wtorek, 28 lutego 2017
MARTINA GEBHARDT Rose emulsja z różą do cery suchej i wrażliwej
Kosmetyki niemieckiej marki MARTINA GEBHARDT już dawno zwróciły moją uwagę do czego walnie przyczyniły się blogowe recenzje. Wiadomo jednak ile jest marek kosmetyków naturalnych i, na dodatek, ciągle ich przybywa, a większość spośród nich chciałoby się poznać. I tak zapoznanie się z marką Martina Gebhardt ciągle odsuwało się w czasie. W końcu powiedziałam "dość tego" i zamówiłam kilka produktów z linii różanej. Pisałam już o Fluidzie pod oczy z różą, a dzisiaj przyszła kolej na Emulsję z różą do cery suchej i wrażliwej.
O emulsji przeczytałam: "Emulsja do pielęgnacji cery suchej i wrażliwej, stanowiąca delikatną i lekką alternatywę dla kremu różanego z linii ROSE. Doskonała jako podkład pod makijaż. Organiczne wyciągi z róży damasceńskiej łagodzą, nawilżają i przywracają równowagę delikatnej, odwodnionej skóry twarzy.
Regularnie stosowane, kosmetyki z różanej linii MARTINA GEBHARDT zapobiegają przedwczesnemu powstawaniu zmarszczek wspierając naturalną regenerację skóry. Działają łagodząco, harmonizująco i przywracają skórze właściwy poziom nawilżenia."
Emulsję, podobnie jak fluid pod oczy, zamknięto w butelce z grubego, białego szkła wyposażonej w pompkę typu airless. Lubię opakowania airless gdyż pozwalają one na precyzyjne dozowanie kosmetyku.
Emulsja ma bardzo lekką konsystencję i z pewnością jest wymarzonym kosmetykiem na lato. Ja używałam go teraz, czyli zimą i też spisał się bardzo dobrze. Używałam emulsji na dzień, a więc rano po oczyszczeniu twarzy. Zgodnie z zapewnieniami producenta kosmetyk wchłania się całkowicie i nie pozostawia tłustej warstwy. Jak najbardziej nadaje się pod makijaż. Pozostawia skórę nawilżoną i mięciutką, a jego stosowanie umila piękny, subtelny, różany zapach. Moja skóra polubiła tę emulsję.
Skład emulsji: Water (Aqua), Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter**, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter*, Rosa Damascena (Rose) Extract*, Hibiscus Sabdariffa Extract*, Lecithin**, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Spagyrische Essenz (von Rosa Damascena (Rose) Extract*, Aurum, Argentum, Sulfate), Rosa Damascena (Rose) Oil**, Geraniol***, Eugenol***, Citronellol***.
* - składniki pochodzące z upraw kontraktowanych przez Demeter,
**- składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych,
***- komponenty naturalnych olejków eterycznych.
Bardzo podoba mi się jeszcze jedno, a mianowicie to, że kosmetyk dostępny jest w dwóch pojemnościach - 30 ml i 100 ml. Można kupić mniejszą buteleczkę żeby przekonać się czy emulsja będzie odpowiednia dla naszej cery. Moim zdaniem jest to bardzo praktyczne rozwiązanie.
Czy znalazłam jakieś minusy? Tak, jeden i dotyczy on działania pompki. Z początku pompka działała idealnie ale gdy zużyłam ok. 2/3 emulsji pompka zaczęła strzelać fochy. Dozowała maleńkie ilości kosmetyku, mniej więcej wielkości łebka od szpilki. Żeby uzyskać więcej trzeba było kilka razy ją odkręcać i zakręcać. Bardzo mnie to drażniło zwłaszcza, że działo się to rano kiedy to zazwyczaj nie ma się zbyt wiele czasu. W końcu pompka całkowicie odmówiła współpracy i musiałam zrezygnować z dalszego stosowania emulsji mimo iż w buteleczce jeszcze zostało jakieś półtora centymetra od dna. Widocznie trafiła mi się jakaś pechowa, felerna pompka. Nie umniejsza to jednak wartości samej emulsji, którą uważam za bardzo dobry kosmetyk.
niedziela, 12 lutego 2017
ARGITAL Szampon do włosów przetłuszczających się i przeciwłupieżowy
Kosmetyki włoskiej marki ARGITAL kusiły mnie już od dawna. Kiedy zaistniała konieczność rozejrzenia się za nowym szamponem mój wybór padł na Szampon do włosów przetłuszczających się i przeciwłupieżowy tej własnie marki. Wybrałam większą butelkę, półlitrową gdyż w cenie promocyjnej była ona niewiele droższa od mniejszej, zawierającej 250 ml szamponu.
O szamponie można przeczytać:
"Szampon jest przeznaczony w szczególności do włosów przetłuszczających się i z łupieżem, dzięki zawartości zielonej glinki, która reguluje wydzielanie sebum oraz zawartości ekstraktu z pokrzywy, który działa przeciwłupieżowo.
Dzięki wysokiej zawartości krzemu glinka zielona sprawia, że włosy stają się mocne, zdrowe i błyszczące. Biodegradowalne i delikatne czynniki myjące oczyszczają delikatnie i jednocześnie skutecznie. Dzięki zawartości ziół, czystych olei roślinnych oraz olejków eterycznych szampon nie tylko regeneruje i nawilża włosy ale także balansuje wydzielanie sebum i przeciwdziała nawrotom łupieżu. Dzięki zawartości protein roślinnych odbudowuje włosy."
Szampon zamknięto w butelce z białego, sztywnego plastiku. Butelka trochę ciężko się otwiera ale można sobie z tym poradzić. Szampon ma konsystencję żelu i ciemną, brunatną barwę. Zapach, jak zwykle, trudno jest określić słowami. Jest na pewno świeży, wyrazisty i ziołowy z cytrusową nutą. Wytwarza obfitą pianę dobrze oczyszczającą włosy i skórę głowy. Z początku odnosiłam wrażenie, że ten szampon nie poradzi sobie ze zmywaniem oleju z włosów. Myliłam się. Okazało się, że zmywa oleje bez żadnego problemu. Trzeba tylko umyć włosy dwa razy. Nie jest to dla mnie żaden problem gdyż zawsze myję włosy dwa razy. Trzeba też pamiętać o tym, żeby przed każdym użyciem wstrząsnąć butelkę gdyż szampon zawiera glinkę, która lubi osiadać na jej dnie.
Jak już wspomniałam szampon dobrze oczyszcza włosy i skórę. Jednak włosy dosyć mocno plącze i lepiej nie używać go bez odżywki. Po wyschnięciu włosy ładnie się błyszczą ale też mają skłonności do elektryzowania się i są trochę przyklapnięte. Nie zauważyłam też żeby szampon opóźniał przetłuszczanie się włosów. Nie wiem czy pomaga w pozbyciu się łupieżu gdyż sama takowego nie posiadam.
Nasuwa się pytanie, której wersji wierzyć? Moim zdaniem należy wierzyć w to, co napisane jest w składzie. Tylko dlaczego producent pisze w składzie jedno, a na etykiecie drugie? Dziwne, prawda? Podejrzewam, że jest to taki chwyt marketingowy. Glinka zielona jest dużo bardziej znana niż ziemia fulerska. Może producent obawiał się, że klient (a częściej klientka) przeczytawszy na etykiecie informację, że szampon zawiera ziemię fulerską zrazi się do zakupu nie wiedząc co to takiego ta ziemia? A ponieważ wiadomo, że większość konsumentów nie zwraca uwagi na skład kosmetyków więc takie małe kłamstwo może ujść na sucho. Być może się mylę ale jaki inny cel mógłby mieć producent decydując się na pisanie nieprawdy? Jednak niezależnie od tego jakimi względami kierowała się ta firma, nie pochwalam takiego postępowania.
Warto dodać, że szampon posiada certyfikaty ICEA i BDIH potwierdzające jego naturalność.
wtorek, 7 lutego 2017
94b hand made po raz drugi
Mydełka polskiej marki 94b Hand Made miałam przyjemność poznać już rok temu. Piszę, że miałam przyjemność gdyż kąpiel z tymi mydłami jest dla mnie prawdziwą przyjemnością. Przetestowałam wówczas dwie mydlane kostki i pisałam o nich tu.
Dzisiaj przedstawię trzy inne mydełka tej marki, a mianowicie kostki o nazwach: Orient, Konopie i Glinka Rhassoul Marokańska.

Nietrudno się domyślić, że mydło Konopie swą nazwę zawdzięcza olejowi konopnemu.

Mydło Konopie ma barwę zieloną. Na zdjęciach kolor ten wygląda na zszarzały ale w rzeczywistości jest to żywa, ciemna zieleń. Zapach określiłabym jako ziołowy, niezbyt intensywny. Mydełko wytwarza obfitą, kremową pianę. Myjąc się nim miałam wrażenie, że myję się kremem, a nie mydłem. Dobrze oczyszczało skórę ale jej nie wysuszało i było bardzo delikatne. Na dobrą sprawę po takiej kąpieli można zrezygnować z balsamu. Czy miało jakąś wadę? Tak, jedną. Kostka, moim zdaniem, była zdecydowanie za mała. Ważyła tylko 70 g i bardzo szybko się skończyła. Powinna ważyć minimum 100 g, a najlepiej 120-130. Rozumiem, że wtedy mydełko byłoby odpowiednio droższe ale byłoby go znacznie więcej. Zresztą, za dobry produkt warto więcej zapłacić.
Na stronie producenta zauważyłam, że mydło konopne zostało ulepszone. Ze składu zniknął olej palmowy, natomiast dodano sok z aloesu i spirulinę. Ja miałam mydełko poprzedniej, skromniejszej wersji i jego skład wyglądał tak: zmydlone oleje konopi siewnej, oliwy, kokosu, palmy, gliceryna, woda, wosk z zielonej herbaty, olejki eteryczne (bazyliowy, limetkowy, rozmarynowy).
Kolejna kostka nosi nazwę Orient i jest to mydełko korzenne.


Kostka jest trójkolorowa, jej szczyt posypany jest zmielonym cynamonem, a dodatkowo wetknięto weń goździk. Producent na swojej stronie pisze, że mydełko wygląda jak "ciacho" i chyba ma rację. Wygląda bardzo apetycznie.
Ta kostka jest nieco większa od poprzedniej, waży 100 g. Ma bardzo ładny zapach kojarzący się z Orientem. Jest to zapach przypraw z dominującym aromatem cynamonu. Bardzo lubię takie wonie, a mamy tu, oprócz cynamonu, zapach goździka, kardamonu, kakaowca, gałki muszkatołowej i miodu. Mydełko wytwarza obfitą pianę ale nie jest ona tak kremowa jak ta, którą wytwarza mydło konopne. Moim zdaniem rekompensuje to piękny, korzenny zapach. Piana dobrze oczyszcza skórę i nie wysusza jej, a tego, przede wszystkim, oczekuję od mydeł naturalnych.
Skład mydełka: zmydlone oleje rzepaku, oliwy, kokosu, masło kakaowe, wosk pszczeli, miód, cynamon, kardamon, kakao, gliceryna, woda, olejki eteryczne cynamonu, goździków, muszkatu z gałki, kardamonu.
I ostatnia już kostka o nazwie Glinka Rhassoul Marokańska.

Skład mydełka: zmydlone oleje kokosu, oliwy, rzepaku, palmy, masło shea, glinka rhassoul, gliceryna, woda, olejki eteryczne petitgrain z liści, żywica benzoesowa.
Każde z tych mydełek odpowiadało mi i mojej skórze i gdybym spośród nich miała wybrać jedno, to wybór byłby trudny. Myślę jednak, że w takiej sytuacji zdecydowałabym się na mydełko konopne chociaż pozostałe dwa też zasługują na zainteresowanie. 94b hand made należy do moich ulubionych, mydlanych marek. W ofercie tej mydlarni jest mnóstwo ciekawych mydeł i jeszcze wiele z nich zamierzam poznać.
piątek, 3 lutego 2017
EUBIONA Odżywka do włosów z olejem z pestek winogron i ekstraktem z limonki
Jakiś czas temu przeczytałam gdzieś, że odżywka jest dla włosów tym, czym dla twarzy krem i myślę, że w tym stwierdzeniu jest dużo prawdy. Odżywki do włosów są stałymi gośćmi w mojej łazience i używam ich prawie zawsze. Dlaczego prawie zawsze, a nie zawsze? To proste. Jeśli mam jakiś nowy szampon, to najpierw muszę go przetestować solo, żeby wyrobić sobie o nim opinię i przedstawić ją na blogu. Gdy uznam, że szampon jest już wystarczająco przetestowany sięgam po odżywki i używam ich po każdym myciu włosów czyli codziennie. Często razem z szamponem kupuję też odżywkę tego samego producenta. Lubię mieć takie "komplety". Tak było i tym razem. Razem z Szamponem do włosów przetłuszcających się EUBIONY kupiłam Odżywkę do włosów z olejem z pestek winogron i ekstraktem z limonki tej samej marki.

O odżywce przeczytałam: "Zawarty w odżywce olej z pestek winogron oraz wyciąg z limonki nawilżają włosy i nadają im głęboki połysk. Odżywka ułatwia rozczesywanie włosów. Włosy nabierają objętości, stają się bardziej sprężyste i lekkie. Odpowiednia dla każdego rodzaju włosów."

Olej z pestek winogron bardzo dobrze działa na włosy. Nawilża je i wzmacnia. Nawilża też skórę głowy dzięki czemu jest pomocny w walce z łupieżem. Zawiera antyoksydanty, które zmniejszają wypadanie włosów i stymulują ich wzrost. Ekstrakt z limonki nadaje włosom połysk i reguluje wydzielanie sebum. Jest też bogaty w antyoksydanty i posiada silne właściwości antybakteryjne.
Odżywka ma postać lekkiego kremu o ładnym, owocowym zapachu. Łatwo rozprowadza się po włosach i nie spływa z nich. Po spłukaniu odżywki włosy bardzo łatwo się rozczesują, a po wysuszeniu ładnie błyszczą, są miękkie, jedwabiste i dobrze się układają. No i nie elektryzują się, chyba, że włożę czapkę. Bardzo nie lubię nakryć głowy i czapkę wkładam tylko wtedy gdy jest bardzo zimno. Nie elektryzują się podczas czesania. Można powiedzieć, że obietnice producenta zostały spełnione. Oprócz jednej. Nie dopatrzyłam się obiecanego zwiększenia objętości włosów. Mimo to uważam tę odżywkę za całkiem dobry produkt i pewnie kiedyś do niej wrócę. W końcu szampony czy odżywki zwiększające nieco objętość należą do rzadkości.
Skład odżywki: Aqua, Citrus Aurantifolia Peel Extract*, Glyceryl Citrate/Lactate/Linoleate/Oleate, Cetearyl Alcohol, Vitis Vinifera Seed Oil*, Coco Glucoside, Hydrolyzed Wheat Protein, Alcohol, Tocopherol, Parfum, Limonene, Linalool, Citronellol, Citric Acid.
* składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych.
100% składników pochodzenia naturalnego,
11% składników z rolnictwa ekologicznego,
96,9% składników roślinnych z rolnictwa ekologicznego.
czwartek, 26 stycznia 2017
MARTINA GEBHARDT Rose fluid pod oczy z różą
Kosmetyki pod oczy weszły już na stałe do pielęgnacji mojej twarzy. Ostatnim kosmetykiem tego rodzaju, o jakim pisałam był Różany olejek-odżywka pod oczy marki Akamuti. Olejek jest bardzo wydajny i jeszcze się nie skończył ale używam go tylko na noc. W tej sytuacji trzeba było zaopatrzyć się w jakiś produkt na dzień. Wybrałam Rose Fluid pod oczy z różą MARTINY GEBHARDT. Kolejny różany kosmetyk.
O fluidzie przeczytałam: "Odżywcza, jedwabista emulsja pod oczy o intensywnie nawilżającym działaniu. Wyjątkowo łagodna receptura, bazująca na najszlachetniejszych olejach i wyciągach roślinnych, łagodzi wrażliwe partie skóry wokół oczu.
Regularnie stosowane, kosmetyki z różanej linii MARTINA GEBHARDT zapobiegają przedwczesnemu powstawaniu zmarszczek, wspierając naturalną regenerację skóry. Działają łagodząco, harmonizująco i przywracają skórze właściwy poziom nawilżenia."
Fluid zamknięto w buteleczce z grubego, białego szkła wyposażonej w pompkę typu airless, która zapewnia maksymalne wykorzystanie kosmetyku i długotrwałe zachowanie jego właściwości, a także pozwala na jego precyzyjne dozowanie. Butelka zawiera 30 ml fluidu, a to jest dużo jak na kosmetyk pod oczy.
Martina Gebhardt produkuje kilka linii kosmetyków do pielęgnacji twarzy i ciała. Jedną z nich jest linia różana i, jak nietrudno się domyślić, fluid należy do tej właśnie linii. Ma on bardzo lekką konsystencję, delikatny, żółty kolor i piękny zapach. Jest to, oczywiście, zapach różany. Nie jest to jednak ostra, syntetyczna woń lecz delikatny aromat. Wąchając ten kosmetyk mam wrażenie, że wącham świeży kwiat róży.
A jakie jest działanie fluidu? Wspaniałe! Przede wszystkim bardzo dobrze i szybko się wchłania. Myślę, że jest to zasługa jego lekkiej konsystencji. Wspaniale nawilża i odżywia delikatną skórę wokół oczu pozostawiając ją miękką i wygładzoną. W składzie fluidu znajdziemy wiele wartościowych maseł, olejów, a także ekstraktów roślinnych uzyskiwanych zgodnie z zasadami spagiryki czyli starożytnego i całkowicie naturalnego sposobu ich wytwarzania opartego na trzech podstawowych procesach: fermentacji, destylacji i spalania. Być może właśnie dlatego kosmetyk ten odznacza się takim dobrym działaniem i jest tak przyjemny w użyciu. Może dlatego posiada tak piękny i naturalny różany zapach?
Skład: Aqua (Water), Prunus Amygdaluc Dulcis (Sweet Almond) Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter**, Theobroma Cacao (Cocoa) Seeg Butter*, Rosa Canina (Rose Hips) Fruit Oil**, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil**, Persea Gratissima (Avocado) Fruit Oil**, Rosa Damascena (Rose) Flower Extract*, Rosa Damascena (Rose) Flower Water*, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Tocopherol, Rosa Damascena (Rose) Flower Oil**, Santalum Album Oil**, Spagyrishe Essenz von Rosa Damascena (Rose) Flower*, Gold, Silver, Sulfur, Aroma**, Geraniol***, Eugenol***, Citronellol***.
* składniki pochodzące z upraw certyfikowanych przez Demeter
**składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych
***komponenty naturalnych olejków eterycznych.
Fluid pod oczy z różą, podobnie jak wszystkie kosmetyki Martiny Gebhardt, posiada certyfikat Demeter.
wtorek, 17 stycznia 2017
DIY Balsam do ciała rozgrzewająco - ujędrniający
Lubię od czasu do czasu ukręcić samodzielnie jakiś prosty kosmetyk i mimo, iż są to produkty proste i łatwe w wykonaniu, to ich kręcenie sprawia mi przyjemność i satysfakcję. Toteż gdy sklep z naturalnymi surowcami kosmetycznymi MIESZADEŁKO zwrócił się do mnie z zapytaniem, czy zgodzę się wykonać z ich surowców kosmetyk i napisać o nim na blogu, zgodziłam się bez wahania. Wkrótce potem dostałam paczuszkę, w której znalazłam: olej kokosowy, olej z pestek malin, olej z orzecha włoskiego z olejkiem eterycznym pomarańczowo-cynamonowym, wosk pszczeli bielony i peeling z pestek malin czyli zmielone pestki tych owoców. Do tego dołączona była karteczka z recepturami kilku kosmetyków, jakie można wykonać z surowców, które otrzymałam. Zdecydowałam, że zrobię Balsam do ciała rozgrzewająco-ujędrniający.
Skład balsamu:
- 5 ml oleju z pestek malin,
- 4 ml oleju z orzecha włoskiego z olejkiem eterycznym pomarańczowo-cynamonowym,
- 20 ml oleju kokosowego,
- 3 g wosku pszczelego bielonego.
Wykonanie balsamu było bardzo łatwe. W kąpieli wodnej rozpuściłam olej kokosowy i wosk pszczeli. Gdy nieco przestygły dodałam oleje płynne, dokładnie całość wymieszałam i przelałam do słoiczka. Prawda, że proste? Na zdjęciu poniżej widzimy płynny, jeszcze ciepły balsam w słoiczku.
Słoiczek z balsamem umieściłam w lodówce i po pewnym czasie kosmetyk zgęstniał. Można go stale przechowywać w lodówce ale wtedy jest dosyć twardy, taki jak olej kokosowy prosto z lodówki. Ja wolę balsam mniej twardy i dlatego przechowuję go poza lodówką.
Jak widać na zdjęciach balsam ma intensywny, żółty kolor. Jest to zasługa oleju z pestek malin, który jest właśnie taki żółty. Olej ten jest cennym surowcem kosmetycznym. Zawiera bardzo dużo, bo ponad 80% Niezbędnych Nienasyconych Kwasów Tłuszczowych (NNKT), a wśród nich dominują kwas linolowy (Omega-6) i alfalinolenowy (Omega-3) będące głównymi składnikami płaszcza lipidowego skóry. Olej z pestek malin jest też bogatym źródłem witaminy E, karotenoidów, flawonoidów. Są to silne antyoksydanty chroniące DNA komórek oraz działające antybakteryjnie, antyseptycznie i antypigmentacyjne.
Kolejnym składnikiem balsamu jest olej z orzechów włoskich. Podobnie jak poprzednik zawiera on również dużo NNKT, a zwłaszcza kwasu linolowego (Omega-6), który pomaga w regeneracji i nawilżaniu skóry zniszczonej lub suchej. Zapobiega powstawaniu zmarszczek czyli starzeniu się skóry, działa przeciwzapalnie i kojąco.
Wosk pszczeli używany jest w produkcji kosmetyków jako środek regulujący konsystencję (stabilizator) i lepkość ale nie tylko dlatego. Ma on również pozytywne działanie na skórę. Uelastycznia ją i wygładza, zapobiega wysuszaniu skóry, ma też działanie bakteriobójcze.
Podstawowym składnikiem balsamu jest olej kokosowy. Myślę, że o oleju kokosowym zwolenniczki kosmetyków naturalnych wiedzą wszystko lub prawie wszystko. Przypomnę więc tylko, że olej ten doskonale odżywia skórę i nie dopuszcza do jej przesuszenia. W swoim składzie zawiera antyoksydanty, a więc opóźnia procesy starzenia się skóry. Działa też antyseptycznie i antywirusowo. Jest cennym surowcem kosmetycznym i często spotykamy go w składach kosmetyków do twarzy, ciała i do włosów.
Jak już wspominałam przechowuję balsam poza lodówką i dlatego ma on konsystencję lekkiego kremu. Po nabraniu ze słoiczka bardzo szybko rozpuszcza się pod wpływem ciepła rąk i przybiera postać oliwki, którą łatwo można wmasować w skórę. Balsam bardzo dobrze odżywia skórę ale pozostawia na niej cienką, tłustą warstwę. Nie przeszkadza mi taka warstwa ale nie wszyscy ją lubią. Jednak nie ma się czego obawiać gdyż warstwa ta dosyć szybko się wchłania, a skóra pozostaje mięciutka i gładka. Balsam jest wydajny i do wmasowania w całe ciało wystarczy niewielka jego ilość. Podoba mi się również zapach kosmetyku. Do jego wykonania posłużył olej z orzecha włoskiego z dodatkiem olejku eterycznego pomarańczowo - cynamonowego. Jednak w gotowym balsamie zapach tego olejku jest słabo wyczuwalny. Dominuje aromat kokosowy, który bardzo lubię.
Spodobał mi się ten balsam. Moim zdaniem jest to ciekawy kosmetyk i bardzo dobrze działa na moją skórę. Gdy go wykończę (a także inne mazidła do ciała, które mam na stanie), ukręcę go sobie ponownie ale będzie to znacznie większa porcja.
czwartek, 12 stycznia 2017
Moje kosmetyczne hity roku 2016


Jak widać na zdjęciu w mojej ubiegłorocznej pielęgnacji twarzy niepodzielnie królowały kosmetyki nowozelandzkiej marki ANTIPODES. Krem pod oczy z olejem z pestek kiwi rewelacyjnie nawilżał i odżywiał delikatną skórę pod oczami i na powiekach. O skórę twarzy wspaniale dbał Lekki krem na dzień Rejoice. Jeszcze niedawno sera dosyć rzadko gościły w mojej kosmetyczce lecz Serum bogate w przeciwutleniacze Worship sprawiło, że dziś nie wyobrażam sobie pielęgnacji mojej cery bez dobrego serum. Pielęgnacji kosmetykami Antipodes dopełniał Delikatny, bogaty w przeciwutleniacze tonik Ananda. Bardzo lubiłam chwile gdy oczyszczoną twarz zraszała pachnąca mgiełka tego toniku. Był to niewątpliwie jeden z lepszych toników jakie kiedykolwiek miałam. Dodać muszę, że kosmetyki Antipodes są bardzo wydajne i dlatego długo trwałe ich zużywanie. Gdy skończyło się serum Worship zaczęłam rozglądać się za następnym. Tym razem mój wybór padł na Antyoksydacyjne serum do twarzy włoskiej marki BIOFFICINA TOSCANA. Z tego kosmetyku też jestem zadowolona. Serum jest przyjemne w użyciu, nawilża, lekko napina i wygładza skórę. Stosuję je głównie na dzień.

Moja sucha skóra na ciele wymaga solidnego odżywienia, nawilżenia i natłuszczenia. Dlatego właśnie w jej pielęgnacji preferuję masła i oleje, rzadziej sięgam po balsamy. Spośród mazideł do ciała jakie miałam w ubiegłym roku najwyżej oceniam Otulające masło do ciała marki PAT&RUB. Masełko świetnie odżywiało skórę, a jego dodatkowym plusem był piękny zapach wanilii, cytryny i karmelu.
W roku 2016 zaczęłam poznawać niemiecką markę BIOTURM. Zaczęłam od Kremu do rąk nr 52. Krem potrafił skutecznie zadbać o przesuszoną skórę moich rąk, co sprawiło, że nabrałam ochoty na inne produkty tej marki. Skończyło się to zakupem czterech kosmetyków do higieny intymnej. Były to: Żel do higieny intymnej nr 91 z bio-serwatką i bio-żurawiną, Pianka do higieny intymnej nr 90 z bio- serwatką i bio-żurawiną, Dezodorujący spray z bio-serwatką do pielęgnacji intymnej nr 29 i Maść do pielęgnacji intymnej nr 92 z bio-serwatką i bio-żurawiną. Kosmetyki te spisują się świetnie, a ich wysoka jakość sprawia, że zasługują na umieszczenie ich w zacnym towarzystwie kosmetycznych hitów. Ostatnim produktem w tej kategorii jest SCHMIDT`S Dezodorant z bergamotką i limonką. Jest to mój pierwszy dezodorant w kremie na bazie sody oczyszczonej. Spotkałam się z opiniami, że tego rodzaju dezodoranty innych marek są lepsze. Jednak ja tych innych jeszcze nie poznałam i, póki co, dla mnie najlepszy jest właśnie ten. Przede wszystkim jest skuteczny oraz niesamowicie wydajny. Czegóż więcej chcieć od dezodorantu?

Kosmetyki włosowe reprezentują dwa szampony. EUBIONA Szampon rewitalizujący do włosów przetłuszczających się i MaterNatura Szampon z czystkiem do włosów przetłuszczających się i skłonnych do łupieżu. Prawdę mówiąc miałam pewien problem z wyborem produktów z tej kategorii gdyż w ubiegłym roku nie trafił mi się żaden kosmetyk do włosów, który jakoś szczególnie by się wyróżniał na tle innych, a z tego co miałam chyba najlepsze były te dwa szampony. Każdy z nich dobrze oczyszczał skalp i włosy będąc jednocześnie tak delikatnym, że nie podrażniał skóry głowy. Zmywały też z włosów oleje. To są podstawowe cechy jakich wymagam od szamponów i one te warunki bardzo dobrze spełniały.

W roku 2016 poznałam sporo nieznanych mi wcześniej mydlanych marek. Były to mydła zarówno polskie jak i z innych krajów. Wszystkie były jakościowo dobre ale niekwestionowanymi gwiazdami pośród nich były dwie polskie marki: HAGI i Pszczela Dolinka. HAGI Naturalne mydło z masłem tucuma o ciekawym, ziołowym i trochę orientalnym zapachu i intensywnym żółtym kolorze świetnie się spisało w myciu twarzy, ciała i w higienie intymnej. Najbardziej jednak zachwyciło mnie Mydło naturalne miodowe Sam Miód od Pszczelej Dolinki. Kostka zawiera 33-34% miodu spadziowego. To dużo i pewnie dlatego mydełko ma piękny miodowo-mydlany zapach otulający podczas całej kąpieli. Urzekła mnie ta nieregularna, półprzezroczysta kostka.
To już wszystkie moje hity minionego roku. W tajemnicy powiem Wam, że mam już jednego kandydata na ulubieńca bieżącego roku. Czy rzeczywiście nim zostanie? To się dopiero okaże. Jeszcze go testuję i jeszcze o nim nie pisałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)