czwartek, 31 grudnia 2015

Witamy Rok 2016!



    Za kilka godzin powitamy Nowy, 2016 Rok. Z tej okazji życzę Wam wszystkiego najlepszego. Powodzenia w każdej dziedzinie życia, sukcesów dużych i małych, dużo radości w życiu codziennym.
Szczęśliwego Nowego Roku!


 

niedziela, 27 grudnia 2015

Paczuszka od Bianki




   Gdy dzień przed  Wigilią, czyli w środę, wróciłam z pracy, w domu czekała na mnie niewielka paczuszka. Przysłała ją Bianka. Zobaczcie, co znajdowało się w paczuszce:


Były tam dwa mydełka marki 94b hand made. Jedno to mydło z glinką marokańską rhassoul, a drugie to mydło z miętą i cytryną w trukwie. Bianka wie, że mam bzika na punkcie naturalnych mydeł i że mydlane kostki zawsze sprawią mi radość. Dzięki Biance poznaję tę markę mydeł. Nie tak dawno, bo w listopadzie dostałam od niej trzy mydełka tej marki (klik), a teraz znowu dwa. Bardzo jestem ciekawa nowych mydełek, a zwłaszcza tego w trukwie gdyż takiego mydła jeszcze nigdy nie miałam. 
Ale to nie wszystko. W przesyłce, oprócz mydełek, znajdowała się kartka świąteczna z pięknymi życzeniami, takimi od serca. Te życzenia ucieszyły mnie chyba jeszcze bardziej niż mydełka. Bardzo dziękuję Ci, Bianko, za piękny prezent. 

       

czwartek, 24 grudnia 2015

środa, 16 grudnia 2015

APEIRON NATURAL CARE Szampon Keshawa do włosów delikatnych i przetłuszczających się



     Bardzo lubię poznawać nowe marki naturalnych kosmetyków, zarówno krajowe jak i zagraniczne. Jedną z takich marek jest Apeiron Natural Care, którą poznałam, a właściwie dopiero poznaję, dzięki sklepowi Ecco Verde. Apeiron jest marką niemiecką, a ja myślałam, że australijską. Skąd wzięło się u mnie takie przekonanie? Otóż gdy po raz pierwszy robiłam zakupy w Ecco Verde kupiłam, między innymi, mydełko marki Apeiron (klik). Na opakowaniu zobaczyłam napis Made in Australia i na tej podstawie wywnioskowałam, że jest to marka australijska. Przy kolejnym zamówieniu kupiłam szampon i też napisałam, że jest to produkt australijski (klik). Dopiero gdy jedna z komentatorek zapytała skąd wiem, że jest to australijska marka, przyjrzałam się sprawie dokładniej. Stwierdziłam, że na butelce z szamponem znajduje się napis Made in Germany. W internecie znalazłam potwierdzenie, że Apeiron jest firmą niemiecką, a jej siedziba znajduje się w miejscowości Wallenhorst w Dolnej Saksonii. Mydełko było wyprodukowane w Australii dla firmy niemieckiej.
Wróćmy jednak do szamponu.




Firma Apeiron specjalizuje się w produkcji łagodnych kosmetyków naturalnych. Twórcy tych kosmetyków zdają sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych czasach coraz więcej ludzi ma różnego rodzaju problemy skórne, a ich wrażliwa skóra wymaga łagodnych, delikatnych produktów do pielęgnacji. Takim właśnie potrzebom Apeiron stara się wyjść naprzeciw. Tajemnicą tych kosmetyków nie jest duża ilość i różnorodność składników aktywnych ale staranna selekcja i kombinacja tychże składników.W ten sposób można uniknąć niepotrzebnych obciążeń i podrażnień skóry, a więc osiąga się to, że kosmetyki działają łagodnie i delikatnie, a przy tym skutecznie. 



Szampon zamknięto w butelce z białego, nieprzezroczystego plastiku o pojemności 200 ml. Szata graficzna butelki jest skromna. Na etykiecie w kolorze zszarzałej zieleni mamy białe napisy. Skromnie i elegancko.

Zgodnie z filozofią firmy APEIRON NATURAL CARE w składzie szamponu nie znajdziemy ogromnej ilości składników aktywnych. Jest ich tylko kilka i są to głównie ekstrakty ziołowe. Znajdziemy tu ekstrakt z szałwii (Salvia Officinalis Extract), który spotkać można w wielu kosmetykach i to nie tylko tych do włosów. Szałwia ma działanie przeciwzapalne i antyseptyczne, ściągające i oczyszczające ale też redukuje łupież i nadmierny łojotok, oczyszcza i zwęża pory. Pokrzywa (Urtica Dioica) i skrzyp polny (Equisetum Arvense) to zioła od wieków stosowane w pielęgnacji włosów. Ekstrakt z pokrzywy wzmacnia włosy i zapobiega ich wypadaniu, oczyszcza skórę i poprawia jej metabolizm, redukuje nadmierny łojotok. Skrzyp również wzmacnia włosy i zapobiega ich wypadaniu, oczyszcza skórę i przyspiesza jej regenerację. Rumianek (Chamomilla Recutita) delikatnie oczyszcza i ujędrnia skórę, zmiękcza ją i działa przeciwzapalnie. Mamy tu jeszcze jedno wspaniałe zioło, a mianowicie bhringraj (Eclipta Alba) zwane też fałszywą stokrotką. Bhringraj to znane indyjskie zioło i chyba każda włosomaniaczka o nim słyszała, a pewnie i stosowała. Nazwę bhringraj można tłumaczyć jako władca włosów, co już ma wymowne znaczenie. Bhringraj zapobiega wypadaniu wlosów i wzmacnia cebulki włosowe, zapobiega też przedwczesnemu siwieniu. Poprawia ogólną kondycję włosów, sprawia, że stają się puszyste, błysczące, elastyczne i dobrze nawilżone.

 
Pod względem konsystencji i koloru szampon przypomina mi miód. W rzeczywistości ma barwę bardziej intensywną niż widać to na zdjęciu. Zapach delikatny, ziołowo - kwiatowy i bardzo przyjemny. Pieni się dobrze i jest wydajny. Można nim zmywać oleje z włosów. Przeznaczony jest do codziennego stosowania i tak właśnie go używam. Jest delikatny. Dobrze oczyszcza ale skóry nie drażni, nie powoduje swędzenia. Moich krótkich włosów ten szampon bardzo mocno nie plącze, nawet nie zawsze używam po nim odżywki. Nie wiem natomiast jak by to wyglądało u osób z długimi włosami. Po wyschnięciu włosy są błyszczące, miękkie i dobrze się układają. Moim zdaniem jest to bardzo dobry szampon, jestem z niego zadowolona. Szkoda tylko, że już niewiele zostało go w butelce.
Warto dodać, że szampon posiada certyfikat BDIH.




Pełny skład szamponu (INCI): Aqua, Coco-Glucoside, Sodium Coco Sulfate, Salvia Officinalis Extract*, Chamomilla Recutita Extract*, Urtica Dioica Extract*, Equisetum Arvense Extract, Eclipta Alba Leaf Extract, Maris Sal, Glyceryl Oleate, Parfum (natural), Citric Acid, Alcohol, Benzyl Alcohol**, Geraniol**, Linalool**, konserviert mit: Benzoic Acid, Sorbic Acid.
* składniki pochodzące z certyfikowanych upraw organicznych,
** składniki naturalnych olejków eterycznych. 
      

środa, 9 grudnia 2015

Co kupiłam w Dniu Darmowej Dostawy




     Dzień Darmowej Dostawy to szansa na zrobienie niewielkich zakupów, nawet w kilku sklepach, bez ponoszenia kosztów przesyłki. Tegoroczny DDD przypadł na 1 grudnia. Nie szalałam zakupowo i odwiedziłam tylko dwa sklepy. Pierwszym z nich był sklep Matique.


W Matique kupiłam Oczyszczającą maseczkę z hibiskusa od Balm Balm i dwa mydełka rumuńskiej marki Deja Vu. Jedna z kostek to mydło z marchewką i szałwią, a druga to mydło cytryną, pomarańczami i goji. Zobaczymy jak mydełka sprawdzą się w praktyce. Na maseczkę skusiłam się gdyż czytałam o niej dużo dobrego. Mam nadzieję, że też będę z niej zadowolona.

Odwiedziłam również sklep z surowcami i półproduktami kosmetycznymi EcoSpa i wybrałam kilka produktów.



W EcoSpa kupiłam: hydrolat różany, glicerynę roślinną, potrójny kwas hialuronowy 1,5%, kwas mlekowy, olej z pestek granatu i susz z płatków róży. Jako gratis dostałam glinkę czerwoną.

I to już wszystko. Ciekawa jestem, czy też robiłyście zakupy w DDD? Jeśli tak, to pochwalcie się swoimi nowościami.  

wtorek, 1 grudnia 2015

BIOEARTH Aktywny krem nawilżający do twarzy



    Kosmetyki do pielęgnacji twarzy staram się dobierać wyjątkowo starannie. No cóż, czas nieubłaganie płynie i na twarzy widać coraz więcej efektów jego upływu. Przybywa zmarszczek, skóra jest coraz bardziej wysuszona. Mam cerę mieszaną ale policzki, do niedawna o skórze normalnej, coraz bardziej przypominają suchą. Niedawno wdrożyłam etapowe oczyszczanie twarzy (klik) i staram się "dokarmiać" i nawilżać cerę dobrymi kosmetykami naturalnymi. Aktualnie używam Aktywnego kremu nawilżającego włoskiej marki BIOEARTH.



Producent twierdzi, że zimno, wiatr, słońce i zanieczyszczenia atakują skórę i przyspieszają proces jej starzenia poprzez zmniejszanie nawodnienia tkanki łącznej. Całkowicie zgadzam się w tej kwestii z producentem. Aktywny krem nawilżający firmy Bioearth ma za zadanie nawilżyć skórę twarzy i dekoltu oraz uspokoić i zregenerować ją bez natłuszczenia. Krem szybko się wchłania i pozostawia skórę nawodnioną, elastyczną i witalną. Naturalna formuła z Aloe Vera i olejkami roślinnymi działa intensywnie regenerująco i nawilżająco. Krem idealny dla każdego typu skóry, szczególnie dla normalnej, suchej i odwodnionej.


 
Krem zamknięty jest w białym, plastikowym słoiczku o pojemności 50 ml dodatkowo zapakowanym w kartonik. Po odkręceniu zakrętki możemy zobaczyć, że krem zabezpieczony jest dodatkowym plastikowym wieczkiem.

Miałam już jeden kosmetyk marki Bioearth, a mianowicie szampon przeciwłupieżowy, o którym pisałam tu. Szampon ten skusił mnie w dużej mierze tym, że zamiast wody miał w składzie sok z aloesu. Tak samo jest w tym kremie. 




Aloes dobrze służy mojej skórze, a więc bez wahania wrzuciłam kremik do koszyka zakupowego. Oczywiście sok z aloesu nie jest jedynym składnikiem aktywnym tego kremu. Mamy tu wartościowe oleje roślinne jak olej z wiesiołka, który poprawia elastyczność skóry, reguluje jej wilgotność, przemianę komórkową i pracę gruczołów łojowych. Olej makadamia przeciwdziała wolnym rodnikom. Szczególnie polecany jest dla skór suchych, wrażliwych i dojrzałych. I wreszcie olej arganowy przeciwdziałający procesom starzenia się skóry, poprawiający jej jędrność i elastyczność.
Są tu jeszcze inne, interesujące składniki aktywne jak skwalan (Squalane) otrzymywany z oliwy z oliwek. Zapewnia on prawidłowe nawodnienie skóry, a także jej miękkość i elastyczność, ułatwia przenikanie składników aktywnych w głąb skóry. Wykazuje też działanie ochronne przed bakteriami i grzybami i jest dobrym antyoksydantem. Kolejny składnik nawilżający to pantenol zwany też D-pantenolem lub prowitaminą B5. Pantenol bardzo łatwo przenika do głębszych warstw skóry, poprawia barierę lipidową naskórka i jest skutecznym nawilżaczem. Działa też łagodząco i przeciwzapalnie. Jest pomocny w leczeniu oparzeń. Często spotykamy go w składzie kosmetyków po opalaniu. Glukonolakton jest jednym z kwasów PHA. Delikatnie usuwa zrogowaciałe komórki naskórka dzięki czemu poprawia się struktura i koloryt skóry. Glukonalakton jest skutecznym antyoksydantem i nawilżaczem, zwiększa też skuteczność działania innych kosmetyków. W kremie znajdziemy też witaminę E (Tocopherol) i pochodne witamin E i A (Tocopheryl Acetate i Ascorbyl Palmitate), a jak wiemy, witaminy te są silnymi antyoksydantami. 



Konsystencja tego kosmetyku jest w zasadzie typowa dla większości kremów, a jego delikatny zapach określiłabym jako owocowy z nutą kwiatową w tle.
Używam tego kremu na dzień, a od niedawna również na noc. Wklepuję go w oczyszczoną i zwilżoną tonikiem skórę twarzy. Nie muszę chyba dodawać, że pod pojęciem "skóra twarzy" kryje się również skóra szyi i dekoltu. Tuż po wklepaniu kremu na twarzy pozostaje cieniutka, tłustawa i lekko lepiąca się warstewka ale pozostaje tylko przez chwilę. Bardzo szybko się wchłania i znika, a więc można przystąpić do nakładania makijażu. 
Krem rzeczywiście dobrze nawilża skórę. Pozostawia ją nawodnioną, gładką i miękką. Nie powoduje żadnych podrażnień, a aplikuję go na całą twarz, a więc i pod oczy. Krótko mówiąc jest to bardzo dobry krem. Spełnia moje oczekiwania, a więc nie żałuję, że go kupiłam.




Aktywny krem nawilżający od BIOEARTH jest kosmetykiem testowanym dermatologicznie i posiadającym certyfikat ICEA. Kupiłam go w sklepie Ecco Verde. W tej linii kosmetyków BIOEARTH znajduje się również krem typu anti-aging. Zapowiada się równie interesująco i pewnie też się na niego skuszę.       

niedziela, 22 listopada 2015

SZTUKA MYDŁA Mydło dyniowe - DYNJO



       Na sklepik internetowy SZTUKA MYDŁA prowadzony przez mydlarnię o tej samej nazwie natknęłam się dosyć dawno temu przez zupełny przypadek. Oczy mi się zaśmiały na widok oferowanych tam naturalnych, mydlanych kostek ale nie zdecydowałam się na zakupy ze względu na konieczność zużywania sporych mydlanych zapasów jakie wówczas miałam. Jednak cały czas pamiętałam o SZTUCE MYDŁA i gdy zapasy znacznie stopniały, złożyłam zamówienie. Kusiły mnie, rzecz jasna, wszystkie mydełka oferowane przez sklep ale zdołałam zachować zdrowy rozsądek i kupiłam tylko trzy. Nie chcę przecież dopuścić do tego aby moje mydlane zapasy rozrosły się znów do przesadnie dużych rozmiarów. Nowymi nabytkami chwaliłam się tu
Jak zapewne się domyślacie nie mogłam doczekać się kąpieli ze SZTUKĄ MYDŁA. Gdy tylko wymydliłam kostkę Nubian Heritage, do łazienki w pierwszej kolejności powędrowało Mydło dyniowe DYNJO. 



Dlaczego właśnie od tego mydła zaczęłam poznawać tę markę? Dlatego, że miewałam mydła z różnymi dodatkami ale z dynią nie miałam nigdy i, po prostu, ciekawość zwyciężyła. Poza tym dynia jest bardzo ciekawą rośliną i bardzo rozpowszechnioną. Jej 800 gatunków rośnie niemal na całym świecie. Jej miąższ zawiera wiele cennych składników np. witaminy z grupy B, witaminę E i C, a także bogactwo beta-karotenu, który neutralizując wolne rodniki sprawia, że skóra starzeje się wolniej. Nie bez znaczenia są też minerały jak potas, fosfor, żelazo i magnez.
Pełny skład mydła:




Jak widać w składzie mydełka znajdziemy, obok dyni, inne ciekawe składniki np. masło kakaowe natłuszczające skórę, olej ze słodkich migdałów, który wygładza i nawilża, glicerynę, która również nawilża czy płatki owsiane o łagodnym działaniu peelingującym. 



Producent tak pisze o mydełku:
"Mydło w słonecznym kolorze o świeżym, orzeźwiającym zapachu cytrusów. Barwę zawdzięcza bogatej w beta-karoten dyni, zapach naturalnym olejkom eterycznym. Dodatek płatków owsianych nadaje mydłu właściwości peelingujące, a o kondycję skóry dbają masło kakaowe i olej ze słodkich migdałów."  



Mydełko otrzymujemy zapakowane w przezroczystą folię, na którą naklejono papierową etykietkę, na której znajdziemy wszystkie potrzebne informacje ze składem produktu na czele. Mydła tej marki mają ciekawe, oryginalne nazwy np. dyniowe nosi nazwę DYNJO, a opakowania odznaczają się ciekawą i wesołą szatą graficzną.
A jak działa to mydło? Fantastycznie. Podobnie jak większość naturalnych mydeł wytwarza obfitą kremową pianę. Jest delikatne. Dobrze oczyszcza skórę ale jej nie wysusza. Dla mnie jest to bardzo ważne gdyż mam na ciele skórę suchą, a więc dodatkowe wysuszenie nie tylko nie jest jej potrzebne ale nawet niewskazane. Myję nim twarz i całe ciało, sprawdziło się też w higienie intymnej. Mydełko ma przyjemny zapach. Producent twierdzi, że jest to zapach cytrusów. Mnie ten zapach kojarzy się przede wszystkim z dynią chociaż w tle wyczuwam cytrusy. Zapach nie pozostaje długo na skórze. W kostce zatopiono zmielone płatki owsiane dzięki czemu mydełko zyskuje delikatne właściwości peelingujące.
Do jednego tylko mogę się przyczepić, a mianowicie do kształtu kostki. Wolałabym, żeby była ona węższa i wyższa. Wówczas bardziej by przypominała kostkę, a jednocześnie byłaby wygodniejsza w użyciu. To taki drobny, w moim przekonaniu, mankament. Nie ma to oczywiście wpływu na jakość samego mydła, które uważam za bardzo dobre i zasługujące na ponowny zakup.




Znacie już mydła tej marki?   

wtorek, 17 listopada 2015

Nowa pozycja w mojej biblioteczce



      Dzisiaj moja biblioteczka wzbogaciła się o bardzo ciekawą i wartościową pozycję, a mianowicie o książkę Klaudyny Hebdy "Ziołowy Zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu".


Widziałam już tę książkę na kilku blogach i obiecywałam sobie, że muszę ją kupić. I tak jakoś czas leciał, a ja nie mogłam się zebrać i dokonać zakupu. W końcu dzisiaj to zrobiłam. Kupiłam ją dzisiaj, a więc jeszcze jej nie przeczytałam, a tylko przejrzałam i muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem. Ta książka jest rewelacyjna!


Jest pięknie wydana. Ma twarde okładki i piękne ilustracje. Zresztą zobaczcie:


To tylko kilka spośród wielu pięknych zdjęć jakie znajdziemy w tej książce. Jednak zdjęcia, aczkolwiek ważne, to jeszcze nie wszystko. Zaskoczył mnie, rzecz jasna pozytywnie, ogrom wiedzy jaki autorka zawarła w tej książce. Znajdziemy tu mnóstwo szczegółowych przepisów na domowe kosmetyki naturalne ale też dużo wiedzy kosmetycznej np. charakterystyka różnych rodzajów skóry, olejów i olejków eterycznych, maseł roślinnych, ziół. Klaudyna Hebda wyjaśnia też dlaczego warto przestawić się na kosmetyki naturalne, a także dlaczego warto tworzyć je samodzielnie. Polecam każdemu tę książkę, nawet tym osobom, które nie zamierzają bawić się w kręcenie własnych kosmetyków. 

sobota, 14 listopada 2015

Moje mydlane nowości




      Pewnie myślicie, że już kompletnie zwariowałam i co chwilę kupuję nowe, mydlane kostki. Na szczęście tak źle jeszcze ze mną nie jest, a mydełka, które dzisiaj Wam pokażę, dostałam. Wczoraj listonosz przyniósł mi paczuszkę. Zobaczcie, co w niej znalazłam:


Są to trzy mydełka polskiej marki 94b hand made. Jedno z nich nosi nazwę Czerwona glinka francuska i przeznaczona jest do skóry naczynkowej, drugie to Migdał przeznaczony do pielęgnacji twarzy, a trzecie Delikates dla skóry wrażliwej. Mydełka przysłała mi Bianka, autorka bloga Naturalna Bianka. Bardzo dziękuję Ci, Bianko za te kosteczki. Już nie mogę się doczekać używania tych cudeniek ale najpierw muszę zużyć do końca zaczęte mydlane kostki leżące w łazience.

Kilka dni wcześniej dostałam inną przesyłkę z mydełkami.


Są to greckie mydełka z Lidla, o których niedawno dosyć głośno było w blogosferze. Mydełka te przysłała mi Una prowadząca blog Hedonizm i eskapizm. Wyprodukowano je z oliwy z oliwek. Jedna kostka to mydło oliwne, a drugie też oliwne ale o zapachu miodu. Czy pierwsze z mydełek jest perfumowane dowiem się zapewne dopiero wtedy gdy zacznę je używać. Dziękuję Ci, Uno za te mydełka, z przyjemnością je wypróbuję.

To tyle moich mydlanych nowości. Będę mogła poznać te marki dzięki uprzejmości blogerek. Ciekawa jestem czy już je znacie?

sobota, 7 listopada 2015

O sztuce mycia twarzy



      Każda dbająca o siebie kobieta wie jak ważne dla urody jest dokładne oczyszczanie twarzy i nie położy się spać dopóki tego nie zrobi. Jest to dla każdej z nas czynność oczywista i banalna. Ale czy robimy to prawidłowo? Ja robię to w ten sposób: myję twarz ciepłą wodą i mydłem naturalnym w kostce. Po osuszeniu skóry ręcznikiem spryskuję ją tonikiem lub hydrolatem i na wilgotną aplikuję krem lub olej. Dodatkowym zabiegiem oczyszczającym jest cotygodniowy peeling. Wiele osób zastępuje mydło w kostce żelem lub pianką do mycia twarzy, a te, które się malują usuwają makijaż przy pomocy mleczek lub płynów micelarnych. Do tej pory uważałam, że takie oczyszczanie jest wystarczające ale teraz nie jestem tego taka pewna. Skąd te wątpliwości? Otóż jakoś tak na początku października byłam  w aptece, coś tam miałam kupić i, przy okazji, dostałam październikowy numer miesięcznika "Świat Zdrowia". Znalazłam tam ciekawy artykuł pt. "Sztuka mycia twarzy". Jego autorką jest Barbara Hołub, dziennikarka prasy kobiecej i autorka poradników takich jak: "Co jeść. Dla mężczyzn", "Poradnik dietetyczny. Dla kobiet.", "Schudnij! Ale jak to zrobić?" czy "Bądź piękna".
Nie będę przepisywała tu całego artykułu, postaram się krótko napisać o co w nim chodzi. Otóż autorka uważa, że większość kobiet niedostatecznie oczyszcza swoją cerę robiąc to mniej więcej tak, jak napisałam na początku. Twierdzi, że "Kobiety z Dalekiego Wschodu, słynące z pięknej cery do późnej starości, myją skórę twarzy nawet dziesięcioma preparatami." Oczywiście autorka artykułu nie namawia nas do wiernego naśladowania tych kobiet. Większość Polek nie ma czasu na tak skomplikowane zabiegi oczyszczające, a mnie, oprócz czasu, zabrakłoby także cierpliwości. Co zatem autorka proponuje?




Zdaniem pani Barbary Hołub wieczorne mycie twarzy powinno wyglądać tak:
Po umyciu twarzy wodą i mydłem bądź żelem i osuszeniu jej ręcznikiem należy nałożyć na skórę mleczko kosmetyczne i delikatnie je wmasować. Po kilku sekundach takiego masażu mleczko usuwamy spłukując twarz wodą lub wacikiem. Nie przecieramy nim skóry, a jedynie delikatnie ją oklepujemy. Mleczko można zastąpić płynem micelarnym. Na tak oczyszczoną twarz aplikujemy tonik, a potem krem. 



Dlaczego takie dokładne mycie twarzy jest ważne? Odpowiedź na to pytanie byłaby oczywista gdybyśmy mogły zobaczyć swoją skórę pod mikroskopem. Okazuje się, że nie jest ona jednolicie gładka lecz składa się z maleńkich wgłębień i wzniesień. Myjąc ją tylko wodą i mydłem lub żelem oczyszczamy ją powierzchownie tzn. usuwamy brud głównie z tych wzniesień, a w zagłębieniach pozostają resztki potu, kurzu, sebum i kosmetyków. Kosmetyki do makijażu są coraz doskonalsze (np. podkłady) i coraz lepiej wtapiają się w skórę ale też trudniej się je usuwa i zwykłe umycie twarzy już nie wystarcza. Skóra umyta tylko powierzchownie ma mniejsze możliwości wchłaniania dobroczynnych składników kosmetyków pielęgnujących i nawet jeśli wykosztujemy się na świetny, drogi krem, to on niewiele zdziała. Skóra pozostaje niedożywiona, słabo nawilżona i w efekcie szybciej się starzeje, a tego przecież nie chcemy.  



Pewnie nie zdziwicie się jeśli powiem, że postanowiłam ten sposób mycia twarzy wypróbować na sobie. W tym celu nabyłam drogą kupna Arnikowe mleczko oczyszczające Sylveco (pierwsze od bardzo dawna) i płyn micelarny Biolaven (po raz pierwszy w życiu, nigdy wcześniej nie miałam żadnego micela). Dlaczego akurat te marki? Po prostu mogłam je bez problemu kupić w stacjonarnym sklepie zielarskim. Zamierzałam kupić lipowy płyn micelarny Sylveco, o którym czytałam dużo dobrego ale nie było go w sklepie i dlatego kupiłam Biolaven.
Najpierw myję twarz wodą i mydłem, osuszam ręcznikiem i masuję mleczkiem lub micelem w zależności od tego, na który produkt w danej chwili mam ochotę. Mleczko usuwam z twarzy wodą i mydłem, a micel tylko spłukuję wodą. Czasem używam i mleczko i micel. Skoro Azjatki mogą używać aż 10 preparatów, to ja od czasu do czasu mogę użyć trzech. Potem aplikuję tonik lub hydrolat i na koniec krem lub olej. Poza tym nadal robię cotygodniowy peeling.
Pośród kosmetyków oczyszczających umieściłam też tonik/hydrolat. Moim zdaniem tonik można zaliczyć zarówno do kosmetyków oczyszczających jak i pielęgnujących. Kończy on proces oczyszczania (np. usuwa resztki kosmetyków myjących) i rozpoczyna pielęgnację. Przywraca skórze prawidłowe pH, odświeża ją i nawilża, czasem zwęża pory czy działa antybakteryjnie.  




Myję twarz w ten sposób już około miesiąca. Pewnie jesteście ciekawe czy zauważyłam jakieś efekty takiego dogłębnego oczyszczania? Oczywiście, że tak. Przede wszystkim buzia jest gładziutka jakbym przed chwilą robiła peeling i nakładała maseczkę. Aż miło ją dotykać. Skóra na skrzydełkach nosa była szorstka pomimo stosowania peelingów. Nie było na niej oznak wysuszenia, nie było suchych skórek ale w dotyku była szorstka. W tej chwili jest gładziutka jak na całej twarzy. Nie jestem w stanie stwierdzić czy moja cera starzeje się wolniej ale z efektów, które daje się zauważyć jestem bardzo zadowolona. 
Ciekawa jestem, co myślicie o takim sposobie mycia twarzy? A może stosujecie go już od dawna? 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...