Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIELĘGNACJA CIAŁA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIELĘGNACJA CIAŁA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 sierpnia 2019

Mydła SVOJE



   SVOJE to kosmetyki tworzone z pasją, na Podlasiu. Naturalne, wytwarzane ręcznie, w niewielkich partiach. Kosmetyki powstają na roślinnych olejach, naparach i maceratach ziołowych. Bogate są w glinki, witaminy, naturalne olejki eteryczne, wosk i miód pszczeli. Mydła dojrzewają co najmniej 6 tygo9dni w suszarni, zanim trafią do sprzedaży. Wszystkie kosmetyki i surowce spełniają normy europejskie, a każda receptura jest starannie opracowywana i oceniana pod kątem bezpieczeństwa. Krótkie serie pozwalają na kosmetyk bezpieczny i zawsze świeży.
Bez: SLS, sztucznych barwników i syntetycznych zapachów.
Tyle przeczytałam na temat manufaktury SVOJE. Produkty tej marki widywałam już w niektórych sklepach internetowych ale dopiero niedawno pokusiłam się o zakup dwóch mydełek SVOJE. Były to mydła Lawenda i Żubrowe.


Mydełka marki SVOJE ważą po 100 g, zapakowane są w szary papier i opaskę z białego kartonu na której znajdziemy wszystkie potrzebne informacje.

Jako pierwsze do użytku trafiło mydło żubrowe.


Skąd taka nazwa mydełka? Ano stąd, że w swoim składzie zawiera macerat i ekstrakt z trawy żubrowej, tej samej której używa się do przyprawiania wódki o nazwie Żubrówka.
Skład mydła jest taki: zmydlony olej rzepakowy z ekstraktem z trawy żubrowej, zmydlony olej kokosowy*, napar z trawy żubrowej, wosk pszczeli, zmydlony olej z nasion konopi*, zmydlony olej z pestek słonecznika*, gliceryna**, miód z propolisem, młody jęczmień.
* - nierafinowane,
** - naturalnie występująca podczas procesu zmydlania.
Dzięki kumarynie zawartej w trawie żubrowej mydło ma zapach ziołowy kojarzący się z przyjemnym zapachem siana. Zapach nie jest jedyną zaletą kumaryny. Substancja ta posiada też właściwości nawilżające, antybakteryjne i zmiękczające.


Mydło żubrowe wytwarza obfitą pianę, która przybiera postać delikatnej emulsji. Używam go do mycia twarzy i ciała. Świetnie też sobie radzi w higienie intymnej. Jest bardzo delikatne ale dobrze oczyszcza skórę nie wysuszając jej i nie ściągając. Czego więcej można chcieć od mydła? 
W drugiej kolejności moją łazienkową mydelniczkę zajęło mydełko Lawenda.


Jest to kostka w kolorze beżowym z suszonymi pączkami kwiatów lawendy na jednym z boków mydełka. W jego składzie znajduje się napar z lawendy oraz lawendowy olejek eteryczny. Nic więc dziwnego, że mydło posiada wyraźny, piękny zapach lawendy.
Skład mydła: napar z lawendy, zmydlony olej rzepakowy, zmydlony olej kokosowy, zmydlone masło shea*, zmydlone masło kakaowe*, zmydlony olej rycynowy, olejek eteryczny lawendowy, miód z propolisem, wosk pszczeli, gliceryna, lawenda.
* - nierafinowane


Podczas używania mydełka pączki kwiatowe odpadają ale nie wpływa to na jego jakość. Mydło lawenda, podobnie jak żubrowe, wytwarza gęstą, obfitą pianę przypominającą emulsję. Uwielbiam mycie ciała taką kremową emulsją. Jest również delikatne. Nie wysusza i nie ściąga skóry ale dobrze ją oczyszcza. Pozostawia ją czystą, miękką, nawilżoną i pachnącą.



SVOJE to jeszcze jedna marka polskich mydeł naturalnych, mydeł bardzo dobrej jakości. Kąpiel z ich użyciem to sama przyjemność. Obowiązkowo będę musiała poznać ich pozostałe mydła, a także inne kosmetyki. W ofercie tej firmy znajdziemy też oleje i olejki eteryczne, hydrolaty, kosmetyki do pielęgnacji twarzy i do kąpieli. Myślę, że warto zapoznać się dokładniej z tą marką.

 

niedziela, 28 lipca 2019

FRESH&NATURAL Orzechowy delikatny balsam do ciała



   Orzechowy balsam do ciała od FRESH&NATURAL cieszy się bardzo dobrą opinią w blogosferze. Po przeczytaniu kilku pozytywnych, wręcz entuzjastycznych recenzji tego balsamu wpisałam go na swoją listę zakupową. Trochę figurował na tej liście aż w końcu dokonałam zakupu. Musiał trochę poczekać w kolejce i wreszcie trafił na łazienkową półkę. Teraz już niewiele mi go pozostało, a więc mogę wypowiedzieć się na jego temat.



O balsamie przeczytałam: Delikatny mus-pianka Fresh&Natural daje uczucie lekkości ale produkt sam w sobie jest bardzo treściwy. Idealnie nawilża i natłuszcza skórę, jest bardzo wydajny. Już niewielka ilość pozwala natłuścić ciało. Bogata mieszanka masła shea, masła kakaowego i olei roślinnych - z pestek winogron, migdałowego i arganowego, ma właściwości regenerujące i uelastyczniające. Witamina B5 koi podrażnienia.Masło nawilża i chroni już od pierwszego użycia pozostawiając skórę miękką i jedwabistą w dotyku.



W składzie balsamu orzechowego znajdziemy naturalne składniki aktywne. Masło kakaowe które uelastycznia skórę i poprawia jej kolor. Jest też bogate w polifenole co zapobiega powstawaniu wolnych rodników. Masło shea posiada naturalny filtr UV (SPF 3-4). Wspiera leczenie stanów zapalnych skóry, a zawartość witamin A, F i alantoiny regeneruje naskórek. Olej z pestek winogron nawilża i chroni skórę przed wpływem szkodliwych czynników zewnętrznych. Zawiera też dużo antyoksydantów. Olej ze słodkich migdałów wspomaga leczenie łuszczycy, egzemy. Nawilża skórę suchą, swędzącą i podrażnioną. Olej arganowy działa wygładzająco i ujędrniająco. Poprawia elastyczność skóry, wspomaga odnowę komórek i przeciwdziała procesom starzenia się skóry.


Jak widać składniki aktywne tego kosmetyku to same tłuszcze. Jednak mimo to balsam nie jest produktem tłustym. Łatwo rozprowadza się po skórze i nie pozostawia na niej tłustej warstwy. Balsam szybko się wchłania, a skóra jest miękka, jedwabista i po prostu dobrze odżywiona i nawilżona. Taka też pozostaje przez cały dzień.  Bardzo podoba mi się konsystencja tego balsamu. Jest to mus, najprawdziwszy mus o delikatnym, orzechowym zapachu. Bardzo lubię kosmetyki o takiej konsystencji ale, niestety, rzadko się je spotyka.


250 ml balsamu otrzymujemy w plastikowym słoiczku z metalową zakrętką pod którą znajduje się dodatkowe wieczko z folii aluminiowej. Dzięki temu mamy pewność, że nikt przed nami nie używał tego kosmetyku. Zauważyłam, że obecnie ma on trochę inną nazwę, a mianowicie Regenerujący orzechowy balsam do ciała. Porównałam składy tych dwóch produktów i okazało się, że niewiele się różnią. Myślę więc, że ich działanie też jest bardzo podobne lub takie samo. 

Skład balsamu (INCI): Aqua, Theobroma Cacao Butter, Vitis Vinifera Seed Oil, Methyl Glucose Sesquistearate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Panthenol, Cetyl Alcohol, Argania Spinosa Kernel Oil, Gluconalactone, Sodium Benzoate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Parfum. 

Balsam orzechowy bardzo mi się spodobał i narobił mi ochoty na malinowy balsam tej samej marki. Z pewnością go wypróbuję.  

czwartek, 28 lutego 2019

Mydełka od DROP OF SOUL



     W grudniu, w tym poście, chwaliłam się nowymi, mydlanymi nabytkami. Dwa z nich już wypróbowałam i są to mydełka marki DROP OF SOUL.


 Producent tak pisze o swojej firmie: Jesteśmy małą, rodzinną manufakturą, w której powstają kosmetyki ręcznie robione na bazie wyłącznie naturalnych składników i w harmonii z naturą. W naszych produktach znajdziesz przemyślaną kompozycję naturalnych olejów, ziół, maseł roślinnych i maceratów. Wszystkie składniki sprowadzamy ze sprawdzonych i bezpiecznych źródeł tak, aby przygotować kosmetyki najwyższej jakości. Nasze kosmetyki to idealne rozwiązanie dla osób świadomych jak ważna jest bezpieczna pielęgnacja skóry i zdrowia. Dbamy o naszych bliskich,możemy też zadbać o Ciebie.
Jako pierwsze na łazienkowej mydelniczce znalazło się mydełko o nazwie Jaskółcze Ziele, a to dlatego, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z mydłem zawierającym w swoim składzie właśnie to zioło.


Producent pisze, że Mydło JASKÓŁCZE ZIELE to ukłon w stronę osób, które na co dzień walczą z problemami skórnymi. Zastosowane w recepturze zioła stosuje się w stanach zapalnych skóry. Oszczędny skład mydła to świadoma rezygnacja z substancji potencjalnie uczulających i wywołujących alergie. Mydło ze wskazaniem do skóry problematycznej, delikatnej i wrażliwej oraz do higieny intymnej.


Wszystkie mydła Drop of Soul opakowane są wyłącznie w papierowe opaski z grafiką odpowiadającą rodzajowi mydła. W pierwszej chwili byłam zdziwiona, że na opasce nie ma żadnych informacji np. składu. Dopiero po rozpakowaniu kostki okazało się, że pod opaską znajduje się mała etykietka, na której jest krótki opis mydełka i, oczywiście, skład.
Od razu powiem, że to mydło mnie zauroczyło. Wytwarza wspaniałą, gęstą pianę, która w miarę rozprowadzania jej po skórze zamienia się w aksamitną i jakby lekko tłustawą emulsję. Mydło rzeczywiście jest bardzo delikatne. Nie podrażnia zmienionych chorobowo miejsc na skórze, nie powoduje przykrego pieczenia. Jednocześnie bardzo dobrze oczyszcza skórę i nie powoduje jej wysuszenia ani uczucia ściągnięcia. Wspaniale sprawdziło się też w higienie intymnej. Dodam jeszcze, że Jaskółcze Ziele, jak wszystkie mydła tej marki, nie jest perfumowane, a to dobra wiadomość dla alergików. Posiada tylko delikatny zapach naturalnego mydła.
Skład mydełka: oliwa z oliwek, napar z jaskółczego ziela, olej kokosowy, macerat olejowy z: jaskółczego ziela, byliny piołunu, ziela wrotyczu, ziela przytulii.

Drugie wypróbowane przeze mnie mydło nosi nazwę Piwna Piana. Mydła z piwem też jeszcze nie miałam, a więc wzbudziło moją ciekawość.


Producent pisze, że PIWNA PIANA to mydło powstałe głównie z myślą o mężczyznach. Bazą receptury jest piwo chmielowe i olej konopny, które w połączeniu z olejem rycynowym, węglem aktywnym i zmacerowanymi ziołami daje wyjątkowy efekt myjący, pielęgnujący zarówno ciało, zarost jak również krótkie włosy.


Piwna Piana to ciemnozielona kostka z czarnym pasem przechodzącym przez jej środek. Domyślam się, że jest to część zawierająca węgiel aktywny. To, że mydło produkowane jest z myślą o mężczyznach nie oznacza, że kobieta nie może się nim myć. I ja właśnie aktualnie używam tej kostki. Myję nim ciało i twarz natomiast nie używałam go do higieny intymnej i nie myłam nim włosów. To mydło również wytwarza obfitą pianę i doskonale oczyszcza skórę. Nie wysusza jej, nie ściąga i pozostawia bardzo gładką. Gdy po raz pierwszy umyłam nim twarz byłam zaskoczona właśnie gładkością skóry. Zupełnie jakbym przed myciem zrobiła peeling twarzy, a przecież go nie robiłam. Może to węgiel tak działa? Jest to kolejne bardzo dobre mydło. Warto je wypróbować.
Skład mydełka: olej kokosowy, piwo jasne pełne, olej konopny, oliwa z oliwek, olej rycynowy, masło shea, macerat olejowy z: korzeń pokrzywy, ziele skrzypu, korzeń łopianu, chlorella, węgiel aktywny.
Wszystkie mydła Drop of Soul ważą po 100 g. Kupiłam je tu.
Znacie mydełka tej marki?    

niedziela, 17 lutego 2019

YOPE Naturalny kojący balsam do rąk i ciała Werbena



      Kilka miesięcy temu w moim mieście otwarto drogerię Hebe. W ofercie tej drogerii dominują kosmetyki chemiczne ale jest też trochę naturalnych. Tam właśnie kupiłam Naturalny kojący balsam do rąk i ciała Werbena marki YOPE.




Producent tak pisze o tym balsamie: Składniki balsamu są znane z właściwości kojących i regenerujących przesuszoną i podrażnioną skórę. Tak działa między innymi ekstrakt z werbeny, olej z kwiatów nagietka lekarskiego, żel z aloesu i olej kokosowy. Zawarte w balsamie masło shea i olej z oliwek intensywnie nawilżają oraz chronią skórę przed utratą wilgoci i działaniem czynników drażniących takich jak: wiatr, niska temperatura, suche powietrze.



Balsam otrzymujemy w plastikowej butelce z pompką. Butelka nie jest przezroczysta ale, patrząc pod światło, można zobaczyć jak dużo balsamu jeszcze się w niej znajduje. Pompka też działa bardzo dobrze i dozuje taką ilość kosmetyku jaką potrzebujemy.
Balsam ma konsystencję lekkiego kremu i bardzo przyjemny zapach. Producent pisze, że jest to zapach cytrusowy, lekko koloński, orzeźwiający. I rzeczywiście taki właśnie jest.



Ze względu na lekką konsystencję balsam łatwo rozprowadza się po skórze. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej ani lepkiej warstwy. To, plus bardzo ładny i świeży zapach sprawia, że balsam jest kosmetykiem bardzo przyjemnym w użyciu. Jego działaniu też nie można nic zarzucić. Pozostawia skórę dobrze odżywioną i nawilżoną, nie ma na niej śladu suchości. Może nie jest to jakiś nadzwyczajny hit ale całkiem poprawny kosmetyk. Chyba będę do niego wracała, a przede wszystkim wypróbuję pozostałe balsamy tej marki. Myślę, że nie będą gorsze. Jest to mój pierwszy kosmetyk od YOPE. Mam też ochotę wypróbować ich kremy do rąk i kosmetyki włosowe i pewnie z czasem to zrobię.
Całkowity skład balsamu jest taki:


Znacie kosmetyki YOPE? Jeśli tak, to co o nich sądzicie?  

wtorek, 12 lutego 2019

Kosmetyczni ulubieńcy roku 2018



    Dawno mnie tu nie było ale tak się złożyło, że od początku roku miałam dużo więcej pracy niż zazwyczaj i na blogowanie po prostu nie starczało czasu. Teraz sytuacja chociaż częściowo się unormowała, a więc będę mogła od czasu do czasu coś napisać. Ponieważ jest to mój pierwszy post w tym roku to zacznę od pokazania Wam moich kosmetycznych ulubieńców roku ubiegłego.




W roku 2018 jakieś nadzwyczajne kosmetyczne hity raczej mi się nie trafiały. Miałam za to dużo bardzo fajnych kosmetyków, a te, które szczególnie polubiłam zaraz przedstawię. Tak dla równowagi dodam jeszcze, że na kosmetyki, które z czystym sumieniem mogłabym nazwać bublami też nie natrafiłam z czego bardzo się cieszę.



Do mycia twarzy używam najczęściej mydeł naturalnych w kostkach. 1-2 razy w tygodniu robię mojej buzi peeling. Spośród produktów tego rodzaju najbardziej w roku ubiegłym przypadł mi do gustu BIOLOVE Peeling do twarzy z pokrzywą. Jest to kosmetyk delikatny ale skuteczny. Po oczyszczeniu twarzy spryskuję ją tonikiem. Za najlepszy spośród używanych w roku 2018 uważam NAOBAY Tonik do twarzy HYDRAPLUS. Zawiera on wiele wartościowych składników roślinnych, a moja cera bardzo go polubiła. Staram się jak najlepiej dbać o delikatną i wrażliwą skórę pod oczami. Za najlepszy produkt spośród kosmetyków podocznych uznałam UOGA UOGA Krem pod oczy Green Refreshment. Bardzo dobrze odżywia i nawilża skórę. Wchłania się szybko i całkowicie. Spośród kremów do twarzy moim numerem 1 był w ubiegłym roku Krem do cery dojrzałej z opuncją figową od EkoKrem. Jest to krem treściwy, o bogatym składzie. Delikatny, nie powoduje podrażnień, a wręcz przeciwnie, łagodzi je. Idealny na chłodne pory roku, późną jesień i zimę.



Ze względu na moją suchą skórę mazideł do ciała nigdy u mnie nie brakuje. Najczęściej są to oleje i masła ale dobrym balsamem też nie pogardzę. Taki własnie był Hagi Naturalny balsam z olejem konopnym i masłem cupuacu. Świetnie sobie radził z wymaganiami mojej suchej skóry i pozostawiał ją odżywioną, nawilżoną i gładką. Bardzo dobrze wspominam również NATURA SIBERICA Naturalny ujędrniający krem do ciała z ostem szkockim i jodłą syberyjską. Ten krem, podobnie jak balsam Hagi, dobrze odżywiał i nawilżał skórę czyniąc ją gładką i jedwabistą. Wykazał się też wyjątkową wydajnością, słoik (370 ml) wystarczył mi na kilka miesięcy. Skóra moich dłoni jest bardzo sucha i dlatego zużywam sporo kremów do rąk. W ubiegłym roku szczególnie spodobał mi się BIOLAVEN Odżywczy krem do rąk. Zupełnie przyzwoicie radził sobie z suchością moich rąk. Potrzebował chwili na całkowite wchłonięcie, a gdy to się już stało ręce były miękkie i gładkie, a suchość znikała. Dodatkowym atutem tego kosmetyku jest przystępna cena czyli kilkanaście zł za sporą tubę (100 ml). Do mycia ciała używam naturalnych mydeł w kostkach ale do higieny intymnej od jakiegoś czasu preferuję żele. Spośród tych, które miałam w ubiegłym roku za najlepszy uważam PHYTORELAX Żel do higieny intymnej z organicznym rumiankiem. Jest to kosmetyk bardzo delikatny ale pomimo tej łagodności jest skuteczny. Nie podrażnia i łagodzi ewentualne podrażnienia. Dobrze oczyszcza i pozostawia poczucie świeżości. Ostatnim produktem do pielęgnacji ciała jest peeling. Jest to kosmetyk mojej własnej produkcji. Wykorzystuję tu przepis na peeling cytrynowy z książki Klaudyny Hebdy "Ziołowy Zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu". Po raz pierwszy zrobiłam ten peeling jeszcze w roku 2017 i wykorzystuję go cały czas poddając go różnym modyfikacjom. Oprócz cytrynowego zrobiłam peeling pomarańczowy, arbuzowy, a obecnie używam peelingu z kiwi i sokiem z limonki. Uwielbiam te cukrowo-owocowe peelingi. Latem spróbuję wykorzystać owoce sezonowe np. truskawki, maliny, może jagody. Pole do popisu jest tu ogromne.



Jestem posiadaczką włosów przetłuszczających się i wrażliwego, skłonnego do podrażnień skalpu, a to powoduje, że muszę starannie dobierać włosowe kosmetyki. W ubiegłym roku szczególnie polubiłam OnlyBio Szampon do włosów przetłuszczających się. Urzekł mnie swoją delikatnością i jednocześnie skutecznością. Nie powoduje podrażnień skóry objawiających się uciążliwym swędzeniem lub pieczeniem. Takie szampony lubię. Kupiłam już następny szampon do włosów przetłuszczających się tej marki ale tym razem w wersji micelarnej. Jeszcze go nie używałam i mam nadzieję, że sprawdzi się równie dobrze. Kolejne kosmetyki do włosów, które dobrze wspominam to duet Szampon i odżywka od ALEPII. Ten szampon też jest bardzo delikatny i skuteczny ale posiada jeden minus. Otóż włosy po wysuszeniu są oklapnięte i prawie matowe. Zupełnie jakbym umyła je mydłem. Ratunkiem na to jest odżywka. Ta od ALEPII sprawdziła się bardzo dobrze. Powoduje, że włosy są miękkie, błyszczące i jedwabiste, a nawet lekko odbite od nasady. Polubiłam ten duet i z pewnością będę do niego wracać. Ostatni kosmetyk włosowy to Odżywka do włosów BIOLAVEN. Od razu mówię, że nie jest to żaden hit. Jest to poprawna odżywka niezłej jakości. Włosy po jej użyciu są błyszczące, miękkie i dobrze się układają. Gdyby jeszcze powodowała odbicie włosów u nasady nazwałabym ją hitem. Polubiłam ją jednak i już do niej wracałam. 



Każdy kto tu zagląda wie, że jestem zdecydowaną fanką naturalnych mydeł w kostkach. Nawet sama siebie nazywam mydłomaniaczką. W ubiegłym roku poznałam produkty kilku nieznanych mi wcześniej mydlarni, a mianowicie MORZE MYDŁAMIODOWA MYDLARNIA i DWORZYSK. Wszystkie te mydełka były świetne i byłam z nich zadowolona. Jednak z tej gromadki najbardziej do gustu przypadło mi Mydło lawendowe DWORZYSK. Być może dlatego, że lubię lawendę i jej zapach. W każdym razie zauroczyło mnie. Czarne mydła afrykańskie nie są mi obce ale w roku 2018 poznałam kolejne dwa. Są to SHAMASA Czarne mydło afrykańskie i Wschodnioafrykańskie czarne mydło od DUAFE. Te czarne mydła fascynują mnie. Mają taki zwykły, wręcz prymitywny wygląd ale działają luksusowo. Uwielbiam ich pianę zamieniającą się w kremową emulsję, która doskonale oczyszcza skórę ale jej nie wysusza i nie powoduje ściągnięcia. Dla mnie są to prawdziwe mydlane perełki.

To już wszyscy moi ulubieńcy roku 2018. Moim zdaniem są to dobre produkty i warto do nich wracać, co z pewnością będę czyniła. Nie znaczy to, oczywiście, że rezygnuję z poznawania nowych kosmetycznych marek. Jednak ostatnio dosyć często wracam do kosmetyków już wypróbowanych, które dobrze się u mnie sprawdziły.         

piątek, 19 października 2018

MORZE MYDŁA




       MORZE MYDŁA to mała, rodzinna manufaktura kosmetyczna w Świnoujściu. Właściciele tak o niej piszą: Morze Mydła to niepowtarzalne receptury, najwyższej jakości surowce ale przede wszystkim pasjonujące rzemiosło, którego efektem jest odrobina naturalnego luksusu w czasach masowej produkcji. Wierzymy w to co naturalne i nie uznajemy kompromisów w kwestii sztucznych aromatów, barwników i wypełniaczy, a drzemiąca w nas pasja sprawia, że ciągle się rozwijamy i eksperymentujemy niezmiennie inspirując się naturą.
Jakiś czas temu kupiłam trzy mydełka tej marki, a mianowicie kostki o nazwach: Lawenda i Pokrzywa, Nagietek i Rumianek oraz mydło Rokitnik.



Mydełka, jak to zazwyczaj u mnie bywa, musiały trochę poczekać w kolejce ale w końcu doczekały się swojego miejsca w łazience. Jako pierwsze wzięłam do użytku mydło Nagietek i rumianek.



Skład mydła po polsku ze strony sklepu: Woda, nierafinowany i organiczny olej kokosowy, olej rzepakowy, oliwa z oliwek pomace, kozie mleko, organiczne masło shea, nierafinowany olej słonecznikowy, wodorotlenek sodu, olej rycynowy, wosk pszczeli żółty, koszyczek rumianku (w postaci naparu), koszyczek nagietka (w postaci naparu i płatków), organiczny ekstrakt z rozmarynu w oleju rzepakowym (naturalny antyoksydant).



Mydełko Nagietek i rumianek rewelacyjnie się pieni. Wytwarzana przez nie piana jest aż gęsta i kremowa. Czytałam gdzieś, że bardzo dobrze pienią się mydła zawierające w swoim składzie olej kokosowy, a tu ten olej jest na drugim miejscu składu, zaraz po wodzie. Wygląda na to, że jest go najwięcej ze wszystkich olejów użytych przez producenta do wytworzenia tej kostki. Mydełko ma bardzo delikatny zapach, określiłabym go jako mydlano-ziołowy. Producent poleca je alergikom i posiadaczom skóry wrażliwej. Ze względu na delikatność tego mydełka poleciłabym je także do mycia małych dzieci.
Jako drugie na łazienkowej mydelniczce wylądowało mydło Lawenda i pokrzywa.



Skład mydła: Woda, nierafinowany i organiczny olej kokosowy, olej rzepakowy, oliwa z oliwek pomace, kozie mleko, organiczne masło shea, nierafinowany olej słonecznikowy, wodorotlenek sodu, olej rycynowy, francuska glinka zielona, wosk pszczeli żółty, lawendowy olejek eteryczny, liść pokrzywy (w postaci naparu), paczulowy olejek eteryczny, organiczny ekstrakt z rozmarynu w oleju rzepakowym (naturalny antyoksydant) oraz Linalool, Limonene, Geraniol czyli naturalnie występujące składniki olejków eterycznych.



Producent pisze, że Mydło Lawenda i Pokrzywa to zielony detox czyli doskonałe połączenie mineralnego bogactwa francuskiej, zielonej glinki, odżywczych olei roślinnych i koziego mleka z naparami ziołowymi. Poleca to mydło osobom o skórze wrażliwej i problematycznej ze skłonnością do przetłuszczania się. To mydełko również doskonale się pieni, a jego zapach też kojarzy mi się z ziołami. Jest on jednak inny niż zapach poprzedniej kostki i bardziej wyraźny.
Trzecia kostka to Mydło rokitnik.



Skład mydła: Nierafinowany i organiczny olej kokosowy, woda, olej rzepakowy, organiczne masło shea, kozie mleko, nierafinowany olej słonecznikowy, wodorotlenek sodu, olej z owoców rokitnika, olej rycynowy, oliwa z oliwek pomace, wosk pszczeli żółty, geraniowy olejek eteryczny, paczulowy olejek eteryczny, rozmarynowy olejek eteryczny, płatki bławatka, organiczny ekstrakt z rozmarynu w oleju rzepakowym (naturalny antyoksydant) oraz Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool czyli naturalnie występujące składniki olejków eterycznych.



Mydło Rokitnik ma piękny, pomarańczowy kolor który zawdzięcza olejowi z rokitnika. Podobnie jak dwa poprzednie mydełka pieni się wspaniale ale jego piana nie jest biała tylko żółta. Jest to taki delikatny i przyjemny żółty kolor. To chyba też zasługa oleju rokitnikowego. Spośród wszystkich trzech kostek mydło rokitnik ma najbardziej wyrazisty zapach, który, niestety, nie zachwyca mnie. Jednoznacznie kojarzy mi się z apteką ale, na szczęście, nie pozostaje długo na skórze.

Mydełka opakowane są w folię (szkoda, że nie w papier) i owinięte papierowymi opaskami z przyjemną dla oka grafiką i ze wszystkimi potrzebnymi informacjami. Każda kostka ma na jednym boku wyraźne nierówności. Domyślam się, że mają one symbolizować wzburzone morskie fale.
Porównując składy tych mydełek można zauważyć, że w każdym z nich znajdują się te same oleje: kokosowy, rzepakowy, słonecznikowy i oliwa z oliwek pomace. Poza tym takimi stałymi składnikami są: wosk pszczeli i mleko kozie. Wygląda na to, że jest to taka baza podstawowych składników. Producent łączy je z różnymi dodatkami np. z innymi olejami, ekstraktami i maceratami ziołowymi, z różnymi olejkami eterycznymi,  z glinką,  czy z kakao i masłem kakaowym  i w ten sposób uzyskuje różne mydełka. Mydlarnia Morze Mydła produkuje jeszcze jedno mydełko o nazwie Czekolada i Mięta i tam właśnie dodane jest kakao i masło kakaowe ale tego mydła jeszcze nie miałam.



Przetestowałam już wszystkie trzy mydełka i muszę powiedzieć, że spodobały mi się. Jak już wspomniałam wszystkie obficie się pienią. Uwielbiam tę ich gęstą, kremową pianę. Myję nimi ciało i twarz, używam też ich do higieny intymnej. Wszystkie są delikatne ale za najdelikatniejsze uważam mydło Nagietek i Rumianek. Bardzo dobrze oczyszczają skórę. Nie wysuszają jej, a to jest dla mnie bardzo ważne gdyż mam na ciele właśnie suchą skórę i dodatkowe wysuszenie raczej nie jest jej potrzebne. Lubię też myć nimi twarz. Tu również nie wysuszają skóry i nie powodują uczucia ściągnięcia. Pozostawiają cerę czystą i gładką, gotową na przyjęcie kosmetyków pielęgnacyjnych. Są to naprawdę dobre mydła i z pewnością do nich powrócę. Kupiłam je w internetowym sklepie producenta
Znacie mydła tej marki?      

sobota, 6 października 2018

NATURA SIBERICA Naturalny ujędrniający krem do ciała z ostem szkockim i jodłą syberyjską



       Każdy kto tu zagląda wie, że mazideł do ciała zawsze u mnie dostatek, a to ze względu na moją suchą skórę. Tym razem na łazienkowej półce króluje Naturalny ujędrniający krem do ciała z ostem szkockim i jodłą syberyjską marki NATURA SIBERICA.



NATURA SIBERICA we współpracy ze szkockim rezerwatem ALLADALE produkuje linię kosmetyków z ekstraktem z dzikiego ostu szkockiego i z ekstraktem z jodły syberyjskiej. Tak o tym pisze:
Dziki rezerwat Alladale to obszar o powierzchni 100 km2, położony w sercu gór północnej Szkocji. Teren ten, mądrze zarządzany zgodnie z mocnym postanowieniem ochrony i odbudowy, to dom wiodących projektów, łącznie z polityką "ponownego dziczenia", aby przywrócić pierwotną florę i faunę dla naturalnego świata i przyszłych pokoleń. www.alladale.com. Inspirację zaczerpnęliśmy z naturalnego piękna dzikiego rezerwatu Alladale, dzikiego schronienia w górach północnej Szkocji. Krem ten, stworzony, aby ujędrnić skórę, zawiera oset, symbol Szkocji oraz dziką, organiczną jodłę syberyjską z organicznej farmy w Chakasji. Ekstrakt z ostu głęboko nawilża skórę, zaś ekstrakt z jodły syberyjskiej daje jej zastrzyk witamin. Rozpieść Twoją skórę i spraw, że będzie miękka i jedwabista.



Krem otrzymujemy w dużym, plastikowym słoiku zapakowanym dodatkowo w kartonik. Słoik jest duży gdyż mieści 370 ml kremu, a to wcale niemało. Po odkręceniu wieczka okazało się, że producent zastosował dodatkowe zabezpieczenie z folii aluminiowej. Dzięki temu mamy pewność, że nikt przed nami kremu nie używał.



Krem NATURA SIBERICA jest kosmetykiem o lekkiej, kremowej konsystencji. Bardzo łatwo rozprowadza się po skórze i całkowicie się wchłania, a to oznacza, że nie pozostawia tłustej czy lepkiej warstwy. Po aplikacji kremu można od razu się ubierać bez obaw, że kosmetyk poplami ubranie. Trzeba tylko uważać żeby nie nałożyć na skórę zbyt dużo kremu gdyż wtedy się maże i trzeba poświęcić więcej czasu na jego wmasowanie. Przekłada się to na jego wydajność. Używam tego kremu już dwa miesiące i dotarłam dopiero do połowy słoika.



Krem bardzo dobrze nawilża i odżywia skórę i rzeczywiście czyni ją miękką i jedwabistą. Jestem z jego działania bardzo zadowolona. W swoim składzie ma pozycję Parfum, jego zapach jest świeży, może trochę też kwiatowy. Trudno to ocenić gdyż ta woń jest tak słaba, że ledwo wyczuwalna. Nie przeszkadza mi to oczywiście. Najważniejsze jest dla mnie dobre działanie kosmetyku, a ten działa świetnie.
Skład kremu (INCI): Aqua, Cetearyl Alcohol, Octylodecanol, Glycerin, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii Butter, Coco-Caprylate/Caprate, Caprylic/Capric Triglyceride, Cirsium Flower/Leaf/Stem Extract, Tocopherol, Abies Siberica Needle Extract**, Geranium Sibiricum Extract**, Pinus Pumila Needle Extract**, Rosa Canina Fruit Oil*, Sodium Stearoyl Glutamate, Xanthan Gum, Parfum, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, CI77492, Limonene, Linalool.
* - składniki pochodzące z rolnictwa ekologicznego,
**- ekstrakty z dziko rosnących roślin syberyjskich.
Krem jest kosmetykiem wegańskim i posiada certyfikat Soil Association Cosmos Natural.  

piątek, 21 września 2018

Peeling do ciała arbuzowy DIY



     Zrobiłam kolejny peeling owocowy. Robiłam już peeling cytrynowy i pomarańczowy, a tym razem jest arbuzowy. Wszystkie te owocowe peelingi robię na bazie tego  przepisu dowolnie go modyfikując. Jest to peeling cukrowy i prezentuje się tak:



Najpierw ukroiłam plaster arbuza, usunęłam z niego wszystkie pestki, pokroiłam w kostkę i zmiksowałam. Jak wiadomo arbuz zawiera bardzo dużo wody, a więc po zmiksowaniu konsystencją przypominał sok. Wlałam część soku do miski, w której znajdował się przygotowany wcześniej cukier, dodałam płynny olej kokosowy i wymieszałam. W tym momencie peeling był już właściwie gotowy. Jednak brakowało mi w nim zapachu. Lubię pachnące peelingi. Arbuz nie posiada wyraźnego zapachu, a po zmieszaniu z cukrem i olejem kokosowym był prawie bezwonny. Dodałam więc do niego cytrynowy olejek eteryczny dzięki czemu ładnie i świeżo pachnie. Oprócz tego dodałam jeszcze trochę witaminy E i trochę D-pantenolu czyli prowitaminy B5. W ten sposób zwiększyłam jego właściwości pielęgnujące.



Peeling, który zrobiłam nie zmieścił się w moim półlitrowym słoiczku, a więc to, co się nie zmieściło włożyłam do drugiego, mniejszego słoiczka ale zanim to zrobiłam dodałam do niego trochę zmielonych pestek malin, które dostałam kiedyś jako gratis do półproduktowego zamówienia. Peeling zmienił trochę kolor i wygląda tak:



Wiecie, co mnie zaskoczyło w tym peelingu? Jego kolor. Byłam pewna, że skoro miąższ arbuza jest czerwony, to peeling będzie różowy. Tymczasem po zmieszaniu zblendowanego arbuza z pozostałymi składnikami wyszedł pomarańczowy. Kolor jest bardzo ładny ale bardziej kojarzy się z marchewką lub dynią niż z arbuzem, a ten z dodatkiem pestek z malin zmienił kolor na taki trochę rudy. Peeling jest trochę rzadszy niż zazwyczaj, a to dlatego, że wlało mi się trochę za dużo zmiksowanego arbuza. Najważniejsze, że nie jest przesadnie rzadki i doskonale spełnia swoją rolę. Ten z pestkami malin nie jest silniejszym zdzierakiem od drugiego, być może dałam za mało tych pestek. Jednak każdy z nich bardzo dobrze oczyszcza skórę i jestem z nich zadowolona. Mam jeszcze inne pomysły na peelingi owocowe ale zanim je zrobię muszę najpierw zużyć te.


  

poniedziałek, 3 września 2018

DWORZYSK Mydło lawendowe



        W naszym kraju powstaje coraz więcej małych, rodzinnych mydlarni. Przybywa ich niczym grzybów po deszczu. Jako zdeklarowaną mydłomaniaczkę bardzo mnie to cieszy gdyż jest coraz większy wybór naturalnych mydeł w kostkach. Jedną z takich mydlarni jest Dworzysk. Powstała w Puszczy Knyszyńskiej na Podlasiu, a jej nazwa pochodzi od nazwy miejscowości, w której się znajduje.
Będąc na warszawskich targach Ekocuda w kwietniu ubiegłego roku kupiłam Mydło lawendowe marki Dworzysk. Leżało w zapasach długo, bo prawie półtora roku ale w końcu doczekało się miejsca na łazienkowej mydelniczce.



Producent tak pisze o tym mydełku:
Mydło przygotowane z najwyższej jakości naturalnych składników. Ekstrakt z lawendy działa na skórę odmładzająco i odprężająco. Ma on silne właściwości antyseptyczne i przeciwbakteryjne. Olejek lawendowy jest polecany do każdego rodzaju skóry. Oczyszczające właściwości lawendy uzupełniliśmy łagodzącym działaniem różowej glinki francuskiej.



Mydło lawendowe Dworzysk to niewielka, ważąca 110 g, kostka opakowana w szary papier i przewiązana cienkim sznureczkiem. Podoba mi się takie ekologiczne opakowanie. Znajdziemy na nim, oczywiście, wszystkie potrzebne informacje.



Mydełko ma kolor zbliżony do tego na zdjęciach, a w jednym z boków kostki zatopione są suszone kwiaty, a właściwie pąki kwiatów lawendy. Wygląda to interesująco ale w trakcie zużywania kostki pączki stopniowo wypadają, co jest zjawiskiem naturalnym.
Mydło wspaniale się pieni. A jak pachnie? Pachnie lawendą ale jest to zapach lawendy w duecie z wonią mydła. Takiego prawdziwego, naturalnego mydła. To połączenie zapachów bardzo mi się podoba i, po prostu, kojarzy mi się z czystością. Uwielbiam te chwile gdy ta pachnąca, kremowa i niemal gęsta piana otula moją skórę. Po takiej kąpieli skóra jest dobrze oczyszczona ale nie przesuszona. Myję tym mydłem całe ciało ale i twarz. W charakterze myjadła do twarzy ta lawendowa kostka też spisuje się bez zarzutu. Nie wysusza cery i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Jest też świetnym środkiem do higieny intymnej.


Skład mydła: olej kokosowy, oliwa z oliwek, masło shea, olej lniany, olejek eteryczny lawendowy, glinka różowa, kwiat lawendy wąskolistnej.

Nie spodziewałam się, że ta lawendowa kostka tak mnie zauroczy. W przeciwnym wypadku nie leżałaby tak długo w zapasach. Teraz mam ochotę na wypróbowanie pozostałych mydełek z mydlarni Dworzysk. A Wy znacie mydełka tej marki?   

niedziela, 19 sierpnia 2018

BIOLOVE Krem do rąk miód i mleko



   Zużywam dosyć dużo kremów do rąk, a to ze względu na suchą skórę moich dłoni i często mam po kilka takich kremów. Kiedyś miałam pootwierane po kilka tubek jednocześnie, używałam wszystkich naraz. W końcu postanowiłam z tym skończyć i teraz mam jedno otwarte opakowanie kremu w łazience i drugie w pracy. Pozostałe spokojnie czekają w zapasach na swoją kolej. Krem do rąk Miód i mleko marki BIOLOVE też dosyć długo czekał na swoje miejsce na łazienkowej półce i w końcu doczekał się.



O kremie przeczytałam:
Naturalny krem do rąk o słodkim zapachu miodu i mleka. Zawiera glicerynę zapobiegającą utracie wody oraz łagodzący pantenol. Idealnie regeneruje skórę dłoni. Nie zawiera: SLS, PEG, silikonów, parabenów, barwników i konserwantów.



75 ml kremu otrzymujemy w miękkiej, plastikowej tubce. Podoba mi się jego zapach. Jest taki miodowo-mleczny i jakby z dodatkiem niewielkiej ilości wanilii. Bardzo lubię go wąchać. Krem bardzo dobrze się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej czy lepkiej warstwy. Świetnie też dba o skórę dłoni. Po wmasowaniu kremu jest ona nawilżona, miękka i delikatna. Nie ma ani śladu suchości, a moja przesuszona skóra rąk jest pod tym względem wymagająca.
Mimo tych wszystkich zalet jest coś, co mi w tym kremie przeszkadza, a mianowicie jego konsystencja. Jest wyjątkowo rzadki. Tak rzadkiego kremu jeszcze nigdy nie miałam. Prawie wylewa się z tuby. Wystarczy lekkie jej naciśnięcie i już wylewa się tyle kremu, że wystarcza nie tylko na dłonie ale na całe ręce aż po same pachy. Trzeba naprawdę bardzo uważać żeby wycisnąć z tubki tyle kremu ile potrzeba na same dłonie, a ponieważ kremu do rąk używam wiele razy dziennie to ciągłe cackanie się z tubą jest dosyć uciążliwe i denerwujące. W tej sytuacji postanowiłam używać kremu również jako balsamu do ciała. W tej roli też spisuje się świetnie, a ja prędzej wykończę uciążliwy kosmetyk.
Skład kremu:

  
Znacie kremy do rąk tej marki? Ciekawa jestem czy wszystkie są takie rzadkie.      

czwartek, 2 sierpnia 2018

EFEKTIMA Naturalny peeling kawowy Coffee Miracle



    Peeling ciała należy do moich ulubionych zabiegów kosmetycznych. Bardzo lubię wygładzoną i delikatną skórę. Ostatnio używam głównie peelingów cukrowo-owocowych własnej produkcji. Pisałam o nich tu i tu. Jednak to, że sama często robię peelingi nie znaczy, że nie kuszą mnie gotowe. Kuszą i to bardzo. Niedawno skusiłam się na takiego gotowca. Będąc w Rossmannie wypatrzyłam na półce Naturalny peeling kawowy Coffee Miracle polskiej marki EFEKTIMA. Co prawda peeling kawowy bardzo łatwo jest zrobić samodzielnie i wiele razy takowy robiłam, to jednak skusiłam się na gotowy.



EFEKTIMA tak pisze o swoim produkcie:
Gotowy do zabiegów peeling do ciała stworzony z myślą o działaniu wyszczuplającym, wygładzającym oraz wspomagającym walkę z uporczywym cellulitem. Pozwala na profesjonalną pielęgnację bez konieczności wychodzenia z domu. Odpowiednie połączenie specjalnie przygotowanej i wyselekcjonowanej do zabiegów kosmetycznych kawy oraz olejków i składników pielęgnujących wpływa na jakość produktu, zaspokajając potrzeby wymagających kobiet. Peeling doskonale złuszcza martwy naskórek i poprawia krążenie.



Opakowaniem peelingu jest dosyć duża saszetka z folii aluminiowej z zamknięciem strunowym. Saszetka skrywa 100 g kosmetyku. Wydawać by się mogło, że 100 g to niewiele ale peeling jest produktem wydajnym. Używałam go już trzy razy i jeszcze nie zużyłam jego połowy. Sądzę, że całość wystarczy na jakieś 7-8 użyć.
Peeling ma piękny, intensywny zapach kawy. Bardzo lubię kawę, piję jej dużo, a więc lubię też jej zapach. Nie zdziwił mnie ten aromat, bo skoro peeling jest kawowy, to nic dziwnego, że pachnie kawą. Zaskoczyła mnie natomiast konsystencja tego kosmetyku. Peeling ma w swoim składzie oleje (olej makadamia, migdałowy, kokosowy i masło shea), a mimo to jest prawie sypki. Przecież taki peeling będzie osypywał się ze skóry. Pomyślałam, że trzeba będzie dodać do niego jakiegoś oleju ale postanowiłam najpierw wypróbować go w wersji oryginalnej. Peeling rzeczywiście się osypuje ale jest też na to sposób. Należy nabierać bardzo małe jego ilości. Wówczas osypuje się go niewiele, a te małe ilości wystarczają do wygładzenia skóry. Przekłada się to też pozytywnie na wydajność tego produktu. Oczywiście nie dodałam do niego żadnego oleju, nie ma takiej potrzeby.



Peeling jest dobrym zdzierakiem. Pozostawia skórę miękką i delikatną, a na dodatek w trakcie zabiegu otula nas piękny aromat kawy. Po spłukaniu peelingu i osuszeniu ciała ręcznikiem mam wrażenie, że na skórze pozostaje cienka, wręcz nieznaczna tłusta warstwa ale już chwilę później zastanawiam się, czy to mi się nie wydawało. Nie wyczuwam już tej warstwy, a skóra jest miękka, delikatna i gładziutka. Wygląda na dobrze odżywioną i nawilżoną. Nie wymaga już balsamu ani innego mazidła. Nie wiem jak producent to zrobił skoro w składzie peelingu są oleje. Całkowity skład kosmetyku jest taki:



Skład jest w porządku. Podejrzewam, że substancja zapachowa określona jako Parfum jest pochodzenia syntetycznego ale to jedyny minus tego składu. Poza tym nie zachwyca mnie opakowanie. Jak już wspomniałam jest to saszetka z zamknięciem strunowym. Obawiałam się, że drobinki kawy będą wchodziły między brzegi tego zamknięcia i trudno będzie ponownie szczelnie zamknąć saszetkę. Żeby temu zapobiec przełożyłam peeling do szklanego słoiczka. Myślę, że lepszym opakowaniem dla tego kosmetyku byłby słoiczek ewentualnie tuba. Poza tym, jak każdy peeling kawowy, tak i ten brudzi wannę czy kabinę prysznicową, a więc po każdym użyciu czeka nas małe sprzątanie. Uważam jednak, że w porównaniu ze świetnym działaniem  peelingu, jest to niewielki minus. Mam zamiar kupować go nadal, a nawet już kupiłam. Mimo iż nie wykończyłam jeszcze pierwszego opakowania, to kupiłam już następne. Czeka w zapasach na swoją kolej :)    
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...