprawdzi się w pielęgnacji skóry wrażliwej, naczyniowej, suchej, dojrzałej, ale też normalnej, tłustej i trądzikowej. Przy regularnym stosowaniu skóra staje się znacznie bardziej wygładzona, ujędrniona, piękniejsza, rozświetlona i elastyczna, wyrównuje się jej koloryt."


Byłam bardzo ciekawa tego kosmetyku przede wszystkim dlatego, że jeszcze nigdy peelingu enzymatycznego nie miałam. Używam go 1-2 razy w tygodniu. Nakładam warstwę tego żelu na oczyszczoną twarz i po 10-15 minutach zmywam ciepłą wodą. Skóra po takim zabiegu jest dobrze oczyszczona i gładziutka, miła w dotyku i elastyczna. Można teraz nałożyć na twarz maseczkę lub od razu krem. Podoba mi się działanie tego preparatu, a także jego prostota i łatwość wykonania.
Peeling jest wydajny i po każdym użyciu niewiele ubywa go ze słoiczka. Dlatego nie ma sensu robienie go w większej ilości tym bardziej, że jego przydatność do użycia to tylko 2 miesiące.
Robicie same peelingi enzymatyczne? Może macie inne pomysły na takie peelingi?    

poniedziałek, 12 września 2016

AVALON ORGANICS Rozświetlający scrub do twarzy lawendowy Lavender Luminosity



       Wszystkie wiemy, że oczyszczanie jest bardzo ważnym, o ile nie najważniejszym, elementem pielęgnacji cery. Oczyszczanie to podstawa gdyż tylko czysta skóra jest w stanie wchłonąć odżywcze substancje z kremów i innych mazideł, jakimi raczymy nasze buzie. Ale czy takie codzienne oczyszczanie wystarcza? Moim zdaniem nie i dlatego zawsze mam w łazienkowej szafce jakiś naturalny, twarzowy peeling. Używam go 1-2 razy w tygodniu. Aktualnie jest to Rozświetlający scrub do twarzy lawendowy Lavender Luminosity od AVALON ORGANICS.


 
O kosmetyku przeczytałam:
"Scrub enzymatyczny o delikatnym zapachu lawendy - dobrze złuszcza za pomocą małych niczym piasek drobinek. Nie wysusza skóry i pozostawia ją dobrze oczyszczoną, odświeżoną i bardziej promienną. Scrub jest odpowiedni do cery wrażliwej i delikatnej - jest hypoalergiczny. Bezpieczny, skuteczny, zawiera certyfikowane składniki bez dodatkowych substancji zapachowych, ftalanów, sulfatów czy parabenów, które mają wpływ na układ hormonalny człowieka. Usuwa martwą, zszarzałą skórę, pozbawia ją martwych komórek i łuszczących się skórek. Odkrywa miękką, gładką i promienną cerę o żywym kolorze. Enzymy roślinne pochodzące z owoców, drobinki orzecha włoskiego oraz ekstrakty roślinne złuszczają bez podrażniania delikatnej i naczynkowej skóry."


 
Peeling otrzymujemy w tubie z miękkiego plastiku, znajduje się w niej 100 ml (113 g) kosmetyku. To całkiem sporo, a ponieważ jest to produkt bardzo wydajny, to połowa tubki jaka mi jeszcze została, wystarczy na długo.
Scrub ma postać lekkiego kremu w kolorze beżowym z widocznymi ciemniejszymi drobinkami. Te drobinki to sproszkowane łupinki orzecha włoskiego. Zgodnie z zapewnieniem producenta kosmetyk posiada delikatny zapach lawendy.


 
Peeling Lavender Luminosity bardzo dobrze wywiązuje się ze swojego zadania. Po umyciu twarzy i zroszeniu jej tonikiem nakładam peeling na twarz i wykonuję krótki, delikatny masaż. Po tym zabiegu skóra jest dobrze oczyszczona, gładka i miękka. Używam tego peelingu również do wygładzania szorstkich łokci i tu też uzyskuję bardzo dobry efekt. Jestem więc bardzo zadowolona z tego kosmetyku, bo czegóż więcej można chcieć od peelingu.
Jest jednak coś, co budzi moje zastrzeżenia. Peeling ten przedstawiany jest jako enzymatyczny. Nawet na tubce znajduje się napis Exfoliating enzyme scrub. Tak się złożyło, że nigdy nie miałam peelingu enzymatycznego. Zawsze używałam produktów tradycyjnych, ziarnistych, usuwających martwy naskórek mechanicznie. Wiadomo mi jednak, że peeling enzymatyczny nie zawiera żadnych drobinek. Jest to gładki krem lub emulsja, a martwy naskórek usuwany jest przez zawarte w nim enzymy, które go po prostu rozpuszczają. Taki peeling zalecany jest przede wszystkim do cer wrażliwych, naczynkowych i suchych. Chodzi o to, żeby przy tego rodzaju skórze uniknąć ewentualnych, mechanicznych podrażnień. Tymczasem w peelingu Avalon Organics znajdują się sproszkowane łupiny orzecha włoskiego i pumeks.  Co prawda w składzie kosmetyku jest bromelaina czyli enzym uzyskiwany z ananasa ale prawdopodobnie ma on wspierać mechaniczne oczyszczanie skóry. Myślę, że nazwanie tego peelingu enzymatycznym jest błędem. Jeśli kupi go osoba, której cera nie toleruje peelingu mechanicznego, to będzie zawiedziona, zostanie wprowadzona w błąd.


Peeling, podobnie jak wszystkie kosmetyki Avalon Organics, posiada certyfikat NSF. Więcej o tym certyfikacie pisałam tu.

Skład: Aloe Barbadensis Leaf Juice (1), Water (Aqua),  Caprylic/Capric Triglyceride, Juglans Regia (Walnut) Shell Powder (1), Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate SE, Cocos Nucifera (Coconut) Oil (1), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (1), Hydrogenated Palm Kernel Oil, Stearyl Alcohol, Borago Officinalis Seed Oil (1), Citrus Aurantifolia (Lime) Oil, Citrus Limon (Lemon) Peel Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil (1), Simondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil (1), Arnica Montana Flower Extract (1), Camellia Sinensis Leaf Extracr (1), Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract (1), Cucurbita Pepo (Pumpkin) Seed Extract (1), Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Rhizone/Root (1), Lavandula Intermedia Leaf/Flowe/Stem Extarct (1), Saccharomyces /Xylinum Black Tea Ferment (1,2), Citric Acid, Bromelain, Maltodextrin, Potassium Hydroxide,  Pumice, Stearic Acid, Tocopherol, Xanthan Gum, Alcohol (1), Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate,  Limonene, Linalool, Coumarin.  
1 - certyfikowane składniki organiczne,
2 - składniki konserwowane benzoesanem sodu.

czwartek, 26 maja 2016

Majowe nowości



       Od dłuższego czasu staram się ograniczać swoje kosmetyczne zakupy i chyba nie najgorzej mi to wychodzi. Staram się robić zakupy wówczas gdy jakieś kosmetyki się kończą i przeważnie są to zakupy niewielkie. Popełniłam takowe w tym tygodniu i chcę się Wam pochwalić nowymi nabytkami. Oto one:




Te dwie ciemne butelki to Cytrynowy szampon oczyszczający od AVALON ORGANICS i taka sama odżywka. Szampon ten polecała Anula i już od dawna miałam na niego ochotę. Chciałam go kupić razem z odżywką. Niestety, prześladował mnie pech. Ilekroć zabierałam się do złożenia zamówienia w sklepie Iwos to akurat nie było albo szamponu, albo odżywki, albo jednego i drugiego. Toteż gdy kilka dni temu zobaczyłam, że oba produkty są na stanie sklepu, postanowiłam je zakupić mimo, iż szampony jeszcze mi się nie kończą. Wreszcie mi się udało! Prawdopodobnie kupiłam ostatnią butelkę szamponu gdyż chwilę po tym, jak wrzuciłam ją do koszyka na stronie sklepu ukazał się komunikat, że szampon wyprzedano. Butelka z szamponem ma już nową szatę graficzną, która bardzo mi się podoba. Moim zdaniem jest ładniejsza od poprzedniej czyli takiej, jak na butelce z odżywką. W tubie znajduje się Rozświetlający scrub do twarzy lawendowy również od AVALON ORGANICS. Ten kosmetyk też od dawna mnie kusił, a ponieważ peeling do twarzy już mi się skończył, więc ten z czystym sumieniem wrzuciłam do koszyka. Ostatni produkt to Intensywnie odżywcze masło do ciała polskiej marki VIANEK. Olejku do ciała są już resztki, mam jeszcze balsam ale lubię mieć dwa różne mazidła do ciała i po kąpieli użyć tego, na które mam akurat ochotę. Z marki VIANEK nie miałam jeszcze niczego i chętnie przetestuję to masełko.

To już wszystkie moje wiosenne nowości kosmetyczne. Następne będą już w lecie gdyż w tej chwili nie mam potrzeby robienia większych, kosmetycznych zakupów.   

wtorek, 14 lipca 2015

SYLVECO Oczyszczający peeling do twarzy



 
         Bardzo lubię kosmetyki SYLVECO. Co prawda wypróbowałam dotychczas tylko kilka spośród nich ale na żadnym się nie zawiodłam. Czasem myślałam, że mając w swojej ofercie sporo kosmetyków do pielęgnacji twarzy (kremy, tonik, micel, żele myjące), Sylveco mogłoby pokusić się o wyprodukowanie również peelingu do twarzy. No i proszę, mówisz i masz! W ubiegłym roku na rynku pojawił się nie jeden ale dwa peelingi do twarzy tej marki. Od razu zaświeciły mi się do nich oczy ale zdołałam zachować zdrowy rozsądek i nie kupiłam ich natychmiast. Musiałam chociaż częściowo zużyć moje peelingowe zasoby. Dopiero wiosną tego roku kupiłam jeden z nich, a mianowicie Oczyszczający peeling do twarzy.


  
Producent tak opisuje kosmetyk: "Hypoalergiczny, kremowy peeling z korundem przeznaczony do oczyszczania skóry ze skłonnością do przetłuszczania, z rozszerzonymi porami. Drobinki ścierające są mocne i doskonale złuszczają martwy naskórek. Peeling zawiera ekstrakt ze skrzypu polnego o działaniu normalizującym pracę gruczołów łojowych, łagodzącym podrażnienia i przyspieszającym regenerację. Stosowany systematycznie dotlenia skórę, poprawia jej ogólny stan, zmniejsza pory i reguluje wydzielanie sebum."




Peeling otrzymujemy zapakowany w kartonik, w którym znajdziemy plastikowy słoiczek z metalową zakrętką, a w nim 75 ml kosmetyku. Jak to zwykle u SYLVECO bywa ścianki kartonika pokryte są informacjami na temat produktu. Jest tam również, co oczywiste, skład peelingu:




Po otwarciu słoiczka naszym oczom ukazuje się substancja wyglądająca jak krem. Leciutki, gładziutki kremik bez żadnych drobinek wskazujących na to, iż jest to peeling. Ale to tylko pozory. Wystarczy odrobinę tego kremu rozetrzeć między palcami żeby poczuć maleńkie, delikatne ziarenka. Jednak gdy masujemy nim twarz okazuje się, że ten lekki, delikatny kremik to porządny zdzierak. Tak działa zawarty w nim korund. Mimo to peeling nie rysuje skóry i nie podrażnia. Pozostawia ją czystą, gładką i jedwabistą w dotyku. 




Po minucie lub dwóch masażu twarz jest oczyszczona ale nie zawsze od razu zmywam peeling. Zawiera on ekstrakt ze skrzypu, a skrzyp jest cenną pod względem kosmetycznym rośliną. Wspaniale działa na skórę (na włosy i paznokcie też). Chcę więc czasem, żeby skóra mogła dłużej chłonąć dobrodziejstwa skrzypu i wchodzę do wanny nie zmywając peelingu. Robię to dopiero po kąpieli. W ten sposób skóra otrzymuje coś w rodzaju skrzypowej maseczki.
Ciekawy jest zapach tego peelingu. Gdy po raz pierwszy go powąchałam, wyczułam zapach ziołowy ale poprzez te zioła przebijała jeszcze inna woń. Dobrze mi znana ale z niczym nie mogłam jej skojarzyć. Dopiero po pewnym czasie przyszło olśnienie. To przecież zapach chrzanu! Oczywiście nie ostry, a łagodny i delikatny ale jednak zapach chrzanu. Nie mogłam skojarzyć gdyż nie spodziewałam się takiego zapachu w kosmetyku. Gdybym wąchała podobnie pachnącą potrawę, rozpoznałabym ten chrzan natychmiast. W sumie zapach do najpiękniejszych może nie należy ale jest dosyć przyjemny i nie przeszkadza mi.
Na uwagę zasługuje też fakt, że peeling jest bardzo wydajny. Wystarczy naprawdę niewielka ilość do wymasowania twarzy. Kupiłam go w końcu kwietnia, używam 1-2 razy w tygodniu i niewiele go ubyło. Te 75 ml starczy na długo.



Z peelingu jestem zadowolona i pewnie za jakiś czas wypróbuję tę drugą wersję czyli peeling wygładzający. Pomyślałam też, że skoro mamy już od Sylveco dwa peelingi do twarzy, to jakiś do ciała też by się przydał. I masełkiem do ciała też bym nie pogardziła. Najwyraźniej apetyt rośnie w miarę jedzenia :)   

          

niedziela, 23 listopada 2014

Moja aktualna pielęgnacja twarzy




          Nigdy jeszcze nie pisałam tego rodzaju postu ale widywałam takie na innych blogach i chętnie je czytałam. Dlatego postanowiłam też napisać taki post pokazując jednocześnie kosmetyki jakich aktualnie używam.

Wiadomo, że w pielęgnacji cery bardzo ważne jest jej oczyszczanie. Do codziennego oczyszczania używam takich kosmetyków:


 
Jak widać na zdjęciu moje oczyszczanie twarzy nie wymaga wielu kosmetyków. Do mycia używam naturalnych mydeł w kostce. Na zdjęciu mydełko Aleppo zawierające 20% oleju laurowego. Po umyciu twarzy mydłem przecieram ją lub spryskuję tonikiem. Do niedawna uważałam, że najlepszym tonikiem jakiego używałam jest Tonik Aloe Vera do cery wrażliwej Santaverde (klik) ale wygląda na to, że przebił go chorwacki Tonik z Komórkami Macierzystymi Róży Alpejskiej marki Nikel (klik). Z przyjemnością używam tego toniku ale, niestety, wkrótce się skończy. Napis na granatowej butelce widocznej na zdjęciu sugeruje, iż zawiera ona hydrolat z kwiatów pomarańczy. Kiedyś faktycznie zawierała ten hydrolat, a obecnie znajduje się w niej samorobiony tonik z czerwoną koniczyną. Używam go na przemian z tonikiem Nikel.

Po oczyszczeniu twarzy aplikuję na nią kosmetyki pielęgnacyjne.


 
Pod oczy stosuję krem organiczny krem Skin Blossom (klik), a na twarz aplikuję Organiczny odżywczy krem Skin Blossom (klik) lub Krem Przeciwzmarszczkowy Bio Logical (klik). Są to kremy lekkie. Jesienią i zimą stosuje przeważnie kremy bardziej treściwe. Jednak te dwa kremy zostały mi po lecie i nie chcę zaczętych kremów trzymać aż do wiosny. W tej sytuacji sama czynię je bardziej treściwymi dodając do nich po kilka kropli któregoś z tych olejów:




Na noc aplikuję na twarz jeden z tych olejów zamiast kremu lub Krem Ultraodżywczy Cicabaume marki Italchile (klik) z dodatkiem Żelu Regenerującego Aloe Vera marki Santaverde (klik).
Codzienne oczyszczanie cery mydłem i tonikiem nie jest wystarczające i od czasu do czasu trzeba zafundować jej bardziej dogłębne oczyszczanie. W tej roli niezastąpione są peelingi.




Peelingi do twarzy stosuję przeważnie raz w tygodniu, czasem dwa razy. Aktualnie mam do dyspozycji gotowy Delikatny peeling do twarzy marki Italchile (klik). Ma on postać kremu zawierającego maleńkie drobinki ziaren ryżu. Peeling dobrze oczyszcza skórę. Peeling - maska z kawą Wake Up marki Wild Earth (klik) ma postać proszku, który należy zmieszać z wodą lub olejem (lub z jednym i drugim). Pełni on rolę peelingu i maski. Ten produkt również dobrze oczyszcza skórę. Trzecim używanym przeze mnie peelingiem jest czarne mydło Savon Noir i rękawica Kessa. Nakładam Savon Noir na twarz i pozostawiam je na kilka minut, a potem bardzo delikatnie masuję skórę kessą. Moim zdaniem ten rodzaj peelingu jest najbardziej skuteczny. Wspaniale rozprawia się z zamkniętymi zaskórnikami występującymi na nosie w postaci małych, czarnych kropek.

Po dogłębnym oczyszczeniu cery za pomocą peelingu należy jej się porządne odżywienie co zapewniają dobrze dobrane do rodzaju cery maseczki.




W mojej pielęgnacji zdecydowanie królują maseczki glinkowe. Mam na myśli te, które robię ze sproszkowanych glinek. Obecnie mam tylko dwie glinki: marokańską rhassoul i błękitną glinkę kambryjską. Mieszam je z wodą lub hydrolatem i dodaję trochę któregoś z moich olejów. Od czasu do czasu do takiej maseczki dodaję spirulinę, która też ma świetne działanie na skórę. Na zdjęciu widnieje też maseczka różana marki Hesh. Użyłam jej dopiero jeden raz i jeszcze nie wyrobiłam sobie opinii na jej temat. 

Zawsze wydawało mi się, że moja pielęgnacja twarzy jest raczej skromna, taka mało rozbudowana. Jednak gdy na potrzeby tego postu powyciągałam swoje wszystkie "twarzowe" kosmetyki i zrobiłam im fotkę grupową, to okazało się, że jest ich tyle:


   
 Jak sądzicie? Czy taka ilość kosmetyków do pielęgnacji twarzy to przesada? Można to jeszcze uznać za coś w rodzaju normy?
  

środa, 10 września 2014

ITALCHILE Delikatny peeling do twarzy



      ITALCHILE to włoska firma produkująca kosmetyki naturalne na bazie oleju z dzikiej róży (Rosa Mosqueta). Moim pierwszym kosmetykiem tej marki jest Delikatny peeling do twarzy.



Firma ITALCHILE wykorzystuje do produkcji swoich kosmetyków olej z nasion dzikiej róży rosnącej w Chile. Jest to róża rdzawa (Rosa Rubignosa) zwana też różą muszkatołową lub piżmową (Rosa Mosqueta). Skąd tyle nazw? Nazwa "róża rdzawa" pochodzi od lekko brązowo - czerwonego odcienia liści tego gatunku róży, natomiast nazwę "róża piżmowa" kwiat ten zawdzięcza swojemu zapachowi przypominającemu piżmo.
Róża rdzawa wywodzi się z Europy, jest nawet uprawiana np. w Wielkiej Brytanii, natomiast w stanie dzikim porasta podnóża gór Andów w Chile. Ze względu na panujące tam specyficzne warunki klimatyczne olej z róży chilijskiej uznawany jest za najcenniejszy pod względem właściwości kosmetycznych i pielęgnacyjnych.

Olej z chilijskiej róży rdzawej ujędrnia i regeneruje skórę wnikając w jej głębsze warstwy, pobudza skórę do produkcji kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego. Ma działanie przeciwzmarszczkowe, wygładza skórę, likwiduje cienie i worki pod oczami. Nadaje się do pielęgnacji wszystkich rodzajów skóry.



Delikatny peeling do twarzy otrzymujemy w miękkiej, plastikowej tubie o pojemności 75 ml zamkniętej w kartoniku. Szata graficzna tuby i kartoniku zarówno tematycznie jak i kolorystycznie związana jest z różami i jest bardzo przyjemna dla oka. 

Peeling ma konsystencję kremu, a więc łatwo wycisnąć go z tubki. Jest biały i zupełnie gładki. Z wyglądu wcale nie przypomina peelingu. Szorstkie drobinki wyczuwa się dopiero wówczas gdy rozetrze się w palcach trochę kremu. Są to maleńkie cząsteczki ziaren ryżu.



Peeling ma ładny delikatny zapach, którego nie potrafię określić słowami. W każdym razie nie jest to zapach różany. Składają się nań olejki eteryczne z drzewa sandałowego, palisandru, palmarozy i ylang-ylang.

Peeling rzeczywiście jest bardzo delikatny. Drobinki ryżowe są bardzo maleńkie i nie można ich zaliczyć do mocnych zdzieraków. Mimo to dobrze wywiązuje się ze swojej roli. Dokładnie usuwa zanieczyszczenia i martwe komórki pozostawiając skórę czyściutką i wygładzoną. Po wykonaniu peelingu nie zmywam go od razu. Pozostaje na skórze przez czas trwania kąpieli. Niech skóra dłużej korzysta z dobrodziejstw oleju z róży. Dopiero po kąpieli zmywam peeling, przemywam skórę tonikiem i aplikuję krem.

Naturalność peelingu ITALCHILE potwierdza ceryfikat Cosmebio, a skład kosmetyku jest taki:




Delikatny peeling do twarzy kupiłam w sklepie Ecosme gdy był on w trakcie likwidacji. Jednak Ecosme znów istnieje! W nowej szacie oferuje znacznie większy wybór kosmetyków, a na powitanie nowych klientów sklep przygotował rabat 20% na cały asortyment. Zresztą, zobaczcie sami (klik).  

sobota, 21 czerwca 2014

WILD EARTH Peeling - maska Wake Up! z kawą



     Wiele razy pisałam, że bardzo lubię peelingi, zarówno te do ciała jak i te do twarzy. Dzisiaj chcę przedstawić Wam kolejny produkt tego rodzaju, a mianowicie Peeling - maska Wake Up! z kawą.



Peeling jest kosmetykiem egzotycznym, produkuje go firma WILD EARTH znajdująca się w dalekim Nepalu. Kosmetyki tej marki wytwarzają ręcznie nepalskie kobiety wykorzystując lokalne, naturalne surowce. Zobaczcie jak wygląda skład peelingu: łuska i ziarna ryżu, ciecierzyca, jęczmień, kawa arabska, żółta glinka, drewno sandałowe, słodkie migdały, ziarna sezamu, pestki pomarańczy, płatki róży damasceńskiej, czarny kardamon, olejek miętowy i cynamonowy. Same naturalne wspaniałości!




O peelingu możemy przeczytać:
"Peeling - maska zawiera tylko naturalne składniki, a jego stosowanie to prawdziwa przyjemność. Produkt posiada wyjątkowo drobną strukturę i delikatne elementy ścierne takie jak np. płatki różane, nasiona sezamu i bardzo drobną kawę....Peeling - maska doskonale wpływa na skórę wygładzając ją i łagodząc podrażnienia. Niweluje zmęczenie z twarzy i obrzęki pod oczami dzięki zawartości kofeiny oraz chłodzącego olejku miętowego."




Peeling zamknięty jest w małej, plastikowej buteleczce o pojemności 40 g. Buteleczka wypełniona jest dosłownie po brzegi. Gdy po raz pierwszy ją otworzyłam moim oczom ukazał się widok taki jak na powyższym zdjęciu. Proszek prawie się wysypywał! Tak, proszek, gdyż peeling ma właśnie postać proszku.




Peeling można stosować na dwa sposoby. Pierwszy jest bardzo prosty. Umytą i zwilżoną twarz masować niewielką ilością proszku, po czym spłukać ciepłą wodą. Natomiast jeśli chcemy mieć jednocześnie peeling i maseczkę musimy proszek wymieszać z ciepłą wodą lub olejkiem uzyskując konsystencję "błotka". "Błotko" nałożyć na twarz, a po 20 minutach pozostałością maseczki wykonać peeling i, oczywiście, spłukać.
Ja najczęściej wybieram ten drugi wariant trochę zmodyfikowany. Mieszam proszek z wodą i dodaję trochę oleju. Może to być dowolny, ulubiony olej. Uzyskaną masę nakładam na twarz, szyję i dekolt i od razu wykonuję peeling. Nie spłukuję go tylko wchodzę z tą maską do wanny i biorę kąpiel. Przez ten czas maseczka pozostaje na skórze, a po jej spłukaniu skóra jest gładziutka i odświeżona.
Peeling Wake Up jest produktem delikatnym. Elementy ścierające są bardzo drobne ale dobrze spełniają swoją rolę. Zapach określiłabym jako ziołowy z wyraźną nutą miętową. Ta mięta powoduje, że po nałożeniu maski na twarz mamy wrażenie delikatnego chłodzenia skóry. Krótko mówiąc jest to bardzo dobry i całkowicie naturalny kosmetyk. Z całą pewnością nie poprzestanę na jednym opakowaniu. Kupiłam go w sklepie Blisko Natury.


 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...