czwartek, 22 czerwca 2017

Nowości czerwca





          Bardzo lubię te chwile kiedy zachodzi potrzeba uzupełnienia kosmetycznych zasobów. Czasem wybór nowych kosmetyków trwa u mnie 2-3 dni. Lista zakupowa jest długa i często trudno jest zdecydować się czy wybrać taki krem lub szampon, czy inny. W końcu trzeba jednak podjąć męską decyzję i zdecydować co się kupi. Zobaczcie, co kupiłam w tym miesiącu.


Dwa żele do higieny intymnej: SYLVECO i BIOLAVEN. Nie są drogie, a ja będę miała możliwość przekonania się, który z nich jest lepszy.


Kolejne produkty to Krem do rąk odżywczy Biolaven, który niedawno zachwalała na swoim blogu Żan oraz Delikatny puder myjący CLEAN POWDER od MAKE ME BIO. O tym pudrze czytałam wiele pozytywnych opinii więc postanowiłam wypróbować go na własnej skórze.
Oczywiście nie mogło się obejść bez nowych mydełek w kostkach.



Kupiłam dwa mydełka SYLVECO, tonizujące i ujędrniające. Skusiłam się też na mydło BIOLAVEN. Ale to nie wszystkie mydełka. Kupiłam jeszcze takie:


Przypadkiem odkryłam mydlaną markę, o której nawet nie słyszałam. Nazywa się Ajeden. Jest to mała, rodzinna manufaktura mydła i miodu znajdująca się na obrzeżach Drawieńskiego Parku Narodowego. Korzystając z dobrodziejstwa składników z pól i lasów, miodu z własnej pasieki i mleka od własnych kóz, oferuje wyjątkowej jakości kosmetyki: mydła, sole i kule do kąpieli oraz przepyszne miody. Więcej o tej manufakturze przeczytacie na jej stronie internetowej.
Chyba Was nie zaskoczę jeśli powiem, ze miałam ochotę na więcej mydełek zarówno od Sylveco jak i Ajeden. Na szczęście rozsądek zwyciężył i poprzestałam na mniejszej ilości. Przetestowanie kolejnych kostek tych marek zostawiam na później.


To już wszystkie czerwcowe nowości. W tym miesiącu nie planuję już kosmetycznych zakupów.

sobota, 17 czerwca 2017

NATURA SIBERICA Duet witaminowy do włosów tłustych - mroźne jagody




       Lubię mieć szampon i odżywkę tej samej marki i najlepiej z tej samej linii kosmetycznej. Często kupuję takie duety i tym razem było tak samo. Skusiłam się na Szampon witaminowy do włosów tłustych-mroźne jagody i Balsam witaminowy do włosów tłustych-mroźne jagody rosyjskiej marki NATURA SIBERICA.


Szampon i balsam zawierają w swych składach ciekawe substancje roślinne np. ekstrakt z maliny moroszki. Malina moroszka zwana też maliną nordycką jest często spotykana w kosmetykach do włosów. Szampony i odżywki z maliną moroszką nawilżają, odżywiają i regenerują strukturę włosa. Wyciąg z żurawiny jest bogaty w polifenole dzięki którym posiada silne działanie antyoksydacyjne. Borówka brusznica ceniona jest w kosmetyce jako środek antyseptyczny i ściągający.
Producent zapewnia, że szampon witaminowy delikatnie i skutecznie oczyszcza, reguluje poziom sebum, wzmacnia włosy, nawilża i przywraca blask oraz chroni skórę przed podrażnieniami.


Szampon otrzymujemy w prostej, plastikowej butelce z zamknięciem na klik. Butelka jest dosyć duża i zawiera 400 ml szamponu. Szampon ma konsystencję typową dla większości szamponów i łatwo wylewa się z butelki potrzebną ilość. Zaskoczył mnie kolor tego szamponu. Jest różowy. Zapach też jest przyjemny, określiłabym go jako cukierkowo-landrynkowy. Nawet mi się spodobał. Szampon, zgodnie z obietnicą producenta, jest delikatny i nie podrażnia skóry ale jest skuteczny. Dobrze oczyszcza włosy i skalp, zmywa też oleje. Plącze włosy nie bardziej niż inne szampony. Po wyschnięciu włosy są błyszczące i dobrze się układają. Nie zauważyłam żeby zmniejszał czy opóźniał przetłuszczanie się włosów. 


Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glyceryl Linoleate, Glyceryl Oleate, Glyceryl Linolenate, Niacinamide, Vaccinium Macrocarpon (żurawina wielkoowocowa) Fruit Extract, Rubus Chamaemorus (malina moroszka) Fruit Extract, Rubus Idaeus (malina właściwa) Fruit Extract*, Vaccinium Vitis-Idaea (borówka btusznica), Stearyl Citrate, Sodium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Citric Acid, L-Menthol, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic
 Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, CI 16035.
* - pozyskiwane z upraw ekologicznych.

Balsam witaminowy do włosów tłustych-mroźne jagody otrzymujemy w identycznej pod względem wyglądu i wielkości butelce. Producent twierdzi, że kosmetyk odbudowuje uszkodzone włosy, zapewnia równowagę skórze głowy, odświeża i odżywia, nawilża i zmiękcza włosy, nadaje blask i wygładza.


Balsam ma konsystencję lekkiego kremu i nietrudno jest wydobyć go z butelki. Oczywiście po zużyciu około połowy balsamu trzeba odwróconą do góry dnem butelką potrząsnąć ale nie jest to wielki problem. Podobnie jak szampon ma kolor różowy tylko nieco jaśniejszy. Pachnie identycznie jak szampon. Łatwo rozprowadza się po włosach i nie spływa z nich. Sprawia, że włosy łatwo się rozczesują. Nie potrafię powiedzieć czy odbudowuje uszkodzone włosy, czy zapewnia skórze równowagę. Z pewnością nadaje im blask i wygładza, odświeża i odżywia ale nie obciąża. Nie zauważyłam natomiast żeby miał wpływ na wydzielanie sebum.   Włosy bardzo ładnie wyglądają i dobrze się układają.


Skład balsamu: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cydopentasiloxane, Glyceryl Stearate, Behentrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Glyceryl Linoleate, Tocopherol*, Vaccinium Macrocarpon (żurawina wielkoowocowa) Fruit Extract, Rubus Chamaemorus (malina moroszka) Fruit Extract, Rubus Arcticus (malina tekszla, jeżyna arktyczna) Fruit Extract, Vaccinium Vitis-Idaea (borówka brusznica) Seed Oil, Dimethiconol, Lauryl Glucoside, Citric Acid, L-Menthol, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Cetrimonium Bromide, Parfum, CI 16035
* - pozyskiwane z upraw ekologicznych.

Podsumowując uważam, że są to całkiem poprawne kosmetyki do włosów i od czasu do czasu można się na nie skusić. Ich dodatkowym plusem są spore opakowania i przystępna cena. Kupić można je tu      

wtorek, 13 czerwca 2017

MARTINA GEBHARDT Tonik z żeń-szeniem do cery wymagającej GINSENG




     Niedawno pisałam o toniku marki Eubiona, a dziś przedstawię inny tonik. Sprawdziłam, nie było to tak niedawno bo równo cztery tygodnie temu. Czas biegnie tak szybko, że wydaje się, że coś było całkiem niedawno, a tymczasem upłynęło już kilka tygodni. Dziś napiszę o Toniku z żeń-szeniem do cery wymagającej Ginseng od MARTINY GEBHARDT.


Producent tak pisze o toniku:
Bogaty w witaminy i składniki wspierające odbudowę naskórka tonik, przeznaczony do cery wymagającej powyżej 30 roku życia. Odświeża i intensywnie regeneruje przemęczoną skórę, zwiększając jej witalność i elastyczność.
Linia produktów z żeń-szeniem MARTINA GRBHARDT jest szczególnie bogata w witaminy i substancje budulcowe, które pomagają zachować witalność, elastyczność i zdolność do regeneracji cery wymagającej powyżej 30 roku życia.


Tonik ma wspaniały, naturalny skład, a wśród innych substancji znajduje się tam esencja spagiryczna z wyciągu z żeń-szenia. Żeń-szeń jest rośliną, której właściwości zdrowotne wykorzystywane są w tradycyjnej medycynie Dalekiego Wschodu od ponad 4000 lat. Jest również cennym surowcem kosmetycznym gdyż zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry, jest silnym antyoksydantem, poprawia ukrwienie skóry przez co skóra staje się zaróżowiona, gładka i sprawia wrażenie młodszej. Żeń-szeń detoksykuje organizm dzięki czemu skóra przestaje być szara i zmęczona. Ekstrakt z lipy działa przeciwzapalnie i nawilżająco, poprawia elastyczność skóry, łagodzi podrażnienia, ogranicza wydzielanie sebum. Hydrolat z oczaru wirginijskiego ma silne działanie antyoksydacyjne i łagodzi stany zapalne. Polecany jest do pielęgnacji cery dojrzałej, trądzikowej i naczynkowej.


Mała buteleczka z białego, grubego szkła zawiera tylko 30 ml toniku. Butelka wyposażona jest w atomizer, który sprawi, że te 30 ml starczy na dosyć długo. To bardzo ekonomiczny sposób aplikacji toników.
Toniku używam rano i wieczorem i bardzo lubię tę chwilę gdy na oczyszczoną skórę opadnie chłodna, odżywcza i delikatnie pachnąca mgiełka. Czekam chwilę aż tonik się wchłonie, a gdy mam bardzo mało czasu, wklepuję go w skórę jak krem. Skóra jest ukojona, odświeżona i nawilżona, gładka i elastyczna. Teraz już mogę przystąpić do nakładania kremu. Jest to bardzo dobry tonik i śmiało mogę zaliczyć go do najlepszych jakie miałam. Kupić można go w tym sklepie.


Skład toniku (INCI): Aqua (Water), Alcohol*, Panax Ginseng Root Extract**, Tilia Cordata (Linden) Flower Extract*,Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water*, Spagyric Essence (of Panax Ginseng Extract**, Aurum, Argentum, Sulfate), Melissae Officinalis (Balm Mint) Oil*, Myrtus Communis (Myrtle) Oil*, Aroma**, Citral***, Geraniol***, Limonene***, Linalool***.
* - składniki kontraktowane przez Demeter
** - składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych
*** - komponenty naturalnych olejków eterycznych.
Tonik GINSENG jest kosmetykiem biodynamicznym certyfikowanym przez Demeter. Podobnie jak wszystkie produkty marki Martina Gebhardt nie zawiera olejów mineralnych, parabenów, silikonów, składników pochodzących z martwych zwierząt, syntetycznych środków barwiących, zapachowych i konserwujących. Nie jest testowany na zwierzętach i jest produktem wegańskim.

niedziela, 11 czerwca 2017

ORIENTANA Kantola Nawilżająca bio pianka do mycia twarzy




        Do mycia twarzy używam zazwyczaj mydeł naturalnych w kostkach. Czasem zdradzam mydlane kostki z jakimś żelem do mycia twarzy ale zdarza się to niezwykle rzadko. Nigdy jednak nie miałam twarzowego myjadła w postaci pianki. Gdy zobaczyłam, że ORIENTANA wypuściła na rynek takową piankę, ciekawość zwyciężyła i tym sposobem Nawilżająca bio pianka do mycia twarzy znalazła się w moim posiadaniu.


 O tym kosmetyku przeczytałam: Naturalna, lekka i delikatna pianka do oczyszczania twarzy doskonale sprawdza się w pielęgnacji każdego typu cery. Nie zawiera mydła, SLS, SLES, ALS i innych substancji drażniących i zakłócających naturalną barierę hydrolipidową naskórka. Nie przesusza, nie powoduje uczucia ściągnięcia i szorstkości skóry. Zawiera łagodne, bezpieczne i biodegradowalne składniki. Za ich sprawą dogłębnie oczyszcza twarz, usuwając z niej resztki makijażu i zanieczyszczenia zebrane w ciągu dnia. Dzięki ekstraktowi z gurdliny japońskiej wykazuje delikatne działanie nawilżające i kojące, wspomaga mikrocyrkulację skóry i poprawia jej wytrzymałość na działanie niekorzystnych czynników zewnętrznych. W efekcie skóra pozostaje czysta, miękka, odżywiona, nawilżona i przygotowana do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych.


Używając kosmetyków naturalnych poznaje się dużo ziół, często egzotycznych. Tak też jest w przypadku bio pianki. W jej składzie znajduje się ekstrakt z owoców gurdliny japońskiej (Trichosanthes Kirilowii Fruit Extract), rośliny rosnącej w Azji, między innymi w górskich rejonach Indii i cenionej w Ajurwedzie i medycynie chińskiej. Dzięki dużej zawartości cukrów gurdlina japońska ma silne działanie nawilżające. Poprawia mikrokrążenie, łagodzi stany zapalne i podrażnienia. Z kosmetycznego punktu widzenia bardzo pożyteczne ziółko.

  
150 ml pianki zamknięto w plastikowej butelce z pompką. Pompka działa bardzo dobrze i precyzyjnie dozuje kosmetyk. Piankę nakładam na twarz i delikatnie masuję skórę. Podczas tego masażu pianka zamienia się w emulsję myjącą. Rytuał ten umila zapach pianki, moim zdaniem jest to zapach kwiatowy. Do dokładnego oczyszczenia twarzy w zasadzie wystarczy jednorazowe umycie ale ja, po spłukaniu pianki, nakładam ją ponownie i powtarzam zabieg. Po takim umyciu nie odczuwam ściągnięcia skóry, natomiast jest dobrze oczyszczona i nawilżona. Pianka Kantola bardzo przypadła mi do gustu i z pewnością będę do niej wracać. Jest kosmetykiem delikatnym ale skutecznym, nadaje się do każdego rodzaju cery.

    
Skład: Aqua, Glycerin, Propanediol, Polyglyceryl-10 Laurate, Caprylyl/Capryl Glucoside, Panthenol, Babassu Oil Polyglyceryl-4 Esters, Trichosanthes Kirilowii (gurdlina japońska) Fruit Extract, Biosaccharide Gum-1, Polyglyceryl-5 Oleate, Sodium Cocoyl Glutamate, Glyceryl Caprylate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene.        

środa, 7 czerwca 2017

Mydło Rozmaryn od MINISTERSTWA DOBREGO MYDŁA




   
          O mydłach od MINISTERSTWA DOBREGO MYDŁA czytałam dużo pozytywnych opinii. Poza tym obejrzałam sobie te kostki na stronie firmy i bardzo mi się spodobały. Nic więc dziwnego, że nabrałam na nie ochoty. Gdy wreszcie zdecydowałam się złożyć zamówienie okazało się, że nie ma mydełka na które miałam największą ochotę, a mianowicie rozmarynowego. W końcu rozmaryn pokazał się w sklepie ale zamówienia już nie składałam gdyż było to kilka dni przed targami EKOCUDA, które miałam zamiar odwiedzić, a wiedziałam, że Ministerstwo też tam będzie. I rzeczywiście. Na targach kupiłam mydło rozmarynowe oraz dwa inne mydełka tej marki. Jako pierwsze do użytku poszło oczywiście rozmarynowe.


Producent tak pisze o tym mydełku:
Jest to naturalne, ręcznie wytwarzane w niewielkich partiach wegańskie mydło z błękitną glinką kambryjską i rozmarynowym olejkiem eterycznym. Błękitna glinka kambryjska jest najstarszą, powstałą ok. 543 mln lat temu, glinką na świecie. Wydobywana na terenach Syberii stanowi niezwykły rezerwuar minerałów. Oczyszcza, działa przeciwzapalnie i regeneruje naskórek, stymuluje krążenie krwi i zwęża pory. Olejek rozmarynowy (Rosmarinus Officinalis L.) ma zaś działanie antybakteryjne i antygrzybicze, rozluźnia mięśnie i pobudza ciało do działania. Mydło jest idealne dla osób o skórze zmęczonej. Delikatne, nie podrażnia i nie wysusza. Zawiera ok. 3% niezmydlonych olejów i maseł, które pielęgnują skórę podczas mycia. Duże, kwadratowe. Zawieszone na sznurku konopnym.


Kostka rozmarynowa waży 100 g i ma, rzadko spotykany wśród mydeł, kształt sześcianu. Kolor niebieski, a właściwie morski. Jedna ze ścianek sześcianu, ta, z której wychodzi konopny sznurek, pokryta jest suszonymi listkami rozmarynu, a w trakcie zmydlania kostki, listki odpadają w bardzo niewielkim stopniu. Mydełko wytwarza może i niezbyt obfitą pianę ale za to jaką. Jest to piana gęsta i treściwa, a po rozprowadzeniu jej po skórze przybiera postać odżywczej emulsji. Całości dopełnia piękny, ziołowy zapach. Zapach rozmarynu. Uwielbiam kąpiel z tym mydełkiem tym bardziej, że pozostawia skórę dobrze oczyszczoną ale nie wysuszoną i bez uczucia ściągnięcia. Czegóż więcej można chcieć od mydła? Uwiodło mnie już od pierwszego użycia, a myję nim twarz i całe ciało.


Skład mydła: Woda, Zmydlone: Olej kokosowy, Oliwa z oliwek, Olej palmowy (zrównoważony)*, Olej rycynowy, Olej ze słodkich migdałów, Nierafinowane masło kakaowe**, Nierafinowane masło shea**, Rozmarynowy Olejek Eteryczny, Błękitna Glinka Kambryjska, Hydratyzowana Zieleń Chromowa (pigment mineralny), *Olej palmowy z certyfikatem RSPO - olej pozyskiwany z szacunkiem dla ludzi i środowiska **nierafinowane.


Mydło rozmarynowe bardzo ładnie prezentuje się w łazience ale jego kształt nie jest zbyt wygodny, kostkę trudno obraca się w dłoniach. Producent radzi usunąć sznurek i przeciąć kostkę na pół. Nie skorzystałam z tej rady ale może następnym razem tak zrobię gdyż zamierzam wracać do tego mydełka. Jest tego warte.

niedziela, 4 czerwca 2017

ARGITAL Płyn do higieny intymnej z zieloną glinką i olejkiem niauli




         Na Płyn do higieny intymnej marki ARGITAL  miałam ochotę już od dawna, a mianowicie od chwili gdy przeczytałam recenzję Anuli (klik). Anula, znana w blogosferze kusicielka, potrafi to robić bardzo skutecznie. Mnie też skusiła chociaż trochę trwało zanim kupiłam ten żel.


  
Na temat żelu przeczytałam: Delikatny płyn do higieny intymnej na bazie tensydów roślinnych, wzbogacony olejkiem niauli (Melaleuca Viridiflora) i zieloną glinką. Nie podrażnia skóry, działa łagodząco, bakteriostatycznie i przeciwzapalnie. Skutecznie nawilża i oczyszcza. Kwas mlekowy pozwala zachować naturalny, kwaśny odczyn miejsc intymnych, wzmacniając ochronę przed podrażnieniami. Dzięki zawartości olejków: miętowego i lawendowego żel daje uczucie świeżości i czystości przez długi czas. Zielona glinka absorbuje zanieczyszczenia i odświeża.


       

Zaintrygował mnie olejek niauli w nazwie kosmetyku. Przeczytałam, że pochodzi on z wiecznie zielonego drzewa rosnącego w Australii i Nowej Kaledonii. Posiada silny zapach słodko-świeży z nutą kamfory. Stosowany głównie w aromaterapii, posiada właściwości antyseptyczne i pobudzające, a jego nazwę należy pisać niaouli.



250 ml płynu otrzymujemy w plastikowej butelce. Butelka dobrze układa się w dłoni, jedynie klapka dosyć ciężko się otwiera i dlatego butelka stała w łazience z klapką tylko lekko przymkniętą.
Płyn powinien właściwie nazywać się żelem ze względu na swoją żelowatą konsystencję. Żel jest mętny i jego wygląd kojarzy mi się trochę z rozcieńczonym wodą mlekiem. Zapach nazwałabym ziołowym z mocno dominującą miętą.
Gdy po raz pierwszy użyłam tego żelu nie byłam zachwycona. Poczułam pieczenie i lekkie odrętwienie. Pomyślałam sobie wtedy: "Ojej, co ja kupiłam? Czym ta Anula tak się zachwycała?" Jednak to niemiłe odczucie dosyć szybko minęło i pozostało wrażenie czystości i świeżości. Postanowiłam więc zużyć żel. Dobrze zrobiłam gdyż po kilku dniach używania odczucia nie były już tak niemiłe, widocznie skóra przyzwyczaiła się do żelu. Zużyłam kosmetyk do końca i z biegiem czasu coraz bardziej mi się podobał, a zwłaszcza to długo pozostające odczucie świeżości i czystości. 
Skład żelu jest taki:




Żel do higieny intymnej od Argital posiada dwa certyfikaty: ICEA i BDIH. Po zużyciu całej butelki żelu uważam go za ciekawy i skuteczny kosmetyk. Z pewnością jeszcze niejeden raz go kupię.



sobota, 27 maja 2017

Dezodorant w kremie z białą glinką francuską od PURITE



    Tegoroczna wiosna długo przypominała bardziej zimę niż samą siebie. W końcu odpuściła i wreszcie mamy upragnione ciepło, a czasem nawet bardzo ciepło. W takie dni niezbędnym elementem pielęgnacji (oprócz mycia oczywiście) jest stosowanie dezodorantów. Dezodorantów używamy przez cały rok ale wiosną i latem są one szczególnie ważne ze względu na wzmożone pocenie się. Myślę, że jest to dobry moment na napisanie notki o dezodorancie. Chodzi o  Dezodorant w kremie z białą glinką francuską polskiej marki PURITE.


 
Producent tak opisuje dezodorant: Dezodorant na bazie jedynie naturalnych składników dezodorujących, tak dobranych, aby poza wyjątkową pielęgnacją zapewniały komfort i świeżość na cały dzień. Bez żadnych zbędnych dodatków i niewiadomego pochodzenia składników o niemożliwych do wymówienia nazwach INCI. O właściwościach dezodorantu decyduje unikalna kompozycja sypkich substancji antyseptycznych oraz działających przeciwbakteryjnie i odświeżająco olejków eterycznych jakości terapeutycznej.
Producent zapewnia, że dezodorant nie zawiera konserwantów, sztucznych aromatów i barwników.



 
Dezodorant w kremie nie jest dla mnie absolutną nowością gdyż miałam już jeden w tej postaci. Był to produkt amerykańskiej marki Schmidt`s i pisałam o nim tu.
Z dezodorantu Schmidt`s byłam zadowolona, a gdy się skończył postanowiłam wypróbować produkt rodzimej marki Purite.
Firma Purite produkuje dwa rodzaje dezodorantów: z glinką białą i z glinką zieloną. Na początek zdecydowałam się na ten z glinką białą gdyż jest ona najłagodniejsza i najdelikatniejsza ze wszystkich glinek.


 
Dezodorant otrzymujemy w słoiczku z ciemnego szkła z plastikową zakrętką. Słoiczek zawiera 60 ml kosmetyku. Krem ma kolor beżowy, zbliżony do koloru kawy z mlekiem. Jego zapach określiłabym jako ziołowo-miętowy i taki trochę kojarzący się z apteką. Nie wprawia mnie w zachwyt ale też nie odrzuca. Krótko mówiąc może być, przynajmniej dla mnie. Konsystencja kremowa. Nie można jej nazwać lekką ale też nie jest ciężka i mocno zbita. Krem bez problemu nabieram palcem, trochę rozcieram palcami i wmasowuję w skórę pod pachami. Z pewnością nie trwa to dużo dłużej niż użycie dezodorantu w sztyfcie lub w kulce.
Czy jest skuteczny? Moim zdaniem tak. Dzięki niemu nie czuję przykrego zapachu potu ale jego wydzielanie nie jest blokowane. Gdy zaczęłam używać tego dezodorantu było dosyć zimno i nawet zastanawiałam się czy nie odstawić go aż do lata. Jednak się ociepliło i to znacznie więc nadal go używam. W ciepłe dni też dobrze się sprawdza. Nawet bluzka pod pachami jest sucha. Jednego, bardzo ciepłego dnia bluzka była lekko wilgotna ale nie było na niej mokrych plam, a przecież o to chodzi. Wydzielany pot prawdopodobnie wchłaniany jest przez skrobię i glinkę znajdujące się w składzie dezodorantu. Ja nie należę do osób bardzo mocno się pocących i nie wiem czy ten dezodorant sprawdziłby się u osób z nadmierną potliwością. Każdy musi sprawdzić to sam na sobie. Dodam jeszcze, że dezodorant ten nie brudzi ubrań.


  
Skład (INCI): Sodium Bicarbonate, Butyrospermum Parkii (Shea) Fruit Butter, Corn Starch Modified, Helianthus Annuus Seed Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Kaolin Clay, Musk Rose (Rosa Moschata) Seed Oil, Glycerin, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Oil, Lavandula Angustifolia Oil, Mentha Piperita Leaf Oil, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Citrus Bergamia (Bergamot) Oil, Citral*, Limonene* and Linalool*.
* - naturalne składniki olejków eterycznych.

I polska wersja składu: wodorowęglan sodu, masło shea, skrobia ziemniaczana, olej słonecznikowy, olej jojoba, francuska glinka biała, olej z dzikiej róży, gliceryna roślinna, olejek ze słodkiej pomarańczy, olejek z lawendy lekarskiej, olejek z mięty pieprzowej, olejek z drzewa herbacianego, olejek z bergamotki. 

Pewnie zauważyliście, że w każdej wersji językowej składu podkreśliłam po jednym składniku. Zrobiłam tak ze względu na pewną nieścisłość. Otóż w składzie INCI mamy skrobię kukurydzianą modyfikowaną, natomiast w polskiej wersji językowej widnieje skrobia ziemniaczana. Nie posądzam tu producenta o jakieś celowe kłamstwa. Prawdopodobnie jest to zwykła pomyłka ale klient nadal nie wie jakiej skrobi użyto w produkcji dezodorantu. Zapewne oba rodzaje skrobi nadają się do tego kosmetyku ale po to jest obowiązek pisania składów żeby klient wiedział z czego składa się kosmetyk. Nie wpływa to oczywiście na moją ocenę dezodorantu, który uważam za dobry produkt i pewnie jeszcze niejeden raz go kupię. Ten egzemplarz kupiłam tu    

poniedziałek, 22 maja 2017

EUBIONA Tonik z bio-aloesem i owocem granatu



    Tonizacja cery to, moim zdaniem, ważny etap jej pielęgnacji i dlatego nigdy tego etapu nie pomijam. Czasem zamiast toniku używam hydrolatów, czasem są to toniki samorobione ale najczęściej używam toników gotowych. Dzisiaj przedstawię jeden z nich, a mianowocie Tonik z bio-aloesem i owocem granatu niemieckiej marki EUBIONA.


O toniku przeczytałam: Nawilżający tonik z kwasem hialuronowym, przeznaczony do codziennego, łagodnego oczyszczania skóry suchej. Wyciągi z aloesu i oczaru wirginijskiego odświeżają i tonizują skórę, zapobiegając jej przesuszeniu. Hydrolat owoców granatu działa orzeźwiająco.
W składzie toniku znajduje się kilka ciekawych, wartościowych substancji. Jednym z nich jest ekstrakt z liści aloesu w postaci żelu. Aloes ma bardzo szerokie zastosowanie w kosmetyce. Jest bogaty w antyoksydanty, a poza tym dobrze nawilża i regeneruje skórę. Ekstrakt z owoców granatu posiada wyjątkowe właściwości przeciwzapalne, antyoksydacyjne i odżywcze, a to dzięki zawartości kwasu punikowgo (Omega 5). Owoc granatu bogaty jest również w polifenole zaliczane do wyjątkowo silnych antyoksydantów oraz w witaminy C i E. Kolejnym wartościowym składnikiem jest hydrolat z oczaru wirginijskiego. Posiada on właściwości gojące i przeciwzapalne, działa kojąco i regenerująco, wspomaga ochronę UV. Jest hydrolatem o silnych właściwościach antyoksydacyjnych, a więc działa przeciwstarzeniowo. W składzie toniku znajduje się również kwas hialuronowy w postaci hialuronianu sodu, a jak wiemy, kwas ten rewelacyjnie nawilża skórę.
Całkowity skład toniku: Aqua (Water), Aloe Barbadensis Gel*, Punica Granatum Extract*, Hamamelis Virginiana Distillate, Alcohol, Sodium Hyaluronate, Parfum, Limonene, Linalool, Citronellol.
* - składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych,
100% składników pochodzi z surowców naturalnych,
20% składników pochodzi z kontrolowanych upraw biologicznych,
95% składników roślinnych pochodzi z kontrolowanych upraw biologicznych.


100 ml toniku zamknięto w plastikowej buteleczce. Szkoda, że butelka nie została wyposażona w atomizer gdyż bardzo lubię zraszać twarz tonikiem. Na to jednak jest prosta rada, wystarczy przelać tonik do butelki z atomizerem, co, oczywiście, uczyniłam. Bardzo podoba mi się zapach tego kosmetyku. Jest owocowy, a jednocześnie świeży i orzeźwiający. Kojarzy się właśnie z owocem granatu.
Gdy po raz pierwszy użyłam tego toniku okazało się, że... pozostawia on na skórze lekko lepką warstwę. Bardzo mnie to zaskoczyło gdyż jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim działaniem toniku. Na szczęście warstwa ta szybko znika, zostaje wchłonięta przez skórę wraz z tonikiem i można spokojnie nakładać krem. Ja nawet nie czekam na wchłonięcie się toniku tylko od razu aplikuję na twarz krem i wszystko razem ładnie się wchłania. Tonik Eubiony nie powoduje ściągania skóry, natomiast bardzo dobrze ją koi, nawilża i odświeża. Podoba mi się też krótki skład tego toniku. Lubię kosmetyki z takimi składami. Tonik z bio-aloesem i owocem granatu można kupić w tym sklepie. Są tam również kremy do twarzy z tej samej linii, na dzień i na noc. Myślę, że też warto je wypróbować.



wtorek, 16 maja 2017

MADARA Zaawansowany krem przeciwzmarszczkowy na dzień AGE DEFENCE - Time Miracle



   
    Na kosmetyki łotewskiej marki MADARA już od dawna miałam ochotę, a ochota skutecznie była podsycana przez bardzo pozytywne, wręcz entuzjastyczne recenzje tych produktów w blogosferze. Wiecie jednak jak to jest w praktyce. Chce się poznać mnóstwo kosmetyków, mnóstwo marek i przy każdych zakupach trzeba dokonywać wyboru tych kosmetyków, które przetestuje się już teraz, a które kiedy indziej. I tak moja znajomość z Madarą odsuwała się w czasie. W końcu jednak ciekawość zwyciężyła i zamówiłam Time Miracle  Zaawansowany krem przeciwzmarszczkowy na dzień AGE DEFENCE.



Do zakupu właśnie tego kremu Madary skłonił mnie również opis producenta. Oto on: 0% wody, 100% naturalnej efektywności. Ten luksusowy, innowacyjnie walczący z oznakami starzenia krem, radykalnie zmniejsza skutki stresu środowiskowego, pomaga w utrzymaniu właściwego stanu naturalnego kolagenu, naprawia strukturę skóry i rozjaśnia zmęczoną cerę. Zobaczysz natychmiast, jak twoja skóra staje się gładsza i bardziej rozświetlona. Stworzony na bazie CELL REPAIR BIO-COMPLEX (bio kompleksu naprawiającego komórki) chronionego patentem MADARA i odnawiającego skórę soku z brzozy. Unikalna formuła, woda została w 100% zastąpiona sokiem z brzozy.



W kremie znajdziemy wiele wartościowych składników aktywnych. Przede wszystkim jest to zastępujący wodę sok z brzozy o łagodnym działaniu ujędrniającym, tonizującym oraz przeciwzapalnym i kojącym skórę. Ekstrakt z owoców rokitnika to składnik zawierający mnóstwo witamin, minerałów, antyoksydantów. Rokitnik stymuluje proces regeneracji naskórka, opóźnia proces starzenia się skóry, przywraca jej sprężystość, nawilża i odżywia skórę, poprawia jej koloryt. Ekstrakt z kwiatów koniczyny czerwonej zawiera izoflawony, glikozydy, fitosterole, saponiny, garbniki. Na skórę działa ujędrniająco, nawilżająco i rozjaśniająco. Kolejny składnik aktywny to ekstrakt ze skrzypu polnego. Skrzyp przede wszystkim jest bogatym źródłem krzemu łatwo przyswajalnego przez organizm, a także flawonoidów i potasu. Dzięki temu zapewnia skórze elastyczność i sprężystość, wpływa korzystnie na stan naczyń krwionośnych i ułatwia odnowę tkanki łącznej. Ekstrakt z przywrotnika pospolitego wspomaga regenerację naczyń włosowatych, przywraca skórze właściwą elastyczność, zmniejsza, a czasem nawet likwiduje przebarwienia i blizny. Ekstrakt z borówki czarnej działa antyoksydacyjnie, odżywczo, a także rozjaśnia i ujędrnia suchą, dojrzałą skórę. Jędrność i elastyczność skóry poprawia również ekstrakt z przytulii właściwej. Z kolei ekstrakt z kasztanowca zwyczajnego pobudza krążenie i uszczelnia naczynia krwionośne. Widać, że krem jest wręcz naszpikowany ekstraktami ziołowymi i są to zioła odznaczające się bardzo korzystnym działaniem na ludzką skórę.



50 ml kremu zamknięto w opakowaniu typu airless co zapewnia higieniczne dozowanie kosmetyku. Krem ma typową, dosyć lekką konsystencję. Zapach ziołowy, bardzo delikatny. Łatwo rozprowadza się po skórze, dobrze się wchłania i nie pozostawia tłustej ani lepkiej warstwy. Z powodzeniem można go stosować pod makijaż. Krem nie powoduje uczucia ściągnięcia skóry. Cera jest gładka i miękka, najwyraźniej  została dobrze nawilżona i odżywiona. Używam tego kremu już od miesiąca i widzę, że stan skóry się poprawił, a konkretnie poprawiła się jej elastyczność i koloryt. Odnoszę też wrażenie, że drobne zmarszczki uległy lekkiemu spłyceniu. Czego więcej można oczekiwać od kremu? Nie muszę chyba dodawać, że jestem z niego bardzo zadowolona. Jest to mój pierwszy kosmetyk marki Madara ale z pewnością nie ostatni. Ten krem zachęcił mnie do poznania innych produktów Madary.





Skład kremu: Betula Alba (birch) Juice*, Simmondsia Chinensis Seed Oil*, Squalane, Glycerin***, Glyceryl Stearate, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Dicaprylyl  Carbonate, Cetearyl Alcohol, Betaine, Sodium PCA, Hippophae Rhamnoides (Seabuckthorn) Fruit Extract*, Trifolium Pratense (Red Clover) Flower Extract*, Galium Verum (Madara) Extract*, Alchemilla  Vulgaris (Lady`s Mantle) Extract*, Vaccinium Myrtillus (Blueberries) Fruit Extract*, Mica (CI 77019)****, Dipalmitoyl Hydroxyproline, Benzyl Alcohol, Aroma, Aqua, Titanium Dioxide (CI 77891)****, Chitin, Beta-glucan, Tocopherol, Sodium Benzoate, Equisetum Arvense (Horsetail) Extract*, Aesculus Hippocastanum (Horse-Chestnut) Seed Extract*, Xanthan Gum, Ascorbyl Palmitate, Sodium Hyaluronate, Potassium Sorbate, Sodium Phytate, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Limonene**, Linalool**, Eugenol**, Citral**.

* - z rolnictwa ekologicznego
** - naturalne olejki eteryczne
*** - stworzone z organicznych składników
**** - czyste, mineralne pigmenty
99% składników jest pochodzenia naturalnego
79% składników pochodzi z rolnictwa ekologicznego.
Krem Time Miracle Age Defence jest kosmetykiem certyfikowanym przez ECOCERT.

       

sobota, 6 maja 2017

SO`BIO etic Odżywcze masło do ciała z oślim mlekiem



    Pisałam już niejeden raz, że jestem posiadaczką suchej skóry na ciele i dlatego mazidła do ciała stale goszczą w mojej łazience. Ze względu na wspomnianą suchość skóry wybieram produkty bardziej odżywcze, treściwe, a więc częściej są to masła i kremy niż balsamy chociaż na balsam też czasem się skuszę. Dziś napiszę o Odżywczym maśle do ciała z oślim mlekiem marki SO`BIO etic. Kosmetyki tej marki są dosyć popularne wśród zwolenniczek naturalnej pielęgnacji ale dla mnie jest to dopiero pierwszy produkt od SO`BIO.




Producent tak pisze o kosmetyku: Wzbogacone mlekiem oślim, aloesem bio oraz masłem karite, masło do ciała działa intensywnie odżywczo i nawilżająco*. Aksamitna, kremowa konsystencja ułatwia aplikację produktu, który otula ciało pachnącą, ochronną i nietłustą powłoką.
Ochroniona i odżywiona, twoja skóra odzyskuje jedwabistą gładkość i piękno.
*- nawilżanie górnych warstw naskórka. 




Konsystencja masełka jest dokładnie taka, jak pisze producent czyli kremowa i aksamitna. Zapach jest bardzo delikatny i kojarzy mi się z wanilią i karmelem. Bardzo przyjemny ale nie utrzymuje się długo na skórze. Masło łatwo rozprowadza się po skórze i wchłania się całkowicie po chwili masażu. Nie pozostawia na skórze tłustej czy lepkiej warstwy. Pozostawia skórę dobrze nawilżoną, miękką i gładką. Fajny kosmetyk, dobrze działa na moją skórę. Mimo to mam co do niego pewne zastrzeżenia. Dotyczą one składu. Oto on: Aqua (Water), Anthemis Nobilis Flower Water*, Isopropyl Palmitate, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Cocoglycerides, Olus Oil (Vegetable Oil),  Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Donkey Milk, Glyceryl Stearate SE, Benzyl Alcohol, Bentonite, Parfum (Fragrance), Xanthan Gum, Hydrogenated Vegetable Oil, Sodium Benzoate, Lactic Acid, Candelilla Cera (Euphorbia Cerifera (Candelilla) Wax), Sodium Levulinate,  Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Tocopherol, Linalool, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder*, Benzyl Salicylate.
*- składniki pochodzące z rolnictwa ekologicznego,
98% składników jest pochodzenia naturalnego,
20% składników pochodzi z rolnictwa ekologicznego.
Podkreśliłam w składzie dwie pozycje. Jedna z nich to olus oil, o którym wiadomo tylko tyle, że jest to olej pochodzenia roślinnego ale olej kokosowy, migdałowy, arganowy i cała masa innych też są pochodzenia roślinnego. Dlaczego więc tego oleju nie można nazwać "po imieniu" tylko ukrywany jest pod tajemniczą nazwą olus oil? Prawdopodobnie jest tu coś do ukrycia. Znalazłam taki opis tego oleju: Olus Oil - olej lub mieszanina olejów pochodzenia roślinnego. Emolient tłusty, tworzy na skórze i włosach odżywczy film, który zmiękcza i wygładza, zapobiega odparowywaniu wilgoci i chroni przed czynnikami zewnętrznymi takimi jak np. wiatr, mróz czy klimatyzowane pomieszczenia. Składnik może nasilać problemy trądzikowe, powodować wypryski i zaskórniki. Składnik niewiadomego pochodzenia. Może pochodzić z genetycznie modyfikowanych organizmów-GMO lub oleju palmowego. Plantacje palmy olejowej dla pozyskiwania oleju palmowego zakłada się w niektórych krajach na obszarach celowo karczowanych, uprawy tej palmy mają destrukcyjny wpływ na środowisko naturalne, florę i faunę lasów deszczowych.W krajach takich jak Borneo, Malezja, Indonezja są już zagrożone zagładą.(Żródło)



Drugim składnikiem podkreślonym w składzie jest Hydrogenated Vegetable Oil, który czasem można spotkać pod nazwą Hydrogenated Olus Oil. Jest to więc ten sam tłuszcz, o którym napisałam wyżej, tylko utwardzony (uwodorniony) i można o nim napisać dokładnie to samo. Nie ukrywam, że wolałabym, żeby takich tajemniczych składników nie było w kosmetykach naturalnych, a tym bardziej w produkcie cieszącym się aż dwoma certyfikatami (Cosmebio i Ecocert). Kupując kosmetyk naturalny chcę wiedzieć co nakładam na swoją skórę czy włosy i, moim zdaniem, taka składnikowa maskarada nie powinna mieć miejsca. A co Wy o tym sądzicie?    

środa, 3 maja 2017

ABSOLUTE ORGANIC Organiczny krem do rąk



        Krem do rąk to u mnie kosmetyk pierwszej potrzeby. Wysuszona skóra moich dłoni wiele razy dziennie potrzebuje nawilżenia i natłuszczenia. Czasem krem zastępuję takim czy innym olejem ale jednak kremy dominują w pielęgnacji moich rąk. Dzisiaj przyszła kolej na Organiczny krem do rąk marki ABSOLUTE ORGANIC.


O kremie przeczytałam: 
Krem do rąk bogaty w wyciąg z gorysza (Imperatoria) - roślinę pochodzącą z Alp Szwajcarskich, znaną ze swoich niezwykłych właściwości leczniczych i przeciwdziałania stanom zapalnym. Krem jest połączeniem organicznych olejków: oliwy z oliwek, olejku ze słodkich migdałów, makadamii i jojoba oraz olejków cytrusowych, które odżywiają skórę oraz organicznego masła shea, które regeneruje skórę i chroni przed utratą nawilżenia. Aloes nawilża i łagodzi podrażnienia. Krem zawiera również witaminę E odpowiedzialną za ogólną ochronę skóry.


Kosmetyki ABSOLUTE ORGANIC produkowane są przez izraelską firmę B4U. Nie są to produkty całkiem mi nieznane gdyż miałam kiedyś Odżywcze masło do ciała tej marki i pamiętam, że sprawdziło się bardzo dobrze na mojej skórze. Dlatego właśnie skusiłam się na przetestowanie tego kremu do rąk.


Mam bardzo suchą skórę rąk i dlatego dosyć trudno przychodzi mi znalezienie odpowiedniego dla nich kremu. Często jest tak, że wmasowany w dłonie krem szybko się wchłania i skóra jest taka, jak przed aplikacją kremu. Nie zawsze trafiam na krem intensywnie odżywczy, który dobrze zadba o skórę moich łapek. Tym razem mi się udało. Organiczny krem do rąk od ABSOLUTE ORGANIC spisuje się znakomicie. Przede wszystkim jest to krem treściwy i dlatego na całkowite jego wchłonięcie skóra potrzebuje kilku minut. Warto jednak poczekać by cieszyć się skórą miękką, jedwabiście gładką bez żadnych szorstkości. Zauważyłam też ciekawe zjawisko. Po kilkudniowym, systematycznym używaniu tego kremu stan skóry moich rąk wyraźnie się poprawił. Gdy umyłam ręce i nie nałożyłam kremu skóra nadal była sucha ale nie tak bardzo jak przedtem. Zniknęły też szorstkości i ręce są gładkie. Może tak działa na skórę wyciąg z tej alpejskiej rośliny o nazwie gorysz. Myślę też, że swój udział ma tu sok z aloesu znajdujący się wysoko, bo na drugim miejscu, w kładzie. Muszę przyznać, że jest to jeden z lepszych kremów do rąk jakie dotychczas miałam. Kupić można go tu, a także w wielu innych sklepach internetowych. Dodatkowym plusem tego produktu jest rozsądna cena i spora pojemność tubki (100 ml), a naturalność kosmetyku potwierdza certyfikat Ecocert.


Skład kremu (INCI): Aqua (Water), Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Oleate, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Glyceryl Stearate SE, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Simondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Macadamia Ternifolia Seed Oil*, Peucedanum Ostruthium Leaf Extract*, Glycerin, Tocopheryl Acetate, Beeswax*, Gluconolactone, Sodium Benzoate, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil*, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Oil, Dehydroacetic Acid, Potassium Sorbate, Benzoic Acid, Benzyl Alcohol.

* - składniki pochodzące z upraw ekologicznych,
97,76% składników jest pochodzenia naturalnego,
27,48% składników pochodzi z upraw ekologicznych.        
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...