sobota, 30 stycznia 2016

APEIRON Ashwaganda mydło z olejami roślinnymi




      Całkiem niedawno, bo zaledwie dwa posty wcześniej, pisałam o jednym z mydeł Nubian Heritage, a już dzisiaj przedstawię Wam kolejne naturalne mydełko. Moim zdaniem jest to bardzo ciekawy produkt i jak najbardziej zasługuje na uwagę. Jest to Mydło z olejami roślinnymi Ashwaganda niemieckiej marki APEIRON.




Co takiego szczególnego jest w tym mydełku? Oczywiście skład. Znajdziemy tu składniki niezbędne w każdym mydle, a więc oleje. Mamy tu zmydlone: oliwę z oliwek, olej kokosowy, palmowy i rycynowy. Są to oleje powszechnie znane, a więc nie będę rozpisywać się o ich zaletach. W dalszej kolejności mamy w składzie glicerynę, o której wiadomo, że jest bardzo dobrym nawilżaczem. Kolejne składniki tej mydlanej kostki to indyjskie zioła znane i stosowane od wieków w medycynie ajurwedyjskiej.



Pierwsze z tych ziół to to "tytułowa" ashwaganda (Withania Somnifera). Jest to jedno z najbardziej popularnych ziół ajurwedyjskich. Ashwaganda, zwana też żeń-szeniem indyjskim, zaliczana jest do adaptogenów. Czym są te adaptogeny? W ogromnym uproszczeniu mówiąc są to zioła podnoszące odporność. Nie jest to jedyna zaleta ashwagandy. Poza podnoszeniem odporności czyli wzmacnianiem układu immunologicznego usprawnia też działanie ośrodkowego układu nerwowego, poprawia zdolność koncentracji uwagi i zapamiętywania, działa antydepresyjnie, oczyszcza organizm z toksyn, spowalnia procesy starzenia się, ma działanie antyoksydacyjne, antyseptyczne, uspokajające, hipotensyjne (obniża ciśnienie tętnicze krwi) i przeciwrakowe. W kosmetyce ashwagandę wykorzystuje się głównie ze względu na jej silne właściwości antyoksydacyjne. Antyoksydanty niszczą wolne rodniki będące główną przyczyną starzenia się skóry. Poza tym substancje zawarte w tej roślinie przyspieszają gojenie się wszelkich ran, otarć i stanów zapalnych. 




Drugim ważnym składnikiem ziołowym tego mydełka jest ekstrakt z wąkroty azjatyckiej (Centella Asiatica). Właściwości lecznicze tej rośliny znane były już w starożytności. Wykorzystywano ją w medycynie ajurwedyjskiej i w chińskiej. Wąkrota, podobnie jak poprzednie zioło, zaliczana jest do adaptogenów. Stosowana jest w leczeniu chorób układu krążenia jak nadciśnienie tętnicze czy miażdżyca, choroby wrzodowej żołądka i dwunastnicy i innych przypadłości. W kosmetyce wykorzystywana jest ze względu na swoje silne działanie przeciwzapalne. Poza tym pobudza skórę do syntezy kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego. Powoduje to wzrost gęstości i elastyczności skóry, a także poprawia jej nawodnienie. Działa więc przeciwstarzeniowo. Wąkrota azjatycka polecana jest też do pielęgnacji cery naczynkowej gdyż stymuluje krążenie i wzmacnia naczynia krwionośne. 




Amla (Emblica Officinalis) zwana też agrestem indyjskim to kolejna roślina ajurwedyjska o szerokim działaniu leczniczym, które w dużym stopniu można przypisać bardzo dużej zawartości witaminy C. Jak wiadomo witamina C jest świetnym antyoksydantem, a więc niszczy wolne rodniki opóźniając w ten sposób proces starzenia się organizmu. Amla wspomaga serce, płuca, układ pokarmowy i moczowy. Odżywia też skórę i włosy co powoduje, że ma zastosowanie kosmetyczne. Świetnie sprawdza się w pielęgnacji włosów gdyż amla zapobiega ich wypadaniu wzmacniając cebulki włosowe. Dobrze też służy skórze poprawiając jej elastyczność oraz rozjaśniając ją i nawilżając.




 Ekstrakty z tych trzech wspaniałych ziół znajdziemy w mydle Ashwaganda od Apeiron. Kostka ma barwę pomarańczową i nie jest duża. Waży tylko 100 g. Myślę, że ten kolor mydło zawdzięcza któremuś z tych ziół, a może każdemu po trochu? Pachnie ziołami. Zapach jest wyrazisty, a nawet dosyć ostry. Muszę przyznać, że na początku trochę mnie drażnił ale szybko przyzwyczaiłam się do niego i nawet mi się spodobał. Bardzo lubiłam kąpiel podczas której w łazience unosił się zapach indyjskich ziół. Mydło Ashwaganda dobrze spełniało swoją rolę. Dobrze się pieniło wytwarzając kremową pianę. Piana, oczywiście, była biała, a nie w kolorze mydła. Pozostawiało skórę dobrze oczyszczoną i pachnącą ale jej nie wysuszało. Sprawdziło się w myciu twarzy i całego ciała. Trudno mi powiedzieć czy poprawiło stan mojej skóry w sensie wzrostu jej gęstości czy elastyczności. Być może w celu osiągnięcia takiego efektu należy zużyć znacznie więcej tego mydła niż jedną 100-gramową kostkę. Uważam jednak, że jest to bardzo dobry produkt i w przyszłości zamierzam wypróbować również inne mydła marki Apeiron. 

Skład mydła (INCI): Sodium Olivate, Sodium Cocoate, Sodium Palmate, Sodium Castorate, Glycerin, Centella Asiatica Extract, Withania Somnifera Extract, Emblica Officinalis Extract, Parfum (natural essential oils), Tocopherol, Eugenol*, Limonene*, Linalool*, Geraniol*.
* - z naturalnych olejków eterycznych.  



  

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Pierwsze nowości w tym roku



    Czas upływa, kosmetyki stopniowo się kończą i trzeba odnowić swoje zasoby. Poczyniłam więc pewne zakupy i teraz chcę się nimi pochwalić.
Dzisiaj kurier przyniósł paczuszkę ze sklepu Ecco Verde. Zobaczcie co skrywała:


Szampon z czystka do włosów tłustych i balsam do włosów z nostrzyka. Są to produkty marki Mater Natura. Jest tu jeszcze jeden szampon do włosów przetłuszczających się od Baby Anthyllis. Jest to szampon z rzepą i rozmarynem. W ciemnej butelce z fioletową etykietą znajduje się hydrolat z kadzidłowca marki Akamuti. Mała, szklana fiolka zawiera kosmetyk pod oczy o nazwie Rose berry eye revitaliser również od Akamuti. Jest to kompozycja olejów i olejków przeznaczona do pielęgnacji skóry wokół oczu. Bardzo ciekawa jestem jak się ten produkt spisze.

Nie obyło się, oczywiście, bez zakupów mydlanych. Nie mogę powiedzieć że mydła mi się pokończyły ale Bianka tak skutecznie zaraziła mnie upodobaniem do mydełek 94b hand made, że nie mogłam się oprzeć.


Od Bianki dostałam kilka mydełek tek marki. Wśród nich były kostki o nazwie Delikates i Migdał. Obie już zużyłam ale tak mi się spodobały, że wrzuciłam takie same do koszyka. Oprócz tego skusiłam się na mydełka Konopie i Orient.

Odwiedziłam też sklepy stacjonarne i nie wyszłam z nich z pustymi rękami.


W Rossmanie kupiłam Olejek do ciała brzoza i pomarańcza od Alterry. Nawilżający balsam do rąk i ciała z aloesem i cytrusami Petal Fresh oraz Przeciwzmarszczkowa, nawilżająca maska algowa do twarzy marki Nacomi pochodzą z drogerii Hebe. W TK MAXX kupiłam Krem do twarzy na dzień Organic Surge i dwa mydła marki Alaffia

Mam jeszcze inne nowości. Sprawiły mi największą radość.


Bianka przysłała mi balsam do ust, który sama zrobiła. Pisała o tym tu. Balsam sprawdza się znakomicie. Mimo iż w jego składzie znajdują się oleje i masło kakaowe to balsam wcale nie jest bardzo tłusty. Dzięki temu mogę aplikować go nawet pod szminkę. Jego dodatkowym plusem jest piękny zapach. Bardzo dziękuję Ci, Bianko, za ten miły upominek.
Z kolei inna znana blogerka, Una, przysłała mi paczuszkę z taką zawartością:


Czego tu nie ma? Odlewki, odkładki, odsypki. Kremy do twarzy, do rąk, oleje, tonik, minerały, a nawet herbatki. Mam świetną okazję, żeby poznać nieznane mi dotychczas marki kosmetyków. Dziękuję Ci, Uno, za te wspaniałości.

To już wszystkie moje nowości. Podreperowałam trochę swoje kosmetyczne zasoby. Na jakiś czas wystarczą, a teraz szlaban na zakupy. Chyba, że coś się skończy...

sobota, 23 stycznia 2016

NUBIAN HERITAGE Afrykańskie czarne mydło



     
      Wiecie już, że jestem wielką fanką naturalnych mydeł w kostkach. Uwielbiam poznawać coraz to nowe sztuki zarówno te polskiej produkcji jak i te z innych krajów. Jakiś czas temu pisałam o mydle z oliwą, zieloną herbatą i awokado amerykańskiej marki Nubian Heritage. Dzisiaj przyszła kolej na kolejny produkt tej samej marki, a mianowicie na Afrykańskie czarne mydło.


Jak widać na zdjęciu część kostki jest odłamana ale takie mydełko dostałam ze sklepu. Pisałam o tym tutaj. Oczywiste jest, że mimo tego uszczerbku mydło nadawało się do użycia i z przyjemnością je wymydliłam.
Afrykańskie czarne mydło od Nubian Heritage ma ciekawy skład. Znajdziemy tu masło shea wykazujące wspaniałe działanie pielęgnacyjne. Bardzo dobrze nawilża i natłuszcza skórę. Jest tu również ekstrakt z liści aloesu, który oczyszcza, nawilża i regeneruje naskórek, oraz ekstrakt z tamaryndowca bogaty w witaminy i minerały. Ma też właściwości rozjaśniające i rozświetlające skórę. Znajdziemy tu też znany antyoksydant czyli witaminę E i płatki owsiane. Całkowity skład mydła jest taki:


Mydło zapakowane jest w czarny kartonik z pomarańczowymi napisami. Kostka jest dosyć duża, waży 141 g. Nie jest czarna, jest to raczej bardzo ciemny brąz. Taki kolor kojarzy mi się z gorzką czekoladą o dużej zawartości kakao.
Pierwsze co daje się zauważyć to zapach tego mydła. Nie bardzo potrafię określić go słowami ale jest piękny. Mam wrażenie, że wyczuwam w nim wanilię z jakimiś dodatkami. Niestety, nie wiem jakie są to dodatki.
W ciemnej kostce tego mydła widoczne są jasne punkciki. W nowej kostce są słabo widoczne. Dopiero podczas zmydlania widać je wyraźnie. Są to kawałki płatków owsianych sprawiające, że mydło delikatnie peelinguje.


Afrykańskie czarne mydło Nubian Heritage znakomicie się pieni. Wytwarza kremową pianę w kolorze bardzo jasnego beżu. Jest delikatne. Myłam nim twarz i całe ciało. Nie wysusza skóry, która po umyciu jest dobrze oczyszczona i przyjemnie gładka. Sprawdziło się również w higienie intymnej. Podczas kąpieli rozkoszujemy się pięknym zapachem tego mydła. Szkoda tylko, że zapach ten nie pozostaje długo na skórze. Czarna kostka już się skończyła, a ja doszłam do wniosku, że koniecznie będę musiała wypróbować kolejne mydła tej marki. Warto się na nie skusić.

  

czwartek, 14 stycznia 2016

ANTIPODES Vanilla Pod nawilżający krem na dzień




            Kosmetyki do pielęgnacji cery staram się dobierać bardzo starannie. No cóż, lata lecą, a cera z czasem coraz bardziej się wysusza, wiotczeje, pojawiają się zmarszczki... Taka jest kolej rzeczy i nic na to nie poradzimy. Jedyne co możemy zrobić to zapewnić naszej cerze staranniejszą pielęgnację. Dokładnie oczyszczać skórę i stosować kosmetyki mające zapewnić jej dostateczne nawilżenie i odżywienie. Dlatego właśnie wśród kremów jakie stosuję do pielęgnacji twarzy dominują nawilżające i przeciwzmarszczkowe, a  moim najnowszym nabytkiem jest Nawilżający krem na dzień Vanilla Pod  nowozelandzkiej marki ANTIPODES.


Krem ANTIPODES Vanilla Pod zawiera kilka cennych składników aktywnych ale najważniejszym spośród nich jest miód manuka. O odżywczych i wręcz leczniczych właściwościach tego nowozelandzkiego miodu słyszeli chyba wszyscy. Zawiera witaminy, minerały, antyoksydanty ale najważniejszą jego zaletą jest silne działanie antybakteryjne. Nic dziwnego więc, że miód manuka wykorzystywany jest również w kosmetyce.
Naukowcy poddali badaniom miody manuka i okazało się, że nie każdy miód manuka jest tak samo dobry. O jego wartości zdrowotnej decyduje zawarta w miodzie substancja antybakteryjna o nazwie methylglyoksal ale nie w każdym miodzie jest taki sam procent tej substancji. Opracowano więc metody oznaczania jakości miodu, a najpopularniejsze z nich to UMF (Unique Manuka Factor) lub Active Manuka i MGO. Każda z tych metod ma swoich zwolenników i przeciwników przy czym obecnie metodę UMF uważa się za nieco przestarzałą. W metodzie UMF zawartość substancji antybakteryjnej oznaczana jest w skali od 5+ do 25+, przy czym większa liczba oznacza większą zawartość methylglyoksalu w miodzie. 


Oprócz miodu manuka 20+  krem zawiera ekstrakt z liści nowozelandzkiej rośliny kawakawa (Macropiper Excelsum) bogatej w przeciwutleniacze. Znajdziemy tu również lecytynę, glukonolakton, olej z awokado, makadamia i masło shea, a także olej z dzikiej róży.
60 ml kremu zamknięto w słoiczku z ciemnego szkła i zapakowano w kartonik. Gdy dotarła do mnie przesyłka z kremem natychmiast go otworzyłam i powąchałam. Zapach uwiódł mnie od pierwszego powąchania. Wyczuwam tu wanilię i miód, a w tle chyba mandarynkę. Pachnie tak smakowicie!
Konsystencja kremu jest typowa dla tego rodzaju kosmetyków. Łatwo rozprowadza się po skórze i dobrze się wchłania. Może być używany pod makijaż.


Kremu ANTIPODES używam wyłącznie na dzień. Nakładam go na całą twarz łącznie ze skórą pod oczami. Nie powoduje żadnych podrażnień. Świetnie nawilża skórę. Jest kremem lekkim, a jednocześnie treściwym. Zawiera miód manuka wysokiej jakości oznaczony jako Active 20+. Cera po aplikacji tego kremu jest miękka, gładka, wręcz jedwabista. Jest również wydajny. Niewielka ilość wystarczy na pokrycie skóry twarzy, szyi i dekoltu. Nie należy do kosmetyków tanich ale nie żałuję wydanych na niego pieniędzy. Jest to jeden z lepszych kremów jakie miałam. Kupiłam go w sklepie Ecco Verde.



Skład kremu (INCI): Aqua, Butyrospermum Parkii (Shea), Squalane (Vegetable) Extract, Leptospermum Mel (Active 20+ manuka) Honey, Persea Gratissima (Acocado) Oil, Macadamia Ternifolia (Macadamia Nut) Oil, Rosa Canina (Rosehip) Oil, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Lecithin (Vegetable) Extract, Vitis Vinifera (Vinanza Grape grapeseed) Extract, Macropiper Excelsum (Kawakawa Leaf) Extract, Gluconolactone, Sodium Benzoate, Calcium Gluconate, Essential Oil Fragrances of Vanilla & Mandarin: Coumarin*, D- limonene*, Linalool*, Citral*, Geraniol*.
* - składniki olejków eterycznych.

piątek, 8 stycznia 2016

Moje kosmetyczne hity roku 2015




    Trudno jest wybrać kosmetyczne hity gdyż w ubiegłym roku przetestowałam wiele dobrych kosmetyków. Po przejrzeniu swoich postów z roku z roku 2015 zdecydowałam, że na miano absolutnych hitów zasługują te oto kosmetyki :


Pielęgnacja twarzy




  • SYLVECO Oczyszczający peeling do twarzy - ten peeling zdobył moje serce od pierwszego użycia. Dobry, naturalny kosmetyk i do tego w przystępnej cenie. Recenzja tutaj.
  • ABELLIE  Organiczny krem witalizujący - świetny krem z aloesem i produktami pszczelimi: z miodem, woskiem pszczelim i mleczkiem pszczelim. Recenzję znajdziecie tu. Żałuję tylko, że kosmetyków tej marki nie można już znaleźć w polskich sklepach.
  • ANTIPODES Vanilla Pod Nawilżający krem na dzień - jestem zachwycona tym kremem. Recenzji jeszcze nie ma ale będzie.


 Pielęgnacja włosów



  • LAVERA Odżywka do włosów cienkich i delikatnych z bio-wyciągiem z kwiatów chmielu - nie wiem czy pamiętacie ale w podobnym poście w styczniu ubiegłego roku pisałam, że mam już kosmetyk, który ma szansę być hitem roku 2015. To była ta odżywka Lavery. Moje włosy bardzo ją polubiły. Recenzja tutaj.
  • BIOEARTH  Szampon przeciwłupieżowy do włosów przetłuszczających się - dobrze oczyszczający, a jednocześnie delikatny szampon. Polubiłam go i ja i moje włosy. Więcej o nim możecie przeczytać tutaj.
  • APEIRON NATURAL CARE Szampon Keshawa do włosów delikatnych i przetłuszczających się - kolejny szampon, który wysoko cenię. Podobnie jak poprzedni dobrze oczyszcza włosy i jednocześnie jest delikatny. Delikatność szamponów jest dla mnie bardzo ważna ze względu na wrażliwy skalp. Recenzję szamponu znajdziecie tutaj.

Pielęgnacja ciała




  • DELIDEA BIO COSMETICS  Rewitalizujący krem do ciała - bardzo przyjemny krem o pięknym zapachu miodu i cynamonu. Tutaj napisałam o nim więcej. Żałuję tylko, że jest do kupienia wyłącznie w zestawie i nie można nabyć go solo.
  • BIOLAVEN ORGANIC  Balsam do ciała - ten balsam miło mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się, że będzie taki dobry. Jest kolejnym dowodem na to, że można wyprodukować dobry, naturalny kosmetyk nie rujnując jednocześnie naszych kieszeni. Recenzja jest tutaj.

Mydła naturalne


 

  • W roku 2015 poznałam dwie polskie marki mydeł naturalnych. Są to SZTUKA MYDŁA i 94b hand made. Nie potrafię powiedzieć, które z tych mydeł są lepsze. Obie firmy produkują wspaniałe mydła naturalne. Mycie ciała tymi niewielkimi kosteczkami to prawdziwa przyjemność. Naprawdę warto je kupować.
To już wszyscy moi ulubieńcy roku 2015. Oprócz nich miałam też inne dobre produkty ale te, moim zdaniem, były najlepsze. Czy Wy też miałyście w ubiegłym roku kosmetyki, które szczególnie przypadły Wam do gustu?

środa, 6 stycznia 2016

Projekt DENKO - listopad i grudzień 2015



   Rok 2015 mamy już za sobą i przyszedł czas na pokazanie kosmetyków, które wykończyłam w ciągu ostatnich dwóch miesięcy tego roku. Nie ma tego zbyt dużo ale troszkę się uzbierało. Zobaczcie:



Przyjrzyjmy się po kolei pustym opakowaniom, a zaczniemy od tych, które zawierały kosmetyki do pielęgnacji twarzy.




1. AVALON ORGANICS  Tonik normalizujacy z witaminą C - bardzo dobry tonik o pięknym, cytrusowym zapachu. Więcej na jego temat przeczytacie tutaj. Jak najbardziej zasługuje na ponowny zakup.

2. EcoSpa Hydrolat rozmarynowy ekologiczny - pielęgnuje włosy i skórę głowy. Detoksykuje, odblokowuje pory, tonizuje, wygładza i rozświetla cerę. Używałam go jako toniku, a także do rozrabiania maseczek glinkowych. Nie napisałam recenzji tego hydrolatu. Z pewnością zagości w mojej łazience jeszcze niejeden raz.

3. EcoSpa  Olej z awokado zimnotłoczony ekologiczny - jest to bardzo wartościowy olej zawierający nienasycone kwasy tłuszczowe, aminokwasy i proteiny, a także dużo witamin. Jest dosyć gęsty ale dobrze wchłaniany przez skórę. Zalecany jest dla skóry wrażliwej, dojrzałej i problematycznej. Wspomaga leczenie egzemy i łuszczycy. Używałam go do twarzy zamiast kremu na noc dodając odrobinę kwasu hialuronowego. Recenzji tego produktu też nie napisałam. Czy kupię go ponownie? Z pewnością tak.
 a
4. JAST Surowce kosmetyczne  Olej abisyński - bardzo ciekawy olej, mnie zachwycił. Przede wszystkim jest jakby mniej tłusty od innych i bardzo dobrze wchłaniany jest przez skórę. Używałam go do twarzy na noc, a czasem również na dzień. Kilka razy wmasowałam go w ciało, świetnie zastępował balsam.  Recenzję tego oleju znajdziecie tu. Z pewnością do niego powrócę. 

Pielęgnacja ciała.




5. BIOLAVEN ORGANIC  Balsam do ciała - moja skóra polubiła ten balsam. Kosmetyk ma ładny, winogronowy zapach, który, jak dla mnie, mógłby być trochę mniej intensywny. Z początku mi to nie przeszkadzało ale gdy zużyłam już więcej niż połowę butelki zapach zaczął trochę mnie drażnić. Mógłby być trochę słabszy. Nie zmienia to jednak faktu, że na skórę balsam działa bardzo dobrze i zamierzam kiedyś do niego wrócić. Recenzja tutaj

6. ALEPIA Czarne mydło Savon Noir - niejeden raz wspominałam, że najlepszy peeling do ciała jaki znam to ten, który wykonujemy przy pomocy Savon Noir i rękawicy kessy. Opinię tę podtrzymuję nadal. O różnych odmianach Savon Noir pisałam już kilka razy np. tu, tutu. Czy kupię ponownie? Oczywiście, że tak, a nawet już kupiłam. Stoi w szafce i czeka na pierwsze użycie.


Pielęgnacja włosów





7. APEIRON NATURAL CARE  Szampon Keshawa do włosów delikatnych i przetłuszczających się - bardzo delikatny szampon, a jednocześnie skuteczny. Dobrze oczyszcza skalp i włosy, zmywa również oleje. Byłam z niego bardzo zadowolona i z pewnością zasługuje na ponowny zakup. Recenzja tutaj. Szampon Keshawa jest jedynym kosmetykiem włosowym jaki wykończyłam w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Jakoś zaniedbałam ostatnio stosowanie odżywek. Za to co kilka dni nakładam na włosy maskę, a do odżywek z pewnością powrócę.

Mydełka w kostkach.




8. 94b hand made Mydła Migdał i Delikates - recenzję tych mydełek dopiero zamierzam napisać, a więc dziś powiem tylko tyle, że są to świetnej jakości mydła naturalne. Dodatkowym plusem jest to, że są to produkty polskie. Warto kupić je ponownie. 

9. SZTUKA MYDŁA  Mydło dyniowe Dynjo - kolejne dobre mydło naturalne rodzimej produkcji. Mydełko dobrze oczyszcza skórę i nie wysusza jej. Podobnie jak poprzednie kostki, to również zasługuje na ponowny zakup. Recenzję znajdziecie tutaj.

10. NAJEL  Mydło Aleppo z olejem z czarnuszki - nie napisałam recenzji tej kostki ale nie zmienia to faktu, że to mydełko, jak wszystkie alepowe, jest świetne. Do jego produkcji użyto tylko pięciu składników: woda, oliwa z oliwek, olej laurowy, olej z czarnuszki i wodorotlenek sodu. Oczywiście warto je kupić ponownie. 

To tyle kosmetyków zużyłam i wykończyłam w listopadzie i grudniu 2015 roku. Zobaczymy, co przyniosą w tej kwestii pierwsze dwa miesiące Nowego Roku. 

niedziela, 3 stycznia 2016

PAT&RUB Otulający scrub cukrowy do ciała



       Pat&Rub to znana marka polskich kosmetyków naturalnych. Poznałam dopiero kilka jej produktów. Kiedyś miałam Rewitalizujące masło do ciała (klik) i byłam z niego zadowolona, a jesienią bieżącego roku kupiłam kilka kosmetyków tej marki. Wszystkich tych kosmetyków aktualnie używam ale o jednym z nich mam już wyrobioną opinię. Jest to Otulający scrub cukrowy do ciała.




 Peeling całego ciała robię raz w tygodniu i bardzo to lubię. Jest to dla mnie takie relaksujące, domowe spa tym bardziej, że robię także wówczas peeling twarzy i nakładam na nią maseczkę. Nadal uważam, że najlepszy peeling jaki znam to ten wykonany czarnym mydłem Savon Noir i rękawicą kessą. Jednak dla urozmaicenia, a także z ciekawości używam też gotowych peelingów cukrowych lub solnych, a czasem samorobionych.



Producent pisze, że jest to "Cukrowy scrub do ciała o ciepłym, naturalnym zapachu karmelu, wanilii i cytryny. Delikatnie złuszcza, ekspresowo nawilża i poprawia wygląd skóry. (...) Kryształki cukru złuszczają martwy naskórek, a oleje i masła roślinne sprawiają, że skóra staje się nawilżona i odżywiona. Pięknie wygląda i pachnie. Po użyciu scrubu skóra nie potrzebuje już użycia balsamu ani masła do ciała."
W składzie scrubu znajdziemy kilka wartościowych substancji. Oto one:
Kryształki cukru trzcinowego* - złuszczają martwy naskórek i wygładzają skórę,
Oliwa i masło z oliwek* - wygładzają i koją,
Masło shea* - nawilża i zmiękcza,
Olej babassu* - uelastycznia, nawilża, jest naturalnym filtrem UV,
Masło z awokado* - natłuszcza i regeneruje, chroni przed czynnikami zewnętrznymi np. promieniami słonecznymi,
Masło kakaowe* - uelastycznia i koi podrażnienia,
Wosk pszczeli* - uelastycznia i zmiękcza,
Naturalna witamina E* - antyoksydant.
* - surowce naturalne i z certyfikatem ekologicznym.
Pełny skład peelingu jest taki:




Byłam bardzo ciekawa tego peelingu, a to dlatego, że czytałam o nim bardzo różne opinie. Od pełnych zachwytu do bardzo krytycznych. Gdy tylko dotarła do mnie przesyłka z kosmetykami Pat&Rub postanowiłam jeszcze tego samego dnia wypróbować peeling co też uczyniłam. I co? Niestety, to była kompletna porażka. Przede wszystkim scrub był bardzo zbity. Trzeba było mocno wbijać w niego palce żeby choć trochę nabrać. Fatalnie rozprowadzał się po skórze, po prostu od niej odpadał, a po skończonym peelingu bardzo trudno było go spłukać. Na skórze pozostawała biała, tłusta maź. Producent radzi stosować go na suche lub wilgotne ciało. Próbowałam na suche, na wilgotne i na całkiem mokre. Efekt za każdym razem był podobny. Wykonałam ten peeling ale zużyłam sporo kosmetyku, a tyle czytałam o jego wspaniałej wydajności.
Scrub po prostu był zbyt gęsty. Być może znajduje się w nim zbyt wiele maseł w stosunku do płynnych olejów. Postanowiłam dać mu drugą szansę ale przedtem trochę go ulepszyć. Skoro był zbyt gęsty to oczywistym wydało mi się, że należy go rozrzedzić. Przełożyłam zawartość pojemnika do miski, dolałam ok. 50 ml oliwy z oliwek i całość porządnie wymieszałam łyżką i przełożyłam z powrotem do pojemnika. Nie użyłam żadnego miksera z obawy, że mogę przy okazji zmielić znajdujące się w kosmetyku kryształki cukru. Scrub w tej wersji był już znacznie lepszy. Bez problemu rozprowadzał się po skórze i od niej nie odpadał. Łatwiej też się spłukiwał chociaż jeszcze miejscami pozostawiał tę białą, tłustą maź, którą trzeba było dokładniej zmywać. Rozrzedziłam go więc po raz drugi. tym razem dodałam 25 ml oleju krokoszowego. Akurat kupiłam butlę tego oleju do celów kulinarnych, a wiadomo przecież, że część zużyję kosmetycznie. Teraz peeling jest jeszcze rzadszy ale nie na tyle żeby spływał mi z ciała. Teraz jego użycie nie stanowi już problemu, a tej białej mazi po spłukaniu też już prawie nie ma.




Nie chcę jednak powiedzieć, że ten scrub to samo zło. Ma piękny zapach. Karmel i wanilia przełamane cytryną dają świetny efekt. Swoje zadanie też wypełnia dobrze. Cukier trzcinowy złuszcza martwy naskórek, a oleje i masła natłuszczają i odżywiają skórę. Pozostawia tłustą warstewkę dzięki czemu nie trzeba już stosować żadnego balsamu czy masła do ciała. Gdy kilka godzin po peelingu dotknie się skóry, to jest ona gładka, miękka i jedwabista. Tłustej warstwy już prawie nie ma. Wchłonęła ją skóra, a pewnie częściowo też ubranie. Uważam więc, że jest to kosmetyk skuteczny ale w swej oryginalnej wersji był uciążliwy w użyciu. Poza tym wkurza mnie to, że kosmetyk raczej nie tani wymaga przeróbek. Ja kupiłam go dosyć tanio gdyż trafiłam na korzystne promocje ale jego cena regularna to 89 zł. Fakt, że plastikowy słoik, w którym otrzymujemy scrub zawiera 500 ml produktu. To nie jest mało. Na plus trzeba też zaliczyć to, że posiada certyfikat NaTrue.
Jest to mój pierwszy scrub marki Pat&Rub. Ciekawa jestem, czy pozostałe też mają taką nieudaną konsystencję. Może kiedyś odważę się kupić któryś z nich. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...