czwartek, 2 sierpnia 2018

EFEKTIMA Naturalny peeling kawowy Coffee Miracle



    Peeling ciała należy do moich ulubionych zabiegów kosmetycznych. Bardzo lubię wygładzoną i delikatną skórę. Ostatnio używam głównie peelingów cukrowo-owocowych własnej produkcji. Pisałam o nich tu i tu. Jednak to, że sama często robię peelingi nie znaczy, że nie kuszą mnie gotowe. Kuszą i to bardzo. Niedawno skusiłam się na takiego gotowca. Będąc w Rossmannie wypatrzyłam na półce Naturalny peeling kawowy Coffee Miracle polskiej marki EFEKTIMA. Co prawda peeling kawowy bardzo łatwo jest zrobić samodzielnie i wiele razy takowy robiłam, to jednak skusiłam się na gotowy.



EFEKTIMA tak pisze o swoim produkcie:
Gotowy do zabiegów peeling do ciała stworzony z myślą o działaniu wyszczuplającym, wygładzającym oraz wspomagającym walkę z uporczywym cellulitem. Pozwala na profesjonalną pielęgnację bez konieczności wychodzenia z domu. Odpowiednie połączenie specjalnie przygotowanej i wyselekcjonowanej do zabiegów kosmetycznych kawy oraz olejków i składników pielęgnujących wpływa na jakość produktu, zaspokajając potrzeby wymagających kobiet. Peeling doskonale złuszcza martwy naskórek i poprawia krążenie.



Opakowaniem peelingu jest dosyć duża saszetka z folii aluminiowej z zamknięciem strunowym. Saszetka skrywa 100 g kosmetyku. Wydawać by się mogło, że 100 g to niewiele ale peeling jest produktem wydajnym. Używałam go już trzy razy i jeszcze nie zużyłam jego połowy. Sądzę, że całość wystarczy na jakieś 7-8 użyć.
Peeling ma piękny, intensywny zapach kawy. Bardzo lubię kawę, piję jej dużo, a więc lubię też jej zapach. Nie zdziwił mnie ten aromat, bo skoro peeling jest kawowy, to nic dziwnego, że pachnie kawą. Zaskoczyła mnie natomiast konsystencja tego kosmetyku. Peeling ma w swoim składzie oleje (olej makadamia, migdałowy, kokosowy i masło shea), a mimo to jest prawie sypki. Przecież taki peeling będzie osypywał się ze skóry. Pomyślałam, że trzeba będzie dodać do niego jakiegoś oleju ale postanowiłam najpierw wypróbować go w wersji oryginalnej. Peeling rzeczywiście się osypuje ale jest też na to sposób. Należy nabierać bardzo małe jego ilości. Wówczas osypuje się go niewiele, a te małe ilości wystarczają do wygładzenia skóry. Przekłada się to też pozytywnie na wydajność tego produktu. Oczywiście nie dodałam do niego żadnego oleju, nie ma takiej potrzeby.



Peeling jest dobrym zdzierakiem. Pozostawia skórę miękką i delikatną, a na dodatek w trakcie zabiegu otula nas piękny aromat kawy. Po spłukaniu peelingu i osuszeniu ciała ręcznikiem mam wrażenie, że na skórze pozostaje cienka, wręcz nieznaczna tłusta warstwa ale już chwilę później zastanawiam się, czy to mi się nie wydawało. Nie wyczuwam już tej warstwy, a skóra jest miękka, delikatna i gładziutka. Wygląda na dobrze odżywioną i nawilżoną. Nie wymaga już balsamu ani innego mazidła. Nie wiem jak producent to zrobił skoro w składzie peelingu są oleje. Całkowity skład kosmetyku jest taki:



Skład jest w porządku. Podejrzewam, że substancja zapachowa określona jako Parfum jest pochodzenia syntetycznego ale to jedyny minus tego składu. Poza tym nie zachwyca mnie opakowanie. Jak już wspomniałam jest to saszetka z zamknięciem strunowym. Obawiałam się, że drobinki kawy będą wchodziły między brzegi tego zamknięcia i trudno będzie ponownie szczelnie zamknąć saszetkę. Żeby temu zapobiec przełożyłam peeling do szklanego słoiczka. Myślę, że lepszym opakowaniem dla tego kosmetyku byłby słoiczek ewentualnie tuba. Poza tym, jak każdy peeling kawowy, tak i ten brudzi wannę czy kabinę prysznicową, a więc po każdym użyciu czeka nas małe sprzątanie. Uważam jednak, że w porównaniu ze świetnym działaniem  peelingu, jest to niewielki minus. Mam zamiar kupować go nadal, a nawet już kupiłam. Mimo iż nie wykończyłam jeszcze pierwszego opakowania, to kupiłam już następne. Czeka w zapasach na swoją kolej :)    

poniedziałek, 16 lipca 2018

PHYTORELAX Krem do twarzy z aloesem i kwasem hialuronowym



    PHYTORELAX to włoska marka kosmetyków naturalnych. Nie jest zbyt popularna w naszym kraju, w każdym razie w blogosferze rzadko można zobaczyć recenzje tych produktów. Dla mnie jest to już drugi kosmetyk od Phytorelax. Pierwszym był Żel do higieny intymnej z organicznym rumiankiem. Pisałam o nim tu. Teraz w użyciu mam drugi i jest to Aloe Vera Face Cream czyli Krem do twarzy z aloesem i kwasem hialuronowym.



Producent tak opisuje ten krem:
Phytorelax Aloe Vera Face Cream to krem zawierający dużą ilość soku z aloesu pochodzenia biologicznego (50%) o działaniu ochronnym, nawilżającym i kojącym. Zawiera składniki roślinne, witaminę E i kwas hialuronowy, walczy z oznakami starzenia, minimalizuje niedoskonałości skóry i nadaje jej promienny wygląd. Szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy i doskonale nadaje się jako baza pod makijaż.



Na zakup tego kremu zdecydowałam się ze względu na zawarty w nim aloes i to na pierwszym miejscu w składzie, a moja skóra bardzo lubi kosmetyki z aloesem. Co prawda już na drugim miejscu w składzie znajduje się woda, a więc można przypuszczać (choć pewności nie ma), że aloesu w kremie jest tyle samo co wody.

Całkowity skład kremu:




W składzie kremu znajdziemy fajne, naturalne substancje np. sok z aloesu, masło shea, olej arganowy czy olej babassu. Jednak nie cały skład mnie zachwyca. Jest tu na przykład kontrowersyjny konserwant o nazwie Phenoxyethanol. Jedni twierdzą, że jest on całkowicie bezpieczny i nieszkodliwy, inni, że wręcz przeciwnie. W Japonii jest całkowicie zakazany, w niektórych państwach nie wolno stosować go w kosmetykach dla dzieci i niemowląt. Fenoksyetanol odznacza się ładnym, kwiatowym zapachem i dlatego w kosmetykach służy często nie tylko jako konserwant ale też jako substancja zapachowa. Prawdopodobnie tak jest również w omawianym kremie gdyż ma on bardzo przyjemny i delikatny zapach kwiatowy.



Plastikowy słoiczek zapakowany dodatkowo w kartonik skrywa 50 ml kremu. Po otwarciu słoiczka okazuje się, że jest tam jeszcze jedno plastikowe wieczko.
Bardzo podoba mi się konsystencja tego kremu. Jest taka maślana ale bez obaw, krem wcale nie jest tłusty. Jest to krem nawilżający. Zgodnie z obietnicą producenta szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej ani lepkiej warstwy. Jak najbardziej nadaje się pod makijaż.
Kremu Phytorelax używam codziennie rano ale czasem też aplikuję go na noc. Bardzo dobrze działa na moją cerę. Świetnie ją nawilża. Jest delikatny, nie zapycha i nie podrażnia. Pozostawia skórę miękką, gładką i zadbaną. Jest też bardzo wydajny. Myślę, że jest to zasługa tej jego maślanej konsystencji, która sprawia, że wystarczy bardzo mała jego ilość do pokrycia twarzy, szyi i dekoltu.


Moim zdaniem kosmetyki Phytorelax zasługują na uwagę. Mam ochotę poznać kolejne produkty tej marki. Można je kupić w kilku sklepach internetowych np. tu i tu. Z pewnością skorzystam z ich oferty. 

niedziela, 8 lipca 2018

ORIENTANA Tonik do twarzy Róża japońska i pandan



      Tonizacja jest dla mnie bardzo ważnym elementem pielęgnacji cery i dlatego cenię sobie dobrej jakości toniki. Miałam już dosyć dużo naprawdę dobrych toników. Zaliczam do nich również Tonik do twarzy róża japońska i pandan marki ORIENTANA.



O toniku przeczytałam:
Łagodny, odżywczy tonik do codziennej pielęgnacji skóry suchej, dojrzałej i normalnej. Wykazuje działanie nawilżające, łagodzące i odmładzające.
Tonik delikatnie odświeża, łagodzi i koi podrażnienia, odżywia i nawilża skórę. Doskonale uzupełnia codzienną pielęgnację skóry suchej, dojrzałej i normalnej. Dzięki atomizerowi świetnie sprawdza się jako odświeżająca skórę mgiełka, może być stosowany do pielęgnacji skóry twarzy, szyi i dekoltu. Bogata w naturalne składniki formuła toniku zapewnia suchej skórze wyjątkowo skuteczną pielęgnację. Ekstrakt z płatków róży japońskiej dzięki zawartości dużej ilości witamin, kwasów organicznych i flawonoidów, wpływa na skórę odżywczo, nawilżająco i odmładzająco. Sok z aloesu łagodzi podrażnienia, przyspiesza regenerację skóry i chroni przed utratą wilgoci. Ekstrakt z owocu pandana normalizuje i wycisza skórę. Tonik pozostawia skórę optymalnie nawilżoną, zrelaksowaną i uspokojoną. Przywraca naturalne pH, przyspiesza odnowę i regenerację skóry, chroni przed działaniem czynników zewnętrznych.



100 ml toniku zamknięto w plastikowej butelce z atomizerem. Atomizer działa bez zarzutu. Tonik już wykończyłam i atomizer do samego końca go dozował. Butelki nie wyrzuciłam i obecnie przelałam do niej inny tonik, który był w butelce bez atomizera. Bardzo lubię toniki z atomizerem. Jest to przyjemny i bardzo wydajny sposób aplikacji tego kosmetyku.
Tonik, podobnie jak większość tego rodzaju kosmetyków, z wyglądu przypomina wodę. Bardzo podoba mi się jego zapach. Jest to zapach róży z lekką, ziołową nutą. Może tak właśnie pachnie róża japońska? A może ta ziołowa nuta pochodzi od pandanu? Tego nie wiem ale w składzie toniku nie ma żadnych substancji zapachowych, a więc pewnie jest to zapach róży lub róży i pandanu.
Skład toniku jest taki:


Lubię kosmetyki z takim krótkim składem. Jest tu tylko sześć składników w tym dwa konserwanty. Natomiast nie podoba mi się inna rzecz. Na etykiecie widać napis Zużyć przed końcem: i po dwukropku powinna być podana data przydatności. Niestety nie ma tej daty, a to jest niezgodne z prawem, a także z poważnym i przyzwoitym traktowaniem klienta.
Na szczęście tonik nie wykazywał żadnych oznak nieświeżości czy zepsucia i zużyłam go do końca. Z przyjemnością spryskiwałam twarz, szyję i dekolt tym pachnącym płynem. Tonik wspaniale odświeża skórę, koi ją i nawilża nie powodując jej ściągnięcia. Czekałam chwilę aż tonik się wchłonie lub wklepywałam go w skórę, a potem aplikowałam krem lub serum i krem. Podczas niedawnych upałów służył mi kilkakrotnie w ciągu dnia jako odświeżająca i chłodząca mgiełka. Szkoda, że już się skończył ale nic straconego. Zawsze mogę do niego wrócić i zamierzam to robić. 

sobota, 16 czerwca 2018

MIODOWA MYDLARNIA Masło do twarzy i ciała Oczarowanie



     MIODOWA MYDLARNIA, jak na mydlarnię przystało, produkuje naturalne mydła ale na nich nie poprzestaje. W jej ofercie znajdziemy też inne kosmetyki. Gdy jakiś czas temu robiłam tam zakupy, oprócz kilku mydełek kupiłam też balsam konopny do rąk oraz jedno z maseł do ciała. Spośród kilku produkowanych przez tę firmę wybrałam Masło do twarzy i ciała Oczarowanie.


Producent tak o nim pisze:
Bogate w karoten, odżywcze naturalne masło do twarzy i ciała z woskiem pszczelim o ciepłym, głębokim, otulającym aromacie i konsystencji musu.
Jest kompozycją wyjątkowych olei: marchwiowego, nagietkowego i czerwonego z owoców palmy oleistej - pełnych karotenu, witaminy E i koenzymu Q10 - o silnych właściwościach przeciwutleniających i opóźniających procesy starzenia się skóry. Zawiera również odżywcze masło shea i kakaowe, olej kokosowy oraz wosk pszczeli o wyśmienitych właściwościach kosmetycznych.
Masło ma cudowną barwę słoneczno-żółtą, pochodzącą wyłącznie od kolorów użytych olei. Błyskawiczne zregeneruje skórę, odżywi, wyrówna poziom nawilżenia, ukoi wszelkie podrażnienia, zdecydowanie poprawi kondycję skóry. Nada skórze lekki odcień opalenizny.
Masło wspaniale sprawdzi się w codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, szczególnie suchej, wiotkiej, starzejącej się, wymagającej odnowy. Polecane jest zawsze wtedy, gdy skóra potrzebuje pomocy i ukojenia.


Ze względu na suchą skórę zawsze na mojej łazienkowej półce stoi jakieś mazidło do ciała. Kupuję ich dosyć dużo. Gdy robię zakupy kosmetyczne zawsze przeglądam kosmetyki do pielęgnacji ciała. Jeśli jakieś masło czy balsam mnie zainteresuje wrzucam je do koszyka. Tak samo było gdy składałam zamówienie w Miodowej Mydlarni.
Masło Oczarowanie otrzymujemy w szklanym słoiczku typu twist. Słoiczek jest niewielki, mieści się w nim 135 ml (65 g) kosmetyku.
Masełko ma piękny, intensywny żółty kolor. Jest bardziej żółty niż dojrzały banan. Zdjęcia nie oddają prawdziwej barwy tego kosmetyku. Masło bardzo szybko rozpuszcza się pod wpływem ciepła palców i w skórę wmasowujemy coś w rodzaju oliwki. Łatwo się rozprowadza i wchłania ale nie do końca. Pozostawia na skórze tłustą warstwę ale nie przeszkadza mi to. Bardzo dobrze działa na skórę. Odżywia ją i czyni gładką, miękką i jedwabistą w dotyku. Masła używam wyłącznie do ciała.


I wszystko byłoby super gdyby nie... zapach. Nie mogę powiedzieć, że zapach tego masełka nie podoba mi się. Jest całkiem niezły ale, moim zdaniem, zbyt intensywny. Utrzymuje się na skórze przez kilka godzin stopniowo słabnąc. Czasem zdarza się, że zapach jakiegoś kosmetyku nie wprawia mnie w zachwyt ale w miarę używania przyzwyczajam się do niego. Tutaj jest odwrotnie. Im dłużej używam masła tym bardziej drażni mnie ten zapach. Po wmasowaniu go w skórę rano nie używam już żadnego pachnidła bojąc się, że powstanie jakiś "kociokwik" zapachów. Tak jak napisałam zapach jest dosyć ładny ale chyba nie pochodzi z naturalnych olejków eterycznych. Nie kojarzy mi się z olejkami i nawet nie potrafię opisać go słowami. W składzie masła znajduje się pozycja o nazwie olejek zapachowy, a w jego skład wchodzi substancja o nazwie Butylphenyl Methylpropional. Jest to substancja syntetyczna będąca składnikiem kompozycji zapachowych. Posiada silne działanie alergenne i nie jest zalecana dla kobiet w ciąży. Chyba nie powinna się znajdować w kosmetyku naturalnym.
Całkowity skład masła jest taki:


Ze względu na ten intensywny, wręcz agresywny zapach raczej nie skuszę się po raz drugi na to masło. Cieszę się, że ten kosmetyk już mi się kończy. Zostało mi go jeszcze na jedno użycie i będzie koniec. Pierwszy raz zdarzyło mi się, że tak bardzo drażnił mnie zapach kosmetyku. Miodowa Mydlarnia produkuje kilka maseł ale nie wiem, czy w pozostałych nie ma podobnej sytuacji zapachowej. Chyba nie zaryzykuję i innego też nie kupię.  

sobota, 9 czerwca 2018

Szampon i odżywka od ALEPII



    ALEPIA to francuska marka kosmetyków naturalnych którą darzę szczególnym sentymentem, a to dlatego, że własnie od niej rozpoczęła się moja przygoda z naturalną pielęgnacją. Moim pierwszym naturalnym kosmetykiem było mydło Aleppo tej marki, a z czasem poznałam także inne jej produkty. Miałam też jeden z szamponów Alepii ale było to dawno i nie pamiętam już, który to był szampon i czy sprawdził się na moich włosach. Postanowiłam więc odnowić znajomość z włosowymi kosmetykami Alepii i kupiłam szampon i odżywkę.



Spośród kilku produkowanych przez Alepię wybrałam Szampon/żel do kąpieli Alep Original z 7 olejami.



Na temat tego produktu przeczytałam:
Delikatny dla skóry, skuteczny w walce z łupieżem.
Kosmetyk idealny dla całej rodziny do stosowania w roli szamponu i żelu do kąpieli. Formuła opiera się na siedmiu olejach by dostarczyć skórze i włosom maksimum składników odżywczych. Zawiera między innymi odżywczy olej arganowy, wzmacniający olej z czarnuszki oraz silnie nawilżający ekstrakt z liści aloesu. Doskonale poprawia stan skóry sprawiając, że przywracana jest jej naturalna równowaga, pomaga uporać się z łupieżem i nadmiernym wydzielaniem sebum, a także zapobiega swędzeniu skóry. Szampon ma właściwości wzmacniające, dzięki czemu włosy stają się elastyczne, silne, a przy tym mają piękny blask. Naturalny zapach z olejków sprawia, że włosy pachną subtelną, roślinną nutą.
Szampon na bazie mydła Alep nie zawiera substancji drażniących. Nie piecze w oczy, nie podrażnia skóry, ma pH fizjologiczne.



250 ml szamponu otrzymujemy w prostej, plastikowej butelce z metalową nakrętką. Każdy z szamponów Alepii można stosować również jako żel do kąpieli czy pod prysznic ale ja używam go tylko w charakterze szamponu. Ma on konsystencję żelu troszkę rzadszego niż większość szamponów i łatwo się go dozuje. Pieni się trochę słabiej niż inne tego typu produkty ale jest to wystarczająca ilość piany do umycia włosów i skalpu. Jednak podczas mycia głowy zachowuje się inaczej niż inne szampony, a właściwie nie tyle podczas mycia, co podczas spłukiwania. Spłukując pianę z włosów wyczuwam, że są one tępe i jakby tłuste. Ta tłustość to tylko wrażenie gdyż włosy tłuste nie byłyby tępe, a poza tym po wysuszeniu nie ma na nich żadnego tłuszczu. Szampon plącze włosy podobnie jak większość szamponów ale są one dobrze oczyszczone. Mają jednak pewien minus, a mianowicie prawie się nie błyszczą i są oklapnięte. Wyglądają tak, jak po umyciu mydłem. Niezbędna jest więc płukanka octowa lub dobra odżywka. Moje przetłuszczające się włosy myję codziennie rano i czasem zdarza się, że mam tak mało czasu, że nie aplikuję odżywki i nie czekam aż zadziała. Poprzestaję wówczas na umyciu włosów szamponem. Nie mam jednak ochoty paradować cały dzień z matowymi i oklapniętymi włosami. W takiej sytuacji po prostu używam innego szamponu. Szampon Alepii nie jest perfumowany ale to nie znaczy, że jest pozbawiony zapachu. Posiada zapach i jest to wyraźny zapach mydła Aleppo w kostce.
Skład szamponu:



Jak już napisałam, po umyciu włosów szamponem konieczne jest zastosowanie płukanki octowej lub odżywki. Ja stosuję odżywkę. Jest to Odżywka do włosów Alep Original, jedyna jaką ta firma produkuje.



O odżywce przeczytałam:
Naturalna odżywka na bazie mydła z Aleppo, która działa niezwykle ożywczo na włosy. Zapewnia włosom i skórze głowy kompleksową pielęgnację bez efektu obciążania włosów. Dostarcza cennych witamin i minerałów, dzięki czemu włosy stają się odżywione, mocniejsze i sprężyste. Zawiera oliwę z oliwek, która między innymi reguluje pracę gruczołów łojowych, a także działa kojąco na skórę głowy. Olej laurowy z kolei pobudza krążenie krwi i stymuluje odnowę komórek. Odżywka pokrywa włosy delikatną, oleistą powłoką, która nadaje im zdrowy blask i ułatwia rozczesywanie, a także chroni przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Włosy stają się przyjemne w dotyku, wyraźnie wygładzone i lśniące.



Butelka, w którą zapakowano odżywkę jest taka sama jak ta od szamponu. Odżywka ma konsystencję bardzo lekkiego kremu i dobrze rozprowadza się ją po włosach. Butelkę wykonano z cienkiego, miękkiego plastiku, a więc łatwo wycisnąć z niej kosmetyk.
Odżywkę, tak jak każdą inną, nakładam na umyte, mokre włosy i po kilku minutach spłukuję. Włosy nie są już splątane i bez problemu można je rozczesać. Jeśli, w czasie gdy schną, przeczeszę je kilka razy grzebieniem, czy nawet palcami, to są ładnie odbite od nasady i dobrze się układają. Oczywiście po użyciu odżywki włosy mają już połysk. Ładnie błyszczą i są jedwabiście miękkie w dotyku.
Mimo iż odżywka ma w składzie ekstrakty ziołowe i hydrolaty to, moim zdaniem, jest bezzapachowa. Wiele razy ją wąchałam i nie wyczułam żadnej woni.
Skład odżywki:


  
Moim zdaniem szampon i odżywka Alepii są bardzo dobrymi kosmetykami. Dobrze dbają o moje włosy. Są to produkty działające łagodnie, co dla mnie jest bardzo ważne ze względu na wrażliwą skórę głowy. Dosyć często dokucza mi swędzenie, a nawet pieczenie skalpu ale teraz, gdy używam duetu od Alepii, swędzenia nie ma. To przykre zjawisko po prostu zniknęło. Producent twierdzi, że szampon zapobiega swędzeniu i w moim przypadku rzeczywiście tak jest. Natomiast nie jestem w stanie stwierdzić, czy skutecznie zwalcza łupież gdyż, po prostu, go nie mam.
Zamierzam od czasu do czasu wracać do włosowych kosmetyków Alepii, być może następnym razem wypróbuję inny szampon tej marki.
Znacie kosmetyki Alepii?    

środa, 30 maja 2018

Mydełko z Tajlandii



    To mydło kupiłam w warszawskim sklepie TK Maxx już dawno, bo około roku temu. Było tam kilka mydeł z tej serii, ja wybrałam Mydło z węglem bambusowym i mlekiem.



Kostka była duża, ważyła 250 g. Trudno byłoby obracać ją w dłoniach, a więc przekroiłam ją na dwie części.



Otrzymałam dwie i tak dosyć duże kostki. Jedną z nich zużyłam już kilka miesięcy temu, druga aktualnie króluje na łazienkowej mydelniczce.
Mydełko wytwarza obfitą, kremową pianę. Ta piana na ogół jest biała ale zdarza się, że ma kolor jasnej szarości. Nietrudno się domyślić, że ta szarość, a także ciemne wzory na mydle to zasługa węgla bambusowego.
Myję tym mydłem twarz i całe ciało. Bardzo dobrze oczyszcza skórę. Nie wysusza jej i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Sprawdza się również w higienie intymnej. Działa tak jak większość mydeł naturalnych.



Pozostaje jeszcze kwestia zapachu. Mydełko pachnie bardzo przyjemnie, dosyć intensywnie ale bez przesady. Nie potrafię określić słowami tego zapachu. Niestety, nie kojarzy mi się z naturalnymi aromatami olejków eterycznych. Najprawdopodobniej jest to syntetyczna substancja zapachowa. W składzie jest ona określona jednym słowem: fragrance. Mleko też jest określone jednym słowem: milk. Myślę, że jest to mleko krowie. Gdyby było inne np. kozie czy ośle to producent prawdopodobnie napisał by to w składzie.
Całkowity skład mydła jest taki:



Skład jest w porządku. Oprócz oleju palmowego na pierwszym miejscu mamy olej kokosowy, ryżowy i trochę oleju winogronowego. Moje wątpliwości budzi tylko to fragrance. Cieszę się jednak, że mam możliwość poznać mydło z jeszcze jednego egzotycznego kraju. Wcześniej nie miałam jeszcze żadnego kosmetyku z Tajlandii. Znacie kosmetyki z tego kraju? 

sobota, 12 maja 2018

UOGA UOGA Krem pod oczy Green Refreshment



     Jakiś czas temu kosmetyki litewskiej marki UOGA UOGA były bardzo popularne w blogosferze. Pamiętam, że opinie o tych produktach były bardzo pozytywne, a więc skusiłam się na Krem pod oczy Green Refreshment tej marki.



Producent pisze, że jest to Naturalny krem nawilżający do skóry wokół oczu dla wszystkich, nawet do wrażliwej skóry. Chaber i ogórek nadaje świeżość i miękkość - o tym wszystkim twoja zmęczona skóra wokół oczu może marzyć!
Woda chabrowa jest używana aby zaspokoić skórę wokół oczu i zmniejszyć obrzęk. Ekstrakt z ogórka jest bogaty w kwas askorbinowy (witamina C), który ma właściwości łagodzące i pomaga rozjaśnić skórę wokół oczu. Olej z awokado jest jednym z najbardziej odżywczych olejów bogatych w witaminy A, B1, B2 i D, jak również lecytynę, sterole i inne aminokwasy.



15 ml kremu zamknięto w opakowaniu typu airless. Kremik ma lekką konsystencję i ładny, jasnożółty kolor. Jest bezzapachowy. Ma jeszcze jedną interesującą cechę, a mianowicie jest wręcz nieprzyzwoicie wydajny. Używam go już bardzo długo i jeszcze się nie skończył.
Krem aplikuję codziennie rano ale dosyć często też na noc. Niestety, nie zauważyłam zmniejszenia obrzęków pod oczami. Poranne obrzęki czasem są, czasem ich nie ma i to niezależnie od tego czy użyłam na noc tego kremu czy też nie. Widocznie mają one jakąś wewnętrzną przyczynę z którą zawarta w kremie woda chabrowa nie może sobie poradzić. Nie przeszkadza mi to jednak gdyż raczej nie oczekuję od kosmetyków jakiegoś spektakularnego działania. Całkowicie wystarcza mi to, że kremik jest delikatny, a jednocześnie solidnie nawilża skórę, odżywia ją i czyni gładziutką w dotyku. Bardzo szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej czy lepkiej warstwy. Spokojnie można stosować go pod makijaż. Jestem zadowolona z tego kosmetyku i pewnie będę do niego czasem wracać. 
Krem pod oczy Green Refreshment jest produktem certyfikowanym przez Soil Association, brytyjską niezależną organizację pozarządową.


Skład kremu (INCI): Centaurea Cyanus (cornflower) Flower Water*, Aqua (water), Persea Gratissima (avocado) Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis (sweet almond) Oil*, Tocopherol (vitamin E), Helianthus Anuus (sunflower) Seed Oil, Cucumis Sativus (cucumber) Extract, Cetearyl Glucoside, Cetyl Alcohol, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid.
*- składniki pochodzące z upraw organicznych,
73,8% - składniki organiczne,
99,6% - składniki naturalne.  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...