niedziela, 27 listopada 2016

HAGI Naturalne mydło z masłem tucuma




      O istnieniu mydlanej marki o nazwie HAGI dowiedziałam z bloga Reni. Renia zachwycała się tymi mydełkami czym wzbudziła moje zainteresowanie. Nic dziwnego, jestem przecież zdeklarowaną fanką naturalnych mydeł w kostkach. Postanowiłam wypróbować mydlane produkty Hagi i jakiś czas temu nabyłam trzy kostki.Wybrałam mydełka z olejem z ogórecznika, z masłem tucuma i ze skrzypem polnym.



Producent tak pisze o sobie:
"Jesteśmy nową marką, która zrodziła się z przenikania świata chemii i natury. Z istniejącego od 2000 roku laboratorium chemicznego wyłoniło się laboratorium kosmetyczne. Do produkcji naturalnych kosmetyków zachęciło nas bogactwo i harmonia składu surowców kosmetycznych pochodzących z natury."
"W naszej ofercie znajdują się naturalne kosmetyki wytwarzane ręcznie naturalnymi metodami. Z zebranych dziko rosnących ziół wytwarzamy ekstrakty wodne i olejowe. Kompozycję zapachową produktów tworzymy z oryginalnych olejków eterycznych. Nasza oferta zależna jest od dostępności lokalnych surowców roślinnych i zmienia się wraz z porami roku. Wszystkie produkty możecie obejrzeć w naszym sklepie internetowym: www.sklep.hagi.com.pl."

Każdą z tych trzech kostek wymydliłam mniej więcej do połowy, a więc mogę już powiedzieć parę słów na ich temat. Zacznę od Naturalnego mydła z masłem tucuma.




Mydło wyprodukowano ręcznie metodą na zimno, a w jego składzie znajdziemy, między innymi, olej arachidowy, olej z awokado, egzotyczne, bo pochodzące znad Amazonki, masło tucuma, olej rycynowy i żel z aloesu. Wspaniałe, naturalne składniki. Żel z aloesu łagodzi podrażnienia i reakcje alergiczne, amazońskie masło tucuma wspomaga regenerację skóry i poprawia jej elastyczność, olej z awokado działa jak odżywczy i kojący kompres dla skóry suchej, zniszczonej, łuszczącej się. Na uwagę zasługuje również olej arachidowy. On również łagodzi podrażnienia skóry, zwłaszcza te, które związane są z łuszczeniem naskórka. Jest świetnym środkiem nawilżającym dla skóry suchej i bardzo suchej.
No dobrze, składniki są super ale jak spisuje się mydełko? Oczywiście wspaniale. Wytwarza obfitą, kremową pianę sprawiającą wrażenie treściwej i wręcz tłuściutkiej. Z przyjemnością rozprowadza się ją po skórze. Pozostawia skórę dobrze oczyszczoną ale jej nie wysusza, po myciu nie ma uczucia ściągnięcia. Używałam je do mycia całego ciała, twarzy i do higieny intymnej. W każdej z tych ról mydło spisało się znakomicie.



Kostka nie jest duża, waży 100 g. Ma intensywny, żółty kolor, trochę ciemniejszy niż na zdjęciach ale nie tylko kolor jest intensywny. Zapach też. Został on skomponowany z olejków eterycznych z cytryny, limonki i mandarynki oraz z olejków z drzewa sandałowego, ylang-ylang, cynamonu i paczuli. Ja ten zapach odbieram jako ziołowy ale też trochę orientalny. Mnie on odpowiada ale z pewnością nie każdemu się spodoba. Jednak nie utrzymuje się długo na skórze, a więc nie powinien stanowić większego problemu. Polubiłam to mydełko i chętnie kiedyś do niego wrócę.
Skład: Arachis Hypogaea (Peanut) Oil, Aqua, Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Sodium Hydroxide, Astrocaryum Tucuma (Tucuma) Butter, Elaeis Guineensis (Palm) Kernel Oil, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Citric Acid, Aloe Barbadensis (Aloe) Leaf Juice, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Tocopherol (Vitamin E), Amyris Balsamifera (Sandalwoof) Bark Oil, Citrus Nobilis ( Mandarin) Peel Oil, Citrus Aurantifolia (Lime) Oil, Pogostemon Cablin (Patchouli) Oil, Cinnamonum Zeylanicum (Cinnamon) Bark Oil, Citrus Limonum (Lemon) Peel Oil, Cananga Odorata ( Ylang Ylang) Flower Oil, Linalool*, Limonene*, Citral*, Geraniol*, Cinnamyl Alcohol*, Eugenol*, Cinnamal*, Coumarin*, Benzyl Benzoate*, Benzyl Alcohol, Iso Eugenol*, Benzyl Salicylate*, Farnesol*.


  

wtorek, 22 listopada 2016

WELEDA Krem do rąk z olejem rokitnikowym



      Kremy do rąk stale goszczą  w mojej kosmetyczce. Używam ich wielokrotnie każdego dnia. Po każdej wykonanej pracy w domu, po każdym umyciu wysuszona skóra rąk dosłownie błaga o nawilżenie i natłuszczenie. Ratunkiem w tej sytuacji są dobrej jakości kremy. Dziś przedstawię Wam Krem do rąk z olejem rokitnikowym szwajcarskiej marki WELEDA.


Wybrałam ten krem, a nie inny, ze względu na zawarty w nim olej rokitnikowy będący wspaniałym surowcem kosmetycznym. Zawiera mnóstwo substancji biologicznie czynnych takich jak silne antyoksydanty, aminokwasy, kwasy tłuszczowe, mikro i makroelementy i bardzo dużo witamin. Wspaniale działa na skórę. Stymuluje proces regeneracji naskórka, chroni skórę przed działaniem wolnych rodników, opóźnia proces starzenia się skóry, nawilża ją, wygładza i zmniejsza szorstkość skóry, poprawia jej koloryt i przywraca sprężystość. Moim zdaniem są to wystarczające powody dla których warto wybierać kosmetyki z olejem rokitnikowym.


O kremie można przeczytać: "Intensywnie pielęgnujący krem z olejem rokitnikowym, idealny do szybkiej regeneracji zniszczonej skóry dłoni. Natychmiast się wchłania nie pozostawiając tłustego filmu na powierzchni oraz sprawiając, że skóra staje się miękka i aksamitna w dotyku."
"Odżywczy olej sezamowy oraz bogaty w witaminę C i nienasycone kwasy tłuszczowe olej rokitnikowy zapobiega utracie wody i ochronnej warstwy tłuszczowej skóry dłoni i paznokci. Głęboki, cytrusowy zapach naturalnych olejków eterycznych z mandarynki, grapefruita i pomarańczy poprawia nastrój i pozostawia długotrwałe poczucie świeżości."


Krem zamknięto w metalowej tubie i zapakowano w kartonik. Tubka nie jest duża, zawiera tylko 50 ml kremu, a więc bez problemu można zmieścić ją w torebce. Podoba mi się szata graficzna tych opakowań, kolorystycznie przypomina barwę owoców rokitnika.
Kosmetyk ma konsystencję typową dla kremów i odznacza się delikatnym, żółtym kolorem. Ten kolor to zapewne zasługa oleju rokitnikowego. Zgodnie z tym, co pisze producent, krem szybko się wchłania, a skóra dłoni pozostaje miękka i aksamitna w dotyku. Tyle, że to poczucie miękkości i aksamitności szybko znika. Podobnie dzieje się z cytrusowym zapachem kremu. Nie mogę powiedzieć, że jest to kiepski kosmetyk ale spodziewałam się po nim trochę więcej, a konkretnie lepszego nawilżenia i odżywienia skóry. Z pewnością efekty pielęgnacyjne byłyby lepsze gdyby producent dodał do kremu więcej oleju rokitnikowego. Niestety, znajduje się on pod koniec składu. Za nim jest już tylko guma ksantanowa i olejki eteryczne. 


Skład: Water (Aqua), Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Alcohol, Hydrolyzed Beeswax, Tapioca Starch, Lysolecithin, Beeswax (Cera Alba), Glyceryl Stearate SE, Hippophae Rhamnoides Oil, Xanthan Gum, Fragrance (Parfum)*, Limonene*, Linalool*, Citronellol*, Benzyl Benzoate*, Benzyl Salicylate*, Geraniol*, Citral*, Farnesol*.
* - z naturalnych olejków eterycznych.

Krem do rąk z olejem rokitnikowym od WELEDY jest kosmetykiem certyfikowanym przez NaTrue.
     

środa, 9 listopada 2016

Sezon na dynię




       Sezon dyniowy w pełni. Wystarczy pójść na targ żeby zobaczyć, że tam aż pomarańczowo od dyń. Różnej wielkości i kształtu, do wyboru, do koloru. Większość rolników sprzedających na targach warzywa ma w ofercie również dynie i to w dużych ilościach. Już od jakiegoś czasu miałam zamiar kupić dynię ale wiadomo jak to jest. Pokupuję inne warzywa, siaty są już ciężkie, a tu jeszcze w perspektywie dźwiganie kilku kilogramów dyni. Odpuszczam więc i obiecuję sobie, że następnym razem już na pewno kupię. I tak było do soboty kiedy to znów wybrałam się na targ i zobaczyłam te ogromne ilości dyń, a wśród nich taką, jakiej jeszcze nigdy nie widziałam. Dynia miała kształt dosyć grubego walca. Skórę miała ciemnozieloną (ciemniejszą niż skórka ogórków), natomiast miąższ miała w bardzo żywym kolorze pomarańczowym i w ogóle nie miała pestek. Pani, od której kupiłam tę dynię, powiedziała, że jest to odmiana francuska. Kupiłam kawałek dyni ważący około 2,5 kg. Żałuję, że nie zrobiłam jej zdjęć ale pomyślałam o tym dopiero wtedy gdy dynia była już w garnku, a więc trochę za późno.




Z dyni postanowiłam zrobić dżem. Nie z samej dyni lecz z dyni i jabłek. Dżemik wyszedł przepyszny. Następnego dnia na śniadanie były kanapki z chlebka żytniego na zakwasie własnego wypieku, masełka i dżemiku dyniowo- jabłkowego. Coś pysznego. Dżem jest bardzo łatwo zrobić i o jego wykonanie może pokusić się nawet mało doświadczona kucharka. Nie podaję przepisu gdyż wystarczy wpisać w Google hasło "dżem z dyni", a pokaże się mnóstwo stron z przepisami. Ja również wykorzystałam jeden z nich. Dynię można łączyć nie tylko z jabłkami ale również z innymi owocami np. z bananami, pomarańczami czy brzoskwiniami. Każdy może znaleźć przepis odpowiedni dla siebie.




Z dyni można przyrządzić ogromną ilość potraw gdyż jest to warzywo uniwersalne. Można z niego przygotować dania słodkie i słone, łagodne w smaku i pikantne. I warto je robić gdyż dynia ma mnóstwo wartości odżywczych. Przede wszystkim zawiera karoten, co łatwo poznać po jej kolorze. Zawartością karotenu dynia dorównuje marchewce ale, w odróżnieniu od marchewki, nie kumuluje szkodliwych pozostałości nawozów sztucznych np. azotanów czy metali ciężkich. Można więc przygotowywać z niej posiłki dla małych dzieci. Miąższ dyni zawiera wiele witamin np. C, PP, witaminy z grupy B (głównie B1 i B2). Kolejna zaleta tego warzywa to zawartość wielu pierwiastków budulcowych: wapń, żelazo, potas, magnez, fosfor i miedź. Niezbędne kwasy organiczne i pektyny to kolejne substancje wspierające zdrowie człowieka. 


Jednak nie tylko dyniowy miąższ ma cenne wartości odżywcze. Na uwagę zasługują również pestki dyni. Znajduje się w nich witamina E czyli wspaniały antyoksydant oraz witamina A i C, a także te witaminy które zawiera miąższ. Nie można nie wspomnieć o tłuszczach znajdujących się w pestkach i zawierających bezcenne nienasycone kwasy tłuszczowe i o wielu cennych pierwiastkach. Czy to nie wystarcza, żeby dynia była częstym gościem na naszym stole? Dla mnie wystarcza i staram się żeby przynajmniej w sezonie dyniowym uwzględniać to ciekawe warzywo w domowym menu. Wczoraj na przykład składnikiem naszego obiadu była dynia pieczona w ziołach.


Przyrządziłam tę dynię według tego przepisu. Tym razem kupiłam dynię piżmową.  Jest to danie bardzo łatwe w wykonaniu i smaczne. Może być przekąską lub dodatkiem do obiadu. Ja podałam ją do drugiego dania obiadowego zamiast tradycyjnych ziemniaków. Bardzo nam smakowało. Polecam ten przepis.
Przy okazji nadmienię, że dżem, który zrobiłam w sobotę, już zniknął. Nie było tego dużo, tylko kilka słoiczków i nie ma już ani jednego. Czeka mnie więc ponowny zakup dyni (może znów trafię na odmianę francuską) i pichcenie następnej porcji tego specjału. Z przyjemnością to zrobię i z jeszcze większą przyjemnością będę go jadła :)

wtorek, 1 listopada 2016

SCHMIDT`S Dezodorant z bergamotką i limonką



      Naturalnych dezodorantów używam już od kilku lat. Najpierw były to dezodoranty ałunowe, a od pewnego czasu (chyba już od dwóch lat) używałam oliwki magnezowej. Oliwkę robiłam sama gdyż jest to dziecinnie łatwe i kosztuje grosze. Jednak od jakiegoś czasu na blogach kosmetycznych pokazało się sporo recenzji dezodorantów naturalnych amerykańskiej marki SCHMIDT`S. Najczęściej były to opinie pozytywne, postanowiłam więc wypróbować to cudo na własnej skórze. Wybrałam wersję z bergamotką i limonką.



O dezodorancie przeczytałam:
"Naturalny dezodorant (...) specjalnie stworzony do skóry bardzo wrażliwej. Dezodorant zapewnia przyjemny zapach i skuteczną ochronę przez cały dzień, szybko absorbuje wilgoć, nietłusty, nie klei się. Długotrwała świeżość oraz bezpieczny dla zdrowia skład, bez aluminium, parabenów i ftalanów, czynią go kosmetykiem idealnym. (...) Zapach cytrusowy, świeży i energiczny. Dezodorant posiada dodatkowo właściwości antybakteryjne i lecznicze."



56,7 g dezodorantu zamknięto w szklanym słoiczku z plastikową zakrętką. Po otwarciu słoiczka znajdujemy w nim, oprócz dezodorantu oczywiście, plastikową szpatułkę. Szpatułka bardzo się przydaje gdyż dezodorant ma postać dosyć twardego, zbitego kremu i pewnie dosyć trudno byłoby nabierać go palcami, a szpatułka świetnie sobie z tym zadaniem radzi. Nabieram przy jej pomocy trochę kremu i rozcieram go w palcach. Od ciepła rąk krem uzyskuje lżejszą konsystencję i bez problemu można go wmasować w skórę pod pachami.



Skład dezodorantu jest naturalny i krótki. Oto on: Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Sodium Bicarbonate (Baking Soda), Maranta Arundinacea (Arrowroot) Powder, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Citrus Bergamia (Bergamot) Essential Oil, Citrus Aurantifolia (Lime) Essential Oil, Tocopherol (Vitamin E).

Dezodorant SCHMIDT`S ma dwie podstawowe zalety, a mianowicie jest skuteczny i wydajny. Zaczęłam używać go we wrześniu (niestety, nie zapamiętałam który to był dzień września) i  zużyłam dopiero pół słoiczka. Co do skuteczności też nie mam zastrzeżeń. Dezodorant całkowicie usuwa przykrą woń potu, a na dodatek pod pachami jest sucho i na bluzkach nie ma nieestetycznych, mokrych plam. Skoro dezodorant nie jest antyperspirantem i nie blokuje wydzielania potu, to zachodzi pytanie gdzie podziewa się ten pot? Wytłumaczenie jest jedno. Musi pochłaniać go skrobia zawarta w jednym ze składników, a mianowicie w sproszkowanym korzeniu maranty trzcinowej (Maranta Arundinacea (Arrowroot) Powder). Poza tym dezodorant pięknie pachnie. Olejki eteryczne z bergamotki i limonki nadają mu świeży i orzeźwiający zapach cytrusów. Kosmetyk ten sprawdził się u mnie doskonale i pewnie ten pierwszy słoiczek nie będzie jednocześnie ostatnim. Kupiłam go tu.



Skład tego dezodorantu jest tak prosty, że właściwie można pokusić się o samodzielne wykonanie czegoś podobnego. Myślę, że zamiast maranty trzcinowej można użyć skrobi ziemniaczanej. Prawdopodobnie sprawdzi się nie gorzej od maranty. Zdobycie maranty też nie jest zresztą trudne. Sproszkowany korzeń tej rośliny można kupić w sklepach ze zdrową żywnością np. tutaj. Chyba kiedyś spróbuję zrobić podobny dezodorant. Może będzie równie skuteczny jak produkt marki SCHMIDT`S

niedziela, 23 października 2016

ANTHYLLIS Szampon do włosów przetłuszczających się



     Bardzo lubię włoskie kosmetyki i miałam już okazję poznać produkty kilku firm kosmetycznych  ze słonecznej Italii. Dziś przedstawię Wam kolejny włoski kosmetyk, a mianowicie Szampon do włosów przetłuszczających się ANTHYLLIS.



ANTHYLLIS to jedna z kilku kosmetycznych linii produkowanych przez włoską firmę PIERPAOLI istniejącą od 1939 roku. Produkuje środki czystości do użytku domowego i profesjonalnego oraz kosmetyki naturalne dla dzieci i dla kobiet.
O szamponie przeczytałam:
"Wyjątkowo delikatny szampon do pielęgnacji tłustych i przetłuszczających się włosów, stworzony na bazie naturalnych substancji i aktywnych składników roślinnych, zapewnia maksymalną ochronę i bezpieczeństwo dla nas i środowiska. Niepowtarzalny skład zawarty w szamponie - wyciąg z łopianu pomaga zmniejszyć łupież, hamuje wypadanie włosów oraz reguluje sebum skóry. Szampon renomowanej, włoskiej firmy dbającej o najlepszy skład z upraw ekologicznych." 



Szampon otrzymujemy w prostej, plastikowej butelce w kształcie walca, zawierającej 250 ml kosmetyku. Butelka jest półprzezroczysta, a więc wyraźnie widać ile szamponu mamy jeszcze do dyspozycji.
Szampon ANTHYLLIS to przezroczysty płyn o typowej dla większości szamponów gęstości. Ma ładny, wyrazisty ziołowy zapach, w którym wyczuwam rozmarynową nutę mimo, iż w składzie szamponu rozmarynu nie ma. Zapewne jest to zasługa olejków eterycznych, z których producent skomponował ten zapach.

Szampon dobrze się pieni. Jest rzeczywiście delikatny i nie podrażnia skalpu ale jednocześnie dobrze oczyszcza i skalp i włosy. Bez problemu zmywa z włosów oleje. Czy plącze włosy? Oczywiście, że tak. Przetestowałam już wiele szamponów różnych marek i jeszcze nie spotkałam takiego, który by włosów nie plątał w mniejszym czy większym stopniu. Pewnie  taki szampon nie istnieje. Nie pozostaje więc nic innego jak po umyciu włosów zastosować odżywkę i tak też robię. 
Jak już wspomniałam szampon dobrze oczyszcza włosy. Po wyschnięciu są miękkie, błyszczące i dobrze się układają. Niczego więcej od szamponu nie oczekuję i jestem z niego zadowolona. Nie zauważyłam natomiast, żeby miał on wpływ na wydzielanie sebum. Moje włosy nadal szybko się przetłuszczają i wymagają codziennego mycia. Nie wiem czy pomaga zwalczyć łupież gdyż takowego nie posiadam.



Skład szamponu: Aqua (Water), Cocamidopropyl Betaine, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Caprylyl/Capryl Glucoside, Sodium Chloride, Arctium Lappa Root Extract*, Glycerin, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Hibiscus Esculentus Extract, Parfum (Fragrance)**, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.
* - z kontrolowanych upraw ekologicznych,
** - z naturalnych olejków eterycznych. 

Szampon ANTHYLLIS posiada certyfikat Włoskiego Instytutu ds. Certyfikacji Etyki Środowiskowej ICEA.
Kupiłam ten szampon w sklepie Ecco Verde   ale można kupić go również w tym polskim sklepie.

wtorek, 11 października 2016

BIOTURM Krem do rąk nr 52




       Kremy do rąk to niezbędne produkty w mojej kosmetyczce. Nie potrafię, niestety, wykonywać prac domowych w rękawiczkach, a więc skóra moich rąk często jest przesuszona i szorstka. W takiej sytuacji ratunkiem są kremy, których używam wiele razy w ciągu dnia. Kiedyś, zamiast kremów do rąk, stosowałam oleje, a teraz częściej używam kremów. Aktualnie jest to Krem do rąk nr 52 marki BIOTURM.




Podstawą większości kosmetyków marki BIOTURM jest aktywny kompleks lacto uzyskiwany z organicznej serwatki według opatentowanej metody i w ściśle kontrolowanych warunkach. W procesie tym dochodzi do przemiany białek mleka i cukru mlecznego w aminokwasy, kwas mlekowy i sole.
Producent tak pisze o kremie: "Intensywny kompleks czynny lacto połączony z wysoką jakością olejków roślinnych w naturalny sposób pielęgnuje i normalizuje skórę. Wyciągi z nagietka i korzenia lukrecji regenerują oraz koją dłonie. Produkt jest wolny od konserwantów, barwników, PEG, oleju parafinowego."



75 ml kremu zamknięto w miękkiej, plastikowej tubie. Ma on lekką, kremową konsystencję i śliczny, żółciutki kolor. Zapach... znów mam problem z jego określeniem ale chyba można nazwać go kwiatowo - owocowym. Jest wyraźny ale nienachalny. Kremik szybko się wchłania, sucha skóra moich dłoni dosłownie pije go niczym gąbka wodę. Jeśli po umyciu rąk nie zaaplikuję im kremu, to skóra wydaje się być cieniutka i mam wrażenie, że pod wpływem dotyku zacznie zaraz szeleścić niczym pergamin. Po wmasowaniu kremu BIOTURM to wrażenie znika. Skóra jest mięciutka, delikatna i niemal aksamitna w dotyku. Krem nie pozostawia na niej tłustej warstwy, a więc nie ma obaw, że cokolwiek ubrudzimy nakremowanymi łapkami. Krem do rąk nr 52 posiada certyfikat BDIH. Jest moim pierwszym kosmetykiem marki BIOTURM, a ponieważ sprawdził się doskonale, będę chciała poznać także inne produkty tej marki. Krem kupiłam w tym sklepie.




Skład kremu: Aqua, Glycerin, Alcohol, Lac*, Helianthus Annuus Hybrid Oil*, Cetearyl Alcohol, Undecane, Dicaprylyl Ether, Glyceryl Stearate Citrate, Oleyl Erucate, Polyglyceryl-3 Stearate, Cetyl Palmitate, Sesamum Indicum Seed Oil*, Tridecane, Acacia Decurrens/Jojoba/Sunflower Seed Wax/Polygryceryl-3 Esters, Dipotassium Glycyrrhizate, Calendula Officinalis Flower Extract*, Distarch Phosphate, Palmitic Acid, Stearic Acid, Tocopherol, Tocopheryl Acetate, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum, Xanthan Gum, Oryzanol, Lactic Acid, Sodium Levulinate, Sodium Anisate, Sodium Stearoyl Glutamate, Citronellol, Linalool.
* - z kontrolowanych upraw organicznych  

sobota, 8 października 2016

EKOCUDA




         Kochani, szykuje się fantastyczna impreza dla miłośniczek i miłośników naturalnej pielęgnacji. Będą to targi kosmetyków naturalnych o nazwie EKOCUDA. Odbędą się 19 i 20 listopada w Warszawie, w Domu Towarowym Bracia Jabłkowscy przy ulicy Brackiej 25.




 Targi poświęcone są kosmetykom naturalnym, organicznym i wegańskim, a swoje produkty zaprezentują producenci polskich i zagranicznych marek kosmetyków. Będzie można zobaczyć tam marki: Orientana, Naturativ, Glov, Ministerstwo Dobrego Mydła, Felicea Naturals, Hagi, Purite, Lavera, Lily Lolo, John Masters Organics i wiele, wiele innych. Dodatkowymi atrakcjami będą warsztaty naturalnego makijażu, samodzielnego wytwarzania kosmetyków naturalnych, a także konkursy z nagrodami. Impreza zapowiada się ciekawie i jeśli w ten listopadowy weekend będziecie miały czas, to warto targi odwiedzić.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...