czwartek, 6 września 2012

ORIENTANA Maska - krem z kaskaryli pod oczy.



                Pisałam już, że kupiłam Zestaw Ujędrniający ORIENTANY.  W skład zestawu wchodziła Maska - Krem z Owsa Tybetańskiego do twarzy, szyi i dekoltu i Maska - Krem z Kaskaryli pod oczy. O masce do twarzy pisałam tu, a dzisiaj przyszła kolej na maskę pod oczy.



Przede wszystkim zaintrygowała mnie nazwa kaskaryla. Nigdy wcześniej o czymś takim nie słyszałam. No ale od czego mamy internet? Pogrzebałam i znalazłam. Okazało się, że kaskaryla to kora jednego z gatunków krotona (Croton eleuteria) rosnącego głównie na Kubie i Wyspach Bahama. Ma zastosowanie w przemyśle kosmetycznym, perfumeryjnym i tytoniowym. Jest również używana jako przyprawa.
Wracajmy jednak do maski. Jej opakowanie to plastikowy słoiczek o pojemności 40g. To dużo jak na krem pod oczy.
Producent zapewnia, że maska nadaje się do wszystkich rodzajów cery. Ponadto obiecuje:

Maska - krem z kaskaryli dzięki kwasowi stearynowemu wygładza i ujędrnia skórę, zmniejsza zmarszczki mimiczne wokół oczu i działa lekko liftingująco. Ten naturalny krem pod oczy, dzięki polidekstrozie z owsa, przenika do najgłębszych warstw skóry i wygładza zmarszczki stymulując proces odnowy kolagenu. Ekstrakt z trzęsaka, bogaty w chitynę i chitosany, stymuluje skórę do odnowy i wygładza zmarszczki. Już po kilku dniach stosowania Twoja skóra wokół oczu zostanie wygładzona i odpowiednio odżywiona, a zmarszczki spłycone.



                  
Skład maski jest krótki, co bardzo mi się podoba. Przedstawia się tak:
Ingrededients: Cascarilla Essential Oil,  Oat Peptides, Tremella Polysaccharide, skin - firming Plant Collagen, Fucose.
Mówiąc po polsku: oleożywica z kaskaryli, peptydy z owsa, polisacharyd z trzęsaka (rodzaj grzyba), ujędrniający kolagen roslinny, fukoza ( rodzaj cukru zapobiegający degradacji kwasu hialuronowego i działający jak antyalergen).

Maska ma konsystencję żelu, ale w przeciwieństwie do maski do twarzy, nie jest przezroczysta. Wygląda jak krem o ładnym, bardzo jasnym, seledynowym zabarwieniu. Zapach - cytrusowy, ale bardzo delikatny.


             
 Moja opinia:
krem należy stosować na noc i tak też robiłam. Trochę liczyłam na to, że zlikwiduje mi worki pod oczami, ale uczynił to w niewielkim stopniu. Nie mam o to pretensji gdyż do tego celu służy inna maska - krem Orientany. Co do zmarszczek. No cóż, nie należę już do kobiet młodych i trochę zmarszczek mam. Nie liczyłam na jakieś spektakularne efekty, ale mam wrażenie, że drobne zmarszczki uległy jednak pewnemu spłyceniu. Niestety, nie da się tego w żaden sposób zmierzyć, więc pozostaje mi mieć nadzieję, że nie jest to tylko wrażenie.
Krem, mimo żelowej konsystencji, dosyć szybko się wchłania. Dobrze nawilża i odżywia skórę. Jest niesamowicie wydajny, a więc ten 40 gramowy słoiczek starczy mi na bardzo długo. Biorąc pod uwagę tę wydajność, uważam, że jego cena (50 zł) nie jest wygórowana. Myślę, że kiedyś kupię go ponownie, ale dopiero wtedy jak wypróbuję inne maski - kremy Orientany.

 

niedziela, 2 września 2012

Projekt DENKO czyli kosmetyki zużyte w sierpniu.



               Ależ ten czas leci! Przecież dopiero co pisałam o kosmetkach zużytych w lipcu, a już pora na denko sierpniowe. Czas po prostu galopuje. Prawdę mówiąc nie jest to nic odkrywczego, nie mniej jednak czasem mnie zadziwia.
Wracajmy jednak do kosmetyków, które w sierpniu sięgnęły dna. Oto one, a właściwie opakowania po nich:



Podobnie jak w poprzednich miesiącach, nie jest to zawrotna ilość, ale zużywam tyle, ile się da. Więcej po prostu nie jestem w stanie zużyć.

A  teraz po kolei:



  1. Szampon Babydream - bardzo dobry szampon, który służy mi do zmywania oleju z włosów. Pisałam o nim tutaj. Czy kupię ponownie?  Oczywiście, że tak. Następna butelka już stoi w łazience.
  2. Woda z kwiatów gorzkiej pomarańczy ARGILE PROVENCE - hydrolat, który używałam głównie zamiast toniku do twarzy. Bardzo dobrze sprawdzał się w tej roli. Recenzja tu. Czy kupię ponownie? Tak.
  3. Savon Noir Hammam o zapachu eukaliptusa od SAVONNERIE - czarne mydło służące do peelingu ciała. Wraz z rękawicą kessą świetnie peelinguje i odżywia skórę. Recenzję znajdziecie tutaj. Czy kupię ponownie? Oczywiście, że tak. Być może będzie to nieco inne savon noir np. od Alepii, ale na pewno kupię.
  4. SAVONNERIE Mydło Naturalne Paproć - w tym kartoniku z cienkiej, falowanej tektury znajdowało się mydełko naturalne Paproć. Pisałam o nim tutaj Czy kupię ponownie. Jeszcze nie wiem. Trochę przeszkadza mi to, że na opakowaniu nie ma składu mydła. W użyciu było jednak bardzo przyjemne.
  5. GAIIA le colosse mydło szlachetne cedr - wetiwer - sandał - jojoba - mango - jedno z wielu naturalnych mydeł marki Gaiia. Bardzo dobre mydełko, byłam z niego zadowolona. Recenzja tutaj. Czy kupię ponownie? Tak.
  6. W tym, pustym obecnie, słoiczku znajdowało się masło do ciała. Był to kosmetyk domowej roboty. Pisałam o nim tu. Myślę, że projekt DENKO powinien obejmować również kosmetyki własnej produkcji, o ile takowe robimy. Takich kosmetyków też nie należy marnować. Przecież użyte do ich zrobienia składniki też kosztują. Wracając do masełka - było świetne i z pewnością jeszcze wiele razy zrobię takie samo lub podobne.
Na te kosmetyki, z wyjątkiem masła do ciała, wydałam 120 zł. Myślę, że nie jest to dużo biorąc pod uwagę ich wydajność. Ceny masła do ciała nie jestem w stanie wyliczyć. Musiałabym dokładnie odmierzać zużyte do jego wytworzenia składniki, a nie robiłam tego. Z pewnością jednak nie jest drogie, a na pewno o wiele tańsze od kupnych specyfików tego rodzaju.

  

sobota, 1 września 2012

VERSATILE BLOGGER AWARD



                
            
                Do  VERSATILE  BLOGGER  AWARD nominowała mnie autorka bloga Naturalne piękno. Bardzo dziękuję za to wyróżnienie.




 
Zasady zabawy są takie:

  1. nominuj 15 blogów, które, Twoim zdaniem, na to zasługują,
  2. poinformuj o tym fakcie autorów nominowanych blogów,
  3. ujawnij 7 faktów o sobie,
  4. podziękuj nominującemu blogerowi u niego na blogu,
  5. pokaż nagrodę  Versatile Blogger Award u siebie na blogu.

No to zaczynamy:
  1. Wypijam  morze kawy ponieważ bardzo ją lubię,
  2.  Nie cierpię prasowania. Efekt taki, że te moje ubrania, które wymagają prasowania, rzadko goszczą na swojej właścicielce. Najczęściej noszę te, których prasować nie trzeba,
  3. Nie przepadam też za sprzątaniem. Robię to z konieczności. Gdybym miała do wyboru: posprzątać lub ugotować obiad z kilku dań, wybrałabym to drugie,
  4. Kocham zwierzaki. Wszystkie, no może oprócz insektów,
  5.  Nienawidzę okrucieństwa zarówno wobec ludzi jak i zwierząt,
  6. Uwielbiam grzybobranie. 
  7. Mam wyjątkowy talent. Wiecie do czego? Do plamienia ubrań np. przy jedzeniu czy piciu kawy. No ale kompletnym beztalenciem przecież być nie można :))) 


A teraz najtrudniejsze czyli moje nominacje. 15 blogów to bardzo dużo. Mam nadzieję, że uda mi się tyle znaleźć takich, które jeszcze nie były otagowane. Oto moje nominacje:

 
 

Zapraszam do zabawy.


 

czwartek, 30 sierpnia 2012

Liposomowy eliksir dla cery dojrzałej




           Uff... nareszcie zrobiłam serum. Nosi ono nazwę  Liposomowy eliksir dla cery dojrzałej. Zrobiłam je z gotowego zestawu zakupionego w sklepie ZRÓB SOBIE KREM. Oto moje serum zamknięte w buteleczce wchodzącej w skład zestawu:



Dlaczego napisałam, że "nareszcie" zrobiłam serum?  Dlatego, że bardzo się tego bałam. Wiem, że kręcenie kosmetyków z gotowych zestawów jest proste, ale mimo to obawiałam się, że coś mi nie wyjdzie. Mam nadzieję, że gdy będę robiła następne serum (a może krem?) będę podchodziła do tego przedsięwzięcia z większą odwagą i pewnością siebie.

A tak wyglądał mój zestaw:


Największa buteleczka jest pusta i stanowi opakowanie dla gotowego serum. W trzech mniejszych buteleczkach znajdują się: hydrolat różany, olej makadamia i kwas hialuronowy. W małych, plastikowych saszetkach są: guma ksantanowa (proszek) i witamina B3 (proszek). W pozostałych saszetkach znajdują się małe, plastikowe kapsułki, a w nich: retinol roślinny, ekstrakt ujędrniający, mikoliposomy z tetrapeptydem i Q10, ekstrakt - ceramidy oraz SLP czyli emulgator.

Serum robiłam ściśle według wskazówek zamieszczonych na stronie sklepu.  W jednej zlewce przygotowałam fazę olejową. Olej makadamia wymieszałam z emulgatorem SLP. W drugiej zlewce - fazę wodną czyli retinol, witaminę B3, kwas hialuronowy i hydrolat różany. Następnie fazę olejową wlałam do fazy wodnej i mieszałam mikserkiem około 3 minut, po czym dodałam pozostałe składniki i jeszcze trochę pomieszałam mikserkiem. Gotowe serum wyglądało tak:



Teraz przyszła kolej na przeniesienie serum do buteleczki. Robiłam to za pomocą pipetki dołączonej do zestawu. Według mnie jest to "robota dla niewolników". Bardzo powoli mi to szło, ale w końcu dałam radę. Gdy serum było już w buteleczce pomyślałam sobie, że być może przenoszenie za pomocą strzykawki byłoby łatwiejsze i szybsze. Wypróbuję ten pomysł następnym razem. Możliwe, że, po prostu, nie mam wprawy w posługiwaniu się pipetką i z czasem to się zmieni. 
Ze składników wchodzących w skład zestawu otrzymuje się 30 ml serum. Ponieważ nie jest ono niczym konserwowane należy przechowywać je w lodówce i zużyć w ciągu dwóch tygodni. Nie jestem pewna czy tak szybko uda mi się je zużyć. Na stronie sklepu jest informacja, że jeśli chce się przedłużyć okres świeżości serum, należy dodać do niego kilka kropli konserwantu FEOG. Następnym razem chyba dokupię ten konserwant i wtedy serum posłuży mi dłużej.

Używam tego serum od kilku dni. Ma bardzo przyjemną konsystencję i delikatny, naturalny zapach. Jest przeznaczone na noc, ale ja stosuję je również na dzień. Serum jest wydajne i dosyć szybko się wchłania. Czasem, po wchłonięciu się serum, aplikuję jeszcze na skórę odrobinę kremu. Serum bardzo dobrze wygładza, nawilża i odżywia skórę. Poza tym nie jest drogie. Gotowe sera dobrej jakości kosztują znacznie więcej, a to z pewnością jest dobrej jakości. Dodatkowym bonusem jest satysfakcja z własnoręcznego wykonania kosmetyku. Prawdopodobnie jeszcze nie raz je kupię.



niedziela, 26 sierpnia 2012

Afrykańskie Czarne Mydło DUDU - OSUN



       Afrykańskie czarne mydło Dudu - Osun  to część nagrody jaką wygrałam w konkursie na blogu Śliwki robaczywki (klik). Uwielbiam takie egzotyczne mydła.




Afrykańskie Czarne Mydło produkowane jest w Afryce Zachodniej, głównie w Ghanie, ale również w Nigerii. Dudu - Osun pochodzi z Nigerii. Mydło to, wbrew nazwie, nie jest czarne. Ma barwę brązowo - brunatną, tak jak na zdjęciu. Wytwarzane jest według starych, tradycyjnych receptur. W Afryce niemal każdy region i każde plemię ma swoją  recepturę przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Produkowane jest z naturalnych surowców dostępnych w danym regionie np. z popiołu ze spalonych liści i kory drzew. Popiół mieszany jest z wodą. Tę mieszankę filtruje się i miesza z naturalnymi olejami jak masło karite, kakaowe, olej kokosowy, palmowy itp. Mydło o którym piszę ma następujący skład:

 
  • Pure Honey - czysty miód.
  • Shea Butter - masło shea,
  • Osun (camwood) - afrykańska odmiana drzewa sandałowego,
  • Palmkernel oil - olej z nasion palmy,
  • Cocoa pod ash - popiół z ziarna kakao,
  • Palm bunch ash - popiół z liści palmy,
  • Aloe vera - aloes,
  • Lime juice - sok z limonki,
  • Water & Fragrance - woda i substancja zapachowa.
Poza tym producent zapewnia, że Dudu - Osun jest starodawnym, tradycyjnym czarnym mydłem afrykańskim, ręcznie produkowanym z czystych, naturalnych składników i ziół pochodzących z tropikalnych lasów deszczowych i sawanny. Nie zawiera sztucznych barwników i konserwantów i jest w pełni biodegradowalne. 





 Mydło Dudu - Osun  ma postać dosyć dużej (150g), owalnej i lekko wygiętej kostki. Opakowane jest tylko w kolorowy kartonik. Myję się nim już od tygodnia i co nieco mogę na jego temat powiedzieć.
Bardzo dobrze się pieni. Gdy obrócimy mydło w dłoniach to wytwarza się pianka w kolorze beżowym, z rąk ścieka woda w podobnym kolorze. Natomiast jeśli tym samym mydłem namydlę gąbkę, to piana jest biała, ale nie jest to śnieżna biel. Jego zapach kojarzy mi się z zapachem zwykłego mydła, ale jest delikatniejszy, złagodzony dodatkiem jakiegoś innego zapachu, chyba kwiatowego. 


Dudu - Osun bardzo dobrze oczyszcza skórę, nie wysusza i nie podrażnia jej. Myję nim całe ciało i twarz. Natomiast nie sprawdziło się jako środek do higieny intymnej. Powoduje dosyć silne pieczenie. Było to dla mnie niespodzianką gdyż jeszcze żadne mydło naturalne nie powodowało u mnie czegoś takiego. Wszystkie, jakich dotychczas używałam, nadawały się również do higieny intymnej. W mojej ocenie fakt ten nie dyskwalifikuje mydła Dudu - Osun. W łazience zawsze mam więcej niż jedno napoczęte mydło, a więc użycie innego do higieny intymnej nie stanowi problemu. Jest to jedyny minus tego mydełka i, moim zdaniem, warte jest zakupu.


 Czarne mydło afrykańskie zalecane jest przy chorobach skóry, a także do cery trądzikowej. Nadaje się również do zmywania makijażu. Można też myć nim włosy, ale ja tego jeszcze nie próbowałam, może jeszcze się skuszę. Cieszę się, że miałam możliwość poznania jeszcze jednego ciekawego i egzotycznego mydełka.



środa, 22 sierpnia 2012

ORIENTANA Maska - Krem z Owsa Tybetańskiego




           O kosmetykach  ORIENTANA  dowiedziałam się z blogów kosmetycznych. Recenzje tych produktów były w większości pozytywne więc postanowiłam je wypróbować. Zamówiłam Zestaw Ujędrniający składający się z Maski - kremu ujędrniającego do twarzy szyi i dekoltu oraz z Maski - kremu z kaskaryli pod oczy. Dzisiaj napiszę o pierwszym z tych kosmetyków.


Byłam bardzo ciekawa tych kosmetyków i wręcz nie mogłam doczekać się przesyłki. Otrzymałam ją dwa tygodnie temu i od tego czasu testuję te kremy. Zanim jednak napiszę o kremie, najpierw kilka słów o marce  ORIENTANA zaczerpniętych ze strony tej firmy:

"ORIENTANA to kosmetyki naturalne. Nie znajdziecie w nich szkodliwej chemii PEG-ów, parabenów, parafiny, olejów mineralnych, sztucznych zapachów czy koloryzatorów. Nie zawierają niedozwolonych substancji pochodzących od zwierząt i nie testujemy ich na zwierzętach.
Zawierają świeże składniki roślinne pochodzące z czystych ekologicznie rejonów Azji. Receptury naszych kosmetyków stworzone zostały w oparciu o wiedzę i doświadczenie Dalekiego Wschodu, głównie tradycyjnej medycyny azjatyckiej.
Nasze kosmetyki przywracają naturalne funkcje skóry, pobudzają jej metabolizm i odbudowę. Nie uczulają i nie podrażniają.
Do pielęgnacji twarzy i okolic oczu stworzyliśmy maski - kremy łączące intensywność maseczki z codzienną pielęgnacją kremem na noc...Maski - kremy do twarzy mają specjalną  żelową konsystencję, dzięki niej są lekkie i ułatwiają lepsze wnikanie w skórę składników (osiem razy efektywniej niż w zwykłych kremach). Dzięki tej konsystencji ułatwiony zostaje proces osmozy - ponad 90% naturalnych, odżywczych składników z łatwością wchłania się w skórę, a jednocześnie skóra uwalnia szkodliwe substancje i oczyszcza się."
Zjawisko to ilustruje poniższy rysunek:

Zdjęcie: www.orientana.pl

Wracajmy jednak do mojego kremu.





Opakowaniem kremu jest plastikowy słoiczek. Wśród informacji znajdujących się na opakowaniu przeczytałam, że krem wyprodukowany został w Chinach. Wiem, wiem, większości z nas produkt pochodzący z Chin kojarzy się po prostu z tandetą. Myślę jednak, że nie wszystko co wyprodukowano w tym kraju jest kiepskiej jakości. Z pewnością Chińczycy produkują również rzeczy dobrej jakości np. kosmetyki Orientana.
Znalazłam też taką informację: "SURKRAN TECHNOLOGY&TRADING CO.LTD. Supervised by Surkran". Wnioskuję stąd, że kosmetyki Orientana produkowane są na licencji amerykańskiej firmy Surkran produkującej swoje wyroby w Chinach i współpracującej z chińskim wytwórcą. Nie ma w tm oczywiście niczego złego, wręcz przeciwnie. Myślę, ze jest to gwarancja jakości.

Maska - Krem z Owsa Tybetańskiego jest kremem na noc o działaniu przeciwzmarszczkowym i ujędrniającym. Producent obiecuje, że już po kilku dniach stosowania skóra stanie się zdecydowanie bardziej ujędrniona, zmarszczki spłycone, a nawilżenie zoptymalizowane. Krem ma postać żelu, wygląda jak apetyczna galaretka cytrynowa i tak też pachnie:



Tę galaretkę aplikujemy wieczorem na oczyszczoną twarz, szyję i dekolt. Należy to robić około 20 minut przed położeniem się do łóżka żeby galaretka mogła się wchłonąć. I rzeczywiście, w tym czasie żel wchłania się. Na skórze pozostaje słabo wyczuwalna lepkość, ale w niczym to nie przeszkadza.
Zdaję sobie sprawę z tego, że dwa tygodnie używania kremu to niezbyt dużo. Co mogę powiedzieć po tych dwóch tygodniach? 
Z całą pewnością maska - krem mocno nawilża skórę. Mam cerę mieszaną, a więc środkowa, tłusta strefa T i suche policzki. W ciągu pierwszych kilku dni stosowania kremu zauważyłam ciekawe zjawisko. Na policzkach żel wchłaniał się znacznie szybciej niż na pozostałych częściach twarzy. Według mnie oznaczało to, że skóra policzków potrzebowała większego nawilżenia niż inne miejsca i dlatego szybciej pochłaniała składniki kremu. W tej sytuacji na policzki aplikowałam dodatkową porcję kremu i ta też się wchłaniała. Obecnie nie ma już potrzeby tak silnego nawilżania i teraz aplikuję krem na policzki tylko raz. Wchłania się jednocześnie z kremem w strefie T. Myślę, że po następnych dwóch tygodniach stosowania kremu będzie można aplikować go 2 - 3 razy w tygodniu.
Jeśli idzie o działanie przeciwzmarszczkowe to trudno mi jeszcze coś powiedzieć. Zapewne na bardziej widoczne efekty trzeba poczekać dłużej niż dwa tygodnie, chociaż czasem mam wrażenie, że najdrobniejsze zmarszczki zostały nieco spłycone.




Słoiczek kremu - maski w sklepie producenta kosztuje 43 zł (w zestawie wychodzi trochę taniej). Myślę, że ta cena nie jest wygórowana jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że słoiczek zawiera aż 200g kremu, a poza tym jest on bardzo wydajny. Po dwóch tygodniach używania właściwie nie było widać żeby w słoiczku coś ubyło. Na moim zdjęciu widać większy ubytek, ale to dlatego, że z kimś się nim podzieliłam. Nie wiem kiedy bym zużyła całe opakowanie. Moim zdaniem dobrze by było gdyby producent pomyślał o zaoferowaniu klientkom kremu również w mniejszych opakowaniach np. po 100g.

Jeszcze o jednej rzeczy koniecznie muszę napisać, a mianowicie o składzie kremu - maski. Wygląda on tak:


Zdjęcie nie wyszło mi zbyt wyraźnie więc przepisuję skład:
Ingredients: Oat Peptides, Oat Glucan, Fucose, Vitamine E, Fresh Aloe Juice.
Tylko pięć składników! Taki skład bardzo mi się podoba. Wyraźnie widać, że nie ma tu nic sztucznego.  Składniki to: polipeptyd i betaglucan z owsa tybetańskiego, które pobudzają metabolizm i poprawiają kondycję skóry, a także wypełniają zmarszczki i ujędrniają skórę, fukoza - jeden z cukrów intensywnie nawilżający, witamina E - silny antyoksydant i świeży sok z aloesu. 
Podsumowując, uważam, że krem - maska dobrze spełnia swoje zadania. Bardzo cieszę się z dobrego nawilżenia skóry. Poprawił się również jej koloryt. Z pewnością kupię ten maskę - krem ponownie choć może z ciekawości wybiorę inny jej wariant.

niedziela, 19 sierpnia 2012

DIY - pasta do zębów



         Do zrobienia własnej pasty do zębów zainspirowała mnie ewel autorka bloga Śliwki robaczywki. Zamieściła na swoim blogu post (klik) z kilkoma przepisami na kokosowe pasty do zębów. Postanowiłam spróbować i oto jest:


Oczywiście nie obyło się bez eksperymentów i bardziej lub mniej udanych prób. Nie jest to moja pierwsza  pasta nadająca się do użytku. Pierwsza wyglądała tak:


 Była śnieżnobiała i wyglądała pięknie. Dla mnie jednak była zbyt łagodna. Używając jej nie czułam "szorowania" zębów. Wrażenia były takie jakbym myła zęby np. masłem. Postanowiłam dodać do niej glinkę. Miałam wówczas w domu jedynie marokańską glinkę rhassoul więc jej dodałam. Po tym zabiegu pasta wyglądała tak:




Swoją ciemną barwę pasta zawdzięczała, oczywiście, glince. Może nie wyglądała zbyt pięknie, ale za to działała wspaniale. Doczyszczała zęby znacznie lepiej niż pasta ze sklepu.

Pasta widoczna na pierwszym zdjęciu jest znacznie jaśniejsza gdyż dodałam do niej glinki białej (kaolinowej), a nie marokańskiej.
Jak robiłam pastę? Kierowałam się przepisami z bloga Śliwki robaczywki, ale nie przestrzegałam ich dokładnie. Były dla mnie inspiracją. 
Nie podam dokładnego przepisu na pastę gdyż, prawdę mówiąc, robiłam ją na tzw. oko. 
Składniki pasty:
  • olej kokosowy,
  • soda oczyszczona,
  • glinka,
  • mydło,
  • napar rumianku,
  • stewia,
  • ksylitol,
  • olejki eteryczne
Wykonanie:
na tarce jarzynowej starłam troszkę mydła Alep. Mydła nie potrzeba dużo, mydlanych wiórków miałam 3 łyżeczki. Mydło rozpuściłam w mocnym naparze rumianku. Gdy przestygło przelałam do miksera, dodałam olej kokosowy (płynny) i miksowałam do połączenia się składników. Potem dodałam sodę i glinkę i nadal miksowałam.


 Gdy składniki się połączyły dodałam 4 saszetki (po 1g) stewii i kilka łyżeczek ksylitolu. Oprócz tego do pasty poszły olejki eteryczne: miętowy i pomarańczowy. W trakcie miksowania pastę należy "próbować", żeby stwierdzić, czy już wystarczy środków słodzących i olejków eterycznych, czy też jeszcze należy ich dodać. Są to przecież sprawy indywidualne.

A tak wyglądają moje obie pasty:


Mają one konsystencję właściwą dla pasty i gdybym mogła umieścić je w tubkach, to można by było wyciskać je na szczoteczkę. Niestety, nie mam tubek i pasty musiałam umieścić w pojemniczkach. Jest to rozwiązanie dobre, jeśli pasty używa jedna osoba. Gdyby kilka osób wkładało swoje szczoteczki do pojemniczka z  pastą to nie byłoby to zbyt higieniczne.
Swoją najnowszą pastę zamknęłam w takim słoiczku:


Jak już pisałam, pasta bardzo dobrze czyści zęby. Jest aromatyczna i przyjemna w użyciu. Jest tłusta (olej kokosowy) i tę tłustość wyczuwa się myjąc zęby. W niczym to jednak nie przeszkadza tym bardziej, że olej kokosowy jest jadalny. Nie znajdziemy w niej fluoru, SLS-u ani innych chemicznych ulepszaczy i konserwantów.  Nie twierdzę, że już zawsze będę używała wyłącznie własnej pasty. Z pewnością nie raz sięgnę po tę ze sklepu, ale swoją też czasem zrobię.
A co Wy sądzicie o takiej paście? 

czwartek, 16 sierpnia 2012

Dostałam dziś paczuszkę...



         ...która wyjątkowo mnie ucieszyła. Dlaczego? Ano dlatego, że jest to nagroda wygrana w konkursie. Jeszcze w lipcu ewel, autorka bloga Śliwki robaczywki (klik) ogłosiła Konkurs Kokosowy. Udało mi się zdobyć w tym konkursie II nagrodę czyli 100g oleju kokosowego BIO i bon na zakupy w sklepie BLISKO NATURY (klik) na kwotę 50 zł. Oto moja nagroda:




Gwiazdą jest tu, oczywiście, olej kokosowy:

 
 Jest to olej tłoczony na zimno, ekologiczny i, oczywiście, nierafinowany. Z olejem kokosowym już miewałam do czynienia, ale zawsze był to olej rafinowany, a więc bez smaku, bez zapachu. Po prostu gorszy.
Ten, który dostałam dzisiaj, ma piękny, delikatny, kokosowy zapach. Ponieważ jest to tłuszcz jadalny więc musiałam go spróbować. Jak dla mnie jest on bez smaku, natomiast wyczuwa się w ustach aromat kokosa. Smakował mi. Wyobrażam sobie jakie pyszne byłyby naleśniki z jabłkami i cynamonem usmażone na takim oleju.
Planowałam dodać ten olej do masła do ciała, które niedługo będę robiła, ale teraz zmieniłam zdanie. Obawiam się, że jeśli zmieszam olej kokosowy z innymi olejami, to jego piękny, delikatny zapach zaniknie. Zużyję więc olej kokosowy solo, jako masło do ciała.

Co wybrałam za bon 50 zł? Jako rasowa mydłomaniaczka oczywiście mydło:


Jest to Afrykańskie czarne mydło Dudu - Osun. Widywałam je w sklepach internetowych, ale jeszcze nigdy go nie miałam. Gdy zobaczyłam je w ofercie sklepu Blisko Natury (klik) postanowiłam je zamówić. Lubię takie egzotyczne mydła. Oczywiście po przetestowaniu napiszę recenzję.

Następny produkt to 200 g nierafinowanego masła shea:


Będzie bazą do kolejnej porcji masła do ciała.

I już ostania rzecz:


W tej malutkiej buteleczce znajduje się 50 ml oleju z awokado, oczywiście też nierafinowanego. Jeszcze nie wiem jaki użytek z niego zrobię. Prawdopodobnie posłuży jako krem do twarzy.

Ta nagroda ucieszyła mnie tym bardziej, że to moja pierwsza wygrana w blogowym konkursie. Niezbyt często biorę udział w takich konkursach czy rozdaniach, ale od czasu do czasu się skuszę. Tak było i tym razem i udało się zdobyć atrakcyjną nagrodę.

Gdy otworzyłam pudełko z tymi kosmetykami, to jak myślicie? Kto był najbardziej zainteresowany? Oczywiście Kicia!


Mało tego. gdy otwarłam pudełeczko z olejem kokosowym, Kicia chciała zabrać się do konsumpcji oleju. Niestety, niedobra pani zabrała sprzed kociego noska pojemnik z pysznym, aromatycznym olejkiem i Kicia musiała obejść się smakiem...

niedziela, 12 sierpnia 2012

Moje pierwsze zakupy w ZSK... i nie tylko.


            
           Jakiś czas temu rozpoczęłam "zabawę" w samodzielne robienie kosmetyków. Zaczęłam, rzecz jasna, od rzeczy najprostszych. Były to maceraty olejowo - ziołowe, masło do ciała czy mydła - przetopki. Zabawa bardzo mi się spodobała więc postanowiłam pójść dalej i zrobić kosmetyk bardziej skomplikowany. W tym celu niezbędne było dokonanie odpowiednich zakupów i stąd moje pierwsze zamówienie w sklepie ZRÓB SOBIE KREM. Oto moje zakupy plus baaardzo zainteresowana Kicia:



Co kupiłam? Znów zaczęłam od rzeczy najprostszych. Kosmetyk ma być bardziej skomplikowany, ale wykonanie już nie. Innymi słowy mówiąc wybrałam gotowy zestaw do zrobienia Liposomowego eliksiru dla cery dojrzałej czyli, mówiąc prościej, serum. Oto cały zestaw:




Konieczne było również zakupienie kilku niezbędnych akcesoriów. Oto zaczątek mojego domowego "laboratorium":


Widzimy tutaj dwie zlewki, dwie łyżeczki miarowe i minimikserek. Przy okazji kupiłam też trochę glinki kaolinowej, która będzie mi potrzebna do innych celów.

To, że zaczynam coraz bardziej się wciągać w robienie własnych kosmetyków nie znaczy, że zrezygnowałam z gotowych. Czy kiedyś zrezygnuję? Trudno powiedzieć. Podejrzewam, że nie. Tym razem też kupiłam gotowe kosmetyki. Są to produkty marki ORIENTANA:



Wybrałam Zestaw Ujędrniający. W jego skład wchodzą: Maska - krem z owsa tybetańskiego do twarzy, szyi i dekoltu (największy pojemnik z rudo - pomarańczową etykietką) i Maska - krem z kaskaryli pod oczy (mniejszy pojemnik z zieloną etykietką). Oprócz tego dostałam dwie próbki peelingów do ciała, to dwa najmniejsze słoiczki.
Dlaczego akurat ORIENTANA? No cóż, na blogach kosmetycznych, i nie tylko na blogach, znalazłam dużo pozytywnych opinii o kosmetykach tej marki. Poza tym urzekają one wspaniałymi, naturalnymi składami. Postanowiłam więc je wypróbować. Po przetestowaniu napiszę recenzje.

To jeszcze nie koniec moich nowości. Będąc w aptece kupiłam próbki dwóch kosmetyków, które wydały mi się ciekawe:


Próbka z lewej to Intensywnie Regenerujący Szampon do Włosów Przetłuszczających się, a druga to Maseczka Dermatologiczna Przywracająca Gęstość Skóry 40+. 
Kupiłam jeszcze jedną rzecz, ale nie jest to kosmetyk.




Jest to słoiczek, który kupiłam dlatego, ze mi się spodobał. Jest ceramiczny i ozdobiony rysunkami mojej ulubionej lawendy. Ma pojemność 200 ml. Przyda się na jakieś mazidło własnej roboty np. na masło do ciała i będzie ładnie prezentował się w łazience. 
To już wszystkie moje nowości. Chyba nie jest tego zbyt dużo? A Wy jak myślicie?






 

piątek, 10 sierpnia 2012

LETNI TAG



         Letni TAG...lekki, łatwy i przyjemny...

Otagowała mnie Joanna, autorka bloga Świat w kolorach . Bardzo dziękuję Joanno.


Pytania i odpowiedzi:

1. Jakie są Twoje ulubione lody?

Niezbyt często jadam lody, ale jeśli już to najchętniej kawowe lub orzechowe. 

2.Twój ulubiony owoc?

Uwielbiam wszystkie owoce i trudno mi wybrać jeden z nich. Chyba najbardziej lubię te owoce, które mogę w danej chwili jeść.

3.Japonki, sandały czy baleriny?

Sandały.

4.Jaki lubisz lakier na stopach - french, jeden kolor czy bez lakieru?

Rzadko maluję paznokcie u stóp, ale jeśli już to na jeden kolor.

5.Preferujesz bikini, tankini czy strój jednoczęściowy?

Zdecydowanie jednoczęściowy.

6.Jak lubisz się opalać - solarium, samoopalacz czy słońce?

W solarium jeszcze nigdy nie byłam i nie wybieram się. Słońce w ograniczonej ilości, od czasu do czasu samoopalacz.

7. T-shirt czy top?

Raczej t-shirt.

8. Spodnie, krótkie spodenki czy spódnica? 

Najczęściej spodnie, od czasu do czasu spódnica..

9.Gładka skóra - golenie, woskowanie czy depilator?

Golenie.

10. Baseny czy jezioro?

Jezioro, a jeszcze lepiej morze.


 


Do zabawy zapraszam osoby prowadzące własne blogi i chętnie tu zaglądające. Mamy letni, wakacyjny luz więc niech każdy sam zdecyduje czy chce wziąć udział w zabawie. Ja, oczywiście, zapraszam.
 

czwartek, 9 sierpnia 2012

NATURA SIBERICA Odmładzający Krem na Noc. Anti - Age. Organiczny.



             Już kilka razy wspominałam, że nie używam kremów na noc i że, z dobrym skutkiem, zastąpiłam je olejkami. Jednak, jak każda kobieta, pragnę od czasu do czasu odmiany, urozmaicenia. Właśnie dla odmiany postanowiłam sprawić sobie jednak krem na noc. Wybrałam Odmładzający Krem na Noc NATURA SIBERICA.



Kupiłam wcześniej szampon i balsam do włosów tej marki i jestem z nich bardzo zadowolona. Pomyślałam więc, że krem będzie równie dobry i dlatego go wybrałam.

Krem wyprodukowany został na bazie najrzadszej rośliny - Cladonii Śnieżnej. Zawiera również oligopeptydy - organiczne związki chemiczne składające się z aminokwasów i bardzo podobne do białek. Normalizują one wymianę substancji w komórkach skóry. W kremie znajdziemy również witaminę F i organiczne ekstrakty ziołowe. A oto pełen skład kremu:

Skład: Aqua with infusions of natural certified extracts: Cladonia Nivalis, Olgaea Altaica, Octyldodecanol, Dicaprylyl Ether, Isostearyl Isostearate, Coco-Caprylate/Caprate, Glycerin, Glyceryl Stearate, Certyfikowany Organiczny Ekstrakt: Chamomilla Recutita, Calendula Officinalis, Spirae Ulmaria, Tannic Acid, Panicum Milaceum Seed Extract, Palmitoyl Oligopeptide, Glyceryl Linoleate, Cetearyl Alcohol (i) Cetearyl Glucoside, Tocopherol, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium Polyacrylate, SYN-AKE, Palmitoyl Tetrapeptide-3, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Benzyl Alcohol.



Moja opinia:
Używam tego kremu prawie cztery tygodnie. Jest on zamknięty w pojemniku (50 ml) z pompką co umożliwia higieniczną aplikację kosmetyku. Jest wydajny. Nie mogę zobaczyć jaką ilość kremu już zużyłam gdyż pojemnik nie jest przezroczysty, ale wystarczy niewielka jego ilość na całą twarz, szyję i dekolt. Ma delikatny, kwiatowy zapach. Bardzo dobrze i szybko się wchłania. Mimo, że jest to krem na noc, pozostawia skórę matową. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy spowolnił procesy starzenia się mojej skory. Mogę powiedzieć, że rano skóra jest dobrze nawilżona, napieta i wygląda na wypoczętą. Uważam, że krem dobrze spełnia swoją rolę i jestem z niego zadowolona. Być może kupię też krem na dzień z tej samej serii, ale dopiero wówczas gdy zużyję te, które mam teraz. 



 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...