czwartek, 26 maja 2016

Majowe nowości



       Od dłuższego czasu staram się ograniczać swoje kosmetyczne zakupy i chyba nie najgorzej mi to wychodzi. Staram się robić zakupy wówczas gdy jakieś kosmetyki się kończą i przeważnie są to zakupy niewielkie. Popełniłam takowe w tym tygodniu i chcę się Wam pochwalić nowymi nabytkami. Oto one:




Te dwie ciemne butelki to Cytrynowy szampon oczyszczający od AVALON ORGANICS i taka sama odżywka. Szampon ten polecała Anula i już od dawna miałam na niego ochotę. Chciałam go kupić razem z odżywką. Niestety, prześladował mnie pech. Ilekroć zabierałam się do złożenia zamówienia w sklepie Iwos to akurat nie było albo szamponu, albo odżywki, albo jednego i drugiego. Toteż gdy kilka dni temu zobaczyłam, że oba produkty są na stanie sklepu, postanowiłam je zakupić mimo, iż szampony jeszcze mi się nie kończą. Wreszcie mi się udało! Prawdopodobnie kupiłam ostatnią butelkę szamponu gdyż chwilę po tym, jak wrzuciłam ją do koszyka na stronie sklepu ukazał się komunikat, że szampon wyprzedano. Butelka z szamponem ma już nową szatę graficzną, która bardzo mi się podoba. Moim zdaniem jest ładniejsza od poprzedniej czyli takiej, jak na butelce z odżywką. W tubie znajduje się Rozświetlający scrub do twarzy lawendowy również od AVALON ORGANICS. Ten kosmetyk też od dawna mnie kusił, a ponieważ peeling do twarzy już mi się skończył, więc ten z czystym sumieniem wrzuciłam do koszyka. Ostatni produkt to Intensywnie odżywcze masło do ciała polskiej marki VIANEK. Olejku do ciała są już resztki, mam jeszcze balsam ale lubię mieć dwa różne mazidła do ciała i po kąpieli użyć tego, na które mam akurat ochotę. Z marki VIANEK nie miałam jeszcze niczego i chętnie przetestuję to masełko.

To już wszystkie moje wiosenne nowości kosmetyczne. Następne będą już w lecie gdyż w tej chwili nie mam potrzeby robienia większych, kosmetycznych zakupów.   

poniedziałek, 23 maja 2016

CZYSTE MYDŁO Mydło Kastylijskie Peeling Kawowy




      Jako wielbicielka naturalnych mydeł w kostkach bardzo lubię testować mydlane nowości. Aktualnie wykańczam kostkę Mydła Kastylijskiego Peeling Kawowy marki CZYSTE MYDŁO. Nigdy jeszcze nie miałam mydeł tej marki. Jest to dla mnie zupełna nowość, a przetestować tę nowość mogę dzięki Biance, która podarowała mi tę peelingującą kosteczkę.

 
Producent tak pisze o tym mydełku:
"To mydło zostało stworzone na bazie mocnego naparu kawowego wraz z fusami, dzięki temu zabiegowi nie straciliśmy żadnego z drogocennych składników kawy, w tym przeciwutleniaczy, które według najnowszych badań pozostają w znacznym procencie w fusach po kawie. To najmocniejsze mydło peelingujące w naszej ofercie, ale wykazuje zalety nie tylko w walce z cellulitem. Kawa ma wyjątkowe właściwości w walce z przykrymi zapachami, dlatego to mydło będzie idealne do mycia dłoni po pracach kuchennych i gospodarskich. Dodatek masła karite (shea) i masła kakaowego ma za zadanie łagodzić podrażnienia i działać kojąco."


  
Mydełko nie jest duże, waży tylko 100 g. Zapakowane jest w torebkę z szarego papieru przewiązaną czerwoną wstążeczką. Torebka zrobiona jest z jednego kawałka papieru, który bardzo pomysłowo poskładano tworząc torebkę bez użycia nawet odrobiny kleju. Prawdziwie ekologiczne opakowanie.




 
Mydełko, jak widać na zdjęciach, jest dwukolorowe. Ta ciemna część zawdzięcza swą barwę kawie. Jest ona również chropowata i to właśnie ona ma właściwości peelingujące. Rzadko mi się zdarza używać kostek mydlanych do peelingu. Przeważnie wykonuję go przy pomocy czarnego mydła Savon Noir i rękawicy kessy, używam też peelingów solnych i cukrowych gotowych lub samorobionych. Byłam jednak ciekawa jak to mydełko poradzi sobie z peelingiem. Okazało się, że radzi sobie zupełnie dobrze. Jest to, w moim odczuciu, peeling delikatny, znacznie łagodniejszy niż peelingi, o których wspomniałam wcześniej. Ma to swoje dobre strony gdyż taki delikatny peeling mogę robić prawie codziennie. Skóra po nim jest gładka i miękka. Mydełko dobrze się pieni i dokładnie oczyszcza skórę ale jej nie wysusza i nie powoduje uczucia ściągania. Dlatego myję nim również twarz. Kosteczka ma też ładny zapach. Wyczuwam, oprócz woni mydła, również aromat kawy i jeszcze czegoś ale nie wiem czego. Zapach podoba mi się i żałuję, że nie pozostaje na skórze.


Składowi mydełka też nie można niczego zarzucić, jest krótki i naturalny. Oto on: Sodium Olivate/Cocoate, Olive Oil, Castor Oil, Glicerin, Shea Butter, Cocoa Butter, Coffea Arabica Seed Powder.
Dzięki Biance poznałam kolejną markę naturalnych mydeł. Dziękuję Ci, Bianko. Oczywiście nie zamierzam poprzestać na tym jednym Czystym Mydle. Inne mydełka tej marki kuszą mnie bardzo i z pewnością, jeśli nie wszystkie, to przynajmniej część z nich poznam.

niedziela, 8 maja 2016

ALTERRA Olej do ciała brzoza i pomarańcza




        Będąc posiadaczką suchej skóry zawsze mam na stanie mazidła do ciała i to przeważnie więcej niż jedno. Nie to, żebym robiła jakieś duże zapasy tych kosmetyków. Najczęściej mam dwa różne produkty, w porywach trzy. Dawniej w pielęgnacji mojej skóry dominowały oleje ale ostatnio używałam maseł, kremów, balsamów. Nie znaczy to, że zrezygnowałam z olejów. Po prostu z ciekawości sięgałam po inne produkty ale pewnego razu będąc w Rossmanie zwróciłam uwagę na Olej do ciała brzoza i pomarańcza od ALTERY. Co prawda Alterra produkuje kilka olejów do ciała ale ten skusił mnie swoim bogatym składem, a więc wrzuciłam go do koszyka.


Skoro już wspomniałam o bogatym składzie to mamy tu całą gamę wartościowych olejów: olej sojowy, olej z pestek moreli, olej z pestek winogron, oliwa z oliwek, olej jojoba, olej awokado, olej makadamia, olej z rokitnika, olej słonecznikowy. Chyba wszystkie wymieniłam. Przyznacie, że jest ich sporo. Oprócz olejów w składzie kosmetyku znajdują się też ekstrakty ziołowe z tytułową brzozą na czele. Jest to ekstrakt z liści brzozy (Betula Alba Leaf Extract). Brzoza posiada liczne właściwości lecznicze i pielęgnacyjne. W takim ekstrakcie znajdują się betulina i kwas betulinowy. Są to naturalne antyoksydanty chroniące skórę przed wolnymi rodnikami, a więc opóźniające procesy starzenia. Pobudzają też syntezę kolagenu i elastyny, a także łagodzą objawy atopowego zapalenia skóry.


 
Nie jestem znawcą ziół. Moja wiedza na ich temat nie jest imponująca i dlatego zdarza mi się, że wśród składników kosmetyku znajduje się nazwa, którą widzę po raz pierwszy i nie mam pojęcia co to jest. Tak było i tym razem. Nieznana mi nazwa to Ruscus Aculeatus. Okazało się, że jest to ruszczyk kolczasty zwany również myszopłochem kolczastym. Roślina ta zawiera saponinę o nazwie ruscyna. Ruscyna zapobiega nadmiernemu poszerzaniu się naczyń żylnych, ich nieszczelności i kruchości. Działa też przeciwzapalnie. Stosowany jest w kosmetykach ujędrniających i antycellulitowych, a ten olej ma również działanie antycellulitowe. Poza tym w składzie oleju znajdują się olejki eteryczne, które nie tylko zapewniają kosmetykowi ładny zapach ale mają również działanie pielęgnujące.

Całkowity skład kosmetyku wygląda tak:


Olej do ciała brzoza i pomarańcza otrzymujemy w szklanej butelce z pompką. Butelka zawiera 100 ml oleju i zapakowana jest w kolorowy kartonik. Podoba mi się szata graficzna tych opakowań. Jest kolorowa, wesoła i bardzo przyjemna dla oka.
Olej ma ładną, złocistą barwę i jest dosyć rzadki. Odpowiada mi taka konsystencja gdyż pozwala łatwo wmasować kosmetyk w skórę. Używam tego oleju tylko do ciała czyli zgodnie z jego przeznaczeniem. Olej dosyć szybko się wchłania ale pozostawia cieniutką, tłustą warstewkę. No cóż, to jednak olej. Bardzo dobrze nawilża i natłuszcza skórę pozostawiając ją mięciutką, aksamitną i sprężystą. Ma on również działanie antycellulitowe. Podoba mi się, że producent nie obiecuje likwidacji cellulitu (czyli gruszek na wierzbie) i pisze, że kosmetyk "łagodzi efekt skórki pomarańczowej". Czy rzeczywiście łagodzi nie wiem gdyż cellulitu nie posiadam. Aplikację oleju uprzyjemnia jego zapach. Jest to zapach pomarańczy z lekką nutką ziołową w tle. Zdecydowanie jednak dominuje pomarańcza. Szkoda, że zapach nie pozostaje zbyt długo na skórze. Podsumowując muszę powiedzieć, że zadowolona jestem z tego kosmetyku. Prawdopodobnie jeszcze kiedyś go kupię, a może wypróbuję też inne oleje do ciała tej marki.
Olej do ciała brzoza i pomarańcza od ALTERRY jest kosmetykiem wegańskim i certyfikowanym przez BDIH.



Używacie olejów do pielęgnacji ciała czy wolicie balsamy?    

niedziela, 1 maja 2016

Projekt DENKO - marzec i kwiecień 2016



   
      Marzec i kwiecień mamy już za sobą, przyszedł więc czas na pokazanie tego, co wykończyłam w ciągu tych dwóch miesięcy. Oto wszystkie, puste opakowania:



Kosmetyki do pielęgnacji twarzy


1. BIOEARTH  Aktywny krem nawilżający do twarzy - poznałam już kilka włoskich marek kosmetycznych i, jak dotychczas, na żadnej z nich się nie zawiodłam. Tak samo jest z marką Bioearth. Kremik spełnił moje oczekiwania, był bardzo dobrym nawilżaczem. Więcej na jego temat przeczytacie tu. Jak najbardziej zasługuje na ponowny zakup.

2. BALM BALM  Oczyszczająca maseczka z hibiskusa - ten kosmetyk podbił moje serce. Ma arcyprosty, naturalny skład. Pełni rolę maseczki i peelingu, takie dwa w jednym. Recenzję znajdziecie tutaj. Z pewnością kupię ten produkt ponownie.

Pielęgnacja ciała


3. PAT&RUB  Otulające masło do ciała - kosmetyk o bardzo dobrym, naturalnym składzie. Świetnie spełnia swoją rolę. Dobrze nawilża skórę i jest bardzo wydajne, a na dodatek pięknie pachnie. Pisałam o nim tu. Zasługuje na ponowny zakup.

4. PAT&RUB  Otulający scrub cukrowy do ciała - ten kosmetyk nie zachwycił mnie tak jak masło z tej samej linii. Był bardzo twardy, zbity. Zdatny do użytku był dopiero wówczas gdy dodałam do niego sporo oleju. Mimo to nie polubiłam go i raczej go już nie kupię. Recenzja znajduje się tutaj.

Kosmetyki do włosów


5. PETAL FRESH  Odmładzający szampon do włosów - nie napisałam recenzji tego szamponu ale byłam z niego zadowolona. Nie zauważyłam czy działa odmładzająco ale dobrze oczyszcza skalp i włosy. Bez problemu zmywa też oleje. Zawiera wyciąg z pestek winogron i z oliwek. Podobał mi się również jego winogronowy zapach. Myślę, że jeszcze niejeden raz zagości w mojej łazience.

Mydła


6. ALAFFIA  Mydło Pineapple Coconut Shea Butter soap - jest to duża, prawie dwustugramowa kostka mydła. Ma miły, delikatny zapach. Jest to mydło twarde i bardzo wydajne. Pisałam o nim tu. Chętnie kupiłabym je ponownie.

7. TEA NATURA  Mydło kokosowo - oliwne z nagietkiem - w mydełku zatopiono suszone płatki nagietka przez co kostka ma lekko peelingujące działanie. Jest to jeszcze jedno naturalne mydlo dobrej jakości. Dobrze spełnia swoje zadanie i nie wysusza skóry. Tutaj znajdziecie recenzję. Warto kupić je ponownie.

8. 94b hand made  Mydło ręcznie robione Migdał - jest to mydełko polskiej produkcji. Jest bardzo delikatne i dlatego producent przeznaczył je do mycia twarzy i dla dzieci. Więcej o tej małej kosteczce przeczytacie tutaj. Z pewnością kupię je jeszcze niejeden raz.

To już wszystkie kosmetyki, które zużyłam lub wykończyłam w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. A jak wyglądają Wasze denka?  

sobota, 23 kwietnia 2016

Mydełka od TEA NATURA




            Z pewnością wiecie, bo niejeden raz o tym pisałam, że jestem wielką fanką naturalnych mydeł w kostkach. Uwielbiam testować te pachnące, mydlane kostki, zarówno te, które wyprodukowano w Polsce, jak i pochodzące z innych krajów. Dzisiaj przedstawię Wam dwa mydełka włoskiej marki TEA NATURA. Kupiłam je jeszcze w ubiegłym roku w tym sklepie ale musiały dosyć długo czekać na swoją kolej do mydelniczki.




Są to mydełka kokosowo-oliwne. Jedno z dodatkiem nagietka, drugie z lawendą.

Skład mydła nagietkowego: Coco Nucifera Oil, Aqua, Sodium Hydroxide, Olea Europaea Fruit Oil, Citrus Nobilis Oil, Potassium Hydroxide, Calendula Officinalis Flower Oil, Citric Acid, Calendula Officinalis Flower, d-Limonene.

Skład mydła lawendowego: Coco Nucifera Oil, Aqua, Sodium Hydroxide, Olea Europea Fruit Oil, Lavandula Hybrida Oil, Potassium Hydroxide, Citric Acid, Lavandula Hybrida Flower, Linalool, d-Limonene.




Jak widać składy mydełek są bardzo podobne. Różnią się tylko dodatkami ziołowymi. Zaciekawiło mnie natomiast coś innego. Do wytworzenia tych mydeł producent użył wodorotlenku sodu i wodorotlenku potasu. Do tej pory wiadomo mi było, że do produkcji mydeł w kostkach używa się wodorotlenku sodu, natomiast wodorotlenek potasu potrzebny jest do produkcji mydeł w płynie i mydeł w paście (np. savon noir). Tu producent użył dwóch wodorotlenków i zapewne miał w tym jakiś cel. Niestety, nie wiem jaki gdyż o produkcji mydeł mam raczej blade pojęcie.




 Mydełka TEA NATURA są niewielkie, ważą po 100 g. Zapakowane są w celofan i kolorową, papierową opaskę, na której znajdziemy wszystkie niezbędne informacje. W kostkach widoczne są ciemniejsze punkty. Są to zatopione płatki kwiatów lawendy w jednej i płatki nagietka w drugiej kostce. Nowe mydełka mają gładkie powierzchnie ale po zmydleniu cienkiej warstewki mydła, płatki kwiatów wystają ponad powierzchnię kostki i mogą działać jak delikatny peeling.
Mydła TEA NATURA wspaniale się pienią. Myślę, że jest to zasługa oleju kokosowego. Puszysta, pełna bąbelków piana w trakcie mycia zmienia się w kremową emulsję rozpieszczającą naszą skórę.


Mydełka są delikatne, a jednocześnie dobrze oczyszczają skórę. Myję nimi całe ciało, twarz, używam ich też do higieny intymnej. Sprawdzają się znakomicie. Nie działają wysuszająco, a to jest ważne gdy się ma suchą skórę. Są bardzo podobne, właściwie różnią się tylko zapachem. Pachną delikatnie, jedno lawendą, a drugie raczej ziołowo. Są to mydła naprawdę dobrej jakości i warto je wypróbować. W przyszłości zamierzam przetestować też pozostałe mydełka tej marki.


 

wtorek, 12 kwietnia 2016

MaterNatura Szampon z czystkiem do włosów przetłuszczających się i skłonnych do łupieżu




       Dawno już nie pisałam o kosmetykach do włosów, w tym roku na pewno nie. Pora więc to nadrobić i w ramach nadrabiania przedstawiam Wam dzisiaj Szampon z czystkiem do włosów przetłuszczających się i skłonnych do łupieżu włoskiej marki MaterNatura.


O szamponie przeczytałam:
"MATERNATURA szampon z czystkiem do włosów przetłuszczających się i skłonnych do łupieżu zawiera organiczne wyciągi roślinne o działaniu oczyszczającym, ściągającym i normalizującym pracę gruczołów łojowych oraz nadprodukcję sebum. Składniki te przywracają naturalną równowagę skóry głowy. W recepturze szamponu zastosowano wyciąg z liści czystka ladanowego (Cistus Ladaniferus) o działaniu ściągającym, a także hamującym rozwój bakterii i grzybów skóry głowy (odpowiedzialnych m.in. za proces powstawania łupieżu). Kosmetyk zawiera również wyciągi z pokrzywy, skrzypu polnego, korzenia lukrecji oraz liści rozmarynu o udowodnionych właściwościach przeciwłupieżowych, przeciwzapalnych, oczyszczających i efektywnie wzmacniających włosy. Wyciągi te dodatkowo pobudzają nowe mieszki włosowe do wzrostu. W utrzymaniu naturalnej równowagi skóry głowy pomocny jest także zastosowany w szamponie wyciąg z kwiatów ylang ylang, gdyż normalizuje on pracę gruczołów łojowych przeciwdziałając przetłuszczaniu się włosów. Dzięki obecności olejku ze słodkiej pomarańczy kosmetyk posiada właściwości odświeżające i kojące."


 
Plastikowa butelka, w której zamknięto szampon ma kształt najbardziej prosty jaki może być, a mianowicie kształt walca. Mieści się w niej 250 ml szamponu. Bardzo podoba mi się szata graficzna tej butelki. Jest delikatna, utrzymana w pastelowych kolorach z rysunkiem różowego kwiatuszka czystka.
Szampon jest trochę bardziej rzadki niż większość szamponów ale nie jest przesadnie rzadki. Bez problemu akceptuję jego konsystencję. Zapach ma typowo ziołowy, moim zdaniem przyjemny. Pieni się bardzo dobrze i świetnie radzi sobie ze zmywaniem oleju z włosów. Jest delikatny. Nie podrażnia skóry głowy ale dobrze ją oczyszcza, włosy również. Minusem jest to, że dosyć mocno plącze włosy. Dlatego rzadko używam go solo, przeważnie po spłukaniu piany nakładam na włosy odżywkę. Po wyschnięciu włosy ładnie się błyszczą i dobrze się układają. Nie zauważyłam natomiast zmniejszenia wydzielania sebum. Moje włosy nadal wymagają codziennego mycia. Mimo to z szamponu jestem zadowolona. Dla mnie najważniejsze jest to, że dobrze oczyszcza skórę i włosy i że jest delikatny. Warto dodać, że szampon MaterNatura posiada certyfikat ICEA, jednego z najważniejszych organów certyfikujących produkty naturalne i ekologiczne we Włoszech i w Europie.



Skład szamponu: Aqua (Water), Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Disodium Cocoamphodiacetate, Sodium Cocoyl Sarcosinate, Cocamidopropyl Betaine, Cistus Ladaniferus Leaf Oil*, Citrus Aurantium Amara (Bitter Orange) Leaf/Twig Oil*, Eucalyptus Globulus Leaf Oil*, Cananga Odorata Flower Oil*, Equisetum Arvense Leaf Extract*, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract*, Urtica Dioica (Nettle) Extract*, Citrus Limon (Lemon) Peel Oil*, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract*, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract*, Citrus Aurantium (Orange) Peel Oil*, Citrus Medica Vulgaris Peel Oil, Benzyl Alcohol, Lauryl Glucoside, Glycerin, Coco-Glucoside, Sodium Benzoate, Glyceryl Oleate, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Sodium Dehydroacetate, Sodium Sunflowerseedamphoacetate, Limonene, Linalool, Lactic Acid, Geraniol. 
* - z upraw ekologicznych.




Swój szampon kupiłam w sklepie Ecco Verde ale teraz kosmetyki tej marki można już kupić w niektórych polskich sklepach np.tu i tu

sobota, 2 kwietnia 2016

ANTIPODES Lekki krem na dzień Rejoice




    Od pewnego czasu w pielęgnacji mojej twarzy niepodzielnie królują kosmetyki nowozelandzkiej marki ANTIPODES. Pisałam już o toniku, serum, kremie do twarzy i kremie pod oczy, a dziś przedstawię Wam kolejny kosmetyk tej marki, a mianowicie Lekki krem na dzień Rejoice. Jest to, oczywiście, krem do twarzy.


Krem Rejoice, podobnie jak wszystkie kosmetyki tej marki, które miałam przyjemność poznać, zawiera w swoim składzie wiele cennych dla skóry substancji. Znajdziemy tu tłuszcze roślinne jak masło shea zawierające witaminy E i F oraz prowitaminę A, allantoinę i fitosterole. Masło to nawilża, odżywia, chroni i regeneruje skórę. Działa też przeciwzapanie i przeciwzmarszczkowo. Olej makadamia bogaty jest w witaminy A i E oraz witaminy z grupy B. Olej tem działa antyoksydacyjnie i nadaje skórze gładkość, a obecność nienasyconych kwasów tłuszczowych sprawia, że olej ten posiada właściwości regeneracyjne. Kolejnym tłuszczem roślinnym jest olej jojoba. Jest to olej wyjątkowy gdyż jego struktura jest bardzo podobna do struktury sebum wydzielanego przez ludzką skórę. Zawiera witaminy A,E i F, kwasy tłuszczowe i fitosterole. Nadaje się do pielęgnacji każdego typu cery. Cera tłusta wydziela zbyt dużo sebum i olej jojoba reguluje jego wydzielanie. Z kolei cera sucha produkuje zbyt mało sebum i olej jojoba uzupełnia te niedobory. Przyspiesza regenerację komórek skóry, łagodzi stany zapalne, zmiękcza, nawilża i natłuszcza skórę. Olej z awokado jest skarbnicą witamin. Zawiera komplet witamin z grupy B, witaminy E, C, D i K oraz prowitaminę A. Inne jego składniki to cała masa minerałów i kwasy tłuszczowe Omega-6 i Omega-9. Olej z awokado polecany jest przede wszystkim do skóry suchej. Regeneruje ją i nawilża. Sprawdza się również w pielęgnacji suchej skóry głowy.


Wspaniałym składnikiem kremu jest olejek manuka. Pozyskuje się go z liści krzewu manuka (Leptospermum Scoparium). Jest to olejek eteryczny będący bardzo silnym antyseptykiem. Ma właściwości antybakteryjne, przeciwgrzybicze i przeciwzapalne. Ma bardzo szerokie zastosowanie lecznicze i kosmetyczne. Pomaga przy trądziku, opryszczce, łojotoku, grzybicy i innych problemach skórnych. Olej z nasion dzikiej róży (Rosa Canina Oil) nawilża i ujędrnia skórę, posiada właściwości regenerujące i wygładzające. Wspomaga syntezę kolagenu w skórze, a więc działa przeciwzmarszczkowo.
W kremie Rejoice znajdziemy też hydrolat z lawendy, witaminę E, a także glikozydy ze słomy pszenicy.


60 ml kremu zamknięto w tradycyjnej, metalowej tubie. Dodatkowym opakowaniem jest kartonik z typową dla marki grafiką. Jeśli idzie o konsystencję, to krem wcale nie jest taki lekki. Jest dosyć gęsty, zwarty i sprawia wrażenie tłustego. Ale to tylko wrażenie. W rzeczywistości wchłania się dobrze i szybko nie pozostawiając tłustej warstwy. Zgodnie z zaleceniem producenta używam go codziennie rano. Bardzo dobrze nawilża i wygładza skórę. Jego dodatkowym atutem jest piękny, delikatny zapach. Pachnie migdałami i wanilią. Badania naukowe wykazały, że krem Rejoice stymuluje produkcję kolagenu w skórze do 59% ale tego, niestety, nie jestem w stanie sprawdzić. Kremem jestem zachwycona. Moja cera go polubiła. Jedyne do czego mogę się przyczepić to opakowanie. Otóż wolałabym, żeby producent pomyślał o wyposażeniu tuby w szeroką zakrętkę. Wówczas tuba mogłaby stać. Posiadając małą zakrętkę musi leżeć i potrzebuje więcej miejsca na półce. Jednak mała zakrętka nie zniechęci mnie do używania tego kremu. Jest zbyt dobry, żeby z niego rezygnować.


Całkowity skład kremu: Aqua (Water), Lavandula Angistifolia  (Lavender) Distillate*, Xanthan Gum, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Rosa Canina (Rosehip) Oil*, Persea Gratissima (Avocado) Oil*, Macadamia Ternifolia (Macadamia Nut) Oil*, Cetearyl Alcohol, Wheat Straw Glycosides, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Oil*, Tocopherol (Vitamin E), Naticide (Natural Preservative with Fragrances of Sweet Almond & Vanilla Pod), Leptospermum Scoparium (Manuka) Oil.
* - certyfikowane, organiczne składniki.

Kosmetyki ANTIPODES podbiły moje serce i z pewnością w przyszłości wypróbuję również inne produkty tej marki. Na koniec chciałam przypomnieć, że Antipodes warto kupować w sklepie Lavande. Ceny w tym sklepie są znacznie niższe niż w Ecco Verde.

lavande.com.pl

sobota, 26 marca 2016

Wielkanoc 2016




Wszystkiego co najlepsze 
na Święta Wielkiej Nocy,
wiosennych nastrojów, ciepłej, radosnej atmosfery,
miłych spotkań z rodziną i przyjaciółmi,
smacznego jajka
i mokrego lanego poniedziałku
życzy Wam Sandra




czwartek, 24 marca 2016

ALAFFIA Mydło Pineapple Coconut Shea Butter Soap



    Kosmetyki marki ALAFFIA poznałam w blogosferze. Przeczytałam sporo blogowych recenzji produktów tej marki. Wszystkie były bardzo pozytywne i zachęcające do wypróbowania Alaffii. Niestety kosmetyki Alaffia są trudno dostępne w Polsce. Jednak szczęście mi w pewnym stopniu dopisało. Na początku roku byłam w warszawskim sklepie TK MAXX i trafiłam na mydła Alaffia. Nie było, co prawda, pełnego wyboru tych mydełek ale z tego co było wybrałam dwa i dzisiaj przedstawię Wam jedno z nich, a mianowicie Mydło z masłem shea Ananas i Kokos.




Mydełko zamknięto w papierowym opakowaniu, na którym znajdziemy wszystkie niezbędne informacje. Kostka ma kolor pośredni między kremowym, a jasnym beżem i jest naprawdę duża. Waży 198 g. Ma bardzo ładny i delikatny zapach. Wyczuwam tu aromat kokosu ożywiony ananasem.
Skład mydła jest taki:



Wśród składników są dwa raczej rzadko spotykane w mydłach naturalnych. Jeden z nich to tlenek żelaza (Iron Oxides) jest mineralnym barwnikiem, a drugi to dwutlenek tytanu (Titanium Oxide) znany powszechnie jako filtr UV. Tylko po co taki filtr w mydle? Przecież namydlone nie wychodzimy na słońce. Domyślam się, że tego filtra nie zastosowano z myślą o nas, użytkownikach, tylko z myślą o samym mydle. Prawdopodobnie czynniki takie jak długie przechowywanie mydlanych kostek w różnych magazynach i na półkach sklepowych, różne temperatury otoczenia, różne oświetlenia mogą spowodować zmianę koloru mydła i dwutlenek tytanu ma temu zapobiec. Wolałabym, żeby tego składnika w mydle nie było gdyż ponoć wcale nie jest on taki nieszkodliwy za jaki powszechnie jest uważany.




Nie żałuję jednak, że kupiłam to mydło. Jest bardzo przyjemne w użyciu. Bardzo dobrze się pieni, co zapewne jest zasługą zawartego w nim oleju kokosowego. Dobrze oczyszcza skórę nie drażniąc jej i nie wysuszając. Jest delikatne w działaniu, a jego łagodny zapach w trakcie użycia jest niemal niemal niewyczuwalny. Używam go do mycia całego ciała, twarzy i okolic intymnych. Spisuje się bardzo dobrze. Ponieważ kostka jest duża i dosyć twarda, więc wystarcza na długo. Jestem z tego mydła zadowolona i mam nadzieję, że uda mi się jeszcze kiedyś kupić inne kostki z tej serii.

    

niedziela, 20 marca 2016

BALM BALM Oczyszczająca maseczka z hibiskusa



    Maseczki do twarzy uważam za ważną część pielęgnacji cery, a na dodatek bardzo lubię je stosować. Rzadko kupuję gotowe maseczki. Przeważnie robię je sama z glinek, alg i innych dodatków lub z tego, co mamy we własnej kuchni np. owoce, warzywa, nabiał, przyprawy, zioła itp. Zresztą, same wiecie, że maseczkowych kombinacji jest nieskończenie wiele, wystarczy tylko popuścić wodze fantazji. Dziś przedstawię Wam Oczyszczającą maseczkę z hibiskusa od BALM BALM.




Na tę maseczkę skusiłam się z dwóch powodów. Po pierwsze na kilku blogach przeczytałam pozytywne opinie na jej temat, a po drugie urzekł mnie jej skład. Wyobraźcie sobie, że tworzą go zaledwie trzy składniki, a mianowicie mąka z brązowego ryżu, zmielone płatki kwiatów hibiskusa i olejek eteryczny z geranium. Nie ma tu żadnych konserwantów, nawet naturalnych, żadnych ulepszaczy, poprawiaczy itp. Chyba trudno wyobrazić sobie bardziej naturalny skład.




Mąka z ryżu brązowego ma nie tylko właściwości peelingujące ale też pielęgnuje skórę. Nawilża ją, odżywia, uelastycznia, działa antyseptycznie, rozjaśnia przebarwienia i poprawia koloryt skóry. Hibiskus odświeża i nawilża skórę, wzmacnia naczynka krwionośne, działa ujędrniająco. Zawiera też kwasy organiczne złuszczające naskórek i dlatego dosyć często występuje w peelingach. Olejek eteryczny z geranium jest często spotykany w kosmetykach naturalnych. Ma piękny zapach przypominający woń różaną ale nie tylko dla zapachu dodaje się go do kosmetyków. Działa też przeciwbakteryjnie, pomaga w przypadkach infekcji skórnych, koi i relaksuje.




Maseczka Balm Balm nie jest kosmetykiem do końca gotowym. Otrzymujemy ją w postaci proszku o jasnym kolorze z ciemnymi punkcikami. Nietrudno się domyślić, że te punkciki to drobinki ususzonych i sproszkowanych płatków hibiskusa. Całość ma piękny zapach olejku geraniowego. Żeby przygotować maseczkę należy wsypać do miseczki odpowiednią ilość proszku i dolać trochę ciepłej wody. Mieszać do uzyskania konsystencji masy. Producent zaleca użycie łyżki stołowej proszku ale moim zdaniem całkowicie wystarcza kopiasta łyżeczka od herbaty, a maseczka wystarczy nam na dłużej. Słoiczek zawiera jej tylko 40 g, a to nie jest zbyt dużo. Pod wpływem wody proszek zmienia kolor na jasny wrzos z czerwonymi drobinkami kwiatów hibiskusa. Masę rozprowadzamy po twarzy i pozostawiamy na około 10 minut. W tym czasie powinna zaschnąć na skórze. Potem należy ją lekko zwilżyć wodą. Ja zraszam ją tonikiem lub hydrolatem. Masując skórę wykonujemy peeling po czym maseczkę należy zmyć ciepłą wodą.
Jak działa maseczka? Rewelacyjnie. Jako peeling jest delikatna ale jednocześnie dogłębnie oczyszcza skórę. Twarz jest wygładzona i jedwabista w dotyku. Maseczka nie uczula i nie powoduje podrażnienia. Krótko mówiąc jest to świetny kosmetyk i całkowicie naturalny. Bardzo go polubiłam. Do przygotowania maseczki możemy zamiast wody użyć dowolnego hydrolatu, można też, w zależności od potrzeb naszej cery, dodać kilka kropli ulubionego oleju lub kwasu hialuronowego.


Oczyszczająca maseczka z hibiskusa posiada certyfikat Soil Association. Certyfikat ten gwarantuje, że kosmetyk zawiera 95% składników organicznych. Maseczka od Balm Balm zawiera ich 100%.
Skład: Oryza Sativa (Rice) Powder, Hibiscus Sabdariffa Flower Powder, Pelargonium Graveolens Flower Oil, Citral, Geraniol, Linalool, Citronellol, Limonene.       

czwartek, 10 marca 2016

ANTIPODES Serum bogate w przeciwutleniacze Worship




    Sera do twarzy goszczą w mojej kosmetyczce chyba jeszcze rzadziej niż kremy pod oczy. Podobnie jak w przypadku tych kremów uważałam, że nie są one konieczne, że stosowanie i serum i kremu to może przesada. Wychodziłam z założenia, że pielęgnacja polegająca na aplikacji dobrego kremu lub oleju na oczyszczoną i zwilżoną tonikiem skórę, jest wystarczająca. Złożyło się jednak tak, że wśród kosmetyków marki ANTIPODES jakie otrzymałam do testów od sklepu Lavande było też Serum bogate w przeciwutleniacze Worship.




Wśród kosmetyków marki Antipodes znajduje się kilka  rodzajów ser. Serum Worship jest szczególnie bogate w przeciwutleniacze, a więc jest wymarzone do cery dojrzałej czyli takiej jak moja.
To bogactwo przeciwutleniaczy pochodzi wyłącznie z roślin. Naukowcy nowozelandzcy opracowali metodę pozyskiwania antyoksydantów z owoców tylko przy pomocy wody, a więc bez żadnych chemicznych wspomagaczy. Uzyskanemu w ten sposób ekstraktowi nadano nazwę Vinanza.




W składzie serum Worship znajduje się Vinanza w postaci kompleksu ekstraktów z malin, jeżyn, czarnych porzeczek, owoców kiwi i winogron. Jest to rzeczywiście ogromna ilość antyoksydantów, które nie tylko niszczą wolne rodniki ale też dotleniają komórki skóry i działają przeciwzapalnie. Czytając skład serum znalazłam tajemniczą tzn. nieznaną mi substancję o nazwie galactoarabinan. Okazało się, że jest to polisacharyd pozyskiwany z modrzewia. Posiada on bogate właściwości pielęgnacyjne i jest stosowany w kosmetykach anty-aging. Wspomaga odnowę komórek, poprawia sprężystość i elastyczność skóry, w pewnym stopniu redukuje zmarszczki. Zmniejsza również utratę wody przez naskórek. Ekstrakt z jagód acai to kolejna porcja substancji pielęgnujących skórę, głównie fitosteroli, które pomagają w utrzymaniu prawidłowego stężenia kolagenu, co ma korzystny wpływ na ujędrnienie i nawilżenie skóry. Mamy tu jeszcze ekstrakt z kawy. Kawa pozytywnie działa na naszą skórę poprawiając jej krążenie i działając ujędrniająco. Często znajduje się w kosmetykach pod oczy, gdzie pomaga likwidować obrzęki i wygładza drobne zmarszczki.



Serum zamknięto w buteleczce z ciemnego szkła i dodatkowo zapakowano w kartonik. Buteleczka ma pojemność 30 ml i jest wyposażona w pipetę. Jest to bardzo dobre rozwiązanie gdyż serum ma postać płynną i dzięki pipecie możemy je precyzyjnie dozować. 
Kolor serum jest taki jak na powyższym zdjęciu. Jest to płyn bardziej gęsty niż woda ale niezbyt gęsty. Prawda, że obrazowo opisałam tę gęstość? :))) Niestety, dokładniej nie potrafię. :) Serum jest bezolejowe, wyprodukowane na bazie wody malinowej. Ma ciekawy zapach. Owocowy, a jednocześnie świeży i orzeźwiający. Bardzo mi się podoba i często odkręcam buteleczkę tylko po to, żeby powąchać jej zawartość.
Serum Worship stosuję rano i wieczorem. Kilka kropel kosmetyku umieszczam na palcach i wklepuję w oczyszczoną i zroszoną tonikiem skórę twarzy, szyi i dekoltu. Nie omijam też okolic oczu. Serum szybko się wchłania i skóra gotowa jest na przyjęcie kremu. Jest wspaniale nawilżona, wygładzona i delikatna, a zawarte w serum bogactwo przeciwutleniaczy zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry. Piękny zapach sprawia, że używanie tego produktu jest prawdziwą przyjemnością




Serum Worship posiada certyfikat BioGro. Jest to znana z wysokich standardów nowozelandzka organizacja certyfikująca wszelkie produkty ekologiczne z kosmetykami włącznie. 
 
Skład: Rubus Idaeus (Raspberry) Water*, Vinanza Oxifend Superfruit Complex of  Rubus Ursinus (Boysenberry) Extract + Ribes Nigrum (Blackcurrant) Extract + Actinidia Deliciosa (Vinanza Kiwi* Kiwi Fruit) Extract + Vitis Vinifera  (Vinanza Grape* Grape Seed) Extract, Galactoarabinan, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Guar Gum*, Xanthan Gum, Euterpe Oleracea (Acai Berry) Extract, Caprylyl/Capryl Glucoside, Coffea Arabica (Coffee Berry) Extract, Tocopherol (Vitamin E), Essential Oil Fragrances of Boysenberry & Blackcurrant: Citronellol, Geraniol, Isoeugenol, d-Limonene, Linalool.
* - składniki organiczne certyfikowane.
   
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...