Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIELĘGNACJA TWARZY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PIELĘGNACJA TWARZY. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 sierpnia 2019

Mydła SVOJE



   SVOJE to kosmetyki tworzone z pasją, na Podlasiu. Naturalne, wytwarzane ręcznie, w niewielkich partiach. Kosmetyki powstają na roślinnych olejach, naparach i maceratach ziołowych. Bogate są w glinki, witaminy, naturalne olejki eteryczne, wosk i miód pszczeli. Mydła dojrzewają co najmniej 6 tygo9dni w suszarni, zanim trafią do sprzedaży. Wszystkie kosmetyki i surowce spełniają normy europejskie, a każda receptura jest starannie opracowywana i oceniana pod kątem bezpieczeństwa. Krótkie serie pozwalają na kosmetyk bezpieczny i zawsze świeży.
Bez: SLS, sztucznych barwników i syntetycznych zapachów.
Tyle przeczytałam na temat manufaktury SVOJE. Produkty tej marki widywałam już w niektórych sklepach internetowych ale dopiero niedawno pokusiłam się o zakup dwóch mydełek SVOJE. Były to mydła Lawenda i Żubrowe.


Mydełka marki SVOJE ważą po 100 g, zapakowane są w szary papier i opaskę z białego kartonu na której znajdziemy wszystkie potrzebne informacje.

Jako pierwsze do użytku trafiło mydło żubrowe.


Skąd taka nazwa mydełka? Ano stąd, że w swoim składzie zawiera macerat i ekstrakt z trawy żubrowej, tej samej której używa się do przyprawiania wódki o nazwie Żubrówka.
Skład mydła jest taki: zmydlony olej rzepakowy z ekstraktem z trawy żubrowej, zmydlony olej kokosowy*, napar z trawy żubrowej, wosk pszczeli, zmydlony olej z nasion konopi*, zmydlony olej z pestek słonecznika*, gliceryna**, miód z propolisem, młody jęczmień.
* - nierafinowane,
** - naturalnie występująca podczas procesu zmydlania.
Dzięki kumarynie zawartej w trawie żubrowej mydło ma zapach ziołowy kojarzący się z przyjemnym zapachem siana. Zapach nie jest jedyną zaletą kumaryny. Substancja ta posiada też właściwości nawilżające, antybakteryjne i zmiękczające.


Mydło żubrowe wytwarza obfitą pianę, która przybiera postać delikatnej emulsji. Używam go do mycia twarzy i ciała. Świetnie też sobie radzi w higienie intymnej. Jest bardzo delikatne ale dobrze oczyszcza skórę nie wysuszając jej i nie ściągając. Czego więcej można chcieć od mydła? 
W drugiej kolejności moją łazienkową mydelniczkę zajęło mydełko Lawenda.


Jest to kostka w kolorze beżowym z suszonymi pączkami kwiatów lawendy na jednym z boków mydełka. W jego składzie znajduje się napar z lawendy oraz lawendowy olejek eteryczny. Nic więc dziwnego, że mydło posiada wyraźny, piękny zapach lawendy.
Skład mydła: napar z lawendy, zmydlony olej rzepakowy, zmydlony olej kokosowy, zmydlone masło shea*, zmydlone masło kakaowe*, zmydlony olej rycynowy, olejek eteryczny lawendowy, miód z propolisem, wosk pszczeli, gliceryna, lawenda.
* - nierafinowane


Podczas używania mydełka pączki kwiatowe odpadają ale nie wpływa to na jego jakość. Mydło lawenda, podobnie jak żubrowe, wytwarza gęstą, obfitą pianę przypominającą emulsję. Uwielbiam mycie ciała taką kremową emulsją. Jest również delikatne. Nie wysusza i nie ściąga skóry ale dobrze ją oczyszcza. Pozostawia ją czystą, miękką, nawilżoną i pachnącą.



SVOJE to jeszcze jedna marka polskich mydeł naturalnych, mydeł bardzo dobrej jakości. Kąpiel z ich użyciem to sama przyjemność. Obowiązkowo będę musiała poznać ich pozostałe mydła, a także inne kosmetyki. W ofercie tej firmy znajdziemy też oleje i olejki eteryczne, hydrolaty, kosmetyki do pielęgnacji twarzy i do kąpieli. Myślę, że warto zapoznać się dokładniej z tą marką.

 

niedziela, 14 kwietnia 2019

LAVERA Basis Sensitiv Krem nawilżający z koenzymem Q10



     LAVERA to popularna marka kosmetyków naturalnych ale ja znam ją słabo. Poznałam tylko kilka produktów LAVERY i postanowiłam to zmienić. Nie miałam jeszcze żadnego kosmetyku do pielęgnacji twarzy tej marki, a więc skusiłam się na Krem nawilżający z koenzymem Q10 z linii Basis Sensitiv.



Na temat tego kremu przeczytałam: 
Starannie przygotowana receptura kremu zawiera pielęgnujący olej jojoba, silnie nawilżający żel z aloesu oraz przeciwzmarszczkowy koenzym Q10. Wygładza zmarszczki i głęboko nawilża skórę twarzy. Koenzym Q10 stymuluje odnowę komórkową i opóźnia starzenie.
Olej jojoba jest bogaty w witaminę E, fitosterole, kwasy tłuszczowe i skwalen. Posiada wysoką zgodność biologiczną z ludzką skórą co sprawia, że szybko się wchłania i dobrze nawilża redukując jednocześnie wydzielanie sebum. Żel z aloesu silnie nawilża skórę, wspomaga regenerację naskórka, łagodzi reakcje alergiczne i pobudza produkcję kolagenu. Koenzym Q10 jest świetnym antyoksydantem, a więc zapobiega procesom starzenia się skóry. Sprzyja spłyceniu zmarszczek i poprawia elastyczność skóry.
W kremie znajduje się więcej wartościowych substancji, a jedną z nich jest olej abisyński. Olej ten poprawia kondycję skóry i redukuje zmarszczki. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Są też hydrolaty: z melisy lekarskiej i z kwiatów róży damasceńskiej, masła: shea i mango i inne, naturalne składniki.
Skład kremu (INCI): Water (Aqua), Dicaprylyl Ether, Crambe Abyssinica Seed Oil, Alcohol*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Magnifera Indica (Mango) Seed Butter, Oryza Sativa (Rice) Germ Powder*, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Glycine Soja (Soybean) Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Melissa Officinalis Leaf Water*, Rosa Damascena Flower Water*, Dehydroxanthan Gum, Glyceryl Undecylenate, Olea Europaea (Olive) Oil Unsaponifiables, Hydrogenated Palm Glycerides, Ubiquinone, Hydrogenated Lecithin, Brassica Campestris (Rapeseed) Sterols, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Helianthus Annuus (Sunfloer) Seed Oil, Chlorophyllin-Copper Complex (CI 75810), Fragrance (Parfum)**, Limonene**, Linalool**, Geraniol**, Citral**, Citronellol**, Benzyl Benzoate**, Benzyl Alcohol**.
* - z kontrolowanych upraw biologicznych,
**- z naturalnych olejków eterycznych.



50 ml kremu otrzymujemy w plastikowym słoiczku zapakowanym w kartonik, na którym znajdziemy wszystkie potrzebne informacje. Krem ma bardzo przyjemną, maślaną konsystencję. Nie jest jednak tłusty ale jest treściwy. Bezpośrednio po aplikacji na skórze pozostaje lepka warstwa. Po pierwszym użyciu trochę mnie to zdziwiło bo przecież jest to krem na dzień. Okazało się jednak, że ta lepka warstwa szybko się wchłania i można przystępować do nakładania makijażu. Trzeba jednak uważać żeby nie użyć zbyt dużo kremu gdyż wówczas lepki film będzie się dłużej wchłaniał. Bardzo dobrze nawilża i odżywia skórę. Powoduje, że jest ona miękka i gładka. Nie jestem natomiast w stanie stwierdzić czy rzeczywiście opóźnia starzenie. Chyba nie da się tego stwierdzić :) Używałam go zimą i wczesną wiosną. Ze względu na jego konsystencję uważam, że najlepiej jest stosować go właśnie podczas chłodnych pór roku. Nie za bardzo widzę go w roli kremu na lato. Warto jeszcze dodać, że kremik posiada bardzo przyjemny zapach. Moim zdaniem jest to zapach kwiatowy chociaż czasem miałam wrażenie, że w tle wyczuwam delikatny aromat wanilii ale może to tylko wrażenie.


 W sumie zadowolona byłam z tego kremu i bardzo możliwe, że jesienią znów sobie go kupię. Podczas zimy obserwujemy dużą różnicę temperatur między tą w domu i tą na zewnątrz. Poza tym w domu działa centralne ogrzewanie. Te czynniki powodują wysuszenie skóry i porządne nawilżenie jest jej bardzo potrzebne. Krem Lavery sprosta tym wymaganiom.
   

niedziela, 10 marca 2019

ORIENTANA Naturalny kremowy peeling do twarzy Papaja i Żeń-szeń Indyjski



      Nie ma chyba wątpliwości, że oczyszczanie to najważniejszy element pielęgnacji twarzy. Bez porządnego oczyszczenia cery wszelkie inne zabiegi pielęgnacyjne nie mają sensu. Uważam jednak, że codzienne, poranne i wieczorne oczyszczanie to za mało i dlatego 1-2 razy w tygodniu funduję mojej buzi peeling. Przeważnie do tego celu używam gotowych preparatów. Aktualnie jest to Naturalny peeling do twarzy kremowy Papaja i Żeńszeń Indyjski od ORIENTANY.



Producent tak o nim pisze: 
Naturalny peeling do twarzy na bazie wyciągów roślinnych i naturalnych cząstek złuszczających. Dzięki drobinkom pestek moreli i orzecha doskonale złuszcza naskórek, a dzięki olejkom i ekstraktowi z papai i żeńszenia indyjskiego (ashwagandha) doskonale pielęgnuje skórę twarzy. Peeling ma konsystencję kremową dzięki bazie jaką jest masło shea. Regularne stosowanie pozwala na utrzymanie gładkiej i miękkiej skóry.

Działanie Peelingu do twarzy papaja i żeń-szeń indyjski:

  • nawilża i odżywia skórę,
  • rozjaśnia przebarwienia,
  • wyrównuje koloryt skóry,
  • działa przeciwstarzeniowo,
  • regeneruje skórę i pobudza mechanizmy obronne, 
  • koi przesuszoną i ściągniętą skórę,
  • po użyciu skóra jest miękka i gładka.




Bardzo lubię takie kremowe peelingi gdyż z reguły znajduje się w nich mnóstwo naturalnych składników pielęgnujących co oznacza, że taki peeling oprócz swojej głównej funkcji czyli oczyszczania twarzy również ją pielęgnuje. Tak jest i w tym przypadku. Substancjami ściernymi są tu drobinki pestek moreli oraz puder z łupin orzecha włoskiego. Składnikiem pielęgnującym niewątpliwie jest Ashwagandha (Withania Somnifera) zwana też żeń-szeniem indyjskim, a konkretnie ekstrakt z korzenia tej rośliny posiadający właściwości odmładzające, odżywcze, regenerujące i przeciwzapalne. Drugim ważnym składnikiem jest ekstrakt z liści papai (Carica Papaya Leaf Extract). Liście papai zawierają witaminy i antyoksydanty oraz enzym papainę wybielający przebarwienia. Ekstrakt ma też działanie odżywcze oraz bakteriobójcze i grzybobójcze. W składzie peelingu znajdziemy oleje: słonecznikowy, z kiełków pszenicy, migdałowy, masło shea, olej z awokado, olej z nasion marchwi, olejki eteryczne.
Cały skład peelingu jest taki:


50 g peelingu otrzymujemy w słoiczku z dosyć grubego plastiku, który dodatkowo zapakowany jest jeszcze w kartonik, na którym napisano skład i inne potrzebne informacje. Peeling ma konsystencję gęstego, treściwego kremu. W pierwszej chwili myślałam, że będę musiała go rozrzedzić olejem ale postanowiłam użyć go najpierw w oryginalnej postaci. I dobrze zrobiłam. Już po pierwszy użyciu okazało się, że żadne rozrzedzanie nie jest potrzebne. Peeling łatwo rozprowadza się po twarzy i nie ma z tym żadnego problemu. Dobrze spełnia swoją rolę. Oczyszcza skórę i pozostawia ją gładką, nawilżoną i odżywioną. Zazwyczaj po usunięciu z twarzy peelingu nakładam na nią maseczkę gotową lub samorobioną. Czasem jednak pozostawiam na twarzy peeling, który dzięki zawartości składników pielęgnujących, działa jak maseczka. Muszę jeszcze dodać, że produkt ten posiada bardzo przyjemny zapach. Producent pisze, że jest to zapach słodki, owocowy, natomiast ja go odbieram jako woń kwiatową. Zresztą, jak zwał tak zwał. Najważniejsze, że zapach mi się podoba. Używam tego kosmetyku 1-2 razy w tygodniu i jestem z niego bardzo zadowolona. Kolejny produkt Orientany na który warto się skusić.

  
Znacie peeling tej marki?

czwartek, 28 lutego 2019

Mydełka od DROP OF SOUL



     W grudniu, w tym poście, chwaliłam się nowymi, mydlanymi nabytkami. Dwa z nich już wypróbowałam i są to mydełka marki DROP OF SOUL.


 Producent tak pisze o swojej firmie: Jesteśmy małą, rodzinną manufakturą, w której powstają kosmetyki ręcznie robione na bazie wyłącznie naturalnych składników i w harmonii z naturą. W naszych produktach znajdziesz przemyślaną kompozycję naturalnych olejów, ziół, maseł roślinnych i maceratów. Wszystkie składniki sprowadzamy ze sprawdzonych i bezpiecznych źródeł tak, aby przygotować kosmetyki najwyższej jakości. Nasze kosmetyki to idealne rozwiązanie dla osób świadomych jak ważna jest bezpieczna pielęgnacja skóry i zdrowia. Dbamy o naszych bliskich,możemy też zadbać o Ciebie.
Jako pierwsze na łazienkowej mydelniczce znalazło się mydełko o nazwie Jaskółcze Ziele, a to dlatego, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z mydłem zawierającym w swoim składzie właśnie to zioło.


Producent pisze, że Mydło JASKÓŁCZE ZIELE to ukłon w stronę osób, które na co dzień walczą z problemami skórnymi. Zastosowane w recepturze zioła stosuje się w stanach zapalnych skóry. Oszczędny skład mydła to świadoma rezygnacja z substancji potencjalnie uczulających i wywołujących alergie. Mydło ze wskazaniem do skóry problematycznej, delikatnej i wrażliwej oraz do higieny intymnej.


Wszystkie mydła Drop of Soul opakowane są wyłącznie w papierowe opaski z grafiką odpowiadającą rodzajowi mydła. W pierwszej chwili byłam zdziwiona, że na opasce nie ma żadnych informacji np. składu. Dopiero po rozpakowaniu kostki okazało się, że pod opaską znajduje się mała etykietka, na której jest krótki opis mydełka i, oczywiście, skład.
Od razu powiem, że to mydło mnie zauroczyło. Wytwarza wspaniałą, gęstą pianę, która w miarę rozprowadzania jej po skórze zamienia się w aksamitną i jakby lekko tłustawą emulsję. Mydło rzeczywiście jest bardzo delikatne. Nie podrażnia zmienionych chorobowo miejsc na skórze, nie powoduje przykrego pieczenia. Jednocześnie bardzo dobrze oczyszcza skórę i nie powoduje jej wysuszenia ani uczucia ściągnięcia. Wspaniale sprawdziło się też w higienie intymnej. Dodam jeszcze, że Jaskółcze Ziele, jak wszystkie mydła tej marki, nie jest perfumowane, a to dobra wiadomość dla alergików. Posiada tylko delikatny zapach naturalnego mydła.
Skład mydełka: oliwa z oliwek, napar z jaskółczego ziela, olej kokosowy, macerat olejowy z: jaskółczego ziela, byliny piołunu, ziela wrotyczu, ziela przytulii.

Drugie wypróbowane przeze mnie mydło nosi nazwę Piwna Piana. Mydła z piwem też jeszcze nie miałam, a więc wzbudziło moją ciekawość.


Producent pisze, że PIWNA PIANA to mydło powstałe głównie z myślą o mężczyznach. Bazą receptury jest piwo chmielowe i olej konopny, które w połączeniu z olejem rycynowym, węglem aktywnym i zmacerowanymi ziołami daje wyjątkowy efekt myjący, pielęgnujący zarówno ciało, zarost jak również krótkie włosy.


Piwna Piana to ciemnozielona kostka z czarnym pasem przechodzącym przez jej środek. Domyślam się, że jest to część zawierająca węgiel aktywny. To, że mydło produkowane jest z myślą o mężczyznach nie oznacza, że kobieta nie może się nim myć. I ja właśnie aktualnie używam tej kostki. Myję nim ciało i twarz natomiast nie używałam go do higieny intymnej i nie myłam nim włosów. To mydło również wytwarza obfitą pianę i doskonale oczyszcza skórę. Nie wysusza jej, nie ściąga i pozostawia bardzo gładką. Gdy po raz pierwszy umyłam nim twarz byłam zaskoczona właśnie gładkością skóry. Zupełnie jakbym przed myciem zrobiła peeling twarzy, a przecież go nie robiłam. Może to węgiel tak działa? Jest to kolejne bardzo dobre mydło. Warto je wypróbować.
Skład mydełka: olej kokosowy, piwo jasne pełne, olej konopny, oliwa z oliwek, olej rycynowy, masło shea, macerat olejowy z: korzeń pokrzywy, ziele skrzypu, korzeń łopianu, chlorella, węgiel aktywny.
Wszystkie mydła Drop of Soul ważą po 100 g. Kupiłam je tu.
Znacie mydełka tej marki?    

wtorek, 12 lutego 2019

Kosmetyczni ulubieńcy roku 2018



    Dawno mnie tu nie było ale tak się złożyło, że od początku roku miałam dużo więcej pracy niż zazwyczaj i na blogowanie po prostu nie starczało czasu. Teraz sytuacja chociaż częściowo się unormowała, a więc będę mogła od czasu do czasu coś napisać. Ponieważ jest to mój pierwszy post w tym roku to zacznę od pokazania Wam moich kosmetycznych ulubieńców roku ubiegłego.




W roku 2018 jakieś nadzwyczajne kosmetyczne hity raczej mi się nie trafiały. Miałam za to dużo bardzo fajnych kosmetyków, a te, które szczególnie polubiłam zaraz przedstawię. Tak dla równowagi dodam jeszcze, że na kosmetyki, które z czystym sumieniem mogłabym nazwać bublami też nie natrafiłam z czego bardzo się cieszę.



Do mycia twarzy używam najczęściej mydeł naturalnych w kostkach. 1-2 razy w tygodniu robię mojej buzi peeling. Spośród produktów tego rodzaju najbardziej w roku ubiegłym przypadł mi do gustu BIOLOVE Peeling do twarzy z pokrzywą. Jest to kosmetyk delikatny ale skuteczny. Po oczyszczeniu twarzy spryskuję ją tonikiem. Za najlepszy spośród używanych w roku 2018 uważam NAOBAY Tonik do twarzy HYDRAPLUS. Zawiera on wiele wartościowych składników roślinnych, a moja cera bardzo go polubiła. Staram się jak najlepiej dbać o delikatną i wrażliwą skórę pod oczami. Za najlepszy produkt spośród kosmetyków podocznych uznałam UOGA UOGA Krem pod oczy Green Refreshment. Bardzo dobrze odżywia i nawilża skórę. Wchłania się szybko i całkowicie. Spośród kremów do twarzy moim numerem 1 był w ubiegłym roku Krem do cery dojrzałej z opuncją figową od EkoKrem. Jest to krem treściwy, o bogatym składzie. Delikatny, nie powoduje podrażnień, a wręcz przeciwnie, łagodzi je. Idealny na chłodne pory roku, późną jesień i zimę.



Ze względu na moją suchą skórę mazideł do ciała nigdy u mnie nie brakuje. Najczęściej są to oleje i masła ale dobrym balsamem też nie pogardzę. Taki własnie był Hagi Naturalny balsam z olejem konopnym i masłem cupuacu. Świetnie sobie radził z wymaganiami mojej suchej skóry i pozostawiał ją odżywioną, nawilżoną i gładką. Bardzo dobrze wspominam również NATURA SIBERICA Naturalny ujędrniający krem do ciała z ostem szkockim i jodłą syberyjską. Ten krem, podobnie jak balsam Hagi, dobrze odżywiał i nawilżał skórę czyniąc ją gładką i jedwabistą. Wykazał się też wyjątkową wydajnością, słoik (370 ml) wystarczył mi na kilka miesięcy. Skóra moich dłoni jest bardzo sucha i dlatego zużywam sporo kremów do rąk. W ubiegłym roku szczególnie spodobał mi się BIOLAVEN Odżywczy krem do rąk. Zupełnie przyzwoicie radził sobie z suchością moich rąk. Potrzebował chwili na całkowite wchłonięcie, a gdy to się już stało ręce były miękkie i gładkie, a suchość znikała. Dodatkowym atutem tego kosmetyku jest przystępna cena czyli kilkanaście zł za sporą tubę (100 ml). Do mycia ciała używam naturalnych mydeł w kostkach ale do higieny intymnej od jakiegoś czasu preferuję żele. Spośród tych, które miałam w ubiegłym roku za najlepszy uważam PHYTORELAX Żel do higieny intymnej z organicznym rumiankiem. Jest to kosmetyk bardzo delikatny ale pomimo tej łagodności jest skuteczny. Nie podrażnia i łagodzi ewentualne podrażnienia. Dobrze oczyszcza i pozostawia poczucie świeżości. Ostatnim produktem do pielęgnacji ciała jest peeling. Jest to kosmetyk mojej własnej produkcji. Wykorzystuję tu przepis na peeling cytrynowy z książki Klaudyny Hebdy "Ziołowy Zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu". Po raz pierwszy zrobiłam ten peeling jeszcze w roku 2017 i wykorzystuję go cały czas poddając go różnym modyfikacjom. Oprócz cytrynowego zrobiłam peeling pomarańczowy, arbuzowy, a obecnie używam peelingu z kiwi i sokiem z limonki. Uwielbiam te cukrowo-owocowe peelingi. Latem spróbuję wykorzystać owoce sezonowe np. truskawki, maliny, może jagody. Pole do popisu jest tu ogromne.



Jestem posiadaczką włosów przetłuszczających się i wrażliwego, skłonnego do podrażnień skalpu, a to powoduje, że muszę starannie dobierać włosowe kosmetyki. W ubiegłym roku szczególnie polubiłam OnlyBio Szampon do włosów przetłuszczających się. Urzekł mnie swoją delikatnością i jednocześnie skutecznością. Nie powoduje podrażnień skóry objawiających się uciążliwym swędzeniem lub pieczeniem. Takie szampony lubię. Kupiłam już następny szampon do włosów przetłuszczających się tej marki ale tym razem w wersji micelarnej. Jeszcze go nie używałam i mam nadzieję, że sprawdzi się równie dobrze. Kolejne kosmetyki do włosów, które dobrze wspominam to duet Szampon i odżywka od ALEPII. Ten szampon też jest bardzo delikatny i skuteczny ale posiada jeden minus. Otóż włosy po wysuszeniu są oklapnięte i prawie matowe. Zupełnie jakbym umyła je mydłem. Ratunkiem na to jest odżywka. Ta od ALEPII sprawdziła się bardzo dobrze. Powoduje, że włosy są miękkie, błyszczące i jedwabiste, a nawet lekko odbite od nasady. Polubiłam ten duet i z pewnością będę do niego wracać. Ostatni kosmetyk włosowy to Odżywka do włosów BIOLAVEN. Od razu mówię, że nie jest to żaden hit. Jest to poprawna odżywka niezłej jakości. Włosy po jej użyciu są błyszczące, miękkie i dobrze się układają. Gdyby jeszcze powodowała odbicie włosów u nasady nazwałabym ją hitem. Polubiłam ją jednak i już do niej wracałam. 



Każdy kto tu zagląda wie, że jestem zdecydowaną fanką naturalnych mydeł w kostkach. Nawet sama siebie nazywam mydłomaniaczką. W ubiegłym roku poznałam produkty kilku nieznanych mi wcześniej mydlarni, a mianowicie MORZE MYDŁA, MIODOWA MYDLARNIA i DWORZYSK. Wszystkie te mydełka były świetne i byłam z nich zadowolona. Jednak z tej gromadki najbardziej do gustu przypadło mi Mydło lawendowe DWORZYSK. Być może dlatego, że lubię lawendę i jej zapach. W każdym razie zauroczyło mnie. Czarne mydła afrykańskie nie są mi obce ale w roku 2018 poznałam kolejne dwa. Są to SHAMASA Czarne mydło afrykańskie i Wschodnioafrykańskie czarne mydło od DUAFE. Te czarne mydła fascynują mnie. Mają taki zwykły, wręcz prymitywny wygląd ale działają luksusowo. Uwielbiam ich pianę zamieniającą się w kremową emulsję, która doskonale oczyszcza skórę ale jej nie wysusza i nie powoduje ściągnięcia. Dla mnie są to prawdziwe mydlane perełki.

To już wszyscy moi ulubieńcy roku 2018. Moim zdaniem są to dobre produkty i warto do nich wracać, co z pewnością będę czyniła. Nie znaczy to, oczywiście, że rezygnuję z poznawania nowych kosmetycznych marek. Jednak ostatnio dosyć często wracam do kosmetyków już wypróbowanych, które dobrze się u mnie sprawdziły.         

środa, 26 grudnia 2018

NAOBAY Tonik do twarzy HYDRAPLUS



     NAOBAY  to hiszpańska marka kosmetyków naturalnych o istnieniu której dowiedziałam się całkiem niedawno. W październiku składałam zamówienie w sklepie Ecco Verde i wówczas wypatrzyłam tę markę. NAOBAY jest skrótem. Pełna nazwa marki to Natural And Organic Beauty And You. Na początek znajomości skusiłam się na ich Tonik do twarzy HYDRAPLUS.




Producent tak o sobie pisze:
Jesteśmy nastawieni na ciągłe badania i rozwój nowych produktów przy jednoczesnym spełnieniu standardów certyfikowanych produktów ekologicznych. Nasze kosmetyki są naturalne i ekologiczne... Nasze pojemniki nadają się do recyklingu lub pochodzą z materiałów pochodzących z recyklingu. W przypadku drewna, którego używamy w opakowaniach produktów, jest ono certyfikowane przez FSC i również pochodzi z recyklingu odpadów z przemysłu drzewnego w naszym regionie. Nasze składniki ulegają biodegradacji, a nasze produkty nigdy nie były i nie będą testowane na zwierzętach ani nie współpracujemy z laboratoriami, które przeprowadzają doświadczenia na zwierzętach. W naszych produktach nie używamy składników pochodzenia zwierzęcego. Wierzymy, że prawdziwie naturalne produkty i produkty ekologiczne są lepsze dla naszego organizmu i środowiska.


W składzie toniku znajdziemy ciekawe substancje. Jest tam ekstrakt z korzenia prawoślazu lekarskiego. Prawoślaz łagodzi podrażnienia skóry i zmiękcza ją. Pobudza komórki skórki do regeneracji, a więc skóra może dłużej zachować młodość. Reguluje poziom nawilżenia skóry i hamuje degradację kwasu hialuronowego. Jest tu też wyciąg z owoców słodkiej pomarańczy. Działa antyseptycznie i łagodząco. Jest też doskonałym antyutleniaczem. Ekstrakt z szałwii muszkatołowej reguluje wydzielanie sebum, działa przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo. Ekstrakt z kwiatów rumianku wykazuje silne działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze. Wygładza wrażliwą cerę i wyrównuje jej koloryt. Ekstrakt z jabłek zmiękcza skórę, odżywia i nawilża. Działa też antyoksydacyjnie. I wreszcie sok z aloesu. Kosmetyczne działanie aloesu trudno przecenić. Jedną z jego właściwości jest zdolność do syntezy elastyny i kolagenu. Zawiera witaminy A, C i E. Te witaminy nawilżają, natłuszczają i wygładzają skórę, a witamina A posiada też zdolność zwiększenia produkcji kwasu hialuronowego w skórze.
Całkowity skład toniku jest taki:


Plastikowa butelka z drewnianą nakrętką skrywa 200 ml toniku i dodatkowo zapakowana jest w kartonik. Butelka nie jest wyposażona w atomizer. Szkoda, bo ja bardzo lubię rozpylać tonik po twarzy. W tej sytuacji przelałam tonik do butelki z atomizerem.


Tonik NAOBAY jest przezroczysty ale nie wygląda jak woda. Ma delikatne żółte zabarwienie, taki słomkowy kolor. Przyjemnie pachnie. Jest to zapach kwiatowy ale czasem mam wrażenie, że wyczuwam delikatną nutę waniliową. Po zastosowaniu toniku skóra jest czysta, gładka i miękka, gotowa na przyjęcie kremu bądź serum. Muszę jednak przyznać, że ten tonik mnie zaskoczył. Czym? Ano tym, że moja skóra pije go chciwie, dosłownie pochłania go niczym gąbka wodę. Takiego zjawiska nie zaobserwowałam po żadnym innym toniku. Jeśli spryskam skórę taką ilością toniku jak zawsze, ta zanim odstawię butelkę z tonikiem i otworzę słoiczek z kremem, to twarz jest już zupełnie sucha. Dlatego raczę ją trochę większą ilością toniku, tak,żeby krem wklepywać w lekko wilgotną skórę. Myślę, że to świadczy o naprawdę porządnym nawilżeniu skóry.


Polubiłam ten tonik. Bardzo podoba mi się jego działanie. Z pewnością zasługuje na to, żeby do niego wracać. Znacie kosmetyki NAOBAY?    

sobota, 17 listopada 2018

ABSOLUTE ORGANIC Serum liftingujące pod oczy


 
     Skóra wokół oczu jest bardzo cienka i delikatna, a więc podatna na podrażnienia. Łatwo też powstają na niej zmarszczki. Żeby temu zapobiec i utrzymać ją jak najdłużej w dobrym stanie należy zapewnić jej staranną pielęgnację. Dlatego już od dłuższego czasu dbam o to żeby w mojej łazience zawsze znajdował się kosmetyk do pielęgnacji tej skóry. Aktualnie używanym przeze mnie produktem jest Serum liftingujące pod oczy izraelskiej marki ABSOLUTE ORGANIC.



Producent tak opisuje kosmetyk:
Aktywne serum pod oczy przeciwdziałające starzeniu się skóry wokół oczu zawiera kompleks Easyliance, który jest w 100% naturalnym składnikiem dającym szybkie efekty - w szczególności na tzw. "kurzych łapkach" w okolicach oczu i policzków. Ponadto serum wzbogacone zostało o szałwię jako organiczne źródło roślinnych kwasów Omega 3 i Omega 6 oraz Nectapure, które stanowi mieszankę Buddleja Davidii (krzak motylowy) i Thymus Vulgaris (tymianek pospolity) znane na całym świecie jako ekstrakt z roślin pochodzących z Alp Szwajcarskich, starannie dobieranych ze względu na ich właściwości oddziałujące przeciw szkodliwemu efektowi zanieczyszczenia skóry i ochrony jej przed stresem tlenowym.



Estetyczna buteleczka z matowego szkła z dozownikiem zawiera 30 ml serum. To dużo jak na kosmetyk pod oczy. Opakowania tego typu kosmetyków mają często znacznie mniejszą pojemność np. 15 ml. Uzupełnieniem opakowania jest kartonik na którym znajdziemy skład kosmetyku i inne potrzebne informacje.
Serum ma konsystencję zbliżoną do żelowej i delikatny, ziołowy zapach. Jest niesamowicie wydajne. Na aplikację wokół oczu wystarczą dosłownie dwie małe kropelki. Skład serum jest taki:



Do zakupu tego serum skusił mnie właśnie skład. Podoba mi się mi się to, że nie ma w nim wody, a na pierwszym miejscu w składzie jest sok z aloesu. Są też inne wartościowe składniki jak ekstrakty ziołowe, olej Sacha Inchi, olej jojoba, oliwa z oliwek, a także kwas hialuronowy, skwalan i witamina E. Olej Sacha Inchi (zwany też Inca Inchi) zawiera dużo nienasyconych kwasów tłuszczowych i antyoksydanty w postaci witamin A i E. Działa na skórę odmładzająco, przeciwzapalnie i regenerująco. Zalecany jest zwłaszcza do pielęgnacji skóry dojrzałej i przesuszonej. Spowalnia też proces powstawania zmarszczek.



Dwie małe kropelki serum nakładam pod oczy i delikatnie wklepuję je na skórę pod oczami i górną powiekę aż do łuku brwiowego. Serum szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej ani lepkiej warstwy. Jak najbardziej nadaje się pod makijaż. Na serum nie nakładam już kremu. Myślę, że delikatnej skóry pod oczami nie należy obciążać warstwami kosmetyków i poprzestaję na serum. Używam je codziennie rano ale dosyć często też wieczorem. Serum sprawia, że skóra jest dobrze nawilżona i delikatnie napięta. Kosmetyk, rzecz jasna, nie likwiduje zmarszczek ale sprawia, że są one mniej widoczne. Zresztą, nie wierzę, że jakikolwiek kosmetyk jest w stanie zlikwidować zmarszczki. Mnie działanie tego serum zadowala i uważam, że jest to bardzo dobry kosmetyk.

  
Cenię kosmetyki marki ABSOLUTE ORGANIC. Miałam już od nich masło do ciała (klik) i krem do rąk (klik). Były to bardzo dobre produkty. Jednak z przykrością stwierdzam, że kosmetyki Absolute Organic znikają z polskich sklepów internetowych. Niektóre sklepy mają tylko po 2-3 produkty tej marki, inne nie mają ich wcale. Mam nadzieję, że jest to sytuacja przejściowa i że te, naprawdę dobre, kosmetyki wrócą do polskich sklepów.       

piątek, 19 października 2018

MORZE MYDŁA




       MORZE MYDŁA to mała, rodzinna manufaktura kosmetyczna w Świnoujściu. Właściciele tak o niej piszą: Morze Mydła to niepowtarzalne receptury, najwyższej jakości surowce ale przede wszystkim pasjonujące rzemiosło, którego efektem jest odrobina naturalnego luksusu w czasach masowej produkcji. Wierzymy w to co naturalne i nie uznajemy kompromisów w kwestii sztucznych aromatów, barwników i wypełniaczy, a drzemiąca w nas pasja sprawia, że ciągle się rozwijamy i eksperymentujemy niezmiennie inspirując się naturą.
Jakiś czas temu kupiłam trzy mydełka tej marki, a mianowicie kostki o nazwach: Lawenda i Pokrzywa, Nagietek i Rumianek oraz mydło Rokitnik.



Mydełka, jak to zazwyczaj u mnie bywa, musiały trochę poczekać w kolejce ale w końcu doczekały się swojego miejsca w łazience. Jako pierwsze wzięłam do użytku mydło Nagietek i rumianek.



Skład mydła po polsku ze strony sklepu: Woda, nierafinowany i organiczny olej kokosowy, olej rzepakowy, oliwa z oliwek pomace, kozie mleko, organiczne masło shea, nierafinowany olej słonecznikowy, wodorotlenek sodu, olej rycynowy, wosk pszczeli żółty, koszyczek rumianku (w postaci naparu), koszyczek nagietka (w postaci naparu i płatków), organiczny ekstrakt z rozmarynu w oleju rzepakowym (naturalny antyoksydant).



Mydełko Nagietek i rumianek rewelacyjnie się pieni. Wytwarzana przez nie piana jest aż gęsta i kremowa. Czytałam gdzieś, że bardzo dobrze pienią się mydła zawierające w swoim składzie olej kokosowy, a tu ten olej jest na drugim miejscu składu, zaraz po wodzie. Wygląda na to, że jest go najwięcej ze wszystkich olejów użytych przez producenta do wytworzenia tej kostki. Mydełko ma bardzo delikatny zapach, określiłabym go jako mydlano-ziołowy. Producent poleca je alergikom i posiadaczom skóry wrażliwej. Ze względu na delikatność tego mydełka poleciłabym je także do mycia małych dzieci.
Jako drugie na łazienkowej mydelniczce wylądowało mydło Lawenda i pokrzywa.



Skład mydła: Woda, nierafinowany i organiczny olej kokosowy, olej rzepakowy, oliwa z oliwek pomace, kozie mleko, organiczne masło shea, nierafinowany olej słonecznikowy, wodorotlenek sodu, olej rycynowy, francuska glinka zielona, wosk pszczeli żółty, lawendowy olejek eteryczny, liść pokrzywy (w postaci naparu), paczulowy olejek eteryczny, organiczny ekstrakt z rozmarynu w oleju rzepakowym (naturalny antyoksydant) oraz Linalool, Limonene, Geraniol czyli naturalnie występujące składniki olejków eterycznych.



Producent pisze, że Mydło Lawenda i Pokrzywa to zielony detox czyli doskonałe połączenie mineralnego bogactwa francuskiej, zielonej glinki, odżywczych olei roślinnych i koziego mleka z naparami ziołowymi. Poleca to mydło osobom o skórze wrażliwej i problematycznej ze skłonnością do przetłuszczania się. To mydełko również doskonale się pieni, a jego zapach też kojarzy mi się z ziołami. Jest on jednak inny niż zapach poprzedniej kostki i bardziej wyraźny.
Trzecia kostka to Mydło rokitnik.



Skład mydła: Nierafinowany i organiczny olej kokosowy, woda, olej rzepakowy, organiczne masło shea, kozie mleko, nierafinowany olej słonecznikowy, wodorotlenek sodu, olej z owoców rokitnika, olej rycynowy, oliwa z oliwek pomace, wosk pszczeli żółty, geraniowy olejek eteryczny, paczulowy olejek eteryczny, rozmarynowy olejek eteryczny, płatki bławatka, organiczny ekstrakt z rozmarynu w oleju rzepakowym (naturalny antyoksydant) oraz Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool czyli naturalnie występujące składniki olejków eterycznych.



Mydło Rokitnik ma piękny, pomarańczowy kolor który zawdzięcza olejowi z rokitnika. Podobnie jak dwa poprzednie mydełka pieni się wspaniale ale jego piana nie jest biała tylko żółta. Jest to taki delikatny i przyjemny żółty kolor. To chyba też zasługa oleju rokitnikowego. Spośród wszystkich trzech kostek mydło rokitnik ma najbardziej wyrazisty zapach, który, niestety, nie zachwyca mnie. Jednoznacznie kojarzy mi się z apteką ale, na szczęście, nie pozostaje długo na skórze.

Mydełka opakowane są w folię (szkoda, że nie w papier) i owinięte papierowymi opaskami z przyjemną dla oka grafiką i ze wszystkimi potrzebnymi informacjami. Każda kostka ma na jednym boku wyraźne nierówności. Domyślam się, że mają one symbolizować wzburzone morskie fale.
Porównując składy tych mydełek można zauważyć, że w każdym z nich znajdują się te same oleje: kokosowy, rzepakowy, słonecznikowy i oliwa z oliwek pomace. Poza tym takimi stałymi składnikami są: wosk pszczeli i mleko kozie. Wygląda na to, że jest to taka baza podstawowych składników. Producent łączy je z różnymi dodatkami np. z innymi olejami, ekstraktami i maceratami ziołowymi, z różnymi olejkami eterycznymi,  z glinką,  czy z kakao i masłem kakaowym  i w ten sposób uzyskuje różne mydełka. Mydlarnia Morze Mydła produkuje jeszcze jedno mydełko o nazwie Czekolada i Mięta i tam właśnie dodane jest kakao i masło kakaowe ale tego mydła jeszcze nie miałam.



Przetestowałam już wszystkie trzy mydełka i muszę powiedzieć, że spodobały mi się. Jak już wspomniałam wszystkie obficie się pienią. Uwielbiam tę ich gęstą, kremową pianę. Myję nimi ciało i twarz, używam też ich do higieny intymnej. Wszystkie są delikatne ale za najdelikatniejsze uważam mydło Nagietek i Rumianek. Bardzo dobrze oczyszczają skórę. Nie wysuszają jej, a to jest dla mnie bardzo ważne gdyż mam na ciele właśnie suchą skórę i dodatkowe wysuszenie raczej nie jest jej potrzebne. Lubię też myć nimi twarz. Tu również nie wysuszają skóry i nie powodują uczucia ściągnięcia. Pozostawiają cerę czystą i gładką, gotową na przyjęcie kosmetyków pielęgnacyjnych. Są to naprawdę dobre mydła i z pewnością do nich powrócę. Kupiłam je w internetowym sklepie producenta. 
Znacie mydła tej marki?      

niedziela, 16 września 2018

VENUS NATURE Błoto termalne z zieloną glinką i organiczną siarką



     Będąc niedawno w Rossmannie zauważyłam na jednej z półek produkty polskiej marki VENUS NATURE. Były to półprodukty i skusiłam się na trzy z nich. Kupiłam tytułowe błoto termalne oraz wodę z płatków róży i olej z pestek moreli. Wody i oleju jeszcze nie używałam, dotychczas zapoznałam się tylko z błotem termalnym.


Producent tak pisze o tym błotku:
Naturalne błota termalne są bogatym źródłem minerałów takich jak: krzem, magnez, wapń, tytan, żelazo, siarka, sód oraz potas. Dzięki ich właściwościom skóra odzyskuje elastyczność. Błota stymulują naturalny system regeneracji naskórka, oczyszczają, łagodzą zaczerwienienia i stany zapalne oraz zapobiegają ich powstawaniu. Dodatkowo błota mają wysoką zdolność absorpcyjną, a dzięki wysokiej zawartości siarczanu glinu, działają zabliźniająco na rany i inne dolegliwości skórne. Chcąc wzmocnić ich działanie produkty zostały wzbogacone o zieloną glinkę wykazującą właściwości antyseptyczne i odżywcze. Stosowana na skórę wchłania zanieczyszczenia, usuwa z niej toksyny, wygładza naskórek delikatnie go złuszczając. Produkt może być używany do wszystkich typów cery zwłaszcza tłustej, trądzikowej i zanieczyszczonej.


50 g sproszkowanego błota i glinki zamknięto w plastikowym słoiczku z metalowym wieczkiem. Słoiczek wyposażono w jeszcze jedno, dodatkowe wieczko plastikowe chroniące produkt przed rozsypaniem np. przy zbyt energicznym odkręcaniem wieczka metalowego. Całość zapakowano w kartonik.


Producent zaleca używanie błota termalnego do wykonywania własnych masek do ciała i do twarzy. Ja robię z niego tylko maseczki do twarzy. Do miseczki wsypuję 2-2,5 łyżeczki błota i dodaję hydrolat w takiej ilości, żeby po wymieszaniu uzyskać papkę, do której dodaję jeszcze żel aloesowy i olej. Często robię maseczki z glinek i zawsze dodaję do nich trochę oleju. Dzięki temu maseczka nie zasycha na twarzy i jednocześnie jest wzbogacona o pielęgnacyjne właściwości oleju. Nakładam maskę na oczyszczoną twarz i trzymam ok. 15 minut.


Do maseczki widocznej na zdjęciu dodałam oleju arganowego. Mimo to maseczka, w przeciwieństwie do tych glinkowych, zasycha na twarzy. W ciągu 15 minut spryskuję ją hydrolatem lub tonikiem 2-3 razy. A jak działa? Mimo iż nie mam cery tłustej ani trądzikowej, to ta maseczka całkiem dobrze się u mnie sprawdza. Świetnie oczyszcza pory skóry i pozostawia ją w bardzo dobrym stanie. Cera jest gładka i delikatna, nawilżona i odżywiona. Prawdę mówiąc bardzo podobne efekty uzyskuję dzięki samorobionym maseczkom glinkowym. Być może na cerze tłustej lub trądzikowej efekty byłyby bardziej spektakularne ale ja jestem zadowolona z jej działania.
Skład produktu jest bardzo krótki. Oto on (INCI): Illite, Silt.


Jak już pisałam wyżej błoto termalne i glinka są sproszkowane, a właściwie to mają postać pudru. Pomyślałam więc, że ciekawe jakby się ten produkt spisał w charakterze pudru sypkiego do twarzy. Nie pozostało mi więc nic innego jak to wypróbować. Tak też zrobiłam i okazało się, że jest to bardzo fajny puder. Idealnie matuje twarz. Obawiałam się, że może cera będzie wyglądała na zszarzałą ale tak nie jest, a jeśli jest, to w bardzo niewielkim i prawie niezauważalnym stopniu. Żeby tego wrażenia uniknąć zmieszałam odrobinę błotnego proszku z taką samą ilością pudru bambusowego i wyszedł bardzo fajny, dobrze matujący puder do twarzy. Zupełnie przypadkiem znalazłam dla błota termalnego z zieloną glinką zupełnie inne zastosowanie niż przewidział producent. Ale to tylko taki eksperyment dla zaspokojenia ciekawości. Z błotka przede wszystkim robię maseczki do twarzy.
Znacie kosmetyki Venus Nature?      

poniedziałek, 3 września 2018

DWORZYSK Mydło lawendowe



        W naszym kraju powstaje coraz więcej małych, rodzinnych mydlarni. Przybywa ich niczym grzybów po deszczu. Jako zdeklarowaną mydłomaniaczkę bardzo mnie to cieszy gdyż jest coraz większy wybór naturalnych mydeł w kostkach. Jedną z takich mydlarni jest Dworzysk. Powstała w Puszczy Knyszyńskiej na Podlasiu, a jej nazwa pochodzi od nazwy miejscowości, w której się znajduje.
Będąc na warszawskich targach Ekocuda w kwietniu ubiegłego roku kupiłam Mydło lawendowe marki Dworzysk. Leżało w zapasach długo, bo prawie półtora roku ale w końcu doczekało się miejsca na łazienkowej mydelniczce.



Producent tak pisze o tym mydełku:
Mydło przygotowane z najwyższej jakości naturalnych składników. Ekstrakt z lawendy działa na skórę odmładzająco i odprężająco. Ma on silne właściwości antyseptyczne i przeciwbakteryjne. Olejek lawendowy jest polecany do każdego rodzaju skóry. Oczyszczające właściwości lawendy uzupełniliśmy łagodzącym działaniem różowej glinki francuskiej.



Mydło lawendowe Dworzysk to niewielka, ważąca 110 g, kostka opakowana w szary papier i przewiązana cienkim sznureczkiem. Podoba mi się takie ekologiczne opakowanie. Znajdziemy na nim, oczywiście, wszystkie potrzebne informacje.



Mydełko ma kolor zbliżony do tego na zdjęciach, a w jednym z boków kostki zatopione są suszone kwiaty, a właściwie pąki kwiatów lawendy. Wygląda to interesująco ale w trakcie zużywania kostki pączki stopniowo wypadają, co jest zjawiskiem naturalnym.
Mydło wspaniale się pieni. A jak pachnie? Pachnie lawendą ale jest to zapach lawendy w duecie z wonią mydła. Takiego prawdziwego, naturalnego mydła. To połączenie zapachów bardzo mi się podoba i, po prostu, kojarzy mi się z czystością. Uwielbiam te chwile gdy ta pachnąca, kremowa i niemal gęsta piana otula moją skórę. Po takiej kąpieli skóra jest dobrze oczyszczona ale nie przesuszona. Myję tym mydłem całe ciało ale i twarz. W charakterze myjadła do twarzy ta lawendowa kostka też spisuje się bez zarzutu. Nie wysusza cery i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Jest też świetnym środkiem do higieny intymnej.


Skład mydła: olej kokosowy, oliwa z oliwek, masło shea, olej lniany, olejek eteryczny lawendowy, glinka różowa, kwiat lawendy wąskolistnej.

Nie spodziewałam się, że ta lawendowa kostka tak mnie zauroczy. W przeciwnym wypadku nie leżałaby tak długo w zapasach. Teraz mam ochotę na wypróbowanie pozostałych mydełek z mydlarni Dworzysk. A Wy znacie mydełka tej marki?   
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...