Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MARTINA GEBHARDT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MARTINA GEBHARDT. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 października 2018

Kilka kosmetycznych nowości



     Moje kosmetyczne zapasy systematycznie się zmniejszają i jestem z tego bardzo zadowolona. Kupuję teraz kosmetyki rzadziej i w mniejszych ilościach gdyż uważam, że gromadzenie nadmiernych zapasów nie ma sensu. Jednak czasem trzeba coś dokupić i tak właśnie uczyniłam. Dzisiaj kurier przyniósł mi paczuszkę z taką oto zawartością:



Kupiłam tylko te kosmetyki, które już się skończyły lub wkrótce się skończą. Włoską markę BIOFFICINA TOSCANA częściowo już poznałam. Uważam, że są to produkty godne uwagi i dlatego skusiłam się na Delikatny żel do mycia. Producent zapewnia, że żel można używać do mycia ciała, twarzy i do higieny intymnej. Zamierzam używać go głównie do higieny intymnej ale pewnie ciało i twarz też czasem nim umyję. LAVERA to marka popularna wśród zwolenniczek naturalnej pielęgnacji ale ja znam ją słabo. Od kilku lat używam pudru sypkiego tej marki (klik), a poza tym miałam jeden z kremów do rąk (klik), szampon i odżywkę z wyciągiem z kwiatów chmielu (klik), (klik) oraz łagodny szampon Basis Sensitiv (klik). Z tego ostatniego szamponu byłam wyjątkowo zadowolona postanowiłam więc poznać inne produkty z tej linii. Kupiłam Krem nawilżający do twarzy z koenzymem Q10 i Krem do rąk z bio-olejem migdałowym i bio-masłem shea. Kolejny produkt to Tonik do twarzy HydraPlus hiszpańskiej marki NAOBAY. Nie miałam jeszcze kosmetyków od NAOBAY i chyba nie miałam jeszcze żadnych hiszpańskich kosmetyków jeśli dobrze pamiętam. Tonik zawiera sok z aloesu i ekstrakt z prawoślazu. Mam nadzieję, że moja cera go polubi. Ostatni kosmetyk to Aloe Vera emulsja pielęgnacyjna do skóry wrażliwej i zmęczonej od MARTINY GEBHARDT. Miałam już tę emulsję i pisałam o niej tu. Bardzo podobało mi się jej działanie i dlatego postanowiłam do niej wrócić. Lubię czasem wracać do sprawdzonych, dobrej jakości kosmetyków, a ta emulsja (i parę innych produktów tej marki) z pewnością na to zasługuje.
Znacie te kosmetyki? 

niedziela, 13 sierpnia 2017

MARTINA GEBHARDT Happy aging maseczka rewitalizująca



    Maseczki to bardzo ważna część pielęgnacji mojej twarzy. Czas biegnie nieubłaganie, a wraz z nim postępuje wiotczenie skóry, powstaje coraz więcej zmarszczek. W tej sytuacji nie pozostaje nic innego niż zapewnienie skórze możliwie najlepszej pielęgnacji. Dlatego staram się systematycznie stosować maseczki. Systematycznie czyli dwa razy w tygodniu, w ostateczności raz w tygodniu jako niezbędne minimum. Najczęściej maseczki przygotowuję sama, na bazie glinek z różnymi dodatkami, które lubi i potrzebuje moja cera. Czasem jednak używam maseczek gotowych. Przydają się gdy leń dopadnie człowieka i nie chce się kręcić maseczkowej mazi samemu. Tym razem skusiłam się na Rewitalizującą maseczkę Happy Aging od MARTINY GEBHARDT.



Producent tak pisze o tym kosmetyku:
Bogata w witaminy maska, przeznaczona do cery dojrzałej powyżej 40 roku życia. Szlachetne oleje roślinne z migdałów, wiesiołka i pestek winogron oraz masło shea nawilżają i wzmacniają skórę. Maska posiada silne działanie antyoksydacyjne oraz dostarcza wysoko skoncentrowanej porcji składników odżywczych, działając wybitnie odmładzająco i rewitalizująco.
 Sposób użycia: 1-2 razy w tygodniu nałożyć na skórę grubą warstwę maski, przykryć ciepłym, wilgotnym ręcznikiem i pozostawić działaniu na około 15 minut. Niewchłonięte pozostałości usunąć za pomocą ciepłego, wilgotnego ręcznika.



Maseczkę zamknięto w charakterystycznym dla marki słoiczku z grubego, białego szkła. Po odkręceniu plastikowej zakrętki widzimy dodatkowe wieczko dzięki któremu mamy pewność, że nikt przed nami nie korzystał z zawartości słoiczka. Maseczka, podobnie jak większość kosmetyków tej marki, dostępna jest w dwóch pojemnościach: 50 ml i 15 ml. Podoba mi się takie rozwiązanie. Można kupić mniejsze opakowanie produktu, przekonać się czy odpowiada naszej cerze i wtedy, ewentualnie, zdecydować się na zakup opakowania pełnowymiarowego.


Maseczka Happy aging ma bardzo bogaty skład. Czego tam nie ma! Oleje, masła, hydrolaty, mnóstwo ekstraktów roślinnych, miód. Zresztą, przeczytajcie sami:
Skład: woda, oliwa z oliwek*, olej ze słodkich migdałów*, olej z wiesiołka**, olej z pestek winogron**, lanolina, wosk pszczeli*, masło shea**, masło kakaowe**, hydrolat z kwiatów pomarańczy*, hydrolat z kwiatów róży damasceńskiej*, miód*, wyciąg z liści aloesu*, olej z owoców rokitnika zwyczajnego*, wyciąg z marchwi*, tokoferol, wyciąg z korzenia czarnego bzu*, wyciąg z kory magnolii, wyciąg z liści herbaty chińskiej, esencja spagiryczna z liści aloesu*, złoto, srebro, siarka, tinktura z wanilii**, olejek z kwiatów róży damasceńskiej**, olejek z irysa florenckiego, geraniol***, cytronelol***.* - z upraw kontraktowanych przez Demeter,
** - z kontrolowanych upraw ekologicznych,
*** - komponenty naturalnych olejków eterycznych.


      Gdy po raz pierwszy otworzyłam słoiczek moim oczom ukazał się widok jak na zdjęciu powyżej. Olej wystąpił na powierzchnię kosmetyku. Zaniepokoiło mnie to. Może ta maseczka jest przeterminowana? Ale nie. Na etykietce przyklejonej do dna słoiczka widnieje data ważności: 28.05.2018. Nie ma więc mowy o przeterminowaniu. W składzie maseczki jest bardzo dużo olejów i pewnie dlatego oddzieliły się one od kosmetyku. Wystarczy całość zamieszać i składniki łączą się w jednolity krem o dosyć lekkiej konsystencji i kolorze dojrzałego banana. Ma też przyjemny zapach, który określiłabym jako kwiatowy z miodową nutą.



Producent zaleca przykrycie nałożonej na twarz maseczki ciepłym, wilgotnym ręcznikiem. Prawdę powiedziawszy nie bardzo mi się chce tak robić i stosuję maskę tradycyjnie. Myję twarz, robię peeling i nakładam maskę. Zgodnie z zaleceniem trzymam ją na twarzy 15 minut. Mamy teraz gorące lato więc nie widzę potrzeby dodatkowego dogrzewania skóry. Zaschnięcie maseczce też nie grozi ze względu na dużą zawartość olejów i maseł. W ciągu 15 minut większość maseczki się wchłania. Zazwyczaj robię maseczki wieczorem i wówczas to, co się nie wchłonęło usuwam chusteczką higieniczną i tak pozostawiam twarz na noc. Nie aplikuję już żadnego kremu ani serum, co najwyżej krem pod oczy. Rano cera jest gładka i delikatna, lekko napięta, dobrze odżywiona i nawilżona. Czasem jednak zdarza się, że (w dzień wolny od pracy) robię maseczkę rano. Wtedy nie wystarczy usunięcie resztek maseczki chusteczką gdyż skóra jest tłusta i błyszcząca. Trzeba twarz umyć i, jak zwykle, zaaplikować tonik i krem.


Dodatkowym plusem maseczki jest jej wydajność. Mam mały słoiczek (15 ml). Nakładam maseczkę dosyć grubo. Użyłam jej już trzy razy i zużyłam dopiero pół słoiczka. Spodziewałam się, że całość wystarczy mi na 2-3 razy, a tu miła niespodzianka. Krótko mówiąc odkryłam jeszcze jeden fajny kosmetyk Martiny Gebhardt. Kupić można go w tym  sklepie.     

wtorek, 13 czerwca 2017

MARTINA GEBHARDT Tonik z żeń-szeniem do cery wymagającej GINSENG




     Niedawno pisałam o toniku marki Eubiona, a dziś przedstawię inny tonik. Sprawdziłam, nie było to tak niedawno bo równo cztery tygodnie temu. Czas biegnie tak szybko, że wydaje się, że coś było całkiem niedawno, a tymczasem upłynęło już kilka tygodni. Dziś napiszę o Toniku z żeń-szeniem do cery wymagającej Ginseng od MARTINY GEBHARDT.


Producent tak pisze o toniku:
Bogaty w witaminy i składniki wspierające odbudowę naskórka tonik, przeznaczony do cery wymagającej powyżej 30 roku życia. Odświeża i intensywnie regeneruje przemęczoną skórę, zwiększając jej witalność i elastyczność.
Linia produktów z żeń-szeniem MARTINA GRBHARDT jest szczególnie bogata w witaminy i substancje budulcowe, które pomagają zachować witalność, elastyczność i zdolność do regeneracji cery wymagającej powyżej 30 roku życia.


Tonik ma wspaniały, naturalny skład, a wśród innych substancji znajduje się tam esencja spagiryczna z wyciągu z żeń-szenia. Żeń-szeń jest rośliną, której właściwości zdrowotne wykorzystywane są w tradycyjnej medycynie Dalekiego Wschodu od ponad 4000 lat. Jest również cennym surowcem kosmetycznym gdyż zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry, jest silnym antyoksydantem, poprawia ukrwienie skóry przez co skóra staje się zaróżowiona, gładka i sprawia wrażenie młodszej. Żeń-szeń detoksykuje organizm dzięki czemu skóra przestaje być szara i zmęczona. Ekstrakt z lipy działa przeciwzapalnie i nawilżająco, poprawia elastyczność skóry, łagodzi podrażnienia, ogranicza wydzielanie sebum. Hydrolat z oczaru wirginijskiego ma silne działanie antyoksydacyjne i łagodzi stany zapalne. Polecany jest do pielęgnacji cery dojrzałej, trądzikowej i naczynkowej.


Mała buteleczka z białego, grubego szkła zawiera tylko 30 ml toniku. Butelka wyposażona jest w atomizer, który sprawi, że te 30 ml starczy na dosyć długo. To bardzo ekonomiczny sposób aplikacji toników.
Toniku używam rano i wieczorem i bardzo lubię tę chwilę gdy na oczyszczoną skórę opadnie chłodna, odżywcza i delikatnie pachnąca mgiełka. Czekam chwilę aż tonik się wchłonie, a gdy mam bardzo mało czasu, wklepuję go w skórę jak krem. Skóra jest ukojona, odświeżona i nawilżona, gładka i elastyczna. Teraz już mogę przystąpić do nakładania kremu. Jest to bardzo dobry tonik i śmiało mogę zaliczyć go do najlepszych jakie miałam. Kupić można go w tym sklepie.


Skład toniku (INCI): Aqua (Water), Alcohol*, Panax Ginseng Root Extract**, Tilia Cordata (Linden) Flower Extract*,Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water*, Spagyric Essence (of Panax Ginseng Extract**, Aurum, Argentum, Sulfate), Melissae Officinalis (Balm Mint) Oil*, Myrtus Communis (Myrtle) Oil*, Aroma**, Citral***, Geraniol***, Limonene***, Linalool***.
* - składniki kontraktowane przez Demeter
** - składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych
*** - komponenty naturalnych olejków eterycznych.
Tonik GINSENG jest kosmetykiem biodynamicznym certyfikowanym przez Demeter. Podobnie jak wszystkie produkty marki Martina Gebhardt nie zawiera olejów mineralnych, parabenów, silikonów, składników pochodzących z martwych zwierząt, syntetycznych środków barwiących, zapachowych i konserwujących. Nie jest testowany na zwierzętach i jest produktem wegańskim.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

MARTINA GEBHARDT Aloe Vera emulsja do skóry wrażliwej i zmęczonej



      Z kosmetykami niemieckiej marki MARTINA GEBHARDT zapoznałam się stosunkowo niedawno, bo zaledwie kilka miesięcy temu. Były to kosmetyki z linii różanej i pisałam o nich tutu, a ponieważ zachwyciły mnie zdecydowałam się przetestować inną emulsję do twarzy tej samej marki. Tym razem jest to emulsja aloesowa.



Aloes często spotykamy w składach kosmetyków do twarzy, ciała i włosów. Nie dzieje się to przypadkiem gdyż ekstrakt z liści aloesu zawiera wiele cennych substancji jak: witaminy z grupy B, beta karoten, cholina, witamina C, minerały (wapń, żelazo, potas, chrom i inne), nienasycone kwasy tłuszczowe, substancje antybakteryjne, przeciwbólowe i przeciwzapalne, enzymy, ligniny, saponiny, cukry. Aloes wykazuje silne działanie antyoksydacyjne, spowalnia procesy starzenia się skóry, regeneruje i odmładza skórę, wspomaga leczenie trądziku i innych zmian skórnych, utrzymuje właściwe pH skóry, jest naturalnym filtrem UVA i UVB, łagodzi poparzenia słoneczne. To tylko niektóre właściwości kosmetyczne aloesu ale już to wystarczy do kosmetycznego wykorzystywania tej cennej rośliny.


O emulsji do skóry wrażliwej i zmęczonej przeczytałam:
"Lekka, nawilżająca emulsja o konsystencji delikatnego, chłodzącego mleczka. Przywraca uczucie wypoczętej i promiennej skóry oraz łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Przynosi ulgę przemęczonej i podrażnionej skórze. Polecana do regeneracji skóry po nadmiernej ekspozycji na działanie słońca."


Emulsja rzeczywiście ma bardzo lekką konsystencję i bardzo przyjemny kwiatowy zapach. Aplikuję go na oczyszczoną i zroszoną tonikiem twarz. Szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej ani lepkiej warstwy. Jak najbardziej nadaje się pod makijaż. Używam jej teraz czyli wiosną ale myślę, że będzie idealnym kosmetykiem na lato. Wspaniale nawilża skórę, łagodzi ewentualne podrażnienia. Rzadko zdarzają mi się jakieś wypryski czy inne niespodzianki na twarzy ale jeśli już coś takiego się zdarzy, to emulsja przyspiesza ich gojenie.  Jest kosmetykiem bardzo delikatnym myślę więc, że sprawdzi się na cerze każdego rodzaju.
Emulsja aloesowa zamknięta jest w opakowaniu charakterystycznym dla kosmetyków marki Martina Gebhardt czyli w butelce z grubego, białego szkła z pompką. Pompka spisuje się bez zarzutu. Charakterystyczne również dla kosmetyków tej marki jest to, że są one sprzedawane w opakowaniach różnej pojemności. Emulsję aloesową można kupić w pojemności 30 i 100 ml, co jest bardzo praktycznym rozwiązaniem. Ja mam buteleczkę 30 ml i jestem z tego zadowolona gdyż jest to kosmetyk bardzo wydajny i ta mała buteleczka wystarcza naprawdę na długo. Nie wiem kiedy bym zużyła 100 ml.
Emulsja do skóry wrażliwej i zmęczonej Aloe Vera jest kosmetykiem certyfikowanym przez DEMETER, niemieckie stowarzyszenie producentów ekologicznych, stawiające producentom wysokie wymagania i rygorystycznie je egzekwujące.


Skład emulsji: woda, oliwa z oliwek*, olej migdałowy*, masło shea**, masło kakaowe**, wyciąg z liści aloesu*, alkohol cetearylowy, hydrolat z kwiatów oczaru wirginijskiego*, lecytyna**, wyciąg z krwawnika*, wyciąg z korzenia czarnego bzu*, wyciąg z kory magnolii**, wyciąg z liści herbaty chińskiej*, olej z owoców rokitnika zwyczajnego*, alkohol cetylowy, esencja spagiryczna z liści aloesu*, złoto, srebro, siarka, olejek z jagodlinu wonnego**, nalewka z wanilii płaskolistnej**, olejek z ziela palczatki pogiętej*, cytral***, salicylan benzylu***, farnezol***, linalool***, benzoesan benzylu***, geraniol***, limonen***.

* - składniki pochodzące z upraw Demeter,
**- składniki pochodzące z rolnictwa ekologicznego,
***- składniki naturalnych olejków eterycznych.

Emulsję do skóry wrażliwej i zmęczonej Aloe Vera, a także inne kosmetyki marki Martina Gebhardt można kupić w tym sklepie.

     

piątek, 7 kwietnia 2017

Projekt DENKO styczeń - marzec 2017



     Pierwszy kwartał roku 2017 zleciał nie wiadomo kiedy i przyszła pora na pokazanie co udało mi się zużyć i wykończyć w tym czasie. Pustych opakowań zebrało się tyle:



Jak zwykle zacznę od kosmetyków do twarzy




1. DIY  Serum z ekstraktem z jabłka i zielonej herbaty - serum zrobiłam z gotowego zestawu kupionego w sklepie EcoSpa. Było to całkiem niezłe serum. Zużyłam do twarzy pod krem, a ponieważ było dosyć rzadkie więc dodawałam też je do maseczek glinkowych.

2. Olej ze słodkich migdałów - używałam go do twarzy zamiast kremu na noc, dodawałam też do maseczek glinkowych. Kilka razy użyłam też do ciała. Bardzo lubię olej migdałowy i zużyłam już sporo takich butelek. Z pewnością ta nie jest ostatnia.

3. EcoSpa hydrolat z róży geraniowej ekologiczny - jest to hydrolat o silnym działaniu nawilżającym i zmiękczającym. Czasem używałam go w charakterze toniku ale głównie służył do rozrabiania maseczek glinkowych. Poza tym bardzo podobał mi się jego zapach. Z pewnością kupię go jeszcze niejeden raz.

4. MARTINA GEBHARDT Rose emulsja z różą do cery suchej i wrażliwej - emulsja, podobnie jak wszystkie kosmetyki z linii różanej tej marki, odznacza się pięknym, różanym zapachem. Jest bardzo dobrym kosmetykiem, idealna na wiosnę i lato. Pisałam o niej tu. Jak najbardziej zasługuje na ponowny zakup.

5. EcoSpa Olej z pestek granatu zimnotłoczony - olej ten ma silne działanie antyoksydacyjne i dlatego często znajdujemy go w składzie kosmetyków odmładzających, regenerujących i przeciwzmarszczkowych. Olej jest bardzo gęsty, a więc używanie go solo raczej nie wchodzi w rachubę. Mieszałam go z innymi olejami (np. z migdałowym) i dodawałam do maseczek glinkowych. Z pewnością kupię następną buteleczkę.

6. LAVERA Puder sypki transparentny Trend Sensitiv - mój ulubiony puder. Zużyłam już kilka opakowań i nie zamierzam z niego rezygnować. Kolejne opakowanie już kupiłam i używam. Recenzję pudru znajdziecie tu.


Pielęgnacja włosów


7. ARGITAL  Szampon do włosów przetłuszczających się i przeciwłupieżowy - dobrze oczyszcza skórę i włosy ale dosyć mocno je plącze więc wskazane jest użycie odżywki. W sumie jest to dobry szampon, a więcej na jego temat przeczytacie tutaj. Zasługuje na ponowny zakup.

8. ARGITAL  Odżywka roślinna do każdego rodzaju włosów - moim zdaniem jest to całkiem dobra odżywka, moje włosy ją polubiły. Pisałam o niej tu . Czy kupię ją ponownie? Raczej tak.

9. EUBIONA  Odżywka do włosów z olejem z pestek winogron i ekstraktem z limonki - ta odżywka też sprawdziła się na moich włosach. Była bardzo przyjemna w użyciu i żałowałam kiedy się skończyła. Z pewnością kupię ją ponownie. Recenzję znajdziecie tutaj. 

10. EUBIONA  Szampon rewitalizujący do włosów przetłuszczających się - ten szampon też sobie chwaliłam. Był łagodny i jednocześnie skutecznie oczyszczał włosy i skórę. Warto kupić go ponownie. Więcej na jego temat przeczytacie tu.


Pielęgnacja ciała




11. BIOTURM  Żel do higieny intymnej - bardzo dobry produkt. Daje poczucie czystości i świeżości, a jednocześnie jest bardzo delikatny. Jak najbardziej zasługuje na ponowny zakup. O tym żelu i innych kosmetykach do higieny intymnej marki Bioturm pisałam tu. 

12. WELEDA  Krem do rąk z olejem rokitnikowym - na tym kremie trochę się zawiodłam. Spodziewałam się po nim lepszego nawilżenia i odżywienia skóry rąk. Pewnie ten krem lepiej by się sprawdził u kogoś, kto nie ma za bardzo wysuszonej skóry rąk. Dla mnie, niestety, był trochę za słaby i raczej nie kupię go ponownie. Recenzja znajduje się tu.     

13. PSZCZELA DOLINKA  Nawilżające tutti frutti do ciała - bardzo przyjemne masełko do ciała. Jest tłuste i dobrze odżywia skórę. Więcej o tym kosmetyku przeczytacie tutaj. Prawdopodobnie kupię je ponownie.

14. SCHMIDT`S  Dezodorant z bergamotką i limonką - był to mój pierwszy dezodorant w kremie. Jest skuteczny, wydajny, o pięknym, świeżym zapachu i prostym, naturalnym składzie. Czegóż chcieć więcej? Recenzję można przeczytać tutaj. Czy kupię ponownie? Oczywiście, że tak.

15. DIY  Balsam do ciała rozgrzewająco-ujędrniający - ten kosmetyk nazwałabym raczej masłem niż balsamem. Jest odżywcze i tłuściutkie ale dosyć dobrze się wchłania. Robi się je bardzo łatwo, a szczegóły znajdziecie tu

Mydełka


16. 94b hand made trzy mydełka: Konopie, Orient i Glinka rhassoul marokańska - bardzo dobre mydła naturalne. Wszystkie trzy oceniam bardzo wysoko. Pisałam o nich tu. Z pewnośćią kupię je ponownie. Te i inne mydełka tej marki.

17. PSZCZELA DOLINKA  Mydło ręcznie robione Miód z lipą - miodowe mydełko z dodatkiem naparu z lipy. Bardzo lubię miodowe mydła i to też bardzo mi odpowiadało. Z pewnością kupię je ponownie. Inne mydełka tej marki też.

18. LAWENDOWA FARMA  Mydło ręcznie robione metodą na zimno Krzepka Pokrzywa - jak wskazuje na to nazwa jest to mydło pokrzywowe. Jest przeznaczone nie tylko do mycia ciała ale też do mycia włosów. Ja jednak używałam tego mydła tylko do ciała, do mycia włosów wolę używać szamponów. Mydełko bardzo dobrze się sprawdziło i zasługuje na ponowny zakup.

10. SZTUKA MYDŁA  Miodostan mydło miodowe - kolejne mydełko z miodem ale zupełnie inne niż to z Pszczelej Dolinki. Pod względem jakościowym jest to bardzo dobre mydło ale drażnił mnie kształt kostki. Kostka jest niska ale szeroka prawie kwadratowa. Ten kształt sprawia, że mydło źle układa się w dłoniach, jest po prostu niewygodne. Szkoda, bo jego jakość jest godna uwagi. Nie wiem jeszcze czy kupię ponownie.

To już wszystko co zdołałam wykończyć w ciągu pierwszego kwartału bieżącego roku. Może nie jest to dużo ale kosmetyki naturalne są bardzo wydajne i każdy z nich starcza na długo. Poza tym nie chodzi przecież o to, żeby zużyć jak najwięcej kosmetyków gdyż każda z nas zużywa tyle ile potrzebuje.     

wtorek, 28 lutego 2017

MARTINA GEBHARDT Rose emulsja z różą do cery suchej i wrażliwej




     Kosmetyki niemieckiej marki MARTINA GEBHARDT już dawno zwróciły moją uwagę do czego walnie przyczyniły się blogowe recenzje. Wiadomo jednak ile jest marek kosmetyków naturalnych i, na dodatek, ciągle ich przybywa, a większość spośród nich chciałoby się poznać. I tak zapoznanie się z marką Martina Gebhardt ciągle odsuwało się w czasie. W końcu powiedziałam "dość tego" i zamówiłam kilka produktów z linii różanej. Pisałam już o Fluidzie pod oczy z różą, a dzisiaj przyszła kolej na Emulsję z różą do cery suchej i wrażliwej.


O emulsji przeczytałam: "Emulsja do pielęgnacji cery suchej i wrażliwej, stanowiąca delikatną i lekką alternatywę dla kremu różanego z linii ROSE. Doskonała jako podkład pod makijaż. Organiczne wyciągi z róży damasceńskiej łagodzą, nawilżają i przywracają równowagę delikatnej, odwodnionej skóry twarzy.
Regularnie stosowane, kosmetyki z różanej linii MARTINA GEBHARDT zapobiegają przedwczesnemu powstawaniu zmarszczek wspierając naturalną regenerację skóry. Działają łagodząco, harmonizująco i przywracają skórze właściwy poziom nawilżenia."


 Emulsję, podobnie jak fluid pod oczy, zamknięto w butelce z grubego, białego szkła wyposażonej w pompkę typu airless. Lubię opakowania airless gdyż pozwalają one na precyzyjne dozowanie kosmetyku.
Emulsja ma bardzo lekką konsystencję i z pewnością jest wymarzonym kosmetykiem na lato. Ja używałam go teraz, czyli zimą i też spisał się bardzo dobrze. Używałam emulsji na dzień, a więc rano po oczyszczeniu twarzy. Zgodnie z zapewnieniami producenta kosmetyk wchłania się całkowicie i nie pozostawia tłustej warstwy. Jak najbardziej nadaje się pod makijaż. Pozostawia skórę nawilżoną i mięciutką, a jego stosowanie umila piękny, subtelny, różany zapach. Moja skóra polubiła tę emulsję.


Skład emulsji: Water (Aqua), Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter**, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter*, Rosa Damascena (Rose) Extract*, Hibiscus Sabdariffa Extract*, Lecithin**, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Spagyrische Essenz (von Rosa Damascena (Rose) Extract*, Aurum, Argentum, Sulfate), Rosa Damascena (Rose) Oil**, Geraniol***, Eugenol***, Citronellol***.

* - składniki pochodzące z upraw kontraktowanych przez Demeter,
**- składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych,
***- komponenty naturalnych olejków eterycznych.


Bardzo podoba mi się jeszcze jedno, a mianowicie to, że kosmetyk dostępny jest w dwóch pojemnościach - 30 ml i 100 ml. Można kupić mniejszą buteleczkę żeby przekonać się czy emulsja będzie odpowiednia dla naszej cery. Moim zdaniem jest to bardzo praktyczne rozwiązanie.
Czy znalazłam jakieś minusy? Tak, jeden i dotyczy on działania pompki. Z początku pompka działała idealnie ale gdy zużyłam ok. 2/3 emulsji pompka zaczęła strzelać fochy. Dozowała maleńkie ilości kosmetyku, mniej więcej wielkości łebka od szpilki. Żeby uzyskać więcej trzeba było kilka razy ją odkręcać i zakręcać. Bardzo mnie to drażniło zwłaszcza, że działo się to rano kiedy to zazwyczaj nie ma się zbyt wiele czasu. W końcu pompka całkowicie odmówiła współpracy i musiałam zrezygnować z dalszego stosowania emulsji mimo iż w buteleczce jeszcze zostało jakieś półtora centymetra od dna. Widocznie trafiła mi się jakaś pechowa, felerna pompka. Nie umniejsza to jednak wartości samej emulsji, którą uważam za bardzo dobry kosmetyk. 

czwartek, 26 stycznia 2017

MARTINA GEBHARDT Rose fluid pod oczy z różą



     Kosmetyki pod oczy weszły już na stałe do pielęgnacji mojej twarzy. Ostatnim kosmetykiem tego rodzaju, o jakim pisałam był  Różany olejek-odżywka pod oczy marki Akamuti. Olejek jest bardzo wydajny i jeszcze się nie skończył ale używam go tylko na noc. W tej sytuacji trzeba było zaopatrzyć się w jakiś produkt na dzień. Wybrałam Rose Fluid pod oczy z różą MARTINY GEBHARDT. Kolejny różany kosmetyk.



O fluidzie przeczytałam: "Odżywcza, jedwabista emulsja pod oczy o intensywnie nawilżającym działaniu. Wyjątkowo łagodna receptura, bazująca na najszlachetniejszych olejach i wyciągach roślinnych, łagodzi wrażliwe partie skóry wokół oczu.
Regularnie stosowane, kosmetyki z różanej linii MARTINA GEBHARDT zapobiegają przedwczesnemu powstawaniu zmarszczek, wspierając naturalną regenerację skóry. Działają łagodząco, harmonizująco i przywracają skórze właściwy poziom nawilżenia."



Fluid zamknięto w buteleczce z grubego, białego szkła wyposażonej w pompkę typu airless, która zapewnia maksymalne wykorzystanie kosmetyku i długotrwałe zachowanie jego właściwości, a także pozwala na jego precyzyjne dozowanie. Butelka zawiera 30 ml fluidu, a to jest dużo jak na kosmetyk pod oczy.
Martina Gebhardt  produkuje kilka linii kosmetyków do pielęgnacji twarzy i ciała. Jedną z nich jest linia różana i, jak nietrudno się domyślić, fluid należy do tej właśnie linii. Ma on bardzo lekką konsystencję, delikatny, żółty kolor i piękny zapach. Jest to, oczywiście, zapach różany. Nie jest to jednak ostra, syntetyczna woń lecz delikatny aromat. Wąchając ten kosmetyk mam wrażenie, że wącham świeży kwiat róży.



A jakie jest działanie fluidu? Wspaniałe! Przede wszystkim bardzo dobrze i szybko się wchłania. Myślę, że jest to zasługa jego lekkiej konsystencji. Wspaniale nawilża i odżywia delikatną skórę wokół oczu pozostawiając ją miękką i wygładzoną. W składzie fluidu znajdziemy wiele wartościowych maseł, olejów, a także ekstraktów roślinnych uzyskiwanych zgodnie z zasadami spagiryki czyli starożytnego i całkowicie naturalnego sposobu ich wytwarzania opartego na trzech podstawowych procesach: fermentacji, destylacji i spalania. Być może właśnie dlatego kosmetyk ten odznacza się takim dobrym działaniem i jest tak przyjemny w użyciu. Może dlatego posiada tak piękny i naturalny różany zapach?


  
Skład: Aqua (Water), Prunus Amygdaluc Dulcis (Sweet Almond) Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter**, Theobroma Cacao (Cocoa) Seeg Butter*, Rosa Canina (Rose Hips) Fruit Oil**, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil**, Persea Gratissima (Avocado) Fruit Oil**, Rosa Damascena (Rose) Flower Extract*, Rosa Damascena (Rose) Flower Water*, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Tocopherol, Rosa Damascena (Rose) Flower Oil**, Santalum Album Oil**, Spagyrishe Essenz von Rosa Damascena (Rose) Flower*, Gold, Silver, Sulfur, Aroma**, Geraniol***, Eugenol***, Citronellol***.

* składniki pochodzące z upraw certyfikowanych przez Demeter
**składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych
***komponenty naturalnych olejków eterycznych.
Fluid pod oczy z różą, podobnie jak wszystkie kosmetyki Martiny Gebhardt, posiada certyfikat Demeter.


czwartek, 25 sierpnia 2016

Moje nowości




       Kosmetyczne zakupy! Która z nas tego nie lubi? Moje kosmetyczne zasoby znacznie się  już zmniejszyły i przyszła jakże miła chwila ich uzupełnienia. Moja lista zakupowa stale się wydłuża, przybywa na niej kosmetycznych marek do wypróbowania. Wybór nie jest łatwy ale jednak trzeba go dokonać.  Zobaczcie co tym razem wybrałam.



W sklepie Green Line kupiłam Intensywnie pielęgnujący krem do rąk od WELEDY. Jest to mój pierwszy kosmetyk tej marki. Dopiero teraz zauważyłam, że tubkę z kremem ustawiłam do zdjęcia odwrotnie, tyłem do przodu. Ale ze mnie gapa :) Postanowiłam też zawrzeć znajomość z marką MARTINA GEBHARDT i kupiłam Tonik różany do cery suchej i wrażliwej, Różaną emulsję pod oczy oraz Różaną emulsję do cery suchej i wrażliwej. Bardzo lubię różane kosmetyki, mam więc nadzieję, że ten zestaw przypadnie mi do gustu. Oprócz zamówionych kosmetyków w paczuszce znalazłam też dużo próbek.

Dzisiaj kurier przyniósł mi następną przesyłkę, tym razem ze sklepu Skarbiec Natury.



W Skarbcu Natury kupiłam Organiczny krem do rąk ABSOLUTE ORGANIC. Miałam kiedyś masło do ciała tej marki i byłam z niego zadowolona, więc może i krem do rąk dobrze się sprawdzi. O marce MADARA czytałam tyle pozytywnych i wręcz entuzjastycznych opinii, że już nie mogłam dłużej zwlekać z jej poznaniem. Na początek znajomości wybrałam Zaawansowany krem przeciwzmarszczkowy na dzień Age Defence - Time Miracle. Kupiłam też Fluid tonujący Moon Flower. Wybrałam małe opakowanie gdyż nie jestem całkiem pewna czy kolor będzie mi odpowiadał. I jeszcze EUBIONA. Kupiłam Szampon rewitalizujący do włosów przetłuszczających się i Odżywkę do włosów nawilżająco - nabłyszczającą. Nie jest to dla mnie marka zupełnie nowa gdyż miałam już krem do rąk i paznokci Eubiony. Był to bardzo dobry produkt, mam więc nadzieję, że na kosmetykach włosowych też się nie zawiodę.

Od dłuższego czasu robię sama krem magnezowy gdyż przekonałam się, że dostarczanie magnezu przez skórę jest bardzo dobrym sposobem na uzupełnienie niedoboru tego pierwiastka w organizmie. Niedawno skończył mi się ten krem i trzeba będzie ukręcić nową porcję. Niestety, większość surowców do wykonania kremu też się skończyła i musiałam je zakupić. Oto one.



W sklepie EcoSpa kupiłam Masło shea złote zimnotłoczone, Masło mango ekologiczne, Masło muru-muru amazońskie, Wosk pszczeli i Olej z pestek arbuza. W gratisie dostałam zestaw do wykonania Maski żelowej z biofermentem z alg i algami fucus do każdego rodzaju włosów.

Lato się kończy, jesień za pasem, potem zima i trzeba będzie ubierać się znacznie cieplej niż teraz, a te ciepłe ciuszki trzeba w czymś prać.



Z myślą o praniu wełnianych swetrów i bluzek kupiłam Ekologiczny płyn do prania wełny i jedwabiu oraz Ekologiczny płyn do płukania tkanin z wyciągiem z kwiatu lipy marki ALMAWIN. Pamiętam, że kiedyś bardzo pozytywnie o produktach do prania tej marki pisała Łucja z Agulkowego Pola. Kupiłam je w sklepie Green Line.

Na samym końcu pokażę Wam moje nowe mydełka. Oto one.



Mydełka polskiej marki Hagi skutecznie rozpropagowała w blogosferze Renia, postanowiłam wiec je wypróbować. Kupiłam trzy kostki, a mianowicie Naturalne mydło z masłem tucuma, Naturalne mydło z olejem z ogórecznika i Naturalne mydło ze skrzypem polnym. O mydłach z PSZCZELEJ DOLINKI też czytałam dużo dobrego. Skusiłam się więc na Mydło ręcznie robione Sam miód, Mydło ręcznie robione Mydlnica dla skóry atopowej i Mydło ręcznie robione Brzoskwiniowe mango. Mydło DUDU-OSUN nie jest dla mnie nowością gdyż już je kiedyś miałam. Mydełko było dobre, a więc gdy zobaczyłam, że jest w Rossmanie, kupiłam kosteczkę. Moje zapasy mydlanych kostek znacznie się już zmniejszyły, mogłam więc pozwolić sobie na ich uzupełnienie. 

To już wszystkie moje nowości. Starczą mi pewnie na dosyć długo. Co o nich myślicie? Podobają się Wam moje zakupy? 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...