sobota, 28 kwietnia 2018
NATURA SIBERICA w Rossmannie
Jakieś półtora tygodnia temu poszłam do Rossmanna żeby kupić jedzonko dla mojej Kici. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że w Rossmannie są kosmetyki rosyjskiej marki NATURA SIBERICA. Były tam kremy i scruby do ciała, kremy do rąk i stóp, szampony, odżywki i maski do włosów. Ucieszyło mnie to ale oparłam się pokusie. Kupiłam co miałam kupić i poszłam. Jednak wiadomo jak to jest. Jak mówi porzekadło: ciągnie wilka do lasu. Mnie też ciągnęło i dzisiaj znów byłam w Rossmannie. Kupiłam tylko dwa produkty chociaż miałam ochotę na więcej.
Jeden z tych kosmetyków to Naturalny ujędrniający krem do ciała z ostem szkockim oraz jodłą syberyjską. Duży, plastikowy słoik zawierający 370 ml kremu. Drugi produkt to Krem nawilżający do rąk. Tuba ma pojemność 75 ml. Zamierzałam kupić krem do ciała z tej samej linii co krem do rąk ale, niestety, już go nie było. Zdecydowałam się więc na ten, który widać na zdjęciu.
Kosmetyki będą musiały trochę poczekać zanim znajdą się na łazienkowej półce ale niezbyt długo. Mam nadzieję, że dobrze się spiszą.
niedziela, 22 kwietnia 2018
MIODOWA MYDLARNIA Balsam konopny do dłoni i paznokci
MIODOWA MYDLARNIA produkuje, oprócz mydeł, również kosmetyki pielęgnacyjne. Są to balsamy do ust i do rąk, masła do twarzy i ciała, maseczki, peelingi, a także pudry i sole do kąpieli. Gdy jakiś czas temu zamawiałam tam mydełka skusiłam się też na Balsam konopny do dłoni i paznokci.


Producent tak pisze o balsamie:
Intensywnie regenerujący balsam do dłoni i paznokci z odżywczym olejem z konopi siewnej, masłem shea, olejem kokosowym, woskiem pszczelim i odmładzającą witaminą E.
Całkowicie naturalny kosmetyk o lekkiej, puszystej konsystencji i delikatnym, korzennym aromacie oleju konopnego, idealny dla przesuszonych rąk, skórek i paznokci, które wymagają odżywienia, natłuszczenia i ukojenia. Sprawdzi się doskonale w sytuacji mocno zniszczonej, podrażnionej skóry, jak i do codziennej pielęgnacji.
Mały, szklany słoiczek z metalową zakrętką skrywa 35g balsamu. Dodatkowym opakowaniem jest kartonik o kształcie i wyglądzie charakterystycznym dla produktów tej marki.
Balsam ma konsystencję masła. Jest tłusty ale nie ma się czemu dziwić, wszak w jego składzie przeważają tłuszcze. Kolor żółty, bardziej żółty niż widać to na zdjęciu. Jest kosmetykiem nieperfumowanym i delikatnie pachnie olejem konopnym tak, jak napisał producent.
Balsam dosyć szybko się wchłania ale trzeba uważać żeby nałożyć na dłonie jego niewielką ilość. Gdy weźmiemy go zbyt dużo, to wchłanianie już nie jest szybkie. Dobrze dba o skórę rąk. Nawilża ją, natłuszcza i wygładza. Bardzo lubię stosować go na noc. Wmasowuję w ręce trochę więcej balsamu niż w ciągu dnia i mam wrażenie, że mam na dłoniach odżywczy opatrunek. Rano skóra jest mięciutka i aksamitnie gładka.
Balsam konopny jest kosmetykiem wydajnym. Mimo iż w słoiczku znajduje się go tylko 35g, to starcza na długo. Pewnie dlatego, że używa się go w niewielkich ilościach.
Skład balsamu:
Skład balsamu jest krótki i naturalny, a ja bardzo lubię kosmetyki o takich składach. Jest to produkt inny niż kremy do rąk w tubkach jakie najczęściej kupujemy. Najważniejsze jednak jest to, że jest skuteczny. Gości w mojej kosmetyczce po raz pierwszy ale nie ostatni. Od czasu do czasu będę do niego wracała.
niedziela, 15 kwietnia 2018
PETAL FRESH Szampon i odżywka pogrubiające włosy
Kosmetyki amerykańskiej marki PETAL FRESH są na polskim rynku już od kilku lat. W Rossmannie w moim mieście można kupić tylko szampony i odżywki do włosów. Niektóre z nich wypróbowałam i dobrze sprawdziły się na moich włosach. Jakiś czas temu będąc na zakupach w Rossmannie zauważyłam, że obok znanych mi butelek z szamponami i odżywkami Petal Fresh stoją zupełnie inne zawierające również szampon i odżywkę. Zainteresowałam się nimi i okazało się, że są to Szampon i odżywka pogrubiające włosy. Nie ukrywam, że zainteresowały mnie te produkty chociaż nie bardzo wierzyłam, że kosmetyki mogą pogrubić włosy. Postanowiłam przekonać się o tym na sobie i kupiłam ten zestaw.
O szamponie przeczytałam: Szampon pogrubiający włosy Petal Fresh Organics wykorzystując siłę roślin głęboko oczyszcza skórę głowy usuwając brud oraz sebum. Zawarte w preparacie witaminy B3, B5 oraz B7, wnikając w strukturę włosa, uzupełniają poziom keratyny, zwiększają poziom elastyczności, zapobiegają łamaniu się włosów oraz przywracają objętość. Witaminy i proteiny zapewniają włosom blask. Włosy stają się grubsze i bardziej podatne na stylizację. Składniki Petal Fresh pochodzą wyłącznie z ekologicznych upraw. Organiczność naszych produktów została potwierdzona przez Stellar Certification Services. Produkt wolny od szkodliwych substancji: parabenów, siarczanów (SLS, SLES), GMO, ftalanów i sztucznych barwników, posiadający zrównoważone pH, nie testowany na zwierzętach. Idealny do włosów po zabiegach keratynowych.
Szampon otrzymujemy w płaskiej butelce z ciemnego plastiku o pojemności 355 ml. Ma on konsystencję przezroczystego żelu typową dla większości szamponów. Łatwo się go wydobywa z butelki z zamknięciem na klik. Jego zapach jest dosyć specyficzny, powiedziałabym, że taki ziołowo - ziemisty. Kojarzy mi się z zapachem tego szamponu.
Szampon świetnie się pieni i dobrze oczyszcza włosy i skalp. Zmywanie oleju z włosów też nie jest dla niego problemem. Jeśli idzie o to obiecane pogrubianie włosów, to sprawa wygląda tak. Gdy spłukuję pianę, to pod palcami wyczuwam większą objętość włosów, a nawet ich większą grubość. Natomiast po wyschnięciu włosy są takie same jak zawsze. Nie mogę się dopatrzyć żadnego pogrubienia, chyba, że jest ono tak minimalne, że aż niezauważalne. Moje podejrzenia, że to pogrubianie to takie obiecanki-cacanki (żeby nie powiedzieć ściema) producenta okazały się słuszne. Ponieważ nie spodziewałam się pogrubienia, to mogę powiedzieć, że szampon mnie nie zawiódł. Dobrze oczyszcza, włosy plącze tak jak większość szamponów. Po wyschnięciu włosy mają ładny połysk i dobrze się układają.
Skład szamponu:
Na temat odżywki przeczytałam:
Bogata w substancje roślinne pogrubiająca włosy odżywka Petal Fresh Organics odbudowuje oraz stymuluje włosy do intensywnego wzrostu. Zawarte w preparacie witaminy B3, B5 oraz B7 wnikając w strukturę włosa uzupełniają poziom keratyny, zwiększają poziom elastycznośći, zapobiegają łamaniu się włosów oraz przywracają objętość. Witaminy i proteiny zapewniają włosom blask. Włosy stają się grubsze i bardziej podatne na stylizację. Składniki Petal Fresh pochodzą wyłącznie z ekologicznych upraw. Produkt wolny od szkodliwych substancji: parabenów, siarczanów (SLS, SLES), GMO, ftalanów i sztucznych barwników. posiadający zrównoważone pH, nietestowany na zwierzętach.
Odżywkę pogrubiającą włosy otrzymujemy w takiej samej butelce jak szampon. Zamknięcie też ma identyczne z szamponem. W przypadku szamponu zamknięcie na klik sprawdza się dobrze ale w przypadku odżywki już tak nie jest. Tylko przy pierwszym użyciu udało mi się z trudem wycisnąć z butelki potrzebną ilość kosmetyku. Potem już odkręcałam całą nakrętkę i potrząsając butelką uzyskiwałam odżywkę. Odżywka ma konsystencję dosyć lekkiego kremu i powinna być zamknięta w miękkiej tubie. Wówczas z jej wydobyciem ni byłoby problemu.
Jak już wspomniałam wyżej odżywka ma konsystencję lekkiego kremu. Pachnie tak samo jak szampon. Łatwo rozprowadza się po włosach i, oczywiście, nie spływa z nich. Po spłukaniu odżywki włosy nie są splątane i bez problemu się rozczesują. Po wyschnięciu prezentują się bardzo ładnie. Są błyszczące i miękkie. Jednak obiecanego pogrubienia, tak jak w przypadku szamponu, nie zauważyłam. Nie zauważyłam też zwiększenia objętości włosów.
Skład odżywki:
Moim zdaniem są to poprawne kosmetyki dobrej jakości i nie żałuję, że je kupiłam. Obietnice producenta dotyczące pogrubiania włosów i zwiększania ich objętości, niestety, nie są spełnione. Być może na innych włosach efekt byłby lepszy.
sobota, 7 kwietnia 2018
HAGI Naturalny balsam z olejem konopnym i masłem cupuacu
Balsamów do ciała używam rzadko. Ze względu na suchą skórę w pielęgnacji mojego ciała dominują masła, kremy, oleje. Tym razem na balsam skusiłam się dzięki przypadkowi. Na początku roku składałam zamówienie na kosmetyki i zauważyłam balsamy do ciała marki HAGI. Nie wiedziałam, że ta firma ma w ofercie balsamy. Postanowiłam wypróbować jeden z nich i tak w moim koszyku znalazł się Naturalny balsam z olejem konopnym i masłem cupuacu.
O balsamie przeczytałam:
Hipoalergiczny balsam przeznaczony do pielęgnacji nawet bardzo delikatnej i przesuszonej skóry. Zawiera kompozycję olejów i ekstraktów roślinnych, które wykazują działanie łagodzące, nawilżające i ochronne. Masło cupuacu działa czteroetapowo na skórę: nawilża, natłuszcza, zmiękcza i wygładza. Olej konopny ma wyjątkowe właściwości regenerujące. Olej z wiesiołka bogaty jest w kwasy tłuszczowe (NNKT) i witaminę E, dzięki czemu wzmacnia i uelastycznia skórę. Olej z ogórecznika ma działanie przeciwzapalne, kojące i uspokajające. Balsam został wzbogacony łagodzącym d-panthenolem, który przynosi ulgę podrażnionej skórze. To idealny produkt dla skóry wymagającej szybkiej regeneracji z powodu utraty wody, doskonale sprawdza się w pielęgnacji bardzo suchej skóry.
Hipoalergiczność kosmetyku została potwierdzona badaniami przeprowadzonymi pod nadzorem lekarzy dermatologów.
200 ml balsamu zamknięto w plastikowej butelce z pompką. Butelka jest nieprzezroczysta i nawet patrząc pod światło nie zobaczymy ile jeszcze jest w niej balsamu. Trochę szkoda, bo lubię wiedzieć jak dużo mam jeszcze kosmetyku.
Pompka sprawnie dozuje balsam o białym kolorze i konsystencji lekkiego kremu. Podoba mi się zapach tego kosmetyku ale trudno mi go opisać słowami. Jest słodki i jakby trochę orzechowy, trochę marcepanowy ale przyjemny. Być może tak pachnie masło cupuacu widniejące na drugim miejscu w składzie. Nigdy nie miałam tego masła solo, a więc nie znam jego zapachu. Jednak niekoniecznie musi to być zapach masła cupuacu. W składzie znajduje się pozycja o nazwie Parfum. Niewątpliwie jest to jakaś substancja lub substancje zapachowe. Nie wiadomo tylko czy jest to zapach naturalny czy syntetyczny. Jeśli naturalny to powinny być wymienione w składzie nazwy użytych olejków eterycznych oraz ich składniki będące potencjalnymi alergenami np. linalool, limonene, geraniol itp. Żeby wyjaśnić tę sprawę napisałam maila do firmy Hagi i otrzymałam taką odpowiedź:
"Witam serdecznie,
Pod nazwą Parfum w kosmetykach naszej produkcji mieszczą się kompozycje utworzone z naturalnych olejków eterycznych pozbawionych alergenów. Nie można w INCI używać ich nazw własnych, gdyż nie byłoby to zgodne z ustawą. Jednakże szczególnie w kosmetykach dla alergików zależy nam, by zapach nie był przyczyną alergii i stosujemy hipoalergiczną kompozycję zapachową. Olejki eteryczne mogą spowodować uczulenie osób wrażliwych i nie są używane w naszych kosmetykach dla tej grupy Klientów.
Nam tym bardziej zależy na bezpieczeństwie używania kosmetyku.
------------------
Każdy, kto choć trochę zna kosmetyki Hagi wie, że są one podzielone na pięć żywiołów: Ziemię, Wodę, Ogień, Powietrze i Piąty żywioł. Balsam, o którym piszę należy do żywiołu Powietrze, a kosmetyki z tej kategorii przeznaczone są przede wszystkim dla osób ze skórą alergiczną, atopową, nadwrażliwą. Przedstawicielka firmy pisze, że w kosmetykach dla tej grupy klientów olejki eteryczne nie są używane. A co jest używane? Co się kryje za tajemniczym słowem Parfum? Nadal nie wiadomo. Podejrzewam, że jednak jest to syntetyk.
Skład balsamu:
Jak już wspomniałam balsam Hagi ma lekką, kremową konsystencję co sprawia, że łatwo rozprowadza się po skórze. Wchłania się szybko i całkowicie. Nie pozostawia tłustej ani lepkiej warstwy. Jest wydajny i trzeba uważać, żeby nie nałożyć na skórę zbyt dużej jego ilości gdyż wówczas się maże i na wmasowanie go trzeba poświęcić więcej czasu.
Nie wszystkie balsamy są w stanie sprostać wymaganiom mojej suchej skóry ale ten radzi sobie doskonale. Pozostawia skórę nawilżoną, odżywioną i gładką. Ani śladu przesuszenia. Nic więc dziwnego, że jestem z niego bardzo zadowolona. Tak powinien działać każdy balsam!
Do tej pory miałam tylko mydełka Hagi, teraz poznałam jeden z balsamów. Pewnie warto poznać też inne produkty tej marki. A Wy znacie balsamy do ciała Hagi?
poniedziałek, 2 kwietnia 2018
BIOLOVE Peeling do twarzy z pokrzywą
Peeling to stały element pielęgnacji mojej twarzy i zawsze mam w domu jakiś kosmetyk do tego celu służący. Aktualnie używam Peelingu do twarzy z pokrzywą polskiej marki BIOLOVE.
O peelingu przeczytałam tylko tyle: Peeling do twarzy pokrzywa, delikatne złuszczanie i pielęgnacja. Niewiele ale nic więcej nie udało mi się znaleźć.
W składzie peelingu znajdziemy sporo wartościowych substancji. Są to oleje: z pestek winogron, rycynowy, jojoba i olej tamanu. Jest tam też ekstrakt z pokrzywy i z aloesu. Tych ekstraktów jest raczej niewiele gdyż znajdują się nisko w składzie. Substancją ścierną jest tu korund (Alumina). Są też trzy barwniki. Jeden z nich (CI 73015) jest syntetykiem i może wywoływać reakcje alergiczne.
Całkowity skład peelingu jest taki:
W plastikowej tubie otrzymujemy 75 ml peelingu o konsystencji lekkiego kremu i ładnym, seledynowym kolorze. Posiada też przyjemny zapach. Moim zdaniem jest to zapach kwiatowy ale jest słabo wyczuwalny.
Gdy po raz pierwszy nałożyłam peeling na twarz wydał mi się tak delikatny i gładki, że pomyślałam "Cóż to za peeling, jest jak krem". Dopiero po chwili masowania skóry okazało się, że wcale nie jest taki gładki jak mi się na początku wydawało. Jak już wspomniałam materiałem "ściernym" jest tu korund. Jego drobinki są bardzo małe ale skuteczne. Peeling jest delikatny ale bardzo dobrze oczyszcza twarz. Sprawia, że skóra jest wyjątkowo gładka i ta gładkość pozostaje przez cały czas, aż do następnego peelingu, a robię go przeważnie raz w tygodniu.
Producent zaleca ten peeling do cery tłustej. Ja mam cerę mieszaną w kierunku suchej i ten kosmetyk doskonale się na niej sprawdza. Co dla mnie ważne, nie powoduje przesuszenia cery ani uczucia ściągnięcia. Bardzo lubię oczyszczać twarz peelingiem Biolove, uważam go za jeden z lepszych jakie dotychczas miałam. Podoba mi się w nim to, że jest delikatny, a zarazem skuteczny.
Znacie kosmetyki Biolove?
sobota, 31 marca 2018
Wielkanoc 2018
Wszystkim Czytelnikom tego bloga życzę wesołych, spędzonych w miłej, rodzinnej atmosferze, świąt Wielkiej Nocy.
sobota, 24 marca 2018
BIOLAVEN Krem do rąk odżywczy
Skóra moich dłoni jest mocno przesuszona i dlatego zużywam sporo kremów do rąk. Ze względu na tę suchość skóry najlepsze są dla mnie kremy treściwe, o wyraźnym działaniu odżywczym i nawilżającym. Na Krem do rąk odżywczy marki BIOLAVEN zwróciłam uwagę dlatego, że czytałam o nim dużo opinii. Były to opinie bardzo różne, od bardzo pozytywnych do zdecydowanie krytycznych. Postanowiłam więc wypróbować go na własnej skórze.

Producent pisze, że Bogaty w składniki odżywcze krem do rąk, przeznaczony do intensywnej pielęgnacji przesuszonej i szorstkiej skóry dłoni. Zawiera masło shea, olej z pestek winogron, masło avocado, mocznik, skwalan i lecytynę sojową, które silnie nawilżają, uzupełniają niedobory lipidów i chronią delikatną skórę przed niekorzystnymi czynnikami atmosferycznymi. Naturalny olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, łagodzi podrażnienia i wszelkie zaczerwienienia.
Krem do rąk odżywczy BIOLAVEN otrzymujemy w miękkiej, plastikowej tubie z wygodnym zamknięciem. Tuba jest dosyć duża i mieści 100 ml kosmetyku. Krem ma konsystencję podobną do większości tego typu produktów, a pachnie tak, jak wszystkie kosmetyki tej marki, które miałam przyjemność poznać. Jest to zapach winogron z lekkim aromatem lawendowym w tle. Wolałabym żeby był to wyraźny zapach lawendy ale ta woń też jest przyjemna.

A jak działa ten krem? Całkiem dobrze. Po wmasowaniu w dłonie pozostawia na nich tłustą warstwę, która potrzebuje chwili żeby się wchłonąć. Po wchłonięciu znika szorstkość dłoni, a skóra jest miękka i gładka. Ani śladu suchości. Miewałam kremy do rąk lepsze niż ten ale gorsze też miałam. Uważam, że skoro ten krem sprawdza się na moich wysuszonych dłoniach, to jest to całkiem niezły kosmetyk i nie mam powodu, żeby się go czepiać. Dodatkowym jego plusem jest spora tuba (100 ml) i przystępna cena tzn. kilkanaście złotych w zależności od sklepu. Moim zdaniem zasługuje na to, żeby czasem do niego wracać.
Skład kremu:
Myślę, że wiele spośród Was zna ten krem i ciekawa jestem co o nim myślicie.
czwartek, 15 marca 2018
MIODOWA MYDLARNIA Mydło naturalne Plaster Miodu
Zapewne nie tylko ja zauważyłam, że mamy w naszym kraju coraz więcej mydlarni. Wyrastają jak przysłowiowe grzyby po deszczu. Są to małe, rodzinne manufaktury wytwarzające naturalne mydła w kostkach, a często również inne kosmetyki. Jedną z takich manufaktur odkryłam niedawno. Jest to MIODOWA MYDLARNIA. Wytwarzane są tam mydła w kostkach oraz inne kosmetyki w większości z miodem, woskiem i pyłkiem pszczelim. Właściciele mydlarni pozyskują produkty pszczele z własnej pasieki znajdującej się na skraju Puszczy Knyszyńskiej. Pierwszym produktem Miodowej Mydlarni jaki wypróbowałam na własnej skórze jest Mydło naturalne Plaster Miodu.
Producent pisze, że To unikatowe mydło bardzo przypomina prawdziwy plaster miodu: zawiera miód, wosk i pyłek pszczeli. Kompozycja tych cennych odżywczo-pielęgnacyjnych produktów wraz z oliwą z oliwek, olejem kokosowym, olejem rycynowym i olejem z palmy daje mydło wyjątkowo miłe w użyciu. Delikatnie myje pozostawiając skórę dobrze natłuszczoną, nawilżoną i gładką. Nadaje się do pielęgnacji każdego rodzaju cery ze wskazaniem na skórę suchą, wrażliwą i normalną. Sprawdzi się też doskonale do mycia delikatnej skóry dziecka, zarówno do twarzy jak i całego ciała. Ma kremowo-bąbelkową pianę i swój naturalny zapach.
Niewielką kostkę (87 g) zapakowano w fikuśne ale estetyczne pudełeczko. Widać je na zdjęciu powyżej. Kostka po obu stronach ma wytłoczone wzory kojarzące się z plastrem miodu, a zatopione w niej ciemne punkciki to drobinki pyłku pszczelego. Wygląda uroczo. Mydełko jest prawdziwą ozdobą łazienki i aż żal, że w miarę zużywania kostki wzorek stopniowo zanika.
Mydło Plaster Miodu nie jest perfumowane, posiada tylko delikatny i przyjemny zapach naturalnego mydła. Tak jak pisze producent wytwarza obfitą kremowo-bąbelkową pianę to znaczy: najpierw są bąbelki, a w trakcie rozprowadzania po ciele bąbelki zamieniają się w kremową, rozpieszczającą skórę emulsję.
Czy opisując to mydło mogę się do czegoś przyczepić? Jeśli już, to chyba do jego kształtu. Ta kwadratowa kostka prezentuje się efektownie ale nie jest zbyt praktyczna. Niewygodnie obraca się ją w dłoniach i na końcu zostaje dosyć duży, cieniutki kawałek mydełka, którego już nie da się używać. Jest to jednak niewielki minus i mimo niego uważam, że warto do tego mydełka wracać. Ja na pewno wrócę.

Skład mydła: zmydlone: oliwa z oliwek, olej kokosowy, olej palmowy, olej rycynowy; wosk pszczeli, gliceryna, miód, pyłek pszczeli, sól, barwnik naturalny (dwutlenek tytanu).
Oprócz mydła Plaster Miodu mam jeszcze dwa inne kosmetyki i dwa inne mydełka od Miodowej Mydlarni. Teraz jeszcze czekają w zapasach ale napiszę o nich gdy je przetestuję. Znacie Miodową Mydlarnię?
sobota, 10 marca 2018
Pomarańczowy peeling do ciała DIY
Bardzo lubię samorobione peelingi do ciała i od kilku miesięcy używam głównie takich. Nie mogę powiedzieć, że peelingi gotowe mnie nie kuszą. Jasne,że kuszą i pewnie kiedyś któryś z nich mnie skusi ale póki co trzymam się tych własnej produkcji.
Jakiś czas temu pisałam o peelingu cytrynowym. Zrobiłam go wówczas w dwóch wersjach: czysto cytrynowy i cytrynowy z nasionami pokrzywy. Oczywiście już ich nie ma. Wszystko zużyłam i trzeba było zrobić nowy peeling. Tym razem zrobiłam pomarańczowy.

Zrobiłam go według przepisu na peeling cytrynowy tylko cytrynę zastąpiłam pomarańczą. Z umytej i sparzonej pomarańczy starłam na tarce skórkę, z pomarańczy wycisnęłam sok i dodałam to do cukru. Potem tylko wlałam płynny olej kokosowy, wszystko dokładnie wymieszałam łyżką, przełożyłam do słoiczka i gotowe.
Peeling ma ładny, żółty kolor i delikatny, pomarańczowy zapach. Ponieważ chciałam, żeby ten zapach był wyraźniejszy, dodałam kilkanaście kropel olejku eterycznego ze słodkiej pomarańczy.
Moim zdaniem warto robić takie peelingi. Robi się je w ciągu kilku minut, ich wykonanie jest bardzo łatwe. Wiem, co się w nim znajduje, a więc mam pewność, że jest to kosmetyk całkowicie naturalny, bez żadnych kontrowersyjnych składników. Jest bardzo tani, jego koszt to dosłownie kilka złotych. Jest też kosmetykiem skutecznym. To dobry zdzierak doskonale wygładzający skórę i pozostawiający na niej bardzo przyjemny, delikatny film. Nie jest to jednak klasyczna, tłusta warstwa. Mimo to skóra nie wymaga już balsamu czy innego mazidła.
Gdy zużyję ten słoiczek peelingu zrobię kolejny ale trochę inny. Spróbuję pokombinować z innymi owocami lub jeszcze innymi składnikami. W końcu skład takiego samorobionego peelingu zależy wyłącznie od naszej inwencji.
Oczywiście nie zawsze jest tak, że mam peeling własnej produkcji. Czasem skończy mi się, a brak czasu lub lenistwo nie pozwala na zrobienie nowego. Wówczas do wygładzania skóry używam czarnego mydła Savon Noir i rękawicy kessy. To też jest świetny sposób na gładką, jedwabistą skórę i chętnie z niego korzystam.
sobota, 3 marca 2018
PHYTORELAX Żel do higieny intymnej z organicznym rumiankiem
Jeszcze niedawno do higieny intymnej używałam naturalnych mydeł w kostkach, takich samych jak do mycia całego ciała. Pewnego razu skusiłam się na żel do higieny intymnej i tak się zaczęło. Teraz używam wyłącznie żeli i chętnie testuję kolejne marki tych produktów. Pewnie kiedyś ta faza na żele mi przejdzie i wrócę do mydełek ale teraz żele rządzą :) Dzisiaj przedstawię Wam Żel do higieny intymnej z organicznym rumiankiem włoskiej marki PHYTORELAX LABORATORIES.
Żel jest jedną pozycją z całej serii kosmetyków z organicznym rumiankiem produkowanej przez Phytorelax. Producent pisze, że Żel do higieny intymnej to wyjątkowo łagodny środek myjący, który zapewnia delikatność i ochronę. Zawiera zmiękczający ekstrakt z kwiatów rumianku, oczyszcza i zapewnia naturalne, fizjologiczne pH intymnych części ciała. Wzbogacony o substancje zmiękczające i nawilżające, które pomagają zwalczać suchość skóry i powstawanie nieprzyjemnych zapachów. Idealny do codziennego użytku dla całej rodziny nawet pod prysznicem.
250 ml żelu otrzymujemy w plastikowej butelce z pompką zapakowanej dodatkowo w kartonik. Podoba mi się delikatna szata graficzna tych opakowań z dużym zdjęciem kwiatu rumianku. Żelu mam już niewiele na dnie butelki a pompka cały czas działa bez zarzutu.
Kosmetyk ma nieco rzadszą konsystencję niż inne produkty tego rodzaju ale nie jest przesadnie rzadki. Nadal jest to konsystencja żelowa. Bardzo przyjemny jest jego zapach, orzeźwiający, miętowy.
Zgodnie z zapewnieniem producenta żel jest bardzo łagodnym kosmetykiem. Nie powoduje pieczenia ani innego dyskomfortu. Nie podrażnia, a wręcz przeciwnie, łagodzi ewentualne podrażnienia. Jest bardzo delikatny. Dobrze oczyszcza i pozostawia poczucie świeżości.
Skład żelu:
Żel posiada certyfikat COSMOS Organic, co oznacza, że do jego wyprodukowania użyto minimum 95% składników organicznych.
Kosmetyki marki Phytorelax można znaleźć w kilku sklepach internetowych np. w Tagomago. Aktualnie nie ma w nim ( ani w innych sklepach) żelu do higieny intymnej. Myślę, że to przejściowa sytuacja. Ja swój żel kupiłam w grudniu. Wówczas sklep Tagomago sprzedawał go w cenie 55 zł. Nie skorzystałam. Uważam, że to zbyt wygórowana cena. W internetowym sklepie Empik znalazłam ten sam żel w cenie ok. 31 zł. Kupiłam go jednak nieco później w cenie promocyjnej ok. 18 zł. Czasem warto troszkę poczekać :)
Znacie kosmetyki Phytorelax?
środa, 28 lutego 2018
Małe zakupy uzupełniające
Całkiem niedawno, bo w styczniu, poczyniłam spore zakupy kosmetyczne (klik). Niestety, okazało się, że nie o wszystkim wówczas pomyślałam lub pamiętałam i konieczne były zakupy uzupełniające. Tym razem, na szczęście, niewielkie. Zobaczcie co kupiłam:
Tym razem na zakupy "wybrałam się" do sklepu Ecco Verde i nabyłam kilka produktów. Maść do pielęgnacji intymnej BIOTURM już miałam, a ponieważ zaspokajała moje potrzeby w tym zakresie, kupiłam ją ponownie. Puder sypki transparentny LAVERY znam bardzo dobrze i jest to mój ulubiony puder. Zużyłam już kilka opakowań, a teraz zaopatrzyłam się w kolejne. Dezodorant w kremie marki SCHMIDT`S też już poznałam z tym, że dotychczas kupowałam wersję z bergamotką i limonką, a teraz wybrałam różę i wanilię. Kolejny produkt to Żel do higieny intymnej z nagietkiem i łopianem LA SAPONARIA. Kosmetyki tej marki nie są mi obce. Miałam już od nich mydełka w kostkach oraz szampon i odżywkę. Teraz postanowiłam wypróbować żel. Wkrótce zamierzam zrobić sobie peeling pomarańczowy do ciała, a tymczasem okazało się, że moja buteleczka z olejkiem eterycznym o tym zapachu jest już pusta. W tej sytuacji do koszyka musiał wpaść Olejek eteryczny ze słodkiej pomarańczy słoweńskiej marki BioPark Cosmetics. Składając zamówienie w Ecco Verde można sobie wybrać dwie bezpłatne próbki kosmetyków. Ja zdecydowałam się na szampon i odżywkę od Biofficina Toscana. Miałam już kiedyś pełnowymiarowe opakowania tych kosmetyków i bardzo miło je ( kosmetyki, nie opakowania :) ) wspominam. Chętnie odświeżę tę znajomość.
To już wszystkie moje nowości. W marcu szlaban na kosmetyczne zakupy. Trzeba przecież zużywać to, co się pokupowało. Będę to robić z przyjemnością :)
piątek, 23 lutego 2018
BIOLAVEN Odżywka do włosów
Markę BIOLAVEN znam słabo. Miałam dopiero dwa produkty tej marki, a mianowicie balsam do ciała (klik) i szampon (klik). Balsam mnie zachwycił natomiast szampon rozczarował. Teraz przyszła kolej na Odżywkę do włosów.
Producent pisze, że jest to Nawilżająco-wygładzająca odżywka do każdego rodzaju włosów, do stosowania po każdym myciu. Zawiera kompleks składników chroniących przed utratą wilgoci oraz wzmacniających m.in. olej z pestek winogron, masło avocado i ksylitol. Dodatek alginatu wygładza pasma, a panthenol pozwala zregenerować włosy na całej ich długości. Olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, znany ze swoich odświeżających i wzmacniających właściwości, pozostawia na nich delikatny i naturalny zapach.
W plastikowej butelce z pompką otrzymujemy 300 ml odżywki. Pompka działa bardzo dobrze. Przestała pompować odżywkę dopiero wówczas gdy na dnie butelki było już jej bardzo mało. Zapach tego kosmetyku jest taki sam jak innych produktów tej linii. Dominuje aromat owocowy kojarzący mi się z winogronami, a gdzieś w tle można wyczuć odrobinę lawendy. Wolałabym, żeby te proporcje były odwrotne, żeby dominowała lawenda ale ten zapach też jest przyjemny.

Odżywka ma konsystencję lekkiego kremu. Łatwo rozprowadza się po włosach i nie spływa z nich. Po spłukaniu odżywki włosy łatwo się rozczesują, a po wyschnięciu ładnie błyszczą, dobrze się układają i nie elektryzują się. Jednak czegoś tu brakuje co powoduje, że nie ma efektu wow. Brakuje odbicia włosów u nasady. Gdyby to odbicie było, to z czystym sumieniem mogłabym nazwać tę odżywkę kosmetykiem genialnym. Jednak nie skreślam jej. Uważam, że jest to kosmetyk poprawny, dobrej jakości i z pewnością warto do niego wracać.
Skład odżywki wygląda tak:
Kosmetyki Biolaven są bardzo popularne i zapewne większość z Was je poznała. Tę odżywkę też. Ciekawa jestem czy sprawdziła się na Waszych włosach.
wtorek, 20 lutego 2018
BIOLOVE Mus do ciała mango
Kosmetyki BIOLOVE do niedawna znałam tylko z innych blogów kosmetycznych. W końcu natrafiłam na nie w sklepie stacjonarnym Kontigo i kupiłam kilka produktów tej marki, a wśród nich Mus do ciała mango.
Producent pisze, że jest to Lekki mus do ciała wzbogacony naturalnymi olejkami i ekstraktem z mango. Redukuje cellulit, modeluje i przywraca jędrność. Nie zawiera: SLS, PEG, silikonów, parabenów, konserwantów, alergenów.
Opakowaniem musu jest plastikowy słoiczek o pojemności 150 ml. Po odkręceniu metalowej zakrętki znajdujemy dodatkowe plastikowe wieczko. Słoiczek i zakrętka oklejone są kolorowymi, przyjemnymi dla oka etykietami.
Jest to mój pierwszy mus do ciała, który rzeczywiście ma konsystencję musu. Dosyć gęstego ale jednak musu. Mimo tej konsystencji jest kosmetykiem dosyć tłustym. Po nabraniu palcami topi się od ich ciepła i łatwo rozprowadza się po skórze. Niestety, nie wchłania się natychmiast lecz pozostawia tłustawą warstewkę potrzebującą kilku minut na wchłonięcie przez skórę. Jest to pewien minus zwłaszcza rano gdy przeważnie dysponujemy niewielką ilością czasu. Plusem jest to, że rzeczywiście dobrze nawilża skórę, natomiast nie zauważyłam modelowania (chyba sylwetki?) czy ujędrniania.
Mus do ciała mango posiada intensywny zapach owocowy. Jak dla mnie zbyt intensywny, wręcz nachalny. Wolałabym, że ten zapach był delikatniejszy, bardziej subtelny.
Skład musu jest taki:
Nie da się ukryć, że ten produkt nie zachwycił mnie, uważam, że jest bardzo przeciętny. Miałam wiele znacznie lepszych mazideł do ciała. Czy skuszę się jeszcze kiedyś na niego? Może kiedyś ale pewności nie mam.
A tak przy okazji. Czy wiecie, że producentem kosmetyków Biolove jest ta sama firma, która produkuje Nacomi?
Subskrybuj:
Posty (Atom)










































