Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MYDŁA I MYDEŁKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MYDŁA I MYDEŁKA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 sierpnia 2019

Mydła SVOJE



   SVOJE to kosmetyki tworzone z pasją, na Podlasiu. Naturalne, wytwarzane ręcznie, w niewielkich partiach. Kosmetyki powstają na roślinnych olejach, naparach i maceratach ziołowych. Bogate są w glinki, witaminy, naturalne olejki eteryczne, wosk i miód pszczeli. Mydła dojrzewają co najmniej 6 tygo9dni w suszarni, zanim trafią do sprzedaży. Wszystkie kosmetyki i surowce spełniają normy europejskie, a każda receptura jest starannie opracowywana i oceniana pod kątem bezpieczeństwa. Krótkie serie pozwalają na kosmetyk bezpieczny i zawsze świeży.
Bez: SLS, sztucznych barwników i syntetycznych zapachów.
Tyle przeczytałam na temat manufaktury SVOJE. Produkty tej marki widywałam już w niektórych sklepach internetowych ale dopiero niedawno pokusiłam się o zakup dwóch mydełek SVOJE. Były to mydła Lawenda i Żubrowe.


Mydełka marki SVOJE ważą po 100 g, zapakowane są w szary papier i opaskę z białego kartonu na której znajdziemy wszystkie potrzebne informacje.

Jako pierwsze do użytku trafiło mydło żubrowe.


Skąd taka nazwa mydełka? Ano stąd, że w swoim składzie zawiera macerat i ekstrakt z trawy żubrowej, tej samej której używa się do przyprawiania wódki o nazwie Żubrówka.
Skład mydła jest taki: zmydlony olej rzepakowy z ekstraktem z trawy żubrowej, zmydlony olej kokosowy*, napar z trawy żubrowej, wosk pszczeli, zmydlony olej z nasion konopi*, zmydlony olej z pestek słonecznika*, gliceryna**, miód z propolisem, młody jęczmień.
* - nierafinowane,
** - naturalnie występująca podczas procesu zmydlania.
Dzięki kumarynie zawartej w trawie żubrowej mydło ma zapach ziołowy kojarzący się z przyjemnym zapachem siana. Zapach nie jest jedyną zaletą kumaryny. Substancja ta posiada też właściwości nawilżające, antybakteryjne i zmiękczające.


Mydło żubrowe wytwarza obfitą pianę, która przybiera postać delikatnej emulsji. Używam go do mycia twarzy i ciała. Świetnie też sobie radzi w higienie intymnej. Jest bardzo delikatne ale dobrze oczyszcza skórę nie wysuszając jej i nie ściągając. Czego więcej można chcieć od mydła? 
W drugiej kolejności moją łazienkową mydelniczkę zajęło mydełko Lawenda.


Jest to kostka w kolorze beżowym z suszonymi pączkami kwiatów lawendy na jednym z boków mydełka. W jego składzie znajduje się napar z lawendy oraz lawendowy olejek eteryczny. Nic więc dziwnego, że mydło posiada wyraźny, piękny zapach lawendy.
Skład mydła: napar z lawendy, zmydlony olej rzepakowy, zmydlony olej kokosowy, zmydlone masło shea*, zmydlone masło kakaowe*, zmydlony olej rycynowy, olejek eteryczny lawendowy, miód z propolisem, wosk pszczeli, gliceryna, lawenda.
* - nierafinowane


Podczas używania mydełka pączki kwiatowe odpadają ale nie wpływa to na jego jakość. Mydło lawenda, podobnie jak żubrowe, wytwarza gęstą, obfitą pianę przypominającą emulsję. Uwielbiam mycie ciała taką kremową emulsją. Jest również delikatne. Nie wysusza i nie ściąga skóry ale dobrze ją oczyszcza. Pozostawia ją czystą, miękką, nawilżoną i pachnącą.



SVOJE to jeszcze jedna marka polskich mydeł naturalnych, mydeł bardzo dobrej jakości. Kąpiel z ich użyciem to sama przyjemność. Obowiązkowo będę musiała poznać ich pozostałe mydła, a także inne kosmetyki. W ofercie tej firmy znajdziemy też oleje i olejki eteryczne, hydrolaty, kosmetyki do pielęgnacji twarzy i do kąpieli. Myślę, że warto zapoznać się dokładniej z tą marką.

 

czwartek, 28 lutego 2019

Mydełka od DROP OF SOUL



     W grudniu, w tym poście, chwaliłam się nowymi, mydlanymi nabytkami. Dwa z nich już wypróbowałam i są to mydełka marki DROP OF SOUL.


 Producent tak pisze o swojej firmie: Jesteśmy małą, rodzinną manufakturą, w której powstają kosmetyki ręcznie robione na bazie wyłącznie naturalnych składników i w harmonii z naturą. W naszych produktach znajdziesz przemyślaną kompozycję naturalnych olejów, ziół, maseł roślinnych i maceratów. Wszystkie składniki sprowadzamy ze sprawdzonych i bezpiecznych źródeł tak, aby przygotować kosmetyki najwyższej jakości. Nasze kosmetyki to idealne rozwiązanie dla osób świadomych jak ważna jest bezpieczna pielęgnacja skóry i zdrowia. Dbamy o naszych bliskich,możemy też zadbać o Ciebie.
Jako pierwsze na łazienkowej mydelniczce znalazło się mydełko o nazwie Jaskółcze Ziele, a to dlatego, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z mydłem zawierającym w swoim składzie właśnie to zioło.


Producent pisze, że Mydło JASKÓŁCZE ZIELE to ukłon w stronę osób, które na co dzień walczą z problemami skórnymi. Zastosowane w recepturze zioła stosuje się w stanach zapalnych skóry. Oszczędny skład mydła to świadoma rezygnacja z substancji potencjalnie uczulających i wywołujących alergie. Mydło ze wskazaniem do skóry problematycznej, delikatnej i wrażliwej oraz do higieny intymnej.


Wszystkie mydła Drop of Soul opakowane są wyłącznie w papierowe opaski z grafiką odpowiadającą rodzajowi mydła. W pierwszej chwili byłam zdziwiona, że na opasce nie ma żadnych informacji np. składu. Dopiero po rozpakowaniu kostki okazało się, że pod opaską znajduje się mała etykietka, na której jest krótki opis mydełka i, oczywiście, skład.
Od razu powiem, że to mydło mnie zauroczyło. Wytwarza wspaniałą, gęstą pianę, która w miarę rozprowadzania jej po skórze zamienia się w aksamitną i jakby lekko tłustawą emulsję. Mydło rzeczywiście jest bardzo delikatne. Nie podrażnia zmienionych chorobowo miejsc na skórze, nie powoduje przykrego pieczenia. Jednocześnie bardzo dobrze oczyszcza skórę i nie powoduje jej wysuszenia ani uczucia ściągnięcia. Wspaniale sprawdziło się też w higienie intymnej. Dodam jeszcze, że Jaskółcze Ziele, jak wszystkie mydła tej marki, nie jest perfumowane, a to dobra wiadomość dla alergików. Posiada tylko delikatny zapach naturalnego mydła.
Skład mydełka: oliwa z oliwek, napar z jaskółczego ziela, olej kokosowy, macerat olejowy z: jaskółczego ziela, byliny piołunu, ziela wrotyczu, ziela przytulii.

Drugie wypróbowane przeze mnie mydło nosi nazwę Piwna Piana. Mydła z piwem też jeszcze nie miałam, a więc wzbudziło moją ciekawość.


Producent pisze, że PIWNA PIANA to mydło powstałe głównie z myślą o mężczyznach. Bazą receptury jest piwo chmielowe i olej konopny, które w połączeniu z olejem rycynowym, węglem aktywnym i zmacerowanymi ziołami daje wyjątkowy efekt myjący, pielęgnujący zarówno ciało, zarost jak również krótkie włosy.


Piwna Piana to ciemnozielona kostka z czarnym pasem przechodzącym przez jej środek. Domyślam się, że jest to część zawierająca węgiel aktywny. To, że mydło produkowane jest z myślą o mężczyznach nie oznacza, że kobieta nie może się nim myć. I ja właśnie aktualnie używam tej kostki. Myję nim ciało i twarz natomiast nie używałam go do higieny intymnej i nie myłam nim włosów. To mydło również wytwarza obfitą pianę i doskonale oczyszcza skórę. Nie wysusza jej, nie ściąga i pozostawia bardzo gładką. Gdy po raz pierwszy umyłam nim twarz byłam zaskoczona właśnie gładkością skóry. Zupełnie jakbym przed myciem zrobiła peeling twarzy, a przecież go nie robiłam. Może to węgiel tak działa? Jest to kolejne bardzo dobre mydło. Warto je wypróbować.
Skład mydełka: olej kokosowy, piwo jasne pełne, olej konopny, oliwa z oliwek, olej rycynowy, masło shea, macerat olejowy z: korzeń pokrzywy, ziele skrzypu, korzeń łopianu, chlorella, węgiel aktywny.
Wszystkie mydła Drop of Soul ważą po 100 g. Kupiłam je tu.
Znacie mydełka tej marki?    

wtorek, 12 lutego 2019

Kosmetyczni ulubieńcy roku 2018



    Dawno mnie tu nie było ale tak się złożyło, że od początku roku miałam dużo więcej pracy niż zazwyczaj i na blogowanie po prostu nie starczało czasu. Teraz sytuacja chociaż częściowo się unormowała, a więc będę mogła od czasu do czasu coś napisać. Ponieważ jest to mój pierwszy post w tym roku to zacznę od pokazania Wam moich kosmetycznych ulubieńców roku ubiegłego.




W roku 2018 jakieś nadzwyczajne kosmetyczne hity raczej mi się nie trafiały. Miałam za to dużo bardzo fajnych kosmetyków, a te, które szczególnie polubiłam zaraz przedstawię. Tak dla równowagi dodam jeszcze, że na kosmetyki, które z czystym sumieniem mogłabym nazwać bublami też nie natrafiłam z czego bardzo się cieszę.



Do mycia twarzy używam najczęściej mydeł naturalnych w kostkach. 1-2 razy w tygodniu robię mojej buzi peeling. Spośród produktów tego rodzaju najbardziej w roku ubiegłym przypadł mi do gustu BIOLOVE Peeling do twarzy z pokrzywą. Jest to kosmetyk delikatny ale skuteczny. Po oczyszczeniu twarzy spryskuję ją tonikiem. Za najlepszy spośród używanych w roku 2018 uważam NAOBAY Tonik do twarzy HYDRAPLUS. Zawiera on wiele wartościowych składników roślinnych, a moja cera bardzo go polubiła. Staram się jak najlepiej dbać o delikatną i wrażliwą skórę pod oczami. Za najlepszy produkt spośród kosmetyków podocznych uznałam UOGA UOGA Krem pod oczy Green Refreshment. Bardzo dobrze odżywia i nawilża skórę. Wchłania się szybko i całkowicie. Spośród kremów do twarzy moim numerem 1 był w ubiegłym roku Krem do cery dojrzałej z opuncją figową od EkoKrem. Jest to krem treściwy, o bogatym składzie. Delikatny, nie powoduje podrażnień, a wręcz przeciwnie, łagodzi je. Idealny na chłodne pory roku, późną jesień i zimę.



Ze względu na moją suchą skórę mazideł do ciała nigdy u mnie nie brakuje. Najczęściej są to oleje i masła ale dobrym balsamem też nie pogardzę. Taki własnie był Hagi Naturalny balsam z olejem konopnym i masłem cupuacu. Świetnie sobie radził z wymaganiami mojej suchej skóry i pozostawiał ją odżywioną, nawilżoną i gładką. Bardzo dobrze wspominam również NATURA SIBERICA Naturalny ujędrniający krem do ciała z ostem szkockim i jodłą syberyjską. Ten krem, podobnie jak balsam Hagi, dobrze odżywiał i nawilżał skórę czyniąc ją gładką i jedwabistą. Wykazał się też wyjątkową wydajnością, słoik (370 ml) wystarczył mi na kilka miesięcy. Skóra moich dłoni jest bardzo sucha i dlatego zużywam sporo kremów do rąk. W ubiegłym roku szczególnie spodobał mi się BIOLAVEN Odżywczy krem do rąk. Zupełnie przyzwoicie radził sobie z suchością moich rąk. Potrzebował chwili na całkowite wchłonięcie, a gdy to się już stało ręce były miękkie i gładkie, a suchość znikała. Dodatkowym atutem tego kosmetyku jest przystępna cena czyli kilkanaście zł za sporą tubę (100 ml). Do mycia ciała używam naturalnych mydeł w kostkach ale do higieny intymnej od jakiegoś czasu preferuję żele. Spośród tych, które miałam w ubiegłym roku za najlepszy uważam PHYTORELAX Żel do higieny intymnej z organicznym rumiankiem. Jest to kosmetyk bardzo delikatny ale pomimo tej łagodności jest skuteczny. Nie podrażnia i łagodzi ewentualne podrażnienia. Dobrze oczyszcza i pozostawia poczucie świeżości. Ostatnim produktem do pielęgnacji ciała jest peeling. Jest to kosmetyk mojej własnej produkcji. Wykorzystuję tu przepis na peeling cytrynowy z książki Klaudyny Hebdy "Ziołowy Zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu". Po raz pierwszy zrobiłam ten peeling jeszcze w roku 2017 i wykorzystuję go cały czas poddając go różnym modyfikacjom. Oprócz cytrynowego zrobiłam peeling pomarańczowy, arbuzowy, a obecnie używam peelingu z kiwi i sokiem z limonki. Uwielbiam te cukrowo-owocowe peelingi. Latem spróbuję wykorzystać owoce sezonowe np. truskawki, maliny, może jagody. Pole do popisu jest tu ogromne.



Jestem posiadaczką włosów przetłuszczających się i wrażliwego, skłonnego do podrażnień skalpu, a to powoduje, że muszę starannie dobierać włosowe kosmetyki. W ubiegłym roku szczególnie polubiłam OnlyBio Szampon do włosów przetłuszczających się. Urzekł mnie swoją delikatnością i jednocześnie skutecznością. Nie powoduje podrażnień skóry objawiających się uciążliwym swędzeniem lub pieczeniem. Takie szampony lubię. Kupiłam już następny szampon do włosów przetłuszczających się tej marki ale tym razem w wersji micelarnej. Jeszcze go nie używałam i mam nadzieję, że sprawdzi się równie dobrze. Kolejne kosmetyki do włosów, które dobrze wspominam to duet Szampon i odżywka od ALEPII. Ten szampon też jest bardzo delikatny i skuteczny ale posiada jeden minus. Otóż włosy po wysuszeniu są oklapnięte i prawie matowe. Zupełnie jakbym umyła je mydłem. Ratunkiem na to jest odżywka. Ta od ALEPII sprawdziła się bardzo dobrze. Powoduje, że włosy są miękkie, błyszczące i jedwabiste, a nawet lekko odbite od nasady. Polubiłam ten duet i z pewnością będę do niego wracać. Ostatni kosmetyk włosowy to Odżywka do włosów BIOLAVEN. Od razu mówię, że nie jest to żaden hit. Jest to poprawna odżywka niezłej jakości. Włosy po jej użyciu są błyszczące, miękkie i dobrze się układają. Gdyby jeszcze powodowała odbicie włosów u nasady nazwałabym ją hitem. Polubiłam ją jednak i już do niej wracałam. 



Każdy kto tu zagląda wie, że jestem zdecydowaną fanką naturalnych mydeł w kostkach. Nawet sama siebie nazywam mydłomaniaczką. W ubiegłym roku poznałam produkty kilku nieznanych mi wcześniej mydlarni, a mianowicie MORZE MYDŁAMIODOWA MYDLARNIA i DWORZYSK. Wszystkie te mydełka były świetne i byłam z nich zadowolona. Jednak z tej gromadki najbardziej do gustu przypadło mi Mydło lawendowe DWORZYSK. Być może dlatego, że lubię lawendę i jej zapach. W każdym razie zauroczyło mnie. Czarne mydła afrykańskie nie są mi obce ale w roku 2018 poznałam kolejne dwa. Są to SHAMASA Czarne mydło afrykańskie i Wschodnioafrykańskie czarne mydło od DUAFE. Te czarne mydła fascynują mnie. Mają taki zwykły, wręcz prymitywny wygląd ale działają luksusowo. Uwielbiam ich pianę zamieniającą się w kremową emulsję, która doskonale oczyszcza skórę ale jej nie wysusza i nie powoduje ściągnięcia. Dla mnie są to prawdziwe mydlane perełki.

To już wszyscy moi ulubieńcy roku 2018. Moim zdaniem są to dobre produkty i warto do nich wracać, co z pewnością będę czyniła. Nie znaczy to, oczywiście, że rezygnuję z poznawania nowych kosmetycznych marek. Jednak ostatnio dosyć często wracam do kosmetyków już wypróbowanych, które dobrze się u mnie sprawdziły.         

czwartek, 13 grudnia 2018

Mydlane nowości



      Moje mydlane zapasy znacznie się już skurczyły i przyszła pora na ich uzupełnienie. Tak się złożyło, że niedawno, zupełnie przypadkiem, natrafiłam w internecie na kilka nieznanych mi dotychczas mydlarni. Są to małe, rodzinne manufaktury produkujące mydła i inne kosmetyki z naturalnych surowców. Wiedziałam już więc gdzie dokonam mydlanych zakupów. Tym sposobem moja kolekcja zwiększyła się o dziesięć nowych kostek. Oto one:



A teraz po kolei. Pierwsza z tych mydlarni nosi nazwę Drop of soul.



Kupiłam tu trzy mydełka: Ryżowe, Jaskółcze ziele i Prawoślaz. Czwarte mydełko o nazwie Piwna piana dostałam gratis.

Druga mydlarnia to Pracownia Dotyk Kreacji.



Z oferty tej mydlarni wybrałam dwa mydełka. Jedno nosi nazwę Konopie i Żywokost, a drugie Nagietek i Pomarańcza.

Kolejna marka to MIKUNO - Manufaktura kosmetyków.



Tu również kupiłam dwa mydełka. Jedno z nich to Naturalnie kawowe mydło do ciała, a drugie Naturalnie nagietkowe mydło do ciała.

Ostatnie dwa mydełka pochodzą z manufaktury DUAFE.



Tych mydeł nie kupiłam. Podarowała mi je Bianka. Dzięki niej mam możliwość poznania kolejnych afrykańskich mydeł. Jedno z nich nosi nazwę Neem, drugie to Aloebaobab. Kostki zapakowane są w pergamin, a ponadto każda z nich ukryta była w kolorowym, płóciennym woreczku.
Żadnego z tych mydeł jeszcze nie używałam. Jednak sądząc po ich składach mam przeczucie graniczące z pewnością, że są to bardzo dobre produkty. Mam nadzieję, że moje przeczucia okażą się zgodne z rzeczywistością.
A może Wy znacie te mydełka? 

piątek, 19 października 2018

MORZE MYDŁA




       MORZE MYDŁA to mała, rodzinna manufaktura kosmetyczna w Świnoujściu. Właściciele tak o niej piszą: Morze Mydła to niepowtarzalne receptury, najwyższej jakości surowce ale przede wszystkim pasjonujące rzemiosło, którego efektem jest odrobina naturalnego luksusu w czasach masowej produkcji. Wierzymy w to co naturalne i nie uznajemy kompromisów w kwestii sztucznych aromatów, barwników i wypełniaczy, a drzemiąca w nas pasja sprawia, że ciągle się rozwijamy i eksperymentujemy niezmiennie inspirując się naturą.
Jakiś czas temu kupiłam trzy mydełka tej marki, a mianowicie kostki o nazwach: Lawenda i Pokrzywa, Nagietek i Rumianek oraz mydło Rokitnik.



Mydełka, jak to zazwyczaj u mnie bywa, musiały trochę poczekać w kolejce ale w końcu doczekały się swojego miejsca w łazience. Jako pierwsze wzięłam do użytku mydło Nagietek i rumianek.



Skład mydła po polsku ze strony sklepu: Woda, nierafinowany i organiczny olej kokosowy, olej rzepakowy, oliwa z oliwek pomace, kozie mleko, organiczne masło shea, nierafinowany olej słonecznikowy, wodorotlenek sodu, olej rycynowy, wosk pszczeli żółty, koszyczek rumianku (w postaci naparu), koszyczek nagietka (w postaci naparu i płatków), organiczny ekstrakt z rozmarynu w oleju rzepakowym (naturalny antyoksydant).



Mydełko Nagietek i rumianek rewelacyjnie się pieni. Wytwarzana przez nie piana jest aż gęsta i kremowa. Czytałam gdzieś, że bardzo dobrze pienią się mydła zawierające w swoim składzie olej kokosowy, a tu ten olej jest na drugim miejscu składu, zaraz po wodzie. Wygląda na to, że jest go najwięcej ze wszystkich olejów użytych przez producenta do wytworzenia tej kostki. Mydełko ma bardzo delikatny zapach, określiłabym go jako mydlano-ziołowy. Producent poleca je alergikom i posiadaczom skóry wrażliwej. Ze względu na delikatność tego mydełka poleciłabym je także do mycia małych dzieci.
Jako drugie na łazienkowej mydelniczce wylądowało mydło Lawenda i pokrzywa.



Skład mydła: Woda, nierafinowany i organiczny olej kokosowy, olej rzepakowy, oliwa z oliwek pomace, kozie mleko, organiczne masło shea, nierafinowany olej słonecznikowy, wodorotlenek sodu, olej rycynowy, francuska glinka zielona, wosk pszczeli żółty, lawendowy olejek eteryczny, liść pokrzywy (w postaci naparu), paczulowy olejek eteryczny, organiczny ekstrakt z rozmarynu w oleju rzepakowym (naturalny antyoksydant) oraz Linalool, Limonene, Geraniol czyli naturalnie występujące składniki olejków eterycznych.



Producent pisze, że Mydło Lawenda i Pokrzywa to zielony detox czyli doskonałe połączenie mineralnego bogactwa francuskiej, zielonej glinki, odżywczych olei roślinnych i koziego mleka z naparami ziołowymi. Poleca to mydło osobom o skórze wrażliwej i problematycznej ze skłonnością do przetłuszczania się. To mydełko również doskonale się pieni, a jego zapach też kojarzy mi się z ziołami. Jest on jednak inny niż zapach poprzedniej kostki i bardziej wyraźny.
Trzecia kostka to Mydło rokitnik.



Skład mydła: Nierafinowany i organiczny olej kokosowy, woda, olej rzepakowy, organiczne masło shea, kozie mleko, nierafinowany olej słonecznikowy, wodorotlenek sodu, olej z owoców rokitnika, olej rycynowy, oliwa z oliwek pomace, wosk pszczeli żółty, geraniowy olejek eteryczny, paczulowy olejek eteryczny, rozmarynowy olejek eteryczny, płatki bławatka, organiczny ekstrakt z rozmarynu w oleju rzepakowym (naturalny antyoksydant) oraz Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool czyli naturalnie występujące składniki olejków eterycznych.



Mydło Rokitnik ma piękny, pomarańczowy kolor który zawdzięcza olejowi z rokitnika. Podobnie jak dwa poprzednie mydełka pieni się wspaniale ale jego piana nie jest biała tylko żółta. Jest to taki delikatny i przyjemny żółty kolor. To chyba też zasługa oleju rokitnikowego. Spośród wszystkich trzech kostek mydło rokitnik ma najbardziej wyrazisty zapach, który, niestety, nie zachwyca mnie. Jednoznacznie kojarzy mi się z apteką ale, na szczęście, nie pozostaje długo na skórze.

Mydełka opakowane są w folię (szkoda, że nie w papier) i owinięte papierowymi opaskami z przyjemną dla oka grafiką i ze wszystkimi potrzebnymi informacjami. Każda kostka ma na jednym boku wyraźne nierówności. Domyślam się, że mają one symbolizować wzburzone morskie fale.
Porównując składy tych mydełek można zauważyć, że w każdym z nich znajdują się te same oleje: kokosowy, rzepakowy, słonecznikowy i oliwa z oliwek pomace. Poza tym takimi stałymi składnikami są: wosk pszczeli i mleko kozie. Wygląda na to, że jest to taka baza podstawowych składników. Producent łączy je z różnymi dodatkami np. z innymi olejami, ekstraktami i maceratami ziołowymi, z różnymi olejkami eterycznymi,  z glinką,  czy z kakao i masłem kakaowym  i w ten sposób uzyskuje różne mydełka. Mydlarnia Morze Mydła produkuje jeszcze jedno mydełko o nazwie Czekolada i Mięta i tam właśnie dodane jest kakao i masło kakaowe ale tego mydła jeszcze nie miałam.



Przetestowałam już wszystkie trzy mydełka i muszę powiedzieć, że spodobały mi się. Jak już wspomniałam wszystkie obficie się pienią. Uwielbiam tę ich gęstą, kremową pianę. Myję nimi ciało i twarz, używam też ich do higieny intymnej. Wszystkie są delikatne ale za najdelikatniejsze uważam mydło Nagietek i Rumianek. Bardzo dobrze oczyszczają skórę. Nie wysuszają jej, a to jest dla mnie bardzo ważne gdyż mam na ciele właśnie suchą skórę i dodatkowe wysuszenie raczej nie jest jej potrzebne. Lubię też myć nimi twarz. Tu również nie wysuszają skóry i nie powodują uczucia ściągnięcia. Pozostawiają cerę czystą i gładką, gotową na przyjęcie kosmetyków pielęgnacyjnych. Są to naprawdę dobre mydła i z pewnością do nich powrócę. Kupiłam je w internetowym sklepie producenta
Znacie mydła tej marki?      

poniedziałek, 3 września 2018

DWORZYSK Mydło lawendowe



        W naszym kraju powstaje coraz więcej małych, rodzinnych mydlarni. Przybywa ich niczym grzybów po deszczu. Jako zdeklarowaną mydłomaniaczkę bardzo mnie to cieszy gdyż jest coraz większy wybór naturalnych mydeł w kostkach. Jedną z takich mydlarni jest Dworzysk. Powstała w Puszczy Knyszyńskiej na Podlasiu, a jej nazwa pochodzi od nazwy miejscowości, w której się znajduje.
Będąc na warszawskich targach Ekocuda w kwietniu ubiegłego roku kupiłam Mydło lawendowe marki Dworzysk. Leżało w zapasach długo, bo prawie półtora roku ale w końcu doczekało się miejsca na łazienkowej mydelniczce.



Producent tak pisze o tym mydełku:
Mydło przygotowane z najwyższej jakości naturalnych składników. Ekstrakt z lawendy działa na skórę odmładzająco i odprężająco. Ma on silne właściwości antyseptyczne i przeciwbakteryjne. Olejek lawendowy jest polecany do każdego rodzaju skóry. Oczyszczające właściwości lawendy uzupełniliśmy łagodzącym działaniem różowej glinki francuskiej.



Mydło lawendowe Dworzysk to niewielka, ważąca 110 g, kostka opakowana w szary papier i przewiązana cienkim sznureczkiem. Podoba mi się takie ekologiczne opakowanie. Znajdziemy na nim, oczywiście, wszystkie potrzebne informacje.



Mydełko ma kolor zbliżony do tego na zdjęciach, a w jednym z boków kostki zatopione są suszone kwiaty, a właściwie pąki kwiatów lawendy. Wygląda to interesująco ale w trakcie zużywania kostki pączki stopniowo wypadają, co jest zjawiskiem naturalnym.
Mydło wspaniale się pieni. A jak pachnie? Pachnie lawendą ale jest to zapach lawendy w duecie z wonią mydła. Takiego prawdziwego, naturalnego mydła. To połączenie zapachów bardzo mi się podoba i, po prostu, kojarzy mi się z czystością. Uwielbiam te chwile gdy ta pachnąca, kremowa i niemal gęsta piana otula moją skórę. Po takiej kąpieli skóra jest dobrze oczyszczona ale nie przesuszona. Myję tym mydłem całe ciało ale i twarz. W charakterze myjadła do twarzy ta lawendowa kostka też spisuje się bez zarzutu. Nie wysusza cery i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Jest też świetnym środkiem do higieny intymnej.


Skład mydła: olej kokosowy, oliwa z oliwek, masło shea, olej lniany, olejek eteryczny lawendowy, glinka różowa, kwiat lawendy wąskolistnej.

Nie spodziewałam się, że ta lawendowa kostka tak mnie zauroczy. W przeciwnym wypadku nie leżałaby tak długo w zapasach. Teraz mam ochotę na wypróbowanie pozostałych mydełek z mydlarni Dworzysk. A Wy znacie mydełka tej marki?   

środa, 30 maja 2018

Mydełko z Tajlandii



    To mydło kupiłam w warszawskim sklepie TK Maxx już dawno, bo około roku temu. Było tam kilka mydeł z tej serii, ja wybrałam Mydło z węglem bambusowym i mlekiem.



Kostka była duża, ważyła 250 g. Trudno byłoby obracać ją w dłoniach, a więc przekroiłam ją na dwie części.



Otrzymałam dwie i tak dosyć duże kostki. Jedną z nich zużyłam już kilka miesięcy temu, druga aktualnie króluje na łazienkowej mydelniczce.
Mydełko wytwarza obfitą, kremową pianę. Ta piana na ogół jest biała ale zdarza się, że ma kolor jasnej szarości. Nietrudno się domyślić, że ta szarość, a także ciemne wzory na mydle to zasługa węgla bambusowego.
Myję tym mydłem twarz i całe ciało. Bardzo dobrze oczyszcza skórę. Nie wysusza jej i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Sprawdza się również w higienie intymnej. Działa tak jak większość mydeł naturalnych.



Pozostaje jeszcze kwestia zapachu. Mydełko pachnie bardzo przyjemnie, dosyć intensywnie ale bez przesady. Nie potrafię określić słowami tego zapachu. Niestety, nie kojarzy mi się z naturalnymi aromatami olejków eterycznych. Najprawdopodobniej jest to syntetyczna substancja zapachowa. W składzie jest ona określona jednym słowem: fragrance. Mleko też jest określone jednym słowem: milk. Myślę, że jest to mleko krowie. Gdyby było inne np. kozie czy ośle to producent prawdopodobnie napisał by to w składzie.
Całkowity skład mydła jest taki:



Skład jest w porządku. Oprócz oleju palmowego na pierwszym miejscu mamy olej kokosowy, ryżowy i trochę oleju winogronowego. Moje wątpliwości budzi tylko to fragrance. Cieszę się jednak, że mam możliwość poznać mydło z jeszcze jednego egzotycznego kraju. Wcześniej nie miałam jeszcze żadnego kosmetyku z Tajlandii. Znacie kosmetyki z tego kraju? 

czwartek, 3 maja 2018

Czarne mydło afrykańskie po raz kolejny



    O czarnym mydle afrykańskim pisałam już kilka razy. Możecie o nim przeczytać tutu i tu. Oczywiście każde z tych mydeł jest inne mimo iż są do siebie podobne i noszą takie same nazwy. Mydło o którym dzisiaj piszę nosi nazwę Wschodnioafrykańskiego czarnego mydła Alata Samina i otrzymujemy je od firmy DUAFE. Jest to firma założona i prowadzona przez polsko - ganijskie małżeństwo. które sprowadza to mydło oraz inne produkty z Ghany i sprzedaje je w sklepie internetowym o tej samej nazwie (klik). 
Swoją kostkę dostałam od Bianki, która dobrze wie co lubię i od czasu do czasu przysyła mi różne kosmetyczne nowości z mydełkami na czele. Wcześniej nie znałam marki Duafe, nawet o niej nie słyszałam.



Mydło opakowano w pergamin i w czarny papier na którym naklejona jest pomysłowa etykietka w kształcie konturu Czarnego Lądu. Po drugiej stronie kostki naklejona jest druga etykieta na której znajdują się wszystkie potrzebne informacje.
Producent pisze, że Od wieków mieszkańcy zachodniej Afryki używają czarnego mydła aby zapewnić sobie gładką i piękną cerę. Pomaga ono przy problemach z trądzikiem, tłustą cerą, zapaleniami, przebarwieniami. To mydło nie tylko do twarzy, używa się go również do mycia włosów jako odżywkę oraz do całego ciała, a nawet do mycia zębów.Świetnie nadaje się do usuwania makijażu.Przynosi ulgę osobom z uczuleniami i anemiami skórnymi. Nie zawiera związków SLS, kolorantów ani sztucznych zapachów.


Mydło Alata Samina to spora kostka ważąca 150 g. Z wyglądu najbardziej przypomina mydło Shamasa. Też jest koloru brunatnego ale niejednorodnego, są tu różne odcienie brunatności. Podobnie jak Shamasa nie ma jednolitej struktury. Wygląda jakby było ulepione z wielu małych cząstek. Jednak w odróżnieniu od Shamasy to mydło jest twarde. Mimo to łatwo rozmięka i należy przechowywać je na mydelniczce z odpływem wody. Do mydelniczki przykleja się i brudzi ją. Nie przeszkadza mi to jednak gdyż te drobne niedogodności w pełni rekompensuje wspaniałe działanie mydła.


Wytwarza ogromne ilości piany. Piana jest w kolorze beżowym i nie składa się wyłącznie z bąbelków. W głównej mierze jest to delikatna, kremowa emulsja. Z przyjemnością rozprowadzam ją po skórze. Myję tym mydłem twarz i całe ciało. Wspaniale oczyszcza skórę. Po prostu po umyciu wyczuwa się jej nadzwyczajną czystość. Na twarzy pięknie domyka moje rozszerzone pory na nosie. Pozostawia cerę gładziutką. Nie wysusza jej i nie powoduje ściągnięcia. Bez problemu zmywa makijaż. Nie mam akurat żadnych niedoskonałości na skórze więc nie mogę stwierdzić jak działa w takich przypadkach. To mydło mnie oczarowało. Zadziwiające jest to, że tak dobrze oczyszcza skórę, a jednocześnie jest delikatne. Zasługuje na to, żeby do niego wracać i ja zamierzam to robić. Dziękuję też Biance za to, że umożliwiła mi poznanie tego cudownego mydełka. To był strzał w dziesiątkę!


I jeszcze skład mydła: łupiny owoców kakaowca (źródło potasu), olej palmowy, olej kokosowy, masło shea, woda.        

czwartek, 15 marca 2018

MIODOWA MYDLARNIA Mydło naturalne Plaster Miodu



        Zapewne nie tylko ja zauważyłam, że mamy w naszym kraju coraz więcej mydlarni. Wyrastają jak przysłowiowe grzyby po deszczu. Są to małe, rodzinne manufaktury wytwarzające naturalne mydła w kostkach, a często również inne kosmetyki. Jedną z takich manufaktur odkryłam niedawno. Jest to MIODOWA MYDLARNIA. Wytwarzane są tam mydła w kostkach oraz inne kosmetyki w większości z miodem, woskiem i pyłkiem pszczelim. Właściciele mydlarni pozyskują produkty pszczele z własnej pasieki znajdującej się na skraju Puszczy Knyszyńskiej. Pierwszym produktem Miodowej Mydlarni jaki wypróbowałam na własnej skórze jest Mydło naturalne Plaster Miodu.



Producent pisze, że To unikatowe mydło bardzo przypomina prawdziwy plaster miodu: zawiera miód, wosk i pyłek pszczeli. Kompozycja tych cennych odżywczo-pielęgnacyjnych produktów wraz z oliwą z oliwek, olejem kokosowym, olejem rycynowym i olejem z palmy daje mydło wyjątkowo miłe w użyciu. Delikatnie myje pozostawiając skórę dobrze natłuszczoną, nawilżoną i gładką. Nadaje się do pielęgnacji każdego rodzaju cery ze wskazaniem na skórę suchą, wrażliwą i normalną. Sprawdzi się też doskonale do mycia delikatnej skóry dziecka, zarówno do twarzy jak i całego ciała. Ma kremowo-bąbelkową pianę i swój naturalny zapach.



Niewielką kostkę (87 g) zapakowano w fikuśne ale estetyczne pudełeczko. Widać je na zdjęciu powyżej. Kostka po obu stronach ma wytłoczone wzory kojarzące się z plastrem miodu, a zatopione w niej ciemne punkciki to drobinki pyłku pszczelego. Wygląda uroczo. Mydełko jest prawdziwą ozdobą łazienki i aż żal, że w miarę zużywania kostki wzorek stopniowo zanika.




Mydło Plaster Miodu nie jest perfumowane, posiada tylko delikatny i przyjemny zapach naturalnego mydła. Tak jak pisze producent wytwarza obfitą kremowo-bąbelkową pianę to znaczy: najpierw są bąbelki, a w trakcie rozprowadzania po ciele bąbelki zamieniają się w kremową, rozpieszczającą skórę emulsję.


Plaster Miodu jest mydłem bardzo delikatnym. Myłam nim twarz i całe ciało. Dobrze oczyszcza skórę, nie podrażnia jej, nie wysusza i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Na kilka dni odstawiłam żel do higieny intymnej i używałam tego mydełka. W tej roli też spisało się znakomicie. Gdybym teraz miała małe dziecko, to bym bez obaw myła jego delikatną skórę tym mydełkiem. Z pewnością by nie zaszkodziło.
Czy opisując to mydło mogę się do czegoś przyczepić? Jeśli już, to chyba do jego kształtu. Ta kwadratowa kostka prezentuje się efektownie ale nie jest zbyt praktyczna. Niewygodnie obraca się ją w dłoniach i na końcu zostaje dosyć duży, cieniutki kawałek mydełka, którego już nie da się używać. Jest to jednak niewielki minus i mimo niego uważam, że warto do tego mydełka wracać. Ja na pewno wrócę.


    
Skład mydła: zmydlone: oliwa z oliwek, olej kokosowy, olej palmowy, olej rycynowy; wosk pszczeli, gliceryna, miód, pyłek pszczeli, sól, barwnik naturalny (dwutlenek tytanu).

Oprócz mydła Plaster Miodu mam jeszcze dwa inne kosmetyki i dwa inne mydełka od Miodowej Mydlarni. Teraz jeszcze czekają w zapasach ale napiszę o nich gdy je przetestuję. Znacie Miodową Mydlarnię?
  

sobota, 10 lutego 2018

SHAMASA Czarne mydło afrykańskie




     Czarne mydło afrykańskie kusiło mnie już od dawna. Widywałam je w sklepach internetowych ale gdy składałam zamówienie przegrywało z innymi mydlanymi kostkami. Tak było do jesieni ubiegłego roku kiedy to otrzymałam paczuszkę od Bianki, a w niej, między innymi, znalazłam to mydełko.



Producent twierdzi, że Czarne mydło afrykańskie To produkt, który rozpieszcza skórę. Określenie "mydło" nie oddaje w pełni jego zalet. Tylko naturalne składniki (olek kokosowy, palmowy, masło shea i strąki kakaowca) zapewniają łagodną i skuteczną pielęgnację każdego rodzaju skóry i w każdym wieku. To kuzyn masła shea i jako rodzina świetnie uzupełniają swoje właściwości leczniczo-pielęgnacyjne. Ręcznie wyrabiane sprawia, że jest nie tylko kosmetykiem ale częścią życia i kultury mieszkańców regionu, z którego pochodzi - Ghany.



Właściwości i zalecenia w stosowaniu mydła:

  • pielęgnuje każdy rodzaj cery,
  • dba o nawilżenie,
  • łagodzi podrażnienia,
  • reguluje wydzielanie sebum, stąd szczególnie sprawdza się przy pielęgnacji cery tłustej i mieszanej,
  • łagodzi objawy trądziku, łojotoku,
  • oczyszcza skórę głowy, dlatego skutecznie walczy z łupieżem,
  • ze względu na wyłącznie naturalne składniki polecane do depilacji,
  • do stosowania jako maseczka na twarz.



Czarne mydło afrykańskie nie jest dla mnie zupełną nowością. Miałam już je kilka lat temu w wersji Dudu-Osun i pisałam o nim tu. Mydełko spodobało mi się i od czasu do czasu do niego wracam. Aktualnie też mam w zapasach kostkę Dudu-Osun. Jednak mydło Shamasa jest zupełnie inne. Kostka wygląda tak jakby była ulepiona z jakichś grudek czy okruchów. I rzeczywiście tak jest. Mydełko jest miękkie i plastyczne, jego konsystencja kojarzy mi się z plasteliną. Należy przechowywać je na mydelniczce z odpływem gdyż nawet niewielka ilość wody spowoduje, że mydło będzie rozciapane.


 
Niewielką kostkę (75g) otrzymujemy zapakowaną w celofan i obwiązaną sznurkiem, do którego przymocowany jest kartonik z wszystkimi potrzebnymi informacjami. Czarne mydło afrykańskie nie jest perfumowane ale posiada zapach naturalnego mydła tyle, że delikatny i ledwo wyczuwalny. Mydełko ma bardzo krótki skład. Wyprodukowano je jedynie z czterech składników. Są to zmydlone tłuszcze: masło shea, olej kokosowy i olej palmowy oraz strąki palonego/prażonego kakaowca. Prosty, naturalny skład.



Mydło wspaniale się pieni wytwarzając obfitą, gęstą i kremową pianę. Początkowo używałam go do mycia twarzy i całego ciała ale gdy wymydliłam już pół kostki to resztę przeznaczyłam tylko do mycia twarzy. Mydełko jest bardzo delikatne ale jednocześnie świetnie oczyszcza skórę. Doskonale sprawdza się w myciu twarzy. Nie wysusza skóry i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Nie bardzo wierzyłam we wszystkie obietnice firmy ale to mydło chyba rzeczywiście reguluje wydzielanie sebum. Zauważyłam, że moja tłusta strefa T mniej się błyszczy, a rozszerzone pory na nosie są pięknie domknięte. Czegóż chcieć więcej od mydła? Kilka razy użyłam piany z tego mydła w charakterze maseczki. Po spłukaniu okazało się, że skóra jest nawilżona bez śladu ściągnięcia.
Trochę uciążliwe jest to, że mydło, nawet leżąc na suchej mydelniczce, przykleja się do niej. Jednak nie jest to wielki problem. Wspaniałe działanie tego mydła całkowicie to rekompensuje.
Powiem Wam jeszcze, że niedawno Bianka przysłała mi jeszcze inne czarne mydło afrykańskie. Na razie leży w zapasach ale z pewnością o nim napiszę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...