Pokazywanie postów oznaczonych etykietą l`Orient. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą l`Orient. Pokaż wszystkie posty
środa, 1 lipca 2015
Denko majowe i czerwcowe 2015
Minęły kolejne dwa miesiące i przyszła pora żeby pokazać co udało mi się zużyć i wykończyć w tym czasie. Uzbierało się tego tyle:
Kosmetyki włosowe
1. KHADI Naturalna henna do włosów - już od kilku lat używam henny do farbowania włosów. Ciągle tej samej: Khadi jasny brąz. Bardzo ją lubię i nie zamierzam z niej rezygnować. Nowe opakowanie henny już stoi w szafce, a jak się skończy, to będą następne.
2. l`ORIENT Hair mud mask - maska do włosów pochodząca z Mydlarni u Franciszka. Dobrze sprawdziła się na moich włosach. Tej maski nie ma już w ofercie mydlarni ale i tak ponownie bym jej nie kupiła ze względu na niezbyt naturalny skład. O tym kosmetyku pisałam tutaj.
3. SYLVECO Odbudowujący szampon pszeniczno - owsiany - moje włosy polubiły ten szampon i nie tylko włosy. Skalp też. Szampon jest tak delikatny, że nie drażni mojego wrażliwego skalpu. Więcej o tym szamponie przeczytacie tu. Czy kupię ponownie? Z pewnością tak.
Pielęgnacja twarzy
4. SANTAVERDE Eliksir piękna extra rich - kompozycja kilku wartościowych olejów i olejków eterycznych. Wspaniały kosmetyk. Używałam go zamiast kremu na noc, dodawałam do maseczek glinkowych. Jest bardzo wydajny. Recenzję znajdziecie tutaj. Zasługuje na ponowny zakup.
5. ABELLIE Organiczny krem witalizujący - treściwy, odżywczy krem z miodem, woskiem pszczelim, mleczkiem pszczelim i pyłkiem. Pisałam o nim tu. Bardzo dobry krem i chętnie bym go kupiła ponownie ale, niestety, nie ma go już w sklepach z kosmetykami naturalnymi.
Pielęgnacja ciała
6. LAVERA Regeneracyjny krem do rąk z bio-żurawiną i bio-olejem arganowym - łatwo rozprowadza się po skórze rąk i nie pozostawia tłustej warstwy. Dobrze nawilża skórę i pozostawia ją miękką i delikatną. Recenzja tutaj. Jak najbardziej zasługuje na ponowny zakup.
7. ABSOLUTE ORGANIC Odżywcze masło do ciała - zgodnie z nazwą masło jest rzeczywiście odżywcze. Bogate w oleje i ekstrakty z ziół dziko rosnących w Alpach Szwajcarskich doskonale odżywia i nawilża suchą skórę, nie pozostawiając przy tym tłustej warstwy. Jeśli chcecie przeczytać więcej o tym kosmetyku, zajrzyjcie, proszę, tu. Masełko zasługuje na ponowny zakup.
8. DIY Pokrzywowy peeling do ciała - bardzo prosty w wykonaniu. Dobrze oczyszcza skórę z martwych komórek. Pozostawia na skórze delikatną, tłustą warstewkę, co sprawia, że nie trzeba już używać balsamu. O tym peelingu pisałam tutaj. Z pewnością zrobię go po raz kolejny.
Mydełka
9. LAWENDOWA FARMA Mydło naturalne Czerwona Koniczyna - jest to już kolejna zużyta przeze mnie kostka Czerwonej Koniczyny. Bardzo polubiłam to mydełko i jego kremową pianę. Więcej przeczytacie o nim tu. Czy kupię je ponownie? Oczywiście, że tak i to niejeden raz.
10. SAVON DU MIDI Prowansalskie mydlo z masłem karite AGRUMES/pomarańcza i grapefruit - bardzo dobre mydło naturalne. Dobrze się pieni, delikatnie pachnie i dobrze oczyszcza skórę. Nie pisałam jego recenzji gdyż jest ono bardzo podobne do tego mydełka. Różni się od niego tylko zapachem. Mydła tej marki na pewno jeszcze niejeden raz zagoszczą w mojej łazience.
11. LASS NATURALS Mydełko z drzewem agarowym OUD - kolejne dobre mydło o prostym, naturalnym składzie. Kupiłam je głównie ze względu na piękny, orientalny zapach. Bardzo polubiłam zapachy z dodatkiem drzewa agarowego oud. Polecam wszystkim osobom lubiącym orientalne wonie. Recenzję mydełka znajdziecie tutaj. Czy kupię je ponownie? Oczywiście, że tak. Będę też chciała wypróbować inne mydełka tej marki.
12. MYDLARNIA "POWRÓT DO NATURY" 100% naturalne mydło z woskiem pszczelim - wiecie jakim uwielbieniem darzę mydła naturalne. Tym bardziej jest mi przykro wypowiadać się negatywnie o takim mydełku. Jest to jedno z mydeł, które kupiłam na poczcie. Pisałam o nich tutaj. Mydło z woskiem pszczelim, niestety, nie spisało się zupełnie. Za minus uważam zawartość łoju wołowego (Sodium Tallowate) w jego składzie ale to jeszcze nie wszystkie jego wady. Gdy zaczęłam je używać była to normalna, mydlana kostka. Jednak wraz z jej zmydlaniem kostka robiła się coraz bardziej chropowata i drapiąca. Z opisu na opakowaniu mydła nie wynikało, że jest to mydło peelingujące. Miewałam już mydła peelingujące i były one zupełnie inne. Gdy mydło zużyłam mniej więcej do połowy, było już tak drapiące i nieprzyjemne, że po prostu wyrzuciłam tę niezużytą połówkę kostki. Pierwszy raz zdarzyło mi się wyrzucić mydło i mam nadzieję, że ostatni. Nie muszę chyba dodawać, że więcej mydeł tej marki nie kupię.
I to już wszystko, co udało mi się zużyć lub wykończyć w maju i czerwcu. Moje kosmetyczne zapasy są już na normalnym poziomie. Jakiś jeden szampon w zapasie, jakiś balsam czy krem. Tylko mydełek jest więcej ale znacznie mniej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Myślę, że uporałam się już z ciągotkami do robienia nadmiernych zakupów kosmetycznych. Sytuacja opanowana :)
poniedziałek, 2 lutego 2015
l`Orient Hair Mud Mask
Jakiś czas temu poszukiwałam w sklepach dobrej, naturalnej maski lub odżywki do włosów. W Mydlarni u Franciszka znalazłam produkt, który wydał mi się odpowiedni. Jest to Wzmacniająca maska do włosów i skóry głowy z białą glinką, witaminą B5 i minerałami z Morza Martwego marki l`Orient.
Producent tak pisze o masce:
"Nawilża i koi podrażnienia skóry głowy, działa przeciwłupieżowo. Wzmacnia cebulki, pobudza porost. Wpływa również na kondycję samych włosów; sprawia, że są grubsze, gładkie i intensywnie lśniące.
Sposób użycia: niewielką ilość nałożyć na mokre włosy, wmasować we włosy i skórę głowy, po 2 minutach obficie spłukać wodą."
Maskę otrzymujemy w estetycznym słoiczku z białego plastiku. Mieści się w nim 180g kosmetyku. Ma on kolor jasnego beżu i konsystencję dosyć rzadkiego kremu. Taka konsystencja odpowiada mi gdyż dzięki niej maskę z łatwością rozprowadza się po włosach, a jednocześnie nie jest na tyle rzadka, żeby z włosów ściekała. Używanie jej uprzyjemnia subtelny, kwiatowy zapach.
Maskę nakładam na umyte, mokre włosy i pozostawiam na kilka minut po czym spłukuję ciepłą wodą. Sprawia ona, że włosy bardzo łatwo się rozczesują, a po wyschnięciu są rzeczywiście gładkie i pięknie błyszczą. Nie elektryzują się nawet wówczas gdy czeszę je plastikowym grzebieniem. Jest delikatnym kosmetykiem i nie podrażnia skóry głowy, co w moim przypadku natychmiast by się objawiło dokuczliwym swędzeniem. Nie potrafię powiedzieć czy wzmacnia cebulki i pobudza porost włosów. Nie wiem też czy działa przeciwłupieżowo gdyż łupieżu nie posiadam.
Skład maski (INCI): Deionized Water, Kaolin, Glycerin, Dead Sea Mud (Silt), Nettle Extract, Polyquaternium-7, Rosmarinus Officinalis Extract, Palm Kernel Oil, Lemon Oil, Jojoba Oil, Wild Thyme Extract, Ylang Ylang, Panthenol (Vitamine B5), Linseed Oil, Triethanolamine, Carbomer 941 (Carbopol), Fragrance, PHT, Disodium EDTA, ACNIBO.
W składzie mamy dosyć dużo naturalnych składników jak: woda dejonizowana (demineralizowana), glinka kaolinowa, błoto z Morza Martwego, ekstrakty z pokrzywy, rozmarynu, dzikiego tymianku, olej jojoba, lniany, witaminę B5. Są też jednak składniki których, w moim przekonaniu, nie powinno być w kosmetykach naturalnych np. triethanolamine, carbomer 941, disodium EDTA. Są też dwa tajemnicze składniki: PHT i ACNIBO. Nie udało mi się znaleźć żadnych informacji na ich temat, nie mam pojęcia co to jest. Nie przepadam za takimi tajemnicami w składach.
Mimo, że te niepożądane składniki mogą działać na skórę drażniąco lub alergizująco, to na mojej wrażliwej skórze głowy nic takiego, na szczęście, nie miało miejsca. Dlatego uważam tę maskę za delikatną. W sumie jestem z jej działania zadowolona ale następnego opakowania nie zamierzam kupić. Wolę kosmetyki o bardziej naturalnym składzie.
środa, 2 kwietnia 2014
Projekt DENKO - luty i marzec 2014
Po raz kolejny prezentuję Wam denko dwumiesięczne. Tym razem, podobnie jak poprzednio, wykończyłam dziewięć produktów. Oto one:
1. KIVVI Żel pod prysznic z bergamotką i werbeną - jest to wysokiej jakości kosmetyk, bardzo przyjemny w użyciu. Pisałam o nim tutaj. Zasługuje na ponowny zakup.
2. PLANETA ORGANICA Balsam do włosów tybetański - objętość i siła - ten balsam, niestety, nie spełnił moich oczekiwań. Nie tylko nie zwiększał objętości włosów ale je obciążał. Więcej przeczytacie o nim tu. Czy kupię ponownie? Nie.
3. OL`VITA Olej z pestek wiśni - kolejny ciekawy olej. Jest to produkt polski o przystępnej cenie. Recenzję znajdziecie tu. Czy kupię ponownie? Oczywiście, że tak.
4. PLANETA ORGANICA Odmładzające serum do twarzy. Dla cery suchej i wrażliwej - serum niezbyt dobrze się u mnie sprawdziło. Przeznaczone jest do cery suchej, a ja mam mieszaną. Jest to więc kosmetyk nie dla mnie. Pisałam o nim tutaj. Nie kupię ponownie.
5. L` ORIENT Krem pod oczy z zieloną herbatą BIO - bardzo dobry kremik i niesamowicie wydajny. Więcej możecie przeczytać tu. Czy kupię ponownie? Kupię obowiązkowo.
6. SANA Mydło Royal Arabian Night 7 olejów - łagodne, delikatne mydło naturalne. Dodatkowym plusem tego mydełka jest piękny, orientalny zapach. Tutaj znajdziecie recenzję. Z pewnością kupię je ponownie.
7. SYLVECO Krem brzozowy z betuliną - bardzo polubiłam ten kremik. Szybko mi się skończył gdyż, jak na kosmetyk wielozadaniowy przystało, używałam go nie tylko do twarzy. Recenzja tutaj. Czy kupię ponownie. Oczywiście, że tak.
8. ARGACOS Organiczny peeling witaminowy z arganem - ciekawy peeling do twarzy. Dobrze oczyszczał skórę, byłam z niego zadowolona. Więcej informacji o nim znajdziecie tutaj. Za jakiś czas pewnie znów go kupię.
9. LAWENDOWA FARMA Mydło naturalne BEZ LIPY - bardzo fajne mydełko naturalne o przekornej nazwie. Mimo iż zwie się BEZ LIPY, to w swoim składzie zawiera napar z lipowych kwiatów, a także bez czarny również w postaci naparu z kwiatów. Niestety, nie napisałam recenzji tego mydełka gdyż zapomniałam o zrobieniu zdjęć. Gdy sobie to uprzytomniłam w łazience były już tylko marne resztki mydlanej kostki. Z pewnością jeszcze kiedyś je kupię i wówczas napiszę recenzję.
Tak wygląda moje lutowo - marcowe denko. W łazienkowej szafce znów się rozluźniło ale nowości raczej nie będzie. Postanowiłam w kwietniu nie kupować kosmetyków, trzeba zużywać zapasy. Miejmy nadzieję, że uda mi się wytrwać w tym postanowieniu :)
poniedziałek, 3 lutego 2014
Projekt DENKO - grudzień 2013 i styczeń 2014
Dziś znów denko dwumiesięczne. W końcu grudnia okazało się, że mam tak mało opróżnionych opakowań, że lepiej będzie dać sobie jeszcze miesiąc czasu na zużycia. W grudniu i styczniu wykończyłam dziewięć produktów. Oto one:

1. GAIIA Mydło Szlachetne Kurkuma-Paczula-Wetiwer - bardzo dobre mydło naturalne. Pisałam o nim bardzo dawno tutaj. Zasługuje na ponowny zakup.
2. FENIQIA Mydło Perfumowane Eukaliptus - wszystkie mydła tej marki oceniam bardzo wysoko. Recenzja tego mydełka znajduje się tutaj. Czy kupię ponownie? Chciałabym ale chyba to się nie uda. Czytałam gdzieś, że firma Feniqia likwiduje się, a więc jej produkty są już prawie niedostępne.
3. SANOFLORE Jedwabisty olejek do ciała, twarzy i włosów - jest to tzw. suchy olejek o pięknym i dosyć trwałym zapachu. Idealny na lato. Więcej o tym olejku tutaj. Z pewnością kupię go ponownie.
4. PLANETA ORGANICA Szampon Tybetański - objętość i siła - ciekawy szampon z ekstraktami z wielu ziół tybetańskich i o pięknym orientalnym zapachu. Byłam z niego zadowolona i z pewnością kupię go ponownie. Recenzja tutaj.
5. LOVE ME GREEN Organiczny Witalizujący Szampon do Włosów - całkiem przyjemny i delikatny szampon. Więcej na jego temat można przeczytać tu. Czy kupię ten szampon ponownie? NIE. Dlaczego? Wyjaśnienie znajdziecie tu.
6. OL`VITA Olej z nasion pietruszki - używałam tego oleju na noc do ciała, twarzy i włosów. Z efektów byłam zadowolona. Dodatkowe plusy są takie, że jest to produkt polski, całkowicie naturalny i niedrogi. Więcej przeczytacie tu. Czy kupię ponownie? Oczywiście, że tak.
7. KALLOS Maska do włosów Carota - o tej masce pisałam tutaj. Muszę przyznać, że włosy po jej użyciu wyglądały dobrze ale nie kupię jej więcej ze względu na chemiczny skład.
8. PAT&RUB Rewitalizujące masło do ciała - kosmetyk ten wygrałam w blogowym rozdaniu i był to mój pierwszy kontakt z tą marką. Bardzo mi się podobało działanie masła na skórę, a także jego zapach. Efekt jest taki, że nabrałam ochoty na kolejne produkty tej marki. Recenzję znajdziecie tutaj. Kosmetyk zasługuje na zakup. Mam też ochotę na przetestowanie innych maseł (i nie tylko maseł) PAT&RUB.
9. l`ORIENT Savon Noir a la Rose de Damas - uwielbiam czarne mydło. Wraz z rękawicą kessą stanowią wspaniały duet do peelingu. To mydło miało dodatkowy atut w postaci pięknego różanego zapachu. Używałam go głównie do twarzy ale raz czy dwa użyłam też do ciała. Niestety, szybko się skończyło gdyż słoiczek zawierał tylko 100 g mydełka. Jeśli chcecie przeczytać więcej o tym kosmetyku, zajrzyjcie, proszę, tu. Czy kupię to mydło ponownie? Oczywiście, że tak. Savon Noir, tego lub innego producenta, zawsze gości w mojej łazience.
Zdaję sobie sprawę z tego, że zdenkowanie dziewięciu produktów w ciągu dwóch miesięcy to nie jest dużo. No cóż, takie mam "moce przerobowe" i nic na to nie poradzę. Najważniejsze, że wszystkie kosmetyki są zużywane do końca i nic się nie marnuje. W końcu o to chodzi w Projekcie DENKO.
sobota, 28 grudnia 2013
l`Orient Krem pod oczy z zieloną herbatą BIO
Muszę się przyznać, że już od dłuższego czasu nie używałam żadnego kremu pod oczy. Tak się jakoś składało. Na skórę pod oczami aplikowałam ten sam krem co na całą twarz. Jakiś czas temu skusiłam się jednak na taki kremik. Jest to Krem pod oczy z zieloną herbatą BIO marki l`Orient.
O kremie możemy przeczytać:
"Krem pod oczy z zieloną herbatą BIO stworzony został z myślą o codziennej pielęgnacji nawet najbardziej delikatnej i wymagającej skóry wokół oczu. Składniki kremu zostały tak dobrane, aby wzmacniać i chronić okolice oczu przed działaniem niekorzystnych czynników atmosferycznych, by odżywić i nawilżyć skórę, a także by chronić i walczyć z oznakami starzenia."
Przyjrzyjmy się zatem składnikom kremu. Substancje aktywne są takie:
Większość tych składników jest doskonale znana wszystkim zwolenniczkom kosmetyków naturalnych. Mnie szczególnie zaintrygowały dwa ostatnie gdyż nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek zetknęła się z tymi nazwami. Poszperałam w internecie i znalazłam trochę informacji na ich temat.
Osilift jest to substancja otrzymywana z organicznego owsa, bogata w polisacharydy i antyoksydanty. Nałożona na skórę daje efekt liftingu tworząc przylegającą do niej, napinającą warstwę.
Antarktycyna (Pseudoalteromonas Ferment Extract). Ta nazwa od początku kojarzyła mi się z Antarktydą i okazało się że słusznie. W roku 1988 znaleziono na Antarktydzie bakterie Pseudoalteromonas Antarctica. Bakterie te żyją w głębi Ziemi i są w stanie przetrwać ekstremalnie niskie temperatury dzięki wytwarzanej przez nie glikoproteinie. Właściwości te zostały wykorzystane w kosmetykach do regeneracji i ochrony skóry, a uzyskaną substancję nazwano antarktycyną. Antarktycyna pomaga skórze utrzymać wodę i zapobiega wysuszeniu naskórka. Wykazuje działanie krioprotekcyjne czyli chroniące przed zimnem. Wywołuje zwiększenie produkcji kolagenu i elastyny przez skórę, co powoduje spłycenie zmarszczek zwłaszcza na czole i wokół oczu.
Całkowity skład kremu (INCI): Aqua, Glycerin, Camellia Sinesis Leaf Water, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Caprylic/Capric Triglyceride, Octyldodecanol, Cetearyl Alcohol, Glycerylstearate, Argania Spinosa Kernel Oil, C 10-18 Triglycerides, Potassium, Palmitoyl Hydrolized Wheat Protein, Benzyl Alcohol, Avena Sativa (Oat) Kernel Extract, Psudoalteromonas Ferment Extract, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Sodium Phytate, Camellia Sinesis Leaf Extract, Hamamelis Virginiana Leaf Extract, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Tocopherol, Citric Acid, Potassium Sorbate, Salicylic Acid, Sodium Hydroxide.
Krem zamknięto w małej (20 ml) tubce, a ta z kolei schowana jest w kartoniku. I tubka i kartonik odznaczają się skromną i elegancką grafiką. Na uwagę zasługuje również fakt, iż krem posiada certyfikat ECOCERT.
Konsystencja kremu jest lekka, troszkę tłustawa. Nic dziwnego, ma przecież w składzie olej arganowy i masło karite. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy, a więc nadaje się pod makijaż. Używam go na dzień, a od czasu do czasu również na noc. Bardzo dobrze nawilża skórę, zmiękcza ją i wygładza. Co do działania przeciwzmarszczkowego, to wszystkie wiemy jak trudno jest to ocenić. Mam jednak wrażenie, że drobne zmarszczki pod oczami zostały spłycone. Natomiast cienie pod oczami pozostały bez zmian.
Biorąc pod uwagę właściwości zawartej w kremie antarktycyny, powinien on stanowić dobrą ochronę skóry w mroźne dni. Tego jednak nie miałam okazji sprawdzić gdyż zima, jak dotąd, jest wyjątkowo ciepła. Z kremu jestem bardzo zadowolona, szkoda tylko, że w tubce są już tylko jego resztki. l`Orient oferuje całą linię kosmetyków z zieloną herbatą BIO, również kremy do twarzy na dzień i na noc. Dobrze by było sprawić sobie chociaż ten na dzień na wypadek, gdyby jednak pojawiły się mrozy.
sobota, 16 listopada 2013
l`Orient Savon Noir a la Rose de Damas...
...czyli Czarne Mydło z Różą Damasceńską.
Używałam już, i nadal używam, czarne mydło do ciała. Wraz z rękawicą kessą świetnie peelinguje skórę. Jednak czarnego mydła do twarzy jeszcze nie miałam, toteż gdy zobaczyłam je w Mydlarni u Franciszka postanowiłam kupić i wypróbować.
Czarne mydło z różą damasceńską jest kosmetykiem marokańskim, wytwarzanym od stuleci starymi, tradycyjnymi metodami. Producent tak opisuje działanie mydła:
"Savon Noir z różą damasceńską nałożony na twarz po demakijażu wnika w głąb skóry i usuwa wszystkie zanieczyszczenia i toksyny doskonale oczyszczając i dotleniając ją. Cera po takim zabiegu jest wyjątkowo nawilżona, promienna i jedwabiście gładka. Ten skarb piękna ma również działanie kojące, poprawia napięcie skóry, jej koloryt i przywraca naturalną równowagę.
Kosmetyk dedykowany jest szczególnie cerze przesuszonej, zmęczonej i jednocześnie bardzo delikatnej.
Zaskakującymi efektami stosowania Savon Noir a la Rosa de Damas jest niesamowity wzrost nawilżenia skóry oraz widoczna poprawa elastyczności skóry..."
Skład mydła (INCI):Potassium Olivate, Aqua Rose de Damas, Benzylique Alcool, Benzyl Salicylate, Geraniol, Citronellol, Aqua.
Savon Noir otrzymujemy w przezroczystym, plastikowym słoiczku z czarną nakrętką. Słoiczek zawiera 100g mydła, a na jego ściance naklejono różową etykietę z nazwą marki i produktu. Po drugiej stronie słoiczka znajduje się biała etykietka napisana w języku polskim i zawierająca podstawowe informacje: krótki opis działania mydła, skład, gramaturę, datę przydatności do użycia.

Wbrew swojej nazwie czarne mydło wcale nie jest czarne. Z wyglądu przypomina raczej żółty dżem lub galaretkę. Zapach, oczywiście, różany. Bardzo mi to odpowiada gdyż kosmetyki różane należą do moich ulubieńców.
Savon Noir używam dwa, czasem trzy razy w tygodniu. Tak, jak zaleca producent, nakładam je na oczyszczoną skórę twarzy, a także, o czym producent nie wspomina, aplikuję je na szyję i dekolt. Teraz mydło należy zostawić na skórze na około 5 minut. Wchodzę więc do wanny, a po skończonej kąpieli masuję zwilżonymi palcami twarz, szyję i dekolt. Ponieważ mam cerę mieszaną więc tłustą strefę T masuję dodatkowo rękawicą kessą. Robię to, oczywiście, bardzo delikatnie. Chcę mieć pewność, że zatkane pory, zwłaszcza na nosie, będą dobrze oczyszczone. Na końcu spłukuję lekko spienione mydło, osuszoną skórę przecieram tonikiem i aplikuję krem lub olej.

Savon Noir ma konsystencję galaretowatą, a to sprawia, że dosyć ciężko nakłada się je na twarz. Warto jednak trochę się pomęczyć biorąc pod uwagę uzyskane efekty. Czarne mydło działa trochę jak peeling enzymatyczny, a jednocześnie jak maseczka. Skóra jest tak dobrze oczyszczona, że prawie skrzypi pod palcami i chłonie nakładany krem lub olej jak gąbka.
Gdy kupowałam to mydło, pani, która mi je sprzedawała radziła, aby nie stosować go pod oczy gdyż może, choć nie musi, spowodować pieczenie. Gdy używałam je po raz pierwszy nałożyłam też pod oczy żeby sprawdzić czy będzie piekło. Żadne pieczenie nie wystąpiło więc kładę je również pod oczy za każdym razem.
Czarne mydło z różą damasceńską oczyszcza tak dobrze twarz, że aktualnie jest dla mnie hitem wśród kosmetyków oczyszczających. W sklepie widziałam jeszcze dwie wersje tego mydła: neroli i z wyciągiem z eukaliptusa. Z czasem pewnie też je wypróbuję.
Czy Wy poznałyście już czarne mydło? Jeśli tak, to ciekawa jestem Waszych wrażeń.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















