niedziela, 17 maja 2015

LASS NATURALS Mydełko z drzewem agarowym Oud



          O tym, że uwielbiam mydła naturalne w kostkach wspominałam już tyle razy, że świetnie o tym wiecie, a przynajmniej wie każdy, kto od czasu do czasu tu zagląda. Ta miłość do mydlanych kostek wymusza na mnie testowanie coraz to nowych mydełek, coraz to nowych marek. Tym razem padło na indyjską markę LASS NATURALS, a konkretnie na Mydełko z drzewem agarowym Oud.



O mydełku można przeczytać:
"Naturalne ajurwedyjskie mydełko o zniewalającym, bogatym zapachu drewna agarowego (Oud). Olejek z tego drewna jest bardzo cenionym składnikiem w krajach Orientu, stosowanym m.in. do produkcji perfum. Urzeka balsamicznym, słodko-drzewnym zapachem, który wpływa relaksująco na zmysły. Oprócz działania aromaterapeutycznego mydełko z drzewem agarowym uspokaja i chroni problemową skórę. Wykonane jest ręcznie z najwyższej jakości naturalnych olejków eterycznych i ziół dla uzyskania optymalnego efektu aromaterapeutycznego."




Mydełko Oud kupiłam właściwie dla zapachu. Wybrałam je dlatego, że miałam już kiedyś mydełko z oud (klik) i jego zapach mnie zauroczył. Pomyślałam więc, że to mydełko też będzie pięknie pachniało i rzeczywiście tak jest.
Mydlana kostka opakowana była w folię i papierową opaskę na której umieszczono wszystkie potrzebne informacje. Mimo iż opakowanie wyglądało na szczelne, można było wyraźnie poczuć zapach mydełka. Piękny, orientalny, lekko kadzidlany zapach. Z pewnością nie wszyscy lubią tego rodzaju wonie ale dla wielbicielek orientalnych zapachów to mydło jest wymarzone.




Mydełko z drzewem agarowym Oud  to prosta kostka bez żadnych ozdób o wadze 125 g i ciemnej, brunatnej, niemal czarnej barwie. Używam tego mydełka do mycia twarzy i całego ciała. Bardzo dobrze oczyszcza skórę i nie wysusza jej. Nie powoduje też uczucia ściągnięcia skóry. Wytwarza obfitą pianę i dopiero wówczas w pełni uwalnia się zapach tej kostki. Jest intensywny i długo utrzymuje się na skórze. Pachnie w całej łazience nawet wtedy, gdy suche mydło leży na mydelniczce.
Skład mydełka wygląda tak:




Prosty, naturalny i krótki skład bez żadnych chemicznych dodatków. Bardzo lubię takie składy kosmetyków. Myślę, że to mydełko jeszcze niejeden raz zagości w mojej łazience. Nabrałam też ochoty na wypróbowanie innych mydeł tej marki, a jest ich dosyć dużo. Dodatkowym plusem tych mydeł jest niewygórowana cena. W sklepie Iwos  kosztują 9,50 - 10 zł. Warto się na któreś z nich skusić.



sobota, 9 maja 2015

EUBIONA Krem do rąk i paznokci




     Kremy do rąk to kosmetyki niezbędne w codziennej pielęgnacji suchej i często spierzchniętej skóry moich dłoni. Jeszcze w ubiegłym roku używałam bardzo niewiele takich kremów, a w skórę rąk wmasowywałam oleje. Z efektów takiej olejowej pielęgnacji byłam zadowolona, powróciłam jednak do kremów nie rezygnując całkowicie z olejów. Moim najnowszym nabytkiem z tej kategorii kosmetyków jest Krem do rąk i paznokci z echinaceą i liściem oliwnym od EUBIONY.




O kremie tym możemy przeczytać:
"Wyciągi z echinacei oraz liści oliwnych wzmacniają, chronią i pielęgnują skórę rąk i paznokcie. Olej ze słodkich migdałów, jojoba, masło karite i oliwa z oliwek regenerują i nawilżają skórę. Kwas hialuronowy transportuje wszystkie organiczne substancje w głąb skóry i dzięki temu przyspiesza procesy regeneracji. Krem szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu na dłoniach. Doskonały do suchych i spierzchniętych dłoni."




Krem ten jest moim pierwszym kosmetykiem marki EUBIONA. Kupiłam go ponieważ jest to jedna z marek, które zamierzam poznać.
Kosmetyk otrzymujemy w miękkiej plastikowej tubie o pojemności 50 ml, a plastikowa zakrętka jest solidnym i szczelnym zamknięciem tuby. Krem jest dosyć gęsty i charakteryzuje się bardzo przyjemnym zapachem, który odbieram jako owocowo - ziołowy. Nie zgadzam się z opisem, który zamieściłam wyżej, że krem wchłania się szybko i całkowicie nie pozostawiając tłustej warstwy. Trzeba dłonie chwilę pomasować aż krem się wchłonie. Na skórze pozostaje cieniutka warstewka ale raczej nie jest ona tłusta. Moim zdaniem nie dyskredytuje to kremu ale powoduje, że stosuję go głównie na noc. Jest to kosmetyk bardzo treściwy i mocno odżywczy. Wspaniale odżywia i regeneruje skórę, powoduje, że staje się ona jedwabiście gładka i miękka. Nie tylko nie żałuję, że go kupiłam ale bardzo go polubiłam.




Skład kremu (INCI): Aqua, Glycine Soja Oil*, Caprylic/Capric Triglyceride, Olea Europaea Fruit Water*, Prunus Amygdalus Dulcis Oil*, Glycerin, Olea Eurpaea Fruit Oil*, Glyceryl Stearate Citrare, Butyroapermum Parkii Butter*, Lecithin Hydrogenated, Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Echinacea Purpurea Extraxt*, Sodium Hyaluronate, Squalane, Hydrogenated Coco Glycerides, Tocopherol, Xanthan Gum, Glyceryl Stearate, Lactic Acid, Sodium Lactate, Alcohol, Parfum, Limonene, Linalool, Citronellol.
* - składniki pochodzące z upraw ekologicznych,

100% składników pochodzenia naturalnego,
18,57% wszystkich składników pochodzi z rolnictwa ekologicznego,
99,4% składników roślinnych pochodzi z rolnictwa ekologicznego. 




Warto dodać, że krem posiada certyfikat Ecocert oraz certyfikat neutralizowania emisji CO2, a jego składniki nie były testowane na zwierzętach.
Z kremu jestem bardzo zadowolona, a to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że warto poznać też inne produkty tej marki.  

sobota, 2 maja 2015

Projekt DENKO - marzec i kwiecień 2015


       
            Kolejne dwa miesiące tego roku zleciały jak z bicza strzelił i przyszedł czas na ich denkowe podsumowanie. W ciągu marca i kwietnia udało mi się wykończyć sporo kosmetyków. Oceńcie zresztą sami:



Ponieważ trochę się tych pustych opakowań nazbierało postanowiłam, dla większej przejrzystości, podzielić je na grupy.

Kosmetyki włosowe

 
1. LAVERA Szampon do włosów cienkich i delikatnych z bio-wyciągiem z kwiatów chmielu - całkiem niezły szampon ale po umyciu nim włosów konieczne jest użycie odżywki. Więcej na jego temat przeczytacie tu. Czy kupię ponownie? Myślę, że tak.

2. LAVERA Odżywka do włosów cienkich i delikatnych z bio-wyciągiem z kwiatów chmielu - jedna z lepszych odżywek jakie miałam przyjemność używać. Po prostu mnie zachwyciła i z całą pewnością do niej wrócę. Recenzję znajdziecie tutaj.

3. BABYDREAM  Szampon dla dzieci - kupowałam go systematycznie ze względu na to, że dobrze zmywa z włosów oleje. Jeśli używany aktualnie szampon naturalny nie radził sobie z tym zadaniem, to zawsze pod ręką był Babydream. Pisałam o nim tutaj. Czy nadal będę go kupować? Kupiłam już następną butelkę ale okazało się, że producent zmienił nieco skład szamponu. Jeśli ta nowa wersja będzie tak dobrze usuwać z włosów oleje jak poprzednia to będę go kupować. Jeśli nie, to się rozstaniemy.

4. LASS NATURALS Szampon przeciw wypadaniu włosów IHT 9 - ciekawy szampon i na moich włosach sprawdził się bardzo dobrze. Zasługuje na ponowny zakup. Recenzja tutaj

5. LASS NATURALS Odżywka przeciw wypadaniu włosów - nie jest zła ale nie zachwyciła mnie. Więcej na jej temat znajdziecie tu. Czy kupię ponownie. Może kiedyś...


Pielęgnacja twarzy

 
6. ECO SPA Hydrolat lawendowy ekologiczny - hydrolaty są stałą pozycją w pielęgnacji mojej twarzy, a lawendowy należy do grona moich ulubionych hydrolatów. Używam go jako toniku, a także do samorobionych maseczek glinkowych. Pisałam o nim dawno temu, o tutaj. Zużyłam już niejedną butelkę tego hydrolatu i z całą pewnoscią kupię następną.

7. AVEBIO  Woda kwiatowa z czystka - jeszcze jeden ciekawy hydrolat. Używałam go w taki sam sposób jak hydrolat lawendowy. Dobrze służył mojej cerze i z pewnością jeszcze go kupię. Recenzja tutaj.

8. BIO LOGICAL  Krem przeciwzmarszczkowy "Delicate skin - guard"- delikatny, lekki krem, idealny na okres wiosenno-letni. Dobrze nawilża i odżywia skórę. Można stosować go na dzień i na noc. Więcej na jego temat przeczytacie tu. Czy kupię ponownie? Myślę, że tak.

9. PAESE  Serum potrójny kwas hialuronowy 1,5% - moja kosmetyczna miłość od pierwszego użycia. Odkryłam go dopiero kilka miesięcy temu i już nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez tego kwasu. Tutaj znajdziecie więcej informacji na jego temat. Czy kupię ponownie? Tak, tak i jeszcze raz tak.

10. WILD EARTH  Peeling-maska z kawą Wake Up! - ciekawy, naturalny kosmetyk pochodzący z dalekiego Nepalu. Peeling i maseczka, takie dwa w jednym. Jego dodatkową zaletą jest niesamowita wydajność. Pisałam o nim tutaj. Zasługuje na ponowny zakup.

11. ITALCHILE Krem ultraodżywczy Cicabaume - był to chyba najbardziej tłusty krem jaki kiedykolwiek miałam ale rzeczywiście był bardzo odżywczy. Z racji tej tłustości używałam go wyłącznie na noc ale zaczęła ona (tzn. ta tłustość) być mniej wyczuwalna gdy wpadłam na pomysł dodawania do kremu żelu regenerującego Santaverde (klik), a potem kwasu hialuronowego. Ponownie raczej nie kupię gdyż kosmetyki tej marki poznikały ze sklepów. Recenzja tutaj.

12. BLISKO NATURY  Olej z pestek malin - kupiłam go z ciekawości gdyż czytałam wiele pochwalnych opinii na jego temat. Nie zawiodłam się. Olej świetnie spisywał się w pielęgnacji cery. Używałam go solo lub zmieszanego z kremem. Dodawałam też do maseczek glinkowych. Recenzję znajdziecie tu.

Pozostałe kosmetyki



13. MYDLARNIA "Powrót do natury" Naturalne mydło z borowiną - jest to jedno z mydeł sprzedawanych na poczcie. Pokazywałam je tutaj. Mydło to oceniam jako bardzo przeciętne. Ze względu na to, że w jego składzie znajduje się Sodium Tallowate czyli substancja uzyskiwana z łoju wołowego, nie zamierzam kupować mydeł tej marki.

14. SAVON DU MIDI  Prowansalskie mydło z masłem karite VETYVER - bardzo przyjemne naturalne mydełko. To już drugie zużyte przeze mnie mydło z tej serii. Nie pisałam jego recenzji gdyż od tej mydlanej kostki różni się jedynie zapachem. Oba mydełka zasługują na ponowny zakup.

15. WELLNESS & BEAUTY  Olejek do kąpieli sezamowy - Wellness & Beauty to jedna z kosmetycznych marek własnych Rossmanna. Olejek sezamowy jest ciekawym kosmetykiem gdyż na pierwszy miejscu w składzie ma wartościowy olej z krokosza barwierskiego. Używałam go zamiast balsamu do ciała. Jego dodatkowe atuty to piękny zapach i przystępna cena. Więcej na jego temat tutaj. Czy kupię ponownie? Tak, warto od czasu do czasu skusić się na niego.

16. ALPHANOWA NATURAL REPAIR  Organiczny krem do rąk - bardzo dobry krem, wspaniale odżywia i nawilża przesuszoną skórę rąk. Byłam z niego bardzo zadowolona i z pewnością warto kupić go ponownie. Tutaj znajdziecie recenzję.

17. MYDŁA NATURALNE  Mydło lawendowe - mydełko nie miało żadnego opakowania i dlatego nie ma go na zdjęciach. Wyglądało tak:

 
 Jest to jedno z tych mydełek. Recenzji nie napisałam gdyż zużyłam je nie porobiwszy zdjęć. Mogę powiedzieć, że mydło było wspaniałe. Jak najbardziej zasługuje na ponowny zakup. 

I to już wszystkie moje marcowo-kwietniowe zużycia. Moje kosmetyczne zapasy znów znacznie się zmniejszyły z czego jestem bardzo zadowolona. W tej sytuacji uznałam, że zrobienie niewielkich, kosmetycznych zakupów nie będzie przesadą. Nowości te pokazałam Wam w poprzednim poście.

Muszę powiedzieć, że nie jestem jedyną dziewczyną w moim domu zainteresowaną kosmetykami. Tę panienkę kosmetyki przyciągają jak magnes zwłaszcza wtedy, gdy próbuję je sfotografować :)))



  

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Wiosenne nowości



     
           Dzisiaj dotarła do mnie paczuszka z moimi najnowszymi kosmetycznymi nabytkami. Zobaczcie co kupiłam:




Są tu głównie kosmetyki amerykańskiej marki Avalon Organics. Marka ta od dawna mnie kusiła i wreszcie dałam się skusić. Kupiłam: 
  • Ujędrniający balsam do ciała z koenzymem Q10
  • Tonik wyrównujący koloryt skóry z wit.C
  • Krem chroniący przed fotostarzeniem z wit.C.
Nie mogłam też oprzeć się pokusie i kupiłam mydełko ale tylko jedno. Cóż to byłyby za zakupy bez mydełka? Wybrałam Mydło z drzewem agarowym Oud. Dlaczego właśnie to? Miałam już kiedyś mydło z oud (klik) i przepięknie pachniało. Tu też liczyłam na urzekający zapach i nie zawiodłam się. Oczywiście to mydełko ma inny zapach niż poprzednie gdyż oud jest tylko jednym z elementów kompozycji zapachowej.

Tak się złożyło, że dotychczas nie poznałam zbyt wielu amerykańskich kosmetyków. Poważniej zainteresowała mnie nimi Anula z tym, że ona zaopatruje się w sklepie iHerb, a ja swoje kupiłam w polskim sklepie Iwos, który zresztą też poleca Anula. Zakupy w tym sklepie robiłam po raz pierwszy i muszę przyznać, że jestem mile zaskoczona jakością i szybkością obsługi. Dlatego umieściłam logo tego sklepu w prawym, bocznym pasku bloga. Znajdują się tam loga sklepów, w których kupowałam przynajmniej jeden raz i wysoko oceniam ich poziom obsługi i stosunek do klienta.

Zakupy w sklepie Iwos to jeszcze nie wszystko. Kilka dni temu kupiłam co nieco stacjonarnie:




W sklepie zielarskim kupiłam kosmetyki Sylveco: Oczyszczający peeling do twarzy i Odbudowujący szampon pszeniczno-owsiany. Natomiast w Rossmanie kupiłam Mydło z błotem z Morza Martwego izraelskiej marki Canaan.

I to już wszystkie moje nowości. Kosmetyki Sylveco są dosyć powszechnie znane ale ciekawa jestem czy znacie pozostałe pozycje z moich zakupów. Jeśli tak, to co o nich sądzicie?

czwartek, 23 kwietnia 2015

LES ARGILES DU SOLEIL Mydło z glinką fioletową



        We wrześniu ubiegłego roku wzięłam udział w urodzinowym rozdaniu na blogu Anuli . Nie wygrałam żadnej z głównych nagród ale w udziale przypadło mi Mydło z glinką fioletową LES ARGILES DU SOLEIL. Anula dobrze wiedziała, że uwielbiam naturalne, mydlane kostki i że tą kosteczką sprawi mi ogromną przyjemność. I tak właśnie było! Bardzo się ucieszyłam gdy wyjęłam z koperty mydełko. Chwaliłam się nim tutaj.



Mydełko dosyć długo musiało czekać w kolejce ale w końcu doczekało się i aktualnie króluje na łazienkowej mydelniczce. Tak się złożyło, że dzień wcześniej skończyło mi się jedno z "pocztowych" mydełek, o których pisałam tutaj. Mydełko, owszem, myło, pieniło się ale wystarczyło raz namydlić dłonie LES ARGILES... żeby poczuć różnicę. I to ogromną różnicę. To po prostu inna jakość mydła. To tak jakby przesiąść się z malucha do mercedesa!
Mydło z glinką fioletową tworzy obfitą pianę, gęstą i kremową. Mam wrażenie, że rozprowadzam po skórze aksamitną emulsję. Piana ma bardzo ładny zapach, taki delikatny, kwiatowy. Mydło bardzo dobrze oczyszcza skórę ale jej nie wysusza i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Jest bardzo delikatne. Myję nim twarz i całe ciało, w higienie intymnej też bardzo dobrze się sprawdza.


 
Jak widać na zdjęciach jest to skromna, niepozorna, mydlana kostka. Nie miała żadnego opakowania, tylko na odwrocie kostki znajdowała się naklejka z podstawowymi informacjami.



Jest tam informacja, że mydło przeznaczono do skóry suchej i wrażliwej, a więc takiej jak moja. Jest też podany skład mydła ale chyba niepełny, bo mydełko bardzo ładnie pachnie, a w składzie nie ma żadnych olejków eterycznych ani innych substancji zapachowych. Są za to wymienione pestki winogron, co mnie dziwi gdyż nie widzę tam, ani nie wyczuwam żadnych pestek, a mydełko nie ma właściwości peelingujących. Jednak te nieścisłości w składzie nie mają żadnego wpływu na jakość mydełka, które jest naprawdę świetne. Anula, dziękuję Ci za tę wspaniałą kosteczkę. Wiedziałaś co dla mnie wybrać :)

piątek, 17 kwietnia 2015

Włosowy zestaw od LASS NATURALS



         Na ten zestaw czaiłam się już od dłuższego czasu. Naczytałam się opinii, głównie pozytywnych, na jego temat i postanowiłam, że muszę go mieć. Robiąc jakiś czas temu zakupy w sklepie Helfy , wrzuciłam go do koszyka. Mówię tu o zestawie IHT 9 indyjskiej firmy LASS NATURALS.




W paczce, oprócz innych zamówionych wówczas produktów, znalazłam estetyczny, biały kartonik skrywający trzy plastikowe butelki. W jednej z nich znajdował się szampon, w drugiej odżywka, a w trzecim olej do włosów. Każda butelka zawierała 200 ml kosmetyku.



Produkty z zestawu IHT 9 są kosmetykami przeciw wypadaniu włosów. Ich zadaniem jest powstrzymanie wypadania włosów, a także zapobieganie temu zjawisku poprzez wzmocnienie włosów. Są to kosmetyki ajurwedyjskie, każdy z nich zawiera w swoim składzie bogactwo ziół i ekstraktów roślinnych.




Szampon przeciw wypadaniu włosów IHT 9   jest kosmetykiem nadającym się do częstego, nawet codziennego mycia i do wszystkich rodzajów włosów. W sam raz dla mnie gdyż ze względu na silne przetłuszczanie się zmuszona jestem myć włosy codziennie.
Skład szamponu (INCI): Plantapon SF*, Rose Water (Rosa Damascena), Dehyton KT* (Cocamidopropyl Betaine), Lamesoft PO65* (Coco Glucoside & Glyceryl Oleate), Bhringraj Ext. (Eclipta Alba), Jatamansi Ext. (Nardostachys Grandiflora), Fenugreek Ext. (Trigonella Foenum Graecum) Seed, Neem Ext. (Azadirachta Indica), Shikakai Ext. (Acacia Concinna), Ritha Ext. (Sapindus Mucorosai), Amla Ext. (Emblica Officinalis), Aloe Vera Ext. (Aloe Barbadensis), Saw Palmeto Ext. (Serenoa Serrulata), Henna Ext. (Lawsonia Inermis), Cocoa Ext. (Theobroma Cacao), Lemon Ext. (Citrus Limon), Citric Acid, Genapol LT, Potassium Sorbate.
* - naturalne składniki certyfikowane.
Szampon posiada gęstą, lekko żelową konsystencję. Zapach - intensywny, ziołowy, dosyć ostry i z pewnością nie wszystkim się spodoba. Mnie również nie zachwyca ale też nie odrzuca. Na szczęście zapach ten nie utrzymuje się na włosach długo, a jeśli zastosujemy odżywkę, znika natychmiast.
Podobają mi się właściwości myjące tego szamponu. Dobrze się pieni i dokładnie oczyszcza włosy i skórę głowy. Zmywa także oleje. Jest delikatny i nie drażni skóry, nie powoduje swędzenia. Nie narzekam też na jego wydajność. Przy rozczesywaniu włosy się plączą ale nie tak bardzo jak po innych szamponach. Po wyschnięciu włosy są miękkie i błyszczące.




Teraz pora na kilka słów o Odżywce przeciw wypadaniu włosów IHT 9. Ma ona konsystencję zbliżoną do kremowej. Ot, taki trochę rzadszy kremik. Zapach ziołowy ale znacznie delikatniejszy i przyjemniejszy niż woń szamponu. Odżywka łatwo rozprowadza się po włosach i nie spływa z nich. Trzymam ją na włosach kilka minut po czym spłukuję. Rozczesywanie włosów nie sprawia teraz żadnych problemów. Po wyschnięciu włosy są jedwabiste i błyszczące. Jednak nie do końca byłam zadowolona z jej działania gdyż fryzura była taka trochę przyklapnięta. Wtedy spróbowałam mycia metodą "odżywka-szampon-odżywka". I to było to! Po takim zastosowaniu odżywki włosy są ładnie uniesione u nasady i wyglądają o wiele lepiej.



Skład odżywki (INCI): Rose Water (Rosa Damascena), Cyclomethicone, Lanette O (Ceto Stearyl Alcohol, Structure XL (Hydroxy Propyl Starch Phosphate), Vegetable Glycerin (Glycerin Cutrina Shine), Genamin KDMP (Behentrimonium Chloride), Genapol LA 230 (Laureth-23), Olive Oil (Olea Europaea), Henne Extract (Lawsonia Inermis), Thyme (Thymus Vulgaris), Aloe Vera (Aloe Barbadensis), IPM*, Soya Pritein (Soja Protein), Holy Basil (Ocimum Basilicum), Rosemary Ext. (Rosmarinus Officinalis), Coco Butter (Theobroma Cacao), Coconut Oil (Cocos Nucifera), Liquorice Ext. (Glycyrrhiza Glabra), Natural Vitamin E (Tocopherol), Potassium Sorbate.
Muszę przyznać, że nie wszystko w tym składzie mnie zachwyca, np. cyklometikon będacy mieszanką silikonów i to już na drugim miejscu w składzie czy Behentrimonium Chloride - konserwant i antystatyk mogący drażnić i powodować reakcje alergiczne.
Niestety, nie mogę stwierdzić czy kosmetyki te powstrzymują wypadanie włosów. U siebie nie stwierdzam nadmiernego wypadania. Chciałam po prostu wzmocnić włosy po zimie. Czy mi się to udało? Myślę, że tak. Moje włosy rzeczywiście mają ładny, zdrowy wygląd. Nie zauważyłam natomiast wysypu nowych, małych włosków.

O trzecim kosmetyku z tego zestawu czyli o oleju do włosów nie mogę dzisiaj napisać z tego powodu, że zaniedbałam regularne używanie tego produktu, a więc nie mam na jego temat zdania. Jeśli zmobilizuję się do systematycznego olejowania nim włosów to będę mogła coś o nim powiedzieć.

Znacie te kosmetyki? Jeśli tak, to co o nich sądzicie?

sobota, 11 kwietnia 2015

Dary od pszczółek w Organicznym kremie witalizującym ABELLIE



            Już ponad miesiąc upłynął od czasu gdy pochwaliłam się niewielkimi zakupami kosmetycznymi (klik) wśród których znajdował się Organiczny krem witalizujący ABELLIE. Od tamtej pory używam go codziennie i mogę już coś na jego temat powiedzieć.




O kremie możemy przeczytać:
"Specjalna pielęgnacja cery zmęczonej. Opracowany na podstawie organicznych składników krem polecany do stosowania zarówno na dzień jak i na noc. Lekki i delikatny, łączy rozjaśniającą moc mleczka pszczelego z korzyściami płynącymi z protein zawartych w pyłku pszczelim. Wygładzające właściwości aloesu pomagają skórze pozbyć się zbędnego napięcia. Miód i wosk pszczeli chronią i zmiękczają naskórek. Wyjątkowo bogata w mleczko pszczele i aloes, a jednocześnie niezwykle lekka formuła nawilżająca. Doskonale rozjaśnia i wygładza skórę przywracając jej blask. Odpowiedni dla wszystkich rodzajów skóry."




Krem zamknięto w słoiczku z grubego, "mrożonego" szkła. Słoiczek jest niewielki, zawiera 30 ml kremu. Oprócz błyszczącej zakrętki w kolorze złotym posiada dodatkowe plastikowe wieczko, a całość zapakowana jest w kartonik. Zarówno na słoiczku jak i na kartoniku widnieją urocze rysunki przedstawiające pszczółki. Bardzo mi się te rysuneczki podobają. Znajdziemy je na opakowaniach wszystkich kosmetyków tej marki. Nie dziwię się, że pszczeli motyw jest wykorzystywany w grafice opakowań tych produktów gdyż są one szczególnie bogate w składniki pochodzące od poczciwych i pracowitych pszczółek. W Organicznym kremie witalizującym znajdziemy aż cztery pszczele substancje, a mianowicie: miód akacjowy, wosk pszczeli, a także mleczko pszczele i pyłek. Są to składniki aktywne kremu do których zaliczymy też: olej ze słodkich migdałów, olej z pestek winogron, aloes i witaminę E. 




Organiczny krem witalizujący ABELLIE wcale nie jest kremem bardzo lekkim. Jest dosyć treściwy. Po wklepaniu w oczyszczoną i zwilżoną tonikiem skórę pozostawia na niej taką trochę lepką warstwę ale nie na długo. Zazwyczaj po nakremowaniu twarzy wmasowuję balsam czy olej w ciało i gdy skończę tę czynność krem na twarzy jest już całkowicie wchłonięty. Nie ma żadnej lepkiej ani tłustej warstwy i można nakładać makijaż.




Kremu tego używam od ponad miesiąca codziennie rano, a często także wieczorem. Dobrze nawilża i odżywia skórę. Nie podrażnia i nie przesusza cery, natomiast wygładza ją i uelastycznia. Skóra jest mięciutka, gładka i ma ładny koloryt. Nie zaobserwowałam również zapychania porów. Posiada bardzo przyjemny zapach z przebijającą się nutką miodową. Dla mojej mieszanej cery jest idealny. Krem jest również wydajny. Przez ponad miesiąc regularnego stosowania nie zużyłam nawet połowy tego małego słoiczka.



Krem ABELLIE jest kosmetykiem certyfikowanym. Posiada certyfikat Ecocert i Cosmebio. Nie jest też testowany na zwierzętach.

Skład kremu (INCI): Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Decyl Oleate, Cetearyl Alcohol, Heptyl Undecylenate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil*, Glycerin, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Mel*, Cera Alba, Cetearyl Glucoside, Aloe Barbadensis Gel*, Vitis Vinifera Seed Oil*, Benzyl Alcohol, Parfum, Cetyl Palmitate, Cocoglycerides, Xanthan Gum, Royal Jelly*, Glycine Soja, Tocopherol, Chondrus Crispus, Glucose, Dehydroacetic Acid, Pollen Extract, Potasium Hydroxide, Linalool, Limonene, Citral, Citronellol, Geraniol.
składniki pochodzące z upraw ekologicznych,
98,98% wszystkich składników stanowią składniki naturalne,
25,30% wszystkich składników stanowią składniki organiczne,
99,91% wszystkich składników roślinnych stanowią składniki organiczne.

Organiczny krem witalizujący  jest drugim kosmetykiem marki ABELLIE  jaki miałam przyjemność poznać. Chętnie bym wypróbowała też inne produkty tej marki ale nie wiem czy mi się to uda. Krem kupiłam w sklepie Matique ale w tej chwili już go tam nie ma. Czy jeszcze się pojawi? Tego nie wiem. Zauważyłam, że kosmetyki ABELLIE  znikają z nielicznych sklepów, które miały je w swojej ofercie. Znalazłam je jeszcze tylko tutaj . Mam nadzieję, że nie znikną całkowicie gdyż są to naprawdę dobre kosmetyki.  

niedziela, 5 kwietnia 2015

Wesołych Świąt!






Kochani, życzę Wam spokojnych i radosnych Świąt, miłego i zasłużonego odpoczynku w gronie rodziny i przyjaciół. Wesołych Świąt!

czwartek, 2 kwietnia 2015

LAVERA Regeneracyjny krem do rąk z bio-żurawiną i bio-olejem arganowym



          Mówi się, że dłonie są wizytówką kobiety. Żeby ta wizytówka nie przyniosła nam wstydu musimy o nią szczególnie zadbać. Tymczasem nasze dłonie muszą ciężko pracować. Wykonują w domu najczarniejsze prace. Moczymy je wiele razy dziennie w chlorowanej wodzie z dodatkiem detergentów lub innych środków czystości co nie wpływa dobrze na stan ich skóry. W dodatku skóra na dłoniach jest cienka, delikatna i nie posiada gruczołów łojowych. Bardzo łatwo jest więc doprowadzić do tego, że będzie ona przesuszona, szorstka, zaczerwieniona, podrażniona. Żeby do tego nie dopuścić musimy zapewnić naszym łapkom staranną pielęgnację. Najpopularniejszymi kosmetykami do pielęgnacji skóry rąk są, oczywiście, kremy. Na rynku jest ich bardzo duży wybór i dzisiaj powiem Wam parę słów na temat jednego z nich, a mianowicie Regeneracyjnego kremu do rąk z bio-żurawiną i bio-olejem arganowym od LAVERY.




Kremik ten dostałam w prezencie gwiazdkowym (klik) od Naturalnej Bianki. Trochę musiał poczekać w kolejce ale w końcu doczekał się i mogłam dobrać się do niego.

O kremie przeczytamy:
"Jedwabista konsystencja sprawia, że codzienne rytuały stają się przyjemnością. Wyciąg z bio-żurawiny działa odświeżająco, reguluje ph skóry i poprawia jej funkcjonowanie. Bio-olej arganowy zwalcza wolne rodniki, zapobiega wysychaniu skóry i poprawia jej elastyczność, posiada działanie przeciwzapalne i kojące.
Zawiera naturalne składniki roślinne pochodzące z upraw ekologicznych, kontrolowanych dzikich zbiorów i własnej produkcji."




Niewielka, kolorowa tubka z miękkiego plastiku skrywa 50 ml kremu. Jest na tyle mała, że bez problemu mieści się w torebce i mój kremik najczęściej tam właśnie przebywa.
Krem jest koloru białego, jego konsystencja jest typowo kremowa. Ma bardzo przyjemny i delikatny owocowy zapach. Krem łatwo rozprowadza się po skórze i wchłania się nie pozostawiając tłustej warstwy. Mimo to skóra jest mięciutka i jedwabista. To, że krem tak dobrze się wchłania uważam za jego wielką zaletę. Jest świetnym kremem na dzień. Przynajmniej można mieć pewność, że nie zostawi się śladów na ubraniu i nie porobi tłustych plam na dokumentach w pracy. Preparaty bardziej tłuste pozostawiam na noc, ten jest wręcz wymarzony na dzień. 




Skład kremu (INCI): Water (Aqua), Glycine Soja (Soybean) Oil*, Glycerin, Alcohol*, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Cellulose, Glyceryl Stearate Citrate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Argania Spinosa Kernel Oil*, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract*, Rhus Verniciflua Peel Wax, Prunus Amygdalus (Sweet Almond) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Xanthan Gum, Sodium Lactate, Sodium Hyaluronate, Hydrgenated Lecithin, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Fragrance (Parfum)**, Limonene**, Linalool**, Citronellol**, Geraniol**, Citral**, Benzyl Salicylate**, Coumarin**, Eugenol**.
* składniki pochodzące z upraw ekologicznych,
** naturalne składniki olejków eterycznych.




Krem LAVERY posiada certyfikat NaTrue i jest produktem wegańskim. Jest to mój pierwszy krem do rąk tej marki. Jestem z niego zadowolona i pewnie z czasem wypróbuję inne gdyż w ofercie LAVERY znajduje się co najmniej kilka kremów do rąk.

piątek, 27 marca 2015

AVEBIO Woda kwiatowa z czystka



             Czystek to zioło, które ostatnimi czasy zyskuje coraz większą popularność. Rzec by można nawet, że staje się modne. Tymczasem czystek (Cistus Incanus) znany jest od wieków ze swych prozdrowotnych właściwości. Polecała go nawet św. Hildegarda. Czystek najlepiej jest spożywać w postaci herbatki z suszonych i pociętych liści tej rośliny. Działa wzmacniająco na układ immunologiczny człowieka. Posiada duże ilości polifenoli będących silnymi antyoksydantami hamującymi powstawanie i rozwój stanów zapalnych w organizmie, chroniącymi układ krążenia zapobiegając tworzeniu się blaszek miażdżycowych w organizmie, działającymi też antyalergicznie hamując uwalnianie histaminy. Żeby skorzystać z tych wszystkich właściwości czystka należy systematycznie pić herbatkę z tej rośliny. Od pewnego czasu też ją popijam, niestety, jestem trochę na bakier z systematycznością.
Okazuje się jednak, że czystek dobrze sprawdza się również w kosmetyce. Dlatego postanowiłam przetestować Wodę kwiatową z czystka marki AVEBIO. Jest wiele odmian czystka. Do picia używa się najczęściej odmiany Cistus Incanus, natomiast hydrolat uzyskuje się z czystka ladanowego Cistus Ladaniferus.



Według producenta hydrolat z czystka ma takie oto właściwości:
  • oczyszcza skórę i ściąga pory,
  • wspomaga likwidację plam i przebarwień,
  • zmniejsza cienie i opuchliznę pod oczami,
  • zmniejsza rany potrądzikowe i mikrouszkodzenia skóry,
  • hamuje drobne krwawienia i zacięcia (np. po goleniu),
  • ujędrnia skórę i pobudza mikrokrążenie.


 Przyznacie chyba, że obietnice producenta zachęcają do wypróbowania tego hydrolatu, a więc i ja się na niego skusiłam.
100 ml Wody kwiatowej z czystka zamknięto w butelce z ciemnego szkła. Butelka wyposażona jest w kroplomierz, co ułatwia ekonomiczne gospodarowanie kosmetykiem.
Hydrolatu używam jako toniku, a więc rano i wieczorem przemywam nim twarz. Z początku skrapiałam hydrolatem wacik ale zauważyłam, że bardzo szybko go ubywa i teraz aplikuję hydrolat na dłoń i wklepuję w skórę jak krem. Tym sposobem nic się nie marnuje i cały płyn zostaje wchłonięty przez skórę.




 Hydrolat z czystka jest kosmetykiem uniwersalnym i nadaje się właściwie do każdego rodzaju cery, w tym również do dojrzałej, a więc takiej jak moja. I rzeczywiście hydrolat sprawdził się bardzo dobrze. Czystek naprawdę zmniejsza widoczność porów (u mnie głównie na nosie) i delikatnie ściąga skórę. Twarz jest dobrze oczyszczona i nawilżona. Czasem zdarza mi się wstać rano z niewielką opuchlizną pod oczami. Muszę przyznać, ze odkąd używam czystka, ta opuchlizna jest jeszcze mniejsza.



Woda z czystka zalecana jest również dla cery trądzikowej. Ja, na szczęście, nie mam takiej cery. Jednak mój syn często narzeka na wypryski pojawiające się na jego twarzy, najczęściej na czole. Kilka dni temu też tak było, a więc poradziłam mu, żeby po każdym umyciu przecierał twarz czystkowym hydrolatem. Zrobił tak i już po trzech dniach widać było znaczną poprawę jego cery. Świeże krosty prawie się zagoiły. Pozostały ślady w postaci bladoczerwonych, nieznacznie wypukłych plamek. Myślę, że jeśli wytrwa w używaniu czystka, to pozbędzie się tych śladów całkowicie. Krótko mówiąc jest to bardzo dobry i całkowicie naturalny kosmetyk. Nie zawiera konserwantów ani innych dodatków. Jedyne, co średnio podoba mi się w czystkowym hydrolacie to zapach. Jest wyraźny i ziołowy, a jednocześnie trochę trąci apteką. Na szczęście szybko się do niego przyzwyczaiłam, a na skórze nie utrzymuje się długo.


Wodę kwiatową z czystka AVEBIO przetestowałam w ramach współpracy ze sklepem KuferekNatury.pl 
Jest to istniejący od niedawna sklep internetowy oferujący szeroki wybór naturalnych produktów, przede wszystkim kosmetyków dla kobiet, mężczyzn oraz dzieci, opartych wyłącznie o ekologiczne składniki zarówno orientalne, europejskie jak i produkowane przez rodzime firmy. Ponadto w ofercie Kuferka Natury znajdziemy ekologiczne środki czystości, naturalne, ziołowe suplementy diety, naturalne herbatki i olejki eteryczne. Sklep zapewnia konkurencyjne ceny, warto tam zajrzeć.




 
   

sobota, 21 marca 2015

BANIA AGAFII Witaminowa fitoaktywna maseczka do twarzy



            Bardzo lubię maseczki do twarzy i doceniam ich dobroczynne działanie na cerę. Staram się więc stosować je regularnie tzn. 1-2 razy w tygodniu. Najczęściej są to samorobione maseczki glinkowe, glinkowo-algowe i inne. Czasem jednak, dla odmiany, skuszę się na jakąś gotową maseczkę. Tym razem jest to Witaminowa fitoaktywna maseczka do twarzy rosyjskiej marki BANIA AGAFII. Jest to moja pierwsza maska tej marki, a na jej zakup namówiła mnie właścicielka zaprzyjaźnionego, stacjonarnego sklepu zielarsko-kosmetycznego.




O produkcie przeczytamy, iż jest to "Fitoaktywna maseczka do twarzy, wzbogacona olejami i sokami jagód z rosyjskiej tajgi, nasyca skórę witaminami i mikroelementami. Głęboko nawilża, wyrównuje koloryt twarzy i aktywizuje procesy odnowy w skórze. Soki poziomki, dzikiej maliny i jagody wiciokrzewu bogate w kwasy organiczne i witaminy, które sprzyjają głębokiemu nawilżeniu i odżywieniu skóry. Organiczny olej z dzikiej róży zawiera witaminy A i C, dzięki czemu tonizuje skórę i podnosi jej ochronne właściwości. Olejek rokitnika ałtajskiego aktywizuje procesy regeneracji skóry."



Maseczka zamknięta jest w saszetce. Nie jest to mała saszetka zawierająca jednorazową porcję kosmetyku. W tej mieści się aż 100 ml produktu, a to dużo jak na tego rodzaju opakowanie. Kosmetyk wyciskamy podobnie jak z tuby, a ponieważ saszetka jest bardziej miękka niż większość tubek, można bez problemu wycisnąć całą jej zawartość.
Bardzo mile zaskoczył mnie wygląd maseczki gdy po raz pierwszy wycisnęłam ją z opakowania. Zobaczcie jak ślicznie wygląda:



Zupełnie jak owocowy sorbet. Wrażenie sorbetu pogłębia dodatkowo świeży, owocowy zapach. Aż chciałoby się ją zjeść!
Kolejna niespodzianka spotkała mnie gdy po raz pierwszy nakładałam maseczkę na twarz. Gdy tylko zaczęłam rozprowadzać ją po skórze poczułam intensywne ciepło. Intensywne ale przyjemne. Nie było parzące czy piekące. To ciepełko rozgrzewa skórę co poprawia jej ukrwienie i dzięki temu składniki kosmetyku są lepiej wchłaniane.
Maseczka jest gęsta ale bez problemu rozprowadza się po skórze. Plusem tej gęstej konsystencji jest to, że dobrze przylega do skóry i nie ścieka. Możemy więc z maseczką na twarzy zająć się czym chcemy bez obaw, że coś nam będzie z twarzy spadało czy ciekło.
Zgodnie z zaleceniami producenta trzymam maseczkę na twarzy przez 10 minut, po czym zmywam ją ciepłą wodą. Zmywa się bardzo łatwo, a skóra, po osuszeniu ręcznikiem, jest gładka, miękka i delikatna, gotowa na przyjęcie kremu.
Kupując tę maseczkę nie przypuszczałam, że okaże się dobrym i ciekawym kosmetykiem i że tak bardzo ją polubię. Z pewnością będę do niej wracała. Chciałabym tez poznać inne maseczki z tej serii, a jest ich dosyć dużo. Dodatkowym atutem tych kosmetyków jest ich przystępna cena. W zależności od sklepu można je kupić w cenie około 10 zł.




Skład maseczki (INCI): Glycerin, Vaccinium-Idaea Fruit Powder (proszek z owoców borówki brusznicy), Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Powder (proszek z malinowych pestek), Sucrose Palmitate, Sorbitane Caprylate, Organic Rosa Canina Fruit Oil (organiczny olej z dzikiej róży), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej z rokitnika ałtajskiego), Fragaria Vesca (Strawberry) Fruit Juice (sok z poziomki), Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Juice (sok z dzikiej maliny), Lonicera Caerulea Fruit Juice (sok z jagody wiciokrzewu), Parfum, Benzyl Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Alcohol. 
Znacie maseczki z tej serii? Jeśli tak, to czy je polubiłyście?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...