poniedziałek, 17 kwietnia 2017

MARTINA GEBHARDT Aloe Vera emulsja do skóry wrażliwej i zmęczonej



      Z kosmetykami niemieckiej marki MARTINA GEBHARDT zapoznałam się stosunkowo niedawno, bo zaledwie kilka miesięcy temu. Były to kosmetyki z linii różanej i pisałam o nich tutu, a ponieważ zachwyciły mnie zdecydowałam się przetestować inną emulsję do twarzy tej samej marki. Tym razem jest to emulsja aloesowa.



Aloes często spotykamy w składach kosmetyków do twarzy, ciała i włosów. Nie dzieje się to przypadkiem gdyż ekstrakt z liści aloesu zawiera wiele cennych substancji jak: witaminy z grupy B, beta karoten, cholina, witamina C, minerały (wapń, żelazo, potas, chrom i inne), nienasycone kwasy tłuszczowe, substancje antybakteryjne, przeciwbólowe i przeciwzapalne, enzymy, ligniny, saponiny, cukry. Aloes wykazuje silne działanie antyoksydacyjne, spowalnia procesy starzenia się skóry, regeneruje i odmładza skórę, wspomaga leczenie trądziku i innych zmian skórnych, utrzymuje właściwe pH skóry, jest naturalnym filtrem UVA i UVB, łagodzi poparzenia słoneczne. To tylko niektóre właściwości kosmetyczne aloesu ale już to wystarczy do kosmetycznego wykorzystywania tej cennej rośliny.


O emulsji do skóry wrażliwej i zmęczonej przeczytałam:
"Lekka, nawilżająca emulsja o konsystencji delikatnego, chłodzącego mleczka. Przywraca uczucie wypoczętej i promiennej skóry oraz łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Przynosi ulgę przemęczonej i podrażnionej skórze. Polecana do regeneracji skóry po nadmiernej ekspozycji na działanie słońca."


Emulsja rzeczywiście ma bardzo lekką konsystencję i bardzo przyjemny kwiatowy zapach. Aplikuję go na oczyszczoną i zroszoną tonikiem twarz. Szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej ani lepkiej warstwy. Jak najbardziej nadaje się pod makijaż. Używam jej teraz czyli wiosną ale myślę, że będzie idealnym kosmetykiem na lato. Wspaniale nawilża skórę, łagodzi ewentualne podrażnienia. Rzadko zdarzają mi się jakieś wypryski czy inne niespodzianki na twarzy ale jeśli już coś takiego się zdarzy, to emulsja przyspiesza ich gojenie.  Jest kosmetykiem bardzo delikatnym myślę więc, że sprawdzi się na cerze każdego rodzaju.
Emulsja aloesowa zamknięta jest w opakowaniu charakterystycznym dla kosmetyków marki Martina Gebhardt czyli w butelce z grubego, białego szkła z pompką. Pompka spisuje się bez zarzutu. Charakterystyczne również dla kosmetyków tej marki jest to, że są one sprzedawane w opakowaniach różnej pojemności. Emulsję aloesową można kupić w pojemności 30 i 100 ml, co jest bardzo praktycznym rozwiązaniem. Ja mam buteleczkę 30 ml i jestem z tego zadowolona gdyż jest to kosmetyk bardzo wydajny i ta mała buteleczka wystarcza naprawdę na długo. Nie wiem kiedy bym zużyła 100 ml.
Emulsja do skóry wrażliwej i zmęczonej Aloe Vera jest kosmetykiem certyfikowanym przez DEMETER, niemieckie stowarzyszenie producentów ekologicznych, stawiające producentom wysokie wymagania i rygorystycznie je egzekwujące.


Skład emulsji: woda, oliwa z oliwek*, olej migdałowy*, masło shea**, masło kakaowe**, wyciąg z liści aloesu*, alkohol cetearylowy, hydrolat z kwiatów oczaru wirginijskiego*, lecytyna**, wyciąg z krwawnika*, wyciąg z korzenia czarnego bzu*, wyciąg z kory magnolii**, wyciąg z liści herbaty chińskiej*, olej z owoców rokitnika zwyczajnego*, alkohol cetylowy, esencja spagiryczna z liści aloesu*, złoto, srebro, siarka, olejek z jagodlinu wonnego**, nalewka z wanilii płaskolistnej**, olejek z ziela palczatki pogiętej*, cytral***, salicylan benzylu***, farnezol***, linalool***, benzoesan benzylu***, geraniol***, limonen***.

* - składniki pochodzące z upraw Demeter,
**- składniki pochodzące z rolnictwa ekologicznego,
***- składniki naturalnych olejków eterycznych.

Emulsję do skóry wrażliwej i zmęczonej Aloe Vera, a także inne kosmetyki marki Martina Gebhardt można kupić w tym sklepie.

     

piątek, 7 kwietnia 2017

Projekt DENKO styczeń - marzec 2017



     Pierwszy kwartał roku 2017 zleciał nie wiadomo kiedy i przyszła pora na pokazanie co udało mi się zużyć i wykończyć w tym czasie. Pustych opakowań zebrało się tyle:



Jak zwykle zacznę od kosmetyków do twarzy




1. DIY  Serum z ekstraktem z jabłka i zielonej herbaty - serum zrobiłam z gotowego zestawu kupionego w sklepie EcoSpa. Było to całkiem niezłe serum. Zużyłam do twarzy pod krem, a ponieważ było dosyć rzadkie więc dodawałam też je do maseczek glinkowych.

2. Olej ze słodkich migdałów - używałam go do twarzy zamiast kremu na noc, dodawałam też do maseczek glinkowych. Kilka razy użyłam też do ciała. Bardzo lubię olej migdałowy i zużyłam już sporo takich butelek. Z pewnością ta nie jest ostatnia.

3. EcoSpa hydrolat z róży geraniowej ekologiczny - jest to hydrolat o silnym działaniu nawilżającym i zmiękczającym. Czasem używałam go w charakterze toniku ale głównie służył do rozrabiania maseczek glinkowych. Poza tym bardzo podobał mi się jego zapach. Z pewnością kupię go jeszcze niejeden raz.

4. MARTINA GEBHARDT Rose emulsja z różą do cery suchej i wrażliwej - emulsja, podobnie jak wszystkie kosmetyki z linii różanej tej marki, odznacza się pięknym, różanym zapachem. Jest bardzo dobrym kosmetykiem, idealna na wiosnę i lato. Pisałam o niej tu. Jak najbardziej zasługuje na ponowny zakup.

5. EcoSpa Olej z pestek granatu zimnotłoczony - olej ten ma silne działanie antyoksydacyjne i dlatego często znajdujemy go w składzie kosmetyków odmładzających, regenerujących i przeciwzmarszczkowych. Olej jest bardzo gęsty, a więc używanie go solo raczej nie wchodzi w rachubę. Mieszałam go z innymi olejami (np. z migdałowym) i dodawałam do maseczek glinkowych. Z pewnością kupię następną buteleczkę.

6. LAVERA Puder sypki transparentny Trend Sensitiv - mój ulubiony puder. Zużyłam już kilka opakowań i nie zamierzam z niego rezygnować. Kolejne opakowanie już kupiłam i używam. Recenzję pudru znajdziecie tu.


Pielęgnacja włosów


7. ARGITAL  Szampon do włosów przetłuszczających się i przeciwłupieżowy - dobrze oczyszcza skórę i włosy ale dosyć mocno je plącze więc wskazane jest użycie odżywki. W sumie jest to dobry szampon, a więcej na jego temat przeczytacie tutaj. Zasługuje na ponowny zakup.

8. ARGITAL  Odżywka roślinna do każdego rodzaju włosów - moim zdaniem jest to całkiem dobra odżywka, moje włosy ją polubiły. Pisałam o niej tu . Czy kupię ją ponownie? Raczej tak.

9. EUBIONA  Odżywka do włosów z olejem z pestek winogron i ekstraktem z limonki - ta odżywka też sprawdziła się na moich włosach. Była bardzo przyjemna w użyciu i żałowałam kiedy się skończyła. Z pewnością kupię ją ponownie. Recenzję znajdziecie tutaj. 

10. EUBIONA  Szampon rewitalizujący do włosów przetłuszczających się - ten szampon też sobie chwaliłam. Był łagodny i jednocześnie skutecznie oczyszczał włosy i skórę. Warto kupić go ponownie. Więcej na jego temat przeczytacie tu.


Pielęgnacja ciała




11. BIOTURM  Żel do higieny intymnej - bardzo dobry produkt. Daje poczucie czystości i świeżości, a jednocześnie jest bardzo delikatny. Jak najbardziej zasługuje na ponowny zakup. O tym żelu i innych kosmetykach do higieny intymnej marki Bioturm pisałam tu. 

12. WELEDA  Krem do rąk z olejem rokitnikowym - na tym kremie trochę się zawiodłam. Spodziewałam się po nim lepszego nawilżenia i odżywienia skóry rąk. Pewnie ten krem lepiej by się sprawdził u kogoś, kto nie ma za bardzo wysuszonej skóry rąk. Dla mnie, niestety, był trochę za słaby i raczej nie kupię go ponownie. Recenzja znajduje się tu.     

13. PSZCZELA DOLINKA  Nawilżające tutti frutti do ciała - bardzo przyjemne masełko do ciała. Jest tłuste i dobrze odżywia skórę. Więcej o tym kosmetyku przeczytacie tutaj. Prawdopodobnie kupię je ponownie.

14. SCHMIDT`S  Dezodorant z bergamotką i limonką - był to mój pierwszy dezodorant w kremie. Jest skuteczny, wydajny, o pięknym, świeżym zapachu i prostym, naturalnym składzie. Czegóż chcieć więcej? Recenzję można przeczytać tutaj. Czy kupię ponownie? Oczywiście, że tak.

15. DIY  Balsam do ciała rozgrzewająco-ujędrniający - ten kosmetyk nazwałabym raczej masłem niż balsamem. Jest odżywcze i tłuściutkie ale dosyć dobrze się wchłania. Robi się je bardzo łatwo, a szczegóły znajdziecie tu

Mydełka


16. 94b hand made trzy mydełka: Konopie, Orient i Glinka rhassoul marokańska - bardzo dobre mydła naturalne. Wszystkie trzy oceniam bardzo wysoko. Pisałam o nich tu. Z pewnośćią kupię je ponownie. Te i inne mydełka tej marki.

17. PSZCZELA DOLINKA  Mydło ręcznie robione Miód z lipą - miodowe mydełko z dodatkiem naparu z lipy. Bardzo lubię miodowe mydła i to też bardzo mi odpowiadało. Z pewnością kupię je ponownie. Inne mydełka tej marki też.

18. LAWENDOWA FARMA  Mydło ręcznie robione metodą na zimno Krzepka Pokrzywa - jak wskazuje na to nazwa jest to mydło pokrzywowe. Jest przeznaczone nie tylko do mycia ciała ale też do mycia włosów. Ja jednak używałam tego mydła tylko do ciała, do mycia włosów wolę używać szamponów. Mydełko bardzo dobrze się sprawdziło i zasługuje na ponowny zakup.

10. SZTUKA MYDŁA  Miodostan mydło miodowe - kolejne mydełko z miodem ale zupełnie inne niż to z Pszczelej Dolinki. Pod względem jakościowym jest to bardzo dobre mydło ale drażnił mnie kształt kostki. Kostka jest niska ale szeroka prawie kwadratowa. Ten kształt sprawia, że mydło źle układa się w dłoniach, jest po prostu niewygodne. Szkoda, bo jego jakość jest godna uwagi. Nie wiem jeszcze czy kupię ponownie.

To już wszystko co zdołałam wykończyć w ciągu pierwszego kwartału bieżącego roku. Może nie jest to dużo ale kosmetyki naturalne są bardzo wydajne i każdy z nich starcza na długo. Poza tym nie chodzi przecież o to, żeby zużyć jak najwięcej kosmetyków gdyż każda z nas zużywa tyle ile potrzebuje.     

czwartek, 30 marca 2017

Wiosenne zakupy



        Niedawno pokazałam swoje niewielkie zakupy kosmetyczne (klik). Napisałam  wówczas, że następne nowości będą w kwietniu lub w końcu marca. Już są. Oto one:



Na zakup kosmetyków NATURATIV skusiła mnie promocja związana z nadejściem wiosny. Taniej o 45% kupiłam Szampon do włosów ciemnych i taką samą odżywkę. Nie oparłam się pokusie kupienia w cenie niższej o 45% Bogatego masła do ciała Home Spa, a także Maski 360 st. Aox kojąco - liftingującej do twarzy. Do koszyka wrzuciłam też Oliwkę do ciała i kąpieli dla niemowląt i dzieci SWEET. Małych dzieci już nie mam i oliwka przeznaczona jest dla mnie.


Zrobiłam też zakupy w sklepie Skarbiec Natury.


W Skarbcu Natury kupiłam Hennę Khadi jasny brąz. Henny tej używam już od kilku lat i nie zamierzam z niej rezygnować. Kolejnym kosmetykiem jest Żel do higieny intymnej  włoskiej marki ARGITAL
Przyszła wiosna i nie musimy już nosić czapek. Wypadałoby więc zadbać trochę o fryzurę. W tym celu kupiłam Piankę do włosów zwiększającą objętość od EUBIONY. Kremów do rąk zużywam dosyć dużo, a więc kupiłam dwa. Jeden to Krem nawilżająco - odżywczy do rąk z oślim mlekiem od SO`BIO etic, a drugi to Ochronny krem do rąk MADARY.
Zachęcona recenzją Anuli kupiłam Ajurwedyjski tonik do włosów polskiej marki ORIENTANA. Kupiłam też BIO Serum do twarzy - brahmi i kwas hialuronowy. Pielęgnacji twarzy dopełni Arganowy krem intensywnie nawilżający - Hydra Argan od ESPRIT EQUO. Ostatnim nabytkiem ze Skarbca Natury jest Kredka do brwi COULEUR CARAMEL.

Czy zakupy kosmetyczne mogłyby obejść się bez mydełek? Nie u mnie :) Tym razem mój wybór padł na polską markę mydlaną PURITE.



Kupiłam trzy mydełka, a mianowicie NagietekRumianek i Owsiane. Skusiłam się też na Dezodorant w kremie z białą glinką. Ciekawa jestem czy będzie lepszy od dezodorantu Schmidt`s.
I to już wszystkie moje nowości. Znacie te kosmetyki?

niedziela, 19 marca 2017

ARGITAL Odżywka roślinna do każdego rodzaju włosów




        Niedawno pisałam o Szamponie do włosów przetłuszczających się i z łupieżem
włoskiej marki ARGITAL. Nie wspomniałam wówczas, że razem z szamponem kupiłam też odżywkę do włosów tej samej marki. Jest to Odżywka roślinna do każdego rodzaju włosów.


Producent tak opisuje kosmetyk:
"Odbudowująca odżywka na bazie oleju jojoba oraz zielonej glinki. Bez konserwantów. Odżywka Argital różni się znacznie od konwencjonalnych odżywek do włosów gdyż nie zawiera często stosowanych soli aluminium. Działanie odżywki opiera się na zielonej glince, która absorbuje ładunki elektrostatyczne tworzące się na włosach po użyciu szamponu i zapobiega plątaniu się włosów. Olej jojoba zawarty w odżywce sprawia, że włosy stają się miękkie i łatwe do rozczesania."



Odżywkę zamknięto w plastikowej tubie. Tuba jest dosyć duża i zawiera 200 ml kosmetyku. Jest też miękka, a więc łatwo wycisnąć z niej potrzebną ilość odżywki. Odżywka ma konsystencję lekkiego kremu w kolorze beżowym. Ten kolor to pewnie zasługa zawartej w niej glinki. Łatwo rozprowadza się po włosach i nie spływa z nich. Odznacza się też przyjemnym zapachem, który określiłabym jako ziołowo-kwiatowy. Jest dużo ładniejszy niż zapach szamponu do włosów przetłuszczających się. Odżywkę nakładam na umyte, mokre włosy i po kilku minutach spłukuję ciepłą wodą. Włosy bardzo łatwo się rozczesują, a po wyschnięciu są miękkie, błyszczące i dobrze się układają. Czasem mam wrażenie jakby odrobinę, w bardzo niewielkim stopniu włosy miały zwiększoną objętość. W sumie nie narzekam na ten kosmetyk, uważam, że jest to całkiem dobra odżywka.
Skład odżywki jest taki:


Widać bardzo ładny, naturalny skład ale powtarza się ta sama co w przypadku szamponu historia z nazwą glinki. Na tubie i na kartoniku wyraźnie widać napis with Green Clay, natomiast w składzie mamy glinkę o nazwie Solum Fullonum czyli tzw. ziemię fulerską. Napisałam w tej sprawie do sklepu Skarbiec Natury, w którym kupiłam kosmetyki Argital. Sklep z kolei napisał do polskiego dystrybutora tych produktów, a dystrybutor do producenta. Producent odpowiedział, że wszystko jest w porządku gdyż nazwą Solum Fullonum można określać wszystkie glinki. Co prawda nie jestem specjalistą od glinek ale nie przekonuje mnie to wyjaśnienie. Poza tym nie pojmuję, co stało na przeszkodzie, żeby zamiast napisu Solum Fullonum w składzie umieścić nazwę Green Clay choćby po to, żeby wszystko było jasne i nie budziło żadnych wątpliwości.


Odżywka, podobnie jak szampon, posiada certyfikaty ICEA i BDIH.    

wtorek, 14 marca 2017

PSZCZELA DOLINKA Nawilżające tutti frutti do ciała



     Poznałam już kilka mydełek z Pszczelej Dolinki i bardzo je polubiłam ale najbardziej spodobało mi się mydło miodowe o nazwie Sam miód . Skoro mydełka zdobyły moje uznanie to postanowiłam poznać inne produkty tej marki i kupiłam Nawilżające tutti frutti do ciała.


Producent tak pisze o kosmetyku"
"Balsam do pielęgnacji całego ciała, mieszanka odżywczych i nawilżających składników: masła shea, masła kakaowego, masła awokado, wosku pszczelego oraz olejów: abisyńskiego, arbuzowego, brzoskwiniowego i czereśniowego. Delikatny, silnie nawilżający, regenerujący i łagodzący. Wydajny - wystarczy bardzo niewielka ilość, aby rozprowadzić na większej powierzchni ciała. Bardzo łatwy w rozprowadzaniu, błyskawicznie topi się na skórze, nadaje jej wspaniałej gładkości i miękkości. Zapach naturalny, charakterystyczny dla składników.
Zalecam przechowywanie w chłodnym miejscu. Kosmetyk w temperaturze pokojowej jest miękki, maślano-kremowy, po wyjęciu z lodówki twardszy - w ciągu pół godziny odzyskuje miękką konsystencję.
Skład to 100% aktywnych, naturalnych składników, bez chemicznych emulgatorów, wody, wosków mineralnych, pochodnych ropy naftowej i stabilizatorów obecnych w drogeryjnych balsamach do ciała." 

 
W składzie balsamu rzeczywiście znajdziemy wartościowe masła i oleje roślinne. Olej z pestek arbuza zawiera dużo nienasyconych kwasów tłuszczowych, dzięki którym pomaga utrzymać i przywrócić skórze elastyczność. Zawiera też karoten (prowitamina A), witaminy z grupy B, witaminę C i PP, a także potas, cynk i selen. Nadaje się do pielęgnacji każdego rodzaju skóry. Olej z pestek czereśni jest olejem lekkim, szybko wchłaniającym się w skórę. Zawiera liczne składniki antyoksydacyjne jak witaminy E i A, flawonoidy oraz nienasycone kwasy tłuszczowe omega-6 i omega-9. Olej czereśniowy polecany jest do pielęgnacji skóry suchej, delikatnej i podrażnionej. Olej brzoskwiniowy jest również olejem lekkim i dobrze wchłania się w skórę. Zawiera cenne dla skóry niezbędne, nienasycone kwasy tłuszczowe omega-6 i omega-9. Zmiękcza naskórek i nawilża skórę. Olej abisyński to kolejny lekki olej świetnie wchłaniający się w skórę i nie pozostawiający tłustej warstwy. Swoje wyjątkowe działanie pielęgnacyjne olej abisyński zawdzięcza dużej zawartości (ponad 50%) nienasyconego kwasu omega-9, a mianowicie kwasu erukowego o silnych właściwościach natłuszczających i nawilżających. Polecany jest do leczenia egzem, dla alergików i atopików, a także dla skóry dojrzałej. Masło awokado, podobnie jak olej awokado, bogate jest w odżywcze składniki: proteiny, aminokwasy, fitosterole, lecytynę i minerały. Bardzo dobrze pielęgnuje skórę suchą, łuszczącą się, popękaną. Nawilża i natłuszcza naskórek, a także wykazuje dużą zgodność z naturalnymi lipidami skóry. Masło kakaowe znane jest z działania natłuszczającego, nawilżającego, wygładzającego i ochraniającego. Polecane jest do skóry przesuszonej, zniszczonej, łuszczącej się i dojrzałej. Powszechnie znane masło shea zawiera allantoinę, prowitaminę A, witaminy F i E, nasycone i nienasycone kwasy tłuszczowe i woski. Działa na skórę pielęgnacyjnie, natłuszcza ją i nawilża pozostawiając gładką i miękką. I ostatni składnik czyli wosk pszczeli. Wosk pszczeli uelastycznia i zmiękcza skórę. Jest też dobrym emulgatorem dzięki czemu zawierające go kosmetyki łatwo rozprowadza się po skórze.

 
Tak jak pisze producent, tutti frutti w temperaturze pokojowej jest miękkie, a jego konsystencję rzeczywiście można nazwać maślano-kremową i dlatego uważam, że kosmetyk bardziej zasługuje na nazwę masła do ciała niż balsamu. Pod wpływem ciepła rąk topi się do postaci prawie płynnej i łatwo je wmasować w skórę. Tutti frutti jest bezzapachowe, a ściślej mówiąc nie jest perfumowane, nie zawiera żadnych substancji zapachowych. Ma tylko delikatny zapach swoich składników czyli taki lekko olejowy. Masełko dosyć dobrze się wchłania ale pozostawia na skórze cieniutką, tłustą warstwę. Nic dziwnego, w końcu w jego składzie, oprócz wosku pszczelego, są same tłuszcze. Z tą tłustą warstwą też nie ma wielkiego problemu gdyż wchłania się ona dosyć szybko, a skóra pozostaje miękka, gładka, dobrze nawilżona. W sumie jest to całkiem niezły kosmetyk i do tego z pięknym, naturalnym składem.


Nawilżające tutti frutti do ciała można kupić w sklepie producenta. Dostępne jest w dwóch pojemnościach: 100 i 200 ml. Ja miałam to mniejsze ale pewnie kiedyś kupię 200 ml. 
 

niedziela, 5 marca 2017

Nowości marca




       Moje zasoby kosmetyczne powoli się zmniejszają. Jedne produkty już się skończyły, inne skończą się wkrótce, a więc trzeba było pomyśleć o uzupełnieniu braków i niedoborów. Zrobiłam więc niewielkie zakupy. Oto co kupiłam:



Kilka lat temu na polskim rynku kosmetycznym pojawiły się rosyjskie kosmetyki naturalne. Szybko zdobyły popularność i na większości blogów kosmetycznych (na moim też) można było znaleźć mnóstwo recenzji rosyjskich produktów. Teraz ten największy szał już minął ale kosmetyki rosyjskie mają już ugruntowaną pozycję na polskim rynku. Można je kupić nie tylko w sklepach internetowych. Coraz częściej widuję je w sklepach stacjonarnych. Są to sklepy zielarskie, a czasem też drogerie.
Ponieważ już od dawna nie miałam żadnego rosyjskiego kosmetyku postanowiłam odnowić tę znajomość i kupiłam kilka rosyjskich produktów. Oto one:



Kupiłam Szampon witaminowy do włosów tłustych - mroźne jagody od Natura Siberica i taki sam balsam do włosów. Są to duże butle po 400 ml każda. Kupiłam też Tonik do twarzy anti - age tej samej marki. Kolejnym rosyjskim kosmetykiem jest Scrub do twarzy nagietkowy marki Bania Agafii.
Kupiłam też dwa polskie produkty.



Pierwszym jest Woda różana od Make me BIO. Jest to mój pierwszy kosmetyk tej marki. Czytałam bardzo pochlebne recenzje tego hydrolatu i skusiłam się. Drugim produktem jest Mydło z masłem shea - neem, eukaliptus, drzewo herbaciane marki Orientana. Miałam już kiedyś dwa kosmetyki do twarzy od Orientany. Od tej pory firma znacznie poszerzyła swoją ofertę i niektóre z jej produktów mocno mnie kuszą i pewnie skuszą. Wszystkie kosmetyki kupiłam w tym sklepie.
To już wszystkie moje nowości. Następne będą w kwietniu, no, może w końcu marca.   

piątek, 3 marca 2017

DIY - peeling enzymatyczny




        Jakiś czas temu zrobiłam zakupy w sklepie z surowcami kosmetycznymi EcoSpa. Gdy dotarła do mnie paczuszka znalazłam w niej, oprócz zamówionych produktów, gratis w postaci zestawu do samodzielnego wykonania peelingu enzymatycznego. Zestaw przez pewien leżał, w końcu doszłam do wniosku, że trzeba wreszcie zrobić ten peeling. No i zrobiłam.


Okazało się, że peeling jest bardzo łatwy do zrobienia. Składa się tylko z dwóch substancji: enzymu z dyni i wielkocząsteczkowego kwasu hialuronowego roztwór 1%.

Te dwa składniki wystarczy połączyć w odpowiednich proporcjach i peeling gotowy. Dla uzyskania 30 ml peelingu zmieszałam 27 ml kwasu i 3g enzymu z dyni.

  
Każdy z tych składników miał postać przezroczystego żelu i taką samą konsystencję i wygląd ma gotowy peeling. Przełożyłam go do szklanego słoiczka.


O peelingu z enzymem z dyni przeczytałam:
"Enzym z dyni bardzo delikatnie złuszcza rozluźniając wiązania pomiędzy martwymi komórkami skóry bez jej podrażnienia. Enzym z dyni to bogactwo minerałów i różnorodność witamin (przede wszystkim A, E i C), roślinnych kwasów tłuszczowych, które korzystnie wpływają na stan skóry, a także źródło dużej ilości cennych fitosteroli skutecznie wygładzających zmarszczki, regenerujących skórę i działających przeciwalergicznie. Kwas hialuronowy to jedna z najpopularniejszych substancji nawilżających, dodatkowo pełni rolę promotora przenikania. Peeling sprawdzi się w pielęgnacji skóry wrażliwej, naczyniowej, suchej, dojrzałej, ale też normalnej, tłustej i trądzikowej. Przy regularnym stosowaniu skóra staje się znacznie bardziej wygładzona, ujędrniona, piękniejsza, rozświetlona i elastyczna, wyrównuje się jej koloryt."


Byłam bardzo ciekawa tego kosmetyku przede wszystkim dlatego, że jeszcze nigdy peelingu enzymatycznego nie miałam. Używam go 1-2 razy w tygodniu. Nakładam warstwę tego żelu na oczyszczoną twarz i po 10-15 minutach zmywam ciepłą wodą. Skóra po takim zabiegu jest dobrze oczyszczona i gładziutka, miła w dotyku i elastyczna. Można teraz nałożyć na twarz maseczkę lub od razu krem. Podoba mi się działanie tego preparatu, a także jego prostota i łatwość wykonania.
Peeling jest wydajny i po każdym użyciu niewiele ubywa go ze słoiczka. Dlatego nie ma sensu robienie go w większej ilości tym bardziej, że jego przydatność do użycia to tylko 2 miesiące.
Robicie same peelingi enzymatyczne? Może macie inne pomysły na takie peelingi?    

wtorek, 28 lutego 2017

MARTINA GEBHARDT Rose emulsja z różą do cery suchej i wrażliwej




     Kosmetyki niemieckiej marki MARTINA GEBHARDT już dawno zwróciły moją uwagę do czego walnie przyczyniły się blogowe recenzje. Wiadomo jednak ile jest marek kosmetyków naturalnych i, na dodatek, ciągle ich przybywa, a większość spośród nich chciałoby się poznać. I tak zapoznanie się z marką Martina Gebhardt ciągle odsuwało się w czasie. W końcu powiedziałam "dość tego" i zamówiłam kilka produktów z linii różanej. Pisałam już o Fluidzie pod oczy z różą, a dzisiaj przyszła kolej na Emulsję z różą do cery suchej i wrażliwej.


O emulsji przeczytałam: "Emulsja do pielęgnacji cery suchej i wrażliwej, stanowiąca delikatną i lekką alternatywę dla kremu różanego z linii ROSE. Doskonała jako podkład pod makijaż. Organiczne wyciągi z róży damasceńskiej łagodzą, nawilżają i przywracają równowagę delikatnej, odwodnionej skóry twarzy.
Regularnie stosowane, kosmetyki z różanej linii MARTINA GEBHARDT zapobiegają przedwczesnemu powstawaniu zmarszczek wspierając naturalną regenerację skóry. Działają łagodząco, harmonizująco i przywracają skórze właściwy poziom nawilżenia."


 Emulsję, podobnie jak fluid pod oczy, zamknięto w butelce z grubego, białego szkła wyposażonej w pompkę typu airless. Lubię opakowania airless gdyż pozwalają one na precyzyjne dozowanie kosmetyku.
Emulsja ma bardzo lekką konsystencję i z pewnością jest wymarzonym kosmetykiem na lato. Ja używałam go teraz, czyli zimą i też spisał się bardzo dobrze. Używałam emulsji na dzień, a więc rano po oczyszczeniu twarzy. Zgodnie z zapewnieniami producenta kosmetyk wchłania się całkowicie i nie pozostawia tłustej warstwy. Jak najbardziej nadaje się pod makijaż. Pozostawia skórę nawilżoną i mięciutką, a jego stosowanie umila piękny, subtelny, różany zapach. Moja skóra polubiła tę emulsję.


Skład emulsji: Water (Aqua), Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter**, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter*, Rosa Damascena (Rose) Extract*, Hibiscus Sabdariffa Extract*, Lecithin**, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Spagyrische Essenz (von Rosa Damascena (Rose) Extract*, Aurum, Argentum, Sulfate), Rosa Damascena (Rose) Oil**, Geraniol***, Eugenol***, Citronellol***.

* - składniki pochodzące z upraw kontraktowanych przez Demeter,
**- składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych,
***- komponenty naturalnych olejków eterycznych.


Bardzo podoba mi się jeszcze jedno, a mianowicie to, że kosmetyk dostępny jest w dwóch pojemnościach - 30 ml i 100 ml. Można kupić mniejszą buteleczkę żeby przekonać się czy emulsja będzie odpowiednia dla naszej cery. Moim zdaniem jest to bardzo praktyczne rozwiązanie.
Czy znalazłam jakieś minusy? Tak, jeden i dotyczy on działania pompki. Z początku pompka działała idealnie ale gdy zużyłam ok. 2/3 emulsji pompka zaczęła strzelać fochy. Dozowała maleńkie ilości kosmetyku, mniej więcej wielkości łebka od szpilki. Żeby uzyskać więcej trzeba było kilka razy ją odkręcać i zakręcać. Bardzo mnie to drażniło zwłaszcza, że działo się to rano kiedy to zazwyczaj nie ma się zbyt wiele czasu. W końcu pompka całkowicie odmówiła współpracy i musiałam zrezygnować z dalszego stosowania emulsji mimo iż w buteleczce jeszcze zostało jakieś półtora centymetra od dna. Widocznie trafiła mi się jakaś pechowa, felerna pompka. Nie umniejsza to jednak wartości samej emulsji, którą uważam za bardzo dobry kosmetyk. 

niedziela, 12 lutego 2017

ARGITAL Szampon do włosów przetłuszczających się i przeciwłupieżowy



      Kosmetyki włoskiej marki ARGITAL kusiły mnie już od dawna. Kiedy zaistniała konieczność rozejrzenia się za nowym szamponem mój wybór padł na Szampon do włosów przetłuszczających się i przeciwłupieżowy tej własnie marki. Wybrałam większą butelkę, półlitrową gdyż w cenie promocyjnej była ona niewiele droższa od mniejszej, zawierającej 250 ml szamponu.



O szamponie można przeczytać:
"Szampon jest przeznaczony w szczególności do włosów przetłuszczających się i z łupieżem, dzięki zawartości zielonej glinki, która reguluje wydzielanie sebum oraz zawartości ekstraktu z pokrzywy, który działa przeciwłupieżowo.
Dzięki wysokiej zawartości krzemu glinka zielona sprawia, że włosy stają się mocne, zdrowe i błyszczące. Biodegradowalne i delikatne czynniki myjące oczyszczają delikatnie i jednocześnie skutecznie. Dzięki zawartości ziół, czystych olei roślinnych oraz olejków eterycznych szampon nie tylko regeneruje i nawilża włosy ale także balansuje wydzielanie sebum i przeciwdziała nawrotom łupieżu. Dzięki zawartości protein roślinnych odbudowuje włosy."


Szampon zamknięto w butelce z białego, sztywnego plastiku. Butelka trochę ciężko się otwiera ale można sobie z tym poradzić. Szampon ma konsystencję żelu i ciemną, brunatną barwę. Zapach, jak zwykle, trudno jest określić słowami. Jest na pewno świeży, wyrazisty i ziołowy z cytrusową nutą. Wytwarza obfitą pianę dobrze oczyszczającą włosy i skórę głowy. Z początku odnosiłam wrażenie, że ten szampon nie poradzi sobie ze zmywaniem oleju z włosów. Myliłam się. Okazało się, że zmywa oleje bez żadnego problemu. Trzeba tylko umyć włosy dwa razy. Nie jest to dla mnie żaden problem gdyż zawsze myję włosy dwa razy. Trzeba też pamiętać o tym, żeby przed każdym użyciem wstrząsnąć butelkę gdyż szampon zawiera glinkę, która lubi osiadać na jej dnie.
Jak już wspomniałam szampon dobrze oczyszcza włosy i skórę. Jednak włosy dosyć mocno plącze i lepiej nie używać go bez odżywki. Po wyschnięciu włosy ładnie się błyszczą ale też mają skłonności do elektryzowania się i są trochę przyklapnięte. Nie zauważyłam też żeby szampon opóźniał przetłuszczanie się włosów. Nie wiem czy pomaga  w pozbyciu się łupieżu gdyż sama takowego nie posiadam.


 Skład szamponu widać na zdjęciu powyżej. I tu właśnie intryguje mnie pewna sprawa. Chodzi mi o glinkę. Jest to ponoć szampon z glinką zieloną. Na etykiecie wyraźnie widać napis with green Clay and Nettle czyli z glinką zieloną i pokrzywą.  Jednak w składzie kosmetyku nie znajdziemy glinki zielonej. Jest tam natomiast pozycja Solum Fullonum (podkreślenie w składzie moje). Jest to glinka ale bynajmniej nie zielona. Jest to glinka o nazwie Ziemia Fulerska. W Indiach i Pakistanie glinka ta znana i używana jest od wieków i nosi tam nazwę Multani Mitti. Posiada silne właściwości odtłuszczające i ściągające i dlatego polecana jest do pielęgnacji cery tłustej oraz włosów przetłuszczających się.


Nasuwa się pytanie, której wersji wierzyć? Moim zdaniem należy wierzyć w to, co napisane jest w składzie. Tylko dlaczego producent pisze w składzie jedno, a na etykiecie drugie? Dziwne, prawda? Podejrzewam, że jest to taki chwyt marketingowy. Glinka zielona jest dużo bardziej znana niż ziemia fulerska. Może producent obawiał się, że klient (a częściej klientka) przeczytawszy na etykiecie informację, że szampon zawiera ziemię fulerską zrazi się do zakupu nie wiedząc co to takiego ta ziemia? A ponieważ wiadomo, że większość konsumentów nie zwraca uwagi na skład kosmetyków więc takie małe kłamstwo może ujść na sucho. Być może się mylę ale jaki inny cel mógłby mieć producent decydując się na pisanie nieprawdy? Jednak niezależnie od tego jakimi względami kierowała się ta firma, nie pochwalam takiego postępowania.


Warto dodać, że szampon posiada certyfikaty ICEA i BDIH potwierdzające jego naturalność.       

wtorek, 7 lutego 2017

94b hand made po raz drugi




     Mydełka polskiej marki 94b Hand Made miałam przyjemność poznać już rok temu. Piszę, że miałam przyjemność gdyż kąpiel z tymi mydłami jest dla mnie prawdziwą przyjemnością. Przetestowałam wówczas dwie mydlane kostki i pisałam o nich tu.
Dzisiaj przedstawię trzy inne mydełka tej marki, a mianowicie kostki o nazwach: Orient, Konopie i Glinka Rhassoul Marokańska.


Nietrudno się domyślić, że mydło Konopie swą nazwę zawdzięcza olejowi konopnemu.


Mydło Konopie ma barwę zieloną. Na zdjęciach kolor ten wygląda na zszarzały ale w rzeczywistości jest to żywa, ciemna zieleń. Zapach określiłabym jako ziołowy, niezbyt intensywny. Mydełko wytwarza obfitą, kremową pianę. Myjąc się nim miałam wrażenie, że myję się kremem, a nie mydłem. Dobrze oczyszczało skórę ale jej nie wysuszało i było bardzo delikatne. Na dobrą sprawę po takiej kąpieli można zrezygnować z balsamu. Czy miało jakąś wadę? Tak, jedną. Kostka, moim zdaniem, była zdecydowanie za mała. Ważyła tylko 70 g i bardzo szybko się skończyła. Powinna ważyć minimum 100 g, a najlepiej 120-130. Rozumiem, że wtedy mydełko byłoby odpowiednio droższe ale byłoby go znacznie więcej. Zresztą, za dobry produkt warto więcej zapłacić.
Na stronie producenta zauważyłam, że mydło konopne zostało ulepszone. Ze składu zniknął olej palmowy, natomiast dodano sok z aloesu i spirulinę. Ja miałam mydełko poprzedniej, skromniejszej wersji i jego skład wyglądał tak: zmydlone oleje konopi siewnej, oliwy, kokosu, palmy, gliceryna, woda, wosk z zielonej herbaty, olejki eteryczne (bazyliowy, limetkowy, rozmarynowy).

Kolejna kostka nosi nazwę Orient i jest to mydełko korzenne.


Kostka jest trójkolorowa, jej szczyt posypany jest zmielonym cynamonem, a dodatkowo wetknięto weń goździk. Producent na swojej stronie pisze, że mydełko wygląda jak "ciacho" i chyba ma rację. Wygląda bardzo apetycznie.
Ta kostka jest nieco większa od poprzedniej, waży 100 g. Ma bardzo ładny zapach kojarzący się z Orientem. Jest to zapach przypraw z dominującym aromatem cynamonu. Bardzo lubię takie wonie, a mamy tu, oprócz cynamonu, zapach goździka, kardamonu, kakaowca, gałki muszkatołowej i miodu. Mydełko wytwarza obfitą pianę ale nie jest ona tak kremowa jak ta, którą wytwarza mydło konopne. Moim zdaniem rekompensuje to piękny, korzenny zapach. Piana dobrze oczyszcza skórę i nie wysusza jej, a tego, przede wszystkim, oczekuję od mydeł naturalnych.
Skład mydełka: zmydlone oleje rzepaku, oliwy, kokosu, masło kakaowe, wosk pszczeli, miód, cynamon, kardamon, kakao, gliceryna, woda, olejki eteryczne cynamonu, goździków, muszkatu z gałki, kardamonu.

I ostatnia już kostka o nazwie Glinka Rhassoul Marokańska.


  
Nietrudno się domyślić, że jest to mydło z dodatkiem glinki Rhassoul. Glinka ta wydobywana jest w Maroku i znana oraz używana tam od XII wieku. Obecnie jest powszechnie stosowana w kosmetyce, a do mydełka dodano ją w celu detoksykacji skóry. To mydełko ma dosyć specyficzny zapach, taki ziołowo-żywiczny. Podobnie jak poprzednie kostki obficie się pieni, a piana jest wyraźnie kremowa. Również dobrze oczyszcza skórę i jej nie wysusza. Jest to kolejne, dobre jakościowo naturalne mydło. Kostka jest niewielka, waży tylko 70 g.
Skład mydełka: zmydlone oleje kokosu, oliwy, rzepaku, palmy, masło shea, glinka rhassoul, gliceryna, woda, olejki eteryczne petitgrain z liści, żywica benzoesowa.


Każde z tych mydełek odpowiadało mi i mojej skórze i gdybym spośród nich miała wybrać jedno, to wybór byłby trudny. Myślę jednak, że w takiej sytuacji zdecydowałabym się na mydełko konopne chociaż pozostałe dwa też zasługują na zainteresowanie. 94b hand made należy do moich ulubionych, mydlanych marek. W ofercie tej mydlarni jest mnóstwo ciekawych mydeł i jeszcze wiele z nich zamierzam poznać.  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...