sobota, 20 września 2014

NIKEL Tonik z komórkami macierzystymi róży alpejskiej INTENSIVE CARE



     
         O komórkach macierzystych słyszała zapewne każda z nas, a także o tym, że są one nadzieją medycyny. Możliwe, że w przyszłości i to niezbyt odległej, za pomocą komórek macierzystych będą leczone choroby obecnie nieuleczalne. Nie będę się rozwodzić na temat tych komórek gdyż jest to temat bardzo obszerny, a nie jemu poświęcony jest ten post.Powiem tylko krótko, że komórki macierzyste są to komórki posiadające zdolność nieograniczonej liczby podziałów i różnicowania się do innych typów komórek.
 W komórki macierzyste wyposażone są organizmy ludzkie, zwierzęce, a także roślinne. I właśnie te roślinne komórki macierzyste wykorzystywane są w najnowocześniejszej kosmetyce, a na rynku możemy znaleźć coraz więcej kosmetyków z roślinnymi komórkami macierzystymi. Jednym z nich jest Tonik z komórkami macierzystymi róży alpejskiej Intensive Care, a jego producentem jest chorwacka firma NIKEL.




Różanecznik alpejski (Rhododendron Ferrugineum) zwany również Różą alpejską jest niezwykłą i długowieczną rośliną, występującą głównie w Alpach. Roślina ta wspaniale przystosowała się do życia w ekstremalnych, wysokogórskich warunkach klimatycznych i glebowych. Prawdopodobnie tym warunkom róża alpejska zawdzięcza wyjątkowo dużą zawartość substancji przeciwrodnikowych i przeciwzapalnych np. polifenoli, cennych dla kosmetyki.

 Jak komórki macierzyste działają na naszą skórę?  Przede wszystkim mają wpływ na komórki macierzyste naskórka dzięki czemu skóra lepiej się regeneruje, a co za tym idzie, wolniej się starzeje. Poza tym chronią skórę przed działaniem środowiska zewnętrznego jak niskie i wysokie temperatury, promieniowanie UV, zanieczyszczenia powietrza czy toksyny pochodzenia chemicznego.




Tonik z komórkami macierzystymi róży alpejskiej jest pierwszym kosmetykiem pochodzącym z Chorwacji jaki mam przyjemność testować. Trafił do mnie dzięki uprzejmości pani Marty reprezentującej sklep Ekodrogeria.


Producent tak pisze o toniku:
"Przed aplikacją każdego rodzaju kremu, serum czy olejku na skórę twarzy, szyi i dekoltu zastosuj tonik na bazie komórek macierzystych z roślin. Roślinne komórki macierzyste zaaplikowane codziennie rano i wieczorem zatrzymają degenerację Twoich naturalnych komórek macierzystych skóry, zregenerują epidermę i zatrzymają naturalne nawilżenie wewnętrzne organizmu. Jest to rozwiązanie dla każdego typu skóry niezależnie od jej wieku. Bardzo ważnym jest, aby tonik był używany przed nałożeniem na skórę filtrów przeciwsłonecznych." 


 125 ml toniku otrzymujemy w butelce z mlecznego, półprzezroczystego plastiku. Butelka wyposażona jest w działający bez zarzutu atomizer. Dodatkowym opakowaniem jest kartonik.


Tonik wygląda jak woda, ma ładny, wyrazisty zapach. Nie potrafię określić tego zapachu słowami ale z pewnością nie jest to klasyczny zapach róży.
Codziennie rano i wieczorem, po oczyszczeniu twarzy spryskuję ją, a także szyję i dekolt, tonikiem. Potem delikatnie wklepuję go w skórę, co nie trwa długo gdyż tonik bardzo ładnie się wchłania. Gdy skóra jest już tylko lekko wilgotna aplikuję krem na dzień lub olej na noc.
A jak reaguje na niego moja skóra? No cóż, nie jestem w stanie stwierdzić, czy tonik zregenerował epidermę i czy spowalnia proces starzenia. Czytałam, że roślinne komórki macierzyste mogą zmniejszyć drobne zmarszczki np. wokół ust czy oczu, a zwłaszcza tzw. kurze łapki. Kurzych łapek, na szczęście, nie posiadam, ale drobne zmarszczki pod oczami tak. I wiecie co? Odnoszę wrażenie, że są trochę mniejsze niż były przed stosowaniem tego toniku. Widzę też, że zmniejszyły mi się worki pod oczami. Poza tym Tonik z komórkami macierzystymi z róży alpejskiej jest świetnym nawilżaczem, nawet kremu nawilżającego aplikuję nieco mniej niż przedtem. Krótko mówiąc jest to naprawdę świetny kosmetyk. Jest on przeznaczony do wszystkich rodzajów cery ale myślę, że przede wszystkim należy go polecić osobom ze skórą suchą lub dojrzałą. 



Dodam jeszcze, że Tonik z komórkami macierzystymi róży alpejskiej zdobył prestiżową nagrodę (Złoto) na wystawie najbardziej innowacyjnych produktów kosmetycznych na świecie - USA 2012, INNOVATION.

I na koniec jeszcze skład toniku:


Tonik, a także inne kosmetyki marki NIKEL można obejrzeć i kupić w sklepie Ekodrogeria.


 

poniedziałek, 15 września 2014

ANNE MARIE BORLIND Maska do włosów Intensiv - Seide



          Kosmetyki marki ANNE MARIE BORLIND kusiły mnie od dawna tym bardziej, że czytałam pozytywne opinie o tych produktach. W końcu kupiłam Maskę do włosów Intensiv-Seide. Chciałam kupić również szampon do włosów tłustych tej marki ale, niestety, nie było go wówczas w sklepie. Zamówiłam więc samą maskę.




O masce możemy przeczytać:
"Głębokie działanie olejków roślinnych: migdałowego, kukurydzianego, rycynowego regeneruje strukturę włosów i zapobiega ich rozdwajaniu. Wyciągi z alg morskich i roślinna witamina E oraz nienasycone kwasy tłuszczowe dostarczają włosom i cebulkom włosowym niezbędnych do prawidłowej pracy i wzrostu składników odżywczych. Włosy po zastosowaniu maski są idealnie gładkie, lśniące i wyraźnie wzmocnione. Poprawia się również kondycja skóry głowy i jej nawilżenie.
Dla wszystkich rodzajów włosów."



W powyższym opisie widzimy powszechnie spotykany błąd. Jest tam mowa o działaniu olejków: migdałowego, kukurydzianego i rycynowego. Tymczasem są to oleje, a nie olejki. Nazwa "olejki" zarezerwowana jest dla olejków eterycznych. Kto jak kto, ale producenci kosmetyków naturalnych i sklepy je sprzedające powinny o tym wiedzieć.

Wróćmy jednak do maski. Otrzymujemy ją w miękkiej, plastikowej tubie o pojemności 125 ml. Tuba ma wygodne zamknięcie na zatrzask, co umożliwia otwieranie jej jedną ręką. Maska ma postać białego kremu o delikatnym zapachu, w którym wyczuwam lekką waniliową nutę. Bez problemu rozprowadza się po włosach.  



Producent zaleca, aby nakładać maskę na mokre, umyte włosy, pozostawić na 5 minut i spłukać. Tak właśnie robię, pozostawiam ją na włosach może nawet odrobinę dłużej niż 5 minut. Po spłukaniu maski włosy bardzo dobrze się rozczesują i rzeczywiście są gładkie i lśniące. Trudno mi natomiast powiedzieć czy są wzmocnione. W tej kwestii jakiejś szczególnej różnicy nie zauważyłam. Zauważyłam natomiast, że po wyschnięciu włosy ładnie się układają i są lekko uniesione u nasady. Nie potrafię też stwierdzić czy skóra głowy jest lepiej nawilżona. Z całą pewnością maska jest delikatna i mojego wrażliwego skalpu nie podrażnia. Podsumowując: jest to niezły produkt ale nie zauważyłam w jego działaniu niczego szczególnego. Jest to kosmetyk dosyć drogi (42,90 zł/125 ml), a działa podobnie jak wiele znacznie tańszych masek czy odżywek.



Skład maski (INCI): Aqua (Water), Brassica Alcohol, Cetyl Alcohol, Glycerin, Prunus Amygdalus Dulcis Oil (Sweet Almond), Zea Mays Oil (Corn), Brassicyl Isoleucinate Esylate, Ricinus Communis Seed Oil (Castor), Sucrose Stearate, Aroma (Fragrance), Isoamyl Laurate, Benzyl Alcohol, Glyceryl Caprylate, Betaine, Behenyl Alcohol, Pentaclethra Macroloba Seed Oil, Limonene, Hydrolyzed Wheat Protein, Arginine, Tocopherol, Linalool, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate.

Maska do włosów Intensiv-Seide  ANNE MARIE BORLIND posiada dwa certyfikaty. Są to BDIH i EcoControl.           

środa, 10 września 2014

ITALCHILE Delikatny peeling do twarzy



      ITALCHILE to włoska firma produkująca kosmetyki naturalne na bazie oleju z dzikiej róży (Rosa Mosqueta). Moim pierwszym kosmetykiem tej marki jest Delikatny peeling do twarzy.



Firma ITALCHILE wykorzystuje do produkcji swoich kosmetyków olej z nasion dzikiej róży rosnącej w Chile. Jest to róża rdzawa (Rosa Rubignosa) zwana też różą muszkatołową lub piżmową (Rosa Mosqueta). Skąd tyle nazw? Nazwa "róża rdzawa" pochodzi od lekko brązowo - czerwonego odcienia liści tego gatunku róży, natomiast nazwę "róża piżmowa" kwiat ten zawdzięcza swojemu zapachowi przypominającemu piżmo.
Róża rdzawa wywodzi się z Europy, jest nawet uprawiana np. w Wielkiej Brytanii, natomiast w stanie dzikim porasta podnóża gór Andów w Chile. Ze względu na panujące tam specyficzne warunki klimatyczne olej z róży chilijskiej uznawany jest za najcenniejszy pod względem właściwości kosmetycznych i pielęgnacyjnych.

Olej z chilijskiej róży rdzawej ujędrnia i regeneruje skórę wnikając w jej głębsze warstwy, pobudza skórę do produkcji kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego. Ma działanie przeciwzmarszczkowe, wygładza skórę, likwiduje cienie i worki pod oczami. Nadaje się do pielęgnacji wszystkich rodzajów skóry.



Delikatny peeling do twarzy otrzymujemy w miękkiej, plastikowej tubie o pojemności 75 ml zamkniętej w kartoniku. Szata graficzna tuby i kartoniku zarówno tematycznie jak i kolorystycznie związana jest z różami i jest bardzo przyjemna dla oka. 

Peeling ma konsystencję kremu, a więc łatwo wycisnąć go z tubki. Jest biały i zupełnie gładki. Z wyglądu wcale nie przypomina peelingu. Szorstkie drobinki wyczuwa się dopiero wówczas gdy rozetrze się w palcach trochę kremu. Są to maleńkie cząsteczki ziaren ryżu.



Peeling ma ładny delikatny zapach, którego nie potrafię określić słowami. W każdym razie nie jest to zapach różany. Składają się nań olejki eteryczne z drzewa sandałowego, palisandru, palmarozy i ylang-ylang.

Peeling rzeczywiście jest bardzo delikatny. Drobinki ryżowe są bardzo maleńkie i nie można ich zaliczyć do mocnych zdzieraków. Mimo to dobrze wywiązuje się ze swojej roli. Dokładnie usuwa zanieczyszczenia i martwe komórki pozostawiając skórę czyściutką i wygładzoną. Po wykonaniu peelingu nie zmywam go od razu. Pozostaje na skórze przez czas trwania kąpieli. Niech skóra dłużej korzysta z dobrodziejstw oleju z róży. Dopiero po kąpieli zmywam peeling, przemywam skórę tonikiem i aplikuję krem.

Naturalność peelingu ITALCHILE potwierdza ceryfikat Cosmebio, a skład kosmetyku jest taki:




Delikatny peeling do twarzy kupiłam w sklepie Ecosme gdy był on w trakcie likwidacji. Jednak Ecosme znów istnieje! W nowej szacie oferuje znacznie większy wybór kosmetyków, a na powitanie nowych klientów sklep przygotował rabat 20% na cały asortyment. Zresztą, zobaczcie sami (klik).  

czwartek, 4 września 2014

Olej z pestek malin




                Gdy kilka lat temu zainteresowałam się kosmetykami naturalnymi odkryłam, między innymi, oleje. Wcześniej używałam kosmetyków chemicznych i pewnie w składzie niejednego z nich znajdował się taki czy inny olej. Tyle tylko, że wtedy nie zwracałam najmniejszej uwagi na składy kosmetyków. Uważałam, że jest to wiedza zrozumiała tylko dla osób z wykształceniem chemicznym i że nie mam szans się w tym rozeznać. Oczywiście nie śniło mi się, że można olejować włosy, wklepywać olej w twarz zamiast kremu czy też używać go w roli balsamu do ciała. Od tego czasu wiele się u mnie pod tym względem zmieniło i dzisiaj nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez olejów. Wiele spośród nich już poznałam ale jeszcze więcej pozostaje do poznania. Moim ostatnim olejowym nabytkiem jest Olej z pestek malin.




Olej z pestek malin, który kupiłam, jest olejem tłoczonym na zimno, a to oznacza, że zachował on swoje dobroczynne właściwości. Olej ten zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe, a mianowicie linolenowy (Omega-3) i linolowy (Omega-6). Kwasy te zapobiegają utracie wody z naskórka, mają działanie przeciwzapalne i łagodzą podrażnienia. Olej malinowy odznacza się też wysoką zawartością karotenoidów i tokoferoli, a także kwasu elagowego o właściwościach przeciwnowotworowych. Jest też naturalnym filtrem przeciwsłonecznym. Polecany jest przede wszystkim do cer suchych, podrażnionych i dojrzałych ale nadaje się też do pozostałych rodzajów cery. Po otwarciu butelki należy olej przechowywać w lodówce.




Naczytałam się tak dużo dobrego na temat tego oleju, że musiałam go wypróbować. Olej ten jest olejem lekkim. Ma barwę żółtą i lekko orzechowy zapach i taki sam smak. Używam go do pielęgnacji twarzy. Wklepuję go wieczorem w oczyszczoną i spryskaną tonikiem skórę. Olej malinowy zadziwiająco dobrze się wchłania niemal do matu, oczywiście jeśli nie użyjemy go w nadmiernej ilości. Dlatego też stosuję go również na dzień razem z aktualnie używanym kremem. Porcję kremu umieszczam w zagłębieniu dłoni, dodaję kilka kropel oleju, mieszam i tę mieszaninę wklepuję w skórę. Bardzo ładnie się wchłania i po kilku minutach spokojnie można przystępować do nakładania makijażu.




Jakie są efekty używania oleju z pestek malin? Bardzo dobre. Skóra jest bardzo dobrze nawilżona, mięciutka i promienna. Na dzień używam go prawie codziennie, natomiast na noc 3 - 4 razy w tygodniu. Podobno olej ten ma też działanie przeciwzmarszczkowe, ale na ten temat, jak zwykle, trudno mi coś powiedzieć. Być może zbyt krótko go używam, zużyłam pół buteleczki o pojemności 50 ml. 



Olej kupiłam w sklepie Blisko Natury, ale można go też kupić w innych sklepach z półproduktami kosmetycznymi. Otrzymałam go w buteleczce z ciemnego szkła, a wlot butelki zamknięty jest plastikową zatyczką umożliwiającą dozowanie oleju po kropelce. 
Jestem bardzo zadowolona z pielęgnacji twarzy olejem z pestek malin i będzie on teraz często gościł w mojej kosmetyczce.   

poniedziałek, 1 września 2014

Projekt DENKO - lipiec i sierpień 2014



       Sierpień dobiegł końca i pora pokazać kolejne denko. Tym razem jest to denko dwumiesięczne, za lipiec i sierpień. Gdy skończył się lipiec miałam tylko dwa puste opakowania więc nie było sensu pisać. Teraz, po dwóch miesiącach, też nie ma ich zbyt dużo, bo tylko siedem plus kilka próbek i miniaturek. Oto one:



1. FENIQIA Mydło Vertus 7 Olei - o tym mydle pisałam tutaj. Dawno, prawda? Leżała sobie resztka tego mydła więc postanowiłam wreszcie ją wykończyć. Bardzo dobre naturalne mydełko i chętnie bym kupiła je ponownie ale to się nie uda gdyż jest ono już nieosiągalne.

2. LA SAPONARIA Bio Szampon do włosów Szałwia i Cytryna - jeden z lepszych szamponów jakie miałam. Bardzo delikatny, a jednocześnie skuteczny. Radził sobie nawet ze zmywaniem oleju z włosów. Recenzję znajdziecie tutaj. Jak najbardziej zasługuje na ponowny zakup.

3. LA SAPONARIA Bio Balsam do włosów Moringa i Masło Karite - byłam bardzo zadowolona z tego balsamu. Pisałam o nim tu. Podobnie jak szampon, balsam warto kupić ponownie. Obecnie balsam ten ma trochę zmieniony skład i podobno jest jeszcze lepszy od pierwowzoru. Prawdopodobnie kiedyś go kupię i wówczas przekonam się czy rzeczywiście jest lepszy.

4. ZECHSAL Balsam magnezowy na bazie masła karite - moim zdaniem jest to kosmetyk rewelacyjny. Więcej o nim przeczytacie tutaj. Balsam z pewnością zasługuje na ponowny zakup. Przeszkodą jednak jest jego wysoka cena i dlatego ukręciłam sobie własny krem magnezowy. Przeczytać o nim możecie tu.

5. SANTAVERDE  Aloe Vera Krem Medium - świetny krem. Półtłusty, a jednak lekki, i dobrze się wchłaniający. Tutaj znajdziecie recenzję. Warto kupić ponownie przy czym kosmetyki tej marki do tanich, niestety, nie należą. No cóż, wysoka jakość kosztuje.

6. NATURAL NOBLE SOAP Mydło Aleppo 16% - klasyczne mydło alep. Bardzo dobre naturalne mydło, które docenią wszyscy zwolennicy tego rodzaju mydeł. Pisałam o nim tutaj. Czy kupię ponownie? Obowiązkowo.

7. NAJEL Mydło Aleppo z różą damasceńską - kolejne alepowe mydło. Równie dobre jak klasyczne ale o zapachu złagodzonym aromatem różanym. Pisałam o nim w poprzednim poście czyli tu. Czy kupię ponownie? Jasne że tak. Bardzo lubię mydła aleppo, a więc i temu raczej nie odpuszczę.

I to już wszystkie pełnowymiarowe kosmetyki jakie udało mi się wykończyć w lipcu i sierpniu. Zużyłam też kilka próbek i miniaturek. Próbek ci u mnie dostatek więc też postanowiłam w końcu je zużywać. Zobaczymy, jak będzie za miesiąc. Muszę przyznać, że dzięki projektowi denko moje zasoby kosmetyczne wydatnie się zmniejszyły. Z jednej strony się cieszę, a z drugiej... tak jakoś dziwnie pusto w łazienkowej szafce. Aż się prosi żeby ją czymś zapełnić :) No dobrze, żartowałam. Trzeba jednak kierować się zdrowym rozsądkiem i nie szaleć przesadnie z kosmetycznymi zakupami chociaż, muszę się przyznać, że pewne nowości już mam na oku :)


środa, 27 sierpnia 2014

NAJEL Mydło Aleppo z różą damasceńską




      Uwielbiam mydła naturalne w kostkach do tego stopnia, że sama siebie nazywam "mydłomaniaczką". Zawsze mam w domu solidny zapas mydlanych kostek chociaż ostatnio moje zasoby znacznie się skurczyły. Musiałam ich trochę zużyć choćby po to, żeby mieć miejsce (i pretekst oczywiście) do nowych mydlanych zakupów :) Jednak Mydło Aleppo z różą damasceńską NAJEL, o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć, nie jest nowym nabytkiem. Kupiłam je jeszcze w ubiegłym roku i tyle czasu czekało, biedne, na swoją kolejkę. W końcu się doczekało. Oto ono:



Przyzwyczaiłam się już do tego, że kostki mydlane są najczęściej prostokątne, czasem kwadratowe. Miewałam też kuliste. Natomiast to mydełko jest okrągłe, a takie mam, a właściwie miałam, bo już się skończyło, po raz pierwszy. Mydlany krążek, owinięty w pergamin, schowany jest w kartoniku o fantazyjnym kształcie.



Po wyjęciu mydełka z pergaminu ujrzałam urokliwą, okrągłą kostkę z wytłoczonym wzorkiem, który tak naprawdę nie jest wzorkiem jako takim ale napisem w języku arabskim, którego, oczywiście, nie potrafię odczytać. Nazywam go więc wzorkiem gdyż w moim mniemaniu stanowi ozdobę mydlanego krążka.


 
Zapewne interesuje Was zapach tego mydełka. Skoro jest to mydło z różą damasceńską, to logiczne jest, że powinno pachnieć różą. I rzeczywiście pachnie ale nie jest to czysty zapach różany, raczej taki mydlano - różany. Z całą pewnością pachnie dużo lepiej niż klasyczny alep. Jest to jakaś alternatywa dla osób, które chciałyby używać alepowych mydeł ale zapachu klasycznego alepu nie lubią.

Mydło Aleppo z różą damasceńską jest produktem naturalnym o prostym i krótkim składzie. Wygląda on tak: Sodium Olivate, Sodium Laurate, Rosa Damascena Flower Extract, (Citronellol, Alpha - Isomethyl Ionone, Geraniol, Linalool), Sodium Hydroxide.
Zawartość oleju laurowego w tym mydle wynosi 12%.

Mydełko pieni się podobnie do klasycznego alepu, a nawet może troszkę słabiej. Jest to jednak piana wystarczająca do porządnego umycia ciała. Delikatnie i dokładnie oczyszcza skórę ale jej nie podrażnia i nie wysusza. Nie powoduje niemiłego uczucia ściągnięcia. Myłam nim twarz i całe ciało, używałam też do higieny intymnej. Sprawdziło się bardzo dobrze. Kostka, a właściwie krążek, jest niewielki (100 g) i z łatwością mieści się w dłoni, a to oznacza, że jest wygodne w użyciu. Krótko mówiąc miałam przyjemność poznać jeszcze jedno naturalne mydło dobrej jakości. Polecam wszystkim miłośnikom mydeł z Aleppo, a to mydło rzeczywiście zostało wyprodukowane w Syrii, w mieście Aleppo. Taką informację znalazłam na kartoniku. Warto się skusić na to egzotyczne cudeńko.


 

środa, 20 sierpnia 2014

BIOFFICINA TOSCANA Peeling do ciała z masłem roślinnym i olejkiem z melisy



           Wspominałam już kilka razy, że bardzo lubię peelingi zarówno te do twarzy jak i te do ciała. Ciało najczęściej peelinguję przy pomocy czarnego mydła Savon Noir i rękawicy Kessy. Jednak czasem, dla odmiany, używam peelingów gotowych lub samorobionych np. z kawy. Tym razem skusiłam się na Peeling do ciała z masłem roślinnym i olejkiem z melisy marki BIOFFICINA TOSCANA. Już od dawna miałam chrapkę na ten peeling, a od zakupu powstrzymywała mnie jego wysoka cena. Nadarzyła się jednak okazja i peeling kupiłam w bardzo korzystnej cenie w likwidującym się (i już zlikwidowanym) sklepie Ecosme. Oto mój nabytek:



O peelingu można przeczytać:
" Naturalnie oczyszcza i odżywia skórę Twego ciała. Unikalne połączenie organicznych olejów, masła roślinnego i soli morskich. Dzięki zawartości naturalnej krzemionki wygładza skórę, usuwając martwy naskórek. Intensywnie odżywia pozostawiając skórę miękką. Olejek z melisy działa uspokajająco i relaksująco na umysł i całe ciało. Pachnie melisą, bergamotką i kwiatem gorzkiej pomarańczy."




Plastikowy słoiczek, w jakim otrzymujemy peeling, zawiera 250 g kosmetyku. Pod zakrętką słoiczka znajdziemy dodatkowe, papierowe wieczko dzięki czemu mamy pewność, że nikt przed nami tego peelingu nie używał.
Po otwarciu słoiczka moim oczom ukazało się niemal białe mazidło o konsystencji kremu ale bardzo tłuste. Wzięłam trochę mazidła w palce i poczułam, oprócz tłuszczu, bardzo drobne ziarenka. Jest to drobno zmielona sól morska.


 
Ziarenka są tak drobne, że nie byłam przekonana, czy aby na pewno dobrze wygładzą skórę i oczyszczą ją z martwych komórek. W praktyce okazało się ,że moje obawy były niepotrzebne. Peeling bardzo dobrze wywiązuje się ze swojego zadania. Ponieważ jest to kosmetyk tłusty więc najpierw myję ciało mydłem, spłukuję mydlaną pianę i dopiero wówczas wykonuję peeling. Na koniec ponowne płukanie i gotowe. Delikatnie osuszam skórę ręcznikiem żeby nie usunąć z niej całego, pozostałego tłuszczu. Na skórze pozostaje cienka, tłusta warstewka, a dzięki takiemu natłuszczeniu nie trzeba już używać żadnego kremu czy balsamu. Nawet mojej, bardzo suchej skórze to natłuszczenie wystarcza.
Pozostaje jeszcze kwestia zapachu. Według producenta peeling pachnie melisą, bergamotką i kwiatem gorzkiej pomarańczy. Moim zdaniem wyczuwa się również nutę olejową. Zapach jest delikatny, ledwo wyczuwalny.
Pewnie nie wszystkim odpowiadają kosmetyki pozostawiające tłustą warstwę ale ja lubię takie tłuścioszki tym bardziej, że mam suchą skórę. Po tym peelingu  jest ona dobrze wygładzona, mięciutka i delikatnie natłuszczona. Używanie tego kosmetyku to dla mnie prawdziwa przyjemność.


 
Peeling do ciała BIOFFICINA TOSCANA  jest kosmetykiem certyfikowanym przez ICEA. Jest to jeden z najważniejszych organów certyfikujących produkty naturalne i organiczne we Włoszech i w Europie. Produkty posiadające ten certyfikat wytwarzane są z surowców naturalnych pochodzenia roślinnego. Rygorystyczne testy dermatologiczne gwarantują czystość składników odpowiednich dla skóry wrażliwej i alergicznej. Nie zawierają sztucznych barwników i substancji zapachowych, a także substancji pochodzących z roślin modyfikowanych genetycznie (GMO). Nie są też testowane na zwierzętach.

I jeszcze na koniec skład peelingu:





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...