piątek, 27 marca 2015

AVEBIO Woda kwiatowa z czystka



             Czystek to zioło, które ostatnimi czasy zyskuje coraz większą popularność. Rzec by można nawet, że staje się modne. Tymczasem czystek (Cistus Incanus) znany jest od wieków ze swych prozdrowotnych właściwości. Polecała go nawet św. Hildegarda. Czystek najlepiej jest spożywać w postaci herbatki z suszonych i pociętych liści tej rośliny. Działa wzmacniająco na układ immunologiczny człowieka. Posiada duże ilości polifenoli będących silnymi antyoksydantami hamującymi powstawanie i rozwój stanów zapalnych w organizmie, chroniącymi układ krążenia zapobiegając tworzeniu się blaszek miażdżycowych w organizmie, działającymi też antyalergicznie hamując uwalnianie histaminy. Żeby skorzystać z tych wszystkich właściwości czystka należy systematycznie pić herbatkę z tej rośliny. Od pewnego czasu też ją popijam, niestety, jestem trochę na bakier z systematycznością.
Okazuje się jednak, że czystek dobrze sprawdza się również w kosmetyce. Dlatego postanowiłam przetestować Wodę kwiatową z czystka marki AVEBIO. Jest wiele odmian czystka. Do picia używa się najczęściej odmiany Cistus Incanus, natomiast hydrolat uzyskuje się z czystka ladanowego Cistus Ladaniferus.



Według producenta hydrolat z czystka ma takie oto właściwości:
  • oczyszcza skórę i ściąga pory,
  • wspomaga likwidację plam i przebarwień,
  • zmniejsza cienie i opuchliznę pod oczami,
  • zmniejsza rany potrądzikowe i mikrouszkodzenia skóry,
  • hamuje drobne krwawienia i zacięcia (np. po goleniu),
  • ujędrnia skórę i pobudza mikrokrążenie.


 Przyznacie chyba, że obietnice producenta zachęcają do wypróbowania tego hydrolatu, a więc i ja się na niego skusiłam.
100 ml Wody kwiatowej z czystka zamknięto w butelce z ciemnego szkła. Butelka wyposażona jest w kroplomierz, co ułatwia ekonomiczne gospodarowanie kosmetykiem.
Hydrolatu używam jako toniku, a więc rano i wieczorem przemywam nim twarz. Z początku skrapiałam hydrolatem wacik ale zauważyłam, że bardzo szybko go ubywa i teraz aplikuję hydrolat na dłoń i wklepuję w skórę jak krem. Tym sposobem nic się nie marnuje i cały płyn zostaje wchłonięty przez skórę.




 Hydrolat z czystka jest kosmetykiem uniwersalnym i nadaje się właściwie do każdego rodzaju cery, w tym również do dojrzałej, a więc takiej jak moja. I rzeczywiście hydrolat sprawdził się bardzo dobrze. Czystek naprawdę zmniejsza widoczność porów (u mnie głównie na nosie) i delikatnie ściąga skórę. Twarz jest dobrze oczyszczona i nawilżona. Czasem zdarza mi się wstać rano z niewielką opuchlizną pod oczami. Muszę przyznać, ze odkąd używam czystka, ta opuchlizna jest jeszcze mniejsza.



Woda z czystka zalecana jest również dla cery trądzikowej. Ja, na szczęście, nie mam takiej cery. Jednak mój syn często narzeka na wypryski pojawiające się na jego twarzy, najczęściej na czole. Kilka dni temu też tak było, a więc poradziłam mu, żeby po każdym umyciu przecierał twarz czystkowym hydrolatem. Zrobił tak i już po trzech dniach widać było znaczną poprawę jego cery. Świeże krosty prawie się zagoiły. Pozostały ślady w postaci bladoczerwonych, nieznacznie wypukłych plamek. Myślę, że jeśli wytrwa w używaniu czystka, to pozbędzie się tych śladów całkowicie. Krótko mówiąc jest to bardzo dobry i całkowicie naturalny kosmetyk. Nie zawiera konserwantów ani innych dodatków. Jedyne, co średnio podoba mi się w czystkowym hydrolacie to zapach. Jest wyraźny i ziołowy, a jednocześnie trochę trąci apteką. Na szczęście szybko się do niego przyzwyczaiłam, a na skórze nie utrzymuje się długo.


Wodę kwiatową z czystka AVEBIO przetestowałam w ramach współpracy ze sklepem KuferekNatury.pl 
Jest to istniejący od niedawna sklep internetowy oferujący szeroki wybór naturalnych produktów, przede wszystkim kosmetyków dla kobiet, mężczyzn oraz dzieci, opartych wyłącznie o ekologiczne składniki zarówno orientalne, europejskie jak i produkowane przez rodzime firmy. Ponadto w ofercie Kuferka Natury znajdziemy ekologiczne środki czystości, naturalne, ziołowe suplementy diety, naturalne herbatki i olejki eteryczne. Sklep zapewnia konkurencyjne ceny, warto tam zajrzeć.




 
   

sobota, 21 marca 2015

BANIA AGAFII Witaminowa fitoaktywna maseczka do twarzy



            Bardzo lubię maseczki do twarzy i doceniam ich dobroczynne działanie na cerę. Staram się więc stosować je regularnie tzn. 1-2 razy w tygodniu. Najczęściej są to samorobione maseczki glinkowe, glinkowo-algowe i inne. Czasem jednak, dla odmiany, skuszę się na jakąś gotową maseczkę. Tym razem jest to Witaminowa fitoaktywna maseczka do twarzy rosyjskiej marki BANIA AGAFII. Jest to moja pierwsza maska tej marki, a na jej zakup namówiła mnie właścicielka zaprzyjaźnionego, stacjonarnego sklepu zielarsko-kosmetycznego.




O produkcie przeczytamy, iż jest to "Fitoaktywna maseczka do twarzy, wzbogacona olejami i sokami jagód z rosyjskiej tajgi, nasyca skórę witaminami i mikroelementami. Głęboko nawilża, wyrównuje koloryt twarzy i aktywizuje procesy odnowy w skórze. Soki poziomki, dzikiej maliny i jagody wiciokrzewu bogate w kwasy organiczne i witaminy, które sprzyjają głębokiemu nawilżeniu i odżywieniu skóry. Organiczny olej z dzikiej róży zawiera witaminy A i C, dzięki czemu tonizuje skórę i podnosi jej ochronne właściwości. Olejek rokitnika ałtajskiego aktywizuje procesy regeneracji skóry."



Maseczka zamknięta jest w saszetce. Nie jest to mała saszetka zawierająca jednorazową porcję kosmetyku. W tej mieści się aż 100 ml produktu, a to dużo jak na tego rodzaju opakowanie. Kosmetyk wyciskamy podobnie jak z tuby, a ponieważ saszetka jest bardziej miękka niż większość tubek, można bez problemu wycisnąć całą jej zawartość.
Bardzo mile zaskoczył mnie wygląd maseczki gdy po raz pierwszy wycisnęłam ją z opakowania. Zobaczcie jak ślicznie wygląda:



Zupełnie jak owocowy sorbet. Wrażenie sorbetu pogłębia dodatkowo świeży, owocowy zapach. Aż chciałoby się ją zjeść!
Kolejna niespodzianka spotkała mnie gdy po raz pierwszy nakładałam maseczkę na twarz. Gdy tylko zaczęłam rozprowadzać ją po skórze poczułam intensywne ciepło. Intensywne ale przyjemne. Nie było parzące czy piekące. To ciepełko rozgrzewa skórę co poprawia jej ukrwienie i dzięki temu składniki kosmetyku są lepiej wchłaniane.
Maseczka jest gęsta ale bez problemu rozprowadza się po skórze. Plusem tej gęstej konsystencji jest to, że dobrze przylega do skóry i nie ścieka. Możemy więc z maseczką na twarzy zająć się czym chcemy bez obaw, że coś nam będzie z twarzy spadało czy ciekło.
Zgodnie z zaleceniami producenta trzymam maseczkę na twarzy przez 10 minut, po czym zmywam ją ciepłą wodą. Zmywa się bardzo łatwo, a skóra, po osuszeniu ręcznikiem, jest gładka, miękka i delikatna, gotowa na przyjęcie kremu.
Kupując tę maseczkę nie przypuszczałam, że okaże się dobrym i ciekawym kosmetykiem i że tak bardzo ją polubię. Z pewnością będę do niej wracała. Chciałabym tez poznać inne maseczki z tej serii, a jest ich dosyć dużo. Dodatkowym atutem tych kosmetyków jest ich przystępna cena. W zależności od sklepu można je kupić w cenie około 10 zł.




Skład maseczki (INCI): Glycerin, Vaccinium-Idaea Fruit Powder (proszek z owoców borówki brusznicy), Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Powder (proszek z malinowych pestek), Sucrose Palmitate, Sorbitane Caprylate, Organic Rosa Canina Fruit Oil (organiczny olej z dzikiej róży), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej z rokitnika ałtajskiego), Fragaria Vesca (Strawberry) Fruit Juice (sok z poziomki), Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Juice (sok z dzikiej maliny), Lonicera Caerulea Fruit Juice (sok z jagody wiciokrzewu), Parfum, Benzyl Dehydroacetic Acid, Citric Acid, Alcohol. 
Znacie maseczki z tej serii? Jeśli tak, to czy je polubiłyście?

wtorek, 17 marca 2015

"Pocztowe" mydełka




              Przeglądałam dzisiaj nowe wpisy na blogach z blogrolla i w komentarzach pod postem na blogu Anuli znalazłam informację, że w urzędach pocztowych można kupić jakieś naturalne mydła. Akurat tak się złożyło, że wybierałam się dzisiaj na pocztę gdyż miałam do wysłania list polecony. Była więc świetna okazja żeby dowiedzieć się, czy te mydła rzeczywiście tam są. Przyznacie chyba, że poczta to takie niecodzienne miejsce do sprzedaży mydeł. Poszłam więc, wysłałam list i zapytałam, czy to prawda, że można kupić tam mydełka. Pani powiedziała, że tak, że są i była trochę zdziwiona tym, że musi sprzedawać mydła. Znacie już moją słabość do naturalnych, mydlanych kostek i nie wątpicie chyba, że nie mogłam poprzestać jedynie na obejrzeniu mydełek. Kupiłam dwa, TYLKO dwa :) Oto one:


 

Jedno z nich to 100% naturalne mydło z woskiem pszczelim, a drugie to 100% naturalne mydło z borowiną. Oprócz tych dwóch w ofercie są jeszcze takie kostki:
  • 100% naturalne mydło z bursztynem,
  • 100% naturalne mydło z borowiną i z kawą,
  • 100% naturalne mydło z borowiną i z bursztynem,
  • 100% naturalne mydło z błotem z Morza Martwego,
  • 100% naturalne mydło z dziegciem,
  • 100% naturalne mydło hipoalergiczne.
Mydełka produkowane są przez polską firmę o nazwie MYDLARNIA "Powrót do Natury". Możecie je wszystkie obejrzeć na stronie producenta.




Kostki są niewielkie, ważą tylko po 100 g. Ich opakowanie to tylko kolorowe kartoniki z wyciętymi okienkami. Mydełka nie są zapakowane w folię czy celofan, a więc zanim kupimy, możemy poznać ich zapach. Kostki są proste, bez żadnych wyciskanych napisów czy ozdób. Proste, klasyczne kostki. Ich cena to 7,49 zł za sztukę. 




Dla przykładu podaję skład jednej z kostek, a mianowicie mydła z borowiną:
INCI: Sodium Palmate, Sodium Tallowate, Aqua. Sodium Chloride, Glycerin, Sodium Hydroxide, Peat, Mica, CI 77491, CI 77266, Parfum. Limonene, Linalool.

No cóż, nie ukrywam, że jestem rozczarowana obecnością jednego ze składników, a mianowicie Sodium Tallowate. Jest to sól sodowa uzyskiwana z tłuszczu zwierzęcego, a konkretnie z łoju wołowego. Niestety, nie widziałam tego w momencie kupna gdyż nie miałam przy sobie okularów, a gołym okiem to ja wiele nie przeczytam. Preferuję mydła całkowicie roślinne, a jeśli z dodatkami pochodzenia zwierzęcego, to takimi jak mleko, miód, wosk pszczeli. Zużyję te mydełka ale następnych raczej nie kupię. Dla mnie nauczka na przyszłość: nie kupować żadnych kosmetyków stacjonarnie jeśli nie mam przy sobie okularów :)   

czwartek, 12 marca 2015

LAVERA Odżywka do włosów cienkich i delikatnych z bio-wyciągiem z kwiatów chmielu



          Pisałam niedawno o szamponie Lavery do włosów cienkich i delikatnych z bio-wyciągiem z kwiatów chmielu (klik), a dzisiaj opowiem Wam o takiej samej odżywce, którą kupiłam razem z szamponem.




 Producent pisze, że jest to "Wzmacniająca odżywka do włosów cienkich, delikatnych i normalnych. Bio-wyciąg z kwiatów chmielu, pochodzący z upraw własnych Lavera w niemieckiej Bawarii, nadaje włosom dodatkowej objętości i wytrzymałości. Wartościowe substancje roślinne ułatwiają rozczesywanie i pielęgnują włosy od cebulek po końce."




150 ml odżywki zamknięto w tubie z miękkiego plastiku. Podoba mi się żywa, kolorowa szata graficzna tej tuby i tej z szamponem. Stanowią one miły dla oka, wesoły akcent na łazienkowej półce.
Odżywka ma postać białego kremu. Nie jest on zbyt gęsty, a więc łatwo rozprowadza się po włosach, a jednocześnie jest wystarczająco gęsty żeby z tych włosów nie spływać. Po prostu bardzo dobrze dobrana konsystencja. Kremik odznacza się też miłym, delikatnym zapachem. Określiłabym go jako kwiatowy.



 A jak działa na włosy? Jak dla mnie - rewelacyjnie. Włosy rozczesują się bez problemu, a po wyschnięciu ładnie się błyszczą i dobrze się układają. Są mięciutkie i jedwabiste w dotyku. No i najważniejsze: odżywka rzeczywiście zwiększa objętość włosów. Przede wszystkim są one ładnie odbite od nasady, a już to sprawia wrażenie większej objętości. Fryzurka ładnie się układa i wygląda bardzo naturalnie. I o to właśnie chodziło. Szampon "od kompletu" uważam raczej za przeciętny, natomiast tę odżywkę moje włosy pokochały. Jestem, a raczej byłam, bo już się skończyła, bardzo z niej zadowolona. Nie wiem, czy wszystkie odżywki Lavery mają podobne działanie, czy tylko niektóre. Będę musiała to sprawdzić.
Warto też dodać, że odżywka, podobnie jak szampon, posiada certyfikat NaTrue i jest kosmetykiem wegańskim.

I jeszcze na koniec skład odżywki (INCI): Water (Aqua), Alcohol*, Glycine Soja (Soybean) Oil*, Myrystil Alcohol, Cetearyl Alcohol, Isoamyl Laurate, Glyceryl Stearate Citrate, Humulus Lupulus (Hops) Extract*, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Rosa Canina Fruit Oil*, Sodium Lactate, Potassium Cetyl Phosphate, Xanthan Gum, PCA Glyceryl Oleate, Sodium Cocoyl Glutamate, Disodium Cocoyl Glutamate, Hydrolyzed Corn Protein, Hydrolyzed Soy Protein, Leuconostot/Radish Root Ferment Filtrate, Arginine, Lauryl Laurate, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Fragrance (Parfum)**, Limonene**, Linalool**, Citral**, Geraniol**, Citronellol**.
* składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych,
** składniki naturalnych olejków eterycznych. 

poniedziałek, 9 marca 2015

FEEL ECO Płyn zmiękczający do tkanin o zapachu owocowym



     
                 Jakiś czas temu pisałam o Żelu do prania kolorów FEEL ECO (klik). Razem z żelem do prania kupiłam też Płyn zmiękczający do tkanin tej samej marki gdyż bez sensu byłoby prać w żelu ekologicznym, natomiast do płukania używać płynu chemicznego.




O produkcie możemy przeczytać:
"Skoncentrowany płyn do płukania o wspaniałym zapachu arbuza, brzoskwini i jabłek. Przeznaczony do wszystkich rodzajów tkanin. Powoduje, że pranie jest miękkie, pięknie pachnie i bardzo łatwo się prasuje. Nie zawiera alergenów więc nadaje się również do prania dziecięcych ubranek. Nie powoduje utraty kolorów. Do prania wystarczy dodać 25 ml płynu. Produkt jest oczywiście cruelty free."




Płyn zamknięty jest w plastikowej butelce o pojemności 1 litra. Nakrętka, jak zwykle przy płynnych produktach do prania, służy też do odmierzania płynu. Na jedno pranie w pralce wystarczy 25 ml płynu czyli pół nakrętki. Płyn jest biały jak mleko ale nieco od mleka gęściejszy. Co do zapachu to trudno mi powiedzieć czy rzeczywiście pachnie arbuzem, brzoskwiniami i jabłkiem ale zapach jest z pewnością przyjemny, świeży i owocowy.



Jeśli chodzi o działanie tego płynu, to uważam, że obietnice producenta są spełnione. Płyn rzeczywiście powoduje, że ubrania są miękkie, pachnące i łatwo się je prasuje. Nie elektryzują się, co ważne jest zwłaszcza teraz, zimą, kiedy to często wkładamy na siebie kilka warstw ubrań. Płuczę w nim rzeczy prane w pralce ale też ręcznie prane wełniane swetry. Płyn nie drażni mojej wrażliwej skóry i nie powoduje reakcji alergicznych. Jest testowany dermatologicznie i biodegradowalny, a więc przyjazny dla środowiska. Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego i nie jest testowany na zwierzętach. Kupiłam go w sklepie HELFY.

Używacie ekologicznych środków czystości? Znacie markę FEEL ECO?

czwartek, 5 marca 2015

Kilka kosmetycznych nowości




         Jak pisałam w poprzednim poście, staram się ograniczać swoje kosmetyczne zakupy do ilości rzeczywiście niezbędnych. Nie zawsze mi się to udaje i zdarza mi się łamać tę zasadę ale i tak moje kosmetyczne zasoby są znacznie mniejsze niż kiedyś. I tak w styczniu bieżącego roku nie zrobiłam żadnych kosmetycznych zakupów. W lutym kupiłam w Rossmanie szampon i odżywkę Petal Fresh. Gdyby te kosmetyki się tam nie pojawiły to pewnie i w lutym niczego bym nie kupiła, a tak nie potrafiłam oprzeć się pokusie. Przyznacie chyba, że to nie moja wina, tylko Rosmanna :)
W marcu musiałam już co nieco uzupełnić i zrobiłam niewielkie zakupy w sklepie Matique. Oto one:




W cenach promocyjnych udało mi się kupić Krem do rąk i paznokci Eubiony oraz Organiczny krem witalizujący od Abellie. Natomiast w cenach regularnych kupiłam Tonik z ekstraktem z lilii od Coslys i czarne mydło Savon Noir od Alepii. Miałam już różne Savon Noir od Alepii i innych firm, często z różnymi dodatkami typu argan, karmel, eukaliptus itp. Tym razem zdecydowałam się na wersję klasyczną.

Savon Noir i toniki pokończyły mi się całkowicie, kremów do rąk mam już niewiele, a więc uważam ich zakup za uzasadniony. Zaszalałam tylko z kremem do twarzy od Abellie. Nie narzekam jeszcze na brak kremów ale akurat ten kusił mnie już od dawna. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że kupiłam go w cenie promocyjnej za 39,90 zł (cena regularna to 94,90 zł). Termin ważności ma do końca sierpnia, a więc to jeszcze pół roku. Nie ulega wątpliwości, że przez ten czas zdążę zużyć 30 ml kremu.

Dziś dotarła do mnie przesyłka z jeszcze jedną nowością:


 
Jest to Woda kwiatowa z czystka od Manufaktury Kosmetyków Naturalnych AVEBIO. Czystek to bardzo ciekawe i ostatnio popularne zioło, a więc tym bardziej zainteresował mnie ten hydrolat. Otrzymałam go do przetestowania od sklepu Kuferek Natury.

Znacie te kosmetyki? Jeśli tak, to co o nich myślicie?

niedziela, 1 marca 2015

Projekt DENKO - styczeń i luty 2015




           Pierwsze dwa miesiące roku 2015 mamy już poza sobą i przyszła pora pokazać, co udało mi się w tym czasie wykończyć. Zobaczcie:




1. ALEPIA Savon Noir Bio z karmelem - czarne mydło to, moim zdaniem, jeden z najlepszych (o ile nie najlepszy), kosmetyk do peelingu. Jego dodatkowym plusem jest prosty, naturalny skład. O mydle z karmelem pisałam tutaj . Savon Noir jest stałym gościem w mojej łazience, niezmiernie rzadko się zdarza, żeby go nie było. Z dodatkami lub bez ale jakaś wersja tego kosmetyku jest. Czy kupię ponownie? Pytanie w zasadzie retoryczne. Jasne, że tak. Nawet już zamówiłam.

2. NIKEL Tonik z komórkami macierzystymi róży alpejskiej - jeden z lepszych toników jakie miałam. Recenzję znajdziecie tutaj. Czy kupię ponownie? Bardzo bym chciała ale obawiam się, że barierą będzie jego wysoka cena.

3. ALEPIA  Rhassoul w pudrze Superieur - glinka marokańska rhassoul w pudrze. Uwielbiam maseczki z tej glinki. Najczęściej są to maseczki na twarz ale czasem też na włosy. Więcej możecie przeczytać tu. Ta glinka też jest niemal stałym gościem w mojej łazience. Czy kupię ponownie? Już kupiłam, tym razem mam glinkę z EcoSpa.

4. KIVVI Harmonizujący tonik do twarzy Pyrus Cydonia - z tego toniku również byłam zadowolona, a moja cera zdecydowanie go polubiła. Pewnie bym go jeszcze miała gdyby nie to, że przez moje gapiostwo część toniku mi się wylała. Recenzja znajduje się tutaj. Tonik z pewnością zasługuje na ponowny zakup.

5. DIY  pokrzywowy peeling do ciała - samorobiony peeling cukrowy z dodatkiem nasion pokrzywy. Dobry dla osób, którym nie przeszkadza pozostawiona na skórze cieniutka, tłusta warstwa. Recenzję peelingu znajdziecie tutaj. Czy zrobię go ponownie? Oczywiście, a właściwie to już zrobiłam. 

6, 8 COSMETIC GARDEN Naturalne mydła kastylijskie. Jedno z nich to mydełko cytrusowe, a drugie bezzapachowe z kozim mlekiem. Jestem wielką fanką mydeł tej marki. Po prostu są świetne. O tych dwóch mydełkach pisałam tutaj. Czy kupię ponownie? Z całą pewnością.

7. BIOFFICINA TOSCANA  Peeling do ciała z masłem roślinnym i olejkiem z melisy - jest to peeling solny i bardzo tłusty. Pozostawia na skórze tłustą warstwę, a więc nie wszystkim przypadnie do gustu. Ja go polubiłam. Recenzję znajdziecie tu. Czy kupię ponownie? Być może za jakiś czas tak. Przedtem chciałabym wypróbować peelingi innych marek.

9. ESPRIT EQUO  Maseczka peelingująca do twarzy Rhassoul - maseczkę tę użyłam tylko jeden raz gdyż miałam jej jednorazowe opakowanie. Zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Pisałam o niej tutaj. Myślę, że warto kupić ją ponownie.

10. KARAWAN AUTHENTIC  Mydło alep z Aleppo 20% laurie - mała 100 - gramowa kostka. Jest to tradycyjne mydło alep. O mydłach alep pisałam już kilka razy więc tym razem sobie darowałam. Czy kupię ponownie? Jasne, że tak. Być może będzie to mydło innej marki ale też alep.

11. KIVVI  Marmolada do ciała Słodka Pomarańcza - moim zdaniem kosmetyk ten bardziej zasługuje na nazwę "masło" niż "marmolada". Bardzo lubię wszelkie masła do ciała i to również mi się spodobało. Bardzo dobrze spisało się na mojej suchej skórze. Więcej przeczytacie tutaj. Warto kupić je ponownie.

To tyle udało mi się wykończyć w ciągu dwóch miesięcy. Kosmetyki naturalne są z reguły bardzo wydajne i wykończenie jednego opakowania kremu czy innego produktu zabiera sporo czasu, a tu ciągle kuszą nowości, ciągle chciałoby się przetestować coś innego... Trzeba jednak kierować się zdrowym rozsądkiem i nie kupować więcej niż jest się w stanie zużyć. Dlatego mocno ograniczyłam swoje kosmetyczne zakupy i każdy produkt zużywam do końca. Nic się nie marnuje. Zobaczymy ile kosmetyków uda mi się wykończyć w następnym miesiącu lub dwóch.


    
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...