czwartek, 17 sierpnia 2017

NATURATIV Szampon i odżywka do włosów ciemnych




    Ten włosowy duet kusił mnie już dosyć długo. Nie oparłam mu się jednak gdy w sklepie Naturativ zobaczyłam interesującą promocję. Kupiłam te produkty (i kilka innych) taniej aż o 45%. Grzechem byłoby nie skorzystać z takiej okazji i takim sposobem Szampon do włosów ciemnych oraz Odżywka do włosów ciemnych wpadły w moje łapki.



O szamponie producent pisze:
Szampon do włosów ciemnych łagodnie myje i jednocześnie dodaje koloru włosom ciemnym. Szampon przeznaczony jest do włosów w kolorze naturalnym lub farbowanych. Również do pielęgnacji włosów siwych. Włosy ciemne stają się rozświetlone, odrobinę ciemniejsze. Znakomicie maskuje też niewielkie odrosty. Efekt rozświetlenia i pogłębienia koloru kumuluje się po wielu użyciach.
Szampon naturalny, łagodny dla skóry głowy. Zawiera delikatne, roślinne środki myjące oraz nawilżającą betainę i roślinne środki wygładzające.



W składzie szamponu znajdziemy wyciągi z roślin takich jak Krameria Triandra, żarnowiec i orzech włoski. Wzmagają one intensywność koloru ciemnego i dodają refleksów. Naturalna betaina nawilża, a roślinne środki myjące łagodnie myją. Są to składniki z certyfikatem ekologicznym.
250 ml szamponu zamknięto w plastikowej butelce z praktycznym zamknięciem na klik. Szampon ma ciemny kolor kojarzący mi się z dosyć mocną herbatą. Konsystencja podobna do konsystencji większości szamponów. Zapach ziołowy, jak dla mnie bardzo przyjemny. Szampon dobrze się pieni i jest wydajny. Po jego użyciu skalp i włosy są dobrze oczyszczone. Jest delikatny i nie powoduje podrażnień skóry. Oczywiście, jak większość szamponów, ten też plącze włosy. Dlatego po umyciu włosów stosuję odżywkę.  



Skład szamponu (INCI): Aqua, Ammonium Lauryl Sulfate, Lauryl Glucoside, Inulin, Glycerin, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Krameria Triandra Root Extract, Sarothamus Scoparius Extract, Juglans Regia (Walnut) Leaf Extract, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium PCA, Sodium Phytate, Parfum, Limonene, Citral, Citronellol, Geraniol, Citric Acid.



Odżywka do włosów ciemnych to kosmetyk przeznaczony do pielęgnacji włosów o naturalnie ciemnym kolorze lub farbowanych. Kosmetyk może być stosowany również do włosów siwych.
Pielęgnuje włosy, ułatwia rozczesanie i układanie. Odświeżenie koloru zapewniają wyciągi z peruwiańskiej rośliny Krameria Triandra (pastwin), żarnowca i orzecha włoskiego. Krameria Triandra i orzech włoski od wieków używane są w lecznictwie i jako barwniki. Fosfolipidy ze słonecznika pielęgnują i regenerują włosy. Odżywka przeznaczona jest do każdego rodzaju włosów, poradzi sobie świetnie ze zniszczonymi i suchymi. Nie obciąża włosów.



Odżywkę zamknięto w plastikowej butelce o pojemności 200 ml. Butelkę wyposażono w bardzo dobrze działającą pompkę. Odżywka ma postać kremu w kolorze beżowym. Zapach ziołowy ale tak słaby, że ledwo go wyczuwam. Kremowa konsystencja odżywki sprawia, że dobrze rozprowadza się po włosach i nie spływa z nich. Po spłukaniu odżywki włosy bez problemu się rozczesują. Producent zapewnia, że kosmetyk nie obciąża włosów i rzeczywiście tak jest. Nie tylko nie są obciążone ale wyraźnie odbite od nasady, co sprawia, że fryzura lepiej się układa i, po prostu, jest ładniejsza.
A jak jest z obiecanym przyciemnieniem koloru? Mam włosy farbowane henną. Po użyciu szamponu i odżywki od Naturativ włosy rzeczywiście są rozświetlone i pięknie błyszczą, a kolor jest bardziej wyrazisty. Mam już niewielkie odrosty (ok. 1 cm) i lada dzień będę je znów farbować. Zazwyczaj w odrostach widać, oprócz moich naturalnych, ciemnych włosów, również i siwe. Szampon i odżywka do włosów ciemnych rzeczywiście w znacznym stopniu maskują odrosty. Na pierwszy rzut oka ich nie widać. Dopiero po dokładniejszym przyjrzeniu się można je zobaczyć. Bardzo podoba mi się działanie tych kosmetyków. Uważam, że obietnice producenta zostały spełnione. Chyba będę wracać do tego włosowego duetu. 



Skład odżywki (INCI): Aqua, Glycerin, Juglans Regia (Walnut) Leaf Extract, Krameria Triandra Root Extract, Sarothamus Scoparius Extract, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Betaine, Phospholipids, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Brassicamidopropyl Dimethylamine, Isoamyl Laurate, Galactoarabinan, Parfum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, PCA Glyceryl Oleate, Aspartic Acid, Sodium Phytate, Citric Acid, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Citral, Limonene, Linalool.       

niedziela, 13 sierpnia 2017

MARTINA GEBHARDT Happy aging maseczka rewitalizująca



    Maseczki to bardzo ważna część pielęgnacji mojej twarzy. Czas biegnie nieubłaganie, a wraz z nim postępuje wiotczenie skóry, powstaje coraz więcej zmarszczek. W tej sytuacji nie pozostaje nic innego niż zapewnienie skórze możliwie najlepszej pielęgnacji. Dlatego staram się systematycznie stosować maseczki. Systematycznie czyli dwa razy w tygodniu, w ostateczności raz w tygodniu jako niezbędne minimum. Najczęściej maseczki przygotowuję sama, na bazie glinek z różnymi dodatkami, które lubi i potrzebuje moja cera. Czasem jednak używam maseczek gotowych. Przydają się gdy leń dopadnie człowieka i nie chce się kręcić maseczkowej mazi samemu. Tym razem skusiłam się na Rewitalizującą maseczkę Happy Aging od MARTINY GEBHARDT.



Producent tak pisze o tym kosmetyku:
Bogata w witaminy maska, przeznaczona do cery dojrzałej powyżej 40 roku życia. Szlachetne oleje roślinne z migdałów, wiesiołka i pestek winogron oraz masło shea nawilżają i wzmacniają skórę. Maska posiada silne działanie antyoksydacyjne oraz dostarcza wysoko skoncentrowanej porcji składników odżywczych, działając wybitnie odmładzająco i rewitalizująco.
 Sposób użycia: 1-2 razy w tygodniu nałożyć na skórę grubą warstwę maski, przykryć ciepłym, wilgotnym ręcznikiem i pozostawić działaniu na około 15 minut. Niewchłonięte pozostałości usunąć za pomocą ciepłego, wilgotnego ręcznika.



Maseczkę zamknięto w charakterystycznym dla marki słoiczku z grubego, białego szkła. Po odkręceniu plastikowej zakrętki widzimy dodatkowe wieczko dzięki któremu mamy pewność, że nikt przed nami nie korzystał z zawartości słoiczka. Maseczka, podobnie jak większość kosmetyków tej marki, dostępna jest w dwóch pojemnościach: 50 ml i 15 ml. Podoba mi się takie rozwiązanie. Można kupić mniejsze opakowanie produktu, przekonać się czy odpowiada naszej cerze i wtedy, ewentualnie, zdecydować się na zakup opakowania pełnowymiarowego.


Maseczka Happy aging ma bardzo bogaty skład. Czego tam nie ma! Oleje, masła, hydrolaty, mnóstwo ekstraktów roślinnych, miód. Zresztą, przeczytajcie sami:
Skład: woda, oliwa z oliwek*, olej ze słodkich migdałów*, olej z wiesiołka**, olej z pestek winogron**, lanolina, wosk pszczeli*, masło shea**, masło kakaowe**, hydrolat z kwiatów pomarańczy*, hydrolat z kwiatów róży damasceńskiej*, miód*, wyciąg z liści aloesu*, olej z owoców rokitnika zwyczajnego*, wyciąg z marchwi*, tokoferol, wyciąg z korzenia czarnego bzu*, wyciąg z kory magnolii, wyciąg z liści herbaty chińskiej, esencja spagiryczna z liści aloesu*, złoto, srebro, siarka, tinktura z wanilii**, olejek z kwiatów róży damasceńskiej**, olejek z irysa florenckiego, geraniol***, cytronelol***.* - z upraw kontraktowanych przez Demeter,
** - z kontrolowanych upraw ekologicznych,
*** - komponenty naturalnych olejków eterycznych.


      Gdy po raz pierwszy otworzyłam słoiczek moim oczom ukazał się widok jak na zdjęciu powyżej. Olej wystąpił na powierzchnię kosmetyku. Zaniepokoiło mnie to. Może ta maseczka jest przeterminowana? Ale nie. Na etykietce przyklejonej do dna słoiczka widnieje data ważności: 28.05.2018. Nie ma więc mowy o przeterminowaniu. W składzie maseczki jest bardzo dużo olejów i pewnie dlatego oddzieliły się one od kosmetyku. Wystarczy całość zamieszać i składniki łączą się w jednolity krem o dosyć lekkiej konsystencji i kolorze dojrzałego banana. Ma też przyjemny zapach, który określiłabym jako kwiatowy z miodową nutą.



Producent zaleca przykrycie nałożonej na twarz maseczki ciepłym, wilgotnym ręcznikiem. Prawdę powiedziawszy nie bardzo mi się chce tak robić i stosuję maskę tradycyjnie. Myję twarz, robię peeling i nakładam maskę. Zgodnie z zaleceniem trzymam ją na twarzy 15 minut. Mamy teraz gorące lato więc nie widzę potrzeby dodatkowego dogrzewania skóry. Zaschnięcie maseczce też nie grozi ze względu na dużą zawartość olejów i maseł. W ciągu 15 minut większość maseczki się wchłania. Zazwyczaj robię maseczki wieczorem i wówczas to, co się nie wchłonęło usuwam chusteczką higieniczną i tak pozostawiam twarz na noc. Nie aplikuję już żadnego kremu ani serum, co najwyżej krem pod oczy. Rano cera jest gładka i delikatna, lekko napięta, dobrze odżywiona i nawilżona. Czasem jednak zdarza się, że (w dzień wolny od pracy) robię maseczkę rano. Wtedy nie wystarczy usunięcie resztek maseczki chusteczką gdyż skóra jest tłusta i błyszcząca. Trzeba twarz umyć i, jak zwykle, zaaplikować tonik i krem.


Dodatkowym plusem maseczki jest jej wydajność. Mam mały słoiczek (15 ml). Nakładam maseczkę dosyć grubo. Użyłam jej już trzy razy i zużyłam dopiero pół słoiczka. Spodziewałam się, że całość wystarczy mi na 2-3 razy, a tu miła niespodzianka. Krótko mówiąc odkryłam jeszcze jeden fajny kosmetyk Martiny Gebhardt. Kupić można go w tym  sklepie.     

piątek, 4 sierpnia 2017

Trochę nowości



    Niektóre kosmetyki się skończyły, inne wkrótce się skończą, a więc zaszła potrzeba zrobienia zakupów. Zobaczcie co kupiłam.


W sklepie Iwos kupiłam kosmetyki włosowe. Łagodny szampon do codziennego mycia włosów LAVERY kupiłam pod wpływem recenzji Anuli. Mam nadzieję, że u mnie sprawdzi się tak samo dobrze. Na Szampon do włosów przetłuszczających się KHADI miałam ochotę już od dawna, a więc postanowiłam wreszcie go wypróbować. Odżywka do włosów BIOLAVEN zebrała dużo pochwał w blogosferze, co, oczywiście, pobudziło moją ciekawość. Szampon tej marki rozczarował mnie. Mam nadzieję, że odżywka spisze się lepiej.

  
Druga paczuszka przyszła ze sklepu Ecco Verde. Kupiłam tam Rewitalizujący żel do mycia twarzy LOGONY. Jest to mój pierwszy kosmetyk tej marki. Mam nadzieję, że będę z niego zadowolona. Kolejnym nabytkiem jest Żel do higieny intymnej z malwą i drzewem herbacianym od TEA NATURA. Ta marka nie jest mi całkiem obca. Miałam już od nich mydełka, które bardzo dobrze wspominam. Oby żel był równie dobry. UOGA UOGA to kolejna marka dla mnie zupełnie nowa. W swoim czasie w blogosferze było dużo bardzo pozytywnych recenzji kosmetyków tej marki. Znajomość z nią rozpocznę od Nawilżającego kremu pod oczy "Green Refreshment". Do koszyka dorzuciłam jeszcze Dezodorant w kremie z bergamotką i limonką marki SCHMIDT`S. Ten dezodorant już miałam. Bardzo mi odpowiadał i z przyjemnością do niego wracam.

   
 W ostatniej przesyłce znajdowały się nie tylko kosmetyki. Było tam też coś dla łasucha, a mianowicie dwa słoiczki miodu. Jeden zawierał Miód rzepakowy z pokrzywą, a dokładnie z dodatkiem soku z młodych liści pokrzywy. W drugim słoiku zamknięto Miód faceliowy z domieszką miodu gryczanego. Do koszyka dorzuciłam jeszcze dwie mydlane kostki: Mydło z aloesem i Mydło z pyłkiem pszczelim. Ta paczuszka pochodzi ze sklepu Ajeden.
To już wszystkie nowości. Znacie te kosmetyki? Następne zakupy zrobię dopiero wtedy gdy zużyję, przynajmniej częściowo, to co mam. 

czwartek, 27 lipca 2017

SALTO Naturalne mydła



      Jak już wspominałam byłam w kwietniu na warszawskich targach kosmetyków naturalnych Ekocuda. Oczywiście, było nie do pomyślenia, żebym wróciła stamtąd z pustymi rękami, kupiłam więc kilka kosmetyków. Na targach było sporo stoisk z mydłami w kostkach. Były tam mydlane marki, których jeszcze nie znałam, natknęłam się też na markę o której nawet nie słyszałam. Było to stoisko z mydłami marki SALTO. Jako, że wcześniej kupiłam już kilka mydeł innych marek, to tu skusiłam się już tylko na dwa mydełka: Melissa aphrodisiac i The Provencal.


Melissa aphrodisiac to Mydło rumiankowo-owsiane, nawilżająco-oczyszczające. Mydło łagodne dla skóry i dla nerwów. Rumianek działa przeciwzapalnie i odkażająco. Płatki owsiane mają właściwości kojące, lekko złuszczające. Idealne do delikatnego oczyszczania skóry zarówno suchej jak i tłustej. Olejek melisowy uspokaja i poprawia humor.


Kostka o nieregularnym kształcie i nierównej powierzchni waży 100 g. Zatopione są w niej drobinki liści i kwiatów rumianku rzymskiego. Zapach mydła jest delikatny, ziołowy. Podczas kąpieli mydełko wytwarza obfitą pianę. Oczyszcza skórę dokładnie ale jest jednocześnie delikatne. Nie powoduje podrażnień skóry i nie wysusza jej. Mydełko zawiera zmielone płatki owsiane, co powoduje, że jest trochę szorstkie lekko peelinguje skórę. Myję nim całe ciało i twarz. dobrze się też spisuje w higienie intymnej.

Skład mydełka (INCI): Sodium Olivate, Sodium Cocoate, Sodium Sheabutterate, Aqua, Glycerine, Sodium Castorate, Anthemis Nobilis, Avena Sativa, Anthemis Nobilis Extract, Saponaria Officinalis Root Extract, Cymbopogon Winterianus Oil, (Citronellol, Geraniol).

Druga kostka nosi nazwę The provencal i, jak nietrudno się domyślić, jest to mydło lawendowe.



Mydło lawendowe, kremowe, delikatne, wspaniały zapach prawdziwej lawendy.
Olejek lawendowy - silnie odkażający, antybakteryjny, antygrzybiczy, goi rany, łagodzi świąd, pielęgnuje. Mydło lawendowe, dzięki dużej zawartości olejku lawendowego, dobrze skórę pielęgnuje, odżywia, wspomaga i działa przeciwzapalnie. Mydło doskonałe dla dzieci, dla skóry atopowej i wrażliwej.


Kostka waży 100 g i zatopiono w niej ususzone kwiaty lawendy. O tym mydle mogę powtórzyć wszystko, co napisałam o poprzedniej kostce. Że dobrze się pieni, jest delikatne, dokładnie oczyszcza skórę ale jej nie wysusza itd. Ale to mydełko ma jeszcze jeden ogromny atut, a mianowicie zapach. Piękny, intensywny zapach lawendy, który spowodował, że  się w nim zakochałam. Wąchając tę kostkę mam wrażenie, że wącham żywy, kwitnący krzaczek lawendy. Widać, a właściwie czuć, że producent nie pożałował lawendowego olejku eterycznego. Miałam już kilka mydeł lawendowych innych marek ale żadne z nich nie pachniało tak pięknie jak mydełko od Salto. Jestem nim zachwycona i polecam wszystkim, którzy lubią zapach lawendy.

 
Skład mydełka (INCI): Sodium Olivate, Sodium Cocoate, Sodium Sheabutterate, Aqua, Glycerine, Sodium Castorate, Lavandula Angustifolia Flower, Saponaria Officinalis Root Extract, Lavandula Angustifolia Flower Oil, (Geraniol, Limonene, Linalool).
Mydełka były na targach sprzedawane bez indywidualnych opakowań. Wybrane kostki wkładano do papierowej torebki dołączając do każdego mydła pomarańczowy kartonik ze wszystkimi potrzebnymi informacjami.   

wtorek, 25 lipca 2017

ORIENTANA Ajurwedyjski tonik do włosów



           Wyobraźcie sobie, że jeszcze nigdy nie używałam żadnej wcierki do włosów. Tak jakoś się złożyło. Ale gdy na kilku blogach przeczytałam pozytywne opinie o Ajurwedyjskim toniku do włosów marki ORIENTANA, postanowiłam go wypróbować.



O toniku przeczytałam:
"Formuła toniku została oparta na recepturze ajurwedyjskiej. Bazuje na wyjątkowych właściwościach indyjskich ziół, nie zawiera w składzie olejów ani żadnych składników chemicznych. Może być stosowany do pielęgnacji każdego rodzaju włosów. Tonik służący wzmocnieniu i zahamowaniu wypadania włosów zawiera w składzie m.in. amlę, która sprawia, że włosy stają się sprężyste, zdrowe, błyszczące. Wyciąg z neem wzmacnia cebulki i chroni skórę głowy przed stanami zapalnymi, a gotu kola (wąkrotka azjatycka) wzmacnia skórę głowy i przyspiesza wzrost włosów. Intensyfikacji wzrostu włosów sprzyjają też kozieradka i bhingraj, a tymianek zapobiega ich wypadaniu. W skladzie toniku znajduje się także nawilżający i kojący aloes oraz rozmaryn o właściwościach przeciwbakteryjnych, służący wzmocnieniu włosów i spowalniający ich przetłuszczanie."




Tonik zamknięto w plastikowej butelce o pojemności 100 ml. Butelka wyposażona jest w pompkę, co bardzo ułatwia aplikację kosmetyku.
Producent zaleca wcieranie toniku w skórę głowy codziennie przez 2-3 minuty. Stosować przez trzy tygodnie, zrobić kilka dni przerwy i wznowić kurację. Tak właśnie robiłam. Świeżo umyte, mokre włosy rozdzielałam partiami i spryskiwałam skórę tonikiem. Potem wcierałam tonik palcami. W pierwszej chwili po spryskaniu skalpu tonikiem odczuwałam jakby lekkie chłodzenie skóry ale to wrażenie szybko mijało. Domyślam się, że to zasługa mięty znajdującej się w składzie. Tonik pachnie ziołowo ale wyraźnie dominuje tu zapach mięty.


Włosy po zastosowaniu toniku bardzo łatwo się rozczesują, nawet wówczas gdy po ich umyciu szamponem nie użyję odżywki. Po wysuszeniu są miękkie i błyszczące chociaż mam wrażenie, że trochę tracą na połysku ale bardzo niewiele. Za to są ładnie odbite od nasady, mają większą objętość i dobrze się układają. Tonik nie przetłuszcza włosów gdyż w jego składzie nie ma żadnego oleju. Pewien wysyp nowych włosków zauważyłam dopiero podczas drugiego 3-tygodniowego cyklu ale nie był specjalnie imponujący. Nie cierpiałam na wzmożone wypadanie włosów, a więc nie wiem czy tonik zdołałby takie zjawisko powstrzymać. Nie sprawił też, żeby włosy wolniej się przetłuszczały. Czy je wzmocnił? Nie wiem. Nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Mimo to jestem zadowolona z toniku. Podoba mi się to, że poprawia wygląd włosów, że zwiększa ich objętość. Chyba od czasu do czasu będę do niego wracała.

  
Skład toniku: Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Emblica Officinalis Fruit Powder, Melia Azadirachta Ekstract, Glycerin, Simmondsia Chinensis Seed Extract, Centella Asiatica Extract, Eclipta Alba Extract, Acacia Concinna Fruit Powder, Trigonella Foenum-Graecum Seed Extract, Nymphaea Lotus Flower Extract, Polysorbate 20, Lawsonia Inemis Extract, Ocimum Sanctum Leaf Extract, Lavandula Angustifolia Extract, Arnica Montana Flower Extract, Rosmarinus Officinalis Extract, Thymus Serpyllum Extract, Camphor, Menthol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.   

niedziela, 16 lipca 2017

BIOTURM Peeling do stóp z drobinkami wosku ryżowego




      Jeszcze nigdy nie używałam peelingu do stóp. Pięty i inne zrogowaciałe miejsca na stopach masuję zawsze, z dobrym skutkiem, tarką do stóp. Ciekawa byłam jednak jak działa peeling i żeby zaspokoić ciekawość skusiłam się na Peeling do stóp z drobinkami wosku ryżowego marki BIOTURM.



Producent zapewnia, że drobinki wosku ryżowego skutecznie uwalniają stopy od nadmiary obumarłego naskórka. Mocznik w połączeniu z pantenolem zapewniają długo utrzymujące się nawilżenie oraz efekt wygładzenia. Aktywny kompleks bio-serwatki i bio-olej migdałowy regenerują skórę. Efekt jest odczuwalny natychmiast po użyciu.
Sposób użycia: peeling namieść na umytą, wilgotną skórę stóp. Delikatnie wmasować i dokładnie spłukać wodą.



W miękkiej, plastikowej tubie otrzymujemy 100 ml peelingu. Ma on konsystencję lekkiego kremu, w którym wyczuwa się palcami drobinki. Kremik bardzo delikatnie pachnie, wyczuwam w tym zapachu cytrynę. Peeling rozprowadzam po umytych, mokrych stopach i delikatnie masuję. Nie zaliczyłabym go do mocnych zdzieraków ale dla moich stóp jest wystarczający. Dobrze usuwa martwy naskórek i pozostawia stopy miękkie i gładkie. Mimo iż zawiera w swoim składzie olej słonecznikowy i migdałowy, nie jest kosmetykiem tłustym. Skórę stóp pozostawia dobrze nawilżoną i bardzo delikatnie natłuszczoną. Ja, będąc posiadaczką suchej skóry, po takim wygładzaniu stosuję jeszcze krem.
Peeling Bioturm służy mi nie tylko do stóp. Używam go również do wygładzania szorstkich łokci. W tej roli też sprawdza się znakomicie.
Producent nie pisze jak często należy stosować ten produkt. Rozumiem więc, że według potrzeb i najczęściej robię to co drugi dzień.



Skład peelingu INCI: Aqua, Oryza Sativa Cera, Helianthus Annuus Hybrid Oil*, Glycerin, Alcohol, Lac*, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Octyldodecanol, Oleyl Erucate, Polyglyceryl-6 Palmitate/Succinate, Polyglyceryl-4 Laurate/Succinate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil*, Sodium Lactate, Urea, Panthenol, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract*, Verbena Officinalis Leaf Extract*, Helianthus Annuus Seed Oil*, Tocopherol, Parfum, Palmitic Acid, Stearic Acid, Sodium Anisate, Sodium Levulinate, Xanthan Gum, Lactic Acid, Oryzanol, Citral, Limonene, Linalool.
* - z kontrolowanych upraw biologicznych.



 Peeling do stóp Bioturm jest kosmetykiem certyfikowanym przez ICEA. Nie zawiera syntetycznych konserwantów, barwników, środków zapachowych PEG i skladników pochodzenia petrochemicznego. Nie zawiera składników pochodzących z martwych zwierząt i nie jest testowany na zwierzętach. Kupić go można w tym sklepie.  

czwartek, 13 lipca 2017

ALCHEMIA LASU Masło do ciała geranium, mandarynka, petitgrain




               Ze względu na to, że mam suchą skórę na ciele, zawsze w mojej łazience jest jakieś mazidło do ciała. Czasem są to balsamy ale najbardziej lubię masła i kremy. Nic więc dziwnego, że będąc w kwietniu na warszawskich targach kosmetyków naturalnych EKOCUDA, zaopatrzyłam się również w takowe kosmetyki. Jedno z nich to Masło do ciała geranium, mandarynka, petitgrain od ALCHEMII LASU.



ALCHEMIA LASU to mała, polska firma produkująca kosmetyki naturalne. W swoich produktach wykorzystuje zioła lasów i łąk Polski południowej, a także inne surowce roślinne jak tłoczone na zimno oleje i masła. Kosmetyki tej marki są wegetariańskie, a w większości nawet wegańskie.



Do pakowania swoich produktów Alchemia Lasu używa prostych, szklanych słoiczków i buteleczek, na które nakleja etykiety wydrukowane na zwykłym, szarym papierze. Masło do ciała zamknięto w takim właśnie słoiczku o pojemności 120 ml. Konsystencja tego kosmetyku jest zwarta i dosyć twarda. Nie można nabrać go palcami. Używam do tego celu plastikowej szpatułki, którą skrobię potrzebną ilość masła. Rozcieram je w palcach, a gdy się rozpuści wmasowuję w ciało. Myślę, że zimą, gdy działa ogrzewanie i w łazience jest znacznie cieplej, masło byłoby bardziej miękkie. 



Wolałabym, żeby konsystencja tego masełka była bardziej kremowa i właśnie maślana ale nie jest to wielki problem. Ten mały minus całkowicie rekompensuje mi działanie masła na skórę. Po jego wmasowaniu pozostaje bardzo cieniutka tłusta warstwa, a skóra jest mięciutka, jedwabista i delikatna. Okazało się jednak, że ta warstwa szybko się wchłania, a miękkość i delikatność skóry pozostaje na cały dzień. Poza tym masełko odznacza się interesującym zapachem. Jest to woń dosyć intensywna, w której zdecydowanie przeważają cytrusy, a w tle wyczuwa się nutę kwiatową. To pewnie geranium. Podoba mi się ten zapach i szkoda, że nie pozostaje długo na skórze.

Skład masła jest taki:


Skład piękny, naturalny. Nie ma się do czego przyczepić, co bardzo mi odpowiada. Nie lubię sytuacji gdy kosmetyk jest naturalny, często nawet certyfikowany, a w składzie znajduje się jakąś dziwną substancję. W sumie jestem zadowolona z masła i nie żałuję, że je kupiłam.
Znacie kosmetyki tej marki? Jeśli tak, to co o nich sądzicie?  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...