niedziela, 3 grudnia 2017

SO`BIO etic Krem nawilżająco-odżywczy do rąk z oślim mlekiem.



 
       SO`BIO etic to dosyć popularna wśród zwolenniczek naturalnej pielęgnacji francuska marka kosmetyków naturalnych. Je jednak dopiero zaczynam ją poznawać. Wcześniej miałam tylko masło do ciała tej marki, a teraz przyszła kolej na Krem nawilżająco-odżywczy do rąk z oślim mlekiem.



Na temat kremu można przeczytać:
Aby chronić dłonie przed licznymi szkodliwymi czynnikami otoczenia i na długo zachować elastyczność i gładkość ich skóry SO`BIO stworzyło nawilżająco-odżywczy krem z mlekiem oślim do rąk. Ten nietłusty krem natychmiast się wchłania i pozostawia na dłoniach pachnącą, cudownie jedwabistą i nieklejącą powłokę ochronną. Nawilżona, ochroniona i odżywiona skóra dłoni odzyskuje jedwabistą gładkość i piękno.
Zawiera:
- ośle mleko - odżywcze i regenerujące
- masło karite - odżywcze i zmiękczające
- aloe vera bio - nawilżający i kojący.



W kremie znajdują się dwa składniki, które moja skóra bardzo lubi. Jeden z nich to ośle mleko. Jak wiemy w oślim mleku kąpała się Kleopatra i wiedziała co robi. Współczesne badania potwierdzają korzystny wpływ oślego mleka na skórę. Działa ono regenerująco, rozjaśniająco i nawilżająco. Ponadto stymuluje produkcję kolagenu i elastyny w skórze, a więc ma działanie anti-aging. Jest bogate w witaminy A, B1, B2, B6, C, D i E oraz nienasycone kwasy tłuszczowe Omega-3 i Omega-6, a także wiele mikroelementów. Drugi składnik to aloes. Żel aloesowy bogaty jest w glikoproteiny, polisacharydy, polipeptydy, aminokwasy, witaminy i mikroelementy. Zawarty w kosmetykach żel aloesowy ma działanie przeciwzapalne, łagodzi podrażnienia, zmiękcza twardy naskórek. Polisacharydy z żelu ułatwiają wiązanie wody, a więc zapobiegają przesuszeniu skóry. Szkoda tylko, że aloesu jest w tym kremie niewiele, znajduje się na końcu składu.



Krem otrzymujemy w plastikowej tubie zawierającej 75 ml kosmetyku. Jest to biały kremik o dosyć lekkiej konsystencji i przyjemnym, delikatnym zapachu kojarzącym mi się trochę z wanilią, trochę z karmelem. Szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Nie ma więc obaw, że coś (np. dokumenty w pracy) zaplamimy na tłusto.
Moje dłonie są bardzo suche i dlatego wiele kremów ma po prostu zbyt słabe dla nich działanie. Wmasuję taki krem, wchłonie się i... skóra jest taka jak przed aplikacją. Jakbym w ogóle tego kremu nie wmasowała. Dlatego potrzebuję preparatu treściwego i odżywczego. Taki właśnie jest Krem nawilżająco-odżywczy do rąk z oślim mlekiem od SO`BIO etic. Mimo iż szybko się wchłania, to skóra pozostaje miękka, delikatna i jedwabista. Nie ma śladu po przesuszeniu. Takie właśnie kremy lubię i ja i moje ręce. Dodatkowym plusem kosmetyku jest jego wydajność. Niewielka ilość wystarcza na całe dłonie i trzeba wręcz uważać, żeby nie wycisnąć z tubki zbyt dużo.


Skład kremu (INCI): Aqua (Water), Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water*, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate SE, Cocoglycerides, Bentonite, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter*, Donkey Milk, Glyceryl Stearate Citrate, Benzyl Alcohol, Ricinus Communis (Castor Seed) Oil*, Sodium Stearoyl Glutamate, Parfum (Fragrance), Sodium Benzoate, Xanthan Gum, Lactic Acid, Phytic Acid, Sodium Levulinate, Linalool, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder*, Benzyl Salicylate.
* - z rolnictwa ekologicznego
99% składników jest pochodzenia naturalnego,
21% składników pochodzi z rolnictwa ekologicznego.
Krem posiada dwa certyfikaty świadczące o jego naturalności: Cosmebio i Ecocert.


Znacie kosmetyki tej marki? Jeśli tak, to co o nich sądzicie?    

środa, 29 listopada 2017

TEA NATURA Żel do higieny intymnej z malwą i drzewem herbacianym




     Już od kilku lat używam do higieny intymnej naturalnych mydeł w kostkach. Jednak w ubiegłym roku coś się odmieniło i zaczęłam używać żeli, oczywiście tych naturalnych. Zaczęło się od żelu i pianki Bioturm, potem był żel Argital, potem Sylveco i Biolaven. Te dwa ostatnie już wykończyłam ale jeszcze o nich nie napisałam. Teraz w użyciu jest Żel do higieny intymnej z malwą i drzewem herbacianym włoskiej marki TEA NATURA.



O tym kosmetyku przeczytałam: Żel do higieny intymnej z malwą i drzewem herbacianym firmy TEA Natura bogaty jest w ekstrakt z płucnicy islandzkiej i eteryczny olejek z drzewa herbacianego, które mają antyseptyczne i antybakteryjne działanie. Odpowiedni dla kobiet i mężczyzn.
Ten produkt nie zawiera olejów mineralnych, składników pochodzenia zwierzęcego, SLS i SLES, syntetycznych barwników, substancji zapachowych, konserwantów i substancji genetycznie modyfikowanych.



250 ml żelu otrzymujemy w prostej, plastikowej butelce z zamknięciem na klik. Butelka oklejona jest etykietą o miłej dla oka, wesołej szacie graficznej.




Żel od TEA Natura zawiera ekstrakt z płucnicy islandzkiej (Cetraria Islandica). Płucnica jest porostem, co oznacza, że tworzy ją grzyb żyjący w symbiozie z glonem. Przeciwdziała oznakom starzenia, działa odtruwająco, oczyszczająco, nawilżająco oraz antyseptycznie i przeciwgrzybiczo. Ekstrakt z malwy (Malva Sylvestris) zawiera dużo flawonoidów, które wzmacniają naczynka krwionośne przez co zmniejszają ich przepuszczalność, a więc chronią i wzmacniają skórę. Natomiast olejek eteryczny z drzewa herbacianego to naturalny środek antybakteryjny, przeciwzapalny i dezynfekujący.



Kosmetyk ma konsystencję niezbyt gęstego żelu, natomiast kolorem przypomina słabą herbatę. Zapach ma dosyć intensywny, ziołowy, orzeźwiający z dominującym aromatem drzewa herbacianego. Pieni się obficie, co sprawia, że jest produktem wydajnym. Wystarczy naprawdę niewielka ilość żelu do umycia intymnych okolic ciała. Jest delikatny. Nie tylko nie podrażnia ale łagodzi drobniejsze zadrażnienia i na długo pozostawia poczucie świeżości. Czasem używam go do mycia twarzy i w tej roli też spisuje się znakomicie. Dobrze oczyszcza skórę i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Jestem bardzo zadowolona z tego żelu. Szkoda tylko, że już niewiele pozostało go w butelce.



Skład żelu (INCI): Aqua, Lauryl Glucoside, Caprylyl/Capryl Glucoside, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Disodium Cocoamphodiacetate, Glycerin, Malva Sylvestris Flower/Leaf Extract, Ethylhexylglycerin, Melaleuca Altemifolia Leaf Oil, Cetraria Islandica Extract, Sodium Dehydroacetate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Citric Acid, Sodium Benzoate, d-Limonene.
Żel do higieny intymnej z malwą i drzewem herbacianym nie jest moim pierwszym kosmetykiem od TEA Natura. Miałam już mydełka  tej marki i były to produkty wysokiej jakości. Być może dlatego zdecydowałam się na wybór właśnie tego żelu i nie żałuję. Kupiłam go w tym sklepie.
Poznałyście już kosmetyki od TEA Natura?

sobota, 25 listopada 2017

LAVERA Łagodny szampon do codziennego mycia włosów Basis Sensitive



   LAVERA to popularna marka kosmetyków naturalnych. W jej ofercie znajduje się mnóstwo kosmetyków różnych rodzajów. Ja jednak poznałam dopiero kilka produktów Lavery: szampon i odżywkę z wyciągiem z kwiatów chmielu, jeden z kremów do rąk i jeszcze puder sypki, którego kilka opakowań już zużyłam. Łagodny szampon do codziennego mycia włosów Basis Sensitive już od jakiegoś czasu mnie kusił ale tak się składało, że gdy robiłam zakupy przegrywał z innymi szamponami. Dopiero recenzja Anuli skłoniła mnie do jego zakupu.



Oprócz recenzji Anuli o szamponie przeczytałam:
Łagodne, roślinne środki myjące (tensydy na bazie cukru i kokosa) niepodrażniające skóry oczyszczają i nawilżają włosy normalne. Hydrolat z bio-dzikiej róży i wyciąg z bio-pszenicy nadają włosom piękny połysk, a roślinna keratyna ułatwia ich rozczesywanie. Do codziennego stosowania. Nie zawiera silikonów. Zawiera naturalne składniki roślinne pochodzące z upraw ekologicznych, kontrolowanych dzikich zbiorów i z własnej produkcji. Wyprodukowano w Niemczech. 100% naturalny kosmetyk, wegański.



Szampon ma postać przezroczystego żelu i delikatny świeży zapach z nutą ziołową. Bardzo dobrze się pieni, a to sprawia, że jest wydajny. Jest rzeczywiście łagodny. Nie podrażnia skóry i nie powoduje uciążliwego (żeby nie powiedzieć dosadniej) swędzenia. Jednak mimo tej łagodności dobrze oczyszcza włosy i skalp i, tak jak pisze Anula, wystarczy jedna aplikacja szamponu.
Myślałam, że skoro jest to szampon łagodny, to nie poradzi sobie ze zmywaniem olejów z włosów. Myliłam się. Bez problemu zmywa olej tyle tylko, że wymaga to dwóch aplikacji szamponu.



Włosy po umyciu tym szamponem nie są bardzo splątane i dosyć łatwo się rozczesują. Po wyschnięciu są błyszczące, lekko odbite od nasady i dobrze się układają. Krótko mówiąc jest to bardzo dobry szampon szczególnie dla tych osób, które ze względu na przetłuszczające się włosy, muszą je myć codziennie. Z pewnością zasługuje na to, żeby do niego wracać.
Muszę przyznać, że już kilka razy zdarzyło mi się kupić kosmetyk pod wpływem recenzji Anuli i jeszcze na żadnym się nie zawiodłam. Tak też było i tym razem.


Skład szamponu (INCI): Water (Aqua), Sodium Coco Sulfate, Lauryl Glucoside, Glycerin, Betaine, Sea Salt (Maris Salt), Persea Gratissima (Avocado) Fruit Extract*, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Extract*, Sodium Cocoyl Glutamate, Disodium Cocoyl Glutamate, Lactobacillus Ferment, Zinc PCA, Hydrolyzed Corn Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Soy Protein, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Sodium Phytate, Alcohol*, Fragrance (Parfum)**, Limonene**, Geraniol**, Linalool**, Citral**, Citronellol**.
* - składniki z certyfikowanych upraw organicznych,
** - naturalne olejki eteryczne.
Szampon posiada certyfikat Na True.

niedziela, 19 listopada 2017

ORIENTANA Bio serum do twarzy brahmi i kwas hialuronowy



    Od jakiegoś czasu sera są stałym, i bardzo ważnym, elementem pielęgnacji mojej twarzy. Nie wyobrażam już sobie pielęgnacji bez serum. Aktualnie jest to Bio serum do twarzy Brahmi i Kwas hialuronowy od ORIENTANY.



Skusiłam się własnie na to, a nie na inne serum ze względu na dwa główne składniki widniejące w nazwie kosmetyku, a mianowicie na kwas hialuronowy i brahmi. Większość z nas wie, że kwas hialuronowy jest świetnym nawilżaczem. Bardziej szczegółowo na jego temat pisałam w tym poście. Bardzo ciekawą rośliną jest brahmi (Bacopa Monnieri). Rośnie w Indiach i na terenach tropikalnych. Jest ważnym ziołem stosowanym od wieków w medycynie ajurwedyjskiej i chińskiej. Jest pomocna w leczeniu  i ochronie centralnego układu nerwowego. Wspomaga pamięć i koncentrację, pozytywnie wpływa na jasność umysłu. Leczy też wiele innych schorzeń. Ma też zastosowanie w kosmetyce jako skuteczny środek przeciw wypadaniu włosów i problemom skórnym. Zawiera antyoksydanty i inne substancje regenerujące starzejącą się cerę.


Producent pisze, że jest to Naturalne, bogate serum do codziennej pielęgnacji twarzy. Efektywne połączenie mocy natury z nowoczesnymi, akceptowalnymi w kosmetykach naturalnych, składnikami stworzone do walki z oznakami starzenia takimi jak wiotkość skóry i zmarszczki. Lekka formuła o szybkim wchłanianiu.


Opakowanie Bio serum to butelka z ciemnego szkła o pojemności 30 ml. Butelkę włożono do kartonika i dołączono pipetę. Jest to bardzo dobre rozwiązanie gdyż dzięki niemu możliwe jest precyzyjne dozowanie kosmetyku.
Serum ma konsystencję niezbyt gęstego żelu. Jest mętne, przypomina rozwodnione mleko. Nie jest kosmetykiem perfumowanym, w jego składzie nie znajdziemy substancji zapachowych. Nie znaczy to jednak, że jest produktem bezzapachowym. Ma wyraźny zapach ziołowy ale dosyć ostry. Nie spotkałam się jeszcze z takim ziołowym zapachem. Może tak właśnie pachnie brahmi?
Nie zachwyca mnie ten zapach ale szybko się ulatnia więc nie ma problemu.


Serum stosuję na dzień i na noc. Rano wklepuję je w oczyszczoną i zwilżoną tonikiem twarz również w okolice oczu. Na skórze pozostaje cienka, lepka warstwa, która jednak szybko się wchłania. Z reguły nie czekam aż się wchłonie i od razu nakładam krem. Wszystko razem wchłania się do matu i można nakładać makijaż.
Wieczorem stosuję serum bez kremu. Aplikuję je na twarz solo lub z dodatkiem odrobiny oleju czy żelu aloesowego.
Serum doskonale dba o cerę. Świetnie ją nawilża i odżywia. Skóra jest miękka, promienna i bardziej elastyczna. Odnoszę wrażenie, że krem zaaplikowany na serum wchłania się inaczej niż nałożony bezpośrednio na skórę. Jakby szybciej i bardziej dogłębnie. Jeśli rzeczywiście tak jest, to pewnie składniki kremu wnikają głębiej i efekty pielęgnacyjne są lepsze. Może rzeczywiście opóźnia pojawienie się kolejnych zmarszczek. Trudno to jednoznacznie stwierdzić ale nie można wykluczyć.
Dodam jeszcze, że jest to kosmetyk bardzo wydajny. Jedna większa kropla wystarcza na całą twarz. Chyba nieprędko wykończę zawartość tej buteleczki.


niedziela, 12 listopada 2017

ESPRIT EQUO Krem arganowy do twarzy intensywnie nawilżający




   Lubię włoskie kosmetyki i poznałam już kilka włoskich marek. Teraz przyszła pora na kolejną, a mianowicie na ESPRIT EQUO. Kosmetyki tej marki tworzone są z naturalnych surowców pochodzących z ekologicznych, certyfikowanych upraw, a inspiracją do ich tworzenia jest kultura Wschodu wraz z jej tradycyjnymi rytuałami dbałości o ciało. Spośród kosmetyków tej marki wybrałam Krem arganowy do twarzy intensywnie nawilżający.





O kremie przeczytałam:
Intensywnie nawilżający krem na dzień i na noc. Dzięki zamierzonemu połączeniu oleju arganowego i oleju jojoba z kwasem hialuronowym, dociera do głębokich warstw skóry utrzymując równowagę hydrolipidową i dostarczając właściwą ilość niezbędnych substancji, aby skóra była stonowana i jędrna. Miękka i jedwabista struktura kremu sprawia, iż szybko się wchłania dając poczucie iż cera jest promienna i w dobrej kondycji. Efekt długotrwałego nawilżenia w połączeniu z działaniem ochronnym. Stanowi doskonały podkład pod makijaż.



W składzie kremu znajdziemy wiele wartościowych składników jak masło shea, olej jojoba, oliwa z oliwek, sok z aloesu, hydrolat z róży damacseńskiej, wspaniałe nawilżacze czyli kwas hialuronowy i glicerynę. Bardzo wysoko w składzie, bo na drugim miejscu znajduje się olej arganowy. Jest to składnik szczególnie ceniony przez producenta kosmetyków Esprit Equo i znajdujący się w większości produktów tej marki. Całkowity skład kremu wygląda tak:



Krem arganowy jest kosmetykiem treściwym, jego konsystencja też jest niezbyt lekka. Moim zdaniem jest to kremik idealny na obecną porę roku. Po aplikacji pozostawia na skórze cieniutką, lepką warstwę ale, na szczęście, warstwa ta szybko się wchłania i spokojnie można nakładać makijaż. Producent zaleca używanie kremu na dzień i na noc. Ja używam go głównie na dzień, na noc zastosowałam go zaledwie kilka razy. Krem spisuje się bardzo dobrze. Wyraźnie nawilża skórę pozostawiając ją miękką i gładką. Aż się chce ją dotykać :)
Ze składu kremu wynika, że są w nim substancje zapachowe. Mamy tam "Parfum (Fragrance), Citral, Citonellol" itd. Jednak gdy wącham krem to zapachu prawie nie wyczuwam. Bardzo słabo czuję przyjemny zapach, którego nie potrafię określić słowami. Czasem zastanawiam się czy mi się tylko wydaje, czy on rzeczywiście tam jest :)


Krem, podobnie jak wszystkie kosmetyki marki Esprit Equo, posiada certyfikat Cosmetici Biologici. Jest to certyfikat nadawany przez CCPB (Controllo e Certificazione Prodotti Biologici) prestiżową, niezależną jednostkę kontroli i certyfikacji, cieszącą się międzynarodowym uznaniem.

Krem otrzymujemy w opakowaniu typu airleess zawierającym 50 ml kosmetyku. Jest to opakowanie często stosowane przez producentów kosmetyków ale w tym przypadku zupełnie się nie sprawdziło. Krótko po tym jak zaczęłam używać tego kremu butelka, pomimo licznych naciśnięć, nie dozowała kremu, a czasem "wypluła" go tyle, że starczyłoby pewnie na trzy aplikacje, a nie tylko na jedną. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego jak rozciąć plastikowe opakowanie airless i przełożyć krem do szklanego słoiczka.

 

Tym sposobem otrzymałam pół słoiczka kremu o pojemności 60 ml czyli troszkę więcej niż pół oryginalnego opakowania. Szkoda by było zmarnować tyle naprawdę dobrego kremu. Nawet etykietkę udało mi się zdjąć i nakleić na słoiczek :) Nie sądzę, że wszystkie opakowania kremów tej marki są tak złej jakości. Prawdopodobnie trafił mi się jakiś niewydarzony egzemplarz. Najważniejsze jednak, że z kremu jestem zadowolona. 


Znacie kosmetyki Esprit Equo?  

niedziela, 5 listopada 2017

Nowości listopada



     Pod koniec sierpnia zrobiłam przegląd moich kosmetycznych zapasów. Te zapasy nie są przesadnie duże ale są. Żeby ich nie powiększać postanowiłam, że przez cały wrzesień nie kupię żadnych kosmetyków. I udało się. Rzeczywiście w ciągu września nie wydałam ani złotówki na kosmetyki. Pomyślałam więc, że skoro we wrześniu tak dobrze mi poszło, to spróbuję przedłużyć ten zakupowy post także na październik. I też się udało. Żadnego kosmetyku mi nie zabrakło i swobodnie mogłam obejść się bez nowości. Skoro jednak tak dzielnie zniosłam dwumiesięczny zakupowy post, to zgodzicie się chyba, że należy mi się jakaś nagroda. Przyznałam więc sobie i kupiłam skromną nagrodę. Oto ona:


Dawno już nie byłam na Dworcu Centralnym w Warszawie ale wczoraj trafiła mi się taka okazja. Miałam jeszcze sporo czasu do odejścia mojego pociągu, a więc z nudów spacerowałam po podziemnych korytarzach dworca. I tak właśnie spacerując natrafiłam na stacjonarny sklep z kosmetykami Kontigo. Podczas mojego ostatniego pobytu na dworcu tego sklepu jeszcze nie było. Na wystawie zobaczyłam kosmetyki Biolove. W blogosferze spotkałam się  z pozytywnymi recenzjami produktów tej marki, a więc weszłam do sklepu i nie wyszłam z pustymi rękami.


Kupiłam mus do ciała Mango, peeling do twarzy z pokrzywą i krem do rąk z mlekiem i miodem. Potem natrafiłam jeszcze na sklep o nazwie Tagomago i tam zobaczyłam kosmetyki włoskiej marki Phytorelax. Nie znam tych kosmetyków, nawet o nich nie słyszałam. Tam kupiłam aloesowy krem do twarzy z kwasem hialuronowym i witaminą E.


Właściwie to mogę powiedzieć, że te zakupy zrobiłam przypadkiem. Zupełnie niespodziewanie wypadło mi jechać z Dworca Centralnego. Gdyby nie to, nie byłoby zakupów.
Zauważyłam, że na Dworcu Centralnym jest już kilka sklepów, w których można kupić kosmetyki naturalne co mnie ucieszyło. Udało mi się jednak powstrzymać przed zrobieniem większych zakupów tym bardziej, że w ostatni weekend listopada wybieram się (o ile nic nie stanie na przeszkodzie) na targi Ekocuda, a tam przecież nie obejdzie się bez zakupów. Musiałam więc pohamować swoje wczorajsze zakupowe zapędy :)

sobota, 4 listopada 2017

NATURATIV Bogate masło do ciała Home Spa




    Zauważyłam, że przez cały wrzesień i październik pisałam wyłącznie o kosmetykach polskiej produkcji. Nie było to zamierzone. Ot, po prostu, tak wyszło. Nie znaczy to, że rezygnuję z kosmetyków pochodzących z innych krajów. Oczywiście, że nie. Myślę jednak, że w mojej pielęgnacji coraz więcej miejsca zajmują polskie produkty. Nic dziwnego, przecież powstaje coraz więcej rodzimych firm produkujących naturalne kosmetyki dobrej jakości. Dzisiaj też w roli głównej wystąpi polski produkt, a mianowicie Bogate masło do ciała Home Spa od NATURATIV.



Producent pisze, że Bogate Masło do Ciała HOME SPA to kosmetyk naturalny do zadań specjalnych. Ma za zadanie doskonale odżywić, nawilżyć, ukoić i zregenerować skórę. Zawiera kompozycję substancji o właściwościach zwalczających wolne rodniki oraz kombinację olei i maseł roślinnych doskonale odbudowujących warstwę lipidową skóry. Idealnie się wchłania. Pachnie ziołowo i cytrusowo. Aromat jest mieszaniną olejków eterycznych.

Kompozycja kosmetyku naturalnego:

  • Sok z Aloe Vera* - łagodzi, wspiera wzrost komórkowy
  • Ekstrakt z goji* - bardzo silnie zwalcza wolne rodniki
  • Masło shea* - koi skórę, chroni i regenerje
  • Masło mango* - ma działanie silnie nawilżające, chroni i odbudowuje naskórek, wygładza i ujędrnia skórę
  • Olej winogronowy* - zwalcza wolne rodniki hamując proces starzenia skóry, działa przeciwzapalnie i kojąco
  • Betaina roślinna* - nawilża
  • Gliceryna roślinna* - nawilża
  • Naturalna witamina E - zwalcza wolne rodniki oraz chroni przed działaniem niekorzystnych czynników środowiskowych
  • Emolienty roślinne* - nawilżają
* surowce naturalne i z certyfikatem ekologicznym.




Masło otrzymujemy w plastikowym słoiku o pojemności 250 ml. Po otworzeniu słoika okazuje się, że kosmetyk jest dodatkowo zabezpieczony folią aluminiową dzięki czemu mamy pewność, że nikt przed nami z zawartości słoiczka nie korzystał.


 
Bogate masło do ciała Home Spa ma puszystą, kremową konsystencję i delikatny cytrusowo-ziołowy zapach, który przez pewien czas pozostaje na skórze. Jest bardzo wydajne. Niewielka ilość wystarczy na całe ciało. Łatwo rozprowadza się po skórze i szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej i lepkiej warstwy. Dobrze nawilża skórę czyniąc ją miękką i delikatną. Trzeba uważać, żeby nie nabrać zbyt dużo masła gdyż wtedy maże się po skórze i trzeba poświęcić więcej czasu na jego wmasowanie. Polubiłam to masło i szkoda, że jego poziom w słoiczku jest już bliski dna. Pocieszam się myślą, że w sklepie naturativ.pl często bywają interesujące promocje i z pewnością uda mi się upolować to masełko w przystępnej cenie.

Skład masła jest taki:

  

Jest to już trzecie masło do ciała tej marki jakie poznałam. Dwa pierwsze były jeszcze pod marką Pat&Rub ale to jest to samo co Naturativ. Można się o tym przekonać porównując składy. Ze wszystkich trzech produktów byłam bardzo zadowolona więc z pewnością sięgnę też po te masełka Naturativ, których jeszcze nie miałam. 

poniedziałek, 30 października 2017

Egzotyczny cytrynowy peeling do ciała DIY




    Bardzo lubię peelingi własnej produkcji. Przeważnie są one zrobione z tego, co mamy we własnej kuchni, a ich wykonanie jest łatwe i najczęściej zajmuje zaledwie kilka minut. Pokusiłam się więc o zrobienie egzotycznego peelingu cytrynowego. Nie jest to peeling mojego pomysłu, przepis na jego wykonanie znalazłam w książce Klaudyny Hebdy "Ziołowy Zakątek. Kosmetyki, które zrobisz w domu".



Do jego wykonania potrzebujemy bardzo niewielu składników. Oto one:



Składniki:

  • 300 g białego cukru
  • 1 cytryna, najlepiej ekologiczna
  • 2 łyżki nierafinowanego oleju kokosowego
Opcjonalnie:

  • 10 kropli eterycznego olejku cytrynowego.

Wykonanie jest bardzo proste. Cukier wsypujemy do miski. Ze sparzonej i wyszorowanej cytryny ścieramy na tarce skórkę i łączymy z cukrem. Z cytryny wyciskamy sok i tez dodajemy do cukru. Olej kokosowy powinien mieć konsystencję płynną, a więc trzeba go stopić w kąpieli wodnej. Dwie łyżki płynnego oleju dodajemy do cukru, całość mieszamy łyżką i gotowe. Mamy peeling o pięknym, delikatnym zapachu cytryny i kokosa. Jeśli chcemy bardziej intensywny zapach, możemy dodać cytrynowego olejku eterycznego. Ja dodałam.

Autorka receptury zaleca przechowywanie peelingu w lodówce i tak też robię.



Lubię eksperymentować z takimi samorobionymi kosmetykami i tym razem też tak było. Zrobiłam drugą porcję peelingu cytrynowego i wzbogaciłam go kilkoma dodatkami, a mianowicie żelem aloesowym, potrójnym kwasem hialuronowym i nasionami pokrzywy.



Najpierw wsypałam trochę nasion i wszystko wymieszałam. Peeling zmienił kolor. Już nie był taki biało-żółty tylko jasnoszary z odcieniem zielonym.


 Domieszałam jeszcze po trochu kwasu hialuronowego i żelu aloesowego. Teraz mam dwa peelingi własnej produkcji.


Bardzo lubię te peelingi. Kiedyś już je robiłam, a więc mam je przetestowane. Są to dobre zdzieraki o pięknym zapachu. Po ich użyciu nie trzeba już stosować balsamu do ciała. Dzięki zawartemu w nich olejowi kokosowemu skóra jest nawilżona i natłuszczona ale prawie nie ma na niej tłustej warstwy.
Warto robić takie domowe peelingi. Są to produkty dobrej jakości, wiemy z czego się składają, są całkowicie naturalne. Są też bardzo tanie. Nie będę liczyć ile by kosztowały np. dwie łyżki oleju kokosowego ale koszt takiego peelingu to zaledwie kilka złotych. Gotowe są wielokrotnie droższe.
Robicie domowe peelingi? Może macie jakieś ciekawe przepisy?

 

czwartek, 26 października 2017

MAKE ME BIO Delikatny puder myjący do twarzy Clean Powder




     Puder myjący od Make me bio kusił mnie już od dosyć dawna. Czytałam różne opinie na jego temat. Pochwalne i krytyczne. Jest jednak tylko jeden sposób na to, żeby się dowiedzieć jaki jest kosmetyk i czy działa tak, jak producent obiecuje. Trzeba wypróbować go na własnej skórze. Poza tym byłam ciekawa jak to jest myć się pudrem. Tak więc robiąc w czerwcu kosmetyczne zakupy wrzuciłam go do koszyka.



Producent tak pisze o pudrze:
Nieskazitelna, niemal porcelanowa cera dzięki naturalnemu pudrowi do oczyszczania twarzy. Niezwykle delikatny puder myjący szczególnie polecam do skóry delikatnej, suchej i naczynkowej.W łagodny lecz skuteczny sposób oczyszcza skórę z wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń, odtyka zatkane pory oraz łagodzi podrażnienia i stany zapalne pozostawiając skórę odżywioną i pełną blasku.

  • biała glinka - wykazuje działanie ściągające i odżywiające. To delikatny i skuteczny sposób na oczyszczenie porów. Odświeża, wygładza i nadaje odpowiedni koloryt skórze.
  • owies - działa przeciwzapalnie i oczyszczająco. Wspomaga walkę z trądzikiem, regeneruje i łagodzi podrażnienia. Zmiękcza i nawilża skórę pozostawiając ją miękką w dotyku.
  • olejek z lawendy - działa antyseptycznie i oczyszczająco. Pomaga w walce z trądzikiem i wypryskami. Dodatkowo wygładza skórę i reguluje pracę gruczołów łojowych oraz regeneruje naskórek.
  • ekstrakt z róży - tonizuje i wygładza. Zmniejsza zmiany trądzikowe i odżywia skórę wyrównując jej koloryt. Uelastycznia i nawilża skórę dzięki zawartym w ekstrakcie witaminom i kwasom organicznym.



Urokliwy słoiczek z ciemnego szkła przewiązany sznurkiem skrywa 60 ml białego pudru. Zapach tego pudru jest trochę dziwny. Lawendę wyczuwam w nim słabo, jest też trochę ziołowy, trochę pudrowy. W sumie kojarzy mi się z apteką.
Puder można stosować na dwa sposoby. Przede wszystkim jako środka myjącego ale można też zrobić z niego maseczkę. Najczęściej używam go do mycia twarzy, robię to 1-2 razy w tygodniu. Trochę pudru wsypuję do małej miseczki i rozrabiam z wodą do otrzymania papki. Papkę nakładam na twarz i wykonuję delikatny masaż palcami. W pudrze znajduje się drobno zmielony owies, który działa jak delikatny peeling. Po wymasowaniu twarzy spłukuję puder letnią wodą. Po takim zabiegu cera jest czyściutka i miękka. Puder oczyszcza twarz delikatnie, a więc nie powoduje podrażnień oraz nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Spodobał mi się taki (inny niż zazwyczaj) sposób oczyszczania twarzy.


Czasem robię z tego pudru maseczkę. Biorę go niewiele więcej niż do samego oczyszczania, mieszam z hydrolatem i dodaję odrobinę oleju, a czasem także inne dodatki np. kwas hialuronowy, glicerynę roślinną, żel aloesowy, witaminę E. Za każdym razem maseczka jest trochę inna. Nakładam ją na twarz, masuję palcami i pozostawiam na ok. 10 minut. Skóra jest oczyszczona, nawilżona i odżywiona. Moja cera polubiła ten niekonwencjonalny kosmetyk i pewnie od czasu do czasu do niego wrócę.

 

Skład pudru jest krótki. To tylko cztery składniki: Kaolin, Avena Sativa (Oat) Meal, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Oil, Rosa Damascena (Rose) Flower Oil.
Znacie ten puder? Jeśli tak, to przypadł Wam do gustu, czy też nie?        

środa, 18 października 2017

Nowości



  Obiecałam sobie, że we wrześniu i w październiku nie będę robiła kosmetycznych zakupów. Jak dotychczas danego sobie słowa dotrzymuję, natomiast tytułowe nowości dostałam w prezencie. W poniedziałek do moich drzwi zadzwonił kurier i wręczył mi paczkę. Nie miałam pojęcia co się w niej znajduje więc szybko ją otworzyłam. Zobaczcie co było w środku:


W kartonie znalazłam słoik miodu wielokwiatowego. Bardzo lubię miód i z przyjemnością go skonsumuję. Były tam też trzy mydełka. Dwa od Sylveco (ujędrniające i odżywcze) oraz kostka czarnego mydła afrykańskiego marki Shamasa. Na to mydło już od dawna miałam ochotę, a więc chętnie przetestuję je na własnej skórze. Kolejnym produktem jest Eukaliptusowy krem przeciw przeziębieniu marki Argital. Z pewnością przyda się podczas jesiennych i zimowych infekcji. No i jeszcze maseczki w saszetkach. Trzy marki Luvos (regenerująca, rewitalizująca i nawilżająca) oraz Naturalna, upiększająca maska do twarzy z różowym pomelo od Cosnature. Zadbają o moją cerę.

To jeszcze nie wszystko. Na dnie kartonu, zapakowana w eleganckie, płaskie pudełko znajdowała się najważniejsza moim zdaniem część prezentu. Oto ona:



Piękna, trójkątna chusta wykonana szydełkiem. Muszę przyznać, że ta chusta to był dla mnie szok. W życiu bym się nie spodziewała takiego wspaniałego prezentu. Kto przysłał mi te cudeńka? Oczywiście Bianka. Jakiś czas temu Bianka pokazała na swoim blogu jedną z wydzierganych przez siebie chust. Możecie zobaczyć ją tutaj. Wyobrażam sobie ile czasu i pracy trzeba włożyć w wykonanie takiej chusty. Bardzo Ci, Bianko, dziękuję. Właściwie to ja jeszcze nigdy nie miałam chusty. Różne szale, szaliki tak ale chusty nie. Teraz to się zmieni. Zima przed nami więc chusta z pewnością nie będzie leżała odłogiem. Jeszcze raz dziękuję.

    

niedziela, 15 października 2017

Mydlane cudności od PURITE



 PURITE to polska marka kosmetyków naturalnych, którą dopiero zaczynam poznawać. Miałam już od nich dezodorant w kremie, który spisał się bardzo dobrze, a dziś napiszę o dwóch mydlanych kostkach tej marki.


Opakowanie mydeł PURITE stanowi gumka recepturka pod którą wsunięto opaskę z szarego papieru z nadrukowanym logotypem marki i nazwą mydła. Okazało się jednak, że nie jest to opaska lecz złożona w kilkoro kartka/ulotka, na której znajdziemy wszelkie informacje o mydełku, a także o jego najważniejszych składnikach.


Pierwsza kostka to mydło nagietkowe, którego pełna nazwa brzmi: Nagietek + Rozmaryn + Kozie mleko + Miód. Producent pisze, że jest to Najbardziej lecznicze ze wszystkich mydeł, przeznaczone do skóry z problemami (zmiany cukrzycowe, żylakowe zapalenia podudzi) oraz dojrzałej - zw względu na właściwości ujędrniające i przeciwzmarszczkowe nagietka. Ma podwójne działanie lecznicze: część zielona (rozmarynowa) - odkaża, część żółta (nagietkowa) - łagodzi i goi podrażnienia.


Skład mydła (INCI): Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Aqua, Brassica Campestris Oleifera Oil (olej rzepakowy), Sodium Hydroxide (wodorotlenek sodu), Olea Eurpaea Fruit Oil (oliwa z oliwek), Butyrospermum Parkii Fruit Butter (masło shea), Ricinus Communis Seed Oil (olej rycynowy), Goat Milk (kozie mleko), Cera Flava (wosk pszczeli), Mel (miód), Calendula Officinalis Flower Extract (ekstrakt z nagietka), Rosmarinus Officinalis Leaf Extract (ekstrakt z rozmarynu), Rossmarinus Officinalis Leaf Oil (olejek eteryczny z rozmarynu).

Druga kostka to Mydło płatki owsiane + kozie mleko + miód. Producent pisze, że jest Najdelikatniejsze ze wszystkich mydeł Purite. Przeznaczone do skóry wrażliwej i wysuszonej.Za sprawą oczyszczającej mocy płatków owsianych skutecznie likwiduje zaskórniki. Wzbogacone w miód i kozie mleko. Doskonale oczyszcza i nawilża skórę. 


Skład mydła (INCI): Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Aqua, Brassica Campestris Oleifera Oil (olej rzepakowy), Sodium Hydroxide (wodorotlenek sodu), Olea Europaea Fruit Oil (oliwa z oliwek), Butyrospermum Parkii Fruit Butter (masło shea), Persea Gratissima Oil( olej z awokado), Goat Milk Powder (sproszkowane mleko kozie), Cera Flava (wosk pszczeli), Mel (miód), Oatmeal (płatki owsiane), Cocos Oil (olejek eteryczny kokosowy), Mica (CI 77019), Iron Oxide (CI 77491), Titanium Dioxide (CI 77891).
Mydła Purite nie zawierają konserwantów, sztucznych aromatów i barwników. 


Obie kostki mają wiele wspólnych cech. Bardzo ładnie pachną. Nagietkowa ma delikatny zapach mydła i rozmarynu, natomiast owsiana pachnie wyraźniej niż nagietkowa i jest to zapach kokosu i wanilii z nutą mydlaną. Każde z tych mydełek obficie się pieni. Wytwarzają tak charakterystyczną dla mydeł naturalnych aksamitną pianę. Mam wrażenie, że myję się delikatną, aksamitną emulsją. Uwielbiam tę pachnąca pianę otulającą ciało.
Mydełka bardzo dobrze oczyszczają skórę i nie wysuszają jej. Myję nimi ciało i twarz. Po umyciu nie ma uczucia ściągniętej skóry. Są też dobrym środkiem do higieny intymnej. I to jest właściwie wszystko czego oczekuję od mydeł. Nie wierzę natomiast w obiecywane przez producenta ujędrnianie i nawilżanie skóry. Najważniejsze dla mnie jest to, że skóra jest czysta ale nie wysuszona. Od nawilżania i odżywiania skóry są inne kosmetyki. Jak dla mnie działanie myjące tych mydeł jest bardzo dobre i z pewnością do nich powrócę. Będę też chciała wypróbować inne mydła Purite. Myślę, że na to zasługują.       
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...