czwartek, 1 maja 2014
Projekt DENKO - kwiecień 2014
Kwiecień dobiegł końca i pora pokazać co udało mi się zużyć, a właściwie wykończyć, w ciągu tego miesiąca. Ostatnio zużycia szły mi dosyć kiepsko i dlatego denkowe posty publikowałam co dwa miesiące. W kwietniu udało mi się wykończyć siedem produktów, a ponieważ wiosnę mamy w pełni więc sfotografowałam swoje denka na łonie natury czyli na pobliskiej łące:
1. SYLVECO Regenerujący krem do stóp - sprawdził się na szorstkiej skórze stóp, dobrze ją nawilżał i natłuszczał. Pisałam o nim tutaj. Czy kupię ponownie? Tak.
2. BIOFFICINA TOSCANA Aktywna odżywka - oczywiście jest to odżywka do włosów. Mimo, iż adresowana jest do włosów zniszczonych, a moje zniszczone nie są, byłam z tej odżywki zadowolona. Więcej przeczytacie o niej tu. Czy kupię ponownie? Jeszcze nie wiem. Odżywka zasługuje na ponowny zakup ale przeszkodą może być wysoka cena.
3. BIOFFICINA TOSCANA Delikatny szampon - szampon rzeczywiście jest bardzo delikatny i nadaje się do wszystkich rodzajów włosów. U mnie sprawdził się znakomicie. Recenzję znajdziecie tutaj. Podobnie jak odżywka zasługuje na ponowny zakup, jest jednak dosyć drogi.
4. LOVE ME GREEN Organiczny rewitalizujący krem do rąk - długo trwało zanim go wykończyłam ale u mnie kremy do rąk zużywają się bardzo powoli. Pewnie dlatego, że oprócz kremów używam do rąk również olejków. O tym kremie pisałam tutaj. Byłam z niego zadowolona ale ponownie go nie kupię podobnie jak innych kosmetyków tej marki. Dlaczego? Wyjaśnienie tu.
5. SYLVECO Tymiankowy żel do twarzy - kolejny dobry produkt polskiej firmy. Żel dobrze oczyszczał skórę, radził sobie również ze zmywaniem makijażu. Więcej o nim przeczytacie tutaj. Czy kupię ponownie? Tak. Zamierzam też wypróbować jego rumiankową wersję.
6. FITOKOSMETIK Błękitna glinka wałdajska - uwielbiam tę glinkę i często robię z niej maseczki. Pisałam o niej tu. Czy kupię ponownie. Oczywiście, że tak.
7. LA SAPONARIA Mydło roślinne lipa i ślaz - o tym mydełku pisałam całkiem niedawno tutaj. Jest to dobre i delikatne mydło naturalne. Z pewnością kupię je ponownie.
Muszę przyznać, że jestem zadowolona z kwietniowych zużyć. Wykończenie siedmiu kosmetyków to, jak na moje możliwości, całkiem niezły wynik. Pamiętacie może, że miesiąc temu obiecałam, że w kwietniu nie kupię żadnych kosmetyków. Słowa dotrzymałam! W kwietniu nie wydałam na kosmetyki nawet złotówki. Zużywałam zapasy i testowałam (i nadal testuję) kosmetyki otrzymane w ramach współpracy. W maju skuszę się jednak na jakieś nowości, nie wiem tylko jeszcze jakie tzn. wiem jakiego rodzaju produkty chcę kupić, tylko jeszcze nie wybrałam marki. Jest ich przecież tak dużo do wypróbowania :)
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
COSMETIC GARDEN Mydło Lawendowe
Pisałam niedawno (klik), że dostałam od amerykańskiej mydlarni COSMETIC GARDEN trzy mydełka do przetestowania. Jako pierwsze wzięłam do użytku Mydło Lawendowe.
COSMETIC GARDEN produkuje mydła kastylijskie, czyli w 100% z oliwy z oliwek, oraz mydła oliwkowo - kokosowe (75% oliwy z oliwek i 25% oleju kokosowego). Dodatek oleju kokosowego powoduje, że mydła lepiej się pienią niż te wyprodukowane tylko z oliwy z oliwek, a także działają na skórę nawilżająco. Oprócz tych dwóch olejów firma używa w procesie produkcji wody destylowanej oraz naturalnych dodatków np.koziego mleka, wyciągów roślinnych i olejków eterycznych. Mydła te są wyrabiane, krojone i pakowane ręcznie.

Mydełko lawendowe to nieduża, 100 -gramowa kostka. Kostka była trochę krzywa ale to nic dziwnego przy ręcznym krojeniu mydeł. Mydło nie jest barwione, ma naturalny kolor, taki trochę zbliżony do beżu. Pieni się dobrze i ma delikatny, lawendowy zapach, który zawdzięcza lawendowemu olejkowi eterycznemu. Nie wysusza skóry i bardzo dobrze ją oczyszcza. Mydłem tym myję całe ciało i twarz, używam go również do higieny intymnej. Jest bardzo delikatne i przyjemne w użyciu.
Skład mydełka: oliwa z oliwek, olej kokosowy, woda destylowana, wyciąg z lawendy, lawendowy olejek eteryczny, wodorotlenek sodu.
Ostatni składnik mydła czyli wodorotlenek sodu (Sodium Hydroxide) to nic innego jak soda kaustyczna, substancja silnie żrąca. Powstaje więc pytanie, co robi taka substancja w mydle naturalnym? Tymczasem bez wodorotlenku sodu mydła zrobić się nie da. Mydło jest po prostu produktem reakcji kwasu i zasady gdzie kwasem są tłuszcze, a wodorotlenek zasadą. Reakcję tę nazywamy zmydlaniem tłuszczy. Możemy się jednak nie obawiać. W gotowej kostce mydła wodorotlenku sodu już nie ma. Reakcja zmydlania tłuszczy zachodząca w procesie produkcji mydła, a także podczas jego kilkutygodniowego leżakowania pochłania cały wodorotlenek i gotowe mydło już go nie zawiera. Dlatego właśnie producenci mydeł nie zawsze w składzie INCI umieszczają Sodium Hydroxide, natomiast dosyć często spotykamy się z określeniami Sodium Palmate czy Sodium Cocoate. Są to nazwy soli powstałych w wyniku reakcji zmydlania czyli przy użyciu wodorotlenku sodu.
Bardzo podoba mi się krótki skład tego mydła. Są tam tylko składniki niezbędne do jego wyprodukowania, a także zapewniające delikatny, naturalny zapach lawendy, która łagodzi ewentualne podrażnienia skóry, działa też antyseptycznie.
Ciekawa jestem, czy zetknęłyście się już z mydłami COSMETIC GARDEN? Jeśli tak, to co o nich sądzicie?
środa, 23 kwietnia 2014
DOMOL Ekologiczny proszek do prania
Dawno nie pisałam o ekologicznych środkach czystości. Pewnie dlatego, że nie używałam niczego, o czym bym już nie pisała. Jednak niedawno trafiła mi się niespodziewanie nowość. Od pewnego czasu używam rossmanowskiego proszku do prania DOMOL. Podobno jest łagodniejszy dla skóry i dla środowiska niż większość popularnych proszków. Na początku kwietnia poszłam do Rossmana aby kupić kolejną torebkę tego proszku ale tym razem okazało się, że na półce jest również jego ekologiczna wersja, której nigdy wcześniej nie spotkałam. Kupiłam natychmiast, oto on:
Proszek ten posiada wspólnotowe oznakowanie ekologiczne Ecolabel. Jest to oficjalne wyróżnienie przyznawane produktom i usługom wysokiej jakości i mniej uciążliwym dla środowiska niż inne produkty i usługi na unijnym rynku. Firma ma prawo do używania tego logo wówczas, gdy upoważniona jednostka certyfikująca potwierdzi, iż produkt lub usługa spełnia kryteria zawarte w decyzjach Komisji Europejskiej. W Polsce taką jednostką jest Polskie Centrum Badań i Certyfikacji S.A.
Proszek posiada również certyfikat DAAB czyli Niemieckiego Instytutu ds. Astmy i Alergii. Instytut ten istnieje od roku 1897 i jest obecnie największym instytutem skupiającym pacjentów chorych na alergie, astmę oraz atopowe zapalenie skóry. DAAB przetestował ten proszek i zaleca go swoim pacjentom.
Proszek DOMOL jest produktem niemieckim ale na torbie znajdziemy przyklejoną etykietę w języku polskim zawierającą wyczerpujące informacje na temat proszku.
Ekologiczny proszek do prania DOMOL pakowany jest w torby foliowe o pojemności 1080 g. Nie pamiętam dokładnie ceny regularnej, chyba oscyluje wokół kwoty 13 zł. Ja trafiłam na promocję i za proszek zapłaciłam około 10 zł.
Proszek jest zupełnie biały i bezwonny. Nie zawiera żadnych barwników i substancji zapachowych. Producent zapewnia, że nie zawiera również konserwantów.
Używam tego proszku od początku kwietnia i jestem z niego zadowolona. Bardzo dobrze dopiera rzeczy, a więc jest skuteczny. Nie podrażnia też mojej wrażliwej skóry. Jeśli jest również przyjazny dla środowiska, o czym świadczy certyfikat Ecolabel, to czegóż chcieć więcej? Zamierzam kupować go systematycznie, oczywiście pod warunkiem, że Rossman w moim mieście zapewni jego stałą podaż.
sobota, 19 kwietnia 2014
Wielkanocne życzenia
Wszystkim, którzy tu zaglądają, życzę,
aby nadchodzące Święta były źródłem
wszelkiej radości, spokoju
i wiosennych nastrojów.
Sandra
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
LA SAPONARIA - naturalne mydła ze słonecznej Italii.
Najpopularniejszymi kosmetykami naturalnymi w naszym kraju są produkty niemieckie, francuskie, syryjskie, rosyjskie, a ostatnio także i polskie, co bardzo mnie cieszy. Natomiast kosmetyki włoskie są znacznie mniej spopularyzowane. Ja na przykład poznałam dotychczas tylko jedną włoską markę i to w niewielkim zakresie. Były to szampon i odżywka Biofficina Toscana. Pisałam o nich tu i tu . Obecnie poznaję drugą włoską markę, a mianowicie LA SAPONARIA.
Firma ta produkuje, między innymi, mydła naturalne. Ja wybrałam dwie kostki: Mydło roślinne Lipa i Ślaz (malwa) oraz Mydło roślinne Mirt i Czerwone Winogrona.
Mydełka tej marki to niewielkie 100-gramowe kostki opakowane w papier pergaminowy i papierową opaskę, na której znajdziemy wszystkie potrzebne informacje.
O mydle Lipa i ślaz producent pisze tak:
"Mydło na bazie oliwy extravergine z oliwek wzbogacone olejkiem eterycznym ylang ylang i słodką pomarańczą. Dzięki zmiękczającemu i nawilżającemu działaniu z lipy i ślazu oraz właściwościom odżywczym olejku jojoba szczególnie polecane jest dla osób o suchej i łatwo podatnej na podrażnienia skórze."
Wspominałam już kilka razy, że mam na ciele skórę suchą i problematyczną, nic więc dziwnego, że zdecydowałam się na zakup tego właśnie mydełka i, oczywiście, w pierwszej kolejności je przetestowałam.
Skład mydła: Olea Europaea Oil*, Cocos Nucifera Oil*, Aqua, Sodium Hydoxide, Simmondsia Chinensis Oil, Cananga Odorata Oil, Citrus Sinensis Dulcis Oil, Glycerin, Malva Sylvestris Extract, Tilia Cordata Extract, Citric Acid, Sodium Phytate, Limonene, Linalool, Benzyl Benzoate, Benzyl Alcohol, Benzyl Cinnamate, Farnesol.
* - składniki z upraw ekologicznych.
Drugie mydełko to Mirt i Czerwone winogrona.
Jego skład: Olea Europaea Oil*, Cocos Nucifera Oil*, Aqua, Sodium Hydroxide, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Myrtus Communis Oil, Rosmarinus Officinalis Oil, Glycerin, Vitis Vinifera Peel Extract, Santalum Album Wood Extract, Citric Acid, Tetrasodium Etidronate, Limonene, Linalool, Geraniol.
* - składniki z upraw ekologicznych.
O tym mydle producent pisze:
"Naturalne mydło o działaniu regenerującym i antyoksydacyjnym. Organiczne czerwone winogrona z odmiany Chianti uprawiane z pasją na wzgórzach w okolicach Sieny. Z tego, co zostaje z wycisku winogron otrzymujemy cenny wycia anti-age, bogaty w witaminy, polifenole i resweratrol, który jest naturalnym, skutecznym przeciwutleniaczem. Sprawia, że mydło wykazuje się działaniem wzmacniającym i regenerującym skórę ciała... Zalecane do skóry dojrzałej i/lub wrażliwej".
Piszę o tych dwóch mydełkach w jednym poście gdyż, w moim odczuciu, są one bardzo do siebie podobne. Lipa i ślaz ma bardzo słabo wyczuwalny, ziołowy zapach natomiast Mirt i Czerwone Winogrona pachnie troszkę mocniej. Jego zapach określiłabym jako ziołowy z lekką nutą owocową. Obie kostki dobrze się pienią. Myłam nimi całe ciało i twarz. sprawdziły się również w higienie intymnej. Są to mydła delikatne. Powiedziałabym, że Mirt i Czerwone winogrona jest bardziej delikatne od drugiej kostki. Dobrze oczyszczają skórę i nie wysuszają jej, co dla mnie jest bardzo ważne. Generalnie są to dobre mydła i byłam z nich zadowolona ale jest coś, co mi się tu nie podoba. Otóż w składzie mydełka Mirt i Czerwone Winogrona znajdujemy składnik o nazwie Tetrasodium Etidronate. Jest to substancja drażniąca, dopuszczona do stosowania w kosmetykach jedynie w ograniczonej ilości. Co, w takim razie, robi ten składnik w mydle przeznaczonym do skóry wrażliwej? Ja tego działania drażniącego nie zauważyłam ale z pewnością znajdą się osoby, które to odczują.
Mydła LA SAPONARIA posiadają certyfikat Suolo e salute. Jest to włoska organizacja certyfikująca, istniejąca od roku 1969. Certyfikat ten mogą uzyskać kosmetyki, które:
- zawierają wyłącznie składniki naturalne, pochodzące z rolnictwa ekologicznego lub zbiorów roślin dziko rosnących,
- surowce powinny być poddane obróbce w możliwie najmniejszym stopniu,
- nie mogą być testowane na zwierzętach,
- nie zawierają organizmów modyfikowanych genetycznie (GMO),
- nie zawierają składników poddanych promieniowaniu gamma,
- nie zawierają składników pochodzących z roślin i zwierząt zagrożonych wyginięciem,
- substancje zapachowe muszą pochodzić wyłącznie z naturalnych olejków eterycznych,
- opakowanie kosmetyku powinno być przyjazne dla środowiska.
wtorek, 8 kwietnia 2014
Kwietniowe nowości
Pewnie myślicie, że złamałam swoje postanowienie o tym, że w kwietniu nie kupuję żadnych kosmetyków. O postanowieniu pisałam tu. Jednak tak źle jeszcze nie jest i w postanowieniu trwam nadal, a nowości mam dzięki współpracy nawiązanej z dwiema firmami.
Dzięki uprzejmości firmy SANTAVERDE otrzymałam zestaw wspaniałych kosmetyków:
Są to (od lewej):
- Tonik do cery wrażliwej 100 ml
- Eliksir piękna extra rich 30 ml
- Aloe vera krem medium 30 ml
- Aloe vera żel regenerujący 30 ml
Druga firma to mała, rodzinna mydlarnia Cosmetic Garden produkująca mydła naturalne. Do przetestowania otrzymałam trzy mydlane kostki:
Są to:
- w papierze w paski - Mydło Lawendowe
- w białym papierze - mydło o nazwie "Świeźo ścięta trawa"
- w papierze złocistym - mydło "Pomarańcza i Bez"
Dzisiaj zaczynam testowanie tych cudeniek, a za jakiś czas możecie liczyć na recenzje.
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
II Wiosenny Lili Plebiscyt na najlepsze kosmetyki naturalne
II Wiosenny Lili Plebiscyt na najlepsze kosmetyki naturalne trwa. Jest to już drugi etap plebiscytu czyli głosowanie.
Mamy do wyboru 50 wspaniałych naturalnych kosmetyków zgrupowanych w pięciu kategoriach. Tylko od nas zależy które z nich zdobędą tytuł "Lili Naj 2014". Dodatkowo wśród wszystkich głosujących zostaną rozlosowane atrakcyjne nagrody.
Ze szczegółami plebiscytu można zapoznać się tutaj.
Zapraszam do głosowania!
środa, 2 kwietnia 2014
Projekt DENKO - luty i marzec 2014
Po raz kolejny prezentuję Wam denko dwumiesięczne. Tym razem, podobnie jak poprzednio, wykończyłam dziewięć produktów. Oto one:
1. KIVVI Żel pod prysznic z bergamotką i werbeną - jest to wysokiej jakości kosmetyk, bardzo przyjemny w użyciu. Pisałam o nim tutaj. Zasługuje na ponowny zakup.
2. PLANETA ORGANICA Balsam do włosów tybetański - objętość i siła - ten balsam, niestety, nie spełnił moich oczekiwań. Nie tylko nie zwiększał objętości włosów ale je obciążał. Więcej przeczytacie o nim tu. Czy kupię ponownie? Nie.
3. OL`VITA Olej z pestek wiśni - kolejny ciekawy olej. Jest to produkt polski o przystępnej cenie. Recenzję znajdziecie tu. Czy kupię ponownie? Oczywiście, że tak.
4. PLANETA ORGANICA Odmładzające serum do twarzy. Dla cery suchej i wrażliwej - serum niezbyt dobrze się u mnie sprawdziło. Przeznaczone jest do cery suchej, a ja mam mieszaną. Jest to więc kosmetyk nie dla mnie. Pisałam o nim tutaj. Nie kupię ponownie.
5. L` ORIENT Krem pod oczy z zieloną herbatą BIO - bardzo dobry kremik i niesamowicie wydajny. Więcej możecie przeczytać tu. Czy kupię ponownie? Kupię obowiązkowo.
6. SANA Mydło Royal Arabian Night 7 olejów - łagodne, delikatne mydło naturalne. Dodatkowym plusem tego mydełka jest piękny, orientalny zapach. Tutaj znajdziecie recenzję. Z pewnością kupię je ponownie.
7. SYLVECO Krem brzozowy z betuliną - bardzo polubiłam ten kremik. Szybko mi się skończył gdyż, jak na kosmetyk wielozadaniowy przystało, używałam go nie tylko do twarzy. Recenzja tutaj. Czy kupię ponownie. Oczywiście, że tak.
8. ARGACOS Organiczny peeling witaminowy z arganem - ciekawy peeling do twarzy. Dobrze oczyszczał skórę, byłam z niego zadowolona. Więcej informacji o nim znajdziecie tutaj. Za jakiś czas pewnie znów go kupię.
9. LAWENDOWA FARMA Mydło naturalne BEZ LIPY - bardzo fajne mydełko naturalne o przekornej nazwie. Mimo iż zwie się BEZ LIPY, to w swoim składzie zawiera napar z lipowych kwiatów, a także bez czarny również w postaci naparu z kwiatów. Niestety, nie napisałam recenzji tego mydełka gdyż zapomniałam o zrobieniu zdjęć. Gdy sobie to uprzytomniłam w łazience były już tylko marne resztki mydlanej kostki. Z pewnością jeszcze kiedyś je kupię i wówczas napiszę recenzję.
Tak wygląda moje lutowo - marcowe denko. W łazienkowej szafce znów się rozluźniło ale nowości raczej nie będzie. Postanowiłam w kwietniu nie kupować kosmetyków, trzeba zużywać zapasy. Miejmy nadzieję, że uda mi się wytrwać w tym postanowieniu :)
czwartek, 27 marca 2014
BIO LOGICAL DELICIOUS Morelowy krem do ciała i do rąk
Wspominałam już kilkakrotnie, że mam na ciele skórę suchą i do tego okresowo mniej lub bardziej problematyczną. Staram się więc dbać o nią najlepiej jak potrafię i dlatego różnych olejków i innych mazideł do ciała zawsze jest u mnie dostatek. Najnowszym nabytkiem jest Morelowy krem do ciała i do rąk marki BIO LOGICAL.
BIO LOGICAL to francuska firma założona przez miłośników ekologii i zdrowego stylu życia. Swoje kosmetyki produkują ze składników ekologicznych i naturalnych. Nie mogą też być testowane na zwierzętach, a opakowania kosmetyków muszą być biodegradowalne lub podlegać recyklingowi. Potwierdzają to dwa certyfikaty: Ecocert i Cosmebio.
O Morelowym kremie do ciała i do rąk możemy przeczytać:
"Ten bogaty w organiczne olejki (arganowy, słonecznikowy, morelowy) i masło karite krem do ciała ma ma uzdrowicielską moc dla odwodnionej skóry. Regeneruje, nawilża i chroni. Pozostawia skórę jedwabiście gładką i naturalnie pachnącą."
Skład kremu: Aqua, Aloe Vera (Aloe Barbadensis Leaf Extract)*, Coco Caprylate Caprate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Butyrospermum Parkii* (Shea Butter*), Behenyl Alcohol, Argania Spinosa Oil*, Prunus Armeniaca Kernel Oil*, Cetyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Glyceryl Caprylate, Glyceryl Stearate Citrate, Calendula Officinalis Extract*, Helianthus Annuus Seed Oil*, Xanthan Gum, Tocopherol, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum**, Citric Acid, Citronellol**, Limonene**, Linalool**.
* składniki pochodzące z upraw ekologicznych,
** składniki pochodzące z olejków eterycznych.
98,9% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego,
28% wszystkich składników pochodzi z upraw ekologicznych.
Krem jest produktem wegańskim.
Krem zamknięty jest w plastikowym słoiku ale jest to naprawdę duży słój. Zawiera aż 500 ml kosmetyku! Od momentu otwarcia słoika krem zdatny jest do użytku przez 6 miesięcy. Mam nadzieję, że zdążę go zużyć w tym czasie :) Oprócz zakręcanego wieczka słoik wyposażony jest też w ochronne wieczko wewnętrzne.
Jak na kosmetyk morelowy przystało, krem delikatnie pachnie morelami ale zapach ten nie pozostaje na skórze zbyt długo. Konsystencja typowo kremowa, dosyć zwarta ale nie do przesady.
A jak działa na skórę? Na moją wspaniale. Całkowicie się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Zgadzam się z producentem, że krem ten regeneruje i nawilża skórę pozostawiając ją gładką i pachnącą. Tak właśnie jest w moim przypadku, a moja skóra jest naprawdę wymagająca. Jednak idealny kosmetyk prawdopodobnie nie istnieje i w tym też widzę jedną wadę.Chodzi o to, że przy wcieraniu w skórę krem maże się. Dlatego należy nabierać palcami bardzo małe jego ilości. Wówczas szybciej się go wmasuje. Jednak biorąc pod uwagę bardzo dobre działanie na skórę przymykam oczy na ten jeden minus. I tak jestem z niego bardzo zadowolona.
Morelowy krem do ciała i do rąk kupiłam w tym sklepie ale widziałam go też w innych np. tu.
piątek, 21 marca 2014
ALEPIA Savon Noir Bio z Karmelem
O czarnym mydle Savon Noir pisałam już kilka razy. Jest to jednak tak dobry kosmetyk, że warto napisać o nim jeszcze raz. Miałam już różne Savon Noir. Klasyczne od Alepii, z eukaliptusem od Savonnerie, z różą damasceńską od l`Orient, a także czarne mydła rosyjskie. Tym razem mam znów Savon Noir Alepia ale z karmelem.
Producent zapewnia, że "Savon Noir Premium z Karmelem jest wyprodukowane wyłącznie z organicznego oleju z oliwek tłoczonego na zimno. Oczyszcza i usuwa martwe komórki skóry, sebum i zanieczyszczenia. Skóra jest miękka, nawilżona i dotleniona. Savon Noir Alepii jest odpowiednie również do twarzy. To mydło peelingujące jest wyjątkowe ze względu na swoją wysoką jakość."
Naturalność tego mydła potwierdza jego skład. Spójrzmy:
99,8% składników jest pochodzenia naturalnego, a 63,9% pochodzi z upraw ekologicznych. Kosmetyk ten posiada certyfikat Ecocert.
Oprócz składników takich jak w Savon Noir klasycznym znajdujemy tu karmel i glicerynę roślinną. Karmel jest naturalnym barwnikiem kosmetycznym, a gliceryna zapobiega wysychaniu kosmetyku i nadaje mu gładkość. Ma również właściwości łagodzące i nawilżające.
Raz w tygodniu, przeważnie w piątek lub w sobotę, urządzam sobie domowe SPA. Takie chwile relaksu po pracowitym tygodniu są wręcz nieocenione.
Savon Noir ma postać pasty w ciemnym, karmelowym kolorze. Właściwie to jego konsystencja jest czymś pośrednim między marmoladą a galaretką. Należy bardzo uważać, żeby do pojemnika z mydłem nie dostała się woda gdyż wówczas mydło może się po prostu zepsuć. Żeby tego uniknąć przekładam trochę mydła do małej miseczki i zużywam je podczas jednego peelingu.
Zaczynam od umycia całego ciała mydłem Aleppo lub innym naturalnym mydełkiem. Podczas takiego mycia pory skóry otwierają się. Po spłukaniu mydła nabieram trochę Savon Noir, rozcieram w dłoniach do momentu aż przybierze postać białej emulsji, którą aplikuję na całe ciało łącznie z twarzą. Pozostawiam tę emulsje na skórze na kilka minut, a potem, przy pomocy rękawicy kessy, masuję skórę. Jest to wspaniały peeling. Pozostawia skórę miękką i gładką, wręcz jedwabistą. Aż miło ją dotykać!
Po spłukaniu i osuszeniu ciała ręcznikiem aplikuję na skórę olej arganowy. Oczyszczona skóra wręcz pije ten olej. Jeśli akurat nie mam w domu oleju arganowego, to używam inny np. migdałowy, kokosowy. Może też być dobrej jakości krem do ciała.
Wspominałam, że nakładam Savon Noir również na twarz. Mam cerę mieszaną, a więc z tłustą strefą T. Często na nosie powstają czarne punkciki, których nie można usunąć podczas mycia twarzy. I tu przychodzi z pomocą Savon Noir i kessa. Całą twarz masuję palcami, z wyjątkiem nosa. Skórę na nosie masuję kessą. Oczywiście robię to bardzo delikatnie, lekko przyciskając kessę do nosa. Efekt jest bardzo dobry, ciemne punkciki znikają. Po osuszeniu twarzy przecieram ją tonikiem i aplikuję aktualnie używany krem.
Savon Noir Alepii zapakowane jest w plastikowy słoiczek o pojemności 200 ml. Oprócz zakręcanego wieczka słoiczek wyposażony jest jeszcze w drugie, wewnętrzne wieczko ochronne, a więc zawartość słoiczka jest dobrze zabezpieczona przed dostaniem się do środka wody.
Klasyczne Savon Noir odznacza się zapachem oliwkowym. Ja się do tego zapachu przyzwyczaiłam i mi nie przeszkadza. Z lektury blogów kosmetycznych wiem jednak, że wiele osób nie jest w stanie zaakceptować tego zapachu. Mam więc dla nich dobrą wiadomość. Savon Noir z karmelem ma zapach znacznie łagodniejszy i tak delikatny, że prawie niewyczuwalny.
Moim zdaniem peeling wykonany czarnym mydłem i kessą to świetny sposób na oczyszczenie i odżywienie skóry. Z Savon Noir nie rozstaję się już od kilku lat i prawdopodobnie zostanie tak na długo chociaż czasem, dla urozmaicenia, a także z ciekawości, sięgam też po inne peelingi. Savon Noir z Karmelem Alepii kupiłam tu ale widziałam też je w innych sklepach internetowych.
sobota, 15 marca 2014
TERMISSA Krem nawilżająco - odżywczy na bazie wody termalnej z Podhala
Bardzo cieszę się z tego, że na rynku pojawia się coraz więcej kosmetyków naturalnych polskiej produkcji. Lubię je testować i prezentować tu, na blogu. Toteż gdy dostałam propozycję przetestowania kolejnego polskiego produktu, chętnie się zgodziłam. Tym produktem jest Krem nawilżająco - odżywczy na bazie wody termalnej z Podhala, a jego producentem jest niedawno powstała firma TERMISSA.
Producent tak pisze o kremie: "Krem nawilżająco - odżywczy TERMISSA produkowany jest na bazie wody termalnej z Podhala. Zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia docierając do głębokich warstw naskórka i poprawia elastyczność skóry. Woda termalna zawiera minerały, które łagodzą podrażnienia, zapobiegając procesom starzenia się komórek i działaniu czynników zewnętrznych. Zadaniem minerałów jest pobudzenie naturalnej regeneracji komórkowej, nawilżenie skóry oraz przeciwdziałanie jej starzeniu się. Krem bogaty jest w ekstrakt z lnu. Nasienie lnu to surowiec głównie tłuszczowy oraz śluzowy... Len posiada właściwości zmiękczające, łagodzące oraz przyspiesza regenerację naskórka."
Krem TERMISSA zamknięty jest w prostym, plastikowym słoiczku o pojemności 50 ml. Po odkręceniu wieczka widzimy, że kosmetyk zabezpieczony jest dodatkową nakładką. Słoiczek z kremem schowany jest w kartoniku, na którym znajdziemy opis produktu, skład i inne niezbędne informacje. Skład kremu jest krótki i wygląda tak:
Poznawanie nowego kosmetyku rozpoczynam zazwyczaj od powąchania go. Tak było i tym razem. Okazało się, że kremik ma bardzo ładny i delikatny zapach, który kojarzy mi się ze świeżością. Z kolei konsystencja kremu przypomina mi budyń. Krem jest gęsty i jedwabisty. Dobrze się rozprowadza ale po jego wklepaniu okazuje się, że skóra jest lepiąca się i jakby mokra. Na szczęście szybko to mija i po chwili skóra jest sucha, a krem całkowicie wchłonięty. Można więc bez problemu stosować go pod makijaż.
Krem TERMISSA przeznaczony jest do wszystkich rodzajów cery. Można używać go na dzień i na noc. Na mojej mieszanej cerze sprawdza się idealnie. Bardzo dobrze nawilża i wygładza skórę. Po użyciu tego kremu skóra jest tak gładka jakbym przed chwilą zrobiła peeling. Poprawia też koloryt twarzy i łagodzi ewentualne podrażnienia. Moim zdaniem jest to bardzo dobry kosmetyk i warto się na niego skusić. Jego dodatkową zaletą jest przystępna cena, kosztuje 30 zł. Kupić można go tu.
Na opakowaniu kremu brakuje mi tylko jednej rzeczy, a mianowicie znaczka informującego jak długo krem nadaje się do użytku po otwarciu słoiczka.
Jak już pisałam, firma TERMISSA powstała niedawno i ma w swojej ofercie tylko ten jeden krem. Mam nadzieję, że z czasem firma się rozwinie i zaoferuje nam więcej produktów tak dobrych jak Krem nawilżająco - odżywczy.
poniedziałek, 10 marca 2014
BENTLEY ORGANIC Odżywka do wszystkich rodzajów włosów
Miesiąc temu pisałam o Szamponie do włosów normalnych i przetłuszczających się BENTLEY ORGANIC (klik). Wraz z tym szamponem kupiłam kupiłam też Odżywkę do wszystkich rodzajów włosów tej samej marki.
Producent zapewnia: "Wyprodukowana w 75% ze składników organicznych, z Aloe Vera, rumiankiem, masłem shea, oliwką i słonecznikiem, które nawilżą i odżywią Twoje włosy".
Skład odżywki (INCI): Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Betaine, Coco-Glucoside, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice Powder*, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil*, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil*, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil*, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract*, Limonene*, Glycerin, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Fruit Extract, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Extract, Citrus Tangerina (Tangerine) Fruit Extract, Anthemis Nobilis (Chamomille) Flower Oil*, Tocopherol, Potassium Sorbate, Lactic Acid, Citric Acid, Xanthan Gum.
* - składniki pochodzące z certyfikowanych upraw organicznych.
Odżywkę, podobnie jak szampon, otrzymujemy w plastikowej butelce w kształcie walca, a jej pojemność to 250 ml.
Jak na odżywkę jest to kosmetyk o dosyć rzadkiej konsystencji dzięki czemu łatwo rozprowadza się po włosach ale z nich nie ścieka. Ma bardzo ładny zapach. Nazwałabym go cytrusowym z lekką domieszką aromatu kwiatowego.
Odżywkę nakładam na mokre włosy i po kilku minutach spłukuję. Włosy łatwo się rozczesują, a po wyschnięciu są miękkie i błyszczące. Pomimo tych zalet po pierwszym użyciu tej odżywki byłam bardzo niemiło zaskoczona. Włosy owszem, były miękkie i błyszczące ale jednocześnie bardzo się elektryzowały. Przy każdym czesaniu dosłownie stawały dęba. Byłam zaskoczona i zdziwiona gdyż po raz pierwszy zetknęłam się z odżywką która daje takie efekty. Zniechęciłam się do jej używania i odstawiłam do szafki. Po pewnym czasie postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę. Tym razem włosy się nie elektryzowały. Używam tej odżywki do tej pory i zjawisko elektryzowania w zasadzie nie występuje, czasem się to zdarza ale w niewielkim stopniu.
Nie wiem dlaczego po pierwszym użyciu to elektryzowanie się włosów było takie silne. Może była to reakcja na nowy kosmetyk? A może zależy to np. od pogody? Nasze organizmy też często reagują lepszym lub gorszym samopoczuciem na zmiany pogody. Może dotyczy to również włosów? A może po prostu ta odżywka nie odpowiada moim włosom? Zużyję ją do końca ale następnej butelki raczej nie kupię.
Odżywka BENTLEY ORGANIC posiada, jak wszystkie kosmetyki tej marki, certyfikat Soil Association. Kupiłam ją, razem z szamponem, tutaj.
wtorek, 4 marca 2014
SYLVECO Tymiankowy żel do mycia twarzy
Wypróbowałam już kilka kosmetyków polskiej marki SYLVECO. Byłam z nich zadowolona postanowiłam więc sięgnąć po następny produkt tej marki. Mój wybór padł na Tymiankowy żel do twarzy.
O żelu możemy przeczytać:
"Hypoalergiczny, oczyszczający żel do mycia twarzy z kwasem jabłkowym o aktywnym działaniu wygładzającym i rozjaśniającym. Zawiera bardzo łagodny, ale jednocześnie skutecznym środek myjący, który nie podrażnia nawet najbardziej wrażliwej skóry. Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum, delikatnie złuszcza martwy naskórek i reguluje procesy odnowy jego komórek. Żel został wzbogacony olejkiem i ekstraktem z tymianku, które posiadają właściwości przeciwzapalne i kojące. Systematyczne stosowanie pozwala zachować gładką, zdrową skórę o równomiernym kolorycie."
Skład żelu (INCI): Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Thymus Vulgaris Extract, Panthenol, Malic Acid, Sodium Benzoate, Thymus Vulgaris (Thyme) Oil.
Skład, jak zwykle w produktach tej marki, taki jak lubię czyli krótki i naturalny. Widzimy tu łagodny detergent, glukozyd laurylowy, otrzymywany z kwasu glutaminowego i kwasów tłuszczowych z oleju kokosowego. Poza tym znajdziemy tu wodę, glicerynę, ekstrakt i olejek z tymianku i kwas jabłkowy. Kwas ten występuje naturalnie w wielu niedojrzałych owocach, w tym w jabłkach. Działa na skórę nawilżająco i rozjaśniająco. Całość zakonserwowana jest benzoesanem sodu, organicznym związkiem chemicznym stosowanym powszechnie jako konserwant żywności.
Żel otrzymujemy w przezroczystej plastikowej butelce o pojemności 150 ml. Butelka zaopatrzona jest w pompkę co umożliwia właściwe dozowanie kosmetyku. Pompka cały czas działa bez zarzutu, nie zacina się jak to czasem zdarzało się przy innych kosmetykach. Prawie cała butelka oklejona jest etykietą, która nie niszczy się i nie odkleja w trakcie używania żelu, a ponieważ nie obejmuje całej butelki, mamy możliwość kontrolowania ilości pozostałego do dyspozycji kosmetyku. Szata graficzna jest przyjemna dla oka, typowa dla kosmetyków SYLVECO. Na etykiecie. oprócz podstawowych informacji, znajdziemy też opis kosmetyku i jego składników czynnych. To również jest typowe dla SYLVECO. Butelka jest niewielka i bardzo dobrze układa się w dłoni. Bez problemu można dozować żel posługując się jedną ręką.
Żel ma barwę żółtą i dosyć gęstą konsystencję. Pieni się słabo. Nic dziwnego, wszak w składzie ma tylko jeden delikatny detergent. Jednak ta słaba pienistość nie przeszkadza w dokładnym oczyszczeniu skóry. Radzi sobie nawet ze zmywaniem makijażu. Ma piękny, świeży zapach tymianku. Zapach ten nie utrzymuje się długo na skórze, co zapewne będzie plusem dla osób nie przepadających za ziołowymi zapachami. Ja bardzo lubię ten zapach. Mam cerę mieszaną i nie zauważyłam żeby żel ją wysuszał i ściągał. Podobno jest on dobry dla cery trądzikowej. Tego nie mogę potwierdzić z tej prostej przyczyny, że nie mam trądziku, a pojedyncze wypryski zdarzają mi się niezwykle rzadko.
Od dawna nie używałam żadnego żelu do mycia twarzy. Od kilku lat myję twarz, podobnie jak całe ciało, mydłami naturalnymi w kostkach. Ten żel jest miłą odmianą. Jest dobrym i naturalnym produktem. Z pewnością skuszę się kiedyś na jego rumiankową wersję. Dodatkowym atutem tego kosmetyku jest niewygórowana cena, kosztował 16,50 zł. Kupiłam go w stacjonarnym sklepie zielarskim, ale można też kupić go w wielu sklepach internetowych np. tu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































