niedziela, 30 sierpnia 2015

DELIDEA BIO COSMETICS Rewitalizujący peeling do ciała



       Peeling jest zabiegiem kosmetycznym, który bardzo lubię, a jednocześnie uważam za niezbędny w pielęgnacji skóry zarówno tej na ciele jak i tej na twarzy. Wszystkie wiemy, że powierzchniowe warstwy komórek naskórka obumierają i skóra wygląda nieciekawie. Robiąc peeling usuwamy, najczęściej mechanicznie, te martwe komórki i w efekcie mamy skórę oczyszczoną i po prostu wyglądającą młodziej.
Peelingi do ciała stosuję przeważnie raz w tygodniu. Najczęściej używam do tego celu czarnego mydła Savon Noir i rękawicy kessy. Czasem jednak, dla urozmaicenia, kupuję gotowe peelingi lub robię je sama. Tym razem chcę zaprezentować Wam Rewitalizujący peeling do ciała  włoskiej marki DELIDEA BIO COSMETICS.




Peeling wchodzi w skład zestawu zawierającego kosmetyki do pielęgnacji ciała z linii Honey. Cały zestaw pokazałam w tym poście. Producent zapewnia, że linia Honey od Delidea należy do serii produktów nadających się do każdego rodzaju skóry, a nawilżające i zmiękczające właściwości miodu z połyskującym, złotym blaskiem dają efekt promiennej skóry. Całościowa, rozpieszczająca pielęgnacja sprawia, że skóra jest miękka i zachowuje delikatny, lekki zapach miodu. Tyle od producenta.


 
Peeling zamknięto w plastikowym słoiczku z metalową zakrętką w kolorze złotym. Słoiczek ma pojemność 150 ml, a moim zdaniem jest to trochę za mało biorąc pod uwagę, że chodzi o kosmetyk służący do pielęgnacji całego ciała. Uważam, że powinno być minimum 200 ml, a nawet 250.
Jak zapewne czyni większość kobiet, znajomość z każdym nowym dla mnie kosmetykiem zaczynam od powąchania go. Muszę wiedzieć jak pachnie i czy w ogóle pachnie i już. Tak samo było z peelingiem Delidea. Odkręciłam wieczko i pod nim znalazłam dodatkowe wieczko ochronne. Byłam przekonana, że kosmetyk będzie miał zapach miodu. I rzeczywiście, wyczuwa się tam miód ale nie tylko miód. Czuję też wyraźny zapach cynamonu, który uwielbiam. Gdyby ktoś dał mi ten kosmetyk do powąchania zakrywszy mi przedtem oczy, to powiedziałabym, że wącham jabłka, takie duszone z miodem i z cynamonem jak np. do szarlotki. Ten peeling pachnie tak, że chciałoby się go zjeść!


   
A jak spisuje się w praktyce? No cóż, tu muszę trochę się poczepiać. Jest to niezbyt mocny, taki średni zdzierak, ja wolałabym mocniejszy. Jeśli chcę uzyskać mocniejsze działanie peelingu to muszę użyć go więcej, a to z kolei negatywnie odbija się na jego wydajności. Po trzykrotnym użyciu peelingu zostało go już tylko pół słoiczka. Jest to peeling cukrowy (właściwie zawiera ekstrakt z trzciny cukrowej) i myślę, że gdyby producent dodał cukru, to działanie kosmetyku byłoby mocniejsze i wydajność lepsza.
Peeling Delidea zawiera w swoim składzie tłuszcze (olej słonecznikowy i masło shea) ale nie jest kosmetykiem tłustym. Po spłukaniu ciała i osuszeniu ręcznikiem na skórze pozostaje delikatna, ledwo wyczuwalna warstewka, która jednak szybko się wchłania. Mimo to nie ma już potrzeby stosowania balsamu. Skóra jest gładziutka, miękka i nawilżona. Niestety, zapach peelingu niezbyt długo pozostaje na skórze, a szkoda, bo bardzo mi się podoba.
I jeszcze ciekawostka. W peelingu zatopiono mnóstwo maleńkich, złocistych drobinek. Na skórze pozostaje ich niewiele. Być może podczas wycierania się ręcznikiem usuwa się większość z nich. Jeśli światło padnie pod odpowiednim kątem, to drobinki bardzo ładnie błyszczą na skórze.


 
Polubiłam ten peeling pomimo iż posiada pewne wady i chętnie bym zużyła następne słoiczki z tą pachnącą zawartością. Dodać jeszcze muszę, że jest to kosmetyk certyfikowany przez NaTrue.

Skład peelingu (INCI): Helianthus Annuus Seed Oil*, Saccharum Officinarum Extract*, Mel, Hydrogenated Palm Kernel Glycerides, Silica, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Butyrospermum Parkii Butter*, Hydrogenated Palm Glycerides, Tocopherol, Calcium Aluminum Borosilicate, Beta-Sitosterol, Squalene, Parfum**, CI 77891, CI 77491, Tin Oxide.
* składniki organiczne,
** składniki pochodzące z naturalnych olejków eterycznych.   

piątek, 21 sierpnia 2015

BIOSELECT Oliwkowe mydło nawilżające z masłem kakaowym i miętą



    
           Każdy, kto chociaż od czasu do czasu tu zagląda, zdążył się już zorientować, że wielką miłością darzę naturalne mydełka w kostkach i uwielbiam testować coraz to nowe kosteczki. Dzisiaj chcę Wam przedstawić Oliwkowe mydło nawilżające z masłem kakaowym i miętą greckiej marki Bioselect.




Bioselect  to grecka firma produkująca kosmetyki naturalne i mająca swą siedzibę na wyspie Krecie położonej na Morzu Śródziemnym. W ofercie firmy znajdziemy nie tylko mydła w kostce ale też kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów. Skoro firma znajduje się na Krecie, to oczywiste jest, że do swojej produkcji wykorzystuje bogactwa naturalne tej wyspy takie jak najwyższej jakości oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia, aromatyczne zioła czy miód.
Sztandarowym składnikiem wszystkich kosmetyków Bioselect  jest Dictamelia czyli połączenie oliwy z oliwek z ekstraktem z lebiodki kreteńskiej (Origanum Dictamnus). Lebiodka wykorzystywana jest głównie w kosmetykach przeznaczonych dla skóry suchej i przesuszonej ze względu na swoje odżywcze i nawilżające działanie. Lebiodka opóźnia również proces starzenia skóry, a także działa antycellulitowo.  




O mydełku możemy przeczytać:
"Naturalne, roślinne mydło tradycyjnie wytwarzane z oliwy z oliwek, masła kakaowego i mięty. Sprawdza się doskonale do oczyszczania twarzy i całego ciała. Delikatnie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń i sebum, jednocześnie nie zaburzając jej równowagi lipidowej. Mydło zawiera nawilżające oleje: palmowy i kokosowy. Pozostawia skórę czystą, miękką, nawilżoną i jedwabistą w dotyku.
Zawiera Dictamelia czyli unikalne połączenie takich składników jak: lebiodka kreteńska i oliwa z oliwek."  




 Mydełko otrzymujemy zawinięte w pergamin i zamknięte w kartoniku. Biała kostka jest niewielka, waży tylko 80g.
Skład mydła jest całkowicie naturalny. Oprócz wartościowych olejów jak: olej palmowy, kokosowy, masło kakaowe i oliwa z oliwek mamy tu również ekstrakt z lebiodki kreteńskiej i ekstrakt z aloesu, a także olejek eteryczny z mięty pieprzowej. Nie znajdziemy natomiast syntetycznych substancji zapachowych ani barwników. Wydawać by się mogło, że mydełko będzie miało zapach miętowy lub miętowo-ziołowy ale tak nie jest. To mydło jest niemal bezzapachowe. Gdy je kupiłam, a było to jeszcze w ubiegłym roku, miałam wrażenie, że zapach jest trochę wyraźniejszy ale teraz nie ma go prawie wcale.




Mydełko Bioselect jest bardzo przyjemne w użyciu. Pieni się dosyć obficie, wystarczająco do umycia całego ciała. Jest przyjemnie tłuste, co wyczuwa się już wówczas gdy bierze się suchą kostkę do ręki. Jego delikatność sprawia, że nie wysusza skóry ale dobrze ją oczyszcza. Myję nim całe ciało i twarz, używam również do higieny intymnej. Mydełko jest świetne. Spodobało mi się tak bardzo, że postanowiłam wypróbować w przyszłości inne mydełka Bioselect, a także inne kosmetyki tej marki tzn. do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów. Ciekawa jestem czy też tak dobrze się sprawdzą. 




Warto dodać, że mydło posiada certyfikat AIAB czyli Włoskiego Stowarzyszenia na rzecz Rolnictwa Ekologicznego propagującego nie tylko ekologiczną żywność ale też ekologiczne i organiczne kosmetyki oraz certyfikat ICEA czyli włoskiego instytutu certyfikującego produkty według etyki środowiskowej. Jest to jeden z najważniejszych organów certyfikujących we Włoszech i w Europie. Na opakowaniu mydełka znajdziemy, oprócz logo tego certyfikatu, również jego numer, co nieczęsto spotyka się na opakowaniach kosmetyków.

Znacie kosmetyki tej marki? Jeśli tak, to co o nich sądzicie? 



sobota, 15 sierpnia 2015

Biolaven Organic Balsam do ciała



 
          
            Biolaven Organic  to nowa marka polskich kosmetyków naturalnych. Produkuje je dobrze znana nam firma SYLVECO. Kosmetyki Biolaven pojawiły się na rynku już kilka miesięcy temu i od razu mnie zainteresowały. Niestety, nie mogłam kupić ich od razu. Dlaczego? Powód ten sam co zawsze. Najpierw trzeba było coś zużyć żeby można było kupić coś nowego, a wszystko po to, żeby nie dopuszczać do powstawania nadmiernych zapasów kosmetycznych. W końcu kupiłam balsam do ciała i szampon. Dzisiaj napiszę o moich wrażeniach z kontaktów z balsamem.




Producent tak opisuje balsam:
"Nawilżająco-wygładzający balsam do ciała, zawierający odżywczy olej z pestek winogron, przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji skóry wymagającej. Podczas regularnego stosowania chroni przed wysuszeniem i działaniem szkodliwych czynników, przywraca miękkość i elastyczność. Dzięki lekkiej formule balsam doskonale się rozprowadza i wchłania, pozostawiając skórę gładką, nawilżoną i zrelaksowaną. Naturalny olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, pozwala odczuć cudowne odprężenie i ukojenie." 




Cała seria kosmetyków Biolaven, a więc i balsam, bazuje na dwóch składnikach, a mianowicie na oleju z pestek winogron i na olejku eterycznym z lawendy. Jednak balsam nie ma zapachu lawendy mimo iż sugeruje to szata graficzna jego opakowania. Pachnie winogronami w takim trochę cukierkowym wydaniu. Trochę byłam zawiedziona, że nie pachnie lawendą ale ten zapach też mi się podoba.

Ci, którzy częściej tu zaglądają, pamiętają zapewne, że mam skórę suchą, wrażliwą, wymagającą, a okresowo również problematyczną. Moja skóra normalna jest tylko latem i dlatego tylko latem mogę używać balsamów do ciała. Podczas chłodnych pór roku konieczne są masła bądź oleje gdyż balsamy są po prostu zbyt słabe. Na szczęście teraz mamy lato, choć trochę zbyt upalne, i mogę potestować sobie balsamy.



Pisałam już jak pachnie balsam Biolaven. Teraz parę słów o jego konsystencji. Jest bardziej gęsty od większości balsamów ale rzadszy niż krem. W mojej ocenie jest to jakby produkt pośredni między balsamem a kremem. Po skórze rozprowadza się łatwiej niż inne balsamy. Nie maże się tak bardzo i szybciej się wchłania. Jest też bardziej treściwy od innych produktów tego rodzaju. Na butelce widnieje napis "nawilża i wygładza" i tak rzeczywiście jest. Skóra po jego użyciu jest wygładzona, jedwabista w dotyku i dobrze nawilżona. Tuż po wmasowaniu balsamu na skórze mamy delikatną, tlustawą warstewkę ale ona szybko się wchłania bez śladu. Natomiast zapach pozostaje na skórze przez kilka godzin. Dla mnie ten balsam jest rewelacyjny, jeden z lepszych jakie kiedykolwiek miałam. Uważam, że pod względem działania też jest kosmetykiem pośrednim między balsamem i kremem.
Niedawno pisałam o innym balsamie do ciała (klik) i wcale nie uważam, że produkt Biolaven jest gorszy. Może nawet jest lepszy, a jednocześnie ponad trzy razy tańszy.

Skład balsamu:

 
Bardzo lubię kosmetyki o takim krótkim składzie. Nie znajdziemy tu długiej listy składników, a mimo to produkt jest przyjemny w użyciu i, co najważniejsze, skuteczny. Dodatkową zaletą balsamu jest jego wysoka wydajność. Ta butelka (300 ml) starczy mi jeszcze na długo. Jest to moja pierwsza butelka balsamu Biolaven ale z pewnością nie ostatnia. Moja skóra go pokochała.

niedziela, 9 sierpnia 2015

AVALON ORGANICS Krem regenerujący z witaminą C



  
          Tak się ostatnio składa, że w mojej łazience często goszczą kosmetyki rodem z USA. A to szampon i odżywka od Petal Fresh, a to balsam od Avalon Organics, a dziś przedstawię kolejnego kosmetycznego gościa zza oceanu, a mianowicie Krem regenerujący z witaminą C od AVALON ORGANICS.




O kremie można przeczytać:
"Krem z serii Witaminowa odnowa skóry. Intensywny krem regenerujący opracowany tak, aby jak najskuteczniej walczyć z oznakami starzenia się skóry poprzez stymulację odnowy komórkowej. Nawilża i wzmacnia strukturę skóry. Receptura kremu jest niezwykle bogata w naturalne składniki chroniące przed fotostarzeniem skóry - antyoksydanty, takie jak witamina C, bioflawonoidy z cytryny oraz ekstrakt z białej herbaty. Krem stymuluje skórę do produkcji kolagenu i elastyny, dzięki czemu staje się ona gładsza i bardziej napięta. Regularne stosowanie zapewnia wyraźnie odświeżoną i zregenerowaną skórę oraz skuteczną ochronę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników."




Krem otrzymujemy w plastikowym słoiczku zawierającym 57g tego kosmetyku. Słoiczek dodatkowo zapakowany jest w kartonik. Podoba mi się szata graficzna tych opakowań. Utrzymana jest w kolorystyce pomarańczowej i żółtej. Ładnie prezentuje się wśród innych kosmetyków na łazienkowej półce. Jest takim wesołym, słonecznym akcentem.
Gdy po raz pierwszy otwieramy opakowanie z jakimś nowym kosmetykiem to co robimy w pierwszej kolejności? Oczywiście wąchamy go! Ja postępuję tak samo. Gdy otworzyłam słoiczek z Kremem regenerującym z witaminą C  jego zapach urzekł mnie od pierwszego powąchania. Jest to zapach owoców cytrusowych, zapach dosyć intensywny i sprawiający wrażenie jakbym miała przed sobą talerz ze świeżo pokrojonymi mandarynkami. Uwielbiam taki zapach.
Niespodziankę sprawiła mi również konsystencja tego kremu. Większość kremów, które ostatnimi czasy używałam, miały konsystencję mniej lub bardziej zbliżoną do konsystencji musu. Natomiast ten kremik ma konsystencję, którą nazwałabym maślaną. Gdy nabieram trochę kremu palcem, to mam wrażenie jakby to było masło ale bez obaw, nie jest tłusty.
Krem zawiera witaminę C. Jest to bardzo ważny składnik kosmetyku gdyż stymuluje syntezę kolagenu w skórze, a wiadomo, że jego ilość zmniejsza się z wiekiem. Poza tym jest bardzo silnym antyoksydantem. Skutecznie zwalcza wolne rodniki, a także wspomaga ochronę przeciwsłoneczną. Działa również przeciwzapalnie, rozjaśnia przebarwienia i poprawia koloryt skóry.

Zobaczmy jak wygląda skład kremu:



Na pierwszym miejscu w składzie widzimy sok z aloesu. Bardzo mi to odpowiada gdyż moja skóra lubi kosmetyki z aloesem. Krem zawiera tez kilka wartościowych olejów i ekstraktów ziołowych. Natomiast witamina C (Ascorbic Acid) znajduje się nisko w składzie. Przypuszczam, że nie ma jej więcej niż 5%. Witaminę w postaci kwasu askorbinowego dodaje się do kosmetyków w niewielkiej ilości gdyż może ona podrażniać skórę. Nawet te niewielkie ilości kwasu askorbinowego mogą być źle tolerowane przez osoby z bardzo wrażliwą skórą. W kremie znajdziemy też bioflawonoidy cytrynowe (Citrus Limon (Lemon) Peel Extract). Działają one na poziomie komórkowym wychwytując nadmiar wolnych rodników. Uczestniczą również w procesie syntezy kolagenu i wiążą pierwiastki toksyczne np. miedź i ołów. 



Kremu tego używam głównie na dzień. Na noc zastosowałam go dosłownie kilka razy. Dobrze nawilża i odżywia skórę. Koloryt skóry jest wyrównany natomiast gorzej jest z rozjaśnianiem przebarwień. Myślę, że na ich likwidację można ewentualnie liczyć po znacznie dłuższym np. kilkumiesięcznym stosowaniu kremu. Tuż po aplikacji na skórze pozostaje cienka warstewka, która jednak szybko się wchłania i można przystępować do nakładania makijażu. Krem jest produktem wydajnym, niewielka ilość wystarcza na pokrycie twarzy, szyi i dekoltu. Tak jak wszystkie produkty AVALON ORGANICS posiada certyfikat amerykańskiej organizacji certyfikującej NSF. Więcej o tym certyfikacie pisałam tutaj. Krem należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia słoiczka. Nie jest testowany na zwierzętach. Myślę, że w przyszłości sięgnę również po inne kremy tej marki.            

sobota, 1 sierpnia 2015

Nowości z ECCO VERDE




        Kosmetyki mają tę cechę (zaletę?), że się kończą. Chyba to jednak zaleta, bo wtedy można z czystym sumieniem zamawiać nowe. Już jakiś czas temu postanowiłam ograniczyć swoje kosmetyczne zakupy i nie tworzyć niepotrzebnych zapasów. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo lubię te chwile kiedy mogę pobuszować po sklepach w sieci i wyszukiwać dla siebie odpowiednie produkty. Wybór wcale nie jest łatwy gdyż na mojej liście zakupowej znajduje się po kilka lub więcej pozycji z każdego rodzaju kosmetyków. Tym razem zamówienie złożyłam w sklepie Ecco Verde. Paczuszka dotarła do mnie w czwartek, a oto jej zawartość:




A teraz bardziej szczegółowo:




Jest to zestaw kosmetyków do pielęgnacji ciała włoskiej marki Delidea Bio Cosmetics. Zestaw składa się z żelu pod prysznic, peelingu do ciała i kremu do ciała. Kosmetyki te zostały wyprodukowane na bazie miodu. Zapakowane są w elegancką, kartonową torebkę i z powodzeniem mogą być atrakcyjnym prezentem.



Kolejna włoska marka to Bioearth i jej Szampon przeciwłupieżowy i do włosów przetłuszczających się. Według producenta szampon jest bardzo delikatny i ma przywracać równowagę skóry głowy. Teraz powiem tylko tyle, że w składzie na pierwszym miejscu jest sok z liści aloesu, co bardzo mi się podoba.




I wreszcie mydełka! W każdym moim zamówieniu muszą być mydełka, chociaż jedno ale musi być. Tym razem są aż trzy. Dwa z nich (nagietkowe i lawendowe) to produkty jeszcze jednej włoskiej marki TEA Natura. Są to mydła kokosowo-oliwne.
Pokazuję tu same włoskie kosmetyki ale jest jeden wyjątek. Trzecie mydełko, to w brązowym opakowaniu, reprezentuje australijską markę Apeiron natural care. Mydło o nazwie ashwaganda zalecane jest dla skóry dojrzałej i odznacza się delikatnym zapachem.
To już wszystkie moje nowości. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak porobić im zdjęcia i testować, testować, testować... Mam nadzieję, że sprawdzą się na mojej skórze i włosach. 

sobota, 25 lipca 2015

KAPPUS Naturalne mydło wellness - lotos z mąką ryżową





                       Jakiś czas temu szukając czegoś w internecie natrafiłam zupełnie przypadkiem na niemiecką firmę KAPPUS produkującą mydła. Poszukałam informacji na temat tej firmy i znalazłam taki tekst:
"Niemiecka firma KAPPUS powstała i rozpoczęła produkcję mydeł w 1848 roku. W chwili obecnej jest jedną z najbardziej znanych marek rozpoznawalnych na całym świecie, od Japonii poprzez całą Europę aż po Stany Zjednoczone.
Marka KAPPUS  jest kojarzona z wysoką jakością, różnorodnością rodzajów, form, kształtów oraz zapachów. Mydła KAPPUS wyprodukowane są na bazie naturalnych, roślinnych składników między innymi oleju palmowego i kokosowego oraz najlepszych, najwyższej jakości komponentów używanych w przemyśle spożywczym."
KAPPUS rzeczywiście produkuje mnóstwo różnych mydeł, a wiele z nich ma bardzo ciekawe kształty i wzornictwo. Tylko czy są to mydła naturalne? Tego nie udało mi się stwierdzić gdyż nigdzie nie znalazłam składu choćby jednego mydła. Okazało się natomiast, że KAPPUS wypuścił na rynek serię, a właściwie seryjkę (4 sztuki) mydeł z certyfikatem NaTrue. Też nie znałam ich składu ale zaufałam certyfikatowi i postanowiłam kupić wszystkie cztery mydełka. Okazało się, że nie jest to takie proste. Tylko w jednym sklepie udało mi się znaleźć jedno certyfikowane mydełko, a mianowicie lotos z mąką ryżową.




  Odwrotna strona mydła wygląda tak:




 Natomiast cała seria mydełek prezentuje się tak:



 Widzimy tu mydełka (od lewej): bergamotka z limonką, różane, lawendowe i na końcu właśnie lotos z mąką ryżową. Bardzo mi się podoba ich fantazyjny kształt i wytłoczone listki.
Mydło o wadze 125g otrzymujemy zapakowane w kartonik. Gdy wyjęłam je z kartonika od razu poczułam, że mydełko jest tłuste w dotyku ale w taki przyjemny sposób. Ma bardzo ładny zapach. Nie potrafię określić go słowami ale, być może, jest to właśnie zapach lotosu. Nie wiem jak pachnie lotos ale przeczytałam, że "zapach, który jest delikatny, kobiecy, pudrowy i zapadający w pamięć musi należeć do lotosu." W składzie mydełka nie widzę lotosu, przypuszczam więc, że jest to tylko sam zapach i kryje się pod określeniem "parfum". Całkowity skład jest taki:




Mydełko wspaniale się pieni, a wytwarzana przez nie piana jest gęsta, kremowa, aksamitna i pachnąca. Myję nim twarz i ciało, jest też świetnym środkiem do higieny intymnej. Dobrze oczyszcza skórę ale nie drażni jej i nie wysusza. Jest bardzo delikatne. Nic dziwnego, wszak w składzie mamy glicerynę i mąkę (skrobię) ryżową. Gliceryna działa nawilżająco, natomiast skrobia ryżowa jest wspaniałym składnikiem łagodzącym, wskazanym w leczeniu wszelkich podrażnień i chorób skórnych nawet u małych dzieci. Podobną rolę spełnia spotykana czasem w kosmetykach skrobia kukurydziana, a nasza medycyna ludowa od wieków zaleca kąpiel z dodatkiem krochmalu, czyli skrobi ziemniaczanej, w przypadku problemów skórnych. Kąpiel z tym mydłem jest bardzo przyjemna i polecam je wszystkim, a nie tylko tym, którzy mają problemy skórne. Tak delikatne mydło osobom ze zdrową skórą tym bardziej nie zaszkodzi. Jeśli jego zapach nie przypadnie komuś do gustu, to też niewielki problem gdyż nie utrzymuje się długo na skórze.




Znacie mydła tej marki? Jeśli tak, to co o nich sądzicie? 

niedziela, 19 lipca 2015

PETAL FRESH ORGANICS Odżywka do włosów farbowanych z wyciągiem z granatu i jagód acai



          W końcu czerwca pisałam o Szamponie odżywczo-antyseptycznym Tea Tree od Petal Fresh Organics (klik), a dzisiaj przyszła kolej na kilka słów o odżywce tej samej marki, którą kupiłam razem z szamponem. Jest to Odżywka do włosów farbowanych z wyciągiem z granatu i jagód acai.



O kosmetyku możemy przeczytać:
"Składniki Petal Fresh pochodzą wyłącznie z ekologicznych upraw. Organiczność naszych produktów została potwierdzona przez Stellar Certification Services. Produkt wolny od szkodliwych substancji: parabenów, siarczanów (SLS, SLES), GMO, ftalanów i sztucznych barwników, posiadający zrównoważone pH, nietestowany na zwierzętach.
Odżywka Pomegranate & Acai skutecznie chroni kolor włosów farbowanych. Bogaty w przeciwutleniacze i organiczne ekstrakty z granatu i jagód, odżywia włosy i chroni przed szkodliwym działaniem wolnych rodników.
Korzyści: Chroni włosy przed utratą koloru, odżywia skórę głowy, zapobiega wypadaniu włosów."
Zdaniem producenta odżywka jest też idealnym kosmetykiem po zabiegach keratynowych.

 
 Odżywkę otrzymujemy w butelce identycznej jak szampon tej samej marki. Jest taka sama zarówno pod względem wyglądu jak i pojemności. Mają też takie same, wygodne zamknięcia na klik. Pomimo tych podobieństw nie ma obaw, że pomylimy w łazience butelki. Szampon jest przezroczysty, a odżywka biała jak mleko, a więc na pierwszy rzut oka, bez konieczności czytania etykiety, widać, w której butelce jest szampon, a w której odżywka.




Odżywka ma konsystencję bardzo lekkiego kremu, typową dla wielu odżywek. Podoba mi się jej zapach. Jest owocowy ale też trochę taki landrynkowy. Bardzo łatwo rozprowadza się ją po włosach. Zgodnie z zaleceniem producenta wmasowuję ją lekko w mokre włosy, chwilę czekam i spłukuję. Włosy po zastosowaniu odżywki  rozczesują się bez problemu, a po wyschnięciu są miękkie, gładkie i błyszczące. Dla mnie ważne jest również to, że nie drażni skóry głowy i nie powoduje przykrego swędzenia.
Czy rzeczywiście chroni kolor? W pewnym stopniu tak. Efekt ochronny byłby prawdopodobnie lepszy gdybym kupiła taki sam szampon ale ja wybrałam odżywczo-antyseptyczny. Mimo to z odżywki jestem zadowolona i uważam, że zasługuje na ponowny zakup. Cieszy mnie również to, że w stacjonarnej, sieciowej drogerii (Rossmann) można już kupić kosmetyki o naturalnym składzie nie rujnując przy tym swojego portfela. Oby ich było jak najwięcej.




Skład odżywki (INCI):    Aqua (Water), Glycerin, Isopropyl Palmitate, Caprylic/Capric Triglyceride, Behenyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Hydroxypropyl Methylcellulose, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Retinyl Palmitate (Vitamin A), Panthenol (Vitamin B5), *Punica Granatum Extract (Pomegranate), *Euterpe Oleracea Fruit Extract (Acai), Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract, Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil, Tussilago Farfara (Coltsfoot) Flower Extract, Achillea Millefolium (Yarrow), Equisetum Arvense (Horsetail), *Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Althaea Officinalis (Marshmallow) Root, Chamomilla Recutita (Chamomile) Flower Extract, Melissa Officinalis (Lemon Balm) Leaf Extract, *Thymus Vulgaris (Thyme) Extract, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Parfum (Fragrance).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...