niedziela, 12 lutego 2017

ARGITAL Szampon do włosów przetłuszczających się i przeciwłupieżowy



      Kosmetyki włoskiej marki ARGITAL kusiły mnie już od dawna. Kiedy zaistniała konieczność rozejrzenia się za nowym szamponem mój wybór padł na Szampon do włosów przetłuszczających się i przeciwłupieżowy tej własnie marki. Wybrałam większą butelkę, półlitrową gdyż w cenie promocyjnej była ona niewiele droższa od mniejszej, zawierającej 250 ml szamponu.



O szamponie można przeczytać:
"Szampon jest przeznaczony w szczególności do włosów przetłuszczających się i z łupieżem, dzięki zawartości zielonej glinki, która reguluje wydzielanie sebum oraz zawartości ekstraktu z pokrzywy, który działa przeciwłupieżowo.
Dzięki wysokiej zawartości krzemu glinka zielona sprawia, że włosy stają się mocne, zdrowe i błyszczące. Biodegradowalne i delikatne czynniki myjące oczyszczają delikatnie i jednocześnie skutecznie. Dzięki zawartości ziół, czystych olei roślinnych oraz olejków eterycznych szampon nie tylko regeneruje i nawilża włosy ale także balansuje wydzielanie sebum i przeciwdziała nawrotom łupieżu. Dzięki zawartości protein roślinnych odbudowuje włosy."


Szampon zamknięto w butelce z białego, sztywnego plastiku. Butelka trochę ciężko się otwiera ale można sobie z tym poradzić. Szampon ma konsystencję żelu i ciemną, brunatną barwę. Zapach, jak zwykle, trudno jest określić słowami. Jest na pewno świeży, wyrazisty i ziołowy z cytrusową nutą. Wytwarza obfitą pianę dobrze oczyszczającą włosy i skórę głowy. Z początku odnosiłam wrażenie, że ten szampon nie poradzi sobie ze zmywaniem oleju z włosów. Myliłam się. Okazało się, że zmywa oleje bez żadnego problemu. Trzeba tylko umyć włosy dwa razy. Nie jest to dla mnie żaden problem gdyż zawsze myję włosy dwa razy. Trzeba też pamiętać o tym, żeby przed każdym użyciem wstrząsnąć butelkę gdyż szampon zawiera glinkę, która lubi osiadać na jej dnie.
Jak już wspomniałam szampon dobrze oczyszcza włosy i skórę. Jednak włosy dosyć mocno plącze i lepiej nie używać go bez odżywki. Po wyschnięciu włosy ładnie się błyszczą ale też mają skłonności do elektryzowania się i są trochę przyklapnięte. Nie zauważyłam też żeby szampon opóźniał przetłuszczanie się włosów. Nie wiem czy pomaga  w pozbyciu się łupieżu gdyż sama takowego nie posiadam.


 Skład szamponu widać na zdjęciu powyżej. I tu właśnie intryguje mnie pewna sprawa. Chodzi mi o glinkę. Jest to ponoć szampon z glinką zieloną. Na etykiecie wyraźnie widać napis with green Clay and Nettle czyli z glinką zieloną i pokrzywą.  Jednak w składzie kosmetyku nie znajdziemy glinki zielonej. Jest tam natomiast pozycja Solum Fullonum (podkreślenie w składzie moje). Jest to glinka ale bynajmniej nie zielona. Jest to glinka o nazwie Ziemia Fulerska. W Indiach i Pakistanie glinka ta znana i używana jest od wieków i nosi tam nazwę Multani Mitti. Posiada silne właściwości odtłuszczające i ściągające i dlatego polecana jest do pielęgnacji cery tłustej oraz włosów przetłuszczających się.


Nasuwa się pytanie, której wersji wierzyć? Moim zdaniem należy wierzyć w to, co napisane jest w składzie. Tylko dlaczego producent pisze w składzie jedno, a na etykiecie drugie? Dziwne, prawda? Podejrzewam, że jest to taki chwyt marketingowy. Glinka zielona jest dużo bardziej znana niż ziemia fulerska. Może producent obawiał się, że klient (a częściej klientka) przeczytawszy na etykiecie informację, że szampon zawiera ziemię fulerską zrazi się do zakupu nie wiedząc co to takiego ta ziemia? A ponieważ wiadomo, że większość konsumentów nie zwraca uwagi na skład kosmetyków więc takie małe kłamstwo może ujść na sucho. Być może się mylę ale jaki inny cel mógłby mieć producent decydując się na pisanie nieprawdy? Jednak niezależnie od tego jakimi względami kierowała się ta firma, nie pochwalam takiego postępowania.


Warto dodać, że szampon posiada certyfikaty ICEA i BDIH potwierdzające jego naturalność.       

wtorek, 7 lutego 2017

94b hand made po raz drugi




     Mydełka polskiej marki 94b Hand Made miałam przyjemność poznać już rok temu. Piszę, że miałam przyjemność gdyż kąpiel z tymi mydłami jest dla mnie prawdziwą przyjemnością. Przetestowałam wówczas dwie mydlane kostki i pisałam o nich tu.
Dzisiaj przedstawię trzy inne mydełka tej marki, a mianowicie kostki o nazwach: Orient, Konopie i Glinka Rhassoul Marokańska.


Nietrudno się domyślić, że mydło Konopie swą nazwę zawdzięcza olejowi konopnemu.


Mydło Konopie ma barwę zieloną. Na zdjęciach kolor ten wygląda na zszarzały ale w rzeczywistości jest to żywa, ciemna zieleń. Zapach określiłabym jako ziołowy, niezbyt intensywny. Mydełko wytwarza obfitą, kremową pianę. Myjąc się nim miałam wrażenie, że myję się kremem, a nie mydłem. Dobrze oczyszczało skórę ale jej nie wysuszało i było bardzo delikatne. Na dobrą sprawę po takiej kąpieli można zrezygnować z balsamu. Czy miało jakąś wadę? Tak, jedną. Kostka, moim zdaniem, była zdecydowanie za mała. Ważyła tylko 70 g i bardzo szybko się skończyła. Powinna ważyć minimum 100 g, a najlepiej 120-130. Rozumiem, że wtedy mydełko byłoby odpowiednio droższe ale byłoby go znacznie więcej. Zresztą, za dobry produkt warto więcej zapłacić.
Na stronie producenta zauważyłam, że mydło konopne zostało ulepszone. Ze składu zniknął olej palmowy, natomiast dodano sok z aloesu i spirulinę. Ja miałam mydełko poprzedniej, skromniejszej wersji i jego skład wyglądał tak: zmydlone oleje konopi siewnej, oliwy, kokosu, palmy, gliceryna, woda, wosk z zielonej herbaty, olejki eteryczne (bazyliowy, limetkowy, rozmarynowy).

Kolejna kostka nosi nazwę Orient i jest to mydełko korzenne.


Kostka jest trójkolorowa, jej szczyt posypany jest zmielonym cynamonem, a dodatkowo wetknięto weń goździk. Producent na swojej stronie pisze, że mydełko wygląda jak "ciacho" i chyba ma rację. Wygląda bardzo apetycznie.
Ta kostka jest nieco większa od poprzedniej, waży 100 g. Ma bardzo ładny zapach kojarzący się z Orientem. Jest to zapach przypraw z dominującym aromatem cynamonu. Bardzo lubię takie wonie, a mamy tu, oprócz cynamonu, zapach goździka, kardamonu, kakaowca, gałki muszkatołowej i miodu. Mydełko wytwarza obfitą pianę ale nie jest ona tak kremowa jak ta, którą wytwarza mydło konopne. Moim zdaniem rekompensuje to piękny, korzenny zapach. Piana dobrze oczyszcza skórę i nie wysusza jej, a tego, przede wszystkim, oczekuję od mydeł naturalnych.
Skład mydełka: zmydlone oleje rzepaku, oliwy, kokosu, masło kakaowe, wosk pszczeli, miód, cynamon, kardamon, kakao, gliceryna, woda, olejki eteryczne cynamonu, goździków, muszkatu z gałki, kardamonu.

I ostatnia już kostka o nazwie Glinka Rhassoul Marokańska.


  
Nietrudno się domyślić, że jest to mydło z dodatkiem glinki Rhassoul. Glinka ta wydobywana jest w Maroku i znana oraz używana tam od XII wieku. Obecnie jest powszechnie stosowana w kosmetyce, a do mydełka dodano ją w celu detoksykacji skóry. To mydełko ma dosyć specyficzny zapach, taki ziołowo-żywiczny. Podobnie jak poprzednie kostki obficie się pieni, a piana jest wyraźnie kremowa. Również dobrze oczyszcza skórę i jej nie wysusza. Jest to kolejne, dobre jakościowo naturalne mydło. Kostka jest niewielka, waży tylko 70 g.
Skład mydełka: zmydlone oleje kokosu, oliwy, rzepaku, palmy, masło shea, glinka rhassoul, gliceryna, woda, olejki eteryczne petitgrain z liści, żywica benzoesowa.


Każde z tych mydełek odpowiadało mi i mojej skórze i gdybym spośród nich miała wybrać jedno, to wybór byłby trudny. Myślę jednak, że w takiej sytuacji zdecydowałabym się na mydełko konopne chociaż pozostałe dwa też zasługują na zainteresowanie. 94b hand made należy do moich ulubionych, mydlanych marek. W ofercie tej mydlarni jest mnóstwo ciekawych mydeł i jeszcze wiele z nich zamierzam poznać.  

piątek, 3 lutego 2017

EUBIONA Odżywka do włosów z olejem z pestek winogron i ekstraktem z limonki



       Jakiś czas temu przeczytałam gdzieś, że odżywka jest dla włosów tym, czym dla twarzy krem i myślę, że w tym stwierdzeniu jest dużo prawdy. Odżywki do włosów są stałymi gośćmi w mojej łazience i używam ich prawie zawsze. Dlaczego prawie zawsze, a nie zawsze? To proste. Jeśli mam jakiś nowy szampon, to najpierw muszę go przetestować solo, żeby wyrobić sobie o nim opinię i przedstawić ją na blogu. Gdy uznam, że szampon jest już wystarczająco przetestowany sięgam po odżywki i używam ich po każdym myciu włosów czyli codziennie. Często razem z szamponem kupuję też odżywkę tego samego producenta. Lubię mieć takie "komplety". Tak było i tym razem. Razem z Szamponem do włosów przetłuszcających się EUBIONY kupiłam Odżywkę do włosów z olejem z pestek winogron i ekstraktem z limonki tej samej marki.



O odżywce przeczytałam: "Zawarty w odżywce olej z pestek winogron oraz wyciąg z limonki nawilżają włosy i nadają im głęboki połysk. Odżywka ułatwia rozczesywanie włosów. Włosy nabierają objętości, stają się bardziej sprężyste i lekkie. Odpowiednia dla każdego rodzaju włosów."




Olej z pestek winogron bardzo dobrze działa na włosy. Nawilża je i wzmacnia. Nawilża też skórę głowy dzięki czemu jest pomocny w walce z łupieżem. Zawiera antyoksydanty, które zmniejszają wypadanie włosów i stymulują ich wzrost. Ekstrakt z limonki nadaje włosom połysk i reguluje wydzielanie sebum. Jest też bogaty w antyoksydanty i posiada silne właściwości antybakteryjne.

Odżywka ma postać lekkiego kremu o ładnym, owocowym zapachu. Łatwo rozprowadza się po włosach i nie spływa z nich. Po spłukaniu odżywki włosy bardzo łatwo się rozczesują, a po wysuszeniu ładnie błyszczą, są miękkie, jedwabiste i dobrze się układają. No i nie elektryzują się, chyba, że włożę czapkę. Bardzo nie lubię nakryć głowy i czapkę wkładam tylko wtedy gdy jest bardzo zimno. Nie elektryzują się podczas czesania.   Można powiedzieć, że obietnice producenta zostały spełnione. Oprócz jednej. Nie dopatrzyłam się obiecanego zwiększenia objętości włosów. Mimo to uważam tę odżywkę za całkiem dobry produkt i pewnie kiedyś do niej wrócę. W końcu szampony czy odżywki zwiększające nieco objętość należą do rzadkości.


Skład odżywki: Aqua, Citrus Aurantifolia Peel Extract*, Glyceryl Citrate/Lactate/Linoleate/Oleate, Cetearyl Alcohol, Vitis Vinifera Seed Oil*, Coco Glucoside, Hydrolyzed Wheat Protein, Alcohol, Tocopherol, Parfum, Limonene, Linalool, Citronellol, Citric Acid.
* składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych.

100% składników pochodzenia naturalnego,
11% składników z rolnictwa ekologicznego,
96,9% składników roślinnych z rolnictwa ekologicznego.
       

czwartek, 26 stycznia 2017

MARTINA GEBHARDT Rose fluid pod oczy z różą



     Kosmetyki pod oczy weszły już na stałe do pielęgnacji mojej twarzy. Ostatnim kosmetykiem tego rodzaju, o jakim pisałam był  Różany olejek-odżywka pod oczy marki Akamuti. Olejek jest bardzo wydajny i jeszcze się nie skończył ale używam go tylko na noc. W tej sytuacji trzeba było zaopatrzyć się w jakiś produkt na dzień. Wybrałam Rose Fluid pod oczy z różą MARTINY GEBHARDT. Kolejny różany kosmetyk.



O fluidzie przeczytałam: "Odżywcza, jedwabista emulsja pod oczy o intensywnie nawilżającym działaniu. Wyjątkowo łagodna receptura, bazująca na najszlachetniejszych olejach i wyciągach roślinnych, łagodzi wrażliwe partie skóry wokół oczu.
Regularnie stosowane, kosmetyki z różanej linii MARTINA GEBHARDT zapobiegają przedwczesnemu powstawaniu zmarszczek, wspierając naturalną regenerację skóry. Działają łagodząco, harmonizująco i przywracają skórze właściwy poziom nawilżenia."



Fluid zamknięto w buteleczce z grubego, białego szkła wyposażonej w pompkę typu airless, która zapewnia maksymalne wykorzystanie kosmetyku i długotrwałe zachowanie jego właściwości, a także pozwala na jego precyzyjne dozowanie. Butelka zawiera 30 ml fluidu, a to jest dużo jak na kosmetyk pod oczy.
Martina Gebhardt  produkuje kilka linii kosmetyków do pielęgnacji twarzy i ciała. Jedną z nich jest linia różana i, jak nietrudno się domyślić, fluid należy do tej właśnie linii. Ma on bardzo lekką konsystencję, delikatny, żółty kolor i piękny zapach. Jest to, oczywiście, zapach różany. Nie jest to jednak ostra, syntetyczna woń lecz delikatny aromat. Wąchając ten kosmetyk mam wrażenie, że wącham świeży kwiat róży.



A jakie jest działanie fluidu? Wspaniałe! Przede wszystkim bardzo dobrze i szybko się wchłania. Myślę, że jest to zasługa jego lekkiej konsystencji. Wspaniale nawilża i odżywia delikatną skórę wokół oczu pozostawiając ją miękką i wygładzoną. W składzie fluidu znajdziemy wiele wartościowych maseł, olejów, a także ekstraktów roślinnych uzyskiwanych zgodnie z zasadami spagiryki czyli starożytnego i całkowicie naturalnego sposobu ich wytwarzania opartego na trzech podstawowych procesach: fermentacji, destylacji i spalania. Być może właśnie dlatego kosmetyk ten odznacza się takim dobrym działaniem i jest tak przyjemny w użyciu. Może dlatego posiada tak piękny i naturalny różany zapach?


  
Skład: Aqua (Water), Prunus Amygdaluc Dulcis (Sweet Almond) Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter**, Theobroma Cacao (Cocoa) Seeg Butter*, Rosa Canina (Rose Hips) Fruit Oil**, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil**, Persea Gratissima (Avocado) Fruit Oil**, Rosa Damascena (Rose) Flower Extract*, Rosa Damascena (Rose) Flower Water*, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Tocopherol, Rosa Damascena (Rose) Flower Oil**, Santalum Album Oil**, Spagyrishe Essenz von Rosa Damascena (Rose) Flower*, Gold, Silver, Sulfur, Aroma**, Geraniol***, Eugenol***, Citronellol***.

* składniki pochodzące z upraw certyfikowanych przez Demeter
**składniki pochodzące z kontrolowanych upraw biologicznych
***komponenty naturalnych olejków eterycznych.
Fluid pod oczy z różą, podobnie jak wszystkie kosmetyki Martiny Gebhardt, posiada certyfikat Demeter.


wtorek, 17 stycznia 2017

DIY Balsam do ciała rozgrzewająco - ujędrniający



       Lubię od czasu do czasu ukręcić samodzielnie jakiś prosty kosmetyk i mimo, iż są to produkty proste i łatwe w wykonaniu, to ich kręcenie sprawia mi przyjemność i satysfakcję. Toteż gdy sklep z naturalnymi surowcami kosmetycznymi  MIESZADEŁKO zwrócił się do mnie z zapytaniem, czy zgodzę się wykonać z ich surowców kosmetyk i napisać o nim na blogu, zgodziłam się bez wahania. Wkrótce potem dostałam paczuszkę, w której znalazłam: olej kokosowy, olej z pestek malin, olej z orzecha włoskiego z olejkiem eterycznym pomarańczowo-cynamonowym, wosk pszczeli bielony i peeling z pestek malin czyli zmielone pestki tych owoców. Do tego dołączona była karteczka z recepturami kilku kosmetyków, jakie można wykonać z surowców, które otrzymałam. Zdecydowałam, że zrobię Balsam do ciała rozgrzewająco-ujędrniający.




Skład balsamu:
  • 5 ml oleju z pestek malin,
  • 4 ml oleju z orzecha włoskiego z olejkiem eterycznym pomarańczowo-cynamonowym,
  • 20 ml oleju kokosowego,
  • 3 g wosku pszczelego bielonego.
Jak widać, ilości składników podane w recepturze są bardzo małe, a balsam ma być kosmetykiem do całego ciała. Żeby uzyskać więcej balsamu zrobiłam go z podwójnej ilości składników.



Wykonanie balsamu było bardzo łatwe. W kąpieli wodnej rozpuściłam olej kokosowy i wosk pszczeli. Gdy nieco przestygły dodałam oleje płynne, dokładnie całość wymieszałam i przelałam do słoiczka. Prawda, że proste? Na zdjęciu poniżej widzimy płynny, jeszcze ciepły balsam w słoiczku.




Słoiczek z balsamem umieściłam w lodówce i po pewnym czasie kosmetyk zgęstniał. Można go stale przechowywać w lodówce ale wtedy jest dosyć twardy, taki jak olej kokosowy prosto z lodówki. Ja wolę balsam mniej twardy i dlatego przechowuję go poza lodówką.
Jak widać na zdjęciach balsam ma intensywny, żółty kolor. Jest to zasługa oleju z pestek malin, który jest właśnie taki żółty. Olej ten jest cennym surowcem kosmetycznym. Zawiera bardzo dużo, bo ponad 80%  Niezbędnych Nienasyconych Kwasów Tłuszczowych (NNKT), a wśród nich dominują kwas linolowy (Omega-6) i alfalinolenowy (Omega-3) będące głównymi składnikami płaszcza lipidowego skóry. Olej z pestek malin jest też bogatym źródłem witaminy E, karotenoidów, flawonoidów. Są to silne antyoksydanty chroniące DNA komórek oraz działające antybakteryjnie, antyseptycznie i antypigmentacyjne.
Kolejnym składnikiem balsamu jest olej z orzechów włoskich. Podobnie jak poprzednik zawiera on również dużo NNKT, a zwłaszcza kwasu linolowego (Omega-6), który pomaga w regeneracji i nawilżaniu skóry zniszczonej lub suchej. Zapobiega powstawaniu zmarszczek czyli starzeniu się skóry, działa przeciwzapalnie i kojąco.


Wosk pszczeli używany jest w produkcji kosmetyków jako środek regulujący konsystencję (stabilizator) i lepkość ale nie tylko dlatego. Ma on również pozytywne działanie na skórę. Uelastycznia ją i wygładza, zapobiega wysuszaniu skóry, ma też działanie bakteriobójcze.
Podstawowym składnikiem balsamu jest olej kokosowy. Myślę, że o oleju kokosowym zwolenniczki kosmetyków naturalnych wiedzą wszystko lub prawie wszystko. Przypomnę więc tylko, że olej ten doskonale odżywia skórę i nie dopuszcza do jej przesuszenia. W swoim składzie zawiera antyoksydanty, a więc opóźnia procesy starzenia się skóry. Działa też antyseptycznie i antywirusowo. Jest cennym surowcem kosmetycznym i często spotykamy go w składach kosmetyków do twarzy, ciała i do włosów.


Jak już wspominałam przechowuję balsam poza lodówką i dlatego ma on konsystencję lekkiego kremu. Po nabraniu ze słoiczka bardzo szybko rozpuszcza się pod wpływem ciepła rąk i przybiera postać oliwki, którą łatwo można wmasować w skórę. Balsam bardzo dobrze odżywia skórę ale pozostawia na niej cienką, tłustą warstwę. Nie przeszkadza mi taka warstwa ale nie wszyscy ją lubią. Jednak nie ma się czego obawiać gdyż warstwa ta dosyć szybko się wchłania, a skóra pozostaje mięciutka i gładka. Balsam jest wydajny i do wmasowania w całe ciało wystarczy niewielka jego ilość. Podoba mi się również zapach kosmetyku. Do jego wykonania posłużył olej z orzecha włoskiego z dodatkiem olejku eterycznego pomarańczowo - cynamonowego. Jednak w gotowym balsamie zapach tego olejku jest słabo wyczuwalny. Dominuje aromat kokosowy, który bardzo lubię.
Spodobał mi się ten balsam. Moim zdaniem jest to ciekawy kosmetyk i bardzo dobrze działa na moją skórę. Gdy go wykończę (a także inne mazidła do ciała, które mam na stanie), ukręcę go sobie ponownie ale będzie to znacznie większa porcja.         

czwartek, 12 stycznia 2017

Moje kosmetyczne hity roku 2016




    
Styczeń w pełni, pora więc dokonać kosmetycznego podsumowania roku 2016. Pokażę kosmetyki, które w ubiegłym roku najbardziej przypadły mi do gustu i najlepiej zaspokoiły moje pielęgnacyjne potrzeby. Dla porządku podzieliłam je na kilka kategorii: pielęgnacja twarzy, pielęgnacja ciała, pielęgnacja włosów oraz mydła w kostkach. Zacznijmy od:



 Jak widać na zdjęciu w mojej ubiegłorocznej pielęgnacji twarzy niepodzielnie królowały kosmetyki nowozelandzkiej marki ANTIPODESKrem pod oczy z olejem z pestek kiwi rewelacyjnie nawilżał i odżywiał delikatną skórę pod oczami i na powiekach. O skórę twarzy wspaniale dbał  Lekki krem na dzień Rejoice. Jeszcze niedawno sera dosyć rzadko gościły w mojej kosmetyczce lecz  Serum bogate w przeciwutleniacze Worship sprawiło, że dziś nie wyobrażam sobie pielęgnacji mojej cery bez dobrego serum. Pielęgnacji kosmetykami Antipodes dopełniał  Delikatny, bogaty w przeciwutleniacze tonik Ananda. Bardzo lubiłam chwile gdy oczyszczoną twarz zraszała pachnąca mgiełka tego toniku. Był to niewątpliwie jeden z lepszych toników jakie kiedykolwiek miałam. Dodać muszę, że kosmetyki Antipodes są bardzo wydajne i dlatego długo trwałe ich zużywanie. Gdy skończyło się serum Worship zaczęłam rozglądać się za następnym. Tym razem mój wybór padł na  Antyoksydacyjne serum do twarzy włoskiej marki BIOFFICINA TOSCANA. Z tego kosmetyku też jestem zadowolona. Serum jest przyjemne w użyciu, nawilża, lekko napina i wygładza skórę. Stosuję je głównie na dzień.




Moja sucha skóra na ciele wymaga solidnego odżywienia, nawilżenia i natłuszczenia. Dlatego właśnie w jej pielęgnacji preferuję masła i oleje, rzadziej sięgam po balsamy. Spośród mazideł do ciała jakie miałam w ubiegłym roku najwyżej oceniam  Otulające masło do ciała marki PAT&RUB. Masełko świetnie odżywiało skórę, a jego dodatkowym plusem był piękny zapach wanilii, cytryny i karmelu.
W roku 2016 zaczęłam poznawać niemiecką markę BIOTURM. Zaczęłam oKremu do rąk nr 52. Krem potrafił skutecznie zadbać o przesuszoną skórę moich rąk, co sprawiło, że nabrałam ochoty na inne produkty tej marki. Skończyło się to zakupem  czterech kosmetyków do higieny intymnej. Były to: Żel do higieny intymnej nr 91 z bio-serwatką i bio-żurawiną, Pianka do higieny intymnej nr 90 z bio- serwatką i bio-żurawiną, Dezodorujący spray z bio-serwatką do pielęgnacji intymnej nr 29 i Maść do pielęgnacji intymnej nr 92 z bio-serwatką i bio-żurawiną. Kosmetyki te spisują się świetnie, a ich wysoka jakość sprawia, że zasługują na umieszczenie ich w zacnym towarzystwie kosmetycznych hitów. Ostatnim produktem w tej kategorii jest  SCHMIDT`S Dezodorant z bergamotką i limonką. Jest to mój pierwszy dezodorant w kremie na bazie sody oczyszczonej. Spotkałam się z opiniami, że tego rodzaju dezodoranty innych marek są lepsze. Jednak ja tych innych jeszcze nie poznałam i, póki co, dla mnie najlepszy jest właśnie ten. Przede wszystkim jest skuteczny oraz niesamowicie wydajny. Czegóż więcej chcieć od dezodorantu?



Kosmetyki włosowe reprezentują dwa szampony.  EUBIONA Szampon rewitalizujący do włosów przetłuszczających sięMaterNatura Szampon z czystkiem do włosów przetłuszczających się i skłonnych do łupieżu. Prawdę mówiąc miałam pewien problem z wyborem produktów z tej kategorii gdyż w ubiegłym roku nie trafił mi się żaden kosmetyk do włosów, który jakoś szczególnie by się wyróżniał na tle innych, a z tego co miałam chyba najlepsze były te dwa szampony. Każdy z nich dobrze oczyszczał skalp i włosy będąc jednocześnie tak delikatnym, że nie podrażniał skóry głowy. Zmywały też z włosów oleje. To są podstawowe cechy jakich wymagam od szamponów i one te warunki bardzo dobrze spełniały.


a

W roku 2016 poznałam sporo nieznanych mi wcześniej mydlanych marek. Były to mydła zarówno polskie jak i z innych krajów. Wszystkie były jakościowo dobre ale niekwestionowanymi gwiazdami pośród nich były dwie polskie marki: HAGI i Pszczela DolinkaHAGI Naturalne mydło z masłem tucuma o ciekawym, ziołowym i trochę orientalnym zapachu i intensywnym żółtym kolorze świetnie się spisało w myciu twarzy, ciała i w higienie intymnej. Najbardziej jednak zachwyciło mnie  Mydło naturalne miodowe Sam Miód  od Pszczelej Dolinki. Kostka zawiera 33-34% miodu spadziowego. To dużo i pewnie dlatego mydełko ma piękny miodowo-mydlany zapach otulający podczas całej kąpieli. Urzekła mnie ta nieregularna, półprzezroczysta kostka.

To już wszystkie moje hity minionego roku. W tajemnicy powiem Wam, że mam już jednego kandydata na ulubieńca bieżącego roku. Czy rzeczywiście nim zostanie? To się dopiero okaże. Jeszcze go testuję i jeszcze o nim nie pisałam.

      

sobota, 7 stycznia 2017

Projekt DENKO - od września do grudnia 2016



   Dzisiaj, po raz pierwszy, denko aż z czterech miesięcy. Zazwyczaj posty denkowe pisałam co dwa miesiące. Tym razem jednak miałam tak mało pustych opakowań, że postanowiłam poczekać jeszcze dwa miesiące. Teraz opakowań po zużytych kosmetykach jest tyle:


 
Wbrew pozorom tych opakowań wcale nie jest dużo, po prostu koszyczek wypełniony jest po brzegi. Zobaczmy, co w nim jest.

Pielęgnacja twarzy


   
1. DIY  tonik naturalny kadzidłowy - bardzo prosty w wykonaniu tonik. Zrobiony na bazie hydrolatu z kadzidłowca, który ma właściwości ujędrniające i przeciwzapalne. Tonik bardzo dobrze się spisał i z pewnością jeszcze kiedyś go zrobię. Pisałam o nim tu. 

2. SYLVECO  Arnikowe mleczko oczyszczające - mleczka używałam do etapowego oczyszczania twarzy. Dobrze oczyszcza skórę, ma przyjemny zapach. Nie podrażnia skóry ani oczu. Moim zdaniem zasługuje na ponowny zakup.

3. ANTIPODES Lekki krem na dzień Rejoice - bardzo dobry krem i niesamowicie wydajny. Dobrze nawilża i wygładza skórę. Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Więcej o nim przeczytacie tu. Warto kupić go ponownie.

Pielęgnacja włosów



    
4. ANTHYLLIS Szampon do włosów przetłuszczających się - zadowolona byłam z tego szamponu. Przede wszystkim był delikatny w działaniu, co nie przeszkadzało mu dobrze oczyszczać włosy i skórę głowy. Recenzję tego szamponu znajdziecie tutaj.
Czy kupię ponownie? Myślę, że tak. 

5. PETAL FRESH ORGANICS  Odżywczo-antyseptyczny szampon Tea Tree - ten szampon już kiedyś miałam i ponownie do niego wróciłam co chyba jest najlepszą rekomendacją dla niego. Bardzo lubię ten szampon i pewnie jeszcze niejeden raz go kupię. Więcej na jego temat przeczytacie tu

6. LAVERA  Odżywka do włosów cienkich i delikatnych z bio-wyciągiem z kwiatów chmielu - tę odżywkę też kiedyś miałam i chętnie do niej wróciłam. Mimo iż odżywka przeznaczona jest do włosów normalnych, a moje są tłuste, to bardzo byłam z niej zadowolona. Recenzja znajduje się tutaj. Ten kosmetyk z całą pewnością zagości jeszcze w mojej łazience.

  Pielęgnacja ciała


 


7. BIOTURM  Krem do rąk nr 52 - Bioturm to marka kosmetyków, którą odkryłam w ubiegłym roku, a pierwszym produktem tej marki jaki poznałam był właśnie krem do rąk. Bardzo dobrze odżywiał przesuszoną skórę moich dłoni, pozostawiał ją miękką i gładką. Recenzja kremu jest tutaj.

8. VIANEK  Intensywnie odżywcze masło do ciała - jest to jedyny kosmetyk z linii Vianek jaki dotychczas poznałam. Muszę przyznać, że z początku to masełko mnie rozczarowało ale później, w miarę używania, zaczęło mi się coraz bardziej podobać. W końcu je doceniłam i już nie żałowałam, że je kupiłam. Więcej o tym kosmetyku przeczytacie tu. Moim zdaniem zasługuje na ponowny zakup.

9. DIY  Krem magnezowy - w tym bialym słoiczku bez żadnej etykiety znajdował się krem magnezowy mojej produkcji. Tego kremu używam już trzeci rok. Jak mi się kończy to natychmiast kręcę następną porcję. Jak zrobić taki kremik i dlaczego warto go używać przeczytacie tu  i tu.
Krem magnezowy można kupić gotowy np. w tym sklepie. Jest on jednak dosyć drogi i znacznie taniej wychodzi zrobiony samodzielnie.

Naturalne mydła w kostkach




10. HAGI  Naturalne mydło z masłem tucuma - kolejna polska marka mydeł naturalnych, którą poznałam w ubiegłym roku. Bardzo dobre mydełko. Każdy, kto lubi naturalne mydła w kostkach powinien zainteresować się produktami Hagi. Recenzja tego mydełka jest tu. Czy warto kupić je ponownie? Oczywiście, że tak.

11. ALEPIA  Mydło Aleppo 5% - mydła Aleppo darzę szczególnym sentymentem gdyż właśnie od nich zaczęła się moja przygoda z kosmetykami naturalnymi. W moich mydlanych zapasach zawsze znajduje się przynajmniej jedna kostka tego mydła i od czasu do czasu chętnie do niego wracam. O mydłach Aleppo pisałam już wiele razy np. tu.

12 i 13. PSZCZELA DOLINKA  Mydło ręcznie robione Sam Miód i Mydło ręcznie robione Brzoskwiniowe Mango - tę polską markę mydeł naturalnych też poznałam w ubiegłym roku. Te mydełka mnie zachwyciły, a szczególnie to o nazwie Sam Miód. Pisałam o nim tutaj. Czy kupię ponownie? Jasne, że tak. Przyznam się, że już kupiłam.

To już wszystko. Z pewnością nie jest tego zbyt dużo ale, po pierwsze, kosmetyki naturalne są przeważnie bardzo wydajne i każde zaczęte opakowanie wystarcza na długo. A po drugie, to po latach stosowania kosmetyków naturalnych (używam ich od 2009 roku) zauważyłam, że zużywam ich mniej niż kiedyś. Skóra na ciele, na twarzy jest w lepszym stanie i nie wymaga tak dużej ilości mazideł jak jeszcze kilka lat temu. To dobry objaw i jestem z niego zadowolona.   
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...