sobota, 29 grudnia 2012

Zielona herbata dla zdrowia



                 Zielona herbata jest w świecie zachodnim coraz bardziej popularna. Większość z nas wie, że powinno się ją pić ponieważ jest zdrowa, a jest zdrowa, bo zawiera antyoksydanty. I właściwie na tym, u większości ludzi, kończy się wiedza na temat tego napoju. Ze mną, do niedawna, było podobnie. Teraz już wiem trochę więcej o właściwościach zielonej herbaty.


Zdjęcie: Google

Zielona herbata ma wiele prozdrowotnych właściwości ale w moim przekonaniu najważniejsze jest jej działanie antynowotworowe. Postaram się krótko wyjaśnić na czym to działanie polega.
Wszyscy nosimy w swoich organizmach komórki rakowe w postaci tzw. mikroguzów. To, czy te mikroguzy rozwiną się do postaci guzów rakowych i zaczną rozprzestrzeniać się po organizmie w postaci przerzutów, zależy przede wszystkim od nas samych. Jeśli zdecydujemy się na zdrowe odżywianie z dużą ilością surowych warzyw i owoców, to nasze szanse na chorobę nowotworową wyraźnie zmaleją. Tu też duże usługi może nam oddać zielona herbata.
Każdy chirurg usuwający pacjentom guzy nowotworowe powie nam, że są one bardzo silne ukrwione. Bez tego ukrwienia mikroguzy nie mogą rozwinąć się w groźne nowotwory. Muszą utworzyć nową sieć naczyń krwionośnych zapewniających im pożywienie. Aby to osiągnąć wytwarzają związek chemiczny, który zmusza naczynia krwionośne do zbliżenia się do guza i do wytworzenia nowych odgałęzień. To zjawisko nosi nazwę angiogenezy. I tu ogromne pole do popisu ma właśnie zielona herbata. Jest ona bogata w polifenole, w tym katechiny, mające zdolność ograniczania rozwoju nowych naczyń krwionośnych, niezbędnych nowotworowi do wzrostu i tworzenia przerzutów. Ponadto antyoksydanty znajdujące się w zielonej herbacie aktywują w wątrobie enzymy eliminujące toksyny z organizmu i przyśpieszają samoistną śmierć komórek rakowych.Te ciekawe informacje znalazłam w książce  Antyrak. Nowy styl życia, o której pisałam tutaj. Dla mnie są to wystarczające powody do tego, żeby włączyć do swojej diety zieloną herbatę.
Kupuję zieloną herbatę liściastą Herbapolu. Można ją dostać np. w Rossmanie.



 
W estetycznym, kolorowym kartoniku znajdziemy celofanową torebkę zawierającą 100g suszonych, herbacianych liści. Żeby ułatwić sobie parzenie herbatki kupiłam bardzo praktyczny kubek z zaparzaczem:



Zaparzacz jest to bardzo gęste, druciane siteczko, do którego wsypujemy suchą herbatę. Zalewamy gorącą wodą, przykrywamy wieczkiem i czekamy aż się zaparzy.


 
Po kilku minutach wyjmujemy zaparzacz i już możemy delektować się herbacianym naparem.


 
 Zieloną herbatę włączyłam na stałe do swojej diety. Pilnuję tego, żeby każdego dnia wypić przynajmniej jeden kubek tego napoju. Czasem są to dwa lub nawet trzy kubki dziennie. Zielona herbata z powodzeniem może zastąpić nam kawę, gdyż, podobnie jak ona, zawiera kofeinę, a jednocześnie, w odróżnieniu od kawy, pójdzie nam na zdrowie.
Zielonej herbaty nie należy zaparzać wrzącą wodą gdyż to powoduje u niej goryczkę. Po zagotowaniu wody należy chwilę odczekać i dopiero zalać herbatę. Najkorzystniej jest parzyć ją przez 10 minut, gdyż wtedy uwalniają się z niej katechiny, i wypić w ciągu godziny od zaparzenia. Później herbata zaczyna stopniowo tracić swoje cenne właściwości.
Oprócz działania antynowotworowego zielona herbata przeciwdziała również chorobom sercowo - naczyniowym, stanom zapalnym, a nawet chorobie Alzheimera. Wspomaga również odchudzanie.
Trudno sobie wyobrazić, żeby roślina o takich właściwościach nie znalazła zastosowania w kosmetyce. Jej dobroczynne działanie obejmuje również skórę. Działa bakteriobójczo, przeciwzapalnie, zmniejsza obrzęki, przyspiesza gojenie się ran. Zmniejsza przetłuszczanie się skóry, działa nawilżająco, a zawarte w niej antyoksydanty działają przeciwzmarszczkowo. Nic więc dziwnego, że możemy znaleźć ją w wielu gotowych kosmetykach.  Możemy też wykorzystać ją w kosmetyce domowej. Okłady z zielonej herbaty są pomocne przy opuchniętych oczach. Możemy stosować ją jako naturalny tonik właściwie do każdej cery. Jeśli robimy sobie maseczki z glinek, to do zwilżenia glinki, zamiast wody, możemy użyć zielonej herbaty.
Zielona herbata to kolejny, wspaniały dar Natury i powinniśmy wykorzystywać go na wszelkie możliwe sposoby. Czy Wy też pijecie zieloną herbatę? Czy stosujecie ją kosmetycznie? Może macie jakieś inne pomysły na kosmetyczne zastosowanie zielonej herbaty?




  
 
 


środa, 26 grudnia 2012

Mydło z Himalajów

   

                 W listopadzie na blogu  Śliwki robaczywki ogłoszony został konkurs Mydlany Tydzień Nepalski. Wzięłam w nim udział i efekt był taki, że przyjechało do mnie mydełko himalajskie wyprodukowane w Nepalu, a dokładnie Ziołowe mydło niearomatyzowane z pokrzywą himalajską. Bardzo dziękuję organizatorce konkursu za to egzotyczne mydło.





Nepal jest to niezbyt duże państwo (nieco mniejsze niż połowa Polski) leżące między Indiami i Chinami. Południową część tego kraju zajmują wyżyny, natomiast na północy rozciąga się główny łańcuch Himalajów z najwyższym szczytem świata - Mount Everest.
 Wracajmy jednak do mydła. Jest to stugramowa kostka opakowana w folię i zaopatrzona w etykietę w kształcie opaski. Skład mydła świadczy o tym, że jest to produkt naturalny:


Producent zapewnia, że mydło jest delikatne, nie ma właściwości  drażniących i nadaje się do mycia skóry delikatnej i wrażliwej, a nawet chorej. Jedyny składnik ziołowy mydła tzn. dzika pokrzywa himalajska, od wieków stosowana jest przez uzdrowicieli do leczenia różnych schorzeń skórnych.



Moja opinia:
mydło jest produktem naturalnym. W jego skład wchodzą tylko oleje roślinne, woda i dzika pokrzywa himalajska zawierająca witaminy i minerały korzystnie działające na skórę. Kostka jest koloru ciemnego, jak na zdjęciach, i widać zatopione w niej drobinki sproszkowanej pokrzywy. Mydło jest niearomatyzowane, ma więc zapach zwykłego mydła. Można jednak wyczuć w nim bardzo delikatną nutkę ziołową. Mydeł naturalnych używam już od kilku lat i takie zapachy nie są mi obce, a nawet je polubiłam.
Pieni się dosyć obficie. Mimo iż widzę, że jest to piana, to mam wrażenie, że rozprowadzam po skórze przyjemną, tłustawą emulsję. To egzotyczne mydełko rzeczywiście jest bardzo delikatne. Moja bardzo problematyczna skóra bardzo dobrze się po nim czuje i nie ma żadnych podrażnień ani uczucia ściągania. Myję nim twarz i całe ciało, w higienie intymnej też sprawdziło się znakomicie. Myślę, że osoby z normalną i zdrową skórą, nie będą musiały po kąpieli z tym mydełkiem używać balsamów czy kremów do ciała. Jak dla mnie jest to jedno z lepszych, naturalnych mydeł jakich dotychczas używałam.



 
 Mydło z pokrzywą himalajską jest produkowane ręcznie tradycyjną metodą. Jego składniki ulegają całkowitej biodegradacji. Można powiedzieć, że jest ono przyjazne i dla ludzkiej skóry i dla środowiska. Kupić je można w tym sklepie.
Jest tam  cała seria mydeł himalajskich i ja z pewnością jeszcze niejedno z nich wypróbuję. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o procesie produkcji tych naturalnych mydeł - zapraszam tutaj.
 

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych Świąt!



     Radosnych Świąt Bożego Narodzenia,
rychłego spełnienia każdego marzenia,
ciepła, wiary i życzliwości
wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom tego bloga życzy
Sandra  


 

niedziela, 23 grudnia 2012

Dzisiaj książkowo...



                     
         Dzisiaj nie będzie kosmetycznie tylko książkowo.
Mój blog poświęcony jest przede wszystkim kosmetykom naturalnym. Tematyką tą zajmuje się również wiele innych blogerek. Dlaczego? Po prostu z dbałości o zdrowie. Chodzi o to, żeby, wraz z kosmetykami, nie dostarczać organizmowi szkodliwych substancji chemicznych, od których aż roi się w popularnych kosmetykach drogeryjnych. Ale czy kosmetyka to jedyny aspekt dbałości o zdrowie? Z pewnością nie. Właśnie przeczytałam bardzo ciekawą książkę na ten temat. Nosi ona tytuł  Antyrak.Nowy styl życia.






 Autorem książki jest francuski lekarz neuropsychiatra, David Servan - Schreiber (na zdjęciu obok).
Był on typowym współczesnym lekarzem zapatrzonym w osiągnięcia medycyny. Wszelkie informacje o niekonwencjonalnym leczeniu i profilaktyce odrzucał jako nienaukowe. Nie zwracał uwagi na związek stanu zdrowia z prowadzonym trybem życia, bo to przecież też było "nienaukowe". Gdy miał 30 lat zdiagnozowano u niego raka mózgu (glejak mózgu). Glejak jest guzem o najwyższym stopniu złośliwości, a przeciętny czas życia pacjenta od postawienia diagnozy to około roku. David Servan - Schreiber doskonale zdawał sobie z tego sprawę, wszak sam był lekarzem. Postanowił walczyć o swoje życie. Poddał się leczeniu tradycyjnemu ale na tym nie poprzestał. Postanowił przyjrzeć się niekonwencjonalnym metodom leczenia i profilaktyki nowotworowej, które jeszcze niedawno niemal wyśmiewał. Całkowicie zmienił swój tryb życia i odżywiania i co osiągnął? Zamiast około roku od diagnozy żył jeszcze 20 lat. Zmarł w roku 2011 mając 50 lat.
Przez te 20 lat żył intensywnie. Pracował, podróżował, napisał kilka książek, a wśród nich Antyrak.
 Opisał naturalne metody, które przyczyniają się do zapobiegania nowotworom lub wspomagają walkę z nimi. Napisał:
"Rak tkwi uśpiony w każdym z nas. Od nas zależy, czy zdołamy się przed nim obronić!"
Słowa te stanowią motto jego książki.


   
 O czym David Serwan - Schreiber pisze w swojej książce? Oto większa część spisu treści dająca pojęcie o charakterze książki:


 

Autor zwraca też uwagę na zagadnienia ekologii. Tytuł jednego z rozdziałów książki brzmi wręcz przejmująco: Nie sposób być zdrowym na chorej planecie.



 To prawda, żyjemy na chorej planecie. Ale tę chorobę spowodowaliśmy my, ludzie. Niszczymy na potęgę nasze środowisko naturalne i płacimy za to rachunek jakim jest epidemia raka i innych chorób tzw. cywilizacyjnych.
Autor zastanawia się również nad tym, dlaczego w konwencjonalnych kuracjach raka wciąż brakuje porad żywieniowych.


 
 Odpowiedź na to pytanie znajduje szybko. Oto ona:


 
 To tylko jeden lek, a przecież leków są tysiące... Chyba naiwnością jest oczekiwać, że świat medyczno - farmaceutyczny zrezygnuje z tak kolosalnych zysków i zacznie zalecać pacjentom zdrowy styl życia, który sprawi, że większość tych leków będzie niepotrzebna.
Książka jest tak ciekawa, że przeczytałam ją dosłownie jednym tchem. Jej przesłanie jest jasne. Powinniśmy sami zadbać o to, co mamy najcenniejsze czyli zdrowie. Innymi słowy mówiąc, trzeba wziąć własne zdrowie we własne ręce.

 



 


 

środa, 19 grudnia 2012

Wspominałam już kiedyś,



                że bardzo lubię peelingi, zarówno te gotowe, kupne jak i te własnej produkcji. Dzisiaj przedstawię jeden z peelingów gotowych, a mianowicie SHEA BUTTER PEELING, którego producentem jest Stara Mydlarnia.



Jest to peeling przeznaczony do skóry suchej, a więc do takiej jak moja. Myślę, że posiadaczki skóry normalnej też mogą go używać i z pewnością żadnej krzywdy im nie wyrządzi. Główne składniki peelingu to same naturalne wspaniałości:





Pny skład peelingu wygląda tak:




Moim zdaniem skład jest w porządku. Producent pisze tak o peelingu:
"Peeling cukrowy do ciała  z masłem shea (karite) oraz z dodatkiem naturalnych składników jak: olejek ze słodkich migdałów, olej avocado, olej z orzechów macadamia, lecytyna oraz witamina E. Peeling nie zawiera parabenów, olejów mineralnych, silikonów i konserwantów.
To prawdziwy zastrzyk energii i dawka młodości dla Twojej skóry. Dzięki niezwykle bogatej recepturze dobrze oczyszcza i wygładza skórę, poprawia jej ukrwienie i jędrność, ułatwiając walkę z cellulitem. Gwarantuje doskonałe nawilżenie i regenerację skóry, dostarczając cennych substancji odżywczych. Doskonale przygotowuje skórę do kolejnych zabiegów pielęgnacyjnych, gdyż lepiej wchłania ona składniki odżywcze." 

Moja opinia:
peeling wygląda tak:



Są to kryształki cukru zatopione w olejach roślinnych. Na temat obiecanego przez producenta "zastrzyku energii" i "dawki młodości dla skóry" trudno mi jest coś powiedzieć, ale uważam, że peeling jest dobrym "zdzierakiem", dokładnie usuwa martwy naskórek. Ze względu na ładny, cytrusowy zapach jest bardzo przyjemny w użyciu. Ponieważ zawiera masło karite i kilka innych wartościowych olejków, używam go po uprzednim umyciu ciała mydłem, oczywiście naturalnym. Spłukuję mydlaną pianę i dopiero wtedy przystępuję do peelingu. Spłukuję go chłodną wodą i delikatnie osuszam ciało ręcznikiem. W ten sposób unikam usunięcia ze skóry olejków zawartych w peelingu. Skóra jest gładka, natłuszczona i przyjemnie pachnie. Nie muszę już stosować żadnego balsamu do ciała.
Peeling zamknięty jest w plastikowym słoiczku o pojemności 300 ml. Spodobał mi się ten produkt i z pewnością wypróbuję jeszcze inne peelingi znajdujące się w ofercie Starej Mydlarni.


  

sobota, 15 grudnia 2012

Mleczko do czyszczenia LERUTAN




                            Święta coraz bliżej i tradycyjne przedświąteczne porządki dobiegają końca. W moim domu, podobnie jak w większości polskich domów, odbyło się gruntowne sprzątanie. Starałam się jednak, żeby przy tej okazji nie przyczyniać się do zanieczyszczeń środowiska i używałam ekologicznych środków czystości. Wśród tych środków znalazła się jedna nowość, a mianowicie Mleczko do czyszczenia LERUTAN.





Mleczko jest produktem francuskiej firmy Laboratoire GRAVIER. Zamknięte jest w plastikowej butelce o pojemności 500 ml. Butelka zaopatrzona jest w praktyczną końcówkę ułatwiającą dozowanie.





Mleczko LERUTAN  ma barwę jasną, prawie białą i jest dosyć gęstej konsystencji.





A jak się sprawuje jako środek czyszczący? Bardzo dobrze. Wystarczy niewielką ilość mleczka zaaplikować na zwilżoną gąbkę i można wyczyścić całkiem dużą powierzchnię. Przy takiej wydajności półlitrowa butelka wystarcza na dosyć długo. Jest delikatne i nie rysuje czyszczonych powierzchni. Jest idealne do sprzątania łazienki i kuchni. Usuwa wszelkie osady jakie możemy znaleźć w tych pomieszczeniach. Dodatkowym atutem mleczka jest jego świeży, cytrusowy zapach pozostający na pewien czas w wysprzątanej z jego pomocą łazience czy kuchni.





Mleczko LERUTAN  jest produktem certyfikowanym przez Nature & Progres. Oznacza to, że nie zawiera składników pochodzenia petrochemicznego, syntetycznych barwników i substancji zapachowych. Nie znajdziemy też w nim parabenów i silikonów. Produkty oznaczone tym certyfikatem perfumowane są olejkami eterycznymi i nie są testowane na zwierzętach.
Naturalność, skuteczność i wydajność tego mleczka spodobały mi się tak bardzo, że chyba zaprzyjaźnię się z nim na dłużej.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

FITOMED Odżywka normalizująca ekstraziołowa



                     Jest to, oczywiście, odżywka do włosów. Przeznaczona jest do włosów tłustych i skłonnych do łupieżu.







Kupiłam ją w stacjonarnym sklepie zielarskim. Szukałam jakiejś naturalnej odżywki do włosów i w sklepie zielarskim polecono mi właśnie tę odżywkę. Co na jej temat pisze producent?

"Składniki bioaktywne: wyciąg z ziół łopianu, rumianku, rozmarynu, bylicy bogaty w związki poliacetylenowe, goryczowe, olejki, garbniki; biotyna (wit. H): zawiera związki siarki. Zapobiega łojotokowi. łysieniu i siwieniu. Wyciąg uzupełniony biotyną w sposób wyraźny poprawia wygląd włosów tłustych oraz skóry, pobudza wzrost włosów. Odżywka zwalcza lekkie postacie łupieżu i zapobiega jego nawrotom. Odżywka nie zawiera substancji chemicznych  o działaniu  przeciwłupieżowym."
Jej skład wygląda tak:





Spróbujmy przeanalizować ten skład:

Aqua - wiadomo, woda,
Herbal Extract - ekstrakt ziołowy,
Cetearyl Alcohol - substancja pochodzenia organicznego, należy do rodziny emolientów oraz substancji powierzchniowo czynnych. moze powodować powstawanie zaskórników u osób do tego skłonnych,
Ceteareth-20 - substancja półsyntetyczna, aktywnie myjąca, odpowiedzialna za gruntowne oczyszczanie skóry i włosów,
Dipalmitoethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate - humektant i jednocześnie substancja zapobiegająca elektryzowaniu się włosów,
Propylene Glycol - humektant pochodzenia chemicznego otrzymywany z ropy naftowej. W kosmetykach używany jest najczęściej jako substancja utrzymująca wilgotność. Jest szkodliwy i silnie toksyczny,
Biotin - biotyna zwana również witaminą H jest substancją organiczną, witaminopodobną. Wpływa na wygląd włosów, skóry i paznokci. zapobiega łojotokowi i wzmożonej aktywności gruczołów łojowych,
 Fragrance - substancje zapachowe, prawdopodobnie syntetyczne,
DMDM Hydantoin - konserwant, substancja rakotwórcza i drażniąca, przyspiesza starzenie się skóry,
Methylisothiazolinone - konserwant, może być przyczyną alergii i kontaktowego zapalenia skóry.
Methylchloroisothiazolinone - konserwant, ma działanie alergizujące, działa na układ nerwowy.


 
Nie ukrywam, że skład tej odżywki nie zachwyca mnie. Ekstraktów ziołowych jest w niej dosyć dużo gdyż zajmują drugie miejsce w składzie, zaraz po wodzie. Natomiast biotyny jest już niewiele. Jest na siódmym miejscu w składzie. Po niej są już tylko substancje zapachowe i konserwanty.
Jak działa na moje włosy? Jej działnia przeciwłupieżowego nie jestem w stanie ocenić gdyż łupieżu, na szczęście, nie posiadam. Mam natomiast włosy przetłuszczające się. Nie zauważyłam żeby odżywka poprawiła wygląd moich włosów czy żeby pobudzała wzrost włosów. Włosy po jej użyciu są obciążone i, mimo zawartości substancji zapobiegającej elektryzowaniu się włosów, elektryzują się one wyraźnie. Wystarczy przeczesać je grzebieniem żeby "stawały dęba". Podsumowując, muszę stwierdzić, że ta odżywka nie spełniła moich oczekiwań. Zużyję ją, bo nie lubię wyrzucać kosmetyków, ale nastepnej butelki nie kupię.


 
    

czwartek, 6 grudnia 2012

Gąbka KONJAC



                        Kilka miesięcy temu na blogach kosmetycznych można było znaleźć dużo recenzji gąbki konjac. Recenzje były różne - od wręcz entuzjastycznych po mocno krytyczne. Trudno było więc na ich podstawie wyrobić sobie jakąś opinię na temat owej gąbki. Nie pozostało nic innego jak przetestować ją na własnej skórze.  Będąc jakiś czas temu w Rossmanie nabyłam gąbeczkę i zabrałam się do testowania.





Gąbka zapakowana jest w przeźroczyste pudełko plastikowe. Na pudełku możemy przeczytać czym jest gąbka konjac, a także jakie ma właściwości i zalety.





Po wyjęciu gąbki z pudełeczka okazało się, że jest ona zapakowana jeszcze w torebkę foliową.




Trochę mnie to zdziwiło, no bo po co aż tyle opakowań? Wszystko stało się jasne gdy wyjęłam gąbkę z torebki. Okazało się, że jest ona mokra! Mokra i taka trochę oślizła. Jeszcze tego samego wieczora po raz pierwszy użyłam gąbki. Według zapewnień producenta powinna ona usuwać makijaż. Nie miałam umalowanych oczu, ale miałam na twarzy podkład i puder sypki. Gdy przecierałam twarz gąbką pozostawała ona cały czas biała. Trudno mi było uwierzyć, że usunęła podkład i puder. Namydliłam ją trochę alepowym mydłem i wówczas na gąbce pojawiły się ślady podkładu. W tej sytuacji wątpię, czy sama gąbka, bez użycia żadnego środka myjącego, usunęłaby np. tusz do rzęs.

Gąbkę, po użyciu, należy wypłukać i wysuszyć. Tak też zrobiłam i wycisnęłam ją w ręcznik. Gąbka zaopatrzona jest w sznureczek, a więc łatwo powiesić ją gdzieś w łazience. Używałam ja wieczorem, a następnego dnia wieczorem, czyli po upływie doby, gąbka nie była jeszcze czałkiem wysuszona. Była z wierzchu twarda, a w środku miękka. Innymi słowy mówiąc miała taką twardą skorupę. Dopiero po upływie drugiej doby była całkowicie wysuszona, a więc twarda jak kamień. Wyglądała tak:





Jeśli chcemy ponownie użyć gąbki, należy zmoczyć ją w wodzie. Odzyskuje wówczas swój pierwotny kształt i miękkość.



Moja opinia:
Gąbka jest bardzo delikatna. Dobrze oczyszcza skórę dopiero wtedy, gdy nałożymy na nią trochę środka myjącego (mydło, żel). Ze względu na jej delikatność nie wierzę w jej działanie peelingujące ani w pobudzanie krążenia krwi. Z drugiej strony muszę przyznać, że skóra oczyszczona gąbką konjac jest wyjątkowo gładka.
Do minusów gąbki zaliczyłabym długi okres jej schnięcia. Teraz, gdy jest zima i w łazience grzeje kaloryfer, potrzebuje ona 48 godzin do całkowitego wyschnięcia. Gdybym więc chciała używać jej jeden raz dziennie, musiałabym mieć do dyspozycji dwie gąbki i używać ich na zmianę. Używam ją dopiero wówczas gdy całkowicie wyschnie i jest twarda. Obawiam się, że używanie nie całkiem wyschniętej gąbki może doprowadzić np. do jej zapleśnienia, o czym pisały niektóre blogerki. Gąbka ma jeszcze taki plus, ze można uprać ją w pralce w temperaturze do 60 st.C.
Swoją gąbeczkę będę, oczywiście, używała aż do jej całkowitego zniszczenia, ale następnej raczej nie kupię. Uważam, że gąbka konjac to taki ciekawy gadżet, który urozmaica nasze codzienne zabiegi pielęgnacyjne, ale można doskonale obejść się bez niej. Gładkość skóry można uzyskać stosując peelingi naturalne i maseczki np. z glinek. Używając gąbki konjac nigdy nie wiem czy martwy naskórek został usunięty czy też nie. Krótko mówiąc gąbka konjac na kolana raczej mnie nie powaliła i następnej chyba nie kupię.


 







sobota, 1 grudnia 2012

Ocet jabłkowy



            
                 Zrobiłam ocet jabłkowy! Wiele czytałam i słyszałam o zdrowotnych właściwościach tego octu i wreszcie go zrobiłam. Zainspirowała mnie do tego Bianka, pisząca o occie na swoim blogu (klik).





W ubiegłym roku też próbowałam zrobić ocet jabłkowy, ale, niestety, weszła pleśń i trzeba było wszystko wyrzucić. W tym roku, pod wpływem postu Bianki, postanowiłam spróbować jeszcze raz i udało się. Mam ocet własnej produkcji!

Ocet jabłkowy posiada wiele cennych właściwości zdrowotnych, a oto niektóre z nich:
  • zapobiega kamieniom pęcherza i infekcjom układu moczowego,
  • wzmacnia system odpornościowy,
  • poprawia kondycję fizyczną,
  • łagodzi objawy zapalenia stawów i dny moczanowej,
  • ogranicza infekcje w obrębie zatok i gardła,
  • obniża wysoki poziom cholesterolu,
  • chroni przed zatruciem pokarmowym,
  • wspomaga trawienie i leczenie zaparć,
  • zapobiega zmęczeniu mięśni po ćwiczeniach i...
  • przyspiesza metabolizm, co wspomaga utratę wagi.



 Nasz organizm z pewnością będzie nam wdzięczny jeśli codziennie rano wypijemy szklankę wody z dodatkiem 2-3 łyżeczek octu jabłkowego i takiej samej ilości miodu.

Ten wspaniały, naturalny produkt możemy też wykorzystać zewnętrznie, czyli do celów kosmetycznych. Bardzo dobrze sprawdzi się w płukance octowej do włosów. Ocet jabłkowy może też pomóc w uregulowaniu pH skóry. Wystarczy jedną część octu rozcieńczyć w dwóch częściach wody i stosować jak tonik. Ponieważ ocet jabłkowy ma właściwości przeciwzapalne i bakteriobójcze, taki octowy tonik będzie również pomocny w zwalczaniu trądziku.

W sklepach często widuję gotowy ocet jabłkowy ale jeszcze nigdy takiego nie kupiłam. Uważam, że najlepszy jest ocet zrobiony samodzielnie. Przynajmniej wiem z czego się składa i że nie zawiera żadnej szkodliwej chemii. Mam zamiar nastawić jeszcze jedną porcję jabłek na ocet. Chcę zmobilizować rodzinkę do picia octu więc trzeba zrobić go więcej.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...