niedziela, 14 kwietnia 2019

LAVERA Basis Sensitiv Krem nawilżający z koenzymem Q10



     LAVERA to popularna marka kosmetyków naturalnych ale ja znam ją słabo. Poznałam tylko kilka produktów LAVERY i postanowiłam to zmienić. Nie miałam jeszcze żadnego kosmetyku do pielęgnacji twarzy tej marki, a więc skusiłam się na Krem nawilżający z koenzymem Q10 z linii Basis Sensitiv.



Na temat tego kremu przeczytałam: 
Starannie przygotowana receptura kremu zawiera pielęgnujący olej jojoba, silnie nawilżający żel z aloesu oraz przeciwzmarszczkowy koenzym Q10. Wygładza zmarszczki i głęboko nawilża skórę twarzy. Koenzym Q10 stymuluje odnowę komórkową i opóźnia starzenie.
Olej jojoba jest bogaty w witaminę E, fitosterole, kwasy tłuszczowe i skwalen. Posiada wysoką zgodność biologiczną z ludzką skórą co sprawia, że szybko się wchłania i dobrze nawilża redukując jednocześnie wydzielanie sebum. Żel z aloesu silnie nawilża skórę, wspomaga regenerację naskórka, łagodzi reakcje alergiczne i pobudza produkcję kolagenu. Koenzym Q10 jest świetnym antyoksydantem, a więc zapobiega procesom starzenia się skóry. Sprzyja spłyceniu zmarszczek i poprawia elastyczność skóry.
W kremie znajduje się więcej wartościowych substancji, a jedną z nich jest olej abisyński. Olej ten poprawia kondycję skóry i redukuje zmarszczki. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Są też hydrolaty: z melisy lekarskiej i z kwiatów róży damasceńskiej, masła: shea i mango i inne, naturalne składniki.
Skład kremu (INCI): Water (Aqua), Dicaprylyl Ether, Crambe Abyssinica Seed Oil, Alcohol*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Magnifera Indica (Mango) Seed Butter, Oryza Sativa (Rice) Germ Powder*, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Glycine Soja (Soybean) Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Melissa Officinalis Leaf Water*, Rosa Damascena Flower Water*, Dehydroxanthan Gum, Glyceryl Undecylenate, Olea Europaea (Olive) Oil Unsaponifiables, Hydrogenated Palm Glycerides, Ubiquinone, Hydrogenated Lecithin, Brassica Campestris (Rapeseed) Sterols, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Helianthus Annuus (Sunfloer) Seed Oil, Chlorophyllin-Copper Complex (CI 75810), Fragrance (Parfum)**, Limonene**, Linalool**, Geraniol**, Citral**, Citronellol**, Benzyl Benzoate**, Benzyl Alcohol**.
* - z kontrolowanych upraw biologicznych,
**- z naturalnych olejków eterycznych.



50 ml kremu otrzymujemy w plastikowym słoiczku zapakowanym w kartonik, na którym znajdziemy wszystkie potrzebne informacje. Krem ma bardzo przyjemną, maślaną konsystencję. Nie jest jednak tłusty ale jest treściwy. Bezpośrednio po aplikacji na skórze pozostaje lepka warstwa. Po pierwszym użyciu trochę mnie to zdziwiło bo przecież jest to krem na dzień. Okazało się jednak, że ta lepka warstwa szybko się wchłania i można przystępować do nakładania makijażu. Trzeba jednak uważać żeby nie użyć zbyt dużo kremu gdyż wówczas lepki film będzie się dłużej wchłaniał. Bardzo dobrze nawilża i odżywia skórę. Powoduje, że jest ona miękka i gładka. Nie jestem natomiast w stanie stwierdzić czy rzeczywiście opóźnia starzenie. Chyba nie da się tego stwierdzić :) Używałam go zimą i wczesną wiosną. Ze względu na jego konsystencję uważam, że najlepiej jest stosować go właśnie podczas chłodnych pór roku. Nie za bardzo widzę go w roli kremu na lato. Warto jeszcze dodać, że kremik posiada bardzo przyjemny zapach. Moim zdaniem jest to zapach kwiatowy chociaż czasem miałam wrażenie, że w tle wyczuwam delikatny aromat wanilii ale może to tylko wrażenie.


 W sumie zadowolona byłam z tego kremu i bardzo możliwe, że jesienią znów sobie go kupię. Podczas zimy obserwujemy dużą różnicę temperatur między tą w domu i tą na zewnątrz. Poza tym w domu działa centralne ogrzewanie. Te czynniki powodują wysuszenie skóry i porządne nawilżenie jest jej bardzo potrzebne. Krem Lavery sprosta tym wymaganiom.
   

piątek, 15 marca 2019

Nowości kilku ostatnich tygodni



    Dosyć dawno nie pokazywałam nowych, kosmetycznych nabytków. Przyszła więc pora na pochwalenie się tym, co kupiłam w ciągu kilku ostatnich tygodni.
Jeszcze całkiem niedawno nie wiedziałam o istnieniu sklepu Naturalny Punkt Widzenia. Dowiedziałam się o nim z bloga Violi i zajrzałam tam. Oferta sklepu spodobała mi się, a więc złożyłam zamówienie. Wczoraj dostałam paczuszkę, a oto jej zawartość:



Żel do higieny intymnej od SYLVECO jest kosmetykiem dobrze mi znanym. Zużyłam już kilka butelek tego żelu, a teraz kupiłam go ponownie. O Orzechowym balsamie do ciała od FRESH&NATURAL czytałam wiele razy w blogosferze. Ponieważ były to same pozytywne opinie postanowiłam przetestować go na własnej skórze. Do koszyka wrzuciłam też Puszysty mus do ciała Cynamon z Wanilią oraz mydło Mięta z miętą marki CZTERY SZPAKI  Postanowiłam poznać wreszcie tę markę. W zapasach mam mydełko Pomarańcza i rozmaryn z tej mydlarni ale jeszcze go nie używałam. O maseczkach do twarzy marki RAPAN BEAUTY czytałam dosyć dużo dobrego. Postanowiłam więc wypróbować jedną z nich. Mój wybór padł na Maskę i peeling 2 w1 Niebieska glinka syberyjska i "Smocza krew". Bardzo jestem ciekawa jak się sprawdzi na mojej skórze. Skusiłam się też na jeszcze jedno mydełko. Jest to mydło o nazwie Biała glinka marki YOUR NATURAL SIDE. Sądząc po składzie powinnam być z niego zadowolona. Oprócz zamówionych produktów w paczce znalazłam też próbkę oleju do demakijażu marki Clochee oraz próbkę oleju cacay od your natural side.

To nie wszystkie moje nowości. Nieco wcześniej zrobiłam małe zakupy w sklepie Green Line.



Kupiłam tu Szampon i odżywkę z ziemią mineralną marki LUVOS. Spośród kosmetyków LUWOS poznałam dotychczas tylko maseczki do twarzy w saszetkach. Dobrze działały na moją skórę postanowiłam więc poznać inne produkty tej marki. Zaczęłam od kosmetyków włosowych. Do koszyka wrzuciłam też Dezodorant w kremie z bergamotką i limonką marki SCHMIDT`S. Dezodoranty Schmidt`s są mi już dobrze znane, a o bergamotce i limonce pisałam tu. Gdy wcześniej kupowałam te dezodoranty były one zapakowane tylko w szklany słoiczek. Teraz mają dodatkowe opakowanie czyli kartonik. Moim zdaniem niepotrzebnie. Co prawda karton to nie plastik i ulega rozkładowi ale po co produkować dodatkowe śmieci? 

Kilka kosmetyków udało mi się kupić stacjonarnie. 



Kosmetyki ORIENTANY kupiłam w drogerii HEBE. Jest to Naturalny kremowy peeling do twarzy Papaja i Żeń-szeń indyjski. Peeling jest już w użyciu i pisałam o nim w poprzednim poście. Drugi kosmetyk to Krem do twarzy na dzień i na noc Ashwagandha i żeń-szeń indyjski. Kremu jeszcze nie używałam. Czeka aż skończę używany obecnie.
Niedawno odkryłam, że w moim mieście pojawił się nowy sklep z kosmetykami naturalnymi. Oczywiście musiałam tam zajrzeć co skończyło się zakupem dwóch mydlanych kostek marki e-FIORE. Są to mydełka Nagietkowe i Ryżowe. Jest tam dosyć duży wybór kosmetyków e-Fiore (i nie tylko) i pewnie w przyszłości skorzystam z tej oferty.
To już wszystkie moje nowości. Na razie szlaban na zakupy kosmetyczne. Następne będą dopiero wtedy gdy rzeczywiście będzie taka potrzeba tzn. gdy potrzebne produkty będą się kończyły.     

niedziela, 10 marca 2019

ORIENTANA Naturalny kremowy peeling do twarzy Papaja i Żeń-szeń Indyjski



      Nie ma chyba wątpliwości, że oczyszczanie to najważniejszy element pielęgnacji twarzy. Bez porządnego oczyszczenia cery wszelkie inne zabiegi pielęgnacyjne nie mają sensu. Uważam jednak, że codzienne, poranne i wieczorne oczyszczanie to za mało i dlatego 1-2 razy w tygodniu funduję mojej buzi peeling. Przeważnie do tego celu używam gotowych preparatów. Aktualnie jest to Naturalny peeling do twarzy kremowy Papaja i Żeńszeń Indyjski od ORIENTANY.



Producent tak o nim pisze: 
Naturalny peeling do twarzy na bazie wyciągów roślinnych i naturalnych cząstek złuszczających. Dzięki drobinkom pestek moreli i orzecha doskonale złuszcza naskórek, a dzięki olejkom i ekstraktowi z papai i żeńszenia indyjskiego (ashwagandha) doskonale pielęgnuje skórę twarzy. Peeling ma konsystencję kremową dzięki bazie jaką jest masło shea. Regularne stosowanie pozwala na utrzymanie gładkiej i miękkiej skóry.

Działanie Peelingu do twarzy papaja i żeń-szeń indyjski:

  • nawilża i odżywia skórę,
  • rozjaśnia przebarwienia,
  • wyrównuje koloryt skóry,
  • działa przeciwstarzeniowo,
  • regeneruje skórę i pobudza mechanizmy obronne, 
  • koi przesuszoną i ściągniętą skórę,
  • po użyciu skóra jest miękka i gładka.




Bardzo lubię takie kremowe peelingi gdyż z reguły znajduje się w nich mnóstwo naturalnych składników pielęgnujących co oznacza, że taki peeling oprócz swojej głównej funkcji czyli oczyszczania twarzy również ją pielęgnuje. Tak jest i w tym przypadku. Substancjami ściernymi są tu drobinki pestek moreli oraz puder z łupin orzecha włoskiego. Składnikiem pielęgnującym niewątpliwie jest Ashwagandha (Withania Somnifera) zwana też żeń-szeniem indyjskim, a konkretnie ekstrakt z korzenia tej rośliny posiadający właściwości odmładzające, odżywcze, regenerujące i przeciwzapalne. Drugim ważnym składnikiem jest ekstrakt z liści papai (Carica Papaya Leaf Extract). Liście papai zawierają witaminy i antyoksydanty oraz enzym papainę wybielający przebarwienia. Ekstrakt ma też działanie odżywcze oraz bakteriobójcze i grzybobójcze. W składzie peelingu znajdziemy oleje: słonecznikowy, z kiełków pszenicy, migdałowy, masło shea, olej z awokado, olej z nasion marchwi, olejki eteryczne.
Cały skład peelingu jest taki:


50 g peelingu otrzymujemy w słoiczku z dosyć grubego plastiku, który dodatkowo zapakowany jest jeszcze w kartonik, na którym napisano skład i inne potrzebne informacje. Peeling ma konsystencję gęstego, treściwego kremu. W pierwszej chwili myślałam, że będę musiała go rozrzedzić olejem ale postanowiłam użyć go najpierw w oryginalnej postaci. I dobrze zrobiłam. Już po pierwszy użyciu okazało się, że żadne rozrzedzanie nie jest potrzebne. Peeling łatwo rozprowadza się po twarzy i nie ma z tym żadnego problemu. Dobrze spełnia swoją rolę. Oczyszcza skórę i pozostawia ją gładką, nawilżoną i odżywioną. Zazwyczaj po usunięciu z twarzy peelingu nakładam na nią maseczkę gotową lub samorobioną. Czasem jednak pozostawiam na twarzy peeling, który dzięki zawartości składników pielęgnujących, działa jak maseczka. Muszę jeszcze dodać, że produkt ten posiada bardzo przyjemny zapach. Producent pisze, że jest to zapach słodki, owocowy, natomiast ja go odbieram jako woń kwiatową. Zresztą, jak zwał tak zwał. Najważniejsze, że zapach mi się podoba. Używam tego kosmetyku 1-2 razy w tygodniu i jestem z niego bardzo zadowolona. Kolejny produkt Orientany na który warto się skusić.

  
Znacie peeling tej marki?

czwartek, 28 lutego 2019

Mydełka od DROP OF SOUL



     W grudniu, w tym poście, chwaliłam się nowymi, mydlanymi nabytkami. Dwa z nich już wypróbowałam i są to mydełka marki DROP OF SOUL.


 Producent tak pisze o swojej firmie: Jesteśmy małą, rodzinną manufakturą, w której powstają kosmetyki ręcznie robione na bazie wyłącznie naturalnych składników i w harmonii z naturą. W naszych produktach znajdziesz przemyślaną kompozycję naturalnych olejów, ziół, maseł roślinnych i maceratów. Wszystkie składniki sprowadzamy ze sprawdzonych i bezpiecznych źródeł tak, aby przygotować kosmetyki najwyższej jakości. Nasze kosmetyki to idealne rozwiązanie dla osób świadomych jak ważna jest bezpieczna pielęgnacja skóry i zdrowia. Dbamy o naszych bliskich,możemy też zadbać o Ciebie.
Jako pierwsze na łazienkowej mydelniczce znalazło się mydełko o nazwie Jaskółcze Ziele, a to dlatego, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z mydłem zawierającym w swoim składzie właśnie to zioło.


Producent pisze, że Mydło JASKÓŁCZE ZIELE to ukłon w stronę osób, które na co dzień walczą z problemami skórnymi. Zastosowane w recepturze zioła stosuje się w stanach zapalnych skóry. Oszczędny skład mydła to świadoma rezygnacja z substancji potencjalnie uczulających i wywołujących alergie. Mydło ze wskazaniem do skóry problematycznej, delikatnej i wrażliwej oraz do higieny intymnej.


Wszystkie mydła Drop of Soul opakowane są wyłącznie w papierowe opaski z grafiką odpowiadającą rodzajowi mydła. W pierwszej chwili byłam zdziwiona, że na opasce nie ma żadnych informacji np. składu. Dopiero po rozpakowaniu kostki okazało się, że pod opaską znajduje się mała etykietka, na której jest krótki opis mydełka i, oczywiście, skład.
Od razu powiem, że to mydło mnie zauroczyło. Wytwarza wspaniałą, gęstą pianę, która w miarę rozprowadzania jej po skórze zamienia się w aksamitną i jakby lekko tłustawą emulsję. Mydło rzeczywiście jest bardzo delikatne. Nie podrażnia zmienionych chorobowo miejsc na skórze, nie powoduje przykrego pieczenia. Jednocześnie bardzo dobrze oczyszcza skórę i nie powoduje jej wysuszenia ani uczucia ściągnięcia. Wspaniale sprawdziło się też w higienie intymnej. Dodam jeszcze, że Jaskółcze Ziele, jak wszystkie mydła tej marki, nie jest perfumowane, a to dobra wiadomość dla alergików. Posiada tylko delikatny zapach naturalnego mydła.
Skład mydełka: oliwa z oliwek, napar z jaskółczego ziela, olej kokosowy, macerat olejowy z: jaskółczego ziela, byliny piołunu, ziela wrotyczu, ziela przytulii.

Drugie wypróbowane przeze mnie mydło nosi nazwę Piwna Piana. Mydła z piwem też jeszcze nie miałam, a więc wzbudziło moją ciekawość.


Producent pisze, że PIWNA PIANA to mydło powstałe głównie z myślą o mężczyznach. Bazą receptury jest piwo chmielowe i olej konopny, które w połączeniu z olejem rycynowym, węglem aktywnym i zmacerowanymi ziołami daje wyjątkowy efekt myjący, pielęgnujący zarówno ciało, zarost jak również krótkie włosy.


Piwna Piana to ciemnozielona kostka z czarnym pasem przechodzącym przez jej środek. Domyślam się, że jest to część zawierająca węgiel aktywny. To, że mydło produkowane jest z myślą o mężczyznach nie oznacza, że kobieta nie może się nim myć. I ja właśnie aktualnie używam tej kostki. Myję nim ciało i twarz natomiast nie używałam go do higieny intymnej i nie myłam nim włosów. To mydło również wytwarza obfitą pianę i doskonale oczyszcza skórę. Nie wysusza jej, nie ściąga i pozostawia bardzo gładką. Gdy po raz pierwszy umyłam nim twarz byłam zaskoczona właśnie gładkością skóry. Zupełnie jakbym przed myciem zrobiła peeling twarzy, a przecież go nie robiłam. Może to węgiel tak działa? Jest to kolejne bardzo dobre mydło. Warto je wypróbować.
Skład mydełka: olej kokosowy, piwo jasne pełne, olej konopny, oliwa z oliwek, olej rycynowy, masło shea, macerat olejowy z: korzeń pokrzywy, ziele skrzypu, korzeń łopianu, chlorella, węgiel aktywny.
Wszystkie mydła Drop of Soul ważą po 100 g. Kupiłam je tu.
Znacie mydełka tej marki?    

niedziela, 17 lutego 2019

YOPE Naturalny kojący balsam do rąk i ciała Werbena



      Kilka miesięcy temu w moim mieście otwarto drogerię Hebe. W ofercie tej drogerii dominują kosmetyki chemiczne ale jest też trochę naturalnych. Tam właśnie kupiłam Naturalny kojący balsam do rąk i ciała Werbena marki YOPE.




Producent tak pisze o tym balsamie: Składniki balsamu są znane z właściwości kojących i regenerujących przesuszoną i podrażnioną skórę. Tak działa między innymi ekstrakt z werbeny, olej z kwiatów nagietka lekarskiego, żel z aloesu i olej kokosowy. Zawarte w balsamie masło shea i olej z oliwek intensywnie nawilżają oraz chronią skórę przed utratą wilgoci i działaniem czynników drażniących takich jak: wiatr, niska temperatura, suche powietrze.



Balsam otrzymujemy w plastikowej butelce z pompką. Butelka nie jest przezroczysta ale, patrząc pod światło, można zobaczyć jak dużo balsamu jeszcze się w niej znajduje. Pompka też działa bardzo dobrze i dozuje taką ilość kosmetyku jaką potrzebujemy.
Balsam ma konsystencję lekkiego kremu i bardzo przyjemny zapach. Producent pisze, że jest to zapach cytrusowy, lekko koloński, orzeźwiający. I rzeczywiście taki właśnie jest.



Ze względu na lekką konsystencję balsam łatwo rozprowadza się po skórze. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej ani lepkiej warstwy. To, plus bardzo ładny i świeży zapach sprawia, że balsam jest kosmetykiem bardzo przyjemnym w użyciu. Jego działaniu też nie można nic zarzucić. Pozostawia skórę dobrze odżywioną i nawilżoną, nie ma na niej śladu suchości. Może nie jest to jakiś nadzwyczajny hit ale całkiem poprawny kosmetyk. Chyba będę do niego wracała, a przede wszystkim wypróbuję pozostałe balsamy tej marki. Myślę, że nie będą gorsze. Jest to mój pierwszy kosmetyk od YOPE. Mam też ochotę wypróbować ich kremy do rąk i kosmetyki włosowe i pewnie z czasem to zrobię.
Całkowity skład balsamu jest taki:


Znacie kosmetyki YOPE? Jeśli tak, to co o nich sądzicie?  

wtorek, 12 lutego 2019

Kosmetyczni ulubieńcy roku 2018



    Dawno mnie tu nie było ale tak się złożyło, że od początku roku miałam dużo więcej pracy niż zazwyczaj i na blogowanie po prostu nie starczało czasu. Teraz sytuacja chociaż częściowo się unormowała, a więc będę mogła od czasu do czasu coś napisać. Ponieważ jest to mój pierwszy post w tym roku to zacznę od pokazania Wam moich kosmetycznych ulubieńców roku ubiegłego.




W roku 2018 jakieś nadzwyczajne kosmetyczne hity raczej mi się nie trafiały. Miałam za to dużo bardzo fajnych kosmetyków, a te, które szczególnie polubiłam zaraz przedstawię. Tak dla równowagi dodam jeszcze, że na kosmetyki, które z czystym sumieniem mogłabym nazwać bublami też nie natrafiłam z czego bardzo się cieszę.



Do mycia twarzy używam najczęściej mydeł naturalnych w kostkach. 1-2 razy w tygodniu robię mojej buzi peeling. Spośród produktów tego rodzaju najbardziej w roku ubiegłym przypadł mi do gustu BIOLOVE Peeling do twarzy z pokrzywą. Jest to kosmetyk delikatny ale skuteczny. Po oczyszczeniu twarzy spryskuję ją tonikiem. Za najlepszy spośród używanych w roku 2018 uważam NAOBAY Tonik do twarzy HYDRAPLUS. Zawiera on wiele wartościowych składników roślinnych, a moja cera bardzo go polubiła. Staram się jak najlepiej dbać o delikatną i wrażliwą skórę pod oczami. Za najlepszy produkt spośród kosmetyków podocznych uznałam UOGA UOGA Krem pod oczy Green Refreshment. Bardzo dobrze odżywia i nawilża skórę. Wchłania się szybko i całkowicie. Spośród kremów do twarzy moim numerem 1 był w ubiegłym roku Krem do cery dojrzałej z opuncją figową od EkoKrem. Jest to krem treściwy, o bogatym składzie. Delikatny, nie powoduje podrażnień, a wręcz przeciwnie, łagodzi je. Idealny na chłodne pory roku, późną jesień i zimę.



Ze względu na moją suchą skórę mazideł do ciała nigdy u mnie nie brakuje. Najczęściej są to oleje i masła ale dobrym balsamem też nie pogardzę. Taki własnie był Hagi Naturalny balsam z olejem konopnym i masłem cupuacu. Świetnie sobie radził z wymaganiami mojej suchej skóry i pozostawiał ją odżywioną, nawilżoną i gładką. Bardzo dobrze wspominam również NATURA SIBERICA Naturalny ujędrniający krem do ciała z ostem szkockim i jodłą syberyjską. Ten krem, podobnie jak balsam Hagi, dobrze odżywiał i nawilżał skórę czyniąc ją gładką i jedwabistą. Wykazał się też wyjątkową wydajnością, słoik (370 ml) wystarczył mi na kilka miesięcy. Skóra moich dłoni jest bardzo sucha i dlatego zużywam sporo kremów do rąk. W ubiegłym roku szczególnie spodobał mi się BIOLAVEN Odżywczy krem do rąk. Zupełnie przyzwoicie radził sobie z suchością moich rąk. Potrzebował chwili na całkowite wchłonięcie, a gdy to się już stało ręce były miękkie i gładkie, a suchość znikała. Dodatkowym atutem tego kosmetyku jest przystępna cena czyli kilkanaście zł za sporą tubę (100 ml). Do mycia ciała używam naturalnych mydeł w kostkach ale do higieny intymnej od jakiegoś czasu preferuję żele. Spośród tych, które miałam w ubiegłym roku za najlepszy uważam PHYTORELAX Żel do higieny intymnej z organicznym rumiankiem. Jest to kosmetyk bardzo delikatny ale pomimo tej łagodności jest skuteczny. Nie podrażnia i łagodzi ewentualne podrażnienia. Dobrze oczyszcza i pozostawia poczucie świeżości. Ostatnim produktem do pielęgnacji ciała jest peeling. Jest to kosmetyk mojej własnej produkcji. Wykorzystuję tu przepis na peeling cytrynowy z książki Klaudyny Hebdy "Ziołowy Zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu". Po raz pierwszy zrobiłam ten peeling jeszcze w roku 2017 i wykorzystuję go cały czas poddając go różnym modyfikacjom. Oprócz cytrynowego zrobiłam peeling pomarańczowy, arbuzowy, a obecnie używam peelingu z kiwi i sokiem z limonki. Uwielbiam te cukrowo-owocowe peelingi. Latem spróbuję wykorzystać owoce sezonowe np. truskawki, maliny, może jagody. Pole do popisu jest tu ogromne.



Jestem posiadaczką włosów przetłuszczających się i wrażliwego, skłonnego do podrażnień skalpu, a to powoduje, że muszę starannie dobierać włosowe kosmetyki. W ubiegłym roku szczególnie polubiłam OnlyBio Szampon do włosów przetłuszczających się. Urzekł mnie swoją delikatnością i jednocześnie skutecznością. Nie powoduje podrażnień skóry objawiających się uciążliwym swędzeniem lub pieczeniem. Takie szampony lubię. Kupiłam już następny szampon do włosów przetłuszczających się tej marki ale tym razem w wersji micelarnej. Jeszcze go nie używałam i mam nadzieję, że sprawdzi się równie dobrze. Kolejne kosmetyki do włosów, które dobrze wspominam to duet Szampon i odżywka od ALEPII. Ten szampon też jest bardzo delikatny i skuteczny ale posiada jeden minus. Otóż włosy po wysuszeniu są oklapnięte i prawie matowe. Zupełnie jakbym umyła je mydłem. Ratunkiem na to jest odżywka. Ta od ALEPII sprawdziła się bardzo dobrze. Powoduje, że włosy są miękkie, błyszczące i jedwabiste, a nawet lekko odbite od nasady. Polubiłam ten duet i z pewnością będę do niego wracać. Ostatni kosmetyk włosowy to Odżywka do włosów BIOLAVEN. Od razu mówię, że nie jest to żaden hit. Jest to poprawna odżywka niezłej jakości. Włosy po jej użyciu są błyszczące, miękkie i dobrze się układają. Gdyby jeszcze powodowała odbicie włosów u nasady nazwałabym ją hitem. Polubiłam ją jednak i już do niej wracałam. 



Każdy kto tu zagląda wie, że jestem zdecydowaną fanką naturalnych mydeł w kostkach. Nawet sama siebie nazywam mydłomaniaczką. W ubiegłym roku poznałam produkty kilku nieznanych mi wcześniej mydlarni, a mianowicie MORZE MYDŁAMIODOWA MYDLARNIA i DWORZYSK. Wszystkie te mydełka były świetne i byłam z nich zadowolona. Jednak z tej gromadki najbardziej do gustu przypadło mi Mydło lawendowe DWORZYSK. Być może dlatego, że lubię lawendę i jej zapach. W każdym razie zauroczyło mnie. Czarne mydła afrykańskie nie są mi obce ale w roku 2018 poznałam kolejne dwa. Są to SHAMASA Czarne mydło afrykańskie i Wschodnioafrykańskie czarne mydło od DUAFE. Te czarne mydła fascynują mnie. Mają taki zwykły, wręcz prymitywny wygląd ale działają luksusowo. Uwielbiam ich pianę zamieniającą się w kremową emulsję, która doskonale oczyszcza skórę ale jej nie wysusza i nie powoduje ściągnięcia. Dla mnie są to prawdziwe mydlane perełki.

To już wszyscy moi ulubieńcy roku 2018. Moim zdaniem są to dobre produkty i warto do nich wracać, co z pewnością będę czyniła. Nie znaczy to, oczywiście, że rezygnuję z poznawania nowych kosmetycznych marek. Jednak ostatnio dosyć często wracam do kosmetyków już wypróbowanych, które dobrze się u mnie sprawdziły.         
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...