Kremy
pod oczy są już stałym elementem pielęgnacji mojej twarzy. Czas
nieubłaganie upływa, lat przybywa. Doszłam więc do wniosku, że trzeba
delikatnej skórze pod oczami zapewnić bardziej staranną pielęgnację i
teraz już zawsze na mojej półce w łazience znajduje się krem pod oczy.
Obecnie jest to Maska - krem pod oczy z rozmarynu polskiej marki ORIENTANA.
O kremie przeczytałam:
Maska
- krem z rozmarynu to bezpieczne połączenie odżywczej maseczki z kremem
pod oczy na noc. Zawarty w nim kwas karnozowy i karnozol mają działanie
antyoksydacyjne - chronią skórę przed wolnymi rodnikami oraz posiadają
właściwości antybakteryjne, drenujące i przeciwzapalne. Dzięki swojej
lekkiej konsystencji maska - krem przenika do najgłębszych warstw skóry i
wygładza zmarszczki stymulując proces odnowy kolagenu.
Maska
- krem zawiera ekstrakty roślinne, które działają wygładzająco i
odżywczo na skórę wokół oczu. Bazą maski jest ekstrakt z trzęsaka - to
bogaty w chitynę i chitosany grzybek, który stymuluje skórę do odnowy i
wygładza zmarszczki. Ekstrakt z rozmarynu likwiduje opuchlizny i worki
pod oczami. Stosuj w nocy - wtedy skóra najlepiej pobiera substancje
zawarte w kosmetykach. Już po kilku dniach stosowania twoja skóra wokół
oczu stanie się jasna, promienna i wygładzona.

Rozmaryn używany jest do celów kosmetycznych od wieków. Już starożytni Egipcjanie wiedzieli o jego właściwościach zmniejszających opuchliznę. Znajdujące się w tej roślinie olejki eteryczne i terpenoidy (kwas karnozowy, karnozol
i inne) posiadają silne własności antybakteryjne, antygrzybicze i
przeciwwirusowe. Działają też antyoksydacyjnie, ujędrniająco i
przeciwzmarszczkowo. W składzie kremu znajduje się też trehaloza. Jest to substancja otrzymywana z alg morskich działająca jako antyutleniacz i utrzymująca długo rezerwy wodne w skórze. Ekstrakt z trzęsaka bogaty w chitynę i chitosany stymuluje skórę do odnowy i wygładza zmarszczki. Z kolei alantoina nawilża i regeneruje skórę.
Opakowanie kremu to wąska i dosyć długa tubka zawierająca 20 g kosmetyku. Wylot tubki ma kształt dziubka co ułatwia precyzyjne dozowanie niewielkich ilości kremu potrzebnych pod oczy.
Kosmetyk ten z wyglądu przypomina mleko, a jego konsystencję określiłabym jako kremowo-żelową. Jest to kosmetyk, który można określić jako dwa w jednym. Wskazuje na to jego nazwa "maska-krem". Producent zaleca stosować go na noc gdyż wtedy skóra najlepiej wchłania składniki i maska najefektywniej spełnia swoją rolę. Krem lekko rozprowadza się po skórze i szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy i dlatego stosuję go również na dzień. Tuż po aplikacji mam poczucie lekkiego chłodzenia, które szybko mija. Jest to kosmetyk w zasadzie bezzapachowy. Jeśli trochę kremu podstawię pod sam nos to wyczuwam bardzo lekki i przyjemny, ziołowy zapach, natomiast w trakcie nakładania go na skórę nie wyczuwam zapachu.
Po wieczornej aplikacji maski-kremu rano skóra wokół oczu jest dobrze nawilżona. I wiecie co? Ten krem rzeczywiście zmniejsza poranne, podoczne obrzęki, a bywa też, że rano w ogóle ich tzn. obrzęków nie ma. Było to dla mnie miłe zaskoczenie gdyż, prawdę mówiąc, nie dowierzałam, że takie efekty są możliwe. Poza tym krem jest delikatny, nie podrażnił mi oczu, nie uczulił.
Maska-krem pod oczy z rozmarynu jest produktem przeznaczonym do każdego rodzaju cery.
Skład: Aqua, Isoppropyl Myristate, Seaweed Trehalose (naturalny disacharyd z alg), Glycerin, Rosmarinus Officinalis Extract (ekstrakt z rozmarynu) Tremella Fuciformis Extarct (ekstrakt z trzęsaka), Allantoin, Disodium EDTA.
Skład kremu jest krótki i to mi się podoba. Zastrzeżenia mam tylko do konserwantu (Disodium EDTA). Wolałabym żeby producent użył bardziej naturalnej substancji konserwującej zwłaszcza w kosmetyku pod oczy. Jednak ogólnie jestem zadowolona z tego kremu. Podejrzewam, że Orientana zaprzestała jego produkcji gdyż nie ma go już w ofercie firmowego sklepu internetowego. W niektórych sklepach można go jeszcze dostać. Ja kupiłam tu.
O tym, że uwielbiam naturalne mydła w kostkach już wiecie gdyż niejeden raz o tym mówiłam tzn. pisałam. Żele pod prysznic bardzo rzadko goszczą w mojej łazience. Ostatnio zdarzyło się to w roku 2015. Zdecydowanie wolę mydlane kostki od żeli. Podobnie jak Viola z bloga Natura i ja wizyty w sklepach internetowych zaczynam od przeglądu mydeł jakie dany sklep ma w ofercie. W ten sposób można trafić na mydlane marki, których się nie zna czy nawet się o nich nie słyszało. Właśnie w taki sposób trafiłam na mydełka AJEDEN i sprawiłam sobie takie oto cztery cudeńka. Są to: Mydło z pyłkiem pszczelim, Mydło z aloesem, Mydło z czekoladą i Mydło z różą.
AJEDEN to mała rodzinna manufaktura
znajdująca się na obrzeżach Drawieńskiego Parku Narodowego. Właściciele
tej małej firmy mają pasiekę i w ich ofercie znajdziemy, oprócz mydeł, miody i inne produkty pszczele jak pyłek kwiatowy czy świece z wosku pszczelego. Ale pasieka i produkty pszczele to nie wszystko. Właściciele hodują też kozy, a więc mają świeże, kozie mleko i na jego bazie wytwarzają swoje mydła. W składzie większości mydełek nie ma wody. Została zastąpiona kozim mlekiem.
Dzisiaj przedstawię Wam dwie z czterech kostek widocznych na zdjęciu gdyż dopiero dwie przetestowałam. Kostki są dosyć duże. Ważą po 150 g (+/- 10%), a więc trudno je szybko wymydlić. Do tej pory zużyłam połowę jednej kostki i prawie połowę drugiej. Pierwsza z nich to Mydło z aloesem.

Opis producenta: Jeżeli twoja skóra woła o pomoc nie pozostaje nic innego jak wybrać mydło z kozim mlekiem i wyciągiem z aloesu. Wzbogacone nierafinowanym masłem shea i zieloną glinką przyniosą ulgę niejednym dłoniom. Aloes pobudza regenerację naskórka, działa ściągająco i przeciwzapalnie. Mydło łagodzi podrażnienia, jest bezzapachowe więc nie podrażnia skóry. Warto tu wspomnieć o kwasie mlekowym, który występuje naturalnie w kozim mleku. Otóż kwas ten zapewnia naszej skórze odpowiednie pH. Ma to istotne znaczenie ponieważ nie naruszamy naturalnej bariery ochronnej naskórka, która zabezpiecza go przed działaniem czynników zewnętrznych. Kwas mlekowy posiada również silne właściwości nawilżające i odbudowujące komórki.

Mimo iż kostka jest dosyć duża to dobrze układa się w dłoniach i bez problemu można ją mydlić. Mydełko jest bezzapachowe tzn. nie jest perfumowane. Natomiast posiada bardzo lekki zapach naturalnego mydła. Wytwarza obfitą, kremową pianę. Producent w swoim opisie wspomina o myciu nim rąk ale ja używam go także do mycia twarzy i całego ciała. Mydełko dobrze oczyszcza skórę ale jednocześnie jest bardzo delikatne. Nie wysusza jej, nie podrażnia i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Dobrze też spisuje się w higienie intymnej. Myślę, że tak delikatnym mydłem można myć również małe dzieci. Jestem z tej kostki bardzo zadowolona.
Skład mydła z aloesem: zmydlona oliwa z oliwek, kozie mleko, zmydlone: olej kokosowy, nierafinowane masło shea i olej z otrąb ryżowych, wyciąg z aloesu, zmydlony: zrównoważony olej palmowy i olej rycynowy, zielona glinka.
Druga kostka to Mydło z pyłkiem pszczelim.
Opis producenta: Mydło z pyłkiem kwiatowym (potocznie zwanym pszczelim) to taka bomba witaminowa o wymiarach 8x6 cm. Te małe kuleczki posiadają ogromną moc. Bogate w witaminy z grupy A, C, PP, E, D, K, H oraz witamin z grupy B. Zawierają również mikroelementy: wapnia, potasu, magnezu, żelaza i cynku. Pyłek posiada właściwości antybakteryjne. Mydło nadaje się do codziennej pielęgnacji. Po dłuższym stosowaniu możliwe, że Wasza skóra odzyska zdrowy wygląd. Po pozytywnych opiniach naszych klientów mydło na stałe zagościło w ofercie.

To mydło, mimo sporych rozmiarów, też dobrze układa się w dłoni i jest wygodne w użyciu. Jest również nieperfumowane. Pieni się obficie ale inaczej niż mydło z aloesem. Tamto wytwarza klasyczną pianę jak większość mydeł naturalnych. Piana mydła z pyłkiem pszczelim jest inna. Bardziej przypomina emulsję niż pianę. Bardzo lubię rozprowadzać tę emulsję po skórze. Mam wrażenie jakbym myła się kremem z dodatkiem piany. Bardzo przyjemne uczucie. Mydełko z pyłkiem pszczelim jest łagodne dla skóry ale dobrze ją oczyszcza i, podobnie jak poprzednie, nie wysusza jej i nie ściąga. Też myję nim twarz i całe ciało i spisuje się świetnie. Kostka ładnie wygląda z kolorowymi kuleczkami pyłku. Obracając kostkę w dłoniach wyczuwa się te kuleczki ale nie jest to mydło peelingujące. Do peelingu potrzeba jednak czegoś ostrzejszego. Najważniejsze, że dobrze myje skórę i jest dla niej delikatne.
Skład mydła: zmydlony zrównoważony olej palmowy, kozie mleko, zmydlone oleje: kokosowy i rycynowy, pyłek pszczeli.
Manufaktura AJEDEN pakuje swoje produkty w opakowania ekologiczne wykonane ze zwykłego, szarego papieru. Mydełka w opakowaniach wyglądały tak:
Pozostałe dwa mydełka czyli z różą i z czekoladą będą musiały trochę poczekać na rozgoszczenie się na łazienkowej mydelniczce. Najpierw muszę wykończyć te dwie kostki, a potem pewnie będę chciała wypróbować mydła innej marki i o nich napisać ale to się dopiero okaże.
Mydła tej marki można kupić w firmowym sklepie producenta oraz w sklepie, w którym je odkryłam, czyli tu.
Wszystkie
wiemy jak ważne jest dokładne oczyszczanie twarzy. Bez porządnego
oczyszczania nie ma mowy o właściwej pielęgnacji cery. W moim
przekonaniu codzienne oczyszczanie (poranne i wieczorne) nie jest
wystarczające i dlatego systematycznie robię peelingi. Systematycznie
czyli przeważnie raz w tygodniu, chociaż czasem zdarza się i częściej.
Peeling usuwa nie tylko zanieczyszczenia skóry ale również martwe
komórki naskórka dzięki czemu buzia jest wygładzona i wygląda młodziej. Najczęściej używam peelingów mechanicznych. Aktualnie jest to Nagietkowy scrub do twarzy rosyjskiej marki BANIA AGAFII.
O tym kosmetyku przeczytałam:
Nagietkowy scrub do twarzy stworzony do delikatnej pielęgnacji cery suchej i wrażliwej. Naturalne składniki delikatnie oczyszczają skórę, likwidują złuszczanie się naskórka, uspokajają ją i nawilżają sprawiając, że skóra staje się miękka i elastyczna. Kwiaty nagietka to naturalny scrub stworzony dla cery suchej i wrażliwej. Olej z nasion marchwi bogaty w witaminy A i C nawilżające skórę, a organiczny wosk pszczeli ochrania ją przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych.

W przezroczystym, plastikowym słoiczku zamknięto 100 ml peelingu. Kolor kosmetyku jest dokładnie taki jak widać na zdjęciu. W peelingu zatopione są pokruszone płatki nagietka ale nie one są głównym składnikiem ściernym. Jest nim sól. Powszechnie wiadomo, że sól wysusza skórę ale w tym przypadku tak nie jest. W składzie peelingu znajdują się oleje i gliceryna, które zapewne nie dopuszczą do przesuszenia, a poza tym peeling przebywa krótko na skórze więc sól raczej nie zdąży jej wysuszyć. Peeling ma konsystencję kremową. Moim zdaniem jest odrobinę za gęsty ale nie ma tragedii tym bardziej, że zawsze peeling aplikuję na twarz spryskaną tonikiem lub hydrolatem co powoduje jego lekkie rozrzedzenie.

Nagietkowy scrub do twarzy nie jest bardzo mocnym zdzierakiem. Jest w sam raz do delikatnej skóry twarzy i,
co najważniejsze, jest skuteczny. Mimo iż w jego składzie znajduje się masło shea i oleje, to nie jest kosmetykiem bardzo tłustym. Bardzo dobrze oczyszcza skórę
pozostawiając ją miękką, gładką i prawie bez tłustej warstwy. Jego używanie umila bardzo ładny,
kwiatowy zapach. Prawdę powiedziawszy wątpię w to, że źródłem tego
zapachu są naturalne olejki eteryczne ale nie zmienia to faktu, że
zapach bardzo mi się podoba. Po takim gruntownym oczyszczeniu cery pozostaje tylko nałożenie maseczki i buzia znacznie zyskuje na wyglądzie. Podsumowując jestem zadowolona z peelingu nagietkowego i nie żałuję, że go kupiłam.
Skład: Salt, Glycerin, Butyrospermum Parkii, Cocamidopropyl Betain, Calendula Officinalis Flower, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Daucus Carota Seed Oil, Organic Cera Alba, Tocopherol, Parfum.