niedziela, 23 grudnia 2012

Dzisiaj książkowo...



                     
         Dzisiaj nie będzie kosmetycznie tylko książkowo.
Mój blog poświęcony jest przede wszystkim kosmetykom naturalnym. Tematyką tą zajmuje się również wiele innych blogerek. Dlaczego? Po prostu z dbałości o zdrowie. Chodzi o to, żeby, wraz z kosmetykami, nie dostarczać organizmowi szkodliwych substancji chemicznych, od których aż roi się w popularnych kosmetykach drogeryjnych. Ale czy kosmetyka to jedyny aspekt dbałości o zdrowie? Z pewnością nie. Właśnie przeczytałam bardzo ciekawą książkę na ten temat. Nosi ona tytuł  Antyrak.Nowy styl życia.






 Autorem książki jest francuski lekarz neuropsychiatra, David Servan - Schreiber (na zdjęciu obok).
Był on typowym współczesnym lekarzem zapatrzonym w osiągnięcia medycyny. Wszelkie informacje o niekonwencjonalnym leczeniu i profilaktyce odrzucał jako nienaukowe. Nie zwracał uwagi na związek stanu zdrowia z prowadzonym trybem życia, bo to przecież też było "nienaukowe". Gdy miał 30 lat zdiagnozowano u niego raka mózgu (glejak mózgu). Glejak jest guzem o najwyższym stopniu złośliwości, a przeciętny czas życia pacjenta od postawienia diagnozy to około roku. David Servan - Schreiber doskonale zdawał sobie z tego sprawę, wszak sam był lekarzem. Postanowił walczyć o swoje życie. Poddał się leczeniu tradycyjnemu ale na tym nie poprzestał. Postanowił przyjrzeć się niekonwencjonalnym metodom leczenia i profilaktyki nowotworowej, które jeszcze niedawno niemal wyśmiewał. Całkowicie zmienił swój tryb życia i odżywiania i co osiągnął? Zamiast około roku od diagnozy żył jeszcze 20 lat. Zmarł w roku 2011 mając 50 lat.
Przez te 20 lat żył intensywnie. Pracował, podróżował, napisał kilka książek, a wśród nich Antyrak.
 Opisał naturalne metody, które przyczyniają się do zapobiegania nowotworom lub wspomagają walkę z nimi. Napisał:
"Rak tkwi uśpiony w każdym z nas. Od nas zależy, czy zdołamy się przed nim obronić!"
Słowa te stanowią motto jego książki.


   
 O czym David Serwan - Schreiber pisze w swojej książce? Oto większa część spisu treści dająca pojęcie o charakterze książki:


 

Autor zwraca też uwagę na zagadnienia ekologii. Tytuł jednego z rozdziałów książki brzmi wręcz przejmująco: Nie sposób być zdrowym na chorej planecie.



 To prawda, żyjemy na chorej planecie. Ale tę chorobę spowodowaliśmy my, ludzie. Niszczymy na potęgę nasze środowisko naturalne i płacimy za to rachunek jakim jest epidemia raka i innych chorób tzw. cywilizacyjnych.
Autor zastanawia się również nad tym, dlaczego w konwencjonalnych kuracjach raka wciąż brakuje porad żywieniowych.


 
 Odpowiedź na to pytanie znajduje szybko. Oto ona:


 
 To tylko jeden lek, a przecież leków są tysiące... Chyba naiwnością jest oczekiwać, że świat medyczno - farmaceutyczny zrezygnuje z tak kolosalnych zysków i zacznie zalecać pacjentom zdrowy styl życia, który sprawi, że większość tych leków będzie niepotrzebna.
Książka jest tak ciekawa, że przeczytałam ją dosłownie jednym tchem. Jej przesłanie jest jasne. Powinniśmy sami zadbać o to, co mamy najcenniejsze czyli zdrowie. Innymi słowy mówiąc, trzeba wziąć własne zdrowie we własne ręce.

 



 


 

13 komentarzy:

  1. Sandro, cieszę się, że piszesz o tej książce. Ja także ją przeczytałam jednym tchem. To bardzo mądra i otwierająca oczy książka, która pokazuje, że w olbrzymiej mierze wybór naszego stanu zdrowia zależy od nas samych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Sami sobie zapracowujemy na lepszy lub gorszy stan zdrowia. Szkoda, że tak mało ludzi zdaje sobie z tego sprawę.

      Usuń
  2. Lekarze bardzo często bagatelizują sprawę diety, co jest moim zdaniem dużym błędem. Powiedzenie "jesteśmy tym, co jemy" jest według mnie bardzo słuszne i ma duże znaczenie w leczeniu i profilaktyce praktycznie każdej choroby. U mnie pogorszenie stanu cery po zjedzeniu dużej ilości słodyczy jest ewidentne, u moich znajomych również, ale niestety nikt jeszcze nie podjął badań, które ten fenomen wyjaśniłyby naukowo :P
    Pozdrawiam, pan kosmetolog.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że lekarze bagatelizują sprawę diety i będą to robić nadal ponieważ takie postępowanie jest zgodne z ich interesem. Nie zapominajmy, ze lekarze żyją (i to dostatnio) z ludzi chorych. Po co więc mają leczyć ich skutecznie? Żeby stracić zarobki? Każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje zdrowie niezależnie od tego jaki ma stosunek do lekarzy. Konsekwencje naszych zdrowotnych zaniedbań poniesiemy my, a nie nasz lekarz.
      Jeśli idzie o pogorszenie stanu cery po jedzeniu słodyczy to nie bardzo wiem co tu badać. Słodycze nie są naturalnym pokarmem dla człowieka. Po prostu są szkodliwe i nie jest to żaden fenomen.

      Usuń
    2. Nie zgodzę się co do wszechobecnej pazerności lekarzy - pójdź do pierwszej lepszej poczekalni przy gabinecie kardiologicznym albo diabetologicznym - ile znajdziesz osób o normalnej masie ciała? Większość osób tam to ludzie chorobliwie otyli, którzy prędzej łykną cały słoik tabletek na śniadanie zagryzając jajecznicą na boczku i maśle niż coś ze sobą zrobią... A co może lekarz? Łazić za pacjentem i pilnować cały dzień? Nie - powie tylko "proszę ograniczyć spożycie tego i tego, zrzucić parę kilko i przestać palić". I jak grochem o ścianę... Wiem co mówię, spotykałam się z takimi sytuacjami wielokrotnie podczas praktyk na zdrowiu publicznym :)

      Usuń
    3. Z moich doświadczeń i obserwacji wynika, że pazerność wśród lekarzy jest dosyć powszechnym zjawiskiem, na co mogłabym dać sporą ilość przykładów, ale tu nie miejsce na to. Nie znaczy to oczywiście, że wszyscy lekarze, co do jednego, są pazerni.
      Co do zaleceń dietetycznych, to w miarę porządnie są one stosowane chyba tylko wobec cukrzyków.
      Przy pozostałych chorobach przewlekłych już nie. Przecież powiedzenie:"proszę zrzucić parę kg" nie jest żadnym zaleceniem dietetycznym. Nie chodzi o to, żeby lekarz ustalał pacjentowi dokładny, dietetyczny jadłospis, ale powinien powiedzieć, co przy danym schorzeniu pacjent może jeść, a czego powinien unikać i jeśli ma nadwagę, to ile tych kg powinien zrzucić.
      Nikt nie wymaga od lekarzy biegania za pacjentami i pilnowania ich. Każdy dorosły pacjent odpowiada za siebie i jeśli nie stosuje się do zaleceń to lekarz nic na to nie poradzi. Chodzi tylko o to, żeby te zalecenia były dosyć konkretne , a nie zdawkowe lub żadne.

      Usuń
    4. Ok, częściowo się zgodzę. Z drugiej strony większość dorosłych osób potrafi "na oko" ocenić, czy ich waga jest mniej więcej prawidłowa czy mają nadwagę (choćby po fałdach tłuszczu tu i ówdzie).

      Co do zaleceń dietetycznych dla konkretnych chorób są one zazwyczaj proste. Np. takie nadciśnienie - co taki lekarz zazwyczaj powie? "Proszę przede wszystkim ograniczyć spożycie soli". Bo i co można więcej powiedzieć? Wymienić wszystkie produkty i potrawy z wysoką zawartością soli?

      Usuń
  3. oj tak, bardzo ważne słowa. dieta jest najważniejsza, bo nasz mózg, czyli najważniejszy komputer potrzebuje całego mechanizmu, do sterowania nim w prawidłowy sposób więc trzeba go świetnie odżywiać. natura przede wszystkim! najlepszego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Wraz z pożywieniem powinniśmy dostarczyć organizmowi wszelkich substancji potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania mózgu i pozostałych narządów.

      Usuń
  4. Chętnie bym ją przeczytała:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że ta książka staje się coraz bardziej popularna :) Moim zdaniem za dużo ludzi ślepo wierzy w samo łykanie tabletek (i mam tutaj na myśli przede wszystkim pacjentów, a nie lekarzy) - niestety o wiele łatwiej łyknąć kilka tabletek niż zmienić cały tryb życia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się zgadzam. Większość ludzi nie przyjmuje do wiadomości, że stan ich zdrowia w ogromnej mierze zależy od nich samych. Choroby uważają za jakiś dopust Boży, który nie wiadomo dlaczego ich spotkał, a lekarzy chyba za cudotwórców, którzy powinni sprawić, że będą znów zdrowi i w pełni sprawni.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...