czwartek, 27 lipca 2017

SALTO Naturalne mydła



      Jak już wspominałam byłam w kwietniu na warszawskich targach kosmetyków naturalnych Ekocuda. Oczywiście, było nie do pomyślenia, żebym wróciła stamtąd z pustymi rękami, kupiłam więc kilka kosmetyków. Na targach było sporo stoisk z mydłami w kostkach. Były tam mydlane marki, których jeszcze nie znałam, natknęłam się też na markę o której nawet nie słyszałam. Było to stoisko z mydłami marki SALTO. Jako, że wcześniej kupiłam już kilka mydeł innych marek, to tu skusiłam się już tylko na dwa mydełka: Melissa aphrodisiac i The Provencal.


Melissa aphrodisiac to Mydło rumiankowo-owsiane, nawilżająco-oczyszczające. Mydło łagodne dla skóry i dla nerwów. Rumianek działa przeciwzapalnie i odkażająco. Płatki owsiane mają właściwości kojące, lekko złuszczające. Idealne do delikatnego oczyszczania skóry zarówno suchej jak i tłustej. Olejek melisowy uspokaja i poprawia humor.


Kostka o nieregularnym kształcie i nierównej powierzchni waży 100 g. Zatopione są w niej drobinki liści i kwiatów rumianku rzymskiego. Zapach mydła jest delikatny, ziołowy. Podczas kąpieli mydełko wytwarza obfitą pianę. Oczyszcza skórę dokładnie ale jest jednocześnie delikatne. Nie powoduje podrażnień skóry i nie wysusza jej. Mydełko zawiera zmielone płatki owsiane, co powoduje, że jest trochę szorstkie lekko peelinguje skórę. Myję nim całe ciało i twarz. dobrze się też spisuje w higienie intymnej.

Skład mydełka (INCI): Sodium Olivate, Sodium Cocoate, Sodium Sheabutterate, Aqua, Glycerine, Sodium Castorate, Anthemis Nobilis, Avena Sativa, Anthemis Nobilis Extract, Saponaria Officinalis Root Extract, Cymbopogon Winterianus Oil, (Citronellol, Geraniol).

Druga kostka nosi nazwę The provencal i, jak nietrudno się domyślić, jest to mydło lawendowe.



Mydło lawendowe, kremowe, delikatne, wspaniały zapach prawdziwej lawendy.
Olejek lawendowy - silnie odkażający, antybakteryjny, antygrzybiczy, goi rany, łagodzi świąd, pielęgnuje. Mydło lawendowe, dzięki dużej zawartości olejku lawendowego, dobrze skórę pielęgnuje, odżywia, wspomaga i działa przeciwzapalnie. Mydło doskonałe dla dzieci, dla skóry atopowej i wrażliwej.


Kostka waży 100 g i zatopiono w niej ususzone kwiaty lawendy. O tym mydle mogę powtórzyć wszystko, co napisałam o poprzedniej kostce. Że dobrze się pieni, jest delikatne, dokładnie oczyszcza skórę ale jej nie wysusza itd. Ale to mydełko ma jeszcze jeden ogromny atut, a mianowicie zapach. Piękny, intensywny zapach lawendy, który spowodował, że  się w nim zakochałam. Wąchając tę kostkę mam wrażenie, że wącham żywy, kwitnący krzaczek lawendy. Widać, a właściwie czuć, że producent nie pożałował lawendowego olejku eterycznego. Miałam już kilka mydeł lawendowych innych marek ale żadne z nich nie pachniało tak pięknie jak mydełko od Salto. Jestem nim zachwycona i polecam wszystkim, którzy lubią zapach lawendy.

 
Skład mydełka (INCI): Sodium Olivate, Sodium Cocoate, Sodium Sheabutterate, Aqua, Glycerine, Sodium Castorate, Lavandula Angustifolia Flower, Saponaria Officinalis Root Extract, Lavandula Angustifolia Flower Oil, (Geraniol, Limonene, Linalool).
Mydełka były na targach sprzedawane bez indywidualnych opakowań. Wybrane kostki wkładano do papierowej torebki dołączając do każdego mydła pomarańczowy kartonik ze wszystkimi potrzebnymi informacjami.   

wtorek, 25 lipca 2017

ORIENTANA Ajurwedyjski tonik do włosów



           Wyobraźcie sobie, że jeszcze nigdy nie używałam żadnej wcierki do włosów. Tak jakoś się złożyło. Ale gdy na kilku blogach przeczytałam pozytywne opinie o Ajurwedyjskim toniku do włosów marki ORIENTANA, postanowiłam go wypróbować.



O toniku przeczytałam:
"Formuła toniku została oparta na recepturze ajurwedyjskiej. Bazuje na wyjątkowych właściwościach indyjskich ziół, nie zawiera w składzie olejów ani żadnych składników chemicznych. Może być stosowany do pielęgnacji każdego rodzaju włosów. Tonik służący wzmocnieniu i zahamowaniu wypadania włosów zawiera w składzie m.in. amlę, która sprawia, że włosy stają się sprężyste, zdrowe, błyszczące. Wyciąg z neem wzmacnia cebulki i chroni skórę głowy przed stanami zapalnymi, a gotu kola (wąkrotka azjatycka) wzmacnia skórę głowy i przyspiesza wzrost włosów. Intensyfikacji wzrostu włosów sprzyjają też kozieradka i bhingraj, a tymianek zapobiega ich wypadaniu. W skladzie toniku znajduje się także nawilżający i kojący aloes oraz rozmaryn o właściwościach przeciwbakteryjnych, służący wzmocnieniu włosów i spowalniający ich przetłuszczanie."




Tonik zamknięto w plastikowej butelce o pojemności 100 ml. Butelka wyposażona jest w pompkę, co bardzo ułatwia aplikację kosmetyku.
Producent zaleca wcieranie toniku w skórę głowy codziennie przez 2-3 minuty. Stosować przez trzy tygodnie, zrobić kilka dni przerwy i wznowić kurację. Tak właśnie robiłam. Świeżo umyte, mokre włosy rozdzielałam partiami i spryskiwałam skórę tonikiem. Potem wcierałam tonik palcami. W pierwszej chwili po spryskaniu skalpu tonikiem odczuwałam jakby lekkie chłodzenie skóry ale to wrażenie szybko mijało. Domyślam się, że to zasługa mięty znajdującej się w składzie. Tonik pachnie ziołowo ale wyraźnie dominuje tu zapach mięty.


Włosy po zastosowaniu toniku bardzo łatwo się rozczesują, nawet wówczas gdy po ich umyciu szamponem nie użyję odżywki. Po wysuszeniu są miękkie i błyszczące chociaż mam wrażenie, że trochę tracą na połysku ale bardzo niewiele. Za to są ładnie odbite od nasady, mają większą objętość i dobrze się układają. Tonik nie przetłuszcza włosów gdyż w jego składzie nie ma żadnego oleju. Pewien wysyp nowych włosków zauważyłam dopiero podczas drugiego 3-tygodniowego cyklu ale nie był specjalnie imponujący. Nie cierpiałam na wzmożone wypadanie włosów, a więc nie wiem czy tonik zdołałby takie zjawisko powstrzymać. Nie sprawił też, żeby włosy wolniej się przetłuszczały. Czy je wzmocnił? Nie wiem. Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Mimo to jestem zadowolona z toniku. Podoba mi się to, że poprawia wygląd włosów, że zwiększa ich objętość. Chyba od czasu do czasu będę do niego wracała.

  
Skład toniku: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Emblica Officinalis Fruit Powder, Melia Azadirachta Ekstract, Glycerin, Simmondsia Chinensis Seed Extract, Centella Asiatica Extract, Eclipta Alba Extract, Acacia Concinna Fruit Powder, Trigonella Foenum-Graecum Seed Extract, Nymphaea Lotus Flower Extract, Polysorbate 20, Lawsonia Inemis Extract, Ocimum Sanctum Leaf Extract, Lavandula Angustifolia Extract, Arnica Montana Flower Extract, Rosmarinus Officinalis Extract, Thymus Serpyllum Extract, Camphor, Menthol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.   

niedziela, 16 lipca 2017

BIOTURM Peeling do stóp z drobinkami wosku ryżowego




      Jeszcze nigdy nie używałam peelingu do stóp. Pięty i inne zrogowaciałe miejsca na stopach masuję zawsze, z dobrym skutkiem, tarką do stóp. Ciekawa byłam jednak jak działa peeling i żeby zaspokoić ciekawość skusiłam się na Peeling do stóp z drobinkami wosku ryżowego marki BIOTURM.



Producent zapewnia, że drobinki wosku ryżowego skutecznie uwalniają stopy od nadmiary obumarłego naskórka. Mocznik w połączeniu z pantenolem zapewniają długo utrzymujące się nawilżenie oraz efekt wygładzenia. Aktywny kompleks bio-serwatki i bio-olej migdałowy regenerują skórę. Efekt jest odczuwalny natychmiast po użyciu.
Sposób użycia: peeling namieść na umytą, wilgotną skórę stóp. Delikatnie wmasować i dokładnie spłukać wodą.



W miękkiej, plastikowej tubie otrzymujemy 100 ml peelingu. Ma on konsystencję lekkiego kremu, w którym wyczuwa się palcami drobinki. Kremik bardzo delikatnie pachnie, wyczuwam w tym zapachu cytrynę. Peeling rozprowadzam po umytych, mokrych stopach i delikatnie masuję. Nie zaliczyłabym go do mocnych zdzieraków ale dla moich stóp jest wystarczający. Dobrze usuwa martwy naskórek i pozostawia stopy miękkie i gładkie. Mimo iż zawiera w swoim składzie olej słonecznikowy i migdałowy, nie jest kosmetykiem tłustym. Skórę stóp pozostawia dobrze nawilżoną i bardzo delikatnie natłuszczoną. Ja, będąc posiadaczką suchej skóry, po takim wygładzaniu stosuję jeszcze krem.
Peeling Bioturm służy mi nie tylko do stóp. Używam go również do wygładzania szorstkich łokci. W tej roli też sprawdza się znakomicie.
Producent nie pisze jak często należy stosować ten produkt. Rozumiem więc, że według potrzeb i najczęściej robię to co drugi dzień.



Skład peelingu INCI: Aqua, Oryza Sativa Cera, Helianthus Annuus Hybrid Oil*, Glycerin, Alcohol, Lac*, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Octyldodecanol, Oleyl Erucate, Polyglyceryl-6 Palmitate/Succinate, Polyglyceryl-4 Laurate/Succinate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil*, Sodium Lactate, Urea, Panthenol, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract*, Verbena Officinalis Leaf Extract*, Helianthus Annuus Seed Oil*, Tocopherol, Parfum, Palmitic Acid, Stearic Acid, Sodium Anisate, Sodium Levulinate, Xanthan Gum, Lactic Acid, Oryzanol, Citral, Limonene, Linalool.
* - z kontrolowanych upraw biologicznych.



 Peeling do stóp Bioturm jest kosmetykiem certyfikowanym przez ICEA. Nie zawiera syntetycznych konserwantów, barwników, środków zapachowych PEG i skladników pochodzenia petrochemicznego. Nie zawiera składników pochodzących z martwych zwierząt i nie jest testowany na zwierzętach. Kupić go można w tym sklepie.  

czwartek, 13 lipca 2017

ALCHEMIA LASU Masło do ciała geranium, mandarynka, petitgrain




               Ze względu na to, że mam suchą skórę na ciele, zawsze w mojej łazience jest jakieś mazidło do ciała. Czasem są to balsamy ale najbardziej lubię masła i kremy. Nic więc dziwnego, że będąc w kwietniu na warszawskich targach kosmetyków naturalnych EKOCUDA, zaopatrzyłam się również w takowe kosmetyki. Jedno z nich to Masło do ciała geranium, mandarynka, petitgrain od ALCHEMII LASU.



ALCHEMIA LASU to mała, polska firma produkująca kosmetyki naturalne. W swoich produktach wykorzystuje zioła lasów i łąk Polski południowej, a także inne surowce roślinne jak tłoczone na zimno oleje i masła. Kosmetyki tej marki są wegetariańskie, a w większości nawet wegańskie.



Do pakowania swoich produktów Alchemia Lasu używa prostych, szklanych słoiczków i buteleczek, na które nakleja etykiety wydrukowane na zwykłym, szarym papierze. Masło do ciała zamknięto w takim właśnie słoiczku o pojemności 120 ml. Konsystencja tego kosmetyku jest zwarta i dosyć twarda. Nie można nabrać go palcami. Używam do tego celu plastikowej szpatułki, którą skrobię potrzebną ilość masła. Rozcieram je w palcach, a gdy się rozpuści wmasowuję w ciało. Myślę, że zimą, gdy działa ogrzewanie i w łazience jest znacznie cieplej, masło byłoby bardziej miękkie. 



Wolałabym, żeby konsystencja tego masełka była bardziej kremowa i właśnie maślana ale nie jest to wielki problem. Ten mały minus całkowicie rekompensuje mi działanie masła na skórę. Po jego wmasowaniu pozostaje bardzo cieniutka tłusta warstwa, a skóra jest mięciutka, jedwabista i delikatna. Okazało się jednak, że ta warstwa szybko się wchłania, a miękkość i delikatność skóry pozostaje na cały dzień. Poza tym masełko odznacza się interesującym zapachem. Jest to woń dosyć intensywna, w której zdecydowanie przeważają cytrusy, a w tle wyczuwa się nutę kwiatową. To pewnie geranium. Podoba mi się ten zapach i szkoda, że nie pozostaje długo na skórze.

Skład masła jest taki:


Skład piękny, naturalny. Nie ma się do czego przyczepić, co bardzo mi odpowiada. Nie lubię sytuacji gdy kosmetyk jest naturalny, często nawet certyfikowany, a w składzie znajduje się jakąś dziwną substancję. W sumie jestem zadowolona z masła i nie żałuję, że je kupiłam.
Znacie kosmetyki tej marki? Jeśli tak, to co o nich sądzicie?  

sobota, 8 lipca 2017

MADARA Ochronny krem do rąk




      Dobry krem do rąk to dla mnie bardzo ważny kosmetyk. No właśnie, dobry czyli jaki? Skóra moich dłoni jest bardzo sucha i dobry dla niej krem, to taki, który intensywnie odżywia, nawilża i natłuszcza. Mimo mnogości kremów do rąk na rynku niełatwo jest taki znaleźć ale czasem trafia się prawdziwa perełka. Niedawno miałam taką perełkę i pisałam o niej tu, a teraz trafiła mi się kolejna czyli Ochronny krem do rąk marki MADARA.



O kremie przeczytałam: 
"Bogaty, aksamitny krem z nadbałtycką śliwką i kwiatem lipy odżywia, nawilża i zmiękcza suche dłonie i kruche paznokcie. Tworzy ochronny film na dłoniach zamykając wilgoć. Rozjaśnia i wybiela przebarwienia na skórze. Szybko się wchłania pozostawiając dłonie jedwabiście miękkimi.
Składniki aktywne: kakao, olej słonecznikowy, pietruszka, pigwa, kwiat lipy, żurawina, nagietek, rumianek i śliwka.
Pietruszka, żurawina, pigwa: synergiczne połączenie kwasów organicznych i witamin, rozświetla i rozjaśnia skórę, usuwa przebarwienia.
Kwiat lipy, rumianek, nagietek: synergiczny kompleks o działaniu nawilżającym, kojącym i ochronnym.
Śliwka: zmiękcza, odżywia i nawilża, bogata w witaminę E."



W ciemnozielonej, plastikowej tubce zamknięto 75 ml kremu. Jego konsystencja do lekkich raczej nie należy ale, mimo to, łatwo wmasowuje się w skórę i szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy. Moje dłonie uwielbiają ten krem. Skóra jest po nim miękka, jedwabiście gładka i taka delikatna. Nie ma mowy o żadnej suchości. Czuje się, że krem jest treściwy i świetnie odżywia skórę. Myślę, że dla osób o mniej przesuszonych dłoniach krem będzie odpowiedni na zimę ale jak się ma takie sucharki jak ja, to krem sprawdza się przez cały rok. Jego aplikację umila zapach. Delikatny, nienachalny, chyba kwiatowy. Dodatkową zaletą tego kosmetyku jest jego wydajność. Jednorazowo aplikuję go na ręce prawie połowę mniej niż innych kremów. To mój prawdziwy hit wśród kremów do rąk.


Skład: Aqua, Theobroma Cacao, Helianthus Annuus (Oil), Alcohol, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Glyceryl Stearate, Behenyl Alcohol, Carum Petroselinum, Pyrus Cydonia, Tillia Cordata, Lecitin, Vaccinium Macrocarpon, Xanthan Gum, Stearic Acid, Calendula Officinalis, Chamomilla Recutita, Prunus Domestica (Oil), Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Glycine Soya (Sterols), Lactic Acid, Aroma, Limonene, Sodium Phytate, Palmitic Acid.


Ochronny krem do rąk MADARY jest certyfikowany przez ECOCERT. Kupiłam go w tym sklepie. Nie da się ukryć, że nie jest produktem tanim ale, moim zdaniem, jest wart tej ceny i nie żałuję ani jednej, wydanej na niego, złotówki. Jest to po prostu świetny kosmetyk. 

poniedziałek, 3 lipca 2017

Projekt DENKO kwiecień - czerwiec 2017




                 Drugi kwartał bieżącego roku mamy już za sobą. Ani się obejrzymy jak następne dwa kwartały przeminą i znów będziemy witać kolejny nowy rok. Ale to jeszcze przyszłość, a dzisiaj chcę pokazać co zużyłam i wykończyłam w kwietniu, maju i czerwcu. Pustych opakowań zebrało się sporo. Oto one:





Pielęgnacja twarzy




1. ORIENTANA Nawilżająca bio pianka do mycia twarzy Kantola - pianka bardzo dobrze oczyszcza skórę nie wysuszając jej i nie pozostawiając odczucia ściągnięcia. Więcej na jej temat przeczytacie tu. Moim zdaniem jest to bardzo dobry produkt i zasługuje na ponowny zakup.


2.  AKAMUTI  Hydrolat z kadzidłowca - używałam go przede wszystkim do rozrabiania maseczek glinkowych ale czasem też jako toniku. Trochę rozczarował mnie jego zapach chociaż nie przeszkadzał mi specjalnie. Nazwałabym go drzewno-żywicznym, myślałam, że będzie bardziej orientalny i przyjemniejszy dla nosa. Najważniejsze było to, że dobrze działał na moją skórę. Na pewno kupię go ponownie.

4. AVALON ORGANICS  Rozświe4tlający scrub do twarzy lawendowy Lavender Luminosity - scrub dobrze oczyszcza skórę, a to oczyszczanie uprzyjemnia delikatny zapach lawendy. Jest to dobry kosmetyk i warto kupić go ponownie. Recenzję znajdziecie tutaj.


5. MARTINA GEBHARDT Tonik z żeń-szeniem do cery wymagającej Ginseng - kolejny tonik od Mariny Gebhardt, który mnie zachwycił. Wspaniale odświeża i nawilża skórę. Pisałam o nim tu. Czy  kupię go ponownie? Oczywiście, że tak.

7. HESH  Maseczka z płatków róży - maseczka całkiem przeciętna, nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Ulepszałam ją różnymi dodatkami i dzięki temu uzyskiwałam lepsze efekty. Tu znajdziecie recenzję. Czy kupię ponownie? Jeszcze nie wiem.

8. AKAMUTI  Rose berry eye revitaliser - w tej malutkiej, szklanej fiolce znajduje się interesujący kosmetyk. Jest to kompozycja kilku olejów i olejków eterycznych przeznaczona do pielęgnacji skóry pod oczami. Ten produkt też był bardzo wydajny i mimo, że fiolka zawiera jedynie 12 ml, to wystarczył na bardzo długo. Więcej na jego temat przeczytacie tu. Warto kupić go ponownie.

Pielęgnacja włosów


9. KHADI  Henna jasny brąz - henna, której używam nieprzerwanie od kilku lat. Farbuje moje włosy na kolor, który bardzo mi się podoba. Kolejne opakowanie już kupiłam i czeka na pierwsze użycie.

10 11. NATURA SIBERICA  Witaminowy szampon i odżywka - mroźne jagody - bardzo przyjemny duet włosowy. Kosmetyki są delikatne. Nie drażnią skóry głowy i nie powodują swędzenia. Recenzję znajdziecie tu. Prawdopodobnie będę co pewien czas do nich powracać.

Pielęgnacja ciała


12. ABSOLUTE ORGANIC  Organiczny krem do rąk - ten krem zaliczyłam do najlepszych jakie miałam. Bardzo dobrze zaspokajał potrzeby suchej skóry moich rąk. Pisałam o nim tu. Z pewnością kupię go ponownie.

13. ARGITAL  Płyn do higieny intymnej z zieloną glinką i olejkiem niauli - w pierwszej chwili żałowałam, że kupiłam ten płyn ale z biegiem czasu polubiłam go i dobrze go wspominam. Napisałam o tym tu. Myślę, że jeszcze do niego wrócę.

14. PETAL FRESH  Nawilżający balsam do rąk i ciała Aloe&Citrus - całkiem przeciętny ale niezwykle wydajny balsam. Myślałam, że nigdy się nie skończy. W końcu udało się go zdenkować. Pisałam o nim tu. Raczej nie kupię go ponownie.

15. BIOTURM  Pianka do higieny intymnej z bio-serwatką i bio-żurawiną - pianka jest kosmetykiem delikatnym ale skutecznym. Daje poczucie czystości i świeżości. Tutaj znajdziecie recenzję. Z pewnością kupię ją ponownie.

16. ALEPIA Czarne mydło Savon Noir - Bardzo lubię czarne mydło. Uważam, że jest najlepszym kosmetykiem do peelingu. O Savon Noir pisałam kilka razy np. tu. Czy kupię ponownie? Oczywiście, że tak.

17. SO`BIO etic Odżywcze masło do ciała z oślim mlekiem - masło dobrze działało na moją skórę, nawilżało ją i wygładzało. Przeczytacie o nim tu. Zasługuje na ponowny zakup.

Mydełka


18. PSZCZELA DOLINKA Mydło ręcznie robione Mydlnica dla skóry atopowej - poznałam już kilka mydełek z Pszczelej Dolinki. Najbardziej spodobało mi się mydło miodowe, o którym pisałam tu, ale pozostałe też były bardzo dobre. Nie mam skóry atopowej ale to mydełko bardzo dobrze się u mnie sprawdziło. Mydełka tej marki z pewnością jeszcze niejeden raz zagoszczą w mojej łazience.

19. MINISTERSTWO DOBREGO MYDŁA Mydło Rozmaryn - bardzo ciekawe mydełko. Pachnie rozmarynem i ma śliczny, morski kolor. Więcej o nim przeczytacie tu. Czy kupię ponownie? Jasne, że tak.

20. TROPICAL NATURALS  Afrykańskie czarne mydło Dudu - Osun - to mydło miałam już kiedyś (kilka lat temu) i teraz do niego wróciłam gdyż uważam, że na to zasługuje. Pisałam o nim tutaj. Pewnie co jakiś czas będę do niego wracać.

21. PAT&RUB  Mydło z przyprawami korzennymi - firma Pat&Rub miała w swojej ofercie kilka mydeł w kostkach. Myślałam, że stopniowo przetestuję wszystkie ale, niestety, nie udało się. Firma podzieliła się na dwie firmy: Pat&Rub i Naturativ i żadna z nich nie ma w ofercie mydeł w kostkach. Wielka szkoda, bo mydełko było bardzo dobre.

22.  TEA NATURA Mydło kokosowo-oliwne z masłem shea - delikatne mydełko tworzące obfitą pianę. O mydłach tej marki pisałam tu. Warto kupić je ponownie.

To już wszystko co udało mi się zużyć i wykończyć. Trochę się tego uzbierało ale tak się złożyło, że kilka kosmetyków zbliżało się do dna, a więc łatwo było je wykończyć. Najważniejsze, że projekt denko spowodował, że nie mam już dużych zapasów kosmetycznych. Z reguły moje zapasy składają się z jednego opakowania kosmetyku danego rodzaju. Jedynym wyjątkiem są mydełka. Tych zawsze mam więcej niż innych kosmetyków i chyba już tak zostanie. 


czwartek, 29 czerwca 2017

Kosmetyki od BIOLINE



       BIOLINE  to polska firma tworząca kosmetyki naturalne, którą poznałam zaledwie kilka miesięcy temu. Są to kosmetyki wolne od chemii i przyjazne środowisku naturalnemu. Produkowane są z naturalnych składników pochodzenia roślinnego, w tym składników certyfikowanych przez ECOCERT. Nie są testowane na zwierzętach i nie zawierają składników pochodzenia zwierzęcego. Potwierdza to certyfikat VIVA! Dla wegan i wegetarian. BIOLINE ma w swojej ofercie kilkadziesiąt produktów. Ja skusiłam się na dwa spośród nich. Jednym z nich jest Eliksir przeciwzmarszczkowy ANTI AGING.


Zdaniem producenta eliksir anti aging o lekkiej i dobrze wchłaniającej się konsystencji oraz zapachu gorzkiej pomarańczy, to wyjątkowa kompozycja trzech olejów roślinnych o silnym działaniu przeciwzmarszczkowym. Stworzony z myślą o skórze suchej, dojrzałej, wrażliwej i naczynkowej, wykazuje właściwości odżywcze, regenerujące i nawilżające.
Skład kosmetyku jest krótki i wygląda tak (INCI): Passiflora Incarnata (Passion) Seed Oil, Perilla Ocymoides (Perilla) Seed Oil*, Opuntia Ficus-Indica (Prickly Pear) Fruit Oil, Citrus Aurantium Amara Peel Oil, Tocopherol, Limonene+Linalool+Geraniol+
* - składniki organiczne
Mamy tu olej z męczennicy cielistej (Passiflora Incarnata), olej z pachnotki (Perilla Ocymoides) i olej z opuncji figowej (Opuntia Ficus-Indica).



Olej otrzymujemy w butelce z grubego szkła. Zakrętka z pompką w kolorze złota, złote napisy i logotyp firmy sprawiają, że jest to opakowanie o eleganckim wyglądzie. Bardzo ładnie prezentuje się na łazienkowej półce ale niedługo cieszyłam się tą ozdobą. Okazało się, że trafiła mi się butelka z kiepską pompką. Trzeba nacisnąć pompkę kilka razy, żeby uzyskać porcję eliksiru. Tyle, że po tych kilku naciśnięciach uzyskana porcja oleju jest tak duża, ze wystarcza nie tylko na twarz, szyję i dekolt ale również na ręce. Na całe ręce, a nie tylko na dłonie. To było oczywiste marnotrawstwo eliksiru. Żeby tego uniknąć przelałam go do buteleczki z kroplomierzem. Nowa butelka nie wygląda tak efektownie ale przynajmniej mogę dozować olej tak jak ja chcę, a nie jak chce pompka.
Zgodnie z zapewnieniami producenta Eliksir przeciwzmarszczkowy Anti Aging ma lekką konsystencję i dobrze się wchłania. Używam go tylko na noc. Rano skóra rzeczywiście jest miękka, wygładzona i nawilżona. Przez pewien czas używałam go solo, a potem zaczęłam go tuningować i robię to do tej pory. W zagłębieniu dłoni umieszczam jednorazową porcję eliksiru i dodaję do niego odrobinę kwasu hialuronowego lub żelu aloesowego. Mieszam palcem i wklepuję w skórę twarzy, szyi i dekoltu. Taka mieszanka jeszcze lepiej działa na skórę. Jest jeszcze lepiej nawilżona i odżywiona, a także gładka i aksamitna w dotyku. Lubię czasem trochę ulepszać gotowe kosmetyki. W ten sposób często uzyskuje się bardzo dobre wyniki.

Drugim produktem BIOLINE na jaki się skusiłam jest Czarne mydło Savon Noir.


Opakowanie mydła również prezentuje się elegancko. Jest to pudełko z czarnego, sztywnego plastiku, a złote napisy i logo dodają mu uroku. Opakowanie zawiera 200 ml mydła.
Zużyłam już wiele opakowań mydła Savon Noir i najczęściej był to produkt marki Alepia ale kilka razy miałam też mydło innych producentów i też byłam z nich zadowolona. Z mydła od Bioline nie jestem zbyt zadowolona. Zapach ma typowy dla Savon Noir, kolor też ale konsystencja jest inna. Przywykłam, że czarne mydło ma konsystencję pasty, mazi i można łatwo rozprowadzać je po skórze. Mydło od Bioline jest bardzo gęste, zbite. Wyjmuje się z pojemnika kawałek mydła i mydli się nim skórę niczym mydłem w kostce. Gdy mydło jest rzadsze rozprowadza się je po skórze, a piana pokazuje się dopiero w trakcie masażu rękawicą kessą. Tu piana jest od razu i jest mniej obfita niż przy mydle rzadszym. Nie bardzo mi to pasuje.

Skład mydła (INCI): Potassium Olivate, Aqua, Potassium Palmate, Potassium Cocoate, Olea Eurpaea Oil, Potassium Carbonate, Glycerin.



Oczywiście zużyję to mydło do końca ale następnego raczej nie kupię. Eliksir przeciwzmarszczkowy Anti Aging uważam za zakup udany i uważam, że warto kupić go ponownie. W przyszłości będę chciała poznać także inne produkty tej marki. Kosmetyki BIOLINE kupiłam w tym sklepie.
Czy znacie już kosmetyki tej marki? Jeśli tak, to co o nich sądzicie?      


czwartek, 22 czerwca 2017

Nowości czerwca





          Bardzo lubię te chwile kiedy zachodzi potrzeba uzupełnienia kosmetycznych zasobów. Czasem wybór nowych kosmetyków trwa u mnie 2-3 dni. Lista zakupowa jest długa i często trudno jest zdecydować się czy wybrać taki krem lub szampon, czy inny. W końcu trzeba jednak podjąć męską decyzję i zdecydować co się kupi. Zobaczcie, co kupiłam w tym miesiącu.



Dwa żele do higieny intymnej: SYLVECO i BIOLAVEN. Nie są drogie, a ja będę miała możliwość przekonania się, który z nich jest lepszy.



Kolejne produkty to Krem do rąk odżywczy Biolaven, który niedawno zachwalała na swoim blogu Żan oraz Delikatny puder myjący CLEAN POWDER od MAKE ME BIO. O tym pudrze czytałam wiele pozytywnych opinii więc postanowiłam wypróbować go na własnej skórze.
Oczywiście nie mogło się obejść bez nowych mydełek w kostkach.




Kupiłam dwa mydełka SYLVECO, tonizujące i ujędrniające. Skusiłam się też na mydło BIOLAVEN. Ale to nie wszystkie mydełka. Kupiłam jeszcze takie:



Przypadkiem odkryłam mydlaną markę, o której nawet nie słyszałam. Nazywa się Ajeden. Jest to mała, rodzinna manufaktura mydła i miodu znajdująca się na obrzeżach Drawieńskiego Parku Narodowego. Korzystając z dobrodziejstwa składników z pól i lasów, miodu z własnej pasieki i mleka od własnych kóz, oferuje wyjątkowej jakości kosmetyki: mydła, sole i kule do kąpieli oraz przepyszne miody. Więcej o tej manufakturze przeczytacie na jej stronie internetowej.
Chyba Was nie zaskoczę jeśli powiem, ze miałam ochotę na więcej mydełek zarówno od Sylveco jak i Ajeden. Na szczęście rozsądek zwyciężył i poprzestałam na mniejszej ilości. Przetestowanie kolejnych kostek tych marek zostawiam na później.



To już wszystkie czerwcowe nowości. W tym miesiącu nie planuję już kosmetycznych zakupów.

sobota, 17 czerwca 2017

NATURA SIBERICA Duet witaminowy do włosów tłustych - mroźne jagody




       Lubię mieć szampon i odżywkę tej samej marki i najlepiej z tej samej linii kosmetycznej. Często kupuję takie duety i tym razem było tak samo. Skusiłam się na Szampon witaminowy do włosów tłustych-mroźne jagody i Balsam witaminowy do włosów tłustych-mroźne jagody rosyjskiej marki NATURA SIBERICA.


Szampon i balsam zawierają w swych składach ciekawe substancje roślinne np. ekstrakt z maliny moroszki. Malina moroszka zwana też maliną nordycką jest często spotykana w kosmetykach do włosów. Szampony i odżywki z maliną moroszką nawilżają, odżywiają i regenerują strukturę włosa. Wyciąg z żurawiny jest bogaty w polifenole dzięki którym posiada silne działanie antyoksydacyjne. Borówka brusznica ceniona jest w kosmetyce jako środek antyseptyczny i ściągający.
Producent zapewnia, że szampon witaminowy delikatnie i skutecznie oczyszcza, reguluje poziom sebum, wzmacnia włosy, nawilża i przywraca blask oraz chroni skórę przed podrażnieniami.


Szampon otrzymujemy w prostej, plastikowej butelce z zamknięciem na klik. Butelka jest dosyć duża i zawiera 400 ml szamponu. Szampon ma konsystencję typową dla większości szamponów i łatwo wylewa się z butelki potrzebną ilość. Zaskoczył mnie kolor tego szamponu. Jest różowy. Zapach też jest przyjemny, określiłabym go jako cukierkowo-landrynkowy. Nawet mi się spodobał. Szampon, zgodnie z obietnicą producenta, jest delikatny i nie podrażnia skóry ale jest skuteczny. Dobrze oczyszcza włosy i skalp, zmywa też oleje. Plącze włosy nie bardziej niż inne szampony. Po wyschnięciu włosy są błyszczące i dobrze się układają. Nie zauważyłam żeby zmniejszał czy opóźniał przetłuszczanie się włosów. 


Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glyceryl Linoleate, Glyceryl Oleate, Glyceryl Linolenate, Niacinamide, Vaccinium Macrocarpon (żurawina wielkoowocowa) Fruit Extract, Rubus Chamaemorus (malina moroszka) Fruit Extract, Rubus Idaeus (malina właściwa) Fruit Extract*, Vaccinium Vitis-Idaea (borówka btusznica), Stearyl Citrate, Sodium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Citric Acid, L-Menthol, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic
 Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, CI 16035.
* - pozyskiwane z upraw ekologicznych.

Balsam witaminowy do włosów tłustych-mroźne jagody otrzymujemy w identycznej pod względem wyglądu i wielkości butelce. Producent twierdzi, że kosmetyk odbudowuje uszkodzone włosy, zapewnia równowagę skórze głowy, odświeża i odżywia, nawilża i zmiękcza włosy, nadaje blask i wygładza.


Balsam ma konsystencję lekkiego kremu i nietrudno jest wydobyć go z butelki. Oczywiście po zużyciu około połowy balsamu trzeba odwróconą do góry dnem butelką potrząsnąć ale nie jest to wielki problem. Podobnie jak szampon ma kolor różowy tylko nieco jaśniejszy. Pachnie identycznie jak szampon. Łatwo rozprowadza się po włosach i nie spływa z nich. Sprawia, że włosy łatwo się rozczesują. Nie potrafię powiedzieć czy odbudowuje uszkodzone włosy, czy zapewnia skórze równowagę. Z pewnością nadaje im blask i wygładza, odświeża i odżywia ale nie obciąża. Nie zauważyłam natomiast żeby miał wpływ na wydzielanie sebum.   Włosy bardzo ładnie wyglądają i dobrze się układają.


Skład balsamu: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cydopentasiloxane, Glyceryl Stearate, Behentrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Glyceryl Linoleate, Tocopherol*, Vaccinium Macrocarpon (żurawina wielkoowocowa) Fruit Extract, Rubus Chamaemorus (malina moroszka) Fruit Extract, Rubus Arcticus (malina tekszla, jeżyna arktyczna) Fruit Extract, Vaccinium Vitis-Idaea (borówka brusznica) Seed Oil, Dimethiconol, Lauryl Glucoside, Citric Acid, L-Menthol, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Cetrimonium Bromide, Parfum, CI 16035
* - pozyskiwane z upraw ekologicznych.

Podsumowując uważam, że są to całkiem poprawne kosmetyki do włosów i od czasu do czasu można się na nie skusić. Ich dodatkowym plusem są spore opakowania i przystępna cena. Kupić można je tu      

wtorek, 13 czerwca 2017

MARTINA GEBHARDT Tonik z żeń-szeniem do cery wymagającej GINSENG




     Niedawno pisałam o toniku marki Eubiona, a dziś przedstawię inny tonik. Sprawdziłam, nie było to tak niedawno bo równo cztery tygodnie temu. Czas biegnie tak szybko, że wydaje się, że coś było całkiem niedawno, a tymczasem upłynęło już kilka tygodni. Dziś napiszę o Toniku z żeń-szeniem do cery wymagającej Ginseng od MARTINY GEBHARDT.


Producent tak pisze o toniku:
Bogaty w witaminy i składniki wspierające odbudowę naskórka tonik, przeznaczony do cery wymagającej powyżej 30 roku życia. Odświeża i intensywnie regeneruje przemęczoną skórę, zwiększając jej witalność i elastyczność.
Linia produktów z żeń-szeniem MARTINA GRBHARDT jest szczególnie bogata w witaminy i substancje budulcowe, które pomagają zachować witalność, elastyczność i zdolność do regeneracji cery wymagającej powyżej 30 roku życia.


Tonik ma wspaniały, naturalny skład, a wśród innych substancji znajduje się tam esencja spagiryczna z wyciągu z żeń-szenia. Żeń-szeń jest rośliną, której właściwości zdrowotne wykorzystywane są w tradycyjnej medycynie Dalekiego Wschodu od ponad 4000 lat. Jest również cennym surowcem kosmetycznym gdyż zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry, jest silnym antyoksydantem, poprawia ukrwienie skóry przez co skóra staje się zaróżowiona, gładka i sprawia wrażenie młodszej. Żeń-szeń detoksykuje organizm dzięki czemu skóra przestaje być szara i zmęczona. Ekstrakt z lipy działa przeciwzapalnie i nawilżająco, poprawia elastyczność skóry, łagodzi podrażnienia, ogranicza wydzielanie sebum. Hydrolat z oczaru wirginijskiego ma silne działanie antyoksydacyjne i łagodzi stany zapalne. Polecany jest do pielęgnacji cery dojrzałej, trądzikowej i naczynkowej.


Mała buteleczka z białego, grubego szkła zawiera tylko 30 ml toniku. Butelka wyposażona jest w atomizer, który sprawi, że te 30 ml starczy na dosyć długo. To bardzo ekonomiczny sposób aplikacji toników.
Toniku używam rano i wieczorem i bardzo lubię tę chwilę gdy na oczyszczoną skórę opadnie chłodna, odżywcza i delikatnie pachnąca mgiełka. Czekam chwilę aż tonik się wchłonie, a gdy mam bardzo mało czasu, wklepuję go w skórę jak krem. Skóra jest ukojona, odświeżona i nawilżona, gładka i elastyczna. Teraz już mogę przystąpić do nakładania kremu. Jest to bardzo dobry tonik i śmiało mogę zaliczyć go do najlepszych jakie miałam. Kupić można go w tym sklepie.


Skład toniku (INCI): Aqua (Water), Alcohol*, Panax Ginseng Root Extract**, Tilia Cordata (Linden) Flower Extract*,Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water*, Spagyric Essence (of Panax Ginseng Extract**, Aurum, Argentum, Sulfate), Melissae Officinalis (Balm Mint) Oil*, Myrtus Communis (Myrtle) Oil*, Aroma**, Citral***, Geraniol***, Limonene***, Linalool***.
* - składniki kontraktowane przez Demeter
** - składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych
*** - komponenty naturalnych olejków eterycznych.
Tonik GINSENG jest kosmetykiem biodynamicznym certyfikowanym przez Demeter. Podobnie jak wszystkie produkty marki Martina Gebhardt nie zawiera olejów mineralnych, parabenów, silikonów, składników pochodzących z martwych zwierząt, syntetycznych środków barwiących, zapachowych i konserwujących. Nie jest testowany na zwierzętach i jest produktem wegańskim.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...