wtorek, 8 kwietnia 2014

Kwietniowe nowości



            
             Pewnie myślicie, że złamałam swoje postanowienie o tym, że w kwietniu nie kupuję żadnych kosmetyków. O postanowieniu pisałam tu. Jednak tak źle jeszcze nie jest i w postanowieniu trwam nadal, a nowości mam dzięki współpracy nawiązanej z dwiema firmami.
Dzięki uprzejmości firmy SANTAVERDE otrzymałam zestaw wspaniałych kosmetyków:





Są to (od lewej):

  • Tonik do cery wrażliwej 100 ml
  • Eliksir piękna extra rich 30 ml
  • Aloe vera krem medium 30 ml
  • Aloe vera żel regenerujący 30 ml
Są to opakowania pełnowymiarowe. Kosmetyki SANTAVERDE produkowane są na bazie organicznego soku z aloesu, a znając działanie aloesu spodziewam się, że będę z tych produktów zadowolona. Więcej informacji  o firmie i jej produktach znajdziecie tutaj.





Druga firma to mała, rodzinna mydlarnia Cosmetic Garden produkująca mydła naturalne. Do przetestowania otrzymałam trzy mydlane kostki:





Są to:
  • w papierze w paski - Mydło Lawendowe
  • w białym papierze - mydło o nazwie "Świeźo ścięta trawa"
  • w papierze złocistym - mydło "Pomarańcza i Bez"
Mydlarnia Cosmetic Garden znajduje się w USA ale jej właścicielem jest Polak, pan Jacek Maksymiuk. Pan Jacek zamierza wprowadzić swoje mydełka na rynki europejskie, w tym również do Polski. Więcej o tej mydlarni możecie przeczytać tu.




Dzisiaj zaczynam testowanie tych cudeniek, a za jakiś czas możecie liczyć na recenzje.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

II Wiosenny Lili Plebiscyt na najlepsze kosmetyki naturalne



   II Wiosenny Lili Plebiscyt na najlepsze kosmetyki naturalne trwa. Jest to już drugi etap plebiscytu czyli głosowanie.




Mamy do wyboru 50 wspaniałych naturalnych kosmetyków zgrupowanych w pięciu kategoriach. Tylko od nas zależy które z nich zdobędą tytuł "Lili Naj 2014". Dodatkowo wśród wszystkich głosujących zostaną rozlosowane atrakcyjne nagrody.
Ze szczegółami plebiscytu można zapoznać się tutaj.

Zapraszam do głosowania!

środa, 2 kwietnia 2014

Projekt DENKO - luty i marzec 2014




              Po raz kolejny prezentuję Wam denko dwumiesięczne. Tym razem, podobnie jak poprzednio, wykończyłam dziewięć produktów. Oto one:




1. KIVVI  Żel pod prysznic z bergamotką i werbeną - jest to wysokiej jakości kosmetyk, bardzo przyjemny w użyciu. Pisałam o nim tutaj. Zasługuje na ponowny zakup.

2. PLANETA ORGANICA  Balsam do włosów tybetański - objętość i siła - ten balsam, niestety, nie spełnił moich oczekiwań. Nie tylko nie zwiększał objętości włosów ale je obciążał. Więcej przeczytacie o nim tu. Czy kupię ponownie? Nie.

3. OL`VITA Olej z pestek wiśni - kolejny ciekawy olej. Jest to produkt polski o przystępnej cenie. Recenzję znajdziecie tu. Czy kupię ponownie? Oczywiście, że tak.

4. PLANETA ORGANICA Odmładzające serum do twarzy. Dla cery suchej i wrażliwej - serum niezbyt dobrze się u mnie sprawdziło. Przeznaczone jest do cery suchej, a ja mam mieszaną. Jest to więc kosmetyk nie dla mnie. Pisałam o nim tutaj. Nie kupię ponownie.

5. L` ORIENT  Krem pod oczy z zieloną herbatą BIO - bardzo dobry kremik i niesamowicie wydajny. Więcej możecie przeczytać tu. Czy kupię ponownie? Kupię obowiązkowo.

6. SANA Mydło Royal Arabian Night 7 olejów - łagodne, delikatne mydło naturalne. Dodatkowym plusem tego mydełka jest piękny, orientalny zapach. Tutaj znajdziecie recenzję. Z pewnością kupię je ponownie.

7. SYLVECO Krem brzozowy z betuliną - bardzo polubiłam ten kremik. Szybko mi się skończył gdyż, jak na kosmetyk wielozadaniowy przystało, używałam go nie tylko do twarzy. Recenzja tutaj. Czy kupię ponownie. Oczywiście, że tak.

8. ARGACOS Organiczny peeling witaminowy z arganem - ciekawy peeling do twarzy. Dobrze oczyszczał skórę, byłam z niego zadowolona. Więcej informacji o nim znajdziecie tutaj. Za jakiś czas pewnie znów go kupię.

9. LAWENDOWA FARMA Mydło naturalne BEZ LIPY - bardzo fajne mydełko naturalne o przekornej nazwie. Mimo iż zwie się BEZ LIPY, to w swoim składzie zawiera napar z lipowych kwiatów, a także bez czarny również w postaci naparu z kwiatów. Niestety, nie napisałam recenzji tego mydełka gdyż zapomniałam o zrobieniu zdjęć. Gdy sobie to uprzytomniłam w łazience były już tylko marne resztki mydlanej kostki. Z pewnością jeszcze kiedyś je kupię i wówczas napiszę recenzję.

Tak wygląda moje lutowo - marcowe denko. W łazienkowej szafce znów się rozluźniło ale nowości raczej nie będzie. Postanowiłam w kwietniu nie kupować kosmetyków, trzeba zużywać zapasy. Miejmy nadzieję, że uda mi się wytrwać w tym postanowieniu :)



czwartek, 27 marca 2014

BIO LOGICAL DELICIOUS Morelowy krem do ciała i do rąk



       
             Wspominałam już kilkakrotnie, że mam na ciele skórę suchą i do tego okresowo mniej lub bardziej problematyczną. Staram się więc dbać o nią najlepiej jak potrafię i dlatego różnych olejków i innych mazideł do ciała zawsze jest u mnie dostatek. Najnowszym nabytkiem jest Morelowy krem do ciała i do rąk marki BIO LOGICAL.




 BIO LOGICAL to francuska firma założona przez miłośników ekologii i zdrowego stylu życia. Swoje kosmetyki produkują ze składników ekologicznych i naturalnych. Nie mogą też być testowane na zwierzętach, a opakowania kosmetyków muszą być biodegradowalne lub podlegać recyklingowi. Potwierdzają to dwa certyfikaty: Ecocert i Cosmebio.
O Morelowym kremie do ciała i do rąk możemy przeczytać: 
"Ten bogaty w organiczne olejki (arganowy, słonecznikowy, morelowy) i masło karite krem do ciała ma ma uzdrowicielską moc dla odwodnionej skóry. Regeneruje, nawilża i chroni. Pozostawia skórę jedwabiście gładką i naturalnie pachnącą."


Skład kremu: Aqua, Aloe Vera (Aloe Barbadensis Leaf Extract)*, Coco Caprylate Caprate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii* (Shea Butter*), Behenyl Alcohol, Argania Spinosa Oil*, Prunus Armeniaca Kernel Oil*, Cetyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Glyceryl Caprylate, Glyceryl Stearate Citrate, Calendula Officinalis Extract*, Helianthus Annuus Seed Oil*, Xanthan Gum, Tocopherol, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum**, Citric Acid, Citronellol**, Limonene**, Linalool**.

* składniki pochodzące z upraw ekologicznych,
** składniki pochodzące z olejków eterycznych.

98,9% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego,
28% wszystkich składników pochodzi z upraw ekologicznych.
Krem jest produktem wegańskim.




Krem zamknięty jest w plastikowym słoiku ale jest to naprawdę duży słój. Zawiera aż 500 ml kosmetyku! Od momentu otwarcia słoika krem zdatny jest do użytku przez 6 miesięcy. Mam nadzieję, że zdążę go zużyć w tym czasie :) Oprócz zakręcanego wieczka słoik wyposażony jest też w ochronne wieczko wewnętrzne.


Jak na kosmetyk morelowy przystało, krem delikatnie pachnie morelami ale zapach ten nie pozostaje na skórze zbyt długo. Konsystencja typowo kremowa, dosyć zwarta ale nie do przesady.
A jak działa na skórę? Na moją wspaniale. Całkowicie się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Zgadzam się z producentem, że krem ten regeneruje i nawilża skórę pozostawiając ją gładką i pachnącą. Tak właśnie jest w moim przypadku, a moja skóra jest naprawdę wymagająca. Jednak idealny kosmetyk prawdopodobnie nie istnieje i w tym też widzę jedną wadę.Chodzi o to, że przy wcieraniu w skórę krem maże się. Dlatego należy nabierać palcami bardzo małe jego ilości. Wówczas szybciej się go wmasuje. Jednak biorąc pod uwagę bardzo dobre działanie na skórę przymykam oczy na ten jeden minus. I tak jestem z niego bardzo zadowolona. 


Morelowy krem do ciała i do rąk kupiłam w tym sklepie ale widziałam go też w innych np. tu.

piątek, 21 marca 2014

ALEPIA Savon Noir Bio z Karmelem



         O czarnym mydle Savon Noir pisałam już kilka razy. Jest to jednak tak dobry kosmetyk, że warto napisać o nim jeszcze raz. Miałam już różne Savon Noir. Klasyczne od Alepii, z eukaliptusem od Savonnerie, z różą damasceńską od l`Orient, a także czarne mydła rosyjskie. Tym razem mam znów Savon Noir Alepia ale z karmelem.




Producent zapewnia, że "Savon Noir Premium z Karmelem jest wyprodukowane wyłącznie z organicznego oleju z oliwek tłoczonego na zimno. Oczyszcza i usuwa martwe komórki skóry, sebum i zanieczyszczenia. Skóra jest miękka, nawilżona i dotleniona. Savon Noir Alepii jest odpowiednie również do twarzy. To mydło peelingujące jest wyjątkowe ze względu na swoją wysoką jakość."
Naturalność tego mydła potwierdza jego skład. Spójrzmy:




99,8% składników jest pochodzenia naturalnego, a 63,9% pochodzi z upraw ekologicznych. Kosmetyk ten posiada certyfikat Ecocert.
Oprócz składników takich jak w Savon Noir klasycznym znajdujemy tu karmel i glicerynę roślinną. Karmel jest naturalnym barwnikiem kosmetycznym, a gliceryna zapobiega wysychaniu kosmetyku i nadaje mu gładkość. Ma również właściwości łagodzące i nawilżające.




Raz w tygodniu, przeważnie w piątek lub w sobotę, urządzam sobie domowe SPA. Takie chwile relaksu po pracowitym tygodniu są wręcz nieocenione. 
Savon Noir ma postać pasty w ciemnym, karmelowym kolorze. Właściwie to jego konsystencja jest czymś pośrednim między marmoladą a galaretką. Należy bardzo uważać, żeby do pojemnika z mydłem nie dostała się woda gdyż wówczas mydło może się po prostu zepsuć. Żeby tego uniknąć przekładam trochę mydła do małej miseczki i zużywam je podczas jednego peelingu.




Zaczynam od umycia całego ciała mydłem Aleppo lub innym naturalnym mydełkiem. Podczas takiego mycia pory skóry otwierają się. Po spłukaniu mydła nabieram trochę Savon Noir, rozcieram w dłoniach do momentu aż przybierze postać białej emulsji, którą aplikuję na całe ciało łącznie z twarzą. Pozostawiam tę emulsje na skórze na kilka minut, a potem, przy pomocy rękawicy kessy, masuję skórę. Jest to wspaniały peeling. Pozostawia skórę miękką i gładką, wręcz jedwabistą. Aż miło ją dotykać!
Po spłukaniu i osuszeniu ciała ręcznikiem aplikuję na skórę olej arganowy. Oczyszczona skóra wręcz pije ten olej. Jeśli akurat nie mam w domu oleju arganowego, to używam inny np. migdałowy, kokosowy. Może też być dobrej jakości krem do ciała.


 
Wspominałam, że nakładam Savon Noir również na twarz. Mam cerę mieszaną, a więc z tłustą strefą T. Często na nosie powstają czarne punkciki, których nie można usunąć podczas mycia twarzy. I tu przychodzi z pomocą Savon Noir i kessa. Całą twarz masuję palcami, z wyjątkiem nosa. Skórę na nosie masuję kessą. Oczywiście robię to bardzo delikatnie, lekko przyciskając kessę do nosa. Efekt jest bardzo dobry, ciemne punkciki znikają. Po osuszeniu twarzy przecieram ją tonikiem i aplikuję aktualnie używany krem. 


Savon Noir Alepii zapakowane jest w plastikowy słoiczek o pojemności 200 ml. Oprócz zakręcanego wieczka słoiczek wyposażony jest jeszcze w drugie, wewnętrzne wieczko ochronne, a więc zawartość słoiczka jest dobrze zabezpieczona przed dostaniem się do środka wody.
Klasyczne Savon Noir odznacza się zapachem oliwkowym. Ja się do tego zapachu przyzwyczaiłam i mi nie przeszkadza. Z lektury blogów kosmetycznych wiem jednak, że wiele osób nie jest w stanie zaakceptować tego zapachu. Mam więc dla nich dobrą wiadomość. Savon Noir z karmelem ma zapach znacznie łagodniejszy i tak delikatny, że prawie niewyczuwalny. 
Moim zdaniem peeling wykonany czarnym mydłem i kessą to świetny sposób na oczyszczenie i odżywienie skóry. Z Savon Noir nie rozstaję się już od kilku lat i prawdopodobnie zostanie tak na długo chociaż czasem, dla urozmaicenia, a także z ciekawości, sięgam też po inne peelingi. Savon Noir z Karmelem Alepii kupiłam tu ale widziałam też je w innych sklepach internetowych.   

sobota, 15 marca 2014

TERMISSA Krem nawilżająco - odżywczy na bazie wody termalnej z Podhala




                Bardzo cieszę się z tego, że na rynku pojawia się coraz więcej kosmetyków naturalnych polskiej produkcji. Lubię je testować i prezentować tu, na blogu. Toteż gdy dostałam propozycję przetestowania kolejnego polskiego produktu, chętnie się zgodziłam. Tym produktem jest Krem nawilżająco - odżywczy na bazie wody termalnej z Podhala, a jego producentem jest niedawno powstała firma TERMISSA.



Producent tak pisze o kremie: "Krem nawilżająco - odżywczy TERMISSA produkowany jest na bazie wody termalnej z Podhala. Zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia docierając do głębokich warstw naskórka i poprawia elastyczność skóry. Woda termalna zawiera minerały, które łagodzą podrażnienia, zapobiegając procesom starzenia się komórek i działaniu czynników zewnętrznych. Zadaniem minerałów jest pobudzenie naturalnej regeneracji komórkowej, nawilżenie skóry oraz przeciwdziałanie jej starzeniu się. Krem bogaty jest w ekstrakt z lnu. Nasienie lnu to surowiec głównie tłuszczowy oraz śluzowy... Len posiada właściwości zmiękczające, łagodzące oraz przyspiesza regenerację naskórka."




Krem TERMISSA zamknięty jest w prostym, plastikowym słoiczku o pojemności 50 ml. Po odkręceniu wieczka widzimy, że kosmetyk zabezpieczony jest dodatkową nakładką. Słoiczek z kremem schowany jest w kartoniku, na którym znajdziemy opis produktu, skład i inne niezbędne informacje. Skład kremu jest krótki i wygląda tak:



Poznawanie nowego kosmetyku rozpoczynam zazwyczaj od powąchania go. Tak było i tym razem. Okazało się, że kremik ma bardzo ładny i delikatny zapach, który kojarzy mi się ze świeżością. Z kolei konsystencja kremu przypomina mi budyń. Krem jest gęsty i jedwabisty. Dobrze się rozprowadza ale po jego wklepaniu okazuje się, że skóra jest lepiąca się i jakby mokra. Na szczęście szybko to mija i po chwili skóra jest sucha, a krem całkowicie wchłonięty. Można więc bez problemu stosować go pod makijaż.



Krem TERMISSA przeznaczony jest do wszystkich rodzajów cery. Można używać go na dzień i na noc. Na mojej mieszanej cerze sprawdza się idealnie. Bardzo dobrze nawilża i wygładza skórę. Po użyciu tego kremu skóra jest tak gładka jakbym przed chwilą zrobiła peeling. Poprawia też koloryt twarzy i łagodzi ewentualne podrażnienia. Moim zdaniem jest to bardzo dobry kosmetyk i warto się na niego skusić. Jego dodatkową zaletą jest przystępna cena, kosztuje 30 zł. Kupić można go tu.


 
Na opakowaniu kremu brakuje mi tylko jednej rzeczy, a mianowicie znaczka informującego jak długo krem nadaje się do użytku po otwarciu słoiczka.

Jak już pisałam, firma TERMISSA powstała niedawno i ma w swojej ofercie tylko ten jeden krem. Mam nadzieję, że z czasem firma się rozwinie i zaoferuje nam więcej produktów tak dobrych jak Krem nawilżająco - odżywczy.


 

poniedziałek, 10 marca 2014

BENTLEY ORGANIC Odżywka do wszystkich rodzajów włosów



          Miesiąc temu pisałam o Szamponie do włosów normalnych i przetłuszczających się BENTLEY ORGANIC (klik). Wraz z tym szamponem kupiłam kupiłam też Odżywkę do wszystkich rodzajów włosów tej samej marki.




Producent zapewnia: "Wyprodukowana w 75% ze składników organicznych, z Aloe Vera, rumiankiem, masłem shea, oliwką i słonecznikiem, które nawilżą i odżywią Twoje włosy".


Skład odżywki (INCI): Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Betaine, Coco-Glucoside, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice Powder*, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil*, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil*, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil*, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract*, Limonene*, Glycerin, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Fruit Extract, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Extract, Citrus Tangerina (Tangerine) Fruit Extract, Anthemis Nobilis (Chamomille) Flower Oil*, Tocopherol, Potassium Sorbate, Lactic Acid, Citric Acid, Xanthan Gum.
* - składniki pochodzące z certyfikowanych upraw organicznych.




Odżywkę, podobnie jak szampon, otrzymujemy w plastikowej butelce w kształcie walca, a jej pojemność to 250 ml.
Jak na odżywkę jest to kosmetyk o dosyć rzadkiej konsystencji dzięki czemu łatwo rozprowadza się po włosach ale z nich nie ścieka. Ma bardzo ładny zapach. Nazwałabym go cytrusowym z lekką domieszką aromatu kwiatowego.
Odżywkę nakładam na mokre włosy i po kilku minutach spłukuję. Włosy łatwo się rozczesują, a po wyschnięciu są miękkie i błyszczące. Pomimo tych zalet po pierwszym użyciu tej odżywki byłam bardzo niemiło zaskoczona. Włosy owszem, były miękkie i błyszczące ale jednocześnie bardzo się elektryzowały. Przy każdym czesaniu dosłownie stawały dęba. Byłam zaskoczona i zdziwiona gdyż po raz pierwszy zetknęłam się z odżywką która daje takie efekty. Zniechęciłam się do jej używania i odstawiłam do szafki. Po pewnym czasie postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę. Tym razem włosy się nie elektryzowały. Używam tej odżywki do tej pory i zjawisko elektryzowania w zasadzie nie występuje, czasem się to zdarza ale w niewielkim stopniu.
Nie wiem dlaczego po pierwszym użyciu to elektryzowanie się włosów było takie silne. Może była to reakcja na nowy kosmetyk? A może zależy to np. od pogody? Nasze organizmy też często reagują lepszym lub gorszym samopoczuciem na zmiany pogody. Może dotyczy to również włosów? A może po prostu ta odżywka nie odpowiada moim włosom? Zużyję ją do końca ale następnej butelki raczej nie kupię. 



Odżywka BENTLEY ORGANIC posiada, jak wszystkie kosmetyki tej marki, certyfikat Soil Association. Kupiłam ją, razem z szamponem, tutaj.   

wtorek, 4 marca 2014

SYLVECO Tymiankowy żel do mycia twarzy



                Wypróbowałam już kilka kosmetyków polskiej marki SYLVECO. Byłam z nich zadowolona postanowiłam więc sięgnąć po następny produkt tej marki. Mój wybór padł na Tymiankowy żel do twarzy.



O żelu możemy przeczytać:
"Hypoalergiczny, oczyszczający żel do mycia twarzy z kwasem jabłkowym o aktywnym działaniu wygładzającym i rozjaśniającym. Zawiera bardzo łagodny, ale jednocześnie skutecznym środek myjący, który nie podrażnia nawet najbardziej wrażliwej skóry. Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum, delikatnie złuszcza martwy naskórek i reguluje procesy odnowy jego komórek. Żel został wzbogacony olejkiem i ekstraktem z tymianku, które posiadają właściwości przeciwzapalne i kojące. Systematyczne stosowanie pozwala zachować gładką, zdrową skórę o równomiernym kolorycie." 




Skład żelu (INCI): Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Thymus Vulgaris Extract, Panthenol, Malic Acid, Sodium Benzoate, Thymus Vulgaris (Thyme) Oil.

Skład, jak zwykle w produktach tej marki, taki jak lubię czyli krótki i naturalny. Widzimy tu łagodny detergent, glukozyd laurylowy, otrzymywany z kwasu glutaminowego i kwasów tłuszczowych z oleju kokosowego. Poza tym znajdziemy tu wodę, glicerynę, ekstrakt i olejek z tymianku i kwas jabłkowy. Kwas ten występuje naturalnie w wielu niedojrzałych owocach, w tym w jabłkach. Działa na skórę nawilżająco i rozjaśniająco. Całość zakonserwowana jest benzoesanem sodu, organicznym związkiem chemicznym stosowanym powszechnie jako konserwant żywności.


 
Żel otrzymujemy w przezroczystej plastikowej butelce o pojemności 150 ml. Butelka zaopatrzona jest w pompkę co umożliwia właściwe dozowanie kosmetyku. Pompka cały czas działa bez zarzutu, nie zacina się jak to czasem zdarzało się przy innych kosmetykach. Prawie cała butelka oklejona jest etykietą, która nie niszczy się i nie odkleja w trakcie używania żelu, a ponieważ nie obejmuje całej butelki, mamy możliwość kontrolowania ilości pozostałego do dyspozycji kosmetyku. Szata graficzna jest przyjemna dla oka, typowa dla kosmetyków SYLVECO. Na etykiecie. oprócz podstawowych informacji, znajdziemy też opis kosmetyku i jego składników czynnych. To również jest typowe dla SYLVECO. Butelka jest niewielka i bardzo dobrze układa się w dłoni. Bez problemu można dozować żel posługując się jedną ręką.


 
 Żel ma barwę żółtą i dosyć gęstą konsystencję. Pieni się słabo. Nic dziwnego, wszak w składzie ma tylko jeden delikatny detergent. Jednak ta słaba pienistość nie przeszkadza w dokładnym oczyszczeniu skóry. Radzi sobie nawet ze zmywaniem makijażu. Ma piękny, świeży zapach tymianku. Zapach ten nie utrzymuje się długo na skórze, co zapewne będzie plusem dla osób nie przepadających za ziołowymi zapachami. Ja bardzo lubię ten zapach. Mam cerę mieszaną i nie zauważyłam żeby żel ją wysuszał i ściągał. Podobno jest on dobry dla cery trądzikowej. Tego nie mogę potwierdzić z tej prostej przyczyny, że nie mam trądziku, a pojedyncze wypryski zdarzają mi się niezwykle rzadko. 
Od dawna nie używałam żadnego żelu do mycia twarzy. Od kilku lat myję twarz, podobnie jak całe ciało, mydłami naturalnymi w kostkach. Ten żel jest miłą odmianą. Jest dobrym i naturalnym produktem. Z pewnością skuszę się kiedyś na jego rumiankową wersję. Dodatkowym atutem tego kosmetyku jest niewygórowana cena, kosztował 16,50 zł. Kupiłam go w stacjonarnym sklepie zielarskim, ale można też kupić go w wielu sklepach internetowych np. tu.


 

środa, 26 lutego 2014

Ol`VITA Olej z Pestek Wiśni



            Jakiś czas temu pisałam o oleju z nasion pietruszki produkowanym przez firmę OL`VITA (klik). Razem z tym olejem kupiłam również Olej z pestek wiśni tej samej marki.



Kupiłam go z ciekawości gdyż po raz pierwszy zetknęłam się z olejem z pestek wiśni, a ponieważ bardzo lubię stosować oleje w pielęgnacji ciała, twarzy i włosów, więc lubię też poznawać nowe, nieznane mi dotychczas.

Dlaczego warto zainteresować się olejem z pestek wiśni? Przede wszystkim ze względu na jego cenne składniki. Zawiera on kwasy tłuszczowe nasycone, a także jedno- i wielonienasycone.



Oprócz kwasów tłuszczowych w oleju tym znajdziemy również flawonoidy, a także witaminy A i E oraz amigdalinę zwaną witaminą B17, którą stosuje się pomocniczo w leczeniu nowotworów i w profilaktyce antynowotworowej. Ze względu na zawartość witamin i przeciwutleniaczy olej z pestek wiśni znalazł szerokie zastosowanie w kosmetyce. Dzięki swoim właściwościom przeciwutleniającym i zdolności do oczyszczania skóry z martwych komórek znajdziemy go w składzie wielu kosmetyków, również tych anti-aging. Olej z pestek wiśni można też stosować wewnętrznie, a zalecane dawkowanie to 1 łyżeczka dziennie.




Olej z pestek wiśni jest dosyć gęsty, lekko lepki i ma ładny, żółty kolor. Jeśli go powąchamy, to w pierwszej chwili poczujemy zwykły, olejowy zapach. Chwilę później przez tę olejową woń przebija się piękny, wiśniowy aromat.




Podobnie jak Olej z nasion pietruszki, Olej z pestek wiśni OL`Vita otrzymujemy w butelce o pojemności 100 ml. Butelka wykonana jest z ciemnego szkła, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem do przechowywania olejów. Natomiast za minus uważam to, że butelka ma szeroki otwór, co utrudnia dozowanie oleju. Często wylewało mi się z butelki więcej oleju niż chciałam i po każdym użyciu ścianki butelki były tłuste i trzeba było je wycierać.
Olej z pestek wiśni OL`VITA, podobnie jak wszystkie oleje tej marki, jest tłoczony na zimno i nieoczyszczony. Nie zawiera żadnych konserwantów i dlatego, po otworzeniu buteleczki, należy przechowywać go w lodówce.
Używałam tego oleju do pielęgnacji twarzy, ciała i do olejowania włosów. Jeśli idzie o włosy, to spektakularnych efektów nie zauważyłam. Nie zaszkodził moim włosom, ale i nie pomógł. Dużo lepiej było ze skórą. Często używałam go zamiast kremu do twarzy na noc. Rano rzeczywiście skóra była dobrze nawilżona i napięta. Jednak chyba najlepiej sprawdzał się na skórze ciała. Moja sucha skóra dosłownie piła ten olej. Mimo iż jest dosyć gęsty i lepki wchłaniał się bardzo szybko i pozostawiał skórę natłuszczoną i nawilżoną. Dodałam go również do samorobionego masła do ciała (klik) i masełko spisuje się znakomicie. Z pewnością będę wracała do tego oleju. Jest to kolejny dobry, polski produkt i w dodatku niedrogi. Nie pamiętam ceny dokładnie ale kosztował nieco ponad 20 zł.



Ciekawa jestem czy znacie olej z pestek wiśni? Jeśli tak, to co o nim sądzicie?

niedziela, 16 lutego 2014

Coś dla miłośniczek orientalnych wonności... czyli Mydło Royal Arabian Night 7 Olejów


 
        
           Na mydło to natknęłam się przypadkiem przeglądając strony sklepów internetowych z kosmetykami naturalnymi. Dowiedziałam się, że jest to mydło naturalne, pochodzi z Syrii i odznacza się pięknym zapachem. Zainteresowałam się nim zwłaszcza ze względu na ten zapach i postanowiłam, że kiedyś sobie je sprawię. Nie spieszyło mi się gdyż mydeł naturalnych z reguły jest u mnie dostatek. Widziałam to mydło w kilku sklepach internetowych, a także w Mydlarni u Franciszka stacjonarnie i on-line. Gdy wreszcie zdecydowałam się na zakup i poszłam w tym celu do mydlarni, okazało się, że mydła nie ma i nie wiadomo kiedy będzie gdyż są problemy ze sprowadzeniem go z Syrii ze względu na trwającą tam wojnę domową. Zaczęłam więc przeszukiwać sklepy internetowe i tak trafiłam do Perfumerii Orientalnej YASMEEN  gdzie dokonałam zakupu tego cudeńka.



Otrzymałam dużą kostkę mydła (185g), zafoliowaną i przepasaną kolorową, papierową opaską. Folia nie była przesadnie szczelna, a więc  jeszcze przed zdjęciem jej z mydła czułam piękny, orientalny zapach.
Producent określa ten zapach jako "Oudh&Amber". Wiedziałam, że ambra jest to substancja zapachowa uzyskiwana z wydzieliny z przewodu pokarmowego kaszalota i od wieków używa się jej w perfumiarstwie. Nie wiedziałam natomiast co to jest ów "oudh" gdyż pierwszy raz zetknęłam się z tą nazwą. Poszukałam i znalazłam. Nazwa ta pochodzi od arabskiego słowa Al-oud i oznacza drewno. Możemy też spotkać się z nazwami: oud, aoud, agar.




W Indiach, a także w innych krajach Azji Południowej rośnie drzewo aloesowe/agarowe. Czasem zdarza się, że takie drzewo zostanie zainfekowane pewnym rodzajem grzyba/pleśni. W takim przypadku drzewo, broniąc się przed infekcją, wytwarza rodzaj żywicy mający na celu zwalczanie infekcji. Proces ten zachodzi wewnątrz pnia drzewa i trwa wiele lat (od kilkudziesięciu do kilkuset) i kończy się zazwyczaj śmiercią zarówno drzewa jak i grzyba. Właśnie ta żywica i przesiąknięte nią drewno odznaczają się pięknym zapachem. Oudh od setek lat stosowany jest w pachnidłach i kadzidłach orientalnych, ma też zastosowanie w Ajurwedzie i medycynie chińskiej. Do perfumiarstwa europejskiego trafił bardzo niedawno, bo dopiero w XXI wieku. Obecnie istnieją plantacje drzewa aloesowego/agarowego. Na takich plantacjach drzewa są sztucznie infekowane i produkują oudh. Przy ogromnym popycie na tę substancję zapachową drzewa dziko rosnące zostałyby całkowicie wytrzebione, zresztą już są objęte ochroną.  




Wróćmy jednak do mydełka. Jak już wspomniałam wyżej, wydziela ono piękny, orientalny zapach. Niestety, nie potrafię dokładniej określić go słowami. Zapach jest wyraźny ale nie nachalny. Długo utrzymuje się na skórze i nie tylko na skórze. Pachnie nim w całej łazience. Jak wygląda skład tego mydła możemy zobaczyć tu:



Mydło Royal Arabian Night 7 Olejów ma ciemnozielony kolor. W trakcie zużywania kostki kolor ten nie ulega zmianie. Jest to bardzo delikatne mydło. Myję nim całe ciało i twarz. Świetnie też sprawdza się w higienie intymnej. Dobrze oczyszcza skórę ale jej nie wysusza, co dla mnie jest bardzo ważne. Można też myć nim włosy ale wówczas konieczne jest zastosowanie płukanki octowej. No i ten obłędny zapach...
Jest również wydajne. Po miesięcznym używaniu mam go jeszcze tyle:


 
Mydło Arabian Royal Night, podobnie jak mydła Aleppo, produkowane jest według starej, nie zmienianej od wieków receptury. Do jego wytworzenia używane są oleje roślinne tłoczone na zimno, a także wyciągi z ziół i kwiatów z dodatkiem kadzideł. To mydło mnie urzekło. Kąpiel z nim i z tym pięknym zapachem to prawdziwy relaks. W Perfumerii Orientalnej są trzy rodzaje tego mydła. Jedno już poznałam, a poznanie pozostałych dwóch to tylko kwestia czasu. Polecam każdemu, kto lubi orientalne wonności.

 

poniedziałek, 10 lutego 2014

BENTLEY ORGANIC Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się



            Od dawna kusił mnie Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się BENTLEY ORGANIC oraz odżywka tej samej marki. Wreszcie je kupiłam, a nowymi nabytkami chwaliłam się tutaj. Dzisiaj podzielę się z Wami swoją opinią na temat szamponu.



O szamponie możemy przeczytać:
"Wyprodukowany w 70% ze składników organicznych, z liściem herbaty, eukaliptusa i mięty, cytryną i Aloe Vera.
Drzewo herbaciane, znane ze swoich antybakteryjnych właściwości, w połączeniu z cytryną i miętą pozostawią Twoje włosy odświeżone i lśniące".



Szampon zamknięto w plastikowej butelce w kształcie walca. Pojemność butelki to 250 ml. Jest ona wygodna w użyciu, można ją otworzyć trzymając jedną ręką, a zamknięcie na zatrzask pozwala na właściwe dozowanie szamponu.



Szampon Bentley Organic ma konsystencję lekko żelowatą i jest przezroczysty jak woda. Podoba mi się jego orzeźwiający, miętowy zapach.
Mam włosy przetłuszczające się i dlatego myję je codziennie. Ten szampon zupełnie nieźle się pieni i dobrze oczyszcza moje włosy. Przy rozczesywaniu trochę się plączą ale tak jest zawsze jeśli nie zastosuję odżywki. Miłą niespodzianką było to, że szampon poradził sobie z usunięciem oleju arganowego z włosów. Po drugim namydleniu włosy dosłownie skrzypiały pod palcami.



Skład szamponu (INCI): Aqua (Water), Decyl Glucoside, Lauryl Betaine, Xanthan Gum, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice Powder*, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Oil*, Melaleuca Altemifolia (Tea Tree) Leaf Oil*, Eucalyptus Globulus (Eucalyptus) Leaf Oil*, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil*, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil*, Limonene*, Glycerin, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Fruit Extract, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Extract, Citrus Tangerina (Tangerine) Fruit Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Potassium Sorbate, Lactict Acid, Citric Acid. 

* - substancje pochodzące z kontrolowanych upraw organicznych. 



Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się BENTLEY ORGANIC  jest kosmetykiem odpowiednim dla wegan gdyż nie zawiera żadnych składników pochodzenia zwierzęcego. Posiada też certyfikat Soil Association, najpopularniejszej organizacji certyfikującej w Anglii.
Podsumowując mogę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z tego szamponu. Moje włosy go polubiły. Natomiast jeśli idzie o odżywkę BENTLEY ORGANIC, to jeszcze muszę ją potestować, jeszcze nie mam wyrobionej opinii na jej temat.   

poniedziałek, 3 lutego 2014

Projekt DENKO - grudzień 2013 i styczeń 2014



              Dziś znów denko dwumiesięczne. W końcu grudnia okazało się, że mam tak mało opróżnionych opakowań, że lepiej będzie dać sobie jeszcze miesiąc czasu na zużycia. W grudniu i styczniu wykończyłam dziewięć produktów. Oto one:




1. GAIIA  Mydło Szlachetne Kurkuma-Paczula-Wetiwer - bardzo dobre mydło naturalne. Pisałam o nim bardzo dawno tutaj. Zasługuje na ponowny zakup.

2. FENIQIA Mydło Perfumowane Eukaliptus - wszystkie mydła tej marki oceniam bardzo wysoko. Recenzja tego mydełka znajduje się tutaj. Czy kupię ponownie? Chciałabym ale chyba to się nie uda. Czytałam gdzieś, że firma Feniqia likwiduje się, a więc jej produkty są już prawie niedostępne.

3. SANOFLORE  Jedwabisty olejek do ciała, twarzy i włosów - jest to tzw. suchy olejek o pięknym i dosyć trwałym zapachu. Idealny na lato. Więcej o tym olejku tutaj. Z pewnością kupię go ponownie.

4. PLANETA ORGANICA Szampon Tybetański - objętość i siła - ciekawy szampon z ekstraktami z wielu ziół tybetańskich i o pięknym orientalnym zapachu. Byłam z niego zadowolona i z pewnością kupię go ponownie. Recenzja tutaj.

5. LOVE ME GREEN  Organiczny Witalizujący Szampon do Włosów - całkiem przyjemny i delikatny szampon. Więcej na jego temat można przeczytać tu. Czy kupię ten szampon ponownie? NIE. Dlaczego? Wyjaśnienie znajdziecie tu.

6. OL`VITA  Olej z nasion pietruszki - używałam tego oleju na noc do ciała, twarzy i włosów. Z efektów byłam zadowolona. Dodatkowe plusy są takie, że jest to produkt polski, całkowicie naturalny i niedrogi. Więcej przeczytacie tu. Czy kupię ponownie? Oczywiście, że tak.

7. KALLOS  Maska do włosów Carota - o tej masce pisałam tutaj. Muszę przyznać, że włosy po jej użyciu wyglądały dobrze ale nie kupię jej więcej ze względu na chemiczny skład.

8. PAT&RUB  Rewitalizujące masło do ciała - kosmetyk ten wygrałam w blogowym rozdaniu i był to mój pierwszy kontakt z tą marką. Bardzo mi się podobało działanie masła na skórę, a także jego zapach. Efekt jest taki, że nabrałam ochoty na kolejne produkty tej marki. Recenzję znajdziecie tutaj. Kosmetyk zasługuje na zakup. Mam też ochotę na przetestowanie innych maseł (i nie tylko maseł) PAT&RUB.

9. l`ORIENT Savon Noir a la Rose de Damas - uwielbiam czarne mydło. Wraz z rękawicą kessą stanowią wspaniały duet do peelingu. To mydło miało dodatkowy atut w postaci pięknego różanego zapachu. Używałam go głównie do twarzy ale raz czy dwa użyłam też do ciała. Niestety, szybko się skończyło gdyż słoiczek zawierał tylko 100 g mydełka. Jeśli chcecie przeczytać więcej o tym kosmetyku, zajrzyjcie, proszę, tu. Czy kupię to mydło ponownie? Oczywiście, że tak. Savon Noir, tego lub innego producenta, zawsze gości w mojej łazience.



 Zdaję sobie sprawę z tego, że zdenkowanie dziewięciu produktów w ciągu dwóch miesięcy to nie jest dużo. No cóż, takie mam "moce przerobowe" i nic na to nie poradzę. Najważniejsze, że wszystkie kosmetyki są zużywane do końca i nic się nie marnuje. W końcu o to chodzi w Projekcie DENKO.
 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...