czwartek, 26 czerwca 2014
VERDESATIVA Szampon do włosów przetłuszczających się Konopia i Drzewo Herbaciane
Ostatnio dosyć często zdarza mi się pisać o kosmetykach włoskich i przeważnie są to kosmetyki do włosów. Dzisiaj zaprezentuję Wam kolejny, a mianowicie Szampon do włosów przetłuszczających się Konopia i Drzewo Herbaciane włoskiej marki VERDESATIVA. Trafił on do mnie w ramach współpracy ze sklepem HomeoFit-Lab.
Firma VERDESATIVA jest liderem w produkcji naturalnych kosmetyków na bazie oleju konopnego, zawierającego wiele cennych substancji biologicznie czynnych o właściwościach regenerujących, przeciwzapalnych, antyoksydacyjnych, antyseptycznych oraz fotoprotekcyjnych. Wpływa korzystnie na skórę i uznany jest za jeden z najlepszych olejów nawilżających. VERDESATIVA produkuje nie tylko szampony ale całą gamę innych kosmetyków. Zainteresowały mnie ich kremy do twarzy i pewnie kiedyś na któryś z nich się skuszę.
Wracajmy jednak do szamponu. Możemy o nim przeczytać:
"Doskonale oczyszcza włosy i skórę głowy bez podrażniania ich dzięki synergicznemu działaniu olejku konopnego, olejku z drzewa herbacianego i delikatnych substancji myjących. Za pomocą kwasów tłuszczowych Omega - 3 i Omega - 6 i powyższych składników aktywnych szampon bilansuje stan skóry głowy. W ten sposób szampon przyczynia się do skutecznej eliminacji nadmiaru sebum, co sprawia, że włosy stają się pełne blasku i objętościowo większe."
Skład szamponu jest krótki, co, oczywiście, bardzo mi się podoba. Oto on:
INCI: Aqua, Disodium Coco-Glucoside, Caprylyl/Capryl Glucoside, Sorbitol, Glycerin, Hydrolyzed Wheat Protein, Sodium Lauroyl Glutamate, Lactic Acid, Cannabis Sativa, Melaleuca Alternifolia, Ascorbic Acid.
Szampon otrzymujemy w butelce z białego, sztywnego plastiku o pojemności 200 ml. Jest przeźroczysty jak woda ale, oczywiście, bardziej gęsty niż woda. Jest to konsystencja podobna do konsystencji większości szamponów. Trochę zdziwił mnie jego zapach. Jest ziołowy ale jednocześnie jakby trochę ziemisty. Nie zachwycił mnie ten zapach ale też mnie nie odrzuca. Na szczęście niezbyt długo utrzymuje się na włosach.
Szampon dobrze się pieni i dokładnie oczyszcza włosy i skórę głowy. Jest delikatny i nie podrażnia mojego wrażliwego skalpu tzn. nie powoduje swędzenia. Włosy trochę się plączą przy rozczesywaniu ale użycie odżywki rozwiązuje ten problem. Po wyschnięciu włosy są miękkie, błyszczące i dobrze się układają. Szampon VERDESATIVA niezbyt dobrze radzi sobie ze zmywaniem oleju z włosów. Dopiero po trzecim namydleniu poczułam, że olej został całkowicie usunięty. Nie uważam tego za duży minus, tym bardziej, że zawsze mam w łazience szampon, który dobrze zmywa oleje. Nie zauważyłam też, żeby ten szampon zmniejszył przetłuszczanie się moich włosów. Być może zbyt krótko go używam, zużyłam trochę więcej niż pół butelki. Prawdę powiedziawszy nie bardzo wierzę w to, by jakiś szampon czy inny kosmetyk ograniczył wydzielanie sebum, przynajmniej ja na taki produkt jeszcze nie trafiłam. Nie było więc to dla mnie zaskoczeniem. Od szamponów oczekuję przede wszystkim dobrego oczyszczania włosów i skalpu bez podrażniania tego drugiego, a produkt VERDESATIVA spełnia te oczekiwania. Jestem więc z niego zadowolona.
VERDESATIVA jest pierwszą włoską firmą, która uzyskała certyfikat Co.Co.Nat. (Cosmesi Controllata Naturale). Jest to włoski instytut certyfikujący kontrolowane kosmetyki naturalne. Wszystkie kosmetyki tej marki produkuje się wyłącznie z surowców roślinnych, a więc są odpowiednie również dla wegan, a firma zarejestrowana jest w The Vegan Society. Jest też przeciwna testowaniu kosmetyków na zwierzętach.
Na koniec mam miłą niespodziankę dla Czytelników mojego bloga, a jest nią kod rabatowy na zakupy w sklepie HomeoFit-Lab.
Kod ważny jest do końca bieżącego roku i obejmuje wszystkie produkty z asortymentu sklepu. Sumuje się z innymi aktualnymi ofertami np. z Promocją Tygodnia. Wystarczy, składając zamówienie, wpisać kod naturaiuroda14. Zapraszam na zakupy!
sobota, 21 czerwca 2014
WILD EARTH Peeling - maska Wake Up! z kawą
Wiele razy pisałam, że bardzo lubię peelingi, zarówno te do ciała jak i te do twarzy. Dzisiaj chcę przedstawić Wam kolejny produkt tego rodzaju, a mianowicie Peeling - maska Wake Up! z kawą.

Peeling jest kosmetykiem egzotycznym, produkuje go firma WILD EARTH znajdująca się w dalekim Nepalu. Kosmetyki tej marki wytwarzają ręcznie nepalskie kobiety wykorzystując lokalne, naturalne surowce. Zobaczcie jak wygląda skład peelingu: łuska i ziarna ryżu, ciecierzyca, jęczmień, kawa arabska, żółta glinka, drewno sandałowe, słodkie migdały, ziarna sezamu, pestki pomarańczy, płatki róży damasceńskiej, czarny kardamon, olejek miętowy i cynamonowy. Same naturalne wspaniałości!
O peelingu możemy przeczytać:
"Peeling - maska zawiera tylko naturalne składniki, a jego stosowanie to prawdziwa przyjemność. Produkt posiada wyjątkowo drobną strukturę i delikatne elementy ścierne takie jak np. płatki różane, nasiona sezamu i bardzo drobną kawę....Peeling - maska doskonale wpływa na skórę wygładzając ją i łagodząc podrażnienia. Niweluje zmęczenie z twarzy i obrzęki pod oczami dzięki zawartości kofeiny oraz chłodzącego olejku miętowego."
Peeling zamknięty jest w małej, plastikowej buteleczce o pojemności 40 g. Buteleczka wypełniona jest dosłownie po brzegi. Gdy po raz pierwszy ją otworzyłam moim oczom ukazał się widok taki jak na powyższym zdjęciu. Proszek prawie się wysypywał! Tak, proszek, gdyż peeling ma właśnie postać proszku.
Peeling można stosować na dwa sposoby. Pierwszy jest bardzo prosty. Umytą i zwilżoną twarz masować niewielką ilością proszku, po czym spłukać ciepłą wodą. Natomiast jeśli chcemy mieć jednocześnie peeling i maseczkę musimy proszek wymieszać z ciepłą wodą lub olejkiem uzyskując konsystencję "błotka". "Błotko" nałożyć na twarz, a po 20 minutach pozostałością maseczki wykonać peeling i, oczywiście, spłukać.
Ja najczęściej wybieram ten drugi wariant trochę zmodyfikowany. Mieszam proszek z wodą i dodaję trochę oleju. Może to być dowolny, ulubiony olej. Uzyskaną masę nakładam na twarz, szyję i dekolt i od razu wykonuję peeling. Nie spłukuję go tylko wchodzę z tą maską do wanny i biorę kąpiel. Przez ten czas maseczka pozostaje na skórze, a po jej spłukaniu skóra jest gładziutka i odświeżona.
Peeling Wake Up jest produktem delikatnym. Elementy ścierające są bardzo drobne ale dobrze spełniają swoją rolę. Zapach określiłabym jako ziołowy z wyraźną nutą miętową. Ta mięta powoduje, że po nałożeniu maski na twarz mamy wrażenie delikatnego chłodzenia skóry. Krótko mówiąc jest to bardzo dobry i całkowicie naturalny kosmetyk. Z całą pewnością nie poprzestanę na jednym opakowaniu. Kupiłam go w sklepie Blisko Natury.
sobota, 14 czerwca 2014
SANTAVERDE Eliksir Piękna Extra Rich
Przedstawiłam Wam już dwa kosmetyki SANTAVERDE, a mianowicie Tonik Aloe Vera do Cery Wrażliwej (klik) i ALOE VERA Krem Medium (klik). Dziś przyszła pora na kolejny kosmetyk tej marki, a mianowicie Eliksir Piękna Extra Rich.
Producent tak pisze o eliksirze:
"Skoncentrowany eliksir zawierający 100% czystych, organicznych olejów roślinnych intensywnie pielęgnuje oraz ujędrnia i uelastycznia skórę pobudzając ją do samodzielnego wytwarzania kolagenu. Dostarcza cerze bardzo suchej, wrażliwej i dojrzałej dodatkową porcję cennych składników odżywczych, lipidów i przeciwutleniaczy, zapewniając uczucie natychmiastowego wygładzenia i właściwej ochrony. ...Kosmetyk można również stosować do pielęgnacji paznokci lub przesuszonych końcówek włosów."
Eliksir zamknięty jest w małej, szklanej buteleczce o pojemności 30 ml. Butelka zamykana jest błyszczącą, metalową zakrętką, w którą wmontowano kroplomierz dzięki czemu możemy precyzyjnie odmierzyć potrzebną ilość olejku. Napisałam "olejku" ale tak naprawdę eliksir jest kompozycją kilku wartościowych olejów. Oto jego skład (INCI): Prunus Armeniaca Kernel Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis Oil*, Sesamum Indicum Seed Oil*, Oenothera Biennis Oil*, Rosa Canina Fruit Oil*, Passiflora Edulis Seed Oil, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil**, Citrus Aurantium Bergamia Peel Oil**, Pelargonium Graveolens Oil**, Cinnamomum Camphora Linalooliferum Leaf Oil**, Melaleuca Ericifolia Leaf Oil**, Helianthuus Annuus Seed Oil*, Tocopherol, Aroma**, Citral, Geraniol, Citronellol, Limonene, Linalool, Benzyl Benzoate.
* - składniki pozyskiwane z kontrolowanych upraw ekologicznych,
** - naturalne olejki eteryczne.
Eliksir jest substancją o żółtej, słonecznej barwie i oleistej konsystencji. Jednak ta konsystencja jest, jak na olej, lekka i niezbyt tłusta, a więc szybko wchłania się w skórę. Ma bardzo ładny zapach, powiedziałabym, że jest to woń słodka z lekką nutką wanilii. Używam go codziennie wieczorem zamiast kremu na noc. Aplikuję go na oczyszczoną i spryskaną tonikiem SANTAVERDE skórę i wklepuję jak krem. Rano skóra jest pięknie nawilżona i odżywiona. Mniej więcej raz w tygodniu mieszam eliksir z kremem SANTAVERDE lub innym i taką mieszankę nakładam na twarz. Taka zwiększona dawka substancji odżywczych bardzo dobrze robi mojej cerze. Osoby o cerze suchej mogą robić to częściej, mojej mieszanej wystarcza raz w tygodniu. Czasem dodaję też po kilka kropli eliksiru do maseczek glinkowych. Dzięki temu maseczka nie zasycha zbyt szybko na twarzy, a skóra otrzymuje dodatkową porcję substancji odżywczych.
Eliksir posiada certyfikat NaTrue i nie jest testowany na zwierzętach. Moim zdaniem jest to naprawdę luksusowy kosmetyk i warto mieć go w swojej kosmetyczce. Mimo iż nie jest tani (155 zł), to biorąc pod uwagę jego wydajność i jakość, uważam, że wart jest swojej ceny.
niedziela, 8 czerwca 2014
Prosty i przyjemny sposób na uzupełnienie niedoboru magnezu w organizmie
Magnez jest pierwiastkiem niezbędnym dla naszego zdrowia. Bierze on udział w wielu procesach zachodzących w ludzkim organizmie i dlatego jego niedobór musi negatywnie odbić się na zdrowiu. Niestety, w dzisiejszych czasach bardzo wiele osób cierpi na niedobór tego pierwiastka. Objawów tego niedoboru jest bardzo dużo ale chyba najbardziej znanym objawem są skurcze mięśniowe np. skurcze mięśni łydek często sprawiające bolesną pobudkę w środku nocy. Inne objawy to np. wzmożone wypadanie włosów, łamliwość paznokci, zaburzenia depresyjne i wiele, wiele innych.
Zapotrzebowanie dorosłego człowieka na magnez wynosi 300 - 400 mg dziennie. Dawkę tę powinniśmy przyjmować w pożywieniu. Niestety często, z różnych powodów, tak się nie dzieje. Z jednej strony wiele osób odżywia się bardzo nieracjonalnie, a z drugiej pokarmy zawierają tego cennego pierwiastka coraz mniej w wyniku sztucznego, chemicznego nawożenia gleby, a także stosowania dużej ilości chemicznych konserwantów i różnych "poprawiaczy" smaku, koloru, zapachu w żywności przetworzonej. Mimo to warto spożywać produkty będące dobrym źródłem magnezu jak: kakao, kaszę gryczaną, orzechy, płatki owsiane, ciecierzycę, ryby morskie i, obowiązkowo, zielone warzywa. Jednak jeśli to nie wystarcza możemy bardzo łatwo zapewnić sobie większy dowóz magnezu. Można dostarczyć go przez skórę, a więc za pomocą stosownych kosmetyków. Takie kosmetyki oferuje sklep MAGVITA. W ramach współpracy z tym sklepem wybrałam do przetestowania jeden z tych kosmetyków, a mianowicie Balsam magnezowy na bazie masła karite marki ZECHSAL.
ZECHSAL to holenderska firma produkująca kosmetyki magnezowe na bazie najczystszego chlorku magnezu. Produkty te są czyste i bardzo skoncentrowane. Chlorek magnezu znajdujący się w tych kosmetykach wydobywany jest z Morza Cechsztyńskiego, śródlądowego i bardzo słonego zbiornika wodnego o powierzchni 600 tysięcy km kwadratowych. Morze to wyparowało około 250 milionów lat temu pozostawiając w głębi Ziemi pokłady cennych minerałów między innymi chlorku magnezu.
Wybrałam ten kosmetyk dlatego, że od lat trapią mnie nocne skurcze mięśni nóg. Kiedyś były to skurcze łydek, a ostatnio są to skurcze mięśni stóp, bardzo dokuczliwe i bolesne. Bywa, że skurcze te budzą mnie po kilka razy w ciągu nocy. Przyczyn takich skurczów może być wiele ale najczęściej są one spowodowane niedoborem magnezu. W moim przypadku jest to bardzo prawdopodobne tym bardziej, że wypijam morze kawy, która, jak wiadomo, wypłukuje magnez z organizmu. Próbowałam suplementacji doustnej ale efekty były takie sobie. Dlatego właśnie postanowiłam wypróbować jeden z magnezowych kosmetyków.
O balsamie, a właściwie o kremie, jak wynika z napisu na opakowaniu, możemy przeczytać:
"Balsam do ciała na bazie masła Karite (Shea) z dodatkiem chlorku magnezu. To odżywczy balsam, który łączy w sobie lecznicze właściwości czystego magnezu z odżywczymi właściwościami masła karite. Szczególnie nadaje się do cery suchej lub podrażnionej, przywraca skórze jędrność oraz miękkość jednocześnie zapewniając równowagę magnezową w organizmie. Zechsal krem do ciała jest w 100% naturalny."
Skład kremu (INCI): Aqua, Glycerin, Distarch Phosphate, Helianthus Annuus Hybrid Oil, Magnesium Chloride, Glyceryl Stearate Citrate, Myristyl Myristate, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Alcohol, Dicaprylyl Ether, Cetyl Palmitate, Polyglyceryl-3 Stearate, Dipotassium Glycyrrhizate, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Glyceryl Caprylate, Parfum, Xanthan Gum.
Krem zamknięty jest w plastikowej tubie o pojemności 150 ml i wygodnym zamknięciu. Konsystencja kosmetyku jest typowo kremowa, kolor biały. W użyciu jest bardzo przyjemny tym bardziej, że odznacza się miłym, delikatnym zapachem. Niestety, nie bardzo wiem jak opisać ten zapach słowami. Podczas aplikacji kremik trochę się maże ale jest to cecha wielu kremów do ciała więc nie ma tragedii. Po nieco dłuższym wcieraniu go w skórę wchłania się dobrze i nie pozostawia tłustej warstwy, natomiast skóra jest mięciutka, gładka i dobrze nawilżona.
Używam tego kremu prawie cztery tygodnie, a więc mogę już coś na jego temat powiedzieć. Przez pierwsze dwa tygodnie stosowałam go codziennie na całe ciało. Teraz aplikuję go tylko na nogi, a resztę ciała traktuję innym mazidłem. Nie dlatego, że obawiam się przedawkowania magnezu gdyż ewentualny nadmiar tego pierwiastka wydalany jest przez nerki, a przedawkowanie możliwe jest u osób z niewydolnością nerek i osób w podeszłym wieku. Robię tak ze względów oszczędnościowych, chcę żeby krem starczył mi na dłużej. W końcu 150 ml dla kosmetyku do całego ciała to nie jest dużo.
A co z moimi skurczami mięśniowymi? Otóż jest znacznie lepiej. Skurcze nocne nie zdarzają mi się już wcale. Czasem w ciągu dnia odczuwam skurcz mięśni stóp ale jest on bardzo słaby i szybko mija. Wygląda na to, że suplementacja magnezu poprzez skórę zdała egzamin. Krem jest bardzo dobrym produktem zarówno pod względem kosmetycznym jak i leczniczym.
Producent zapewnia, że produkty Zechsal są w 100% naturalne, nie są testowane na zwierzętach i nie zawierają konserwantów. Na ulotce dotyczącej kremu widnieje logo certyfikatu BDIH ale na tubie tego logo nie ma. Nie wiem więc czy kosmetyk posiada ten certyfikat czy też nie. Być może dotyczy on tylko niektórych składników kremu np. chlorku magnezu, który wydobywany jest z głębokości 1600 m i odznacza się wyjątkową czystością.
Krem magnezowy na bazie masła karite nie jest jedynym kosmetykiem produkowanym przez ZECHSAL. Możemy urządzić sobie kąpiel magnezową rozpuszczając w wodzie płatki magnezowe podobnie jak każdą sól kąpielową, możemy myć głowę szamponem magnezowym czy zastosować olejek magnezowy. Całą gamę kosmetyków magnezowych można obejrzeć tutaj.
czwartek, 5 czerwca 2014
LA SAPONARIA BIO Balsam do włosów Moringa i Masło Karite
Pisałam niedawno (klik) o BIO Szamponie do włosów Szałwia i Cytryna włoskiej marki LA SAPONARIA. Nie wspomniałam jednak wówczas, że razem z szamponem kupiłam BIO Balsam do włosów Moringa i Masło Karite tej samej marki. Oto duecik w komplecie:
O balsamie można przeczytać:
"Na bazie olejku z siemienia lnianego, białka pszenicy, masła karite, prosa i wyciągu moringi. Przywraca osłabionym i cienkim włosom blask i witalność, dogłębnie je odżywia, pozostawiając włosy miękkie i łatwe do rozczesania bez ich obciążania. Składniki aktywne: moringa i karite. Balsam o lekkiej konsystencji, nie obciąża włosa. Odpowiedni również do włosów cienkich."
Skład balsamu (INCI): Aqua, Cetearyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Glycerin, Ethylhexyl Stearate, Linum Usitatissimum Seed Oil*, Hydrolized Vegetable Protein, Sucrose Palmitate, Moringa Pterygosperma Extract, Panicum Miliaceum Seed Extract*, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, Glyceryl Stearate Citrate, Sucrose, Citrus Nobilis Peel Oil*, Mannan, Xanthan Gum, Sodium Phytate, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Citric Acid, Limonene.
* - składniki pochodzące z kontrolowanych upraw ekologicznych.

Balsam otrzymujemy w białej plastikowej butelce o pojemności, niestety, tylko 150 ml. Otwiera się tę butelkę wygodnie ale balsam dosyć trudno jest z niej wydobyć. Po pierwsze dlatego, że plastik z którego wykonana została butelka jest dosyć sztywny, a po drugie balsam ma konsystencję kremową, a nie płynną więc lepiej by mu było np. w miękkiej tubie. To tyle o opakowaniu, a sam kosmetyk?
Otóż, w odróżnieniu od butelki, balsamowi chyba nic nie mogę zarzucić. Jak już wspomniałam ma konsystencję kremową ale dobrze rozprowadza się po włosach i, co oczywiste, nie ścieka z nich. Ma przyjemny, cytrusowy zapach.
Nakładam go na umyte, mokre włosy, trzymam kilka minut i spłukuję. Włosy bardzo łatwo się rozczesują. Po wyschnięciu są błyszczące, miękkie i dobrze się układają. Zgodnie z obietnicą producenta nie są obciążone, są za to lekko uniesione u nasady, co sprawia wrażenie zwiększonej objętości włosów.
Znalazłam już wiele dobrych, odpowiadających moim włosom, naturalnych szamponów, natomiast z odżywkami, balsamami, maskami bywa różnie. Znacznie trudniej jest znaleźć produkt z którego byłyby zadowolone moje włosy i ja też. Z tego balsamu jestem bardzo zadowolona, jest to jedna z lepszych odżywek jakie kiedykolwiek miałam. Balsam kupiłam tutaj ale obecnie nie widzę go w ofercie sklepu. Jest balsam o trochę innym składzie, być może jest równie dobry ale nie miałam go więc nie wiem.
Podobnie jak szampon, balsam certyfikowany jest przez Suolo e salute, włoską organizację certyfikującą, co, między innymi, oznacza, że nie jest testowany na zwierzętach.
niedziela, 1 czerwca 2014
Projekt DENKO - maj 2014
Maj, najpiękniejszy wiosenny miesiąc, mamy już za sobą. Pora więc podsumować majowe zużycia kosmetyków, a właściwie nie tyle zużycia, co wykończenia. Wykończyłam siedem produktów. Nie było to trudne gdyż były to już resztki kosmetyków.
1. BENTLEY ORGANIC Szampon do włosów normalnych i przetłuszczających się - bardzo dobry szampon, moje włosy go polubiły. Więcej o nim można przeczytać tutaj. Zasługuje na ponowny zakup.
2. SYLVECO Lekki krem rokitnikowy - krem rzeczywiście lekki, bardzo dobry na wiosnę i lato. Podobnie jak inne produkty Sylveco ma dobry, naturalny skład. O kremie tym pisałam tu. Z całą pewnością kupię go ponownie. W tej chwili nie mam w domu już żadnego kosmetyku Sylveco ale nie zamierzam rezygnować z tej marki. Poznałam dopiero kilka ich produktów i będę chciała poznać pozostałe.
3. TERMISSA Krem nawilżająco - odżywczy na bazie wody termalnej z Podhala - kremik nie całkiem naturalny ale dobrze działał na moją cerę. Recenzję znajdziecie tu. Być może kupię ponownie.
4. DIY Masło do ciała - moja własna produkcja. Bardzo dobrze sprawdzało się na mojej suchej skórze. Nie zawierało wody, a więc mogło długo mi służyć i nie groziło mu zepsucie. Jeśli chcecie przeczytać o nim więcej, to zajrzyjcie tu. Z pewnością zrobię je ponownie, takie samo lub podobne.
5. ADAM`S FITNESS FOOD - Olej arganowy kosmetyczny - do oleju arganowego chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Używam go do ciała i do twarzy zamiast kremu na noc. Bardzo polubiły go moje włosy. Jest stałym gościem w mojej łazience. Czy kupię ponownie? Już kupiłam tylko innego producenta.
6. LA SAPONARIA Mydło roślinne Mirt i Czerwone Winogrona - delikatne, naturalne mydło. Mimo iż zawierało jeden składnik (Tetrasodium Etidronate), który, moim zdaniem, nie powinien wchodzić w skład naturalnego mydła, dobrze sprawdziło się na mojej skórze. Pisałam o nim tutaj. Jeszcze nie wiem czy kupię ponownie.
7. COSMETIC GARDEN Mydło lawendowe - dobre, naturalne mydło o świetnym i krótkim składzie. Recenzję znajdziecie tutaj. Jak najbardziej zasługuje na ponowny zakup.
Wykończenie siedmiu produktów w ciągu miesiąca to, jak na moje możliwości, całkiem przyzwoity wynik. To już drugi raz z rzędu, bo w kwietniu też było siedem pustych opakowań. Jak pójdzie mi w czerwcu przekonamy się za miesiąc.
wtorek, 27 maja 2014
LA MAISON DU KARITE Mydło z masłem karite i neem
Zapewne zauważyliście, że ostatnio często piszę o mydłach w kostce, oczywiście o naturalnych mydłach. Uwielbiam takie mydlane kosteczki, a jest ich tak dużo, że ciągle chce się wypróbować jeszcze jedno i jeszcze jedno i tak bez końca. No cóż, nie na darmo sama o sobie mówię, że jestem mydłomaniaczką :) Dzisiaj przedstawię Wam Mydło z masłem karite i neem LA MAISON DU KARITE, które znalazło się w moim posiadaniu dzięki uprzejmości Pani Dominiki ze sklepu MAGVITA.
Wszyscy wiemy co to jest masło karite ale co to jest to "neem"? Jest to gatunek drzewa pochodzący z subkontynentu indyjskiego, rośnie też w innych krajach o klimacie podzwrotnikowym np. w Indonezji, Australii czy Zachodniej Afryce. Polska nazwa tego drzewa to miodla indyjska. Neem posiada wiele właściwości leczniczych, a Ajurweda wykorzystuje w celach medycznych wszystkie części tego drzewa, a więc liście, kwiaty, owoce, korę i nasiona. Neem (miodla indyjska) posiada właściwości antybakteryjne, antygrzybicze, oczyszcza krew, działa jak naturalny antybiotyk, zwiększa odporność organizmu. Pomaga utrzymać skórę w zdrowiu. Neem można również stosować wewnętrznie.
O mydełku możemy przeczytać:
"Mydło w kostce na bazie masła karite z dodatkiem neem. Olej z neem ma działanie lecznicze, uspokajające, antybakteryjne, łagodzące świąd. Jest szczególnie polecany do skóry suchej, podrażnionej, zanieczyszczonej, łuszczącej się, skłonnej do zapaleń. Dodatek neem w mydle działa antyseptycznie, łagodzi alergie skórne, egzemę i trądzik."
Wygląda na to, że to mydło jest wręcz stworzone dla mojej suchej skóry, często podrażnionej, łuszczącej się i swędzącej. Podoba mi się też krótki skład tego mydełka. Wygląda on tak:
A jak sprawdza się w praktyce? Bardzo dobrze. Fajnie się pieni i bardzo ładnie pachnie. Nie bardzo wiem jak określić ten zapach, chyba jako mydlano-ziołowo-kwiatowy i jednocześnie świeży. Zapach jest wyraźny ale nie natrętny. Trudno mi powiedzieć czy długo pozostaje na skórze gdyż zawsze po umyciu stosuję jakiś balsam czy krem do ciała, a one też mają swoje zapachy.
Mydełko jest delikatne. Nie podrażnia i nie wysusza skóry ale oczyszcza ją tak dobrze, że mam wrażenie, iż moja skóra za chwilę zacznie skrzypieć pod palcami. Myję nim całe ciało i twarz.
Kostka jest twarda, a przez to wydajna i mało podatna na rozmiękanie. W mydełku zatopione są ciemniejsze drobinki neem, prawdopodobnie są to kawałeczki liści.Dzięki nim mydełko ma właściwości lekko peelingujące. Krótko mówiąc jest to bardzo ciekawe, naturalne mydełko. W przyszłości z pewnością wypróbuję inne mydła tej marki, które można kupić tutaj.
Pani Dominika przysłała mi, oprócz tego mydełka, jeszcze jeden interesujący kosmetyk. Wymaga on jednak dłuższego testowania i dlatego na recenzję trzeba jeszcze troszkę poczekać.
piątek, 23 maja 2014
SANTAVERDE Aloe Vera Krem Medium
Niedawno przedstawiłam Wam Tonik do cery Wrażliwej SANTAVERDE (klik) z linii Aloe Vera. W skład tej samej linii wchodzą również kremy do twarzy: Aloe Vera krem light, Aloe Vera krem medium i Aloe Vera krem rich. Każdy z tych kremów produkowany jest w dwóch wersjach: zapachowej i bezzapachowej. Ja otrzymałam do przetestowania krem medium w wersji zapachowej.
Producent tak charakteryzuje ten krem:
"Klasyczny krem półtłusty na bazie czystego soku aloesowego oraz wartościowych olejów z pestek winogron, orzeszków kukui i awokado przywraca właściwy poziom nawilżenia skóry, działa kojąco, ochronnie i wygładzająco. Dzięki doskonale zbilansowanej recepturze krem może być stosowany do codziennej pielęgnacji każdego typu cery. Szczególnie polecany do skóry normalnej, wrażliwej i ze skłonnościami do zaczerwienienia."
Skład kremu (INCI): Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Cocos Nucifera Oil*, Sesamum Indicum Seed Oil*, Persea Gratissima Oil*, Cetearyl Alcohol, Alcohol*, Glycerin, Prunus Amygdalus Dulcis Oil*, Butyrospermum Parkii Butter*, Hippophaea Rhamnoides Fruit Extract*, Vitis Vinifera Seed Oil*, Sodium Lactate, Myristyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Lippia Citriodora Leaf Extract*, Sodium Cetearyl Sulfate, Sodium Hyaluronate, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Sodium Phytate, Silver Sulfate, Levulinic Acid, Sodium Levulinate, Parfum**, Limonene, Linalool, Citronellol, Geraniol, Citral, Benzyl Benzoate, Coumarin.
* składniki organiczne certfikowane,
** naturalne olejki eteryczne.
Produkt nie zawiera substancji zapachowych, barwników i konserwantów pochodzenia syntetycznego.
Krem zamknięty jest w tubce z miękkiego, białego plastiku. Tubka jest niewielka i zawiera tylko 30 ml kremu. Jest to opakowanie pełnowymiarowe. Po odkręceniu zakrętki widać, że wylot tubki jest dodatkowo zabezpieczony sreberkiem, dzięki czemu mamy pewność, że nikt przed nami nie mógł się dobrać do kremu.
Jak już wspominałam wcześniej, mam wersję zapachową kremu medium. Zapach jest delikatny i bardzo przyjemny, w moim odczuciu kwiatowy.
Krem jest biały jak śnieg a jego konsystencja typowo kremowa. Powiedziałabym nawet, że lekka jak na krem półtłusty. Jak wszystkie kosmetyki z linii Aloe Vera, krem medium nie zawiera ani kropli wody. Wodę zastąpiono organicznym sokiem aloesowym uzyskiwanym z liści tej rośliny.
Krem można używać na dzień i na noc. Ja stosuję go przeważnie na dzień ale od czasu do czasu również na noc. Najpierw spryskuję oczyszczoną skórę tonikiem tej samej marki, a potem aplikuję krem. Jest bardzo wydajny, wystarcza naprawdę niewielka jego ilość na skórę twarzy, szyi i dekoltu. Wchłania się dosyć szybko i można stosować go pod makijaż.
Mam cerę mieszaną i krem medium spisuje się na niej doskonale. Bardzo dobrze nawilża i wygładza buzię. Moja skóra bardzo go polubiła. Muszę się przyznać, że wykorzystałam ten krem również w innym celu. Otóż na nodze, w okolicach kostek miałam dwie brzydkie, czerwone, łuszczące się i mocno swędzące plamy. Znając lecznicze właściwości aloesu postanowiłam spróbować. Codziennie smarowałam te plamy cieniutką warstwą kremu. Na mniejszej z nich już po pierwszej aplikacji zauważyłam znaczną poprawę. Większa plama trochę dłużej się opierała ale po kilku dniach aloesowej kuracji obie były pięknie wygojone. Trochę było mi szkoda używać ten wspaniały krem do nóg ale te plamy bardzo mi już dokuczały no i paskudnie wyglądały. Krem poradził sobie z nimi wspaniale.
Krem medium posiada certyfikat NaTrue, nie jest też testowany na zwierzętach. Niewątpliwie jego wadą jest to, że nie należy do kosmetyków tanich. Ta niewielka tubka kosztuje 129 zł. Myślę jednak, że biorąc pod uwagę jego jakość i wydajność warto sobie na niego odłożyć. No cóż, za jakość się płaci...
czwartek, 15 maja 2014
COSMETIC GARDEN - kolejne mydełka
Pisałam niedawno o Mydle Lawendowym od COSMETIC GARDEN (klik), a dzisiaj przedstawię Wam dwa kolejne mydełka tej samej marki. Jedno z nich to mydło o nazwie Świeżo ścięta trawa
a drugie to Pomarańcza i bez.

Postanowiłam napisać o dwóch mydełkach w jednym poście. Dlaczego? Dlatego, że są do siebie bardzo podobne. Mają taki sam skład. Oto on:
INCI: Sodium Oleate, Sodium Cocoate, Fragrance, Mica.
Czy, w takim razie, mydełka te niczym się nie różnią? Różnią się ale jedynie kolorem i zapachem.
Producent określa te mydełka jako naturalne w 95%. Natomiast mydło lawendowe, o którym pisałam wcześniej, jest naturalne w 100%. Myślę, że w przypadku tych mydełek te brakujące 5% naturalności kryje się w składniku fragrance. Prawdopodobnie są tam olejki zapachowe nie w pełni naturalne. Mnie to jednak wcale nie przeszkadza. Uważam, że są to dwa świetne, naturalne mydła.
Każde z nich bardzo dobrze się pieni. Mają ładny zapach. Kostka o nazwie Świeżo ścięta trawa pachnie rzeczywiście jakby trochę trawą i jednocześnie świeżo. Zapach ten jest słaby, ledwo wyczuwalny. Natomiast drugie mydełko, Pomarańcza i bez ma zapach wyraźniejszy. Pachnie tak, jakbym miała przed sobą bukiet bzu. Nie czuję tam żadnej pomarańczy, tylko bez. Najchętniej bym je wąchała bez końca.
Każde z nich bardzo dobrze oczyszcza skórę i, co ważne, nie wysusza jej, nie powoduje uczucia ściągnięcia. Używam ich do mycia całego ciała i twarzy. Sprawdza się również w higienie intymnej. Piana jest gęsta i kremowa. Myślę, że osoby o skórze normalnej nie musiałyby po umyciu się takim mydłem używać balsamów. Ja, ze względu na suchą skórę, stosuję balsamy, kremy czy olejki do ciała. Krótko mówiąc jestem z tych mydełek zadowolona i z przyjemnością ich używam, zwłaszcza tego o zapachu bzu.
P.S. 16.05.2014.
Dostałam dziś wiadomość od producenta, że mydełka, które otrzymałam pochodziły z partii próbnej przeznaczonej do testowania rynku i sprawdzania zainteresowania konsumentów. I tu rzeczywiście tych informacji zabrakło. Natomiast opakowania wszystkich mydeł przeznaczonych do sprzedaży detalicznej zawierają wszelkie niezbędne informacje.
niedziela, 11 maja 2014
SANTAVERDE Aloe Vera Tonik do cery wrażliwej
Około miesiąca temu pokazałam Wam kosmetyki, które otrzymałam do przetestowania od firmy SANTAVERDE (klik). Pani Monika, przedstawicielka tej firmy, przysłała mi kosmetyki nie wymagając w zamian recenzji. To, czy je napiszę, pozostawiła mojej decyzji, ale jak tu nie napisać o tak dobrych kosmetykach? Jestem z nich bardzo zadowolona i recenzje napiszę. Dzisiaj przyszła pora aby napisać o pierwszym z tych kosmetyków, a mianowicie o Toniku do cery wrażliwej Aloe Vera.
Zanim przejdę do toniku, kilka słów o firmie. SANTAVERDE jest firmą niemiecką produkującą kosmetyki ekologiczne i istniejącą od 1986 roku, a na rynku polskim produkty SANTAVERDE pojawiły się w lutym ubiegłego roku. Cechą charakterystyczną kosmetyków tej marki jest to, że w ich składzie nie znajduje się nawet kropla wody. Jeśli nie ma wody, to co jest? Otóż wodę zastąpiono sokami roślinnymi pozyskiwanymi z własnych, ekologicznych upraw. W produktach z linii Aloe Vera, a do tej linii należą moje kosmetyki, zamiast wody użyto soku z liści aloesu. Sok ten zawiera mnóstwo enzymów, minerałów, witamin, przeciwutleniaczy i innych wartościowych składników, których nie znajdziemy w zwykłej wodzie. Sok aloesowy pozyskiwany jest z własnej, ekologicznej plantacji aloesu znajdującej się w Hiszpanii, a dokładnie w Andaluzji. Jak wygląda skład kosmetyków SANTAVERDE w porównaniu ze składem tradycyjnych, drogeryjnych kosmetyków możemy zobaczyć na poniższym rysunku:
Nigdy jeszcze nie miałam złożonego kosmetyku, który by nie zawierał wody. Z tym większym zainteresowaniem przystąpiłam do testowania produktów SANTAVERDE.
Wróćmy do toniku. Otrzymujemy go w prostej, szklanej butelce dodatkowo zapakowanej w kartonik. Butelka wyposażona jest w atomizer, a producent zaleca rozpylanie toniku bezpośrednio na skórę. Nigdy nie używałam toniku w ten sposób. Zawsze zwilżałam nim wacik i przecierałam oczyszczoną wcześniej skórę. Z początku to rozpylanie wydawało mi się dziwne ale po kilku dniach przyzwyczaiłam się i teraz czekam na chwilę kiedy ożywcza mgiełka toniku zrosi moją twarz.
Tonik SANTAVERDE jest przezroczysty jak woda, konsystencją również przypomina wodę. Ma piękny, różany zapach gdyż w jego skład wchodzi woda różana, a ja bardzo lubię kosmetyki o zapachu róży.
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest to chyba najlepszy tonik jaki kiedykolwiek miałam. Można używać go do oczyszczania cery ale ja tego nie robię. Po prostu szkoda mi tak dobrego toniku. Rozpylam tę kojącą mgiełkę na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu, czekam aż częściowo się wchłonie i aplikuję krem. Można też spryskać nim włosy czy całe ciało np. podczas upałów czy po opalaniu. Wspaniale odświeża i nawilża skórę wyrównując jednocześnie jej koloryt.
Aplikacja toniku za pomocą atomizera ma też tę dobrą stronę, że ułatwia ekonomiczne dozowanie kosmetyku. Buteleczka zawiera 100 ml toniku, a ja przez miesiąc zużyłam nieco mniej niż 1/4 butelki. Zanosi się na to, że tonik wystarczy mi minimum na cztery miesiące. W tej sytuacji, mimo iż jest dosyć drogi (93 zł) warto rozważyć zakup następnej butelki.
Tonik posiada certyfikat NaTrue i nie jest testowany na zwierzętach. SANTAVERDE nie używa również surowców testowanych na zwierzętach.
I jeszcze na koniec skład toniku (INCI): Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Rosa Damascena Flower Water*, Alcohol*, Salix Nigra Bark Extract, Levulinic Acid, Sodium Levulinate, Glycerin, Silver Sulfate.
* składniki pochodzące z certyfikowanych upraw organicznych.
Znacie kosmetyki SANTAVERDE? Jeśli tak, to co o nich myślicie?
wtorek, 6 maja 2014
LA SAPONARIA BIO Szampon do Włosów Szałwia i Cytryna
Pisałam niedawno o naturalnych mydłach włoskiej marki LA SAPONARIA (klik) a dzisiaj przedstawię Wam kolejny kosmetyk tej samej marki, a mianowicie BIO Szampon do Włosów Szałwia i Cytryna.
O szamponie możemy przeczytać:
"Wspomaga i przeciwdziała powstawaniu łupieżu, idealny dla włosów tłustych i przetłuszczających się za sprawą bogactwa cennych, naturalnych roślinnych wyciągów z szałwii, cytryny i pokrzywy o działaniu ściągającym i normalizującym. Stworzony z delikatnych składników powierzchniowo czynnych otrzymanych ze słonecznika i orzecha kokosowego subtelnie oczyszcza włosy bez wysuszania ich końcówek oraz, co istotne, nie stymuluje skóry do jeszcze większej produkcji sebum..."
Jestem posiadaczką włosów przetłuszczających się i jednocześnie wrażliwej skóry głowy. Ta wrażliwość przejawia się częstym swędzeniem głowy. Ze względu na szybkie przetłuszczanie się włosów muszę myć je codziennie. W tej sytuacji staram się wybierać takie kosmetyki do włosów, które byłyby naturalne, przeznaczone do włosów tłustych i jednocześnie delikatne, nie powodujące podrażnień skóry. Szampon LA SAPONARIA spełnia te warunki. Jest rzeczywiście delikatny i nie powoduje swędzenia skóry jednocześnie dobrze oczyszczając i ją i włosy. Zmywa również oleje. Dobrze się pieni, ma ładny zapach, który określiłabym jako cytrynowy z lekką nutą ziołową. Jak wygląda jego skład możemy zobaczyć na poniższym zdjęciu:
Nie zauważyłam żeby szampon zmniejszył przetłuszczanie się moich włosów. Nie miałam jeszcze kosmetyku, który by tego dokonał. Nie potrafię też powiedzieć czy szampon zwalcza łupież z tej prostej przyczyny iż, na szczęście, łupieżu nie posiadam. Jestem jednak z niego zadowolona gdyż dobrze oczyszcza skalp i włosy i jest bardzo delikatny. Spełnia więc moje oczekiwania. Myślę, że o jego wysokiej jakości decydują składniki takie jak szałwia, pokrzywa i cytryna czyli rośliny od dawna cenione w pielęgnacji włosów, a także delikatne detergenty.
BIO Szampon do Włosów Szałwia i Cytryna zamknięty jest w plastikowej butelce o pojemności 200 ml. Butelkę łatwo się otwiera, bez problemu można to zrobić jedną ręką. Jest to kosmetyk certyfikowany przez Suolo e salute, włoską organizację certyfikującą. Nie jest testowany na zwierzętach, nadaje się również dla wegan. Kupiłam go w tym sklepie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













































