poniedziałek, 16 lipca 2018

PHYTORELAX Krem do twarzy z aloesem i kwasem hialuronowym



    PHYTORELAX to włoska marka kosmetyków naturalnych. Nie jest zbyt popularna w naszym kraju, w każdym razie w blogosferze rzadko można zobaczyć recenzje tych produktów. Dla mnie jest to już drugi kosmetyk od Phytorelax. Pierwszym był Żel do higieny intymnej z organicznym rumiankiem. Pisałam o nim tu. Teraz w użyciu mam drugi i jest to Aloe Vera Face Cream czyli Krem do twarzy z aloesem i kwasem hialuronowym.



Producent tak opisuje ten krem:
Phytorelax Aloe Vera Face Cream to krem zawierający dużą ilość soku z aloesu pochodzenia biologicznego (50%) o działaniu ochronnym, nawilżającym i kojącym. Zawiera składniki roślinne, witaminę E i kwas hialuronowy, walczy z oznakami starzenia, minimalizuje niedoskonałości skóry i nadaje jej promienny wygląd. Szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy i doskonale nadaje się jako baza pod makijaż.



Na zakup tego kremu zdecydowałam się ze względu na zawarty w nim aloes i to na pierwszym miejscu w składzie, a moja skóra bardzo lubi kosmetyki z aloesem. Co prawda już na drugim miejscu w składzie znajduje się woda, a więc można przypuszczać (choć pewności nie ma), że aloesu w kremie jest tyle samo co wody.

Całkowity skład kremu:




W składzie kremu znajdziemy fajne, naturalne substancje np. sok z aloesu, masło shea, olej arganowy czy olej babassu. Jednak nie cały skład mnie zachwyca. Jest tu na przykład kontrowersyjny konserwant o nazwie Phenoxyethanol. Jedni twierdzą, że jest on całkowicie bezpieczny i nieszkodliwy, inni, że wręcz przeciwnie. W Japonii jest całkowicie zakazany, w niektórych państwach nie wolno stosować go w kosmetykach dla dzieci i niemowląt. Fenoksyetanol odznacza się ładnym, kwiatowym zapachem i dlatego w kosmetykach służy często nie tylko jako konserwant ale też jako substancja zapachowa. Prawdopodobnie tak jest również w omawianym kremie gdyż ma on bardzo przyjemny i delikatny zapach kwiatowy.



Plastikowy słoiczek zapakowany dodatkowo w kartonik skrywa 50 ml kremu. Po otwarciu słoiczka okazuje się, że jest tam jeszcze jedno plastikowe wieczko.
Bardzo podoba mi się konsystencja tego kremu. Jest taka maślana ale bez obaw, krem wcale nie jest tłusty. Jest to krem nawilżający. Zgodnie z obietnicą producenta szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej ani lepkiej warstwy. Jak najbardziej nadaje się pod makijaż.
Kremu Phytorelax używam codziennie rano ale czasem też aplikuję go na noc. Bardzo dobrze działa na moją cerę. Świetnie ją nawilża. Jest delikatny, nie zapycha i nie podrażnia. Pozostawia skórę miękką, gładką i zadbaną. Jest też bardzo wydajny. Myślę, że jest to zasługa tej jego maślanej konsystencji, która sprawia, że wystarczy bardzo mała jego ilość do pokrycia twarzy, szyi i dekoltu.


Moim zdaniem kosmetyki Phytorelax zasługują na uwagę. Mam ochotę poznać kolejne produkty tej marki. Można je kupić w kilku sklepach internetowych np. tu i tu. Z pewnością skorzystam z ich oferty. 

niedziela, 8 lipca 2018

ORIENTANA Tonik do twarzy Róża japońska i pandan



      Tonizacja jest dla mnie bardzo ważnym elementem pielęgnacji cery i dlatego cenię sobie dobrej jakości toniki. Miałam już dosyć dużo naprawdę dobrych toników. Zaliczam do nich również Tonik do twarzy róża japońska i pandan marki ORIENTANA.



O toniku przeczytałam:
Łagodny, odżywczy tonik do codziennej pielęgnacji skóry suchej, dojrzałej i normalnej. Wykazuje działanie nawilżające, łagodzące i odmładzające.
Tonik delikatnie odświeża, łagodzi i koi podrażnienia, odżywia i nawilża skórę. Doskonale uzupełnia codzienną pielęgnację skóry suchej, dojrzałej i normalnej. Dzięki atomizerowi świetnie sprawdza się jako odświeżająca skórę mgiełka, może być stosowany do pielęgnacji skóry twarzy, szyi i dekoltu. Bogata w naturalne składniki formuła toniku zapewnia suchej skórze wyjątkowo skuteczną pielęgnację. Ekstrakt z płatków róży japońskiej dzięki zawartości dużej ilości witamin, kwasów organicznych i flawonoidów, wpływa na skórę odżywczo, nawilżająco i odmładzająco. Sok z aloesu łagodzi podrażnienia, przyspiesza regenerację skóry i chroni przed utratą wilgoci. Ekstrakt z owocu pandana normalizuje i wycisza skórę. Tonik pozostawia skórę optymalnie nawilżoną, zrelaksowaną i uspokojoną. Przywraca naturalne pH, przyspiesza odnowę i regenerację skóry, chroni przed działaniem czynników zewnętrznych.



100 ml toniku zamknięto w plastikowej butelce z atomizerem. Atomizer działa bez zarzutu. Tonik już wykończyłam i atomizer do samego końca go dozował. Butelki nie wyrzuciłam i obecnie przelałam do niej inny tonik, który był w butelce bez atomizera. Bardzo lubię toniki z atomizerem. Jest to przyjemny i bardzo wydajny sposób aplikacji tego kosmetyku.
Tonik, podobnie jak większość tego rodzaju kosmetyków, z wyglądu przypomina wodę. Bardzo podoba mi się jego zapach. Jest to zapach róży z lekką, ziołową nutą. Może tak właśnie pachnie róża japońska? A może ta ziołowa nuta pochodzi od pandanu? Tego nie wiem ale w składzie toniku nie ma żadnych substancji zapachowych, a więc pewnie jest to zapach róży lub róży i pandanu.
Skład toniku jest taki:


Lubię kosmetyki z takim krótkim składem. Jest tu tylko sześć składników w tym dwa konserwanty. Natomiast nie podoba mi się inna rzecz. Na etykiecie widać napis Zużyć przed końcem: i po dwukropku powinna być podana data przydatności. Niestety nie ma tej daty, a to jest niezgodne z prawem, a także z poważnym i przyzwoitym traktowaniem klienta.
Na szczęście tonik nie wykazywał żadnych oznak nieświeżości czy zepsucia i zużyłam go do końca. Z przyjemnością spryskiwałam twarz, szyję i dekolt tym pachnącym płynem. Tonik wspaniale odświeża skórę, koi ją i nawilża nie powodując jej ściągnięcia. Czekałam chwilę aż tonik się wchłonie lub wklepywałam go w skórę, a potem aplikowałam krem lub serum i krem. Podczas niedawnych upałów służył mi kilkakrotnie w ciągu dnia jako odświeżająca i chłodząca mgiełka. Szkoda, że już się skończył ale nic straconego. Zawsze mogę do niego wrócić i zamierzam to robić. 

sobota, 16 czerwca 2018

MIODOWA MYDLARNIA Masło do twarzy i ciała Oczarowanie



     MIODOWA MYDLARNIA, jak na mydlarnię przystało, produkuje naturalne mydła ale na nich nie poprzestaje. W jej ofercie znajdziemy też inne kosmetyki. Gdy jakiś czas temu robiłam tam zakupy, oprócz kilku mydełek kupiłam też balsam konopny do rąk oraz jedno z maseł do ciała. Spośród kilku produkowanych przez tę firmę wybrałam Masło do twarzy i ciała Oczarowanie.


Producent tak o nim pisze:
Bogate w karoten, odżywcze naturalne masło do twarzy i ciała z woskiem pszczelim o ciepłym, głębokim, otulającym aromacie i konsystencji musu.
Jest kompozycją wyjątkowych olei: marchwiowego, nagietkowego i czerwonego z owoców palmy oleistej - pełnych karotenu, witaminy E i koenzymu Q10 - o silnych właściwościach przeciwutleniających i opóźniających procesy starzenia się skóry. Zawiera również odżywcze masło shea i kakaowe, olej kokosowy oraz wosk pszczeli o wyśmienitych właściwościach kosmetycznych.
Masło ma cudowną barwę słoneczno-żółtą, pochodzącą wyłącznie od kolorów użytych olei. Błyskawiczne zregeneruje skórę, odżywi, wyrówna poziom nawilżenia, ukoi wszelkie podrażnienia, zdecydowanie poprawi kondycję skóry. Nada skórze lekki odcień opalenizny.
Masło wspaniale sprawdzi się w codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, szczególnie suchej, wiotkiej, starzejącej się, wymagającej odnowy. Polecane jest zawsze wtedy, gdy skóra potrzebuje pomocy i ukojenia.


Ze względu na suchą skórę zawsze na mojej łazienkowej półce stoi jakieś mazidło do ciała. Kupuję ich dosyć dużo. Gdy robię zakupy kosmetyczne zawsze przeglądam kosmetyki do pielęgnacji ciała. Jeśli jakieś masło czy balsam mnie zainteresuje wrzucam je do koszyka. Tak samo było gdy składałam zamówienie w Miodowej Mydlarni.
Masło Oczarowanie otrzymujemy w szklanym słoiczku typu twist. Słoiczek jest niewielki, mieści się w nim 135 ml (65 g) kosmetyku.
Masełko ma piękny, intensywny żółty kolor. Jest bardziej żółty niż dojrzały banan. Zdjęcia nie oddają prawdziwej barwy tego kosmetyku. Masło bardzo szybko rozpuszcza się pod wpływem ciepła palców i w skórę wmasowujemy coś w rodzaju oliwki. Łatwo się rozprowadza i wchłania ale nie do końca. Pozostawia na skórze tłustą warstwę ale nie przeszkadza mi to. Bardzo dobrze działa na skórę. Odżywia ją i czyni gładką, miękką i jedwabistą w dotyku. Masła używam wyłącznie do ciała.


I wszystko byłoby super gdyby nie... zapach. Nie mogę powiedzieć, że zapach tego masełka nie podoba mi się. Jest całkiem niezły ale, moim zdaniem, zbyt intensywny. Utrzymuje się na skórze przez kilka godzin stopniowo słabnąc. Czasem zdarza się, że zapach jakiegoś kosmetyku nie wprawia mnie w zachwyt ale w miarę używania przyzwyczajam się do niego. Tutaj jest odwrotnie. Im dłużej używam masła tym bardziej drażni mnie ten zapach. Po wmasowaniu go w skórę rano nie używam już żadnego pachnidła bojąc się, że powstanie jakiś "kociokwik" zapachów. Tak jak napisałam zapach jest dosyć ładny ale chyba nie pochodzi z naturalnych olejków eterycznych. Nie kojarzy mi się z olejkami i nawet nie potrafię opisać go słowami. W składzie masła znajduje się pozycja o nazwie olejek zapachowy, a w jego skład wchodzi substancja o nazwie Butylphenyl Methylpropional. Jest to substancja syntetyczna będąca składnikiem kompozycji zapachowych. Posiada silne działanie alergenne i nie jest zalecana dla kobiet w ciąży. Chyba nie powinna się znajdować w kosmetyku naturalnym.
Całkowity skład masła jest taki:


Ze względu na ten intensywny, wręcz agresywny zapach raczej nie skuszę się po raz drugi na to masło. Cieszę się, że ten kosmetyk już mi się kończy. Zostało mi go jeszcze na jedno użycie i będzie koniec. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że tak bardzo drażnił mnie zapach kosmetyku. Miodowa Mydlarnia produkuje kilka maseł ale nie wiem, czy w pozostałych nie ma podobnej sytuacji zapachowej. Chyba nie zaryzykuję i innego też nie kupię.  

sobota, 9 czerwca 2018

Szampon i odżywka od ALEPII



    ALEPIA to francuska marka kosmetyków naturalnych którą darzę szczególnym sentymentem, a to dlatego, że własnie od niej rozpoczęła się moja przygoda z naturalną pielęgnacją. Moim pierwszym naturalnym kosmetykiem było mydło Aleppo tej marki, a z czasem poznałam także inne jej produkty. Miałam też jeden z szamponów Alepii ale było to dawno i nie pamiętam już, który to był szampon i czy sprawdził się na moich włosach. Postanowiłam więc odnowić znajomość z włosowymi kosmetykami Alepii i kupiłam szampon i odżywkę.



Spośród kilku produkowanych przez Alepię wybrałam Szampon/żel do kąpieli Alep Original z 7 olejami.



Na temat tego produktu przeczytałam:
Delikatny dla skóry, skuteczny w walce z łupieżem.
Kosmetyk idealny dla całej rodziny do stosowania w roli szamponu i żelu do kąpieli. Formuła opiera się na siedmiu olejach by dostarczyć skórze i włosom maksimum składników odżywczych. Zawiera między innymi odżywczy olej arganowy, wzmacniający olej z czarnuszki oraz silnie nawilżający ekstrakt z liści aloesu. Doskonale poprawia stan skóry sprawiając, że przywracana jest jej naturalna równowaga, pomaga uporać się z łupieżem i nadmiernym wydzielaniem sebum, a także zapobiega swędzeniu skóry. Szampon ma właściwości wzmacniające, dzięki czemu włosy stają się elastyczne, silne, a przy tym mają piękny blask. Naturalny zapach z olejków sprawia, że włosy pachną subtelną, roślinną nutą.
Szampon na bazie mydła Alep nie zawiera substancji drażniących. Nie piecze w oczy, nie podrażnia skóry, ma pH fizjologiczne.



250 ml szamponu otrzymujemy w prostej, plastikowej butelce z metalową nakrętką. Każdy z szamponów Alepii można stosować również jako żel do kąpieli czy pod prysznic ale ja używam go tylko w charakterze szamponu. Ma on konsystencję żelu troszkę rzadszego niż większość szamponów i łatwo się go dozuje. Pieni się trochę słabiej niż inne tego typu produkty ale jest to wystarczająca ilość piany do umycia włosów i skalpu. Jednak podczas mycia głowy zachowuje się inaczej niż inne szampony, a właściwie nie tyle podczas mycia, co podczas spłukiwania. Spłukując pianę z włosów wyczuwam, że są one tępe i jakby tłuste. Ta tłustość to tylko wrażenie gdyż włosy tłuste nie byłyby tępe, a poza tym po wysuszeniu nie ma na nich żadnego tłuszczu. Szampon plącze włosy podobnie jak większość szamponów ale są one dobrze oczyszczone. Mają jednak pewien minus, a mianowicie prawie się nie błyszczą i są oklapnięte. Wyglądają tak, jak po umyciu mydłem. Niezbędna jest więc płukanka octowa lub dobra odżywka. Moje przetłuszczające się włosy myję codziennie rano i czasem zdarza się, że mam tak mało czasu, że nie aplikuję odżywki i nie czekam aż zadziała. Poprzestaję wówczas na umyciu włosów szamponem. Nie mam jednak ochoty paradować cały dzień z matowymi i oklapniętymi włosami. W takiej sytuacji po prostu używam innego szamponu. Szampon Alepii nie jest perfumowany ale to nie znaczy, że jest pozbawiony zapachu. Posiada zapach i jest to wyraźny zapach mydła Aleppo w kostce.
Skład szamponu:



Jak już napisałam, po umyciu włosów szamponem konieczne jest zastosowanie płukanki octowej lub odżywki. Ja stosuję odżywkę. Jest to Odżywka do włosów Alep Original, jedyna jaką ta firma produkuje.



O odżywce przeczytałam:
Naturalna odżywka na bazie mydła z Aleppo, która działa niezwykle ożywczo na włosy. Zapewnia włosom i skórze głowy kompleksową pielęgnację bez efektu obciążania włosów. Dostarcza cennych witamin i minerałów, dzięki czemu włosy stają się odżywione, mocniejsze i sprężyste. Zawiera oliwę z oliwek, która między innymi reguluje pracę gruczołów łojowych, a także działa kojąco na skórę głowy. Olej laurowy z kolei pobudza krążenie krwi i stymuluje odnowę komórek. Odżywka pokrywa włosy delikatną, oleistą powłoką, która nadaje im zdrowy blask i ułatwia rozczesywanie, a także chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Włosy stają się przyjemne w dotyku, wyraźnie wygładzone i lśniące.



Butelka, w którą zapakowano odżywkę jest taka sama jak ta od szamponu. Odżywka ma konsystencję bardzo lekkiego kremu i dobrze rozprowadza się ją po włosach. Butelkę wykonano z cienkiego, miękkiego plastiku, a więc łatwo wycisnąć z niej kosmetyk.
Odżywkę, tak jak każdą inną, nakładam na umyte, mokre włosy i po kilku minutach spłukuję. Włosy nie są już splątane i bez problemu można je rozczesać. Jeśli, w czasie gdy schną, przeczeszę je kilka razy grzebieniem, czy nawet palcami, to są ładnie odbite od nasady i dobrze się układają. Oczywiście po użyciu odżywki włosy mają już połysk. Ładnie błyszczą i są jedwabiście miękkie w dotyku.
Mimo iż odżywka ma w składzie ekstrakty ziołowe i hydrolaty to, moim zdaniem, jest bezzapachowa. Wiele razy ją wąchałam i nie wyczułam żadnej woni.
Skład odżywki:


  
Moim zdaniem szampon i odżywka Alepii są bardzo dobrymi kosmetykami. Dobrze dbają o moje włosy. Są to produkty działające łagodnie, co dla mnie jest bardzo ważne ze względu na wrażliwą skórę głowy. Dosyć często dokucza mi swędzenie, a nawet pieczenie skalpu ale teraz, gdy używam duetu od Alepii, swędzenia nie ma. To przykre zjawisko po prostu zniknęło. Producent twierdzi, że szampon zapobiega swędzeniu i w moim przypadku rzeczywiście tak jest. Natomiast nie jestem w stanie stwierdzić, czy skutecznie zwalcza łupież gdyż, po prostu, go nie mam.
Zamierzam od czasu do czasu wracać do włosowych kosmetyków Alepii, być może następnym razem wypróbuję inny szampon tej marki.
Znacie kosmetyki Alepii?    

środa, 30 maja 2018

Mydełko z Tajlandii



    To mydło kupiłam w warszawskim sklepie TK Maxx już dawno, bo około roku temu. Było tam kilka mydeł z tej serii, ja wybrałam Mydło z węglem bambusowym i mlekiem.



Kostka była duża, ważyła 250 g. Trudno byłoby obracać ją w dłoniach, a więc przekroiłam ją na dwie części.



Otrzymałam dwie i tak dosyć duże kostki. Jedną z nich zużyłam już kilka miesięcy temu, druga aktualnie króluje na łazienkowej mydelniczce.
Mydełko wytwarza obfitą, kremową pianę. Ta piana na ogół jest biała ale zdarza się, że ma kolor jasnej szarości. Nietrudno się domyślić, że ta szarość, a także ciemne wzory na mydle to zasługa węgla bambusowego.
Myję tym mydłem twarz i całe ciało. Bardzo dobrze oczyszcza skórę. Nie wysusza jej i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Sprawdza się również w higienie intymnej. Działa tak jak większość mydeł naturalnych.



Pozostaje jeszcze kwestia zapachu. Mydełko pachnie bardzo przyjemnie, dosyć intensywnie ale bez przesady. Nie potrafię określić słowami tego zapachu. Niestety, nie kojarzy mi się z naturalnymi aromatami olejków eterycznych. Najprawdopodobniej jest to syntetyczna substancja zapachowa. W składzie jest ona określona jednym słowem: fragrance. Mleko też jest określone jednym słowem: milk. Myślę, że jest to mleko krowie. Gdyby było inne np. kozie czy ośle to producent prawdopodobnie napisał by to w składzie.
Całkowity skład mydła jest taki:



Skład jest w porządku. Oprócz oleju palmowego na pierwszym miejscu mamy olej kokosowy, ryżowy i trochę oleju winogronowego. Moje wątpliwości budzi tylko to fragrance. Cieszę się jednak, że mam możliwość poznać mydło z jeszcze jednego egzotycznego kraju. Wcześniej nie miałam jeszcze żadnego kosmetyku z Tajlandii. Znacie kosmetyki z tego kraju? 

sobota, 12 maja 2018

UOGA UOGA Krem pod oczy Green Refreshment



     Jakiś czas temu kosmetyki litewskiej marki UOGA UOGA były bardzo popularne w blogosferze. Pamiętam, że opinie o tych produktach były bardzo pozytywne, a więc skusiłam się na Krem pod oczy Green Refreshment tej marki.



Producent pisze, że jest to Naturalny krem nawilżający do skóry wokół oczu dla wszystkich, nawet do wrażliwej skóry. Chaber i ogórek nadaje świeżość i miękkość - o tym wszystkim twoja zmęczona skóra wokół oczu może marzyć!
Woda chabrowa jest używana aby zaspokoić skórę wokół oczu i zmniejszyć obrzęk. Ekstrakt z ogórka jest bogaty w kwas askorbinowy (witamina C), który ma właściwości łagodzące i pomaga rozjaśnić skórę wokół oczu. Olej z awokado jest jednym z najbardziej odżywczych olejów bogatych w witaminy A, B1, B2 i D, jak również lecytynę, sterole i inne aminokwasy.



15 ml kremu zamknięto w opakowaniu typu airless. Kremik ma lekką konsystencję i ładny, jasnożółty kolor. Jest bezzapachowy. Ma jeszcze jedną interesującą cechę, a mianowicie jest wręcz nieprzyzwoicie wydajny. Używam go już bardzo długo i jeszcze się nie skończył.
Krem aplikuję codziennie rano ale dosyć często też na noc. Niestety, nie zauważyłam zmniejszenia obrzęków pod oczami. Poranne obrzęki czasem są, czasem ich nie ma i to niezależnie od tego czy użyłam na noc tego kremu czy też nie. Widocznie mają one jakąś wewnętrzną przyczynę z którą zawarta w kremie woda chabrowa nie może sobie poradzić. Nie przeszkadza mi to jednak gdyż raczej nie oczekuję od kosmetyków jakiegoś spektakularnego działania. Całkowicie wystarcza mi to, że kremik jest delikatny, a jednocześnie solidnie nawilża skórę, odżywia ją i czyni gładziutką w dotyku. Bardzo szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej czy lepkiej warstwy. Spokojnie można stosować go pod makijaż. Jestem zadowolona z tego kosmetyku i pewnie będę do niego czasem wracać. 
Krem pod oczy Green Refreshment jest produktem certyfikowanym przez Soil Association, brytyjską niezależną organizację pozarządową.


Skład kremu (INCI): Centaurea Cyanus (cornflower) Flower Water*, Aqua (water), Persea Gratissima (avocado) Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis (sweet almond) Oil*, Tocopherol (vitamin E), Helianthus Anuus (sunflower) Seed Oil, Cucumis Sativus (cucumber) Extract, Cetearyl Glucoside, Cetyl Alcohol, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid.
*- składniki pochodzące z upraw organicznych,
73,8% - składniki organiczne,
99,6% - składniki naturalne.  

czwartek, 3 maja 2018

Czarne mydło afrykańskie po raz kolejny



    O czarnym mydle afrykańskim pisałam już kilka razy. Możecie o nim przeczytać tutu i tu. Oczywiście każde z tych mydeł jest inne mimo iż są do siebie podobne i noszą takie same nazwy. Mydło o którym dzisiaj piszę nosi nazwę Wschodnioafrykańskiego czarnego mydła Alata Samina i otrzymujemy je od firmy DUAFE. Jest to firma założona i prowadzona przez polsko - ganijskie małżeństwo. które sprowadza to mydło oraz inne produkty z Ghany i sprzedaje je w sklepie internetowym o tej samej nazwie (klik). 
Swoją kostkę dostałam od Bianki, która dobrze wie co lubię i od czasu do czasu przysyła mi różne kosmetyczne nowości z mydełkami na czele. Wcześniej nie znałam marki Duafe, nawet o niej nie słyszałam.



Mydło opakowano w pergamin i w czarny papier na którym naklejona jest pomysłowa etykietka w kształcie konturu Czarnego Lądu. Po drugiej stronie kostki naklejona jest druga etykieta na której znajdują się wszystkie potrzebne informacje.
Producent pisze, że Od wieków mieszkańcy zachodniej Afryki używają czarnego mydła aby zapewnić sobie gładką i piękną cerę. Pomaga ono przy problemach z trądzikiem, tłustą cerą, zapaleniami, przebarwieniami. To mydło nie tylko do twarzy, używa się go również do mycia włosów jako odżywkę oraz do całego ciała, a nawet do mycia zębów.Świetnie nadaje się do usuwania makijażu.Przynosi ulgę osobom z uczuleniami i anemiami skórnymi. Nie zawiera związków SLS, kolorantów ani sztucznych zapachów.


Mydło Alata Samina to spora kostka ważąca 150 g. Z wyglądu najbardziej przypomina mydło Shamasa. Też jest koloru brunatnego ale niejednorodnego, są tu różne odcienie brunatności. Podobnie jak Shamasa nie ma jednolitej struktury. Wygląda jakby było ulepione z wielu małych cząstek. Jednak w odróżnieniu od Shamasy to mydło jest twarde. Mimo to łatwo rozmięka i należy przechowywać je na mydelniczce z odpływem wody. Do mydelniczki przykleja się i brudzi ją. Nie przeszkadza mi to jednak gdyż te drobne niedogodności w pełni rekompensuje wspaniałe działanie mydła.


Wytwarza ogromne ilości piany. Piana jest w kolorze beżowym i nie składa się wyłącznie z bąbelków. W głównej mierze jest to delikatna, kremowa emulsja. Z przyjemnością rozprowadzam ją po skórze. Myję tym mydłem twarz i całe ciało. Wspaniale oczyszcza skórę. Po prostu po umyciu wyczuwa się jej nadzwyczajną czystość. Na twarzy pięknie domyka moje rozszerzone pory na nosie. Pozostawia cerę gładziutką. Nie wysusza jej i nie powoduje ściągnięcia. Bez problemu zmywa makijaż. Nie mam akurat żadnych niedoskonałości na skórze więc nie mogę stwierdzić jak działa w takich przypadkach. To mydło mnie oczarowało. Zadziwiające jest to, że tak dobrze oczyszcza skórę, a jednocześnie jest delikatne. Zasługuje na to, żeby do niego wracać i ja zamierzam to robić. Dziękuję też Biance za to, że umożliwiła mi poznanie tego cudownego mydełka. To był strzał w dziesiątkę!


I jeszcze skład mydła: łupiny owoców kakaowca (źródło potasu), olej palmowy, olej kokosowy, masło shea, woda.        

sobota, 28 kwietnia 2018

NATURA SIBERICA w Rossmannie



     Jakieś półtora tygodnia temu poszłam do Rossmanna żeby kupić jedzonko dla mojej Kici. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że w Rossmannie są kosmetyki rosyjskiej marki NATURA SIBERICA. Były tam kremy i scruby do ciała, kremy do rąk i stóp, szampony, odżywki i maski do włosów. Ucieszyło mnie to ale oparłam się pokusie. Kupiłam co miałam kupić i poszłam. Jednak wiadomo jak to jest. Jak mówi porzekadło: ciągnie wilka do lasu. Mnie też ciągnęło i dzisiaj znów byłam w Rossmannie. Kupiłam tylko dwa produkty chociaż miałam ochotę na więcej.


Jeden z tych kosmetyków to Naturalny ujędrniający krem do ciała z ostem szkockim oraz jodłą syberyjską. Duży, plastikowy słoik zawierający 370 ml kremu. Drugi produkt to Krem nawilżający do rąk. Tuba ma pojemność 75 ml. Zamierzałam kupić krem do ciała z tej samej linii co krem do rąk ale, niestety, już go nie było. Zdecydowałam się więc na ten, który widać na zdjęciu. 
Kosmetyki będą musiały trochę poczekać zanim znajdą się na łazienkowej półce ale niezbyt długo. Mam nadzieję, że dobrze się spiszą. 

niedziela, 22 kwietnia 2018

MIODOWA MYDLARNIA Balsam konopny do dłoni i paznokci




    MIODOWA MYDLARNIA produkuje, oprócz mydeł, również kosmetyki pielęgnacyjne. Są to balsamy do ust i do rąk, masła do twarzy i ciała, maseczki, peelingi, a także pudry i sole do kąpieli. Gdy jakiś czas temu zamawiałam tam mydełka skusiłam się też na Balsam konopny do dłoni i paznokci.



Producent tak pisze o balsamie:
Intensywnie regenerujący balsam do dłoni i paznokci z odżywczym olejem z konopi siewnej, masłem shea, olejem kokosowym, woskiem pszczelim i odmładzającą witaminą E.
Całkowicie naturalny kosmetyk o lekkiej, puszystej konsystencji i delikatnym, korzennym aromacie oleju konopnego, idealny dla przesuszonych rąk, skórek i paznokci, które wymagają odżywienia, natłuszczenia i ukojenia. Sprawdzi się doskonale w sytuacji mocno zniszczonej, podrażnionej skóry, jak i do codziennej pielęgnacji.



 Mały, szklany słoiczek z metalową zakrętką skrywa 35g balsamu. Dodatkowym opakowaniem jest kartonik o kształcie i wyglądzie charakterystycznym dla produktów tej marki.



Balsam ma konsystencję masła. Jest tłusty ale nie ma się czemu dziwić, wszak w jego składzie przeważają tłuszcze. Kolor żółty, bardziej żółty niż widać to na zdjęciu. Jest kosmetykiem nieperfumowanym i delikatnie pachnie olejem konopnym tak, jak napisał producent.
Balsam dosyć szybko się wchłania ale trzeba uważać żeby nałożyć na dłonie jego niewielką ilość. Gdy weźmiemy go zbyt dużo, to wchłanianie już nie jest szybkie. Dobrze dba o skórę rąk. Nawilża ją, natłuszcza i wygładza. Bardzo lubię stosować go na noc. Wmasowuję w ręce trochę więcej balsamu niż w ciągu dnia i mam wrażenie, że mam na dłoniach odżywczy opatrunek. Rano skóra jest mięciutka i aksamitnie gładka.
Balsam konopny jest kosmetykiem wydajnym. Mimo iż w słoiczku znajduje się go tylko 35g, to starcza na długo. Pewnie dlatego, że używa się go w niewielkich ilościach.

Skład balsamu:



Skład balsamu jest krótki i naturalny, a ja bardzo lubię kosmetyki o takich składach. Jest to produkt inny niż kremy do rąk w tubkach jakie najczęściej kupujemy. Najważniejsze jednak jest to, że jest skuteczny. Gości w mojej kosmetyczce po raz pierwszy ale nie ostatni. Od czasu do czasu będę do niego wracała.

niedziela, 15 kwietnia 2018

PETAL FRESH Szampon i odżywka pogrubiające włosy



    Kosmetyki amerykańskiej marki PETAL FRESH są na polskim rynku już od kilku lat. W Rossmannie w moim mieście można kupić tylko szampony i odżywki do włosów. Niektóre z nich wypróbowałam i dobrze sprawdziły się na moich włosach. Jakiś czas temu będąc na zakupach w Rossmannie zauważyłam, że obok znanych mi butelek z szamponami i odżywkami Petal Fresh stoją zupełnie inne zawierające również szampon i odżywkę. Zainteresowałam się nimi i okazało się, że są to Szampon i odżywka pogrubiające włosy. Nie ukrywam, że zainteresowały mnie te produkty chociaż nie bardzo wierzyłam, że kosmetyki mogą pogrubić włosy. Postanowiłam przekonać się o tym na sobie i kupiłam ten zestaw.



O szamponie przeczytałam: Szampon pogrubiający włosy Petal Fresh Organics wykorzystując siłę roślin głęboko oczyszcza skórę głowy usuwając brud oraz sebum. Zawarte w preparacie witaminy B3, B5 oraz B7, wnikając w strukturę włosa, uzupełniają poziom keratyny, zwiększają poziom elastyczności, zapobiegają łamaniu się włosów oraz przywracają objętość. Witaminy i proteiny zapewniają włosom blask. Włosy stają się grubsze i bardziej podatne na stylizację. Składniki Petal Fresh pochodzą wyłącznie z ekologicznych upraw. Organiczność naszych produktów została potwierdzona przez Stellar Certification Services. Produkt wolny od szkodliwych substancji: parabenów, siarczanów (SLS, SLES), GMO, ftalanów i sztucznych barwników, posiadający zrównoważone pH, nie testowany na zwierzętach. Idealny do włosów po zabiegach keratynowych.



Szampon otrzymujemy w płaskiej butelce z ciemnego plastiku o pojemności 355 ml. Ma on konsystencję przezroczystego żelu typową dla większości szamponów. Łatwo się go wydobywa z butelki z zamknięciem na klik. Jego zapach jest dosyć specyficzny, powiedziałabym, że taki ziołowo - ziemisty. Kojarzy mi się z zapachem tego szamponu.



Szampon świetnie się pieni i dobrze oczyszcza włosy i skalp. Zmywanie oleju z włosów też nie jest dla niego problemem. Jeśli idzie o to obiecane pogrubianie włosów, to sprawa wygląda tak. Gdy spłukuję pianę, to pod palcami wyczuwam większą objętość włosów, a nawet ich większą grubość. Natomiast po wyschnięciu włosy są takie same jak zawsze. Nie mogę się dopatrzyć żadnego pogrubienia,  chyba, że jest ono tak minimalne, że aż niezauważalne. Moje podejrzenia, że to pogrubianie to takie obiecanki-cacanki (żeby nie powiedzieć ściema) producenta okazały się słuszne. Ponieważ nie spodziewałam się pogrubienia, to mogę powiedzieć, że szampon mnie nie zawiódł. Dobrze oczyszcza, włosy plącze tak jak większość szamponów. Po wyschnięciu włosy mają ładny połysk i dobrze się układają.
Skład szamponu:


Na temat odżywki przeczytałam:
Bogata w substancje roślinne pogrubiająca włosy odżywka Petal Fresh Organics odbudowuje oraz stymuluje włosy do intensywnego wzrostu. Zawarte w preparacie witaminy B3, B5 oraz B7 wnikając w strukturę włosa uzupełniają poziom keratyny, zwiększają poziom elastycznośći, zapobiegają łamaniu się włosów oraz przywracają objętość. Witaminy i proteiny zapewniają włosom blask. Włosy stają się grubsze i bardziej podatne na stylizację. Składniki Petal Fresh pochodzą wyłącznie z ekologicznych upraw. Produkt wolny od szkodliwych substancji: parabenów, siarczanów (SLS, SLES), GMO, ftalanów i sztucznych barwników. posiadający zrównoważone pH, nietestowany na zwierzętach.


Odżywkę pogrubiającą włosy otrzymujemy w takiej samej butelce jak szampon. Zamknięcie też ma identyczne z szamponem. W przypadku szamponu zamknięcie na klik sprawdza się dobrze ale w przypadku odżywki już tak nie jest. Tylko przy pierwszym użyciu udało mi się z trudem wycisnąć z butelki potrzebną ilość kosmetyku.  Potem już odkręcałam całą nakrętkę i potrząsając butelką uzyskiwałam odżywkę. Odżywka ma konsystencję dosyć lekkiego kremu i powinna być zamknięta w miękkiej tubie. Wówczas z jej wydobyciem ni byłoby problemu.


Jak już wspomniałam wyżej odżywka ma konsystencję lekkiego kremu. Pachnie tak samo jak szampon. Łatwo rozprowadza się po włosach i, oczywiście, nie spływa z nich. Po spłukaniu odżywki włosy nie są splątane i bez problemu się rozczesują. Po wyschnięciu prezentują się bardzo ładnie. Są błyszczące i miękkie. Jednak obiecanego pogrubienia, tak jak w przypadku szamponu, nie zauważyłam. Nie zauważyłam też zwiększenia objętości włosów.
Skład odżywki:


Moim zdaniem są to poprawne kosmetyki dobrej jakości i nie żałuję, że je kupiłam. Obietnice producenta dotyczące pogrubiania włosów i zwiększania ich objętości, niestety, nie są spełnione. Być może na innych włosach efekt byłby lepszy.
   
  

sobota, 7 kwietnia 2018

HAGI Naturalny balsam z olejem konopnym i masłem cupuacu



    
        Balsamów do ciała używam rzadko. Ze względu na suchą skórę w pielęgnacji mojego ciała dominują masła, kremy, oleje. Tym razem na balsam skusiłam się dzięki przypadkowi. Na początku roku składałam zamówienie na kosmetyki i zauważyłam balsamy do ciała marki HAGI. Nie wiedziałam, że ta firma ma w ofercie balsamy. Postanowiłam wypróbować jeden z nich i tak w moim koszyku znalazł się Naturalny balsam z olejem konopnym i masłem cupuacu.




O balsamie przeczytałam:
Hipoalergiczny balsam przeznaczony do pielęgnacji nawet bardzo delikatnej i przesuszonej skóry. Zawiera kompozycję olejów i ekstraktów roślinnych, które wykazują działanie łagodzące, nawilżające i ochronne. Masło cupuacu działa czteroetapowo na skórę: nawilża, natłuszcza, zmiękcza i wygładza. Olej konopny ma wyjątkowe właściwości regenerujące. Olej z wiesiołka bogaty jest w kwasy tłuszczowe (NNKT) i witaminę E, dzięki czemu wzmacnia i uelastycznia skórę. Olej z ogórecznika ma działanie przeciwzapalne, kojące i uspokajające. Balsam został wzbogacony łagodzącym d-panthenolem, który przynosi ulgę podrażnionej skórze. To idealny produkt dla skóry wymagającej szybkiej regeneracji z powodu utraty wody, doskonale sprawdza się w pielęgnacji bardzo suchej skóry.
Hipoalergiczność kosmetyku została potwierdzona badaniami przeprowadzonymi pod nadzorem lekarzy dermatologów.




200 ml balsamu zamknięto w plastikowej butelce z pompką. Butelka jest nieprzezroczysta i nawet patrząc pod światło nie zobaczymy ile jeszcze jest w niej balsamu. Trochę szkoda, bo lubię wiedzieć jak dużo mam jeszcze kosmetyku.
Pompka sprawnie dozuje balsam o białym kolorze i konsystencji lekkiego kremu. Podoba mi się zapach tego kosmetyku ale trudno mi go opisać słowami. Jest słodki i jakby trochę orzechowy, trochę marcepanowy ale przyjemny. Być może tak pachnie masło cupuacu widniejące na drugim miejscu w składzie. Nigdy nie miałam tego masła solo, a więc nie znam jego zapachu. Jednak niekoniecznie musi to być zapach masła cupuacu. W składzie znajduje się pozycja o nazwie Parfum. Niewątpliwie jest to jakaś substancja lub substancje zapachowe. Nie wiadomo tylko czy jest to zapach naturalny czy syntetyczny. Jeśli naturalny to powinny być wymienione w składzie nazwy użytych olejków eterycznych oraz ich składniki będące potencjalnymi alergenami np. linalool, limonene, geraniol itp. Żeby wyjaśnić tę sprawę napisałam maila do firmy Hagi i otrzymałam taką odpowiedź:


"Witam serdecznie,
Pod nazwą Parfum w kosmetykach naszej produkcji mieszczą się kompozycje utworzone z naturalnych olejków eterycznych pozbawionych alergenów. Nie można w INCI używać ich nazw własnych, gdyż nie byłoby to zgodne z ustawą. 
Jednakże szczególnie w kosmetykach dla alergików zależy nam, by zapach nie był przyczyną alergii i stosujemy hipoalergiczną kompozycję zapachową. Olejki eteryczne mogą spowodować uczulenie osób wrażliwych i nie są używane w naszych kosmetykach dla tej grupy Klientów.
Proszę się nie obawiać słowa Parfum w składzie kosmetyków, jeśli ma Pani zaufanie do firmy. 
Nam tym bardziej zależy na bezpieczeństwie używania kosmetyku.
Pozdrawiam
Hanna Kurcińska"

------------------

Każdy, kto choć trochę zna kosmetyki Hagi wie, że są one podzielone na pięć żywiołów: Ziemię, Wodę, Ogień, Powietrze i Piąty żywioł. Balsam, o którym piszę należy do żywiołu Powietrze, a kosmetyki z tej kategorii przeznaczone są przede wszystkim dla osób ze skórą alergiczną, atopową, nadwrażliwą. Przedstawicielka firmy pisze, że w kosmetykach dla tej grupy klientów olejki eteryczne nie są używane. A co jest używane? Co się kryje za tajemniczym słowem Parfum? Nadal nie wiadomo. Podejrzewam, że jednak jest to syntetyk.

Skład balsamu:



Jak już wspomniałam balsam Hagi ma lekką, kremową konsystencję co sprawia, że łatwo rozprowadza się po skórze. Wchłania się szybko i całkowicie. Nie pozostawia tłustej ani lepkiej warstwy. Jest wydajny i trzeba uważać, żeby nie nałożyć na skórę zbyt dużej jego ilości gdyż wówczas się maże i na wmasowanie go trzeba poświęcić więcej czasu.
Nie wszystkie balsamy są w stanie sprostać wymaganiom mojej suchej skóry ale ten radzi sobie doskonale. Pozostawia skórę nawilżoną, odżywioną i gładką. Ani śladu przesuszenia. Nic więc dziwnego, że jestem z niego bardzo zadowolona. Tak powinien działać każdy balsam!


   
Do tej pory miałam tylko mydełka Hagi, teraz poznałam jeden z balsamów. Pewnie warto poznać też inne produkty tej marki. A Wy znacie balsamy do ciała Hagi?  

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

BIOLOVE Peeling do twarzy z pokrzywą



   Peeling to stały element pielęgnacji mojej twarzy i zawsze mam w domu jakiś kosmetyk do tego celu służący. Aktualnie używam Peelingu do twarzy z pokrzywą polskiej marki BIOLOVE.



O peelingu przeczytałam tylko tyle: Peeling do twarzy pokrzywa, delikatne złuszczanie i pielęgnacja. Niewiele ale nic więcej nie udało mi się znaleźć.

W składzie peelingu znajdziemy sporo wartościowych substancji. Są to oleje: z pestek winogron, rycynowy, jojoba i olej tamanu. Jest tam też ekstrakt z pokrzywy i z aloesu. Tych ekstraktów jest raczej niewiele gdyż znajdują się nisko w składzie. Substancją ścierną jest tu korund (Alumina). Są też trzy barwniki. Jeden z nich (CI 73015) jest syntetykiem i może wywoływać reakcje alergiczne.
Całkowity skład peelingu jest taki:


W plastikowej tubie otrzymujemy 75 ml peelingu o konsystencji lekkiego kremu i ładnym, seledynowym kolorze. Posiada też przyjemny zapach. Moim zdaniem jest to zapach kwiatowy ale jest słabo wyczuwalny.


Gdy po raz pierwszy nałożyłam peeling na twarz wydał mi się tak delikatny i gładki, że pomyślałam "Cóż to za peeling, jest jak krem". Dopiero po chwili masowania skóry okazało się, że wcale nie jest taki gładki jak mi się na początku wydawało. Jak już wspomniałam materiałem "ściernym" jest tu korund. Jego drobinki są bardzo małe ale skuteczne. Peeling jest delikatny ale bardzo dobrze oczyszcza twarz. Sprawia, że skóra jest wyjątkowo gładka i ta gładkość pozostaje przez cały czas, aż do następnego peelingu, a robię go przeważnie raz w tygodniu.


Producent zaleca ten peeling do cery tłustej. Ja mam cerę mieszaną w kierunku suchej i ten kosmetyk doskonale się na niej sprawdza. Co dla mnie ważne, nie powoduje przesuszenia cery ani uczucia ściągnięcia. Bardzo lubię oczyszczać twarz peelingiem Biolove, uważam go za jeden z lepszych jakie dotychczas miałam. Podoba mi się w nim to, że jest delikatny, a zarazem skuteczny.


Znacie kosmetyki Biolove? 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...