wtorek, 4 marca 2014
SYLVECO Tymiankowy żel do mycia twarzy
Wypróbowałam już kilka kosmetyków polskiej marki SYLVECO. Byłam z nich zadowolona postanowiłam więc sięgnąć po następny produkt tej marki. Mój wybór padł na Tymiankowy żel do twarzy.
O żelu możemy przeczytać:
"Hypoalergiczny, oczyszczający żel do mycia twarzy z kwasem jabłkowym o aktywnym działaniu wygładzającym i rozjaśniającym. Zawiera bardzo łagodny, ale jednocześnie skutecznym środek myjący, który nie podrażnia nawet najbardziej wrażliwej skóry. Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum, delikatnie złuszcza martwy naskórek i reguluje procesy odnowy jego komórek. Żel został wzbogacony olejkiem i ekstraktem z tymianku, które posiadają właściwości przeciwzapalne i kojące. Systematyczne stosowanie pozwala zachować gładką, zdrową skórę o równomiernym kolorycie."
Skład żelu (INCI): Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Thymus Vulgaris Extract, Panthenol, Malic Acid, Sodium Benzoate, Thymus Vulgaris (Thyme) Oil.
Skład, jak zwykle w produktach tej marki, taki jak lubię czyli krótki i naturalny. Widzimy tu łagodny detergent, glukozyd laurylowy, otrzymywany z kwasu glutaminowego i kwasów tłuszczowych z oleju kokosowego. Poza tym znajdziemy tu wodę, glicerynę, ekstrakt i olejek z tymianku i kwas jabłkowy. Kwas ten występuje naturalnie w wielu niedojrzałych owocach, w tym w jabłkach. Działa na skórę nawilżająco i rozjaśniająco. Całość zakonserwowana jest benzoesanem sodu, organicznym związkiem chemicznym stosowanym powszechnie jako konserwant żywności.
Żel otrzymujemy w przezroczystej plastikowej butelce o pojemności 150 ml. Butelka zaopatrzona jest w pompkę co umożliwia właściwe dozowanie kosmetyku. Pompka cały czas działa bez zarzutu, nie zacina się jak to czasem zdarzało się przy innych kosmetykach. Prawie cała butelka oklejona jest etykietą, która nie niszczy się i nie odkleja w trakcie używania żelu, a ponieważ nie obejmuje całej butelki, mamy możliwość kontrolowania ilości pozostałego do dyspozycji kosmetyku. Szata graficzna jest przyjemna dla oka, typowa dla kosmetyków SYLVECO. Na etykiecie. oprócz podstawowych informacji, znajdziemy też opis kosmetyku i jego składników czynnych. To również jest typowe dla SYLVECO. Butelka jest niewielka i bardzo dobrze układa się w dłoni. Bez problemu można dozować żel posługując się jedną ręką.
Żel ma barwę żółtą i dosyć gęstą konsystencję. Pieni się słabo. Nic dziwnego, wszak w składzie ma tylko jeden delikatny detergent. Jednak ta słaba pienistość nie przeszkadza w dokładnym oczyszczeniu skóry. Radzi sobie nawet ze zmywaniem makijażu. Ma piękny, świeży zapach tymianku. Zapach ten nie utrzymuje się długo na skórze, co zapewne będzie plusem dla osób nie przepadających za ziołowymi zapachami. Ja bardzo lubię ten zapach. Mam cerę mieszaną i nie zauważyłam żeby żel ją wysuszał i ściągał. Podobno jest on dobry dla cery trądzikowej. Tego nie mogę potwierdzić z tej prostej przyczyny, że nie mam trądziku, a pojedyncze wypryski zdarzają mi się niezwykle rzadko.
Od dawna nie używałam żadnego żelu do mycia twarzy. Od kilku lat myję twarz, podobnie jak całe ciało, mydłami naturalnymi w kostkach. Ten żel jest miłą odmianą. Jest dobrym i naturalnym produktem. Z pewnością skuszę się kiedyś na jego rumiankową wersję. Dodatkowym atutem tego kosmetyku jest niewygórowana cena, kosztował 16,50 zł. Kupiłam go w stacjonarnym sklepie zielarskim, ale można też kupić go w wielu sklepach internetowych np. tu.
środa, 26 lutego 2014
Ol`VITA Olej z Pestek Wiśni
Jakiś czas temu pisałam o oleju z nasion pietruszki produkowanym przez firmę OL`VITA (klik). Razem z tym olejem kupiłam również Olej z pestek wiśni tej samej marki.
Kupiłam go z ciekawości gdyż po raz pierwszy zetknęłam się z olejem z pestek wiśni, a ponieważ bardzo lubię stosować oleje w pielęgnacji ciała, twarzy i włosów, więc lubię też poznawać nowe, nieznane mi dotychczas.
Dlaczego warto zainteresować się olejem z pestek wiśni? Przede wszystkim ze względu na jego cenne składniki. Zawiera on kwasy tłuszczowe nasycone, a także jedno- i wielonienasycone.
Oprócz kwasów tłuszczowych w oleju tym znajdziemy również flawonoidy, a także witaminy A i E oraz amigdalinę zwaną witaminą B17, którą stosuje się pomocniczo w leczeniu nowotworów i w profilaktyce antynowotworowej. Ze względu na zawartość witamin i przeciwutleniaczy olej z pestek wiśni znalazł szerokie zastosowanie w kosmetyce. Dzięki swoim właściwościom przeciwutleniającym i zdolności do oczyszczania skóry z martwych komórek znajdziemy go w składzie wielu kosmetyków, również tych anti-aging. Olej z pestek wiśni można też stosować wewnętrznie, a zalecane dawkowanie to 1 łyżeczka dziennie.
Olej z pestek wiśni jest dosyć gęsty, lekko lepki i ma ładny, żółty kolor. Jeśli go powąchamy, to w pierwszej chwili poczujemy zwykły, olejowy zapach. Chwilę później przez tę olejową woń przebija się piękny, wiśniowy aromat.
Podobnie jak Olej z nasion pietruszki, Olej z pestek wiśni OL`Vita otrzymujemy w butelce o pojemności 100 ml. Butelka wykonana jest z ciemnego szkła, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem do przechowywania olejów. Natomiast za minus uważam to, że butelka ma szeroki otwór, co utrudnia dozowanie oleju. Często wylewało mi się z butelki więcej oleju niż chciałam i po każdym użyciu ścianki butelki były tłuste i trzeba było je wycierać.
Olej z pestek wiśni OL`VITA, podobnie jak wszystkie oleje tej marki, jest tłoczony na zimno i nieoczyszczony. Nie zawiera żadnych konserwantów i dlatego, po otworzeniu buteleczki, należy przechowywać go w lodówce.
Używałam tego oleju do pielęgnacji twarzy, ciała i do olejowania włosów. Jeśli idzie o włosy, to spektakularnych efektów nie zauważyłam. Nie zaszkodził moim włosom, ale i nie pomógł. Dużo lepiej było ze skórą. Często używałam go zamiast kremu do twarzy na noc. Rano rzeczywiście skóra była dobrze nawilżona i napięta. Jednak chyba najlepiej sprawdzał się na skórze ciała. Moja sucha skóra dosłownie piła ten olej. Mimo iż jest dosyć gęsty i lepki wchłaniał się bardzo szybko i pozostawiał skórę natłuszczoną i nawilżoną. Dodałam go również do samorobionego masła do ciała (klik) i masełko spisuje się znakomicie. Z pewnością będę wracała do tego oleju. Jest to kolejny dobry, polski produkt i w dodatku niedrogi. Nie pamiętam ceny dokładnie ale kosztował nieco ponad 20 zł.

Ciekawa jestem czy znacie olej z pestek wiśni? Jeśli tak, to co o nim sądzicie?
niedziela, 16 lutego 2014
Coś dla miłośniczek orientalnych wonności... czyli Mydło Royal Arabian Night 7 Olejów
Na mydło to natknęłam się przypadkiem przeglądając strony sklepów internetowych z kosmetykami naturalnymi. Dowiedziałam się, że jest to mydło naturalne, pochodzi z Syrii i odznacza się pięknym zapachem. Zainteresowałam się nim zwłaszcza ze względu na ten zapach i postanowiłam, że kiedyś sobie je sprawię. Nie spieszyło mi się gdyż mydeł naturalnych z reguły jest u mnie dostatek. Widziałam to mydło w kilku sklepach internetowych, a także w Mydlarni u Franciszka stacjonarnie i on-line. Gdy wreszcie zdecydowałam się na zakup i poszłam w tym celu do mydlarni, okazało się, że mydła nie ma i nie wiadomo kiedy będzie gdyż są problemy ze sprowadzeniem go z Syrii ze względu na trwającą tam wojnę domową. Zaczęłam więc przeszukiwać sklepy internetowe i tak trafiłam do Perfumerii Orientalnej YASMEEN gdzie dokonałam zakupu tego cudeńka.
Otrzymałam dużą kostkę mydła (185g), zafoliowaną i przepasaną kolorową, papierową opaską. Folia nie była przesadnie szczelna, a więc jeszcze przed zdjęciem jej z mydła czułam piękny, orientalny zapach.
Producent określa ten zapach jako "Oudh&Amber". Wiedziałam, że ambra jest to substancja zapachowa uzyskiwana z wydzieliny z przewodu pokarmowego kaszalota i od wieków używa się jej w perfumiarstwie. Nie wiedziałam natomiast co to jest ów "oudh" gdyż pierwszy raz zetknęłam się z tą nazwą. Poszukałam i znalazłam. Nazwa ta pochodzi od arabskiego słowa Al-oud i oznacza drewno. Możemy też spotkać się z nazwami: oud, aoud, agar.
W Indiach, a także w innych krajach Azji Południowej rośnie drzewo aloesowe/agarowe. Czasem zdarza się, że takie drzewo zostanie zainfekowane pewnym rodzajem grzyba/pleśni. W takim przypadku drzewo, broniąc się przed infekcją, wytwarza rodzaj żywicy mający na celu zwalczanie infekcji. Proces ten zachodzi wewnątrz pnia drzewa i trwa wiele lat (od kilkudziesięciu do kilkuset) i kończy się zazwyczaj śmiercią zarówno drzewa jak i grzyba. Właśnie ta żywica i przesiąknięte nią drewno odznaczają się pięknym zapachem. Oudh od setek lat stosowany jest w pachnidłach i kadzidłach orientalnych, ma też zastosowanie w Ajurwedzie i medycynie chińskiej. Do perfumiarstwa europejskiego trafił bardzo niedawno, bo dopiero w XXI wieku. Obecnie istnieją plantacje drzewa aloesowego/agarowego. Na takich plantacjach drzewa są sztucznie infekowane i produkują oudh. Przy ogromnym popycie na tę substancję zapachową drzewa dziko rosnące zostałyby całkowicie wytrzebione, zresztą już są objęte ochroną.
Wróćmy jednak do mydełka. Jak już wspomniałam wyżej, wydziela ono piękny, orientalny zapach. Niestety, nie potrafię dokładniej określić go słowami. Zapach jest wyraźny ale nie nachalny. Długo utrzymuje się na skórze i nie tylko na skórze. Pachnie nim w całej łazience. Jak wygląda skład tego mydła możemy zobaczyć tu:
Mydło Royal Arabian Night 7 Olejów ma ciemnozielony kolor. W trakcie zużywania kostki kolor ten nie ulega zmianie. Jest to bardzo delikatne mydło. Myję nim całe ciało i twarz. Świetnie też sprawdza się w higienie intymnej. Dobrze oczyszcza skórę ale jej nie wysusza, co dla mnie jest bardzo ważne. Można też myć nim włosy ale wówczas konieczne jest zastosowanie płukanki octowej. No i ten obłędny zapach...
Jest również wydajne. Po miesięcznym używaniu mam go jeszcze tyle:
Mydło Arabian Royal Night, podobnie jak mydła Aleppo, produkowane jest według starej, nie zmienianej od wieków receptury. Do jego wytworzenia używane są oleje roślinne tłoczone na zimno, a także wyciągi z ziół i kwiatów z dodatkiem kadzideł. To mydło mnie urzekło. Kąpiel z nim i z tym pięknym zapachem to prawdziwy relaks. W Perfumerii Orientalnej są trzy rodzaje tego mydła. Jedno już poznałam, a poznanie pozostałych dwóch to tylko kwestia czasu. Polecam każdemu, kto lubi orientalne wonności.
poniedziałek, 10 lutego 2014
BENTLEY ORGANIC Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się
Od dawna kusił mnie Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się BENTLEY ORGANIC oraz odżywka tej samej marki. Wreszcie je kupiłam, a nowymi nabytkami chwaliłam się tutaj. Dzisiaj podzielę się z Wami swoją opinią na temat szamponu.
O szamponie możemy przeczytać:
"Wyprodukowany w 70% ze składników organicznych, z liściem herbaty, eukaliptusa i mięty, cytryną i Aloe Vera.
Drzewo herbaciane, znane ze swoich antybakteryjnych właściwości, w połączeniu z cytryną i miętą pozostawią Twoje włosy odświeżone i lśniące".
Szampon zamknięto w plastikowej butelce w kształcie walca. Pojemność butelki to 250 ml. Jest ona wygodna w użyciu, można ją otworzyć trzymając jedną ręką, a zamknięcie na zatrzask pozwala na właściwe dozowanie szamponu.
Szampon Bentley Organic ma konsystencję lekko żelowatą i jest przezroczysty jak woda. Podoba mi się jego orzeźwiający, miętowy zapach.
Mam włosy przetłuszczające się i dlatego myję je codziennie. Ten szampon zupełnie nieźle się pieni i dobrze oczyszcza moje włosy. Przy rozczesywaniu trochę się plączą ale tak jest zawsze jeśli nie zastosuję odżywki. Miłą niespodzianką było to, że szampon poradził sobie z usunięciem oleju arganowego z włosów. Po drugim namydleniu włosy dosłownie skrzypiały pod palcami.
Skład szamponu (INCI): Aqua (Water), Decyl Glucoside, Lauryl Betaine, Xanthan Gum, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice Powder*, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Oil*, Melaleuca Altemifolia (Tea Tree) Leaf Oil*, Eucalyptus Globulus (Eucalyptus) Leaf Oil*, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil*, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil*, Limonene*, Glycerin, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Fruit Extract, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Extract, Citrus Tangerina (Tangerine) Fruit Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Potassium Sorbate, Lactict Acid, Citric Acid.
* - substancje pochodzące z kontrolowanych upraw organicznych.
Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się BENTLEY ORGANIC jest kosmetykiem odpowiednim dla wegan gdyż nie zawiera żadnych składników pochodzenia zwierzęcego. Posiada też certyfikat Soil Association, najpopularniejszej organizacji certyfikującej w Anglii.
Podsumowując mogę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona z tego szamponu. Moje włosy go polubiły. Natomiast jeśli idzie o odżywkę BENTLEY ORGANIC, to jeszcze muszę ją potestować, jeszcze nie mam wyrobionej opinii na jej temat.
poniedziałek, 3 lutego 2014
Projekt DENKO - grudzień 2013 i styczeń 2014
Dziś znów denko dwumiesięczne. W końcu grudnia okazało się, że mam tak mało opróżnionych opakowań, że lepiej będzie dać sobie jeszcze miesiąc czasu na zużycia. W grudniu i styczniu wykończyłam dziewięć produktów. Oto one:

1. GAIIA Mydło Szlachetne Kurkuma-Paczula-Wetiwer - bardzo dobre mydło naturalne. Pisałam o nim bardzo dawno tutaj. Zasługuje na ponowny zakup.
2. FENIQIA Mydło Perfumowane Eukaliptus - wszystkie mydła tej marki oceniam bardzo wysoko. Recenzja tego mydełka znajduje się tutaj. Czy kupię ponownie? Chciałabym ale chyba to się nie uda. Czytałam gdzieś, że firma Feniqia likwiduje się, a więc jej produkty są już prawie niedostępne.
3. SANOFLORE Jedwabisty olejek do ciała, twarzy i włosów - jest to tzw. suchy olejek o pięknym i dosyć trwałym zapachu. Idealny na lato. Więcej o tym olejku tutaj. Z pewnością kupię go ponownie.
4. PLANETA ORGANICA Szampon Tybetański - objętość i siła - ciekawy szampon z ekstraktami z wielu ziół tybetańskich i o pięknym orientalnym zapachu. Byłam z niego zadowolona i z pewnością kupię go ponownie. Recenzja tutaj.
5. LOVE ME GREEN Organiczny Witalizujący Szampon do Włosów - całkiem przyjemny i delikatny szampon. Więcej na jego temat można przeczytać tu. Czy kupię ten szampon ponownie? NIE. Dlaczego? Wyjaśnienie znajdziecie tu.
6. OL`VITA Olej z nasion pietruszki - używałam tego oleju na noc do ciała, twarzy i włosów. Z efektów byłam zadowolona. Dodatkowe plusy są takie, że jest to produkt polski, całkowicie naturalny i niedrogi. Więcej przeczytacie tu. Czy kupię ponownie? Oczywiście, że tak.
7. KALLOS Maska do włosów Carota - o tej masce pisałam tutaj. Muszę przyznać, że włosy po jej użyciu wyglądały dobrze ale nie kupię jej więcej ze względu na chemiczny skład.
8. PAT&RUB Rewitalizujące masło do ciała - kosmetyk ten wygrałam w blogowym rozdaniu i był to mój pierwszy kontakt z tą marką. Bardzo mi się podobało działanie masła na skórę, a także jego zapach. Efekt jest taki, że nabrałam ochoty na kolejne produkty tej marki. Recenzję znajdziecie tutaj. Kosmetyk zasługuje na zakup. Mam też ochotę na przetestowanie innych maseł (i nie tylko maseł) PAT&RUB.
9. l`ORIENT Savon Noir a la Rose de Damas - uwielbiam czarne mydło. Wraz z rękawicą kessą stanowią wspaniały duet do peelingu. To mydło miało dodatkowy atut w postaci pięknego różanego zapachu. Używałam go głównie do twarzy ale raz czy dwa użyłam też do ciała. Niestety, szybko się skończyło gdyż słoiczek zawierał tylko 100 g mydełka. Jeśli chcecie przeczytać więcej o tym kosmetyku, zajrzyjcie, proszę, tu. Czy kupię to mydło ponownie? Oczywiście, że tak. Savon Noir, tego lub innego producenta, zawsze gości w mojej łazience.
Zdaję sobie sprawę z tego, że zdenkowanie dziewięciu produktów w ciągu dwóch miesięcy to nie jest dużo. No cóż, takie mam "moce przerobowe" i nic na to nie poradzę. Najważniejsze, że wszystkie kosmetyki są zużywane do końca i nic się nie marnuje. W końcu o to chodzi w Projekcie DENKO.
piątek, 31 stycznia 2014
Błonnik Witalny
Jakiś czas temu, jeszcze w ubiegłym roku, napisał do mnie pan Paweł reprezentujący firmę MAPA ZDROWIA i zaproponował przetestowanie błonnika witalnego. Zgodziłam się na tę współpracę i w Wigilię Bożego Narodzenia dostałam paczuszkę z błonnikiem niczym gwiazdkowy prezent.
Krótko o błonniku, tak dla przypomnienia. Błonnik nie jest jednolitą substancją. Jest to kompleks substancji pochodzenia roślinnego. W jego skład wchodzą celulozy, hemicelulozy, pektyny, gumy, śluzy, ligniny itp. Błonnik nie jest trawiony przez ludzki układ pokarmowy, a więc nie jest też przyswajalny. Mimo to ma bardzo duże znaczenie dla zdrowia człowieka. Błonnikowi zawdzięczamy:
- mniejsze wchłanianie cholesterolu i trójglicerydów i, co za tym idzie, obniżenie ich poziomu we krwi,
- obniżenie poziomu glukozy we krwi,
- obniżenie ciśnienia tętniczego krwi,
- przeciwdziała zaparciom i biegunkom,
- zmniejsza poczucie głodu,
- oczyszcza organizm z toksyn,
- wspomaga proces odchudzania,
- zapobiega nowotworom przewodu pokarmowego.
Skoro wiadomo iż błonnik pochodzi z roślin, to oczywiste jest, że jego najlepszym źródłem są warzywa i owoce. Niestety, większość z nas jada zbyt mało warzyw i owoców co oznacza niedobory błonnika. W tej sytuacji warto sięgnąć po suplement diety np. po Błonnik Witalny. W suplemencie tym znajdziemy tylko dwa składniki, a mianowicie: nasiona babki płesznik (Plantago psyllium) 80% i łupiny z nasion babki jajowatej (Plantago ovata) 20%
Błonnik otrzymałam zapakowany w torebkę z dosyć sztywnej folii wyposażoną w zamknięcie strunowe. Jest to dobre rozwiązanie gdyż pozwala na szczelne zamknięcie torebki. Doceniłam to zabierając swój błonnik do pracy. Nigdy nic mi się nie wysypało.
Torebka zawiera 360 g błonnika, co wystarcza na miesięczną kurację. Błonnik należy zażywać dwa razy dziennie. 6 g (11ml) błonnika należy wymieszać w szklance letniej wody i wypić przed posiłkiem ale nie później niż 5 minut od przyrządzenia napoju. Z odmierzeniem potrzebnej ilości błonnika nie ma żadnego problemu gdyż do torebki dołączona jest plastikowa miarka ułatwiająca to zadanie.

Po wsypaniu do szklanki z wodą ziarna błonnika szybko opadają na dno. Ja odstawiałam szklankę na ok. 5 minut i w tym czasie ziarna wytwarzały śluz przypominający ten z siemienia lnianego. Wtedy wystarczyło zamieszać płyn łyżeczką i wypić. Po wytworzeniu śluzu ziarna nie mają już tendencji do natychmiastowego opadania. Moim zdaniem taki płyn jest właściwie bezsmakowy.
Całkowite oczyszczenie organizmu zapewnia trzymiesięczna kuracja Błonnikiem Witalnym. Ja stosowałam go tylko przez miesiąc. Co mi to dało? Dosyć często męczyły mnie zaparcia. Błonnik uregulował te sprawy i w tej chwili o swoich zaparciach mogę mówić w czasie przeszłym.
Mam wrażenie, że jelita w znacznym stopniu oczyściły się ze złogów. Świadczy o tym takie uczucie lekkości w środku jakiego przedtem nie miałam. Dzięki błonnikowi rzeczywiście mniej jadałam. Pęcznieje on w żołądku i na jedzonko pozostaje mniej miejsca. Mniejsze porcje mi wystarczały, a to sprzyja utrzymaniu w ryzach wagi ciała. Czy schudłam? Niewiele, około 1,5 kg. To schudnięcie wcale nie musi świadczyć o ubytku tkanki tłuszczowej. Równie dobrze może być efektem oczyszczenia jelit. W każdym razie i tak weszłam w jedną parę spodni spośród kilku wiszących bezużytecznie w szafie gdyż jakiś czas temu z nich "wyrosłam". Niestety, nie wiem czy obniżył mi się poziom cholesterolu we krwi. W tym celu należało zrobić odpowiednie badania przed i po stosowaniu błonnika, a ja ich nie zrobiłam.

Podsumowując muszę powiedzieć, że z działania Błonnika Witalnego jestem bardzo zadowolona. Ma mnóstwo zalet i jedną wadę. Tą wadą jest cena,
360 g kosztuje 127 zł. Kupić można go tutaj.
sobota, 25 stycznia 2014
SYLVECO Krem brzozowy z betuliną
Kosmetyki SYLVECO są od jakiegoś czasu bardzo popularne w blogosferze więc i ja zainteresowałam się tą marką. Pisałam już kiedyś o Rokitnikowej pomadce ochronnej o zapachu cynamonu (klik), o Lekkim kremie rokitnikowym (klik) i o Regenerującym kremie do stóp (klik), a dzisiaj przyszła kolej na Krem brzozowy z betuliną.
Prawie wszystkie kosmetyki SYLVECO zawierają betulinę. Cóż to takiego ta betulina? Jest to substancja znajdująca się w korze brzozy. Betulina nie jest odkryciem współczesnym, jest znana od ponad 200 lat. Po raz pierwszy została wyizolowana z kory brzozowej w roku 1788. To właśnie betulinie brzozy zawdzięczają biały kolor swojej kory.
Ze względu na swoje właściwości betulina jest cennym składnikiem kosmetyków. Jest ona naturalnym antyoksydantem. Wspomaga leczenie zmian skórnych przy łuszczycy i atopowym zapaleniu skóry. Reguluje wydzielanie sebum, działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie co powoduje, że sprawdza się w pielęgnacji cery trądzikowej. Pobudza syntezę kolagenu i elastyny w skórze, reguluje jej gospodarkę wodną i lipidową przez co poprawia ukrwienie i koloryt skóry.
Krem brzozowy z betuliną otrzymujemy w plastikowym słoiczku o pojemności 50 ml. Słoiczek schowany jest w kartoniku z pomysłowym, podwójnym zamknięciem.
Krem ten kupiłam z myślą o zimie. Czytałam recenzje na innych blogach, z których wynikało, że jest to gęsty i tłusty krem. Rzeczywiście, jego konsystencja jest właśnie taka. Jest treściwy i tłusty ale w zetknięciu z ciepłem palców szybko się topi i bez trudu można rozprowadzić go po skórze.
Z początku, kiedy to nasza zima raczyła nas pogodą kojarzącą się raczej z wiosną, używałam tego kremiku na noc. Natomiast teraz, gdy dopadły nas mrozy, stosuję go na dzień i czasem na noc.

Krem brzozowy z betuliną jest bezzapachowy. Znaczy to, że nie jest perfumowany natomiast można wyczuć słaby, naturalny zapach, taki trochę olejowy. Na szczęście nie utrzymuje się długo na skórze. Jest bardzo wydajny. Wystarczy naprawdę niewielka ilość kremu do pokrycia twarzy, szyi i dekoltu. Pozostawia tłustą warstwę ale ona się wchłania. Im bardziej sucha jest skóra tym szybsze jest wchłanianie. Jeżeli chcemy użyć go pod makijaż, to ilość nałożonego na twarz kremu musi być bardzo mała.
Mimo iż jest to krem tłusty to bardzo dobrze spisuje się w roli nawilżacza.Jeśli użyję go na noc, to rano wstaję z miękką, aksamitną cerą, dobrze nawilżoną i natłuszczoną. Obecnie, podczas mrozów, używam go na dzień. Świetnie chroni skórę przed wiatrem i zimnem.
Dodatkowym atutem tego kremu jest fakt, iż jest to właściwie kosmetyk wielozadaniowy. Można używać go nie tylko do twarzy. Świetnie spisuje się jako krem do rąk, do przesuszonej skóry łokci, kolan czy pięt. Mam na ciele skórę suchą, która podczas zimy jest jeszcze bardziej sucha niż w cieplejszych porach roku, zwłaszcza na nogach, a dokładniej na podudziach. I tu kremik brzozowy też dobrze sobie radzi z bardzo suchą i łuszczącą się skórą.
INCI: Aqua, Glycine Soja (Soybean) Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Grapeseed Oil, Cera Flava, Betulin, Sodium Stearate, Citric Acid.
Mamy piękny, prosty i, przede wszystkim, naturalny skład. Jak widać krem nie jest nafaszerowany konserwantami, a więc i jego termin przydatności do użycia jest krótki. Należy zużyć go w ciągu trzech miesięcy od dnia otwarcia słoiczka.
sobota, 18 stycznia 2014
DIY - masło do ciała
Nie jestem biegła w robieniu własnych kosmetyków i dlatego rzadko je robię. Najlepiej wychodzą mi proste masełka do ciała ale też dawno żadnego nie robiłam. Używałam gotowych maseł i kremów do ciała lub po prostu olejków. Przyszedł więc czas żeby to zmienić i wczoraj ukręciłam masełko. Wygląda tak:
Takie masełko robię przeważnie ze składników jakie akurat mam w domu. Bazą z reguły jest masło karite. Tak było i tym razem. Do zrobienia masła użyłam:
- masło karite - ok. 100g,
- oliwa z oliwek extra virgin - 50 ml,
- olej z pestek wiśni - 50 ml,
- olej z awokado - ok. 30ml,
- witamina E w płynie,
- olejki eteryczne.
Gdy masło całkowicie się stopiło dodałam do rondelka pozostałe oleje i odstawiłam aby mieszanina tłuszczów przestygła.
Gdy zawartość rondelka była już zimna przelałam wszystko do plastikowej miski, takiej z wysokimi ściankami. Dodałam witaminę E, olejki eteryczne dla zapachu, rozmieszałam i wstawiłam miskę do lodówki. Olejki eteryczne dodajemy według własnego uznania w zależności od tego, jaki zapach chcemy uzyskać. Po kilkunastu minutach miskę wyjmuję z lodówki i miksuję używając miksera z końcówką do ubijania piany z białek. Zmiksowany tłuszcz wygląda tak:
Moja miska z wysokimi ściankami ma intensywny, pomarańczowy kolor i dlatego tak to wygląda. Właśnie ze względu na miksowanie potrzebna jest miska głęboka, z wysokimi ściankami. Chodzi o to, żeby nie zachlapać tłuszczem wszystkiego wokół nas i nie mieć dodatkowej pracy w postaci sprzątania kuchni :)
Po zmiksowaniu miska znów wędruje do lodówki. Wyjmujemy ją co kilka minut i miksujemy. Tłuszcz coraz bardziej gęstnieje.
Gdy osiągnie konsystencję gęstego majonezu, masełko możemy uznać za gotowe.
Teraz przekładamy kosmetyk do pojemnika, w którym zamierzamy go przechowywać. Ja przełożyłam masło do ceramicznego słoiczka ozdobionego rysunkiem lawendy.
Zrobione w ten sposób masło ma lekką, delikatną konsystencję przypominającą mus. Bardzo łatwo rozpuszcza się od temperatury ciała, a więc dobrze rozprowadza się po skórze i szybko się wchłania. Nie ma potrzeby przechowywania masełka w lodówce. Nie zawiera ono wody, a więc z pewnością nie zepsuje się zanim zdążę je zużyć. Teraz "lawendowy" słoiczek z masełkiem zdobi moją łazienkową półkę, a ja z przyjemnością używam samodzielnie wykonanego kosmetyku.

Czy Wam też zdarza się "popełniać" własne kosmetyki? Jeśli tak, to pochwalcie się :)
środa, 8 stycznia 2014
Trochę nowości...
...tak, tylko trochę. Dlaczego? Dlatego, że staram się zużywać kosmetyczne zapasy. Te zapasy mają przeważnie postać częściowo zużytych kosmetyków i trzeba je powykańczać nie czekając aż się przeterminują. Żeby to się udało konieczne jest ograniczenie napływu nowości i dlatego jest ich tylko trochę. Oto one:
Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się oraz Odżywka do wszystkich rodzajów włosów marki Bentley Organic zakupione w sklepie MATIQUE. Tych produktów już używam więc pewnie niedługo będą recenzje.
Kolejne nowości:

Khadi Olejek antycellulitowy z 10 ajurwedyjskich ziół, oraz Mydło Royal Arabian Night 7 olejów. Na recenzje tych kosmetyków trzeba będzie poczekać dłużej gdyż otrzymałam je dopiero dzisiaj. Pochodzą z perfumerii orientalnej YASMEEN.
Ciekawa jestem, co myślicie o moich nowych nabytkach? W tajemnicy zdradzę Wam, że lada dzień dotrze do mnie jeszcze jedna, niewielka paczuszka. Przybędzie z Lawendowej Farmy.
poniedziałek, 6 stycznia 2014
SYLVECO Regenerujący krem do stóp
Pisałam niedawno, że od dłuższego czasu nie miałam kremu pod oczy. Tak samo było z kremami do stóp. Po kąpieli stopy traktowałam tym, co całe ciało czyli jakimś kremem do ciała lub olejem. Na efekty nie narzekałam i nie odczuwałam specjalnej potrzeby zakupu kremu do stóp. Jednak jakiś czas temu, w ramach ochoty na odmianę oraz poznawania produktów marki SYLVECO, skusiłam się na taki kremik.
Na stronie producenta możemy przeczytać:
"Hypoalergiczy, regenerujący krem do stóp, zawierający tylko naturalne składniki, przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji suchej i zniszczonej skóry. Intensywnie i głęboko nawilża, natłuszcza i zmiękcza zrogowaciały, popękany naskórek. W skład kremu wchodzą roślinne ekstrakty aloesu oraz brzozy, które łagodzą podrażnienia, działają przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo."
Według producenta krem
- przywraca pękającej skórze właściwy poziom nawilżenia,
- skutecznie likwiduje wszelkie zrogowacenia, zgrubienia, odciski,
- łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia,
- intensywnie regeneruje szorstką, zniszczoną skórę,
- gwarantuje natychmiastowy efekt wygładzenia,
- regularne stosowanie kremu pozwala odzyskać stopom naturalny, zdrowy wygląd.
Skład kremu (INCI): Aqua, Glycine Soya Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Sorbinian Stearate, Sucrose Cocoate, Argania Spinosa Kernel Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Laurus Nobilis Oil, Betulin, Potassium Sorbate, Cera Alba, Rosmarinus Officinalis Oil, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Lupeol, Oleanolic Acid, Betulinic Acid.
Krem otrzymujemy w miękkiej, plastikowej tubie, a ta z kolei zamknięta jest w kartoniku. Tuba zawiera 75 ml kremu. Charakterystyczne dla kosmetyków SYLVECO jest to, iż wszystkie ścianki opakowań wykorzystane są na opis danego produktu. Tak samo jest w tym przypadku. Na opakowaniach znajdziemy nie tylko informacje wymagane przez prawo np. skład kosmetyku, czy nazwa i adres producenta. Mamy też opis działania kremu, wymienione i krótko scharakteryzowane są składniki aktywne. Takie informacje pomocne są w dokonywaniu świadomych i trafionych zakupów.
Regenerujący krem do stóp SYLVECO jest kosmetykiem o lekkiej konsystencji. Dobrze i szybko wchłania się w skórę czyniąc ją jednocześnie miękką i gładką. Ma ładny, świeży zapach. Jest to zapewne zasługa olejku rozmarynowego, będącego też silnym antyseptykiem.
Krem rzeczywiście regeneruje szorstką skórę nawilżając ją i natłuszczając. Nic dziwnego, ma przecież w składzie kilka wartościowych olejów. Odcisków, niestety, nie zlikwidował, czego zresztą nie oczekiwałam. Nie wierzę w to, żeby jakikolwiek kosmetyk był w stanie tego dokonać.
Podsumowując, z kremu jestem zadowolona. Uważam, że jest to dobry, naturalny produkt za niewygórowaną cenę. Kosztował 19 zł. Z pewnością warto do niego wracać.
środa, 1 stycznia 2014
Nowy Rok 2014!
Kilka minut temu przywitaliśmy Nowy, 2014, Rok.
Z tej okazji życzę Wam wszystkiego najlepszego.
Oby udało się zrealizować plany,
oby wszystkie postanowienia noworoczne
stały się rzeczywistością
i oby wszystkie marzenia się spełniły.
Szczęśliwego Nowego Roku!
Subskrybuj:
Posty (Atom)












































